Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Austria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Austria. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 lutego 2026

"Todesfrist" Andreas Gruber


W Dreźnie, Kolonii, Monachium, Lipsku, Wiedniu nieznany sprawca uprowadza kobiety i poddaje je wymyślnym torturom – bliskie im osoby dostają natomiast ultimatum. W ciągu 48 godzin muszą odkryć, dlaczego dana kobieta została porwana. Akcja rozpoczyna się w Monachium w momencie odnalezienia w katedrze ofiary tajemniczego mordercy. To matka policjantki kryminalnej Sabine Nemetz. To morderstwo jest szokiem dla całej rodziny – nikt nie rozumie, kto chciałby uprowadzić matkę i do tego pozbawić ją życia w tak wyrafinowany sposób, Hannah Nemetz miała w ustach wąż, który do jej płuc wprowadził atrament. Kryminalni jeszcze nie wiedzą, że Hannah jest jedną z wielu ofiar, a na komendzie panuje nerwówka, bo niebawem w katedrze mszę ma odprawić papież. Wtedy do akcji wkracza pracownik Federalnego Urzędu Kryminalnego z Wiesbaden – Maarten S. Sneijder. 

Snijder jest Holendrem, mieszka jednak od wielu lat w Niemczech, mimo to nie pozbył się swojego akcentu. To postać niezwykle specyficzna i zarazem genialna. Wyróżnia go niezwykłe, psychologiczne spojrzenie, ale i obcesowość, arogancja i cynizm. Sneijder nie prosi, on żąda, nie dyskutuje, tylko wydaje rozkazy, nie pyta o samopoczucie, tylko epatuje swoim. Chcąc, nie chcąc, Sabine znosi jego fanaberie, bo wie że tylko w ten sposób może odnaleźć mordercę matki, a poza tym praca w urzędzie federalnym jest jej marzeniem. Stopniowo okazuje się, że policjantka ma dobre pomysły i pomaga Snijderowi wpaść na omodus operandi mordercy, więc Holender wciąga ją do swojej drużyny.

Andreas Gruber prowadzi akcję tego kryminału dwutorowo. Podczas gdy Sneijder i Nemetz działają w Monachium, w Wiedniu śledzimy życie psycholożki Helene oraz jej koleżanki po fachu. Pierwsza pracowała dla policji, lecz po nieudanym śledztwie stała się kozłem ofiarnym i zarzuciła tę pracę. Druga prowadzi terapię mężczyzny, któremu zalecił ją sąd. To trudny pacjent, skrzywdzony w dzieciństwie, niezwykle inteligentny, którego terapię zarzuciło już kilkoro psychologów. Krok po kroku zaczynamy rozumieć wszystkie powiązania, a Gruber umiejętnie łączy wątki. 

"Todesfrist" to początek serii wokół Martena S. Sneijdera i już teraz widać, że autorowi udała się dobra i oryginalna kreacja śledczego. Jeśli Sabine pozostanie jego partnerką, będzie stanowić ciekawą przeciwwagę do aroganckiego Holendra. Sama zagadka zasadzona na popularnej książce dla dzieci też zaskoczyła mnie swoją oryginalnością. Zdecydowanie pociągnę ten cykl.

Moja ocena: 5/6

Andreas Gruber, Todesfrist, 410 str., Goldmann 2013.

czwartek, 1 stycznia 2026

"Die Verdorbenen" Michael Köhlmeier


Jest początek lat 70. XX wieku, Johann studiuje filozofię i nauki polityczne w Marburgu, gdzie poznaje podczas jednego ze studenckich wyjazdów Christiane i Tommiego. To bardzo dziwna para, nie integruje się z grupą i przebywa tylko ze sobą. Gdy Johann pewnego dnia zabiera Christiane na spacer, ona rozumie to jako zaproszenie do związku i rzuca Tommiego, z którym była w związku przez wiele lat. Jej zachowanie jest dla Johanna zupełnie niezrozumiałe, podobnie jak styl bycia oraz monotonny sposób mówienia. Mimo to wchodzi w ten związek, nawet się nie spodziewając, że razem stworzą dziwną potrójną konstelację. Wszystkie próby wyjaśnienia, rozmowy, dyskusji spalają jednak na panewce. Zarówno Christiane jak i Tommi nie są zdolni do jakiejkolwiek konwersacji na tematy międzyludzkie. Johann tkwi w tym dziwnym układzie, ale do czasu.

Na końcu autor serwuje dość zaskakujący zwrot akcji, wcześniej okraszając tę historię przemyśleniami głównego bohatera, który stawia się w roli wiecznej ofiary i człowieka płynącego z prądem. Nie widać tu energii, chęci działania, a bierność, uległość i poddawanie się losowi. Dokąd taka postawa prowadzi.... właśnie do owego zaskakującego końca.

Köhlmeier stworzył powieść o osobach bezbarwnych, bez ambicji, bez celu w życiu. Takich, które płyną z dnia na dzień, a ich decyzje są przypadkowe. Równocześnie pokazuje, że taka postawa może być groźna i może doprowadzić do nieobliczalnych działań. Ta krótka powieść jest taka jak jej bohaterowie – monotonna, bezbarwna, katatoniczna wręcz. Rozumiem oczywiście ten zabieg autora, ale z powodu niego, sama akcja mnie nie porwała. Czytanie o bezbarwnych ludziach, których głos nawet nie podlega modulacji jest swoistym wyzwaniem. To więc powieść z kategorii – doceniam, ale jednak nie dla mnie.

Moja ocena: 3/6

Michael Köhlmeier, Die Verdorbenen, 160 str., Hanser 2025.

poniedziałek, 15 grudnia 2025

"Człowiek w poszukiwaniu sensu. Głos nadziei z otchłani Holokaustu" Viktor E. Frankl


Viktor Frankl – austriacki psychiatra i neurolog został deportowany w 1942 roku do Auschwitz, następnie przebywał w innych obozach, między innymi w Dachau. Tuż po uwolnieniu, w 1946 roku, napisał książkę o swoich przeżyciach. Nie jest to jednak kolejna opowieść o życiu i próbie przetrwania obozu, lecz rzecz napisana z perspektywy psychologicznej. Frankl, jako twórca trzeciej szkoły wiedeńskiej i logoterapii analizuje zachowanie więźniów pod tym kątem, czyli jako psychiatra i lekarz. 

Ta książka to właściwie esej, w którym autor ucieka się do własnych doświadczeń z obozu, wspomina poszczególne wydarzenia i sytuacje, ale są one zawsze bazą do analizy przeróżnych zachowań więźniów. Frankl dostrzega odmienne sposoby reagowania na sytuację ekstremalną, szczególnie w obliczu śmierci, rozważa, co decyduje o tym, że człowiek wybiera konkretny model zachowania: ludzki, współczujący czy też samolubny, konfrontacyjny. Psychiatra prowadzi swoje obserwacje chronologicznie, poczynając od dnia przybycia do obozu, a potem pobyt w nim aż do śmierci lub uwolnienia, zwracając uwagę na takie postawy jak bunt, apatia, rezygnacja. 

Nie dziw, że ta książka została przetłumaczona na dziesiątki języków i spotkała się z tak dobrym przyjęciem. To faktycznie zupełnie odmienne podejście do relacji z obozu koncentracyjnego wzbogacone o fachową wiedzę. Naprawdę warto sięgnąć.

Moja ocena: 5/6

Viktor E. Frankl, ...trotzdem Ja zum Leben sagen. Ein Psychologe erlebt das Konzentrationslager, 208 str., dtv 2004.

poniedziałek, 18 sierpnia 2025

"Und alle so still" Mereike Fallwickl


"Und alle so still" jest moim pierwszym spotkaniem z prozą Mareike Fallwickl, znaną w Polsce z powieści "Wściekłość" i wnioskuję z recenzji, że niekoniecznie był to najlepszy wybór. Ta powieść rzekomo nawiązuje nawet do wyżej wspomnianej.
Fallwickl wzięła na tapet care work – pracę, na którą w polszczyźnie nawet nie mamy utartego określenia. To wszystkie te niewidzialne czynności, które przejmują kobiety: opieka nad dziećmi, nad starszymi, praca w domach opieki, szpitalach itd. Cały zakres prac, które gdzieś w tle magicznie się załatwiają. Dzieci nakarmione, pranie zrobione, dom wysprzątany, babcia zaopiekowana. Chorzy zaopatrzeni, przebrani, czyści, kolejna nadgodzina i kolejna i jeszcze jedna. A przy tym brak personalu, samotność, ciągła dyspozycyjność. I zmęczenie.

Zanim jednak Fallwickl podejmie ten temat przedstawi Elin – to młoda influencerka, która jest uzależniona od seksu. Bycie obecną w sieci zmieniło ją w osobę, która tylko funkcjonuje, gdy otrzymuje feedback na temat swojego wyglądu. Elin mieszka w hotelu matki, nie ma kontaktu z resztą rodziny. Dorastała w otoczeniu feministycznym, świadoma patriarchatu, swoich praw, ale jednak nie radzi sobie ze swoim życiem. Pewnego dnia matka wysyła ją do babci Iris, która wraz z grupą kobiet położyła się pod szpitalem. Okazuje się, że kobiety rozpoczęły cichy protest – w całym kraju porzucają swoje miejsca pracy, ale i prace domowe i kładą się na ulicach. Taka forma rewolty szokuje mężczyzn, którzy oczekują krzyków, haseł, postulatów. 

Niemka opowiada tę historię z trzech perspektyw. Elin to pierwsza z nich. Drugą jest Ruth, która pracuje w szpitalu jako opiekunka, a że jest samotna, pracuje za wszystkich, uwija się, zawsze potrafi zaradzić i znaleźć rozwiązanie w najtrudniejszej sytuacji. Ruth miała dziecko, niepełnosprawnego chłopca, którym opiekowała się sama, aż do jego śmierci.
Trzecim bohaterem jest Nuri – syn oschłego ojca i cudzoziemki, którą jego ojciec początkowo najął jako opiekunkę do czwórki dzieci, gdy został wdowcem. Nuri z pewnością nie był planowanym dzieckiem, nie skończył szkoły i teraz stara się wyrwać z domu, podejmując się najgorszych i najsłabiej płatnych prac. Haruje na kilka etatów, sprzątając, przewożąc szpitalne łóżka, myjąc pojemniki przemysłowe itd. 

O ile historia Elin poniekąd rozczarowuje, to Ruth i Nuri są silnymi i dobrze naszkicowanymi postaciami. Niestety w całej powieści zabrakło mi klamry spinającej te wątki i przesłanie autorki. 
To niewątpliwe ważna tematyka, o której wciąż i wciąż trzeba mówić, ale podjęcie jej nie ratuje całej powieści. Miałam wrażenie, że to książka pisana pod tezę, która ma mocne sceny i kilka dobrych postaci, ale niestety owa teza gdzieś mi się rozmyła, a zakończenie rozczarowało. 
Mimo tych punktów sięgnę po poprzednie powieści Fallwickl, bo cenię społecznie zaangażowane powieści, a i przekonało mnie pióro autorki.

Moja ocena: 4/6

Mareike Fallwickl, Und alle so still, 356 str., Rowohlt 2024.

czwartek, 31 lipca 2025

"Wild wuchern" Katharina Köller


Marie spotykamy, gdy biegnie przez tyrolskie Alpy. Kobieta jest w panice, ma ranę na głowie i ucieka przed czymś lub kimś. Jej celem jest chata na górskiej hali, w której mieszka jej kuzynka Johanna. Kobiety wprawdzie razem się wychowały, ale nie mogłyby się bardziej różnić. Marie była perfekcyjnym dzieckiem, zawsze grzecznym, zachwycającym blond lokami i pięknymi sukienkami. Johanna cicha, małomówna, zainteresowana bardziej naturą niż strojami. Te różnice przeniosły się na ich dorosłe życie – Marie mieszka w Wiedniu, zajmuje się sztuką, nosi designerskie stroje i ma przemocowego męża. To on gnębi ją psychicznie i fizycznie i to przed nim ucieka. Johanna natomiast wybrała życie w odosobnieniu, w chacie bez prądu, sama dba o opał, jedzenie, zwierzęta. I nadal mało mówi, wprawdzie minął okres mutyzmu, który przeszła w dzieciństwie, ale nadal woli obserwować niż prowadzić czcze dyskusje.

Wizyta Marie nie jest w smak kuzynce, ale Johanna czuje, że nie może jej odesłać. Podczas tego pobytu stopniowo poznamy tajemnice z przeszłości kobiet – mroczne i trudne. Marie zaczyna pracować z Johanną, odkrywa ukojenie w prostocie tego życia, potrafi docenić leczniczą siłę przyrody, a równocześnie udaje się jej dotrzeć do kuzynki i nawiązać z nią od dawna zerwaną więź. Dopiero bliskość zwierząt, zależność od pogody i trud zdobywania własnego jedzenia pozwala Marie uwolnić się od społecznych oczekiwań, które tak idealnie wypełniała od maleńkości. Dla Johanny ucieczką od tego, że ich nie wypełniała był mutyzm. Dla obu kobiet życie w odosobnieniu oznacza wolność. Wolność od przemocy, społecznych norm i oczekiwań. Te ostatnie zmieniły dzieciństwo obu w piekło.

Miałam okazję wysłuchać tej książki w interpretacji autorki, która wspaniale przeczytała własną powieść, w odpowiednich momentach uciekając się do dialektu. Te różnice w wymowie to wisienka na torcie, dodają treści autentyczności i prawdziwa przyjemność dla słuchaczki. 

Moja ocena: 4,5/6

Katharina Köller, Wild wuchern, 209 str., Penguin Verlag 2025.

czwartek, 24 lipca 2025

"Mistrzowie opowieści. O kobiecie"

 


Justyna Czechowska, tłumaczka literatury szwedzkiej i norweskiej skomponowała zbiór dwudziestu pięciu opowiadań, których tematem przewodnim jest kobieta. Są tu teksty z przeróżnych stron świata, wspaniale, że zbiór nie ogranicza się tylko do Europy i USA, mamy teksty z Egiptu, Chin, Korei, Argentyny, Kanady. Dzięki tej różnorodności geograficznej uzyskujemy szeroką perspektywę na tak przecież złożony i wszechstronny temat. Co więcej, w zbiorze znalazły się też opowiadania napisane przez mężczyzn, wprawdzie tylko trzy, ale jednak zaskoczył mnie ten wybór w tak na wskroś kobiecej publikacji. Czechowska zadbała o to, by zebrane przez nią teksty objęły jak najwięcej aspektów kobiecości. Mamy dziewczynki, kobiety samotne, zakochane i nieszczęśliwe, matki i bezdzietne, kobiety kochające i zdradzane, kobiety oszukane, obsesyjne i czarownice, kobiety chore i zmarłe. 

Jak to w zbiorach bywa są tu opowiadania, które mnie szczególnie poruszyły i takie, które zupełnie do mnie nie trafiły. Dodam, że trzy z publikowanych tekstów już znałam, wśród nich wspaniałą "Żółtą tapetę", którą czytałam już kilka lat temu w oryginale. Z przyjemnością przeczytałam teksty nieznanych mi dotychczas autorek, zwłaszcza Any Marii Shua, Cory Sandel czy Nawal as-Sadawi. Nie zawiodły mnie Chimamanda Ngozi Adichie ani Margaret Atwood, które należą do moich ulubionych pisarek. Trudno jednak pisać o tak różnorodnym zbiorze, zwłaszcza, że trudno mi było go czytać. Myślę, że głównym problemem była to mnogość autorów i autorek. Sam temat jest zbyt słabym lepiszczem dla tak sporego zbioru. Kobiecość ma tak wiele aspektów, że w efekcie temat przewodni się rozpływał, a każde opowiadanie było zupełnie inne. Fakt, że bohaterkami są osoby płci żeńskiej nie wystarcza, by stworzyć spójny zbiór. Trudno było mi przeskakiwać z zupełnie innego świata, stylu i pomysłu w kolejny, a co za tym idzie czytać ten zbiór po kolei. Wyłapałam z niego kilka perełek, ale ogólnie jednak mnie rozczarował.

Rozczarował mnie też koniec książki – w momencie gdy doszłam do spisu treści zauważyłam, że w e-booku brakuje dwóch opowiadań! Nie ma tekstu Clarice Lispector ani Radki Denemarkovej! Jeszcze bym może zrozumiała, że e-book ma inną objętość, ale w spisie treści widnieją. Czuję się oszukana, bo akurat Lispector bardzo chciałam przeczytać. 

Moja ocena: 4/6

"Mistrzowie opowieści. O kobiecie", wybór Justyna Czechowska, 464 str., Wydawnictwo Wielka Litera 2023.

niedziela, 25 maja 2025

"Echtzeitalter" Tonio Schachinger


Till jest uczniem elitarnego liceum w Wiedniu. Pech chce, że trafia do klasy najbardziej surowego nauczyciela szkoły – Dolinara. Ten staromodny, konserwatywny nauczyciel wierzy we własne metody wychowawcze, które polegają na zastraszeniu, karach i kontrolowaniu uczniów. Till należy do najspokojniejszych, chowających się w tle uczniów, ale do pewnego czasu. Najpierw umiera jego ojciec, z którym chłopak nie ma najlepszych stosunków. Podczas gdy matka pozostawia mu sporo swobody (rodzice są po rozwodzie), ojciec ciągle go krytykuje, przede wszystkim za ciągłe granie na komputerze. Till skupia się tylko na jednej grze: Age of Empire II. Swoje sukcesy na tym polu jednak ukrywa. Wiele zmienia się, gdy kończy szesnaście lat. Od tego momentu może oficjalnie zachodzić do szkolnej palarni, gdzie poznaje dwie dziewczyny: Finę i Feli. Szczególnie Feli będzie mieć na niego wieki wpływ. Pochodząca z bogatej rodziny Feli jest wybitnie uzdolniona i ma rebeliancką naturę. To ona wyciągnie Tilla z ukrycia i pokaże mu życie poza ścianami pokoju. 

Na pierwszy rzut oka ta powieść to typowa książka o dojrzewaniu, dorastaniu, szukaniu swojej drogi i pozycji w społeczeństwie. Till przechodzi wiele etapów i, wbrew pozorom, nie zostanie rebeliantem, jak można by było się spodziewać na początku lektury. Bardzo ciekawą postacią jest Dolinar – z jednej strony potwór, nie nauczyciel, z drugiej strony chętnie odwiedzany przez wychowanków po maturze. Postać niejednoznaczna, nie poddająca się nakazom dyrekcji, traktująca swoich uczniów bardzo zaborczo. Jeśli jednak spojrzeć na tę powieść głębiej, to jest to bardzo ciekawy portret Austrii. W tle wydarzeń dużo tu polityki, przetasowań na najwyższym szczeblu, są protesty i aktywne śledzenie tych wydarzeń. Schachinger umieszcza życie Tilla w kontekście społecznym, to nie jest historia dojrzewania oderwana od miejsca, a raczej głęboko osadzona w austriackich realiach. Tu ogromnym smaczkiem jest wiedeński dialekt, świetnie oddany przez lektora. 
Wartością dodaną są też liczne odwołania literackie. Dolinar uczy niemieckiego i męczy uczniów licznymi lekturami (słynne żółte wydania Reclam), a Schachinger bogato czerpie z ich treści, przemycając wnioski np. w pracach klasowych uczniów. Sporo z czytanych utworów znałam, ale znalazły się też takie, o których wcale nie wiedziałam, Dolinar sięga bowiem po starannie dobrane utwory.

Choć dobrze się bawiłam podczas lektury, nie miałam poczucia, że jest to powieść na miarę takiej nagrody jak Deutscher Buchpreis, którą została uhonorowana w 2024 roku. Przypuszczam, że wyznacznikiem był przede wszystkim kontekst społeczny i podjęcie tematu e-sportu.

Moja ocena: 4/6

Tonio Schachinger, Echtzeitalter, 365 str., Rowohlt 2023.

sobota, 17 maja 2025

"Piraten im Tropenparadies. TABOO III in der Sulusee" Wolfgang Hausner


Na czwartą książkę Wolfganga Hausnera czekałam bardzo długo. Wiedziałam, że się pisze, ale wiadomo, jak to jest. Pisze się i pisze, a to trwa i trwa. Ta opowieść rozpoczyna się właściwie bezpośrednio po wydarzeniach z tomu trzeciego, Wolfgang opisuje, jak ułożyło się jego życie, gdy ze względu na rodzinę już nie mógł przemieszczać się swobodnie po całym świecie. Centrum ich życia stały się wpierw Filipiny, potem Malezja, a potem znowu Filipiny. I w tym regionie toczy się akcja zawartych w książce opowieści – to przede wszystkim tytułowe Morze Sulu oraz Morze Południowo-Chińskie. Autor opisuje, jak na wiele lat ułożył sobie życie w Malezji, na Borneo, gdzie córka mogła kontynuować edukację, a on zarabiać rejsami z tamtejszej mariny. To status quo nie trwało jednak wiecznie, warunki współpracy z szefostwem mariny się zmieniły i Wolfgang przeniósł się na Filipiny. Zmieniło się też wiele rodzinnie, bo małżeństwo żeglarza nie przetrwało próby czasu. Autor jednak nie rozwodzi się o prywatnych problemach, a skupia na swoich rejsach. Większość z nich to rejsy wycieczkowe – dwutygodniowe lub dłuższe z pasjonatami żeglarstwa z Europy. Wolfgang opisuje liczne przygody, jakie mu się przytrafiły na morzu, ale i z turystami. I to był ten moment, gdy po raz pierwszy stałam się bohaterką książki i to od razu kilka razy. 

Autor oprócz perypetii podczas rejsów opisuje także problemy na TABOO III, naprawy, wypadki, spotkania, potrawy, ale i innych żeglarzy. Zatoka, w której katamaran poddawany jest pracom naprawczym, to oaza żeglarzy, którzy utknęli w niej na lata. Ta zbieranina ludzi to oczywiście wspaniały materiał na wiele książek. Każda z tych osób ma często kuriozalną historię, które Wolfgang chętnie opisuje. W książce znajdują się oczywiście także tytułowi piraci, ale i licznie nawiedzające Filipiny tajfuny. 

Żeglarz opisuje to wszystko w swoim typowym lekko ironicznym stylu – bez upiększania, bez romantyzowania, szczerze, wprost i z dużą dozą realizmu. W każdym zdaniu widać skromność autora, ale i świadomość własnych przeżyć, możliwości i bezpretensjonalne podejście do problemów i świata. Kto zna Wolfganga, z pewnością przeniesie się natychmiastowo na pokład TABOO III i niemal namacalnie usłyszy jego głos.
Żeby jednak nie było tak idealnie, to niestety książce zabrakło dobrej redakcji i korekty. Wiele tu powtórzeń tych samych faktów, uważna czytelniczka pamięta je przecież z poprzednich rozdziałów. Wkradło się też sporo literówek i niedociągnięć gramatycznych. A szkoda, bo styl Wolfganga jest naprawdę unikatowy i fantastyczny. 
Zdaję sobie sprawę, że po tę książkę sięgną raczej fanki i fanowie żeglarstwa i autora, oni zresztą będą najlepsza grupą docelową.

Moja ocena: 5/6

Wolfgang Hausner, Piraten im Tropenparadies. TABOO III in der Sulusee, 368 str., 2024.

środa, 27 października 2021

"Der letzte Satz" Robert Seethaler

 


Gustav Mahler podróżuje na pokładzie transatlantyku z Nowego Jorku do Europy. Stary i schorowany kompozytor i dyrygent siedzi ciepło opatulony na pokładzie pod opieką młodego stewarda i wspomina swoje życie. Jego myśli wędrują swobodnie wstecz, pozbawione chronologii i nieuporządkowane. W ten sposób czytelnik poznaje różne, ważne i mniej istotne wydarzenia z życia słynnego Austriaka. Mahler wraca do swoich sukcesów jako dyrektor opery, dyrygent, reformator i kompozytor, przede wszystkim skupia się jednak na życiu prywatnym.

Czytelnik poznaje więc okoliczności poznania jego żony Almy, historię wielkiej miłości, ślub, wspólne życie i późniejszą zdradę Almy. Są narodziny córek i wielka miłość do nich, a także śmierć Marii w wieku pięciu lat, z którą kompozytor nigdy się do końca nie pogodził. Wszystkie wspomnienia zabarwione są nostalgią i świadomością zbliżającego się końca. Ta perspektywa pozwala Mahlerowi patrzyć na swoje życie inaczej. Trudno tu nie poddać się paraleli między zbliżającym się do celu transatlantykiem, a kończącym swoje życie Mahlerem. 

To nie jest długa powieść, krótka etiuda, impresja wręcz, zachęta dla czytelnika do zapoznania się bliżej z życiem Mahlera i jego żony - postaci niemniej ciekawej, a przede wszystkim kontrowersyjnej. Seethaler zachwyca swoim talentem pisarskim - jego zdania uwodzą, trafiają w sedno i czarują nostalgiczną atmosferę. To moje pierwsze spotkanie z tym autorem, wprawka przed lekturą jego słynnego Trafikanta, na którą nabrałam teraz jeszcze większej ochoty.

Moja ocena: 5/6

Robert Seethaler, Der letzte Satz, 126 str., czyt. Matthias Brandt, tacheles! / Roof Music 2020.

środa, 8 września 2021

"Die Infantin trägt den Scheitel links" Helena Adler

 


W ramach mojej zwiększonej konsumpcji współczesnej literatury z obszaru niemieckojęzycznego sięgnęłam po tę powieść Austriaczki Heleny Adler. Pisząca pod tym pseudonimem autorka jest nie tylko pisarką, ale także malarką, co można wyczytać na stronach tej niekonwencjonalnej powieści. 

To opowieść o dzieciństwie na wsi, w gospodarstwie, w którym główna bohaterka mieszka z rodzicami, starszymi siostrami bliźniaczkami i pradziadkami. W krótkich rozdziałach Adler opisuje częściowo brutalne i poruszające strony życia na wsi - dziwne układy rodzinne, dręczące ją diaboliczne siostry, śmierć, zwyczaje, a to wszystko bardzo nowatorskim językiem, za którym nie zawsze łatwo jest podążać. 

W moim odczuciu to nierówna książka. Jest tu wiele świetnych fragmentów, odwołań do (pop)kultury lat 80. i 90., które nadają książce nieco sentymentalnej nuty. Są fragmenty mocne, obnażające dzieciństwo na wsi, bez pozłotki, ukazujące dzieci zostawione same sobie, powierzchowny katolicyzm, alkoholizm, uwikłanie w dziwnych układach. Są też fragmenty, które zupełnie do mnie nie przemówiły i które wydawały się nie pasować do narracji dziewczynki, bo nagle zmieniona została perspektywa czy czas.

Bardzo ciekawe jest połączenie literatury ze sztuką poprzez nawiązania do znanych dzieł, ale także tytuły poszczególnych rozdziałów są tytułami obrazów i zapewne można wysnuć tutaj ciekawe paralele. Mimo zachwytów nad tą powieścią i jej nominacji do Deutscher Buchpreis w ubiegłym roku, ja do wielbicielek prozy Adler się nie zaliczam. Jej styl jest dla mnie zbyt "odjechany", przekombinowany i zagmatwany. 

Moja ocena: 3/6

Helena Adler, Die Infantin trägt den Scheitel links, 192 str., Jung und Jung 2020.

wtorek, 13 lipca 2021

"Polowanie", "Blinde Vögel", "Stimmen", "Schatten" Ursula Poznanski

 



Ten cykl czterech kryminałów wciągnęłam na raz i nie widzę sensu w opisywaniu ich pojedynczo. W każdym z nich centralnymi postaciami są śledczy z policji kryminalnej w Salzburgu - Beatrice Kaspary i Florin Wenninger. Beatrice to rozwódka, matka dwójki dzieci, regularnie dręczona przez ex-partnera, niedoszła psycholożka. Florin jest bardziej tajemniczy, wiemy tylko, że mieszka samotnie w eleganckim penthousie po babci, ma brata pianistę i początkowo tkwi w słabo rokującym związku z Holenderką. Ale też nie Florin gra w tym cyklu pierwsze skrzypce. Jego rola staje się ważniejsza wraz z kolejnymi tomami oraz  po jego rozstaniu z partnerką i wraz z narastającym napięciem między nim a Beatrice.
Do zespołu należą także młody i sprytny Stefan, niezbyt sympatyczny Bechner oraz technik kryminalny Drasche, o szefie Hoffmannie nie wspominając, aczkolwiek on nie odgrywa sporej roli.

Zagadka w pierwszym tomie oparta jest na geocachingu - dla mnie, jako zapalonej geocacherki, bardzo ciekawy wątek. Przestępca wodzi za nos śledzczych, ukrywając kolejne etapy cache typu multi. Każda skrytka oznacza makabryczne odkrycie - odciętą część ciała i zagadkę. Śledztwo jest żmudne, szczególnie dlatego, że policjanci dopiero odkrywają tajniki geocachingu, ponadto właściciel skrytek to bardzo przebiegła osoba. Mimo że rozwiązanie jest dość zaskakujące i prowadzi na trop innej tragedii, to nie byłam zachwycona tym pierwszym tomem. Sporą rolę odegrała tu lektorka, która odczytywała kwestie Beatrice tak egzaltowanym głosem, że nie mogłam się pozbyć wrażenia, że traktuję komisarkę jak słodką idiotkę. 

Od drugiego tomu audiobooki nagrano już z inną, duża lepszą lektorką, a i ja stopniowo polubiłam duet śledczych. W drugim tomie Blinde Vögel - śledztwo kręci się wokół Facebooka, a konkretnie grupy dotyczącej poezji. Wszystko zaczyna się od śmierci niepozornego studenta, aktywnego uczestnika tej grupy. Wraz z nim ginie dziewczyna, która także była członkinią grupy, ale mało się w niej udzielała. Wszystko wskazuje na to, że to student zabił dziewczynę a potem popełnił samobójstwo. Beatrice jednak nie wierzy w tę koncepcję, a jej podejrzenia wzmacniają się, gdy ginie kolejna członkini grupy, mimo że znowu wszystko wskazuje na samobójstwo. Poznanski bardzo umiejętnie połączyła tę zagadką z wydarzeniami z wojny w Jugosławii, a szczególnie z jedną z masakr na miejscowej ludności. Bardzo ciekawe śledztwo łączące wydarzenia z przeszłości ze współczesnością.

Akcja trzeciego tomu rozgrywa się głównie w szpitalu, na oddziale psychiatrycznym, a konkretniej na jego części dla pacjentów z zespołem stresu pourazowego. To właśnie tam w niewyjaśniony sposób umiera jeden z lekarzy. Na jego ciele udrapowane są przypadkowe na pozór przedmioty - plastikowe noże, długopis. Śledztwo jest bardzo trudne - z większością pacjentów ze względu na chorobę nie sposób porozmawiać, a jeśli nawet jest to możliwe, trudno ocenić, które z ich zeznań są zgodne z rzeczywistością. Co więcej jedną z pacjentek jest najbardziej poszukiwana przez media kobieta - Jasmin była całe swoje życie przetrzymywana przez swojego ojca w piwnicy, a teraz nie mówi i nie zmienia wyrazu twarzy. Na oddziale przebywa incognito, by uniknąć najazdu dziennikarzy. To właśnie ona wydaje się być kluczem do rozwiązania zagadki, zwłaszcza gdy giną kolejne osoby na oddziale. Poznanski i tutaj zaskoczyła mnie rozwiązaniem, a także ciekawie wplotła do akcji życie prywatne śledczych. 

Czwarty tom jest najbardziej osobisty dla Beatrice. Okazuje się, że nowa fala zabójstw wiąże się z przeszłością komisarki. Kolejne zamordowane osoby są jej znane i przypominają jej traumatyczną historię z młodości. Wtedy zginęła brutalnie zamordowana i zgwałcona jej przyjaciółka - Beatrice nie potrafiła sobie wybaczyć, że nie odebrała dziewczyny z imprezy, która wracała autostopem. To wydarzenie było przyczynkiem do jej kariery w policji. To śledztwo oznacza dla niej powrót do akt z przeszłości, do wspomnień, spotkania z byłymi przyjaciółmi i próbę rozwikłania nigdy nie ukończonego śledztwa. Schatten to dobre podsumowanie całego cyklu, które nawiązuje do tomu trzeciego, ale i głęboko opiera się na życiu prywatnym śledczych. 

Jak pisałam na początku, wciągnęłam cały cykl za jednym razem. Nie jest on tak dobry jak Erebos, ale i tu można poznać sprawne pióro Ursuli Poznanski, ciekawe pomysły na fabułę i trzymająca w napięciu akcję. Do słuchania idealnie!

Moja ocena: 5/6

Ursula Poznanski, Fünf, 384 str., czyt. Nicole Engeln, Argon Verlag 2012.
Ursula Poznanski, Blinde Vögel, 476 str., czyt. Andrea Sawatzki, Argon Verlag 2013.
Ursula Poznanski, Stimmen, 448 str., czyt. Andrea Sawatzki, Argon Verlag 2015.
Ursula Poznanski, Schatten, 408 str., czyt. Andrea Sawatzki, Argon Verlag 2017. 

piątek, 4 czerwca 2021

"Der Trost runder Dinge" Clemens J. Setz

 


Tego autora miałam na oku od momentu nominacji do Deutscher Buchpreis. Tamtej książki w końcu nigdy nie przeczytałam, za to trafił mi się powyższy audiobook. Zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać, co więcej nie doczytałam nawet, że to zbiór opowiadań. Tymczasem to genialnie absurdalne, sarkastyczne, ale i czułe i emocjonalne teksty. 

Setz porusza w każdym opowiadaniu zupełnie odmienne tematy i umieszcza je w całkowicie różnych kontekstach. Nie ma tu linii przewodniej ani żadnych podobieństw stylistycznych czy narracyjnych. Każdy tekst to zupełnie inna historia. Choć jest jednak pewna wspólnota w tych tekstach - wszystkie są zaskakujące, zmuszają do przemyśleń. Nie wszystkie w ten sam sposób utkwiły mi w pamięci, ale są wśród nich takie, których nigdy nie zapomnę. Chciałabym mieć tę książkę w wersji papierowej, by móc to tych tekstów wracać, bo jestem głęboko przekonana, że każda kolejna lektura pozwoli odkryć je na nowo.

Bardzo trudno mi ująç w słowa niezwykłość tych tekstów. Składa się na nią bowiem nie tylko sam pomysł na treść, ale także język Setza - wrażliwy, czasem sarkastyczny, niezwykle dobry w dialogach. Wspomnę jednak o opowiadaniach, które mnie poruszyły. Były bowiem takie, które nie trafiły u mnie w żadną strunę i pozostały dla mnie niezrozumiałe, a znalazły się takie, których nie zapomnę. Na przykład o szkolnym woźnym, który zakochuje się w niewidomej kobiecie, a gdy pierwszy raz odwiedza ją w mieszkaniu, spostrzega, że wszystkie ściany pokryte są wulgarnymi wyzwiskami. Czy też o klasowym zdjęciu, którego nikt nie chce kupić, bo znalazło się na nim ciężko upośledzone dziecko. Rozmowa między dyrektorką szkoły, a ojcem jednego z dzieci z tej klasy jest mistrzostwem świata. Jest też opowieść o szkolnej pielęgniarce, która porywa jednego z uczniów i przez kilka dni traktuje go jak własność.

Setz sięga w swoich tekstach po absurd, ale także po to, co dziwne, nietypowe, o czym wstyd mówić, do czego trudno się przyznać. Te opowiadania mogą czytelnika boleć, mogą przeszkadzać, obruszać wręcz, ale na pewno nie pozostawią go obojętnym. Bardzo ciekawa lektura!

Moja ocena: 4,5/6

Clemens J. Setz, Der Trost runder Dinge, czyt. autor, 320 str., Griot Hörbuchverlag 2019.

wtorek, 29 września 2020

"Erebos", "Erebos 2" Ursula Poznanski

Erebos nie jest rodzajem książki, po który bym normalnie sięgnęła. Niby lubię kryminały i nie pogardzę dobrym thrillerem, ale o grze komputerowej? Niekoniecznie. Gdy szukałam kolejnej książki do słuchania, chciałam wybrać coś w miarę lekkiego i wciągającego, bo jednak tego typu powieści najlepiej się sprawdzają w roli audiobooka. Nazwisko Ursuli Poznanski było mi znane z niemieckiej blogosfery i jakoś przypadkiem zawiesiłam oko na tych książkach, oceny na goodreads zdecydowały, że spróbuję. Przepadłam od pierwszych minut!

Akcja obu książek rozgrywa się w Londynie w środowisku nastolatków. Nick ma szesnaście lat i zauważa, że coraz więcej kolegów i koleżanek pożycza sobie tajemniczą płytę. Niestety nikt nie chce mu zdradzić, o co chodzi. Gdy wreszcie jedna z koleżanek wręcza ma CD chłopak jest podekscytowany. Okazuje się, że na płycie jest niesamowita gra - Erebos. Gra, jakiej nigdy nie widział. Gra, która kompletnie wciąga w swój świat i co więcej ma wpływ na realne życie graczy. Czegoś takiego Nick się nie spodziewał. Tak jak znajomi ze szkoły kompletnie poddaje się jej wpływowi. Godziny, które spędza przed komputerem są tak fascynujące, że zaczyna wymyślać wymówki. Brzmi nudno? No właśnie, dla mnie też tak brzmiało, ale zapewniam was, że ta książka to sztos. Gra zaczyna manipulować życiem graczy, dawać im zadania do wykonania w Londynie, zadania, które są coraz bardziej skomplikowane i coraz bardziej niebezpieczne, bo zaczynają mieć wpływ na życie osób postronnych. Oczywiście za tą grą musi się ktoś kryć, ktoś kto ma jakiś cel. Nie zdradzę jednak, jak rozwinie się akcja. 

W drugim tomie gra wraca - podobnie podstępna i manipulacyjna. Nick jest już dorosły i wcale nie chce wchodzić w świat Erebosa. Tym razem to nie on marzy o zdobywaniu kolejnych poziomów, lecz gra nie pozwala mu odejść, szantażując go w niezwykle wyrafinowany sposób. Technika się rozwinęła i gra potrafi mieć jeszcze większy wpływ na życie ludzi - śledzi ich poczynania, podsłuchuje, manipuluje nawigację, nie pozwala wyłączyć telefonu, karze. Nie wierzyłam, że Poznanski będzie w stanie wymyślić coś równie ciekawego jak w tomie pierwszym, ale faktycznie jej się to udało. Co ciekawe i tu wplata wątek społeczny - o ile w pierwszej części chodziło o konkurencję w biznesie, w drugiej jest to problem globalny, także jednak związany z kwestią bogacenia się kosztem innych.

Poznanski świetnie opisuje świat nastolatków, ich sposób myślenia, działania, rozmowy, zachowania w szkole, równocześnie wplatając ogromów motywów mitologicznych, co dla mnie jest bombą. Obie książki trzymają w napięciu, dosłownie szukałam każdej wolnej minuty, by kontynuować słuchanie. Polecam, to dwa fantastyczne, inteligentnie nakreślone thrillery.

Moja ocena: 5/6

Ursula Poznanki, Erebos, 486 str., czyt. Jens Wawrczeck, Der Hörverlag 2010.
Ursula Poznanki, Erebos, 512 str., czyt. Jens Wawrczeck, Der Hörverlag 2019.

czwartek, 17 maja 2018

"Babcia na jabłoni" Mira Lobe


Tę książkę kupiłam na prezent dla bratanka, ale gdy mój syn ją zobaczył, bardzo chciał ją też mieć. Ja troszkę obawiałam się lektury, bo temat babci jest u nas bardzo trudny. Niedawno dzieci w dość traumatyczny sposób utraciły babcię, która miała szczególną więź z nimi, zwłaszcza z synem. 

Gdy czytaliśmy tę książkę, nie mogliśmy się nadziwić, jak podobna do naszej babci jest babcia z jabłoni. Tak samo szalona, tak samo gotowa na każdą przygodę i tak samo szczodra i chętna do zabawy. Mira Lobe opowiada o Andim - małym chłopcu, najmłodszym z rodzeństwa, który nie mam babć. Jego koledzy chwalą się wspaniałymi rzeczami, które robią z babciami, prezentami, które od nich dostają, a Andi jest coraz smutniejszy. Jego azylem i odskocznią jest stojąca w ogrodzie jabłoń. Chłopiec spędza na gałęzi godziny, zatapiając się w świecie swojej wyobraźni. Pewnego razu spotyka tam babcię ze stojącego w domu zdjęcia - babcię idealną i troszkę szaloną. To z nią Andi wypływa na morze, spotyka piratów, jedzie polować na tygrysy czy wybiera się do wesołego miasteczka. Taka babcia to skarb!


Tymczasem do domu obok wprowadza się starsza pani, która zaczepia Andiego, prosząc go o pomoc. W ten sposób między chłopcem, a nową lokatorką rodzi się znajomość, która stopniowo przeradza się w przyjaźń. Zaangażowany w pomoc chłopiec, ma coraz mniej czasu dla babci z jabłoni. Sąsiadka ma problemy ze zdrowiem, nie ma pieniędzy na szalone wyprawy, co więcej wcale ich nie planuje, ona po prostu jest i poświęca chłopcu czas. Ma dla niego zawsze otwarte ucho, pomocną dłoń, a przede wszystkim serce. 


To cudna opowieść o samotności, tęsknocie, bliskości i ważności kontaktów rodzinnych dla dziecka. Ostatni punkt nie jest może aż tak zauważalny dla osób otoczonych rodziną, ja jednak obserwuję jak dotkliwy jest on w przypadku moich dzieci, które czas spędzony w gronie rodzinnym przedłożą nad wszystko inne.


Czy muszę wspominać, że książka jest przepięknie wydana, opatrzona zachwycającymi ilustracjami Mirosława Pokory? Szkoda mi, że nie znałam tej lektury w dzieciństwie!

Moja ocena: 5/6

Mira Lobe, Babcia na jabłoni, tł. Maria Kurecka, 163 str., Wydawnictwo Dwie siostry 2009.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Z serii niedokończone: "Golem" Gustav Meyrink, "Historia Gestapo" Jacques Delarue

Ostatnio tak wiele książek odkładam, że chyba będę musiała stworzyć nową rubrykę na blogu. Już kiedyś wspominałam, że dojrzałam do decyzji odkładania książek, które nie zaspakajają moich oczekiwań.


Golema miałam na półce od dawna, zdecydowałam się jednak na wysłuchanie książki, tym bardziej, iż darmowy audiobook znaleźć można na tej stronie. O dziwo, tym razem nie zawiódł lektor, zraziłam się już przecież do polskich audiobooków. W przypadku tej powieści, nie trafiła do mnie zupełnie treść - w zasadzie lubię książki tajemnicze, pełne metafizyki, historycznych konotacji. Praga, żydowska dzielnica i legenda  o golemie wydawały się być gwarancją pasjonującej lektury. Niestety w moim przypadku była to lektura nudna i wymuszona. Odłożyłam w połowie.



Historia Gestapo natomiast leżała na moim nocnym stoliku od miesięcy. Gdy wylosowano mi ją w stosikowym losowaniu przeczytałam sporą część, ciągle się denerwując. Nie byłam w stanie strawić stylu autora - toporne zdania, nudne nagromadzenie faktów historycznych, brak jakiegokolwiek polotu czyniły z tej na pozór ciekawej książki, lekturę męczącą. Zakładałam, że będę ją sobie dawkować stopniowo, rozdziałami, ale gdy po czasie sięgnęłam po nią, styl Delarue wydał mi się być jeszcze gorszy. To książka dla absolutnych pasjonatów tematu, których nic nie odstraszy.

Gustav Meyrink, Golem, tł. Antoni Lange, 256 str., Wydawnictwo Thesaurus 2004
Jacques Delarue, Historia Gestapo, tł. Krystyna Szeżyńska-Maćkowiak, 363 str., Muza 2011.

sobota, 19 października 2013

"Niewinni" Hermann Broch



Niewinnych czytałam na studiach, nie była to moja lektura obowiązkowa, pamiętam, że odnalazłam tę książkę na wyprzedaży i byłam nią zachwycona. Gdy padło na nią w stosikowym losowaniu bardzo się ucieszyłam, bo od dawna planowałam powtórną lekturę. Po niemal tygodniu zmagań i wymęczeniu 220 stron odkładam ją i mam serdecznie dość. Drobiazgowe i zarazem nudne opisy, nieciekawa treść skutecznie mnie zniechęciły do Brocha. Za nic nie mogę sobie przypomnieć, co mnie wtedy w tej książce urzekło.
Trudno nawet opisać mi o czym Niewinni są. Broch zebrał tutaj wiele opowiadań, nie wszystkie z nich mają punkty wspólne. Jest tu przypowieść o rabbim i jego uczniach, są poematy, jest historia młodego człowieka, który wynajmuje pokój u pewnej baronowej, gdzie skwapliwa służąca zdradza mu wstydliwe tajniki łoża swojej pani, jak i swojego. Przy kolejnym tekście, gdzie główna postać przypadkowo wchodzi do kamienicy i spotyka młodą praczkę, zasnęłam.

Bardzo chciałam skończyć lekturę, by przekonać się, co tak mnie w tej książce zafascynowało ale niestety, nie tym razem.

Bez oceny.

Herrman Broch, Niewinni, tł. Wanda Jedlicka, 458 str., Czytelnik 1961.

wtorek, 7 maja 2013

"3096 dni" Natascha Kampusch



O historii Nataschy słyszał chyba każdy. Nie należę do osób, które śledzą doniesienia prasowe, nie oglądam telewizji, więc o jej losach niewiele wiedziałam. Po książkę sięgnęłam całkiem przypadkowo, pewnie skusiła mnie jej pozycja na listach bestsellerów, a towarzyszący jej film zadbał o odpowiedni PR.

Zaskoczyła mnie przede wszystkim forma książki - spodziewałam się swoistego pamiętnika, lecz Natascha bardzo prędko odbiega od tej formy. Początkowo opisuje swoje życie przed porwaniem, ale już wtedy analizuje swoje zachowania oraz wskazuje ich przyczyny. Opis porwania, a potem ucieczki to najbardziej poruszające momenty. Paradoksalnie, bo życie w piwnicznej klitce było horrorem, jednak wła śnie tamte sceny poruszyły mnie najbardziej.

Natascha niemal beznamiętnie ukazuje obraz swojego życia ale przede wszystkim analizuje swój stosunek do porywacza. To nie tyle opis jej codziennego życia, co psychologiczny szkic jej rozwoju, dojrzewania, mechanizmów, które pomogły jej przetrwać niewolę. Dziewczyna wskazuje co skłoniło ją do ucieczki, oraz tłumaczy, dlaczego nastąpiła ona dopiero po 8,5 latach. 

Zaskakuje dystans, dojrzałość, spokój oraz niewiarygodny instynkt życia  dziewczyny. Czytelnik bardzo szybko rozpoznaje, iż motywem powstania książki była chęć wyjaśnienia, zagłębienia istoty stosunku oprawca - ofiara. Zupełnie brak tu sensacji, tanich chwytów czy wątku kryminalnego. 

Trudno pisać o tym, co przeżyła Natascha - jeśli chcecie poznać jej losy, sięgnijcie po tę książkę. 

Moja ocena: 6/6

Natascha Kampusch, 3096 Tage, 288 str., Downtown Verlag 2012.

poniedziałek, 31 maja 2010

Hathaichanok Amphan "Die andere Welt Thailand"


Spodziewałam się (sądząc po tytule) książki o Tajlandii, o zwyczajach, życiu w tym kraju widzianym oczyma tubylca. Dostałam zupełnie coś innego.

Amphan opisuje swoje życie, z którego w Tajlandii spędziła tylko dwa pierwsze lata. Na początku książki nie brak informacji o zasadach życia w rodzinie, o roli kobiety, o normach zwyczajowych. Wiele stron poświęca problemowi prostytucji dzieci i kobiet w Tajlandii. Sporadycznie pojawiają się tajskie ciekawostki również później, gdyż matka autorki próbuje wychować ją na przykładną Tajkę. To jednak głównie opowieść o nieszczęśliwym dzieciństwie. Matka Hathaichanok wyjeżdża bowiem do Austrii wraz z poznanym w Tajalandii partnerem i zabiera ze sobą córkę. Przybrany ojciec dziewczynki okazuje się jednak być tyranem, niezdolnym do okazywania uczuć despotą, w którego centrum zainteresowania stoją pieniądze. Matka autorki poddaje się mu całkowicie.
Rodzina utrzymuje się z podejrzanych interesów. Ojciec Hathaichanok handluje dzikimi zwierzętami oraz zajmuje się budowaniem boksów i wybiegów dla nich. Rolą dzieci (parze rodzi się jeszcze syn) jest karmienie zwierząt oraz pomaganie w domu. Ojciec nie zwraca uwagi na bezpieczeństwo dzieci, które często atakowane są przez drapieżników. Zwierzęta żyją w potwornych warunkach - w brudzie i ciasnocie. Dzieci nie są lepiej traktowane od nich. Za najmniejsze przewinienia, a także bez powodu bite są przez ojca i matkę. Z kart książki wyłania się przerażający obraz dzieciństwa. Autorka opisuje te lata jednak dość obiektywnie, stara się ukazać również piękne chwile spędzane na zabawie ze zwierzętami czy koleżankami. Często tłumaczy zachowanie matki, a nawet przybranego ojca. Oczywistym jest, że poświęciła wiele lat na przemyślenie i przepracowanie traumy wyniesionej z domu rodzinnego.
Książkę wydała własnym sumptem za cel stawiając sobie wykorzystanie dochodu z książki na pomoc osieroconym dzieciom z rodzinnej wioski w Tajlandii.

Mimo kilku błędów i nie zawsze gładkiego stylu warto sięgnąć po książkę, pamiętając jednak, że to głównie historia rodzinna autorki.

Moja ocena: 3/6

Hathaichanok Amphan, Die andere Welt Thailand, 222 str.

poniedziałek, 8 marca 2010

"U nas wszystko dobrze" Arno Geiger


Philipp dziedziczy wielki dom po dziadkach. Raźnie przystępuje do porządków i remontu - zupełnie nie interesują go rodzinne pamiątki - fotografie, listy, jakieś karteluszki i fotografie. Wszystko ląduje w metalowym kontenerze. Tak jak usuwa zanieczyszczenia gołębi z poddasza, tak niszczy historię swojej rodziny. A jaka to historia? Geiger ukazuje migawki z życia trzech pokoleń, sceny z życia, impresjonistyczne wręcz obrazy. Przemieszczamy się między rokiem 1938 a 2001. Najstarsze pokolenie to Richard - minister i Alma, która porzuciła pracę, by prowadzić dom i pszczelarnię. Spotykamy ich jeszcze dwa razy - jako rodziców nastoletniej córki oraz jako schorowanych staruszków. Drugie pokolenie to ich dzieci - Ingrid i Otto, który zginął na wojnie. Ingrid natomiast wbrew woli rodziców poślubia Petera - wiecznego studenta i w oczach Richarda nieudacznika. W latach siedemdziesiątych trafiamy na Ingrid i Petera, borykających się z własnym życiem, rodziców dwójki dzieci: Sissi i Philippa. Sceny z życia owej rodziny wydają się być pretekstem do ukazania historii Austrii oraz zmian społecznych.

Książka otrzymała w 2005 roku niemiecką nagrodę - Deutscher Buchpreis - i wywołała wśród krytyków skrajne opinie. Mnie daleko jest do zachwytów. Mam wrażenie, że Geiger próbował stworzyć dzieło monumentalne na mierę Budenbrooków. Po części mu się to udało - całkiem zgrabnie przeplata losy rodzinne i państwowe, snuje paralele i obserwuje rozwój społeczny. Bardzo podoba mi się jego sposób postrzegania świata - sposób w jaki opisuje sceny rodzinne. Dokładny aż do bólu, zwrazca uwagę na każdy szczegół, bardzo plastycznie oddaje nastrój chwili. Jedną z najlepszych scen jest opis śmierci Ingrid - autentycznie czułam ciarki na plecach.
Ale gdy spojrzę na całość, to niestety muszę przyznać, że się rozczarowałam i momentami wręcz wynudziłam.
Znowu jednak muszę stwierdzić, że przekonana jestem, iż na mój odbiór powieści kolosalny wpływ miał fakt, że poznawałam ją w formie audiobooka. Tekst czyta sam autor, a czyni to po prostu strasznie. I nie chodzi mi tu o akcent wiedeński, do którego można się szybko przyzwyczaić i który sam w sobie jest bardzo szarmancki ale o zupełny brak modulacji głosu. Geiger monotonnie czyta, nie podkreśla pytań, nie moduluje głosu - no katastrofa! Mam nauczkę, żeby przesłuchać fragment zanim kupię kolejnego audiobooka.

Moja ocena: 3,5/6

Arno Geiger, Es geht uns gut, czytał autor, dtv.

poniedziałek, 29 czerwca 2009

"Der einsame Weg" Arthur Schnitzler


Rodzina Wegratów nie jest zwyczajna - matka cierpi na śmiertelną chorobę, córka kocha innego, niż ten, któremu jest przeznaczona, a syn okazuje nie być się synem swego ojca. Matka umiera, syn odkrywa prawdę ale za ojca uznaje człowieka, który go wychował a córka popełnia samobójstwo, gdy dowiaduje się, że jej wybranek jest nieuleczalnie chory i niebawem czeka go śmierć.
Schnitzler ukazje samotne wybory tych postaci. Sztuka przesycona jest smutkiem, melancholią, rezygnacją wręcz. Podejrzewam, że duch dekadentyzmu (premiera sztuki była w 1904 roku) odgrywa tu sporą rolę. W sobotę zobaczę iscenizację, której bardzo jestem ciekawa.

Arthur Schnitzler, Der einsame Weg, 92 str., Reclam.