poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Blog Day 2009


Po raz czwarty obchodzimy dziś Dzień Blogu. Na tej stronie można znaleźć krótki opis idei Dnia Blogu oraz zasady.
I ja spróbuję opisać 5 blogów, na które lubię zaglądać. W zeszłym roku wymieniłam tylko blogi ksiażkowe, dziś spróbuję zachęcić do odwiedzenia blogów z zupełnie innych dziedzin.

1. Wrocławski blog Sary,
2. Fotki fotocyka,
3. Heskie opowieści kwiecienki,
4. Niebiańskie przepisy komarki,
5. Ciepły pamiętnik brahdelt.

A jak to wygląda u was? Może polecicie ciekawe, nieznane mi, blogi?

niedziela, 30 sierpnia 2009

"Czasy kóz" Luan Starova


Książka o kozach? I o polityce? A właściwie o roli kóz w komunizmie? To nie może być ciekawe. Tak pomyślałam. Myliłam się. Było ciekawie, nawet bardzo.
Autor przenosi nas do Macedonii, gdzie w biednej dzielnicy w Skopje mieszka rodzina albańskich emigrantów. Ojciec rodziny to profesor, badacz starych ksiąg, kompletnie pogrążony w swoim świecie. O byt rodziny dba matka. Rodzna ledwo przędzie, umierają najmłodsze z dzieci, rodzą się nowe, starsze są niedożywione, a matka próbuje na wszelkie sposoby związać koniec z końcem. Tymczasm do stolicy nadciagają pasterze z setkami kóz. Rząd republiki postanowił zrobić z pasterzy przykładnych przedstawicieli klasy robotniczej. Problemem są kozy. Kozy kochane przez dzieci, kozy ratujące życie, żywiące niemowlęta i towarzyszące rodzinom. Także rodzina emigrantów decyduje się na zakup kozy, mimo że może to być niebezpieczne. Wraz z zaupem nawiązuje się głęboka przyjaźń między ojcem a przywódcą pastrzey Czangą. Ojciec wprowadza go w świat ksiąg i historii, a Czanga prowokuje dyskusje polityczne. Kozy utrzymują przy życiu całą dzielnicę, która żyje w ciągłym strachu przed uprawomocnieniem dekretu o likwidacji kóz.
Wiem, nie brzmi to porywająco. Jendak powieść coś w sobie ma - dla mnie przede wszystkim ogromny faktor poznawczy, bo o Macedonii zbyt wiele nie wiem. Bardzo podobało mi się również zagadkowe zakończenie, którego naturalnie nie zdradzę:) Po przeczytaniu można również snuć dalekoidące rozważania polityczne - jednak takich ciągot nie mam. Starałam się skoncentrować na kulturze, na historii przede wszystkim.
Polecam!

Luan Starova, Czasy kóz, tł. Dorota Jovanka Ćirlić, 202 str., Oficyna 21.

czwartek, 27 sierpnia 2009

"Brama Niebiańskiego Spokoju" Shan Sa


Krótka, powiedziałabym, nowelka, wbrew oczekiwaniom, spodobała mi się. Dotąd preferowałam książki, opowiadające o Chinach dawnych, magicznych, pełnych tradycji i dostojeństwa. Nie pociągały mnie powieści osadzone w Chinach komunistycznych. W "Bramie Niebiańskiego Spokoju" akcja rozpoczyna się tuż po masakrze na placu Tian'anmen. Przypadkowy przechodzień wyciąga z obławy Ayamei, jedną z głównych incjatorek studenckiej rewolucji. Ayamei ukrywa się wpierw mieszkaniu kierowcy Wanga, który później umieszcza ją w swojej rodzinnej wiosce na wybrzeżu. Równocześnie poznajemy Zhao - przykładnego maoistę. Chłopaka ze wsi, wychowanego przez armię. Zhao oddany jest swoim przełożonym i komunistycznym ideom więc sumiennie stara się wykonać rozkaz, nakazujący mu aresztoanie Ayamei. Gdy w mieszkaniu jej rodziców trafia na pamiętniki dziewczyny, zaczyna poznawać osobę o zupełnie innym życiu niż on. Jego nieśmiałą fascynacja dziewczyną rośnie i wzbudza w nim dotąd nieznane pytania, mimo to nie usataje w poszukiwaniach buntowniczki. Ucieczka Ayamei w góry otwera świat dawnych wierzeń, nadaje książce nutę tradycyjnej chińskiej kultury. Właśnie sam, tajemniczy, koniec najbardziej mi się podobał.

Shan Sa, Brama Niebiańskiego Spokoju, tł. Krystyna Sławińska, 122 str., Muza.

środa, 26 sierpnia 2009

"Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej" Michał Witkowski


Poznajemy cwaniaka i kombinatora, który nieprzerwanie opowiada o sobie i swoim życiu. Właściciel lomabrdu, któremu żaden biznes nie jest obcy, zdradza swoje kombinatorskie tajemnice i komentuje transformacje w Polsce. Do pomocy dobiera sobie podwórkowych chłopców. Najważniejszy to Sasza - idealny mężczyzna. Przesycił mnie ten nieustanny słowotok, dusiły mnie opisy, przytłaczały słowa. Nie dotarł do mnie Witkowski, a może ja nie otwarłam się na jego świat. O ile "Fototapeta" mi się z pewnych względów podobała (lecz nie bezwarunkowo), to ta książka wyraźnie mnie znudziła. Warto było ją przeczytać dla kilku perełek, takich jak opis spotkania werbującego pracowników do sprzedaży bezpośredniej ale brak mi ogólnych zachwytów i poczucia przeczytania książki, która coś wniosła. Zawiodłam się.

Michał Witkowski, "Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej", 251 str., WAB.

sobota, 22 sierpnia 2009

"Masażysta cudotwórca" V.S. Naipaul


Ganesh Ramsumir to prosty człowiek. Nobilituje go jednak fakt, że ukończył szkoły. Wciąż ma nowy pomysł na swoje życie. Gdy nie wyszła mu kariera nauczyciela, postanowił zostać masażystą. Gdy i to się nie udało, obiweścił wszystkim, że napisze książkę. Sam zamiar czynił go wielkim w oczach sąsiadów. Pisanie książki trwało bardzo długo, a gdy już powstała marna broszurka, nie odniosła sukcesu. Szczęśliwym losem Ganesh zdobywa jednak sławę jako mistyk - cudotwórca i jego kariera zaczyna rozwijać się w zastraszającym tempie. Od cudotwórcy dzieli go już krok od polityki.
Dopiero po przeczytaniu książki dowiedziałam się, że to debiutancka powieść Naipaula. Całkiem przypadkowo wybrałam akurat ten tytuł w bibliotece. Naipaul opowiada bardzo sprawnie, dowcipnie. Jego opisy środowiska Hindusów na Trynidadzie są mistrzowskie, a dialogi przekomiczne. Naipaul demaskuje bohaterów, traktując ich z przymróżeniem oka, ukazując ich prostotę a zarazem wysokie mniemanie o sobie. Bardzo ciekawie opisuje życie na przedwojennym Trynidadzie - dla mnie była to w dużej mierze laktura poznawcza.
NIe tak dawno temu czytałam ciekawy artykuł o Naipaulu i miałam po nim bardzo sprzeczne odczucia, nawet nieco obawiałam się lektury jego książek. Jednak niezależnie jaką był osobą, jego pisanie bardzo mi się spodobało i myślę, że spróbuję sięgnąć po jego najsłynniejszą powieść "Dom pana Biswasa".

V.S. Naipaul, Der mystische Masseur, tł. Karin Graf, 249 str., Kiepenheuer & Witsch.

wtorek, 18 sierpnia 2009

"The Star-Apple Kingdom" Derek Walcott

Preczytałam. Wymęczyłam. Nie lubię poezji. I już. A poezja Walcotta nie jest tym rodzajem poezji, która potrafi zachęcić takich opornych czytelników jak ja.
Zbiorek, który czytałam zawiera wybrane wiersze z trzech różnych książek, więc daje pewnie ogólny pogląd na twórczość Walcotta. Owszem zorientowałam się, że dominującą tematyką jest poszukiwanie tożsamości narodowej i utrata ojczyzny ale nawet posłowie tłumacza nie rozjaśniło mi przeczytanych wierszy, co gorsza myśli tak mi uciekały, że nie dokończyłam owego posłowia czytać. Gdyby nie noblowski plan, pewnie nigdy bym nie sięgnęła po wiersze Walcotta i nawet teraz, mimo że je przeczytałam, z czystym sumieniem nie mogę tak powiedzieć. Szkoda. Ciekawa jestem czy jeszcze ktoś zmierzy się z Walcottem i podzieli swoimi spotrzeżeniami?

Derek Walcott, Das Königreich des Sternapfels, tł. Klaus Martens, 98 str., Hanser.

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

"Aleja samobójców" Marek Krajewski, Mariusz Czubaj


Bardzo byłam ciekawa wyniku mariażu Krajewskiego i Czubaj. Niestety nie podobało mi się tak, jak kryminały z Mockiem w roli głównej.
Tutaj mamy Jarosława Patera - nadkomisarza z Gdańska, lubiącego pokera i muzykę purystę językowego. Pater prowadzi śledztwo, od którego został odsunięty na własną rękę. W eksluzywnym domu starców pod Gdańskiem zostaje zamorodwany i oskalpowany jeden z pensjonariuszy, a kolejny ginie. Gdy Pater zaczyna prowadzić śledztwo okazuje się, że oskalpowany pensjonariusz tylko pozornie był staruszkiem poruszającym się na wózku inwalidzkim, a dyrektor domu seniora to podejrzany gość. Do tego całą sprawą zaczyna interesować się ABW, która niezbyt delikatnie pozbywa się Patera ze śledztwa. Autorzy zahaczają o antropologię, skandynawistykę, okaleczanie - tematyka ciekawa, choć dla mnie mogłaby być bardziej rozbudowana.
Zastanawiałam się czego mi brakowało. Po pierwsze oczekiwałam podświadomie stylu Krajewskiego, a jednak (co nie powinno naturalnie dziwić) w tym kryminale widać inne pióro. A po drugie myślę, że wyjątkowość kryminałów Krajewskiego wynika w sporej części z faktu umiejscowienia ich w latach przedwojennych. Współczesność "Alei samobójców" nie miała dla mnie już tego uroku.
Mimo to chętnie przeczytałabym kolejny kryminał tego duetu, niestety na razie go nie mam:(

Marek Krajewski, Mariusz Czubaj, Aleja samobójców, 283 str., WAB

niedziela, 16 sierpnia 2009

"Przyślę Panu list i klucz" Maria Pruszkowska


Będąc u rodziców zapragnęłam wrócić do tej książki. Ostatni raz czytałam ją pewnie 15 lat temu i już niestety niewiele zostało mi w pamięci.
Oto poznajemy w pierwszych rozdziałach rodzinę opętaną pasją czytelnictwa. Po pirwsze ojca, który czyta tak nałogowo, że nawet mówiąc posługuje się cytatami z książek. Następnie jego dwie córki, oddane tak samo pasji czytania jak ich ojciec. Jedynie matka próbuje wprowadzić jakąś normalność w domowe pielesze ale w końcu również się poddaje rodzinnej pasji. Maria Pruszkowska w kolejnych rozdziałach opisuje perypetie obu córek, które wynikają z ciągłego czytania książek. Towarzyszymy im przez lata szkolne aż do momentu, gdy stają się pannami na wydaniu.
Książka napisana jest ciepło, przytulnie wręcz. Przestarzałe zwroty czy okoliczności wydarzeń raczej wzruszają niż denerwują. Lektura obowiązkowa wszystkich moli książkowych!

Maria Pruszkowska, Przyślę Panu list i klucz, 146 str., Wydawnictwo Morskie.

Wróciłam

Tygodniowy pobyt u rodziców zaowocował sporymi zakupami w księgarni (na szczęście głównie dla córki), przesortowaniem sporej ilości książek i zasileniem podaja w nadziei, że i mnie uda się wreszcie coś upolować, przeczytaniem ogromnego stosu Dużych Formatów i Wysokich Obcasów oraz jednej książki - tę ostatnią to już łyknęłam w samolocie, a zrecenzuję za chwilkę. Wyszukałam też kilku noblistów i pożyczyłam do przeczytania.
Fajnie było:)

sobota, 8 sierpnia 2009

"Głowa Minotaura" Marek Krajewski


Bardzo mi się podobało. Uwielbiam styl Krajewskiego. Od pierwszego zdania przenoszę się w inny świat. Tym razem najmniej na kartach powieści Wrocławia, za to dużo przedwojennego Lwowa, trochę Katowic, a i Rybnik jest. Nie jestem w stanie skonfrotnować opisów Lwowa, ale Katowice wypadły świetnie.
Krajewski naszykował jeszcze jedną niespodziankę, oprócz zmiany miejsca akcji. Śledztwo prwadzone jest nietylko przez Mocka. Towarzyszy mu lwowski policjant Popielski. Do Mocka dość podobny - fascynat łaciny i szachów, porywczy, tajemniczy i bardzo dobry w tym, czym się zajmuje. Połączyło ich pozukiwanie minotaura - mężczyzny, który gwałci dziewice, następnie je zabija i wygryza ich twarz. Tak, Krajewski znów nie unika brutalności, czasem oceiarającej się o obrzydliwość. Mnie to akurat bardzo pasuje. Lubię realne, dosadne opisy. Ów Minotaur pochodzi najprawdopodbniej z Lwowa i uderzył tym razem we Wrocławiu. Śledztwo okazuje się być bardzo skomplikowane i uderze osobiście w Popielskiego, a właściwie w jego piękną, nastoletnią córkę.
Można by krytykować niektóre posunięcia Krajewskiego (rola córki chociażby) ale ja pozostanę bezkrtyczna, bo naprawdę świetnie i szybko się czytało. Czyli tak, jak to powinno mieć miejsce w przypadku kryminału. Polecam.

Jutro wyjeżdżam na 6 dni. Nie będę więc zaczynać nowej książki, spróbuję nadrobić czytanie czasopism. A u mamy już czekają na mnie nowe książki:)

Marek Krajewski, Głowa Minotaura, 341 str., WAB.

czwartek, 6 sierpnia 2009

"Nazywam się czerwień" Orhan Pamuk


Udało się! Przebrnęłam przez całe 575 drobno zadrukowanych stron. Muszę jednak przyznać, że najbardziej krytyczne było pierwszych sto stron, gdy rozważałam odłożenie książki. Gdy jednak przyzwyczaiłam się do stylu i treści o odkładaniu książki przestałam myśleć.
Pamuk przenosi nas do szesnastowiecznego Stambułu w środowisko ilustratorów ksiąg. Poznajemy głównego ilustratora, trzech najbardziej utalentowych pracowników oraz Karę. Kara wyjechał ze Stambułu 12 lat temu, gdy okazało się, że nie może poślubić ukochanej córki wuja. Przez całe te lata marzył o pięknej wybrance. Wuj wezwał go do powrotu, by pomógł mu w ukończeniu wyjątkowej księgi, tworzonej właśnie dla szacha. Okazuje się jednak, że wuj odchodzi od tradycyjnego osmańskiego stylu ilustrowania, poddając się wpływom europejskim. Taki rozwój nie wszystkim się podoba, co więcej przez wielu uznawany jest za świętokradztwo i grzech śmiertelny. Wraz z przybyciem Kary do Stambułu zamordowany zostaje jeden z ilustratorów, który wykonywał złocone ornamenty w powstającej księdze. Pamuk niespiesznie snuje swoją intrygę, poświęcając najwięcej miejsca dokładnym opisom ksiąg, ilustracji, przytaczając legendy, przypowieści, historie. Opis jednej ilustracji po trafi zająć kilka stron, a jedno zdanie nawet półtora strony! Czytanie wymaga wielkiej koncentracji czytelnika i wręcz passjonackiego zamiłowania do opisyanych tematów. Równolegle autor pozwala na ponowne spotkanie Kary i pięknej ukochanej - matki dwóch synów, których ojciec nie powrócił z wojny. Przy okazji tego wątku możemy poznać życie w szestnastowiecznym Stambule - mieszkańców, poszczególne dzielnice, stroje, potrawy.
Pamuk dzieli swoją powieść na 59 rozdziałów - z których każdy ma innego narratora. Rozdziały nie są zbyt długie, co mnie akurat pomagało w czytaniu powieści. Z drugiej strony jednak ciągłe zmiany narratora wymagały stałej koncentracji. Narratorem są postaci (Kara, ukochana, ilustratorzy) ale również bohaterowie ksiąg (drzewo, koń, szatan). I te ostatnie rozdziały czytało mi się najgorzej. Brak mi odniesienia i wiedzy na temat ilustracji, zwłaszcza perskiej. Dużym ułatwieniem byłoby opublikowanie ilustracji w powieści, gdzie czytelnik mógłby skonfrotnować wzmianki dotyczące stylu.
Trudno mi polecić Pamuka z czystym sumieniem. Warto przeczytać tę powieść dla własnej satysfakcji, ale nie ukrywam, że nie jest to łatwa rozrywka.

Wraz z przeczytaniem tej książki poznałam kolejnego noblistę oraz dołączyłam kolejny kraj do mapy.

Orhan Pamuk, Rot ist mein Name, tł. Ingird Iren, 575 str., Hanser.