wtorek, 31 lipca 2012

"Láska nebeská" Mariusz Szczygieł



Uwielbiam reportaże Szczygła, a jeszcze bardziej szanuję go za miłość do Czech. Przepadam za naszymi południowymi sąsiadami i za ich językami, dlatego z ogromną przyjemnością siegam po książki o ich kulturze, języku, społeczności, historii... Najnowszy zbiór reportaży Szczygła musiał chwilę poczekać na swoją kolej, dopiero nieco ponad tydzień temu brat przywiózł mi książkę z Polski.

Szczygieł swoje rozważania o Czechach łączy z literaturą - to dodatkowy smaczek tego zbioru. Moja lista tytułów do przeczytania znacznie się powiększyła, zwłaszcza że, wstyd przyznać, nie znam jeszcze literatury słowackiej.

Co więc fascynuje mnie w Czechach i Słowakach? Mimo tak dużej bliskości językowej, geograficznej i kulturowej jesteśmy przecież tak różni. Zauważyłam to gdy poznałam mojego wieloletniego kolegę, prawdziwego Czecho-Słowaka:) Szczygieł świetnie ujmuje i analizuje wspomniane przeze mnie różnice. Czeska pogoda ducha, uprzejmość, zamiłowanie do absurdalnego komizmu jest tak odmienna od polskiej dumy, przesadnego patriotyzmu i katolicyzmu.
Szczygieł ma rację pisząc:

"Zresztą mam wrażenie, że po to właśnie zostali wymyśleni Czesi. Żeby wprowadzać w Polaków w dobry nastrój".

Nie dało się tego ująć celniej:) Ale nie chcę popadać w trywializm. Czechy i Czesi to przecież nie tylko śmiesznie brzmiący język, szwejkizm i dobre poczucie humoru. Nie brak w zbiorku historii trudnych i tragicznych. Autor porusza bardzo szeroką gamę tematów, jak choćby walkę męża Heleny Vondráckovej z agresywnym dziennikarstwem tabloidów, stan czeskiego czytelnictwa (o wiele lepszy niż w Polsce!), represje i śledzenie Havla w latach komunizmu, twórczość najbardziej antydepresyjnego pisarza Oty Pavla, napisy w czeskich toaletach, które wydają się żyć swoim życiem, kwestię często całkiem nieskomplikowanego współistnienia Czechów, Słowaków i Czechosłowaków, pisze o samoobsługowym barze w lesie, gdzie ludzie wrzucają opłatę za napoje do skarbonki czy przechowywaniu urn z prochami w domu. I wierzcie mi, to jeszcze nie wszystkie tematy!

Felietony Szczygła są krótkie, przyczynkiem do powstania większości z nich było jedno zdanie z czeskich powieści, które uczepiło się głowy autora i snuło w niej własną historię. Jak dobrze, że tak się stało - historie, które w szczygłowej głowie się wysnuły są fascynujące! Krótka forma reportaży nie oznacza jednak, że są one niekompletne. Błyskotliwy styl oraz subiektywny punkt widzenia autora czynią z nich perełki, majstersztyki więc! Szczygieł jest dla mnie gwarancją dobrej literatury. Czyli polecam:)

Moja ocena: 5/6

Mariusz Szczygieł, Laská nebeská, 167 str., Wydawnictwo Agora 2012.

piątek, 27 lipca 2012

Stosikowe losowanie 8/12 i znak życia

Zapraszam do zgłaszania się do rundy sierpniowej! Pary rozlosuję 1 sierpnia, czas na przeczytanie książki mamy do końca miesiąca.

Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.
2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.
3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.
4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.
5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.
6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie.

P.S. Nie zapomniałam o blogu, ani o was. Lipiec jednak przemija mi na... w  pewnym sensie czytaniu ale jednak nieblogowym. Najpierw zajęły mnie lektury archipelagowe, potem stosikowa, którą porzuciłam, aż w końcu ogromny stost Dużych Formatów, które skwapliwie zbieram. Tak zbieram, że już uzbierałam wydania z ponad półtora roku. Z ogromną przyjemnością przeczytałam już ich pokaźną część, a teraz robię przerwę na rzecz książek. Oprócz czytania intensywnie oddaje się nauce portugalskiego, tak że często moją lekturą nie jest beletrystyka tylko na przykład niedawno recenzowana książka do nauki tego języka.

niedziela, 1 lipca 2012

Stosikowe losowanie 7/12 - pary


Momarta wybiera numer książki dla Guciamal (w stosie 54 książki) - 36
Guciamal wybiera numer książki dla Izy (w stosie 169 książek) - 29
Iza wybiera numer książki dla Karto_flanej (w stosie 140 książki) - 15
Karto_flana wybiera numer książki dla Bujaczka (w stosie 250 książek) - 64
Bujaczek wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 140 książki) - 100
Maniaczytania wybiera numer książki dla Paidei (w stosie 43 książki) - 7
Paideia wybiera numer książki dla Anny (w stosie 163 książki) - 160
Anna wybiera numer książki dla Zacofanego w lekturze (w stosie 522 książki) - 419
Zacofany w lekturze wybiera numer książki dla Anne18 (w stosie 15 książek) - 4
Anne18 wybiera numer książki dla Momarty (w stosie 147 książek) - 109

Proszę o podawanie w komentarzu wybranego numeru oraz tytułu wylosowanej książki a po przeczytaniu linka do recenzji. Efekty stosikowego czytania można znaleźć w zakładce z boku strony.

UWAGA: na przeczytanie wylosowanej książki mamy czas do 31 lipca.

Statystyka czerwiec 2012

Przeczytane książki: 4



Ilość stron: 1677

Książki w ramach wyzwania projekt nobliści: 1
Książki w ramach wyzwania reporterskiego: 0
Książki w ramach wyzwania nagrody literackie: 0
Książki w ramach wyzwania peryferyjnego: 1
Książki w ramach wyzwania azjatyckiego: 1

Najlepsza książka: "Campa w sakwach" Piotr Strzeżysz
Ilość książek w stosie: 188

czwartek, 28 czerwca 2012

"Portugalski nie gryzie" Sylwia Klos



Języka portugalskiego uczę się od ponad roku - niestety poświęcam nauce zbyt mało czasu, ale powolutku robię postępy. Gdy otrzymałam propozycję zapoznania się z kursem Portugalski nie gryzie bardzo się ucieszyłam - ta książka to dla mnie świetna możliwość powtórzenia i utrwalenia starszego materiału, jak i przećwiczenia aktualnego.

Jako filolog jestem bardzo krytyczna wobec wszelakich podręczników ale muszę przyznać, że ta książka bardzo mi się spodobała. Niewielki, poręczny format oraz sympatyczna szata graficzna od razu mnie przekonały do pracy z tą pozycją. 

Kurs podzielony jest na trzynaście rozdziałów. Każdy z nich poświęcony jest innemu zagadnieniu, na podstawie którego omawiane jest nowe słownictwo i zagadnienia gramatyczne. Metoda może niezbyt odkrywcza, ale nad wyraz dobrze wprowadzona w życie. Dialogi są krótkie, gramatyka wyja śniona zwięźle i przystępnie, a podręczny słowniczek ułatwia naukę. Najwięcej miejsca autorka poświęciła ćwiczeniom - gramatycznym i leksykalnym, co jest największym plusem książki. Ćwiczenia nie bazują na nudnym powtarzaniu nowych konstrukcji lecz zachęcają do samodzielnego tworzenia zdań.
Na pierwszy rzut oka książka wydaje się być bardzo szczupła, ale autorce udało się ująć w niej niemal wszystkie najważniejsze zagadnienia gramatyczne - pewna jestem, że będę z nią jeszcze długo pracować.

Świetnym pomysłem jest wykorzystanie marginesów - znaleźć można tam mini/słowniczki, ciekawostki, krótkie informacje gramatyczne. 

Przypadła mi także do gustu szata graficzna podręcznika - niewielkie grafiki i ilustracje nie dominują nad tekstem, a wykorzystanie kilku odcieni zieleni nie odwraca uwagi od tekstu.

Pomocnym uzupełnieniem nauki jest możliwość odsłuchania wymowy na tej stronie. Muszę przyznać dla mnie ta opcja jest nieco nieporęczna - uczyć staram się z dala od komputera, który bardzo odwraca moją uwagę. 

Jeszcze jedna mała uwaga krytyczna - niestety sposób klejenia stron nie pozwala na rozłożenie książki przed sobą na stole - nawet do zdjęć użyłam słownika do przytrzymania jednej strony:) Myślę, że bardziej sprawdziłoby się połączenie stron na przykład spiralą, może nawet utworzenie segregatora z wyjmowanymi stronami.

Przekonajcie sięe jednak sami o czym piszę i spójrzcie na kilka stron:







Podręcznik odpowiada moim przyzwyczajeniom i upodobaniom w nauce języka. Nie wiem czy byłabym z niego równie zadowolona, gdybym zaczynała naukę od zera. Do powtórki i kontynuacji jest idealny. Polecam i dziękuję wydawnictwu za kolejny impuls do nauki portugalskiego.

Sylwia Klos, Portugalski nie gryzie, 160 str., Wydawnictwo Edgard 2011.

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Stosikowe losowanie 7/12

Zapraszam do zgłaszania się do rundy lipcowej! Pary rozlosuję 1 lipca, czas na przeczytanie książki mamy do końca miesiąca.

Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.
2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.
3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.
4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.
5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.
6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie.

"Wiwisekcja" Patrick White



Z ogromnym respektem rozpoczynałam lekturę Wiwisekcji - przerażała mnie nie tylko ilość stron ale i rzekoma trudna tematyka powieści. Tymczasem pierwsza część mnie zachwyciła. Australijska prowincja z początku XX wieku - w biednej, wielodzietnej rodzinie dorasta Hurtle Duffield. Ojciec zbiera butelki, a matka donosząc kolejne ciąże, pierze i prasuje bieliznę bogatych ludzi. 
To właśnie matka przeczuwa, że w jej najstarszym synu drzemie coś innego, coś odróżniającego go od rodziców. Może właśnie dlatego zabiera go ze sobą do domu bogatych państwa, gdzie ma on możliwość poznać (wpierw jako obserwator) inne życie. Bystry chłopiec wzbudza zainteresowanie Alfredy i Harry'ego Courtneyów. Ich córka, Rhoda, nie spełniła oczekiwań rodziców - dziewczyna jest ułomna fizycznie. 

U przybranych rodziców Hurtle rozwija się intelektualnie, emocjonalnie, a przede wszystkim artystycznie. Większa część powieści poświęcona jest opisowi dorosłego życia Hurtle'a - cenionego artysty malarza. White stworzył postać malarza, który całe życie walczy i poszukuje. Hurtle próbuje w swojej sztuce ująć sprawy niemożliwe do wypowiedzenia, do ogarnięcia. Jego próby ukształtowania i przedstawienia własnej głębi, alienują go, uniemożliwiają nawiązanie kontaktu z innymi. 
Jedyne bliskie mu osoby to kobiety. Większość z nich ma na niego działanie destrukcyjne - począwszy od Alfredy Courtney, poprzez Boo Hollingrake, Hero Pavloussi, a skończywszy na Kathy Wołkow - młodziutkiej wybitnej pianistce. Wspracie uzyskał tylko w prostytutce Nance Lightfood i swojej bratniej duszy czyli przybranej siostrze Rhodzie. 

Lektura powieści White'a nie jest lekka - mało tu dialogów, za to sporo poetyckich wręcz analiz procesu tworzenia, wnętrza Duffielda. Czytelnik śledzi jego rozwój, ewolucję myśli i przekonań, ma możliwość zrozumienia procesu tworzenia i zmagań z własną niemocą. White stworzył dzieło kompletne, studium rozwoju malarza i jego zmagań z talentem i męką tworzenia. To swoista wiwisekcja artysty. Czytelnik do ostatniej chwili próbuje wraz z Hurtlem odpowiedzieć sobie na pytanie czy można stworzyć dzieło doskonałe, dzieło wyrażające absolut. 

Wiwisekcję przeczytałam do ostatniej strony, ale nie będę ukrywać, że jej lektura była pracą, momentami ciężką, która wymagała cierpliwości i samozaparcia. To powieść z gatunku tych, które na długo zostaną w pamięci, które dają wielką satysfakcję i poczucie otarcia się o absolut. 

Moja ocena: 4,5/6

Patrick White, Wiwisekcja (The Vivisector), tł. Maria Skibniewska, 732 str., Państwowy Instytut Wydawniczy 1973.

środa, 20 czerwca 2012

"W czasach, gdy ubywało światła" Eugen Ruge


 

W 2011 roku Ruge został laureatem najbardziej prestiżowej niemieckiej nagrody literackiej Deutscher Buchpreis, ponadto In Zeiten des abnehmenden Lichts uhonorwano uprzednio dwoma innymi nagrodami i ogłoszono Budenbrookami NRD.
 
Eugen Ruge opowiadając historię czterech pokoleń szkicuje obraz stopniowego upadku NRD oraz ideologii socjalistycznej. Tak jak rozpada się państwo wschodnioniemieckie, tak podupada rodzina Powileit-Umnitzer, której losy niewątpliwie mają wiele punktów stycznych z życiorysem autora.
 
Ruge oplata swoją akcję wokół 1 października 1989 roku. To dziewięćdziesiąte urodziny seniora rodu, które są pretekstem do ukazania losów rodziny z wielu perspektyw. Ten dzień spina całą akcję powieści niczym klamra, a każda z najważniejszych postaci opisuje go z własnego punktu widzenia. Dzień niezwykle ważny – jubilat Wilhelm i jego żona Charlotte byli gorliwymi komunistami. Po wojnie wrócili z emigracji w Meksyku, by pomóc budować nową ojczyznę. Dzięki politycznej emigracji oraz współpracy z tamtejszymi organami socjalistycznymi, stają się protegowanymi systemu i otrzymują wysokie stanowiska w nowym państwie. Ich synowie Kurt i Werner spędzili wojnę w Rosji, gdzie byli szykanowani za ostrą krytykę paktu Stalina z Hitlerem. Werner ginie, a Kurt został zesłany do gułagu. Do NRD powraca ze swoją rosyjską żoną Iriną. Po powrocie do kraju robi karierę naukowca, dostosowuje się do systemu, ale nie wspiera go aktywnie. Ukochany wnuk Wilhelma i syn Kurta - Alexander, zwany Saszą, od najmłodszych lat nie podziela poglądów dziadków i rodziców. Akurat w dzień urodzin seniora rodu, dzwoni z obozu dla uchodźców w RFN, dokąd uciekł przez Węgry. Najmłodszy członek rodziny, nieślubny syn Saszy – Markus – zupełnie nie interesuje się polityką. O wiele bardziej fascynujące jest dla niego śledzenie życia gadów.
 
Relacje gości Wilhelma przeplatają się z rozdziałami, ukazującymi wydarzenia rodzinne od lat pięćdziesiątych, po wrzesień 2011 roku. Tutaj głównym bohaterem jest Alexander, który w pierwszym rozdziale troszczy się o zdziecinniałego, chorego na demencję ojca i usiłuje mu opowiedzieć o swojej śmiertelnej chorobie. Diagnoza jest dla niego impulsem do podróży do Meksyku, gdzie porusza się na tropach babki, szukając odłamków przeszłości. Tej, która odpłynęła wraz ze swoją świetnością.
 
Zmiany polityczne wprawdzie odgrywają w powieści ogromną rolę i wydają się współgrać z losem rodziny, jednak nie dominują w fabule. To raczej stosunki międzyludzkie stoją w centrum uwagi autora. Dzięki zmiennej perspektywie autor rewiduje opinię czytelnika o każdym z bohaterów. Stosując zabieg ukazania dnia urodzin Wilhelma oczyma tylu różnych osób – uwypukla łatwość pochopnej oceny, niezrozumienie, całkiem różne spojrzenia na daną sytuację oraz jak bardzo mogą się różnić własna i obca ocena jednej osoby.
 
Oś rodziny wydaje się tworzyć wkoło jej męskich członków, ale to kobiety zdecydowanie przejmują silniejszą stronę. To one nie uciekają przed podejmowaniem decyzji, przed konfrontacją i trzeźwą oceną wydarzeń. Ich dominująca rola i pozorna tylko drugoplanowość uwypukla słabości mężczyzn.
 
Ruge zachwyca czytelnika językiem. Zdumiewa dopasowaniem języka do każdej z postaci. Krótkie, surowe wręcz zdania, przeplatają się z rozbudowanymi wspomnieniami. To język jest drogowskazem czytelnika, pozwala mu zachować orientację w skokach w czasie.
 
Powieść Ruge nie jest łatwą lekturą, ale za to lekturą bardzo zadowalającą. Autor balansuje między powieścią rodzinną, społeczną i historyczną, co bywa interpretowane jako jej słabość, ale co z drugiej strony pozwala czytelnikowi poznać pełen obraz czasów minionego państwa.


Eugen Ruge, In Zeiten des abnehmenden Lichts, 426 str., Rowohlt 2012.


piątek, 8 czerwca 2012

"Crónica de Uma Travessia" Luis Cardoso



To pierwsza powieść autora pochodzącego z Timoru Wschodniego, jaką miałam możliwość przeczytać. Luis Cardoso stworzył opowieść mocno zabarwioną autobiograficznie, utrzymaną jednak w stylu abstrakcyjno-poetyckim, czyli w takim, jakiego nie lubię.

Trudno mi było wyłuskać treść spoza zagadkowych zdań. Cardoso opisuje życie młodego człowieka, syna pielęgniarza, w kolonialnym Timorze. Życie mieszkańców tej niewielkiej kolonii polaryzuje między zapatrzeniem w katolicką Portugalię, a kultywowaniem starych tradycji i pradawnej wiary w naturę. Gdy główny bohater wyjeżdża do Lizbony na studia, w jego ojczyźnie wybuchają krwawe zamieszki, spowodowane przez wkroczenie Indonezyjczyków. 

Koncepcja powieści Cardoso nie obejmuje jednak opisu sytuacji w Timorze, konkretnych informacji czy danych. To na pewno powieść wielowarstwowa, przesiąknięta głębokim smutkiem, magią i wierzeniami. Bardzo trudno było mi odkrywać owe warstwy, odgadywać znaczenie treści, co więcej wiele razy łapałam się na tym, że moje oczy tylko prześlizgują się po tekście, a myśli uciekają.
Wolałabym przeczytać powieść, która bardziej przybliżyłaby mało znaną historię Timoru Wschodniego. Nie oznacza to, iż powieść Cardosa jest zła. To po prostu książka, która zupełnie nie pokrywa się z moimi upodobaniami literackimi. Szkoda:(

Moja ocena: 2/6

Luis Cardoso, Chronik einer Überfahrt (Crónica de Uma Travessia), tł. Karin von Schweder-Schreiner, 173 str., Aufbau Verlag 2001.

środa, 6 czerwca 2012

"Alfabethuset" Jussi Adler-Olsen



Druga wojna światowa, dwóch angielskich pilotów zostaje zestrzelonych podczas lotu zwiadowczego w okolice Drezna. James i Bryan - przyjaciele z dzieciństwa - pragnąc uniknąć pewnej śmierci, wskakują na pędzący pociąg. Okazuje się, że jest to pociąg wiozący rannych z frontu wschodniego. Dwaj młodzi mężczyźni, wyrzucają z pociągu ciężko rannych żołnierzy i kładą się na ich prycze. Dzięki znajomości niemieckiego przez Jamesa, dowiadują się, że przyjęli tożsamość dwóch chorych psychicznie SS-manów. Gdy dojeżdżają do ukrytego w południowym Szwarcwaldzie lazaretu, zaczyna się poważna walka o przetrwanie. Na oddziale psychiatrycznym panują surowe warunki, pacjenci poddawani są elektrowstrząsom oraz eksperymentalnym terapiom. Ponadto lekarze i strażnicy ciągle kontrolują chorych, by wyłapać ewentualnych symulantów, którzy pragną uniknąć skazanej na przegraną walki na froncie wschodnim.
Niebawem James i Bryan orientują się, że symulantów jest więcej oraz że troje z nich ma pod kontrolą cały oddział i ważne powody, by przetrwać i wyeliminować ewentualnych zdrajców. 

Druga część powieści przenosi czytelnika w czasy powojenne, do Anglii, gdzie mieszka Bryan. Podejmuje on ostatnią próbę odnalezienia Jamesa, którego po swojej ucieczce z lazaretu stracił z oczu. We Freiburgu trafia na trop byłych współpacjentów i postanawia odszukać przyjaciela. Tutaj akcja przyspiesza, co więcej tempo jest wręcz zawrotne, tak że tę część książki czyta się dosłownie jednym tchem.

Czytałam kilka krytycznych recenzji powieści - że przewidywalna, że mało kryminalna, że charaktery papierowe, a wydarzenia nieprawdopodobne. Zgodzę się, że nie jest to szczyt sztuki prozatorskiej, ale mnie książkę Adlera-Olsena czytało się dobrze. Rzekome małe prawdopodobieństwo wydarzeń mnie nie raziło, czytałam wszak powieści o wiele bardziej konstruowane, a mające status bestsellera; co więcej byłam w stanie kupić wersję wydarzeń, przedstawioną przez Duńczyka. Zdecydowanie czytałam dużo lepsze kryminały, ale Alfabethuset zajął mnie na tyle, by nie odłożyć książki, a i by dokończyć ją z zainteresowaniem. 

Bardziej podobała mi się część pierwsza - właśnie ta mało kryminalna. Duży plus dla autora za osadzenie akcji w tak nietypowym miejscu oraz za wzięcie na warsztat tak mało popularnego tematu. Nie spotkałam się dotąd z powieścią tematyzującą kwestię chorób psychicznych niemieckich żołnierzy, ich prób ucieczki z frontu oraz warunków panujących w niemieckich lazaretach. Zdaję sobie sprawę, że to, mimo licznych źródeł, nie powieść naukowa, ale zaledwie wizja Duńczyka. Mimo to cieszy mnie, że przynajmniej zwrócił uwagę na ten temat, choćby pośrednio. 

Zachęcę do sięgnięcia po Alfabethuset ale z zastrzeżeniem - nie spodziewajcie się kryminału podobnego do serii o Mørcku!

Moja ocena: 4/6

Jussi Adler-Olsen, Das Alphabethaus (Alfabethuset), tł. Hannes Thiess i Marieke Heimburger, 592 str., dtv 2012

sobota, 2 czerwca 2012

Stosikowe losowanie 6/12 - pary


Maniaczytania wybiera numer książki dla Zacofanego w lekturze (w stosie 520 książek) - 7
Zacofany w lekturze wybiera numer książki dla Anne18 (w stosie 10 książek) - 7
Anne18 wybiera numer książki dla Guciamal (w stosie 55 książek) - 19
Guciamal wybiera numer książki dla Anny (w stosie 140 książek) - 32
Anna wybiera numer książki dla Bujaczka (w stosie 200 książek) - 176
Bujaczek wybiera numer książki dla Piotrka (w stosie 150 książek) - 99
Piotrek wybiera numer książki dla Magdy (w stosie 90 książek) - 31
Magda wybiera numer książki dla Karto_flanej (w stosie 138 książek) - 99
Karto_flana wybiera numer książki dla Izy (w stosie 137 książek) - 34
Iza  wybiera numer książki dla Momarty (w stosie 103 książki) - 54
Momarta wybiera numer książki dla Paidei (w stosie 47 książek) - 6
Paideia wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 140 książek) - 139


Proszę o podawanie w komentarzu wybranego numeru oraz tytułu wylosowanej książki a po przeczytaniu linka do recenzji. Efekty stosikowego czytania można znaleźć w zakładce z boku strony.

UWAGA: na przeczytanie wylosowanej książki mamy czas do 30 czerwca.

piątek, 1 czerwca 2012

Statystyka maj 2012


Przeczytane książki: 5


Ilość stron: 1669

Książki w ramach wyzwania projekt nobliści: 0
Książki w ramach wyzwania reporterskiego: 0
Książki w ramach wyzwania nagrody literackie: 0
Książki w ramach wyzwania peryferyjnego: 0
Książki w ramach wyzwania azjatyckiego: 1

Najlepsza książka: "Służące" Kathryn Stockett (choć wszystkie przeczytane przeze mnie w tym miesiącu książki były dobre)

Ilość książek w stosie: 145

piątek, 25 maja 2012

Stosikowe losowanie 6/12


Zapraszam do zgłaszania się do rundy czerwcowej. Pary rozlosuję 1 czerwca, a na przeczytanie książki mamy czas do końca miesiąca.

Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.
2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.
3. Wylosowaną książkę należe przeczytać do końca miesiąca.
4. Mile widziana recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.
5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach u góry strony.
6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną częścią cyklu, można zacząć czytanie od pierwszego tomu.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaną liczbą książek w stosie.

czwartek, 24 maja 2012

"Służące" Kathryn Stockett



Służące przeczytałam jednym tchem. Tak jak za dawnych czasów podczytywałam w każdej wolnej chwili, przerywałam wszystkie zajęcia, żeby tylko czytać i czytać:) 

Stockett przeniosła mnie w lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku, do stanu Missisipi. Podczas gdy w Kalifornii czy Nowym Jorku hipisi słuchają Boba Dylana, a Martin Luther King opowiada o swoim śnie, w Jackson w Missisipi niewiele się zmienia. Białe panie prowadzą swoje nieskazitelne domy, podczas gdy ich mężowie znikają na całe dnie w pracy. Rzekome prowadzenie domu jednak redukuje się do wysługiwania się czarną służącą i do organizowania spotkań brydżowych, zbiórek na biedne afrykańskie dzieci, zakupów, plotek, tenisa i leżenia przy basenie. Służąca nie tylko sprząta, gotuje, ale także wychowuje białe dzieci. I chociaż to ona spędza z nimi najwięcej czasu, tuli je, przewija, nosi, nie może korzystać z tej samej toalety, co państwo czy nie może siadać przy tym samym stole. Przecież jest źródłem strasznych, zaraźliwych chorób, a do tego permanentnym brudasem. Hipokryzja wydziera z każdej karty książki, trudno nie raz zachować spokój i zrozumieć, że zaledwie pięćdziesiąt lat temu osoby czarne były traktowane w ten sposób. Dzięki tej książce lepiej zrozumiałam wiele z rozmów, które prowadziliśmy ze znanymi nam Amerykanami z Georgii.

Powieść Stockett zaskakuje narratorem - autorka przedstawia bowiem ówczesne życie z punktu widzenia służących. To one opowiadają o swoim życiu, o pracy, o codziennych troskach. Ich jedynym sojusznikiem jest Skeeter - jedna z młodych i bogatych białych dziewczyn. Jej poglądy jednak odbiegają od oficjalnej postawy białych, a jej pisarskie ciągoty połączą ją ze służącą najbliższej przyjaciółki. Między kobietami nawiąże się najpierw nić zrozumienia, a w końcu głęboka przyjaźń.

Jak wspominałam, powieść przeczytałam bardzo szybko. Nie tylko wartka akcja ale także tematyka powieści mnie wciągnęły. Dotąd nie miałam okazji czytać książki o podobnej tematyce przedstawionej z punktu widzenia służących właśnie.

Mam tylko jedno zastrzeżenie. Doceniam pracę tłumaczki, zwłaszcza w kwestii przekładu sposobu wypowiadania się służących - prostych osób, nie władających idealnym językiem. Nie mogłam jednak  przyzwyczaić się do błędów językowych i zwrotów jakich używały. Rozumiem, że tłumaczka wybrała najlepszą drogę, stosując popularne błędy językowe stosowane przez Polaków i nie jestem w stanie poprzeć moich odczuć żadnymi argumentami. 

Moja ocena: 5,5/6

Kathryn Stockett, Służące, tł. Małgorzata Hesko-Kołodzińska, 581 str., Media Rodzina 2010.

Ósmy raz zapraszam was do Archipelagu!

Mam nadzieję, że zachwycicie się tak, jak ja:)


środa, 23 maja 2012

"Tylko sam siebie możesz ofiarować" Magda Szabó



To już ostatnia książka Szabó z mojego stosu, co nie oznacza, że nie planuję zdobyć kolejnych;)

Ta szczupła powieść zawiera w sobie ogromny ładunek emocjonalny. Napięcia między bohaterami rozkładają się na osi rodzice - dzieci. Pokolenie rodziców przeżywało swoją młodość w czasie wojny. Ówczesne wydarzenia, ich lęki i traumy czynią z nich rodziców nieudolnych, egoistycznych, skoncentrowanych na sobie. Wojna wciąż trwa w ich duszach, nie są w stanie się do niej zdystansować i umożliwić swoim dzieciom przeżycie beztroskiego, pełnego miłości dzieciństwa. Każdy problem i przeżycie dzieci nie przystaje do traumy wojennej rodziców. Dzieci zasypywane są utyskiwaniami, zarzutami, wypominaniami, oczekuje się od nich bezwzględnej wdzięczności i źle pojętej grzeczności. Nie ma tu miejsca na beztroskę, zabawę, szczery śmiech, a przede wszystkim na uczucia. Dzieci dorastają w surowym, pozbawionym kontaktu i ciepła środowisku.

Autorka zawiera całą akcję powieści w jednym dniu, a wydarzenia poprzedzające ten dzień układają się z wypowiedzi wszystkich bohaterów. Czytelnik w miarę postępu lektury uzyskuje pełny obraz motywów, które doprowadziły do nagłego ślubu Gabi (jeszcze nastolatki) i Miklósa, z którego, wydaje się, nie cieszy się nikt. Zaplanowana przez młodych ludzi ciąża i ślub miały by ć sposobem na ucieczkę od toksycznych rodziców, która jednak nie przynosi oczekiwanej wolności.

Szabó przedstawia historie bohaterów w paraleli do biblijnych Abrahama i Izaaka. Zmusza do refleksji nad istotą ofiary i jej biernością. Autorka nie ocenia postępowania bohaterów - zachęca jednak do rozważenia postawy ofiary, ukazuje, że protest nie zawsze przynosi zamierzony efekt, sugeruje, że nie ma rozwiązań idealnych, ukazując zarówno błędy wychowawcze rodziców, jak również egoizm dzieci.

Niewiarygodne jest ile treści i emocji zawiera w sobie ta szczupła książka. To kolejna powieść Szabó, o której długo nie zapomnę.

Moja ocena: 5/6

Magda Szabó, Tylko sam siebie możesz ofiarować (Mózes egy, huszonketto), tł. Krystyna Pisarska, 168 str., PIW 1974.

czwartek, 17 maja 2012

"Bambus läßt sich nicht brechen" Rüdiger Siebert



Zbiór Sieberta zawiera jakiego reportaże publikowane już wcześniej w niemieckiej prasie. Pisane w latach osiemdziesiątych teksty zostały na cele tego zbioru ponownie opracowane. Autor kładzie szczególny nacisk na zmiany społeczno-gospodarcze oraz warunki życia najbiedniejszych obywateli na Filipinach, w Indonezji, Malezji i Tajlandii. Dodać należy, że książka powstała we współpracy z organizacją terre des hommes, która wspiera dzieci żyjące w ciężkich warunkach.

Podczas lektury należy pamiętać, że Siebert pisał swoje reportaże około trzydzieści lat temu. Kraje Azji Południowo-Wschodniej rozwijają się tak szybko, że wiele z uwag autora nie ma już przełożenia na rzeczywistość. Jednocześnie zaskakująco wiele spostrzeżeń jest uniwersalnych, jak na przykład informacje historyczne, zarys rozwoju danego kraju czy stosunki społeczne. Każdy z krajów zaciekawia swoim indywidualnym rysem.

Pierwsza część książki poświęcona jest Filipinom, rządzonym przez Ferdinanda Marcosa. Siebert koncentruje się między innymi na kwestii zamieszek między ludnością chrześcijańską i muzułmańską na Mindanao - z jednej strony opisuje niewyjaśnione zniknięcia ludzi, samowolkę armii, a z drugiej strony zwykłych ludzi, ich codzienne problemy, dzień dziewczyny pomagającej najbiedniejszym. Niektóre z reportaży to krótkie impresje - autor obserwuje beztrosko śmiejące się dzieci czy walkę kogutów. Bardzo podobała mi się historia podróży zdezelowanym busem po niebezpiecznej drodze, podczas której podróżujący cudem uniknęli wypadku, mimo to jednak ze stoickim spokojem obserwowali poczynania kierowcy, który za pomocą zardzewiałego gwoździa naprawił autobus oraz ruszyli z nim dalej. Nie wątpię, iż dla autora była to jedna z najbardziej stresujących podróży w życiu. Nie brak w zbiorze także spostrzeżeń na temat najważniejszego środka lokomocji na Filipinach czyli jeepney. Te fantazyjnie ozdobione i polakierowane przerobione jeepy służą Filipińczykom nie tylko w Manilii, ale także na innych wyspach. Najsmutniejsze reportaże opowiadają o życiu dzieci w slumsach - dzieci, które wykonują ciężką pracę przekopując śmietniska w poszukiwaniu zdatnych do użytku przedmiotów; dzieci, które na śmietnisku się urodziły i w ciągu całego życia nie widziały niczego innego.

Indonezja jest mi krajem mało znanym. Podczas lektury nie mogłam w duchu kiwać głową, potwierdzając spostrzeżenia autora lub rozpoznając opisywane miejsca. Siebert analizuje sytuację zaopatrzenia kraju w ryż - opisuje rozwój gospodarki i eksplozję urbanizacyjną w Jakarcie, nie pomija skutków nieprzemyślanego rozrostu miasta. Świetny jest reportaż o roli bambusa w życiu codziennym Azjatów. Ta niewiarygodna roślina jest wykorzystywana (podobnie jak palmy kokosowe) na wszystkie możliwe sposoby. 

Tylko jeden reportaż poświęcony jest Singapurowi. Z ciekawością przeczytałam (znaną mi już wprawdzie) historię powstania tego niewielkiego państwa. Siebert opisuje ówczesny boom budowlany w Singapurze - już wtedy zaskoczony był stopniem rozwoju tego tygrysa Azji Południowo-Wschodniej. Czytelnik jednak uśmiechnie się, wiedząc jak dalece Singapur zmienił się w ciągu ostatnich trzydziestu lat.

Kolejna część poświęcona jest Malezji z chińską mniejszością (a czasami nawet większością), jej kolonialną przeszłością (vide cmentarz w Penang) i z dawno minionymi problemami - wszak Kuala Lumpur to metropolia high-tec. Siebert zwraca uwagę na brak wiedzy o ochronie środowiska - wycinanie lasów, niekontrolowane wydobywanie miedzi na zboczach największego szczytu Azji Południowo-Wschodniej Mount Kinabalu czy niezwykle nieprzyjazne środowisku kopalnie cyny.

I wreszcie Tajlandia. Jeden z reportaży zaskakuje aktualnością - problem powodzi w Bangkoku nie jest nowy. Od lat mieszkańcy borykają się ze skutkami likwidacji kanałów. Siebert ponownie obraca się wśród podobnej gamy tematów - wykorzystanie dzieci jako siła robocza, bieda rolników uprawiających ryż, rozwój miast kosztem natury oraz napływ taniej siły roboczej ze wsi. Rolnicy, którzy porzucają swoje domostwa i uprawę roli, skuszeni szybkim zarobkiem na licznych budowach w Bangkoku, szybko pozostają bez środków do życia i lądują w slamsach.

Pomimo pewnej jednostronności tematyki dobrze czyta się reportaże Sieberta. Autor potrafi uchwycić chwile, umiejętnie podsumować swoje obserwacje oraz dobrze przedstawić przyczyny opisywanych fenomenów i procesów społecznych. Z przyjemnością czytałam o miejscach mi znanych ale  zdecydowanie wolałabym by teksty były bardziej aktualne.

Moja ocena: 4/6

Rüdiger Siebert, Bambus läßt sich nicht brechen, 215 str., Arena Verlag1986.