poniedziałek, 30 stycznia 2017

"Dziennik kasztelana" Evžen Boček


Nie ukrywam, że zwróciłam uwagę na tę książkę tylko dla tego, że jestem fanką serii o Ostatniej Arystokratce. Co więcej, właściwie nigdy nie czytam nowości, ale tutaj musiałam mieć tę książkę już i teraz, i do tego natychmiastowo ją przeczytać.

Jeśli spodziewacie się formuły podobnej do Ostatniej Arystokratki - nie sięgajcie po tę książkę. Jeśli nastawiacie się na salwy śmiechu - też odpuście. Jeśli jednak Boček ujął was krótkimi zdaniami, niekonwencjonalnym pomysłem i ironią, to kupujcie tę książkę w te pędy.

Tytułowy bohater zostaje kasztelanem w dość zaniedbanym zamku, gdzieś między Pragą, a Brnem. A zresztą nieważne gdzie. Ważne, że zamek jest trochę dziwny. Poprzedni kasztelan rządził surową ręką, niekoniecznie sprawiedliwie i z troską o zabytek. Zamkowa drużyna to ogrodnik-pijak, chory na epilepsję palacz i państwo Ottowie, których najlepiej opisać słowem dziwaczni. Remanent zamku przyprawia nowego kasztelana o ból głowy - systematycznie przedziera się przez sale i zakamarki, aż trafia na pokój zmarłej młodo Marii-Arnoszty. Młoda hrabianka wydaje się nadal zamieszkiwać pokój - jej woskowa figura leży w łożu z baldachimem, a wyposażanie komnaty jest kompletne. Ta makabryczna wizja będzie prześladować kasztelana co noc.

Niebawem na zamek przybywa żona kasztelana - Iwonka oraz jego mała córeczka Ewa. Ich małżeństwo chwieje się w posadach, a zamieszkanie na dziwnym zamku, wbrew oczekiwaniom nie pomaga w spojeniu pary, lecz wystawia ją na jeszcze większą próbę. Sytuację pogarsza nagłe pogorszenie stanu zdrowia dziecka - Ewa zaczyna chorować, lunatykować i dziwnie się zachowywać.
Jakby tego nie było dość, dochodzą problemy z największym szychą pobliskiego miasteczka, a do tego wielkimi krokami zbliża się sezon turystyczny.

Jak można się domyślać na podstawie tytułu domyślać, książka napisana jest w formie dziennika - młody kasztelan opisuje w nim swoje codziennie przeżycia, poczynając od 1 listopada, dnia przybycia na zamek, a kończąc wiosną. Zapiski urywają się, dając nadzieję na kontynuację. EDIT: po sprawdzeniu wikipedii, porzucam tę nadzieję, Dziennik kasztelana to pierwsza książka autora i wątpię, że do niej wróci.

Ta książka, to współczesna powieść grozy - pełna mrocznej atmosfery. Niewytłumaczalne wydarzenia, choroba córki, dziwne odgłosy, zachowanie pana Otta - wszystko to, wskazuje na działania duchów. Boček jednak nie wybiera tak prostej ścieżki, niczego do końca nie tłumaczy, a równocześnie sugeruje czytelnikowi, że przecież duchy nie istnieją. Nie ma tu tropów, naprowadzających na wyjaśnienie dziwnych wydarzeń ani spektakularnego finału - taka otwarta konwencja daje ogromne pole popisu dla fantazji i bardzo mi się podobała.

Mam wielką nadzieję, że autor nie poprzestanie na tych trzech książkach i będzie pisał!

Moja ocena: 5/6

Evžen Boček, Dziennik kasztelana, tł. Mirosław Śmigielski, 220 str., Wydawnictwo Stara Szkoła 2017.

"Ein UFO, dachte sie" Xiaolu Guo


Ta książka bardzo mnie zaskoczyła - zarówno treścią, jak i formą. Na chińskiej prowincji, w zacofanej wiosce, niepiśmienna mieszkanka, Kwok Yun, zauważa dziwny obiekt nad polami ryżowymi sąsiada. Jak na przykładną obywatelkę Chin przystało, zgłasza swoje obserwacje naczelniczce wioski, która ze swojej strony zgłasza sprawę dalej, równocześnie sugerując Kwok Yun, że zaobserwowała UFO. Całe wydarzenie pociąga za sobą całą lawinę konsekwencji. Przede wszystkim dokładne śledztwo, prowadzone przez dwóch agentów z narodowego urzędu bezpieczeństwa, z których tylko jeden włada miejscowym dialektem.

Jak można się domyślić wywiady z niepiśmiennymi mieszkańcami wioski, którzy często nawet dokładnie nie wiedzą ile mają lat, nie prowadzą do spektakularnych efektów. Po niecałych trzech miesiącach śledztwo zostaje umorzone, ale wioska pozostaje pod obserwacją odpowiednich urzędów.

Odpowiednie środki finansowe, które z zapyziałej i zacofanej wioski mają utworzyć prężnie rozwijającą się osadę powodują wielkie zmiany. Rok później zmiany lawinowo zmieniaj ą obraz wioski. Naczelniczka opracowała plan pięcioletni i konsekwentnie wprowadza go w życie. Jako pierwszy na polu ryżowym stanął pomnik UFO, modernizowana jest szkoła oraz stopniowo likwidowane pola i staw na rzecz kortów, basenu, supermarketów itd. Mieszkańcy zdumieni obserwują, co się dzieje z ich małą ojczyzną. Koniecznie przeczytajcie sami, jaki wpływ na wieśniaków mają te zmiany.

Bardzo podobał mi się styl autorki i forma książki. To nie jest typowa powieść, lecz zbiór protokołów z przesłuchań mieszkańców oraz oficjalne pisma skierowane do naczelniczki lub agentów, prowadzących śledztwa. Do akt dołączone są załączniki takie jak szkic wioski, projekt zmian, w treści widać dopiski, urzędowe pieczęcie. Zupełnie nie spodziewałam się takiego rozwiązania i naprawdę bardzo mi się podobało.

Ciekawa, nietypowa książka, która pokazuje Chiny od nieznanej mi dotąd strony.

Moja ocena: 5/6

Xiaolu Guo, Ein UFO, dachte sie, tł. Anne Rademacher, 222 str., Knaus 2009.

środa, 25 stycznia 2017

Stosikowe losowanie 2/17

Zapraszam do zgłaszania się do rundy lutowej! Pary rozlosuję 1 lutego, czas na przeczytanie książek mamy każdorazowo do końca miesiąca.

Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.

2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.

3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.

4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.

5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.

6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie.

Proszę spojrzyjcie w zakładkę Stosikowe losowanie i sprawdźcie czy wszystkie linki się zgadzają i czy niczego nie brakuje. 

"Operacja Posąg" Jørn Lier Horst, Hans Jørgen Sandnes



Dotychczas nie znaliśmy tej serii o Biurze Detektywistycznym nr 2, a szkoda, bo okazała się być idealna dla mojego syna!
Operacja Posąg jest już siódmym tomem, opowiadającym o przygodach Tiril i Olivera, ale każdą z książek można czytać niezależnie od siebie. Na początku autor przedstawia bowiem wszystkie, ważne dla akcji, postaci. Są więc Tiril, Olivier i ich pies Otto oraz czwórka bohaterów, która odgrywa ważną rolę w śledztwie.


W książce umieszczona jest także mapa Elvestad, która jest bardzo pomocna w podążaniu za rozwojem akcji.


Z miejskiego parku zginęła rzeźba, nie byle jaka, bo symbol Elvestad. Para detektywów rozpoczyna śledztwo, które zaprowadzi ją w wiele zakątków miasta. Tiril i Olvier odkrywają ślady, szukają właściciela nietypowych butów, podążają za fałszywym tropem, uciekają przed groźnym psem, aż w końcu odkrywają prawdziwego sprawcę zamieszania.

Opisane przez Horsta śledztwo nie jest skomplikowane, w sam raz dla młodszego czytelnika, który dopiero rozpoczyna przygodę z kryminałami. Najbardziej jednak podobało mi się to, że książka jest napisana na tyle prostym językiem, że uniknęliśmy wielokrotnego przerywania lektury, by tłumaczyć trudniejsze słowa, frazeologizmy czy zawiłe zdania. Duży druk i liczne ilustracje wręcz proszą się o to, żeby mały czytelnik zabrał się sam za lekturę. 

A na końcu czeka świetny dodatek czyli zagadki, dzięki którym można i trzeba wrócić do lektury i uważnie przyjrzeć się ilustracjom.


No właśnie, mnie te ostatnie nieszczególnie się podobają, nie przepadam za taką stylistyką, ale mój syn był innego zdania. Na szczęście!


Książka jest bardzo starannie wydana - twarda oprawa, mapy, kolorowe strony, ilustracje świetnie zintegrowane z tekstem i wreszcie płynne tłumaczenie - wszystkie te aspekty zachęcają do lektury. 

Jørn Lier Horst, Hans Jørgen Sandnes, Operacja Posąg, tł. Katarzyna Tunkiel, 100 str., Media Rodzina 2016.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

"Mein Berliner Kind" Anne Wiazemsky


Ta książka bardzo długo czekała na swoją kolej - dostałam ją na urodziny kilka lat temu, odstawiłam na półkę i zapomniałam o niej. Muszę też przyznać, że nie znałam wcześniej autorki. Dopiero po lekturze doszkoliłam się, że Anne Wiazemsky to francuska aktorka i córka noblisty Françoisa Mauriaca.

Od pierwszych stron zastanawiała mnie nietypowa konstrukcja tej powieści, która opowiada o powojennych losach Claire Mauriac. Przedstawione są one w formie relacji osoby trzeciej, która Claire obserwuje. Momentami brzmią one jak sucha relacja, jak didaskalia sztuki teatralnej. Ta nietypowa narracja urozmaicona jest listami Claire do rodziców, głównie do matki. Zakończenie książki wyjaśni taką konstrukcję - i właśnie dzięki niemu doceniłam tę powieść.

Claire w czasie wojny rozpoczęła pracę we Francuskim Czerwonym Krzyżu i stale podróżuje do miejsc, w których zlecane są jej prace. Jako kierowca karetką, pomaga rannym żołnierzom ale przede wszystkim żyje - młodość ma swoje prawa więc dziewczyna mimo otaczających ją okropności wojny bawi się, zakochuje i chłonie świat. Tuż po wojnie zostaje przeniesiona do Berlina, gdzie zamieszkuje w domu specjalnie urządzonym dla francuskich i belgijskich pracownic Czerwonego Krzyża. Zadaniem dziewcząt jest odzyskiwanie od Rosjan jeńców francuskich, którzy najczęściej są w bardzo złej kondycji. Te osoby dawno już straciły nadzieję na powrót do ojczyzny, wielokrotnie umierają na rękach dziewczyn, są wycieńczone fizycznie i psychicznie. Claire w swoich listach stara się opisywać swoją pracę i jej wpływ na psychikę dziewcząt ale stale ma wrażenie, że mieszkająca w Paryżu rodzina nie ceni jej zajęcia. Mimo tych obciążających spotkań i przebywania wśród głodujących Berlińczyków, w zrujnowanym mieście, Claire kocha swoje berlińskie życie.

Wojna, a przede wszystkim jej skutki stanowią okrutne ramy tej powieści, w której jednak dominuje optymizm. Wiazemsky opowiada bowiem historię poznania swoich rodziców oraz jej narodzin.  Mein Berliner Kind jest świadectwem tego, że nawet w najgorszych, najokrutniejszych warunkach odradza się miłość i życie. Ciekawa, dla mnie w wielu faktograficznych aspektach, bardzo pouczająca lektura.

Moja ocena: 4/6

Anne Wiazemsky, Mein Berliner Kind, tł. Grete Osterwald, 259 str., C.H.Beck 2010.

sobota, 21 stycznia 2017

"Basia i zwierzaki" Zofia Stanecka, Marianna Oklejak

Moje dzieci kochają Basię od dawna. Pierwsza zagościła u nas Basia i Boże Narodzenie i stała się hitem. Od tego czasu moja córka zebrała pokaźną kolekcję książek o Basi. Teraz ma 11 lat i nadal lubi Basię, ale aktywne czytanie książek przejął jej młodszy brat. Mimo swoich siedmiu lat, nadal prosi o każdą nową książkę o Basi. 
Tuż przed Świętami dotarło do nas kolejne, najnowsze wydawnictwo o rezolutnej pięciolatce, (à propos czy Basia się nie starzeje?), tym razem o zwierzętach.


Tak przynajmniej sądziliśmy początkowo, ta książka zawiera jednak wiele niespodzianek. Rodzina Basi przygotowuje się do Świąt Bożego Narodzenia. Tata jak zwykle musi iść do szpitala, na dyżur, a mama zostaje z trójką dzieci i rozgrzebanymi przygotowaniami do świąt.

Integracja starszaków w prace domowe. jak to często bywa, wychodzi tak sobie. Gdy tylko mama opuściła kuchnię, by zająć się Frankiem, Basia i Janek zrobili z niej buraczane pobojowisko. Na widok nowego wystroju jej kuchni mamę ogarnęło to, co wiele z nas zna - bezsilność i rozpacz. Jednak w przeciwieństwie do mnie, mama Basi zachowuje spokój, zmywa z dziećmi tylko buraczne plamy i zajmuje się ustawieniem choinki i wycinaniem z papieru zwierząt. 

Moje dzieci z podziwiem słuchały o mamie, która mimo maksymalnego bałaganu w domu i zbliżających się świąt, tarza się ze swoją gromadką po ziemi, nie przejmując się niczym. I nie ukrywam, że dostało mi się od moich pociech, które stwierdziły,  że nigdy bym się tak nie zachowała. Muszę wyznać, że mnie zaczyna denerwować zawsze idealna mama Basi, ale moje dzieci bezkrytycznie uwielbiają książki o Basi. Syn dziś prosił o kolejną lekturę, twierdząc, że seria o Basi jest taka śmieszna i wesoła. Gorzko przełknęłam ślinę i po raz kolejny powzięłam mocne postanowienie poprawy matki nieidealnej. 

Basia i zwierzaki okazała się być książką stworzoną dla mojego artystycznego syna, który zaraz po lekturze zabrał się za wycinanie i konstruowanie zwierzaków, które potem dumnie poustawiał w stajence. I nie myślcie, że ja, jak mama Basi, wyciągnęłam karton i pomagałam mu w rysowaniu. Na szczęście wydawnictwo uratowało z opałów matki nieidealne i dołączyło do książki wiele stron z wzorami zwierząt do wycinania, naklejki i krótką instrukcję, za co mu serdecznie dziękuję. Uratowaliście mój dzień i honor matki nieutalentowanej plastycznie. 




Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Basia i zwierzaki, 24 str., Wydawnictwo Egmont 2016.

czwartek, 19 stycznia 2017

"Ene, due, śmierć" M. J. Arlidge


Zupełnie przypadkiem trafiłam na ten kryminał i była to całkiem satysfakcjonująca lektura, choć nie bez kilka słabszych momentów. Bohaterką serii, bo Ene, due, śmierć jest pierwszym kryminałem z tą samą postacią, jest Helen Grace - policjantka z trudną przeszłością, jak na rasowy kryminał przystało. Traumatyczne wydarzenia z dzieciństwa i młodości Helen poznajemy w trakcie lektury, a właściwie dopiero na samym końcu, ponieważ wiążą się ściśle z zagadką kryminalną.

W okolicach Southampton uprowadzona zostaje para nastolatków. Zostają zamknięci w miejscu, z którego nie mogą się wydostać, położonym w ustronnym miejscu. Powoli umierają z głodu i pragnienia. Mają jednak jedną jedyną szansę na ratunek. Do dyspozycji dostają pistolet z jednym nabojem - ta osoba, która wystrzeli i zabije drugą zostanie uratowana. Ten schemat uprowadzenia powtarza się w przypadku dwóch mężczyzn - kolegów z pracy, następnie dwóch prostytutek itd. Każdorazowo osoba, która zdecydowała się na strzał i uratowała swoje życie, cierpi psychicznie. Śledztwo prowadzi Grace wraz z zespołem zaufanych kolegów. Przełomowym dla śledztwa okazuje się być moment, w którym Helen rozpoznaje, że wcześniej miała styczność z jedną osobą z każdego duetu ofiar. 

Najmocniejszą stroną kryminału jest pomysł na sposób zabijania ofiar - stawianie ich przed okrutnym wyborem i czekanie, aż głód doprowadzi do zezwierzęcenia i uczynienia czegoś, co w normalnej sytuacji wydawałoby się być niemożliwe. Z drugiej strony Arlidge szkicuje ciekawy portret psychologiczny Helen, która nie przepracowała traumy z dzieciństwa, co ma istotny wpływ na jej działania. Autor przedstawia bliżej kolejne dwie postaci z zespołu Grace - Marca, stojącego na skraju alkoholizmu, do którego popchnął go rozwód i rozstanie z córką oraz młodej, ambitnej policjantki, która stara się zajść w ciążę. 

Książki słuchało mi się dobrze, akcja mnie wciągnęła i specjalnie wymyślałam sobie prace, podczas których mogłam słuchać audiobooka, by szybciej skończyć lekturę. 

Nie podobało mi się zaledwie kilka kwestii - nie jestem pewna czy zostały niedopracowane, czy umknęły mi podczas słuchania. Nie do końca jest dla mnie jasna sprawa psycholożki, która została aresztowana jako pierwsza podejrzana. Miałam wrażenie, że ta postać była rozbudowana do tego stopnia tylko dlatego, żeby sprowadzić czytelnika na fałszywy trop. Podobnie odniosłam wrażenie sztuczności końcowej akcji, która jest właściwie punktem kulminacyjnym książki. Mimo to, Ene, due, śmierć to całkiem porządny kryminał i na pewno nie pogardzę kolejnym tomem o Helen Grace.

Moja ocena: 4/6

M.J. Arlidge, Eene Meene. Einer lebt, einer stirbt, tł. Karen Witthuhn, czyt. Uve Teschner, 384 str.,  Argon Verlag 2014. 

"Tajemnica domu Helclów", "Rozdarta zasłona" Maryla Szymiczkowa


Pierwszą część przygód Zofii Szczupakiewiczowej przeczytałam w zeszłym roku, w kwietniu. To jedna z tych książek, których nie udało mi się opisać na blogu. Teraz łyknęłam drugą część i zdecydowałam, że obu książkom poświęcę jedną notkę. Otóż należę do fanek Zofii i Ignacego, a przede wszystkim Franciszki. Uwielbiam Kraków z końca XIX wieku, podziwiam skrupulatność w oddaniu szczegółów i kolorytu miasta przez autorkę (a właściwie duet autorów) oraz pełna mieszanych uczuć podglądam myśli i zachowania Profesorowej Szczupaczyńskiej.

Mam wrażenie, że o tych książkach na blogach napisano już wszystko. Gdy się jest ostatnią osobą, która czyta hit sezonu, można tylko powielić spostrzeżenia i z trudem napisać coś odkrywczego. Dlatego skupię się na moich wrażeniach - zagadka kryminalna w tych książkach jest dla mnie sprawą drugorzędną. Napędza ona wprawdzie akcję, jest motorem działań Zofii i motywem do dokładniejszego ukazania działań krakowskich służb publicznych. Najciekawszym i najważniejszym bohaterem jest bowiem samo miasto. Autorzy skrupulatnie ukazują życie mieszczaństwa i krakowskiego pół-światka, polityczne przemiany na świecie, drobne wydarzenia miejskie, a także ważne uroczystości, które zbierają krakowską śmietankę towarzyską. Prenumerowany przez Szczupaczyńskich "Czas" jest źródłem wiedzy dla nich i dla czytelnika - to podczas codziennej lektury poznajemy zgrabnie wplecione ówczesne wydarzenia. Najwięcej smaczku dodają jednak znane nam wybitne postaci jak na przykład Matejko czy Żeleński. Mimo to książki nie sprawiają wrażenia dokumentu, zbioru faktów czy reportażu. Te informacje mają istotny wpływ na życie bohaterów, to tylko czytelnik, korzystając z przewagi czasowe ocenia ich wagę.

Zofia Szczupaczyńska jest przykładną panią domu, której najważniejszych motywem działań jest pokazanie się w towarzystwie. Z całą mocą zdecydowanej mieszczanki forsuje nieco gapowatego męża po szczeblach uniwersyteckiej kariery, by zostać powszechnie szanowną profesorową. To praca męża i jego osiągnięcia na uniwersytecie definiują jej towarzyski status. Skrzętnie ukrywa swoje, jej zdaniem poślednie, pochodzenie z Przemyśla i kreuje się na rodowitą krakowską mieszczankę, utrzymuje intratne kontakty, ucina rozmowę z osobami towarzysko nieistotnymi i dba o image, tak przede wszystkim dba o image. Brudy skrzętnie zamiata się pod dywan, byle tylko zachować nieskazitelność profesorskiego gospodarstwa. Początkowo dulszczyzna Szczupakiewiczowej mnie irytowała, dopiero po kilku rozdziałach doceniłam tę kreację oraz wyrafinowaną ironię autorów.

W Rozdartej zasłonie najciekawsze jest przedstawienie ewolucji poglądów Zofii. Zarówno ona jak i mąż są zagorzałymi zwolennikami cesarstwa, nie akceptują żadnych zmian obyczajowych, cenią sobie tradycję i utarty porządek. Gdy bardziej postępowe mieszczanki domagają się powszechnej edukacji dla dziewcząt oraz dostępu do uniwersytetu, Zofia nie kryje oburzenia. Sama jednak, jako pomocnica policja, trafia na uprzedzenia wobec kobiet, które umiejętnie, jako mistrzyni ciętej riposty, wykorzystuje na swoją rzecz. Jej konserwatywna fasada zaczyna się jednak powoli sypać. I pewna jestem, że nieoceniona Maryla Szymiczkowa szykuje już kolejny tom, w którym Zofia ukaże nieco inne oblicze.

Moja ocena: 5/6

Maryla Szymiczkowa, Tajemnica domu Helclów, 288 str., Znak literanova.
Maryla Szymiczkowa, Rozdarta zasłona, 304 str., Znak literanova 2016.

wtorek, 17 stycznia 2017

"Suknia Dejaniry" Zofia Kossak



Akcja powieści rozgrywa się w XVI wieku w majątku Głębokie, w którym mieszka dwóch kuzynów. Kazimierz Korsak to prawowity dziedzic, wzorowy syn, narzeczony pięknej Beaty. Konstanty Korsak żyje na łasce wuja, pochodzi ze zubożałej rodziny i walczy skrycie z zazdrością. Kusi go nie tylko własny majątek, ale także urodziwa narzeczona kuzyna.

Krewni wyruszają za królem Władysławem IV na wojnę, by odzyskać twierdzę Smoleńsk. Daleko od domu wzmaga się uczucie Konstantego, który postanawia do Beaty napisać list i przesłać go przez sługę. Niestety list wpada w ręce Kazimierza i w tym momencie powieść przybiera całkiem inny obrót.

Kossak stworzyła sugestywny obraz życia ówczesnej szlachty w opozycji stawiając pańszczyźnianych chłopów. Mimo że obie warstwy społecznej mieszkają bezpośrednio obok siebie, nie mają niemal żadnych stycznych punktów. Powszechną opinią wśród szlachty jest przekonanie o niższości stanu chłopskiego. Według nich nie mają oni woli, ani chęci odmiany swojego losu. Wszystkie przesłanki, wskazujące na błędność tego osądu, są ignorowane. 

Na innym biegunie Kossak umieszcza szlachtę, żyjącą dostatnio, wzniośle można by powiedzieć. Mężczyźni pragną walczyć za Ojczyznę i jest to głównym motorem ich działań. Wojna, walka o Smoleńsk jest spełnieniem marzeń. Nie zauważają, że także chłopi widzą wojnę jako szansę na wybicie się i odmianę swojego losu. 

Trzecim istotnym wątkiem powieści jest świętość i jej rozumienie. Wędrowna trupa teatralna przedstawia w Głębokim legendę o świętym Aleksym, która nie trafia w gust widzów, a przede wszystkim nie zostaje przez nich zrozumiana. To ona jednak motywem przewodnim powieści, czyniąc z niej uwspółcześnioną wersję tej historii. Kossak nie przedstawia takiego pojęcia świętości jednoznacznie pozytywnie - myśli i rozterki głównego bohatera nadają jej szerszy wymiar. Podobnie zastanawia tytuł - odnieść go można zarówna do działania Kazimierza, jak i Konstantego, który mimo uzyskania swojego celu, do końca bije się z myślami i wątpliwościami. Nie chcę zdradzać całej treści powieści, dlatego nie opisuję bardziej szczegółowo mnogości skojarzeń, jakie miałam podczas lektury.

Ta powieść Kossak nie może równać się z Krzyżowcami - w porównaniu z tym monumentalnym dziełem, jest zaledwie opowieścią. Mimo to przeczytałam ją z przyjemnością, rozkoszując się wykwintną, opisową prozą.

Moja ocena: 4,5/6

Zofia Kossak, Suknia Dejaniry, 188 str., Instytut Wydawniczy PAX 1976.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

"Margot" Michał Witkowski



Witkowski na warsztat wziął motyw metamorfoz, książce przyświeca motto z Owidiusza, ale opisane przemiany są zgrzebne, przaśne, na miarę Polski B. Margot wydaje się być parodią Metamorfoz, ukazując zmianę ze złego w słabe, a może z gorszego w jeszcze gorsze. Tu nie ma zaskakujących przeobrażeń, sukcesów, są za to poprane egzystencje. 

Margot wychowała się w domu dziecka, pod okiem perwersyjnej opiekunki, o wymownej ksywce Kapral, która upodobała ją sobie i wybrała na małoletnią kochankę. Bidulowe życie jest beznadziejne, nie daje perspektyw ani możliwości rozwoju. Margot kocha tiry, ich widok ją uspokaja więc po ucieczce z domu dziecka, zostaje kierowcą ciężarówki. To nowe życie jest spełnieniem jej marzeń, choć Margot nadal poszukuje, a czyni to przebierając się za dziwkę i wyruszając na nocne łowy.

Asia jest niepełnosprawna, mieszka z babcią w bloku, którego nigdy nie opuszcza. Dziewczyna szuka swojej niszy, którą znajduje w kontakcie z tirowcami przez CB-radio. Asia żyje korkami, wypadkami i rozmowami z kierowcami, aż do momentu swojego cudownego ozdrowienia. Teraz już jako święta rusza w Polskę.

I wreszcie Waldek - zwykły, prosty chłopak z Mazur, który wygrywa konkurs w telewizji i staje się piosenkarzem i celebrytą, kochanym przez masy. Witkowski rozkłada na czynniki pierwsze świat mediów i gwiazd. Sceny z Sylwestra we Wrocławiu są najmocniejszą stroną tej książki.

Ta książka to mieszanka wybuchowa, kolaż czy może patchwork scen, spostrzeżeń i tematów. Witkowski wyśmiewa, obdziera z pozłotka Polskę, celebrytów, księży, a jego opisy czyta się jak zbyt szybka jazda rozpędzonym tirem. Można go krytykować za powielanie tematów, za brak nowatorstwa ale mnie ta szaleńcza jazda się podobała. Cenię autora za jego uważne obserwacje i spostrzeżenia, za ironię i prześmiewczość. Nawet jeśli to nie jest szczyt jego możliwości, to Margot dostarczyła mi przynajmniej dobrej rozrywki. Aha, i podoba mi się ta żarówiasta okładka. Widziałam nowsze wydanie z ohydnym pazurem na okładce i specjalnie szukałam różu, bo nie byłaby wstanie wstawić tamtego ohydztwa na blog.

Moja ocena: 4/6

Michał Witkowski, Margot, 207 str., Świat Książki 2009.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

"Łaska tworzenia" Mariusz Szczygieł


Ta niewielka książka składnia do szybkiej lektury na jeden wieczór i niestety niesłusznie. Ja w ten sposób machnęłam tę książkę i zbyt szybko umknęła mi jej treść. Zbiór zawiera sześć reportaży, z których niektóre już znałam, tak mi się przynajmniej wydaje, zapewnie były publikowane w Dużym Formacie.

Szczygieł porusza rozmaite tematy - zaczyna od języka polskiego i jego przemian. Wraz z transformacją polityczną, zmianom ulega język. Autor bada nowinki językowe oraz ich genezę.
Kolejny tekst to już zupełnie inny kaliber, głównym tematem jest bowiem onanizm. Jak się okazuje temat w Polsce nadal wstydliwy i powodujący wiele kontrowersji. Inne reportaże poświęcone są marketingowi, lojalności, tytułowej łasce tworzenia. Bohaterem tego ostatniego jest lekarz, który realizuje się w tworzeniu oper. 
Ostatni tekst poświęcony jest Grzegorzowi Ciechowskiemu i właśnie ten najbardziej pamiętałam z DF. 

Łaska tworzenia to jednak rozczarowanie - za krótko, za mało, niezbyt spójnie. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to naprędce sklecony zbiór. Teksty są same w sobie dobre, ale w tej formie niestety tracą.

Moja ocena: 4/6

Mariusz Szczygieł, Łaska tworzenia, 167 str., Agora 2013.

niedziela, 8 stycznia 2017

"Habe ich dir eigentlich schon erzählt..." Sibylle Berg


Dawno nie sięgałam po książki Sibylle Berg, a to przecież jedna z moich najulubieńszych pisarek niemieckich. Ta niewielka objętościowo powieść także przypadła mi do gustu.
Anna i Max mieszkają w NRD, w prowincjonalnym mieście w Turyngii. Oboje mają po trzynaście lat i są bardzo samotni. Anna mieszka z matką, która jak wszyscy w NRD wyszła młodo za mąż, by mieć szanse na dostanie mieszkania, rozwiodła się i sama wychowuje, a właściwie hoduje córkę. Anna nie ma dobrego kontaktu z matką, która w pracy i po pracy lubi wypić. Dziewczyna wstydzi się nałogu matki, brakuje jej wspólnych rozmów i więzi. Mieszkają w nieogrzanym, przygnębiającym mieszkaniu bez żadnych wygód. Anna się nudzi, nie ma planów na życie, zresztą w NRD życie każdego obywatela jest z góry zaplanowane.

Podobnie czuje się Max, który mieszka z ojcem. Matka Maxa zmarła przy porodzie, a ojciec najwyraźniej nie poradził sobie ze stratą żony. W domu panuje cisza, ojciec nigdy nie rozmawia z synem. Max sam troszczy się o posiłki, szkołę, swoje życie. I tak jak Annie doskwiera mu samotność.
Gdy oboje przypadkowo wpadają na siebie na ulicy odkrywają, że mieszkają w tym samym bloku oraz że są do siebie bardzo podobni. Po kilku godzinach rozmowy porywają się na wspólną ucieczkę.

Ruszają bez konkretnego celu, zimą i trafiają najpierw do Polski, potem do Czech i Węgier. Spotykają różnych ludzi - takich, którzy pomagają im bezinteresowanie i takich, którzy chcą ich wykorzystać. Berg wplata nierealne spotkania i zwroty akcji, ale takie zabiegi dopuszcza przecież baśń, jak zawiadamia czytelnika podtytuł.
Ta podróż to lekcja dorastania - pierwsze samodzielnie podejmowane decyzje, kierowanie własnym losem, dojrzewanie i rodzące się uczucie. Wychowane w NRD dzieci muszą uczyć się jak kształtować swój los, co oznacza zaufanie i jak poradzić sobie z nieprzewidywalnością, a przede wszystkim tego, że mog ą mieć marzenia i że istnieją szanse na ich spełnienie.

Książka zachwyciła mnie językiem - bardzo podobają mi się krótkie i dobitne zdania Berg. Anna i Max naprzemiennie opowiadają o swoich uczuciach i przemyśleniach. Każdy rozdział przypomina wpis z pamiętnika nastolatka, akcję powieści poznajemy mimochodem.
To współczesna baśń o dorastaniu i o minionych czasach, na pozór naiwna i pozytywna, gdy jednak zedrzeć z niej wierzchnią, bajkową warstwę, zajrzymy w oczy samotności, szarości i beznadziei.

Moja ocena: 5/6

Sibylle Berg, Habe ich dir eigentlich schon erzählt... Ein Märchen für alle, 176 str., Kiepenhauer & Witsch Verlag 2006.

piątek, 6 stycznia 2017

"Więcej niż możesz zjeść. Felietony parakulinarne" Dorota Masłowska


Ostatni raz tak śmiałam się podczas lektury, gdy czytałam Ostatnią arystokratkę. Dobra, Arystokratka była śmieszniejsza, ale Dorota Masłowska także nieźle mnie ubawiła, choć po lekturze czułam niedosyt, bo mogłabym takich felietonów przeczytać jeszcze kilka. 

Kulinaria na dobrą sprawę w felietonach odgrywają małą rolę, podejrzewam, że Masłowska ma podobne do nich podejście, jak ja. Są one raczej przyczynkiem do rozważań na tematy wszelakie. Podane w felietonach przepisy są conajmniej ekstrawaganckie, zawierają na przykład takie składniki jak rodzic, pot czy łzy. Dużo ważniejsze są towarzyszące im historie, które publikowane były już w Zwierciadle. Na szczęście to czasopismo do Portugalii nie dociera i tekstów nie znałam. Poza felietonami integralną częścią książki są ilustracje Macieja Sieńczyka - jeśli więc macie wybór, koniecznie sięgnijcie po wydanie papierowe!

O czym więc Masłowska pisze? Wraca na przykład do lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych wspominając elastikowe rajstopki z krokiem w kolanach, gumę Turbo, leniwe niedzielne popołudnia umilane Dynastią czy inne zjawiska, zrozumiałe tylko dla osób, które dorastały w Peerelu. Czyli dla mnie. I właśnie te wspomnienia śmieszyły mnie do łez. Wychodzi na to, że jestem sentymentalna. Masłowska ma przede wszystkim to, co tak cenię u pisarzy i co tak bardzo sama chciałabym mieć - cudowny zmysł obserwacji i talent do ich ujęcia w zgrabne zdania. À propos zdań - tutaj czasami autorkę poniosło. Niektóre wielokrotnie złożone wytwory wydają się nie kończyć, a czytelnik w panice musi identyfikować orzeczenie, by nadążyć za autorką.

Masłowska nie zapomina także o współczesnych polskich fenomenach takich jak osiedlowe restauracje, serwujące sushi, bary rozsiane na polskich bezdrożach czy też powalające elokwencją reklamy. Pisze także o hotelach all inclusive i o gminie, która gościła drużynę hiszpańską podczas Euro 2012. I o Warsie.

Jeśli lubicie sarkazm, kpinę, zawiłe i elokwentne zdania, a do tego macie sentyment do PRL-u, to czym prędzej sięgajcie po tę, niestety, niewielką objętościowo książkę!

Moja ocena: 5/6

Dorota Masłowska, Więcej niż możesz zjeść. Felietony parakulinarne, 128 str., Noir sur Blanc 2015.

czwartek, 5 stycznia 2017

"Der Theoretikerclub" Anja Janotta


Książka w formie blogu? Czy takie rozwiązanie ma szanse być ciekawe? Muszę przyznać, że przez pierwszych kilkanaście stron przyzwyczajałam się do tej formy oraz wdrażałam w styl autorki. Zwłaszcza, że stosowana przez nią forma na dobrą sprawę blogiem w ścisłym tego słowa znaczeniu nie jest, ale raczej platformą, która służy rozmowom czterech kolegów. Są to około dwunastoletni Linus, Albert i Benjamin oraz ośmioletni Knut. Trzej starsi chłopcy założyli tytułowy Klub Teoretyków. Wszyscy są bardzo inteligentni, Linus specjalizuje się w komputerach i podobnie jak Albert jest uzdolniony matematycznie, Benjamin zaś zmienia imię na Roman, zafascynowany jest bowiem Starożytnym Rzymem oraz łaciną. Co więcej nawet zmienia religię z rzymsko-katolickiej na rzymską. Ci chłopcy pasuj ą do definicji nastoletniego nerda - ich życie kręci się wokół blogu, netu, wikipedii, teorii i wyśmiewaniu bandy Thomasa. Thomas oraz Moritz i Jonathan uwielbiają piłkę nożną, spędzają czas na uprawianiu sportu i podrywaniu dziewczyn, a konkretnie Alby, Flory i Lynn. Alba jest siostrą-bliźniaczką Alberta, więc chłopcy mają stały dopływ informacji na temat przeciwników. Rodzeństwo jednak żyje jak kot z psem, a sytuacja z każdym dniem się pogarsza.

A Knut? Ośmiolatek bardzo chciałby należeć do Klubu Teoretyków, jego członkostwo jest jednak tylko warunkowe. Według starszych kolegów jako uczeń podstawówki odstaje od nich intelektualnie. Właściwie jedynym powodem zaakceptowania jego uczestnictwa jest nieograniczony dostęp Knuta do najnowszych zdobyczy techniki, zapewniony przez testującego nowe aplikacje tatę. Knut stawia wiele pytań, przekręca słowa, nie zna skomplikowanych terminów, potrafi za to, w przeciwieństwie do Teoretyków, rozsądnie myśleć. I bardzo lubi, z wzajemnością zresztą, Albę, która często się nim opiekuje podczas nieobecności rodziców. Niestety to stawia jego lojalność na próbę - wielokrotnie musi wybierać między karkołomnymi planami zemsty, snutymi przez chłopców, a swoją przyjaźnią z Albą. 

Linus i paczka to teoretycy w pełnym tego słowa znaczeniu. Są świetni w wymyślaniu planów, tworzeniu schematów, przygotowywaniu wszystkiego na papierze ale w rzeczywistości mijają się z realiami i przegrywają na całej linii z Thomasem i dziewczynami. 

Zamiarem autorki było z pewnością ukazanie wartości przyjaźni i wspólnego działania. Nie jestem jednak przekonana czy uczyniła to wystarczająco czytelnie. Akcja prowadzona jest chaotycznie, motywy planów Linusa nie dość wyraźne. Nie trafił do mnie także podział między płciami - chłopcy siedzą ciągle przy telefonach, tabletach i komputerach, a dziewczyny stroją się, malują i plotkują. Druga grupa chłopców zaś gra tylko w piłkę. Zawsze gdy czytam takie opisy, zastanawiam się czy moje dzieci są takie dziwne czy świat książkowy aż tak przejaskrawiony. Moja córka twierdzi, że inne nastolatki takie są, więc pewnie do nich ta książka powinna trafić.

Atutem książki natomiast jest język - Janotta starała się, by brzmiał atrakcyjnie dla nastolatków i stworzyła sporo dowcipnych neologizmów. Także graficznie powieść oferuje ciekawe rozwiązania -  w prawym dolnym rogu książki umieszczono rysunki chłopców, które przy szybkim kartkowaniu stron sprawiają wrażenie animacji.

Mojej jedenastoletniej córce książka się podobała umiarkowanie, podobnie jak ja przez pierwszych kilkanaście stron nie była do niej przekonana. Jej zdaniem najciekawsze są wpisy na blogu, a intryga i jednostronny opis dziewczyn nie przypadły jej do gustu.

Moja ocena: 3,4/6

Anja Janotta, Der Theoretikerclub, 256 str., cbt Verlag 2016.

środa, 4 stycznia 2017

"Zatrute ciasteczko" Alan Bradley


Od dłuższego już czasu obserwowałam entuzjastyczne recenzje kolejnych książek o Flavii de Luce i przymierzałam się do lektury tej serii. W grudniu sięgnęłam po pierwszy tom i raczej po kolejne nie sięgnę. Nie złapałam bakcyla, nie polubiłam ani Flavii, ani jej rodziny, ani miasteczka, w którym mieszka. A co gorsza nie zainteresowała mnie zupełnie zagadka kryminalna. Minęły niecałe dwa tygodnie od lektury, a ja z wysiłkiem przypominam sobie szczegóły akcji.

Flavia do bez wątpienia rezolutna, inteligentna i wyjątkowo intensywnie zainteresowana chemią nastolatka. W domu nie ma łatwo - dwie starsze siostry są jej największymi wrogami, ojciec zatopiony w swojej kolekcji znaczków ignoruje córki, a mama zginęła podczas wspinaczki, gdy Flavia była małym dzieckiem. Jedyną bratnią duszą wydaje się być ogrodnik, bo na pewno nie zrzędliwa kucharka. Dziewczyna zajęta jest głównie wymyślaniem podstępów i sposobów na dogryzienie siostrom. Domowy rytm zakłóca jednak dziwna, nocna wizyta w domu de Luce oraz trup w ogrodzie! Trup oczywiście znaleziony przez Flavię, która, niedoceniana przez policję należy dodać, rozpoczyna własne śledztwo, które polega na karkołomnych wycieczkach, przeglądaniu starych gazet, rozmowach i wielu wyprawach na rowerze.

Akcja powieści rozgrywa się na początku lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku i zachwyca angielskim klimatem. I to chyba jedyny aspekt, który naprawdę mi się podobał. Mnóstwo informacji na temat kolekcjonowania znaczków, o filatelistycznych rarytasach, o funkcjonowaniu angielskich szkół czy policji. Flavia próbując odkryć ogródkowego mordercę trafia na nieznane jej fakty z przeszłości ojca, przez pewien czas nawet właśnie jego podejrzewa o zabójstwo.
Sama zagadka nie wydała mi się być szczególnie pasjonująca, zabójca był dla mnie oczywisty dosyć wcześnie, a starania i przygody Flavii nierealne.

Nie jestem przekonana do kolejnego spotkania z Flavią. Myślałam, by polecić tę książkę mojej córce, być może jej przypadnie bardziej do gustu.

Moja ocena: 3/6

Alan Bradley, Mord im Gurkenbeet, tł. 

Statystyka grudzień 2016


Przeczytane książki: 10

Ilość stron: 2632

Książki w ramach wyzwania projekt nobliści: 0
Książki w ramach wyzwania Czytamy Zolę: 0

wtorek, 3 stycznia 2017

Podsumowanie roku 2016

Z przyjemnością przeglądam statystyki i podsumowania roku na innych blogach, moja powstaje zawsze dopiero na początku stycznia. Nie lubię podsumowywać roku przed jego końcem, przecież zawsze jeszcze mogę przeczytać książkę życia :)

W tym roku czytałam 83 książki, z których skończyłam 79. Odrobinę więcej niż w ubiegłym roku, co mnie cieszy! Te cztery niedokończone książki to Canaima Rómulo Gallegosa, Modlitwa o deszcz Wojciecha Jagielskiego, Trzy córy Chin Jung Chang oraz Zimna krew Theresy Monsour. Trzem córom Chin chciałabym dać jeszcze jedną szansę, ale myślę, że lepiej czytałoby mi się to opasłe tomiszcze na czytniku, więc najpierw muszę zaopatrzyć się w ebook. 

Kolejny rok z rzędy czytam głównie polskie książki i sama nie wiem, czy mnie to cieszy, czy nie. Widzę, że kupuję przede wszystkim polską literaturę - być może to wpływ reklamy? Oto lista krajów, do których zawitałam w 2016 roku:

Polska - 28
USA - 6
Czechy - 3
Dania - 3
Finlandia - 3
Norwegia - 3
Chile - 2
Islandia - 2
Kanda - 2
Kolumbia - 2
Niemcy - 2
Szwecja - 2

Po jednej książce przeczytałam z Australii, Belgii, Białorusi, Boliwii, Brazylii, Chin, Izreala, Łotwy, Paragwaju, Rosji, Surinamu, Wenezueli oraz Wysp Zielonego Przylądka.

Cieszę się, że udało mi się czytać różnorodnie i dokończyć wyzwanie południowoamerykańskie. Przeczytałam po przynajmniej jednej (przeważnie więcej) książce z każdego kraju Ameryki Południowej. Jedyny problem sprawiła mi Gujana Francuska, która na dobrą sprawę nie jest państwem niepodległym, ale także stamtąd chciałam przeczytać książkę. Niestety mimo długich i mozolnych poszukiwań i konsultacji z osobami władającymi francuskim, spasowałam. Znalazłam tylko książki po francusku, a w tym języku nie czytam. Może kiedyś uda mi się jeszcze odnaleźć tłumaczenie na angielski, na razie pasuję. Gdy uzupełnię brakujące jeszcze recenzje, na pewno napiszę posta podsumowującego. Jeszcze nie zdecydowałam, czy będę teraz czytać brakujące kraje z konkretnego kontynentu, czy ogólnie. Myślałam o Ameryce Środkowej, ale spodziewam się trudności w poszukiwaniu książek. 

Widać, że czytałam sporo książek skandynawskich, pod znakiem tych krajów upłynęły mi październik i listopad. W obu miesiącach wylosowano mi w stosikowym losowaniu powieści, napisane w tych krajach, a ja pociągnęłam wątek i czytałam w tym klimacie. Nie udało mi się jeszcze przeczytać wszystkich książek, z tych krajów, które mam w stosie, więc w przyszłym roku na pewno do Skandynawii wrócę.

W 2016 roku przeczytałam 32 książki po niemiecku, 49 po polsku i dwie po angielsku. W tym roku na pewno dołączy do tego przynajmniej jedna książka po portugalsku, którą już od dawna  czytam. 

I znowu większość moich lektur została napisana przez mężczyzn - aż 42 książki! 33 napisały kobiety, 2 duet mieszany, aż 5 para mężczyzn, a jedna książka była zbiorem opowiadań.

Większość książek pochodziła z mojego stosu - przeczytałam 36 ebooków, 36 książek papierowych i wysłuchałam 11 audiobooków. 

Wrócę do wyzwań. Nadal staram się czytać noblistów, ale sięgnęłam po ich książki tylko trzy razy, z czego tylko jeden autor był dla mnie nowy. Blog wyzwaniowy bardzo ucichł ale jeśli ktoś miałby ochotę do nas dołączyć, to serdecznie zapraszam:


Najtrudniej wybrać mi 10 najlepszych książek roku, spoglądam na moje oceny, przeglądam tytuły i wychodzi na to, że ta dziesiątka będzie taka:

- "Dzikie wybrzeże" John Gimlette
- "Preparator" Hubert Klimko-Dobrzaniecki

Przeczytałam sporo książek, które oceniłam na przynajmniej piątkę, ale gdy spoglądam na te tytuły z perspektywy czasu trudno mi wśród nich znaleźć książki wybitne. Szukam więc lektur, które zapadły mi w pamięć, poruszyły mnie. I w sumie o to przecież w literaturze chodzi!

W tym roku zaczęłam także korzystać z portalu goodreads, jeśli także się tam udzielacie, chętnie się z wami zaprzyjaźnię. Ten portal oferuje ładne graficznie roczne zestawienie:


Możecie mnie także znaleźć na fejsbuku i na instagramie, gdzie publikuję nie tylko książkowe zdjęcia.

A jakie mam plany na rok 2017? Chcę czytać jeszcze więcej, dopinguje mnie córka, która przeczytała ponad dwa razy więcej książek niż ja. Planuj ę nadal konsekwentnie pracować nad moim stosem, zwłaszcza papierowym. W zeszłym roku planowałam ukończenie wyzwania południowoamerykańskiego, co mi się udało oraz czytanie noblistów i Emila Zoli. Nad tymi dwoma punktami muszę jeszcze popracować. Chciałabym przeczytać przynajmniej tych noblistów, których książki mam na czytniku. Czy do Zoli wrócę, nie wiem? Zobaczymy. 

W 2016 roku minęło dziesięć lat odkąd założyłam mój blog. Cieszę się, że wytrwałam. Ten rok był pierwszym, w którym nie opublikowałam recenzji każdej przeczytanej książki, ale jestem pewna, że uda mi się te brakujące nadrobić. 

Drodzy czytelnicy życzę wam, by w tym roku książki dawały wam wytchnienie od codzienności, towarzyszyły w dobrych chwilach i wspierały w tych trudniejszych, a także dziękuję za komentarze i wizyty na blogu!

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Stosikowe losowanie 2016

Styczeń

Anna: "Czasy secondhand" Swietłana Aleksijewicz
Guciamal: "Noc w Lizbonie" Erich Maria Remarque
ZwL: "Władca much" William Golding
Marianna: "Co się komu śni. I inne historie" Andrzej Mularczyk
Anne18: "Ania ze Złotego Brzegu" Lucy Maud Montgomery
Agnieszka: "Wiśniowy dworek"
Maniaczytania: "Ania z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery

Luty

Guciamal: "Marie jego życia" Barbara Wachowicz
Anna: "Prawda" Rikka Pulkkinen
ZwL: "Zrób sobie raj" Mariusz Szczygieł
Niekoniecznie papierowe: "Frankenstein" Mary Shalley
Karto_flana: "Dziwny przypadek psa nocną porą"
Marianna: "Łuk triumfalny" Erich Maria Remarque
Maniaczytania: "Ania z Avonlea" Lucy M. Montgomery

Marzec

Guciamal: "Boy-Żeleński. Błazen - wielki mąż" Józef Hen
Marianna: "Country of my Skull" Antije Krog
Niekoniecznie papierowa: "Krokodyl z kraju Karoliny" Joanna Chmielewska
ZwL: "Czradasz z mangalicą" Krzysztof Varga
Anna: "Dzikie łabędzie. Trzy córy Chin" Jung Chang

Kwiecień

Anna: "Człowiek nietoperz" Jo Nesbo
Niekoniecznie papierowa: "Salon berliński i inne eseje" Hannah Arendt
Maniaczytania: "Tully" Paulina Simons
Marianna: "Kwiat pustyni" Waris Dirie
ZwL: "Na koniec świata. Historia odkryć geograficznych" Bernhard Kay
Guciamal: "Anioł zagłady" Stanisław Sroczyński

Maj

Anna: "Modlitwa o deszcz" Wojciech Jagielski
Marianna: "The Ghost of Sani Abacha" Chuma Nwokolo
Guciamal: "Czarny anioł"
ZwL: "Uwięziona dusza" Lucy Maud Montgomery
Maniaczytania:

Czerwiec

Anna: "Sugars Gabe" Michel Faber
Marianna: "Solfatara" Maciej Hen
Niekoniecznie papierowe: "Między wariatami" Marcin Meller
Valancy Stirling: "Cyrk nocy" Erin Morgenstern
Maniaczytania: Agatha Raisin
Guciamal: "Bez dogmatu" Henryk Sienkiewicz

Lipiec

Anna: "Widok z Castle Rock" Alice Munro
Marianna: "River God" Wilbur Smith
Niekoniecznie papierowe: "Dzienniki gwiazdowe" Stanisław Lem
Maniaczytania: "Płacząca Zuzanna"
Guciamal: "Królowie przeklęci. Wilczyca z Francji" Marcel Druon

Sierpień

Marianna: "The Gift of Rain" Tan Twan Eng
ZwL: "Tajemniczy płomień królowej Moany" Umberto Eco
Maniaczytania:
Guciamal: "Zazdrośni" Sandor Marai
Niekoniecznie papierowe: "Dygot" Jakub Małecki
Anna: "Podmorska wyspa" Isabel Allende

Wrzesień

Anna: "Wie keiner sonst" Jonas T. Bengtsson
Niekoniecznie papierowe: "Szaleństwo katalogowania" Umberto Eco
Marianna: "Portret Doriana Greya" Oscar Wilde
Guciamal: "Kiki van Beethoven" E.E. Schmitt
Maniaczytania:

Październik

Anna: "Wyjący młynarz" Arto Pasiilinna
Niekoniecznie papierowe: "The oval world. A global history of rugby"
Marianna: "Neapol 44" Normal Lewis
ZwL: "Aku-Aku" Thor Heyerdahl
Guciamal: "Prywatne życie Mony Lisy" Pierre La Mure
Maniaczytania:

Listopad

Anna: "Księga Diny" Herbjorg Wassmo
Guciamal: "Perełka" Patrick Modiano
ZwL: "Pamiętniki" Janusz Korczak
Marianna: "Last Man in Tower" Aravind Adiga
Niekoniecznie papierowa: "Poniedziałkowe dzieci" Patti Smith

Grudzień

Anna: "Para w ruch" Terry Pratchett
ZwL: "Niepiękne dzielnice"
Marianna: "Małe kobietki" Louisa May Alcott
McDulka: "Sen mistrza. Sekrety twórczego snu Leonarda da Vinci" Michał Maj
Guciamal: "Świat wczorajszy" Stefan Zweig

niedziela, 1 stycznia 2017

Stosikowe losowanie 1/17 - pary

McDulka wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 960 książek) - 117
ZwL wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 7 książek) - 4
Maniaczytania wybiera numer książki dla Anny (w stosie 207 książek) - 9
Anna wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 103 książek) - 92
Guciamal wybiera numer książki dla Marianny (w stosie 757 książek) - 555
Marianna wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 200 książek) - 14