niedziela, 18 listopada 2018

"The Yellow Wall-Paper" Charlotte Perkins Gilman



Po tę niewielką objętościowo nowelkę nigdy bym nie sięgnęła, gdyby nie ponownie mój klub książkowy. Charlotte Perkins Gilman była amerykańską feministką i sufrażystką, czego zupełnie nie dostrzegłam w tym autobiograficznym opowiadaniu. Stanowi ono krótkie studium depresji poporodowej. Główna bohaterka przebywa w domu letniskowym, pod opieką męża-lekarza, by dojść do sił. Dzieckiem zajmuje się ktoś inny, a kobieta spędza dni w pokoju, który zupełnie jej nie odpowiada. Nie ma ona jednak sił i energii, by przeciwstawić się mężowi, by wyrazić swoje uczucia, by sformułować prośbę. Resztki energii pochłania obserwowanie obrzydliwej żółtej tapety. Podążanie za jej wzorkiem, zatapianie się w jej świat. 

To krótkie opowiadanie niesie ze sobą niezwykle mocny ładunek emocjonalny. Bez problemu wczułam się w odczucia bohaterki, rozumiałam jej stan psychiczny i poczucie osamotnienia. Nie ma w tym tekście jednak żadnej analizy, czytelnik nie znajdzie w nim przyczyn depresji, diagnoz - to tylko zapis samopoczucia, wizji, stanu kobiety. I bagatelizowanie jej choroby przez męża i brata, który także jest lekarzem. Gorsze samopoczucie, histeria to najczęstsze określenia, jakimi kwitowano depresję. Kobieta traktowana jest z pobłażaniem, jak dziecko, nie ma tu przestrzeni dla jej życzeń i próśb. 

To opowiadanie powstało ponad sto lat temu i mimo że współcześnie o depresji słyszał niemal każdy, to opisany tutaj stan kobiety i podejście do niej nadal są w wielu sytuacjach aktualne. Podejrzewam, że ten klasyk literatury amerykańskiej jest jednym z pierwszych utworów literackich, o ile nie pierwszym, traktującym o depresji poporodowej. 

W moim odczuciu to opowiadanie mogłoby być dłuższe, pogłębione o przyczyny i historię powstania choroby. W tej formie miałam wrażenie, że jeszcze dobrze nie zaczęłam lektury, a już ją skończyłam.

Moja ocena: 3/6

Charlotte Perkins Gilman, The Yellow Wall-Paper, 64 str., Harper Perennial Classics.

piątek, 16 listopada 2018

"Wszystko czego wam nie powiedziałam" Celeste Ng



Po lekturze Małych ognisk nie planowałam sięgania po debiut Celeste Ng. Tymczasem mój angielski klub książkowy wybrał tę pozycję na następne spotkanie i dobrze, bo to była bardzo satysfakcjonująca lektura. Ta książka podobała mi się bardziej od Małych ognisk, choć w wielu aspektach tę powieść przypomina.

To opowieść o na pozór normalnej rodzinie, która tragicznie traci dziecko. Średnia córka, Lydia, topi się w pobliskim jeziorze. Nie wiadomo, czy popełniła samobójstwo czy została zamordowana. Relacjonując wydarzenia po śmierci Lydii, Celeste Ng wraca do przeszłości oraz oddaje głos wszystkim członkom rodziny, w ten sposób przedstawiając możliwe przyczyny tragedii.

Matka Marilyn wychowana została przez samotną matkę na przykładną panią domu, która dba o regularne posiłki, porządek i męża. Celem Marilyn jednak było wyrwanie się z tego schematu, studia i kariera lekarki. W collegu poznaje jednak Jamesa, za którego wychodzi za mąż i niestety rezygnuje ze studiów, bardzo szybko rodzi się pierwsze dziecko - syn. 
Także James niesie ze sobą bagaż problemów. Jako dziecko chińskich imigrantów, całe życie czuje się inny i ciągle walczy o akceptację. Jego trójka dzieci, mimo że są Amerykanami z krwi i kości, ma podobne kompleksy. James kończy z sukcesem studia i zostaje wykładowcą, koncentrując się szczególnie na aspektach ściśle związanych z kulturą amerykańską. Całym swoim ja zaprzecza swojej chińskości. Marilyn przynajmniej z wyglądu jest typową Amerykanką i zarazem jego pierwszą dziewczyną. Co ciekawe James ma problemy z akceptacją pierworodnego, który w wielu aspektach go przypomina. Pierwsze skrzypce w rodzinie gra Lydia - to ona ma spełnić marzenia matki, ma zostać tym wszystkim, czym ona sama nie mogła się stać. Marilyn realizuje swoje ambicje, zachęcając córkę do nauki chemii i fizyki, zarzuca ją książkami na ten temat, ćwiczy w matematyce od najmłodszych lat. W rodzinie liczą się tylko sukcesy i wyniki Lydii.
O najmłodszej córce, cichutkiej Hannah już nikt nie pamięta. Tymczasem to bystra obserwatorka i ona jedyna podejrzewa, co się działo w głowie starszej siostry.

To ciekawa psychologiczna powieść o samoakceptacji, o rolach, jakie przyjmujemy w społeczeństwie i wreszcie o projekcji własnych ambicji na dzieci. Ng świetnie panuje nad tekstem, doskonale omawia wszystkie te aspekty, równocześnie zachowując lekkość narracji. Mimo że problem odnalezienia swojej tożsamości i swojego miejsca w społeczeństwie interesuje mnie najbardziej, to pozostałe kwestie równie mnie poruszyły.

Moja ocena: 5/6

Celeste Ng, Was ich euch nicht erzählte, tł. Brigitte Jakobeit, 284 str., Dtv 2016.

"W otchłani mroku" Marek Krajewski



Zupełnie nie rozumiem dlaczego tak rzadko sięgam po kryminały Krajewskiego. Mam ich jeszcze kilka do przeczytania i nie wiedzieć czemu, muszą czekać, aż się nad nimi zlitują uczestnicy stosikowego losowania. Na szczęście już po raz drugi się ulitowali, ku mojej uciesze i satysfakcji. Po raz kolejny zachwyca mnie intelektualizm, że tak się wyrażę, tych kryminałów. W moim pędzie do książek, z których mogę się dowiedzieć czegoś nowego, zapominam, że od Krajewskiego można nauczyć się sporo. Mój sentyment do Wrocławia, gdzie studiowałam to już tylko mała kropeczka nad i, jeśli chodzi o satysfakcję z lektury.

Otchłań mroku roztacza się nad powojennym Wrocławiem. W pierwszych latach po zakończeniu wojny, w tym mieście nadal trwają małe wojenki. O przetrwanie, o wyszabrowanie jak najwięcej, o byt. Bezkarni Rosjanie grasują po ulicach, biorąc, co uważają za swoje, czyli wszystko, nie wyłączając młodych kobiet, najlepiej dziewic. Ostatni Niemcy żyją w zawieszeniu, niepewni swojego losu, a przesiedleńcy z Lwowa układają sobie życie na nowo. Sytuacja polityczna Polski jest niepewna, rodzący się komunizm napawa lękiem, więc w mieście powstaje Gimnazjum Subterraneum, które ma umożliwić zdolnym uczniom niezabarwioną ideologicznie klasyczną edukację. Dwóch profesorów prowadzi wykłady z filozofii i języków klasycznych. Jeden z nich kontaktuje się z Edwardem Popielskim, ponieważ podejrzewa, że UB ma u nich wtyczkę. Lwowski policjant podejmuje się śledztwa, które powiedzie go w nieoczekiwanym kierunku. Okaże się, że będzie musiał skoncentrować się na uczennicach tajnej szkoły. Sześćdziesięcioletni Edward ociera się o granice swoich fizycznych możliwości, prowadząc to śledztwo - będzie musiał wykazać się niezłą tężyzną fizyczną, równocześnie dzieląc czas na pracę i opiekę nad chorą kuzynką Leokadią. 

Krajewski oczywiście łączy historię powojenną ze współczesną - otóż idea Gimnazjum Subterraneum nie umarła i ma zostać odtworzona współcześnie. Pracujący nad tym pomysłem doktor filozofii otrzymuje niezwykłe zlecenie od niemieckiego wydawcy książki filozoficznej, które stworzy klamrę, wiążącą wydarzenia współczesne z powojennymi.

Krajewski jak zwykle uwiódł mnie językiem, zamysłem, subtelnością i dosadnością zarazem i delikatną ironią. 

Moja ocena: 4,5/6

Marek Krajewski, W otchłani mroku, 320 str., Wydawnictwo Znak 2013.

poniedziałek, 12 listopada 2018

niedziela, 11 listopada 2018

"Zielone sari" Ananda Devi


Przemoc psychiczna, trudne związki międzyludzkie, osaczenie w utartych rolach, manipulacja - sporo, jak na moje pierwsze spotkanie z literaturą Mauritiusu. Ananda Devi stworzyła poruszającą kreację starszego mężczyzny, który odraża i poraża swoją butą, zachowaniem i sposobem myślenia.

Doktor był zawsze zwycięzcą - w domu i w zawodzie. Nieważne, że odnosił w leczeniu średnie sukcesy, że jego rola wcale nie była tak istotna, jak sobie wyobrażał. Ważna była poza, status, strój i mores w domu. Nikt nie wie, jak zmarła młodziutka i piękna żona doktora. Kobieta, której imienia nie poznajemy, stopniowo umiera psychicznie w domu doktora. Jego cynizm, manipulacja, dręczenie psychiczne niszczą jej młodość, chęć życia i radość. Jej śmierć jest rodzinną tajemnicą, którą pragnie rozwikłać wnuczka doktora. Dopiero ona ma siłę postawić się tyranowi, dosadnie odpowiedzieć, nie poddać się manipulacji. Jej matka nadal pełna jest lęku, wychowywana od maleńkości przez takiego ojca, z troską pielęgnuje teraz schorowanego człowieka. 

Doktor to kreator, zarządca ludzkiego życia. To on ma siłę i wiedzę, by uratować chorych i zdolność zapominania o tych, których życie nie ocalił. Tak, jak decyduje o ich losie, tak chce decydować o losie żony. Pyszni się tą zależnością od jego wiedzy. Poślubia piętnastolatkę, zapewne by łatwiej móc wpływać na jej charakter, na jej życie, na jej myśli. Niestety pomylił się, nie spodziewał się, że młodziutka piękność będzie aż tak niepokorna. Swoją niepohamowaną nienawiść do kobiet przenosi na córkę, a następnie na wnuczkę. Ta ostatnia potrafi mu jednak się przeciwstawić, przynajmniej na płaszczyźnie seksualnej, manifestując swój homoseksualizm.

Wybierając dla powieści formę monologu, Devi świetnie ukazuje, pokręcony sposób rozumowania doktora. Jego tyrady są odrażające, jego pokrętna logika przeraża, a sposób w jaki szuka winy w najbliższych mu osobach jest obrzydliwy. Ten całkowicie pozbawiony empatii i respektu człowiek przekonany jest o swojej nieposzlakowanej opinii, niewinności i widzi w sobie ofiarę kobiet-czarownic. Co ciekawe ten mocno mizoginiczny, ukazujący najgorsze zakamarki ludzkiej duszy, mający znamiona psychopatii monolog stworzyła kobieta. Devi zaskakuje ekspresją języka, wyszukanymi epitetami, jakimi obdarza kobiety doktor, wczuciem się w rolę i sposób myślenia bohatera.

Mimo że autorka mocno osadza powieść w realiach Mauritiusu, to jest ona niezwykle uniwersalna. Postać doktora to kreacja charakteru despoty uniwersalnego - na takich typów można trafić wszędzie. Nie chcę jednak zapomnieć tutaj o Mauritiusie - autorka wspomina o wojnie domowej, delikatnie szkicuje tło społeczne, ale mam wrażenie czyni to na tyle delikatnie, by nie odebrać swojej powieści uniwersalizmu.

Mocna, świetnie przełożona proza, opatrzona ciekawym posłowiem, napisanym przez tłumacza. Krzysztof Jarosz nie tylko skupia się na samej powieści i jej autorce, ale tworzy krótki szkic o literaturze Mauritiusu.

Moja ocena: 5/6

Ananda Devi, Zielone sari, tł. Krzysztof Jarosz, 240 str., Wydawnictwo w Podwórku 2018.

piątek, 2 listopada 2018

Stosikowe losowanie 11/18 - pary

Guciamal wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 15 książek) - 11
Maniaczytania wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1100 książek) - 11
ZwL wybiera numer książki dla Anny (w stosie 211 książek) - 49
Anna wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 107 książek) - 13

piątek, 26 października 2018

"Bestia" Magda Omilianowicz


Dziś skończyłam słuchać tę książkę i z pełnym przekonaniem twierdzę, że to najlepszy audiobook, jakiego słuchałam. Świetnie zrealizowany, z bogatym tłem dźwiękowym i rewelacyjnie przeczytany. Krzysztof Czeczot bardzo sugestywnie odtworzył rolę Pękalskiego oraz świadków, policjantów, prokuratora itd. Jak dobrze mu się to udało, dowiedziałam się dopiero, gdy wysłuchałam wywiadu z wampirem na YouTube. Zdumiewające podobieństwo, Czeczot fantastycznie oddał charakterystyczny sposób wypowiadania się Pękalskiego.

Nie chcę jednak chwalić tylko audiobook, bo cała książka jest rewelacyjna. Z serii Na F/Aktach czytałam Preparatora oraz Smutek cinkciarza, które równie mnie poruszyły i po tych trzech publikacjach jestem pewna, że muszę poznać pozostałe. 

Omilianowicz stworzyła niepowtarzalny portret przestępcy - zadbała, by stworzyć postać autentyczną, ukazać wszystkie jej wymiary. Jej Leszek to zaniedbane, niekochane dziecko, wyśmiewany uczeń, nieporadny człowiek, a zarazem psychopata i zboczeniec. Może to zaskakujące, ale autorka potrafiła zbudować w książce napięcie, poprowadzić narrację tak, że znający przecież fakty czytelnik, będzie czytał z zainteresowaniem. Omilianowicz dopuszcza do głosu Pękalskiego, postaci, które spotkał na swojej drodze, prokuratora, psychiatrów, policjantów, a nawet pracownika więzienia. Wszystkie te wypowiedzi są jak elementy układanki, które składają się w postać wyjątkowo niebezpiecznego człowieka. Bezradnego i sprytnego zarazem, nieporadnego i niebezpiecznego. Nie sposób uwierzyć, że policja przez tyle lat nie była w stanie wpaść na jego trop - ta książka jednak podaje wiele sensownych wytłumaczeń tego faktu. Zaniedbany, niezauważalny wręcz człowiek mógł się poruszać po całej Polsce niepostrzeżenie. Cichy menel, na którego nikt nie zwracał uwagi, ciamajda, w którego siłę nikt by nie uwierzył. Ten reportaż to równocześnie próba poszukania przyczyn dewiacji Pękalskiego. I właśnie to budzi niepokój, niejasne podejrzenie, że zło może się zrodzić wszędzie, że niewiele brakuje, by z człowieka zrodziła się bestia. A zarazem nie wiadomo, czy wyrastanie w domu pełnym miłości i akceptacji uchroniłoby Pękalskiego przed zmianą w bestię.

Omilianowicz stara się także odpowiedzieć na pytanie, co powinno się robić z przestępcami pokroju Pękalskiego i jak mają wyglądać ich losy po ukończeniu kary więzienia. Co się stało z Pękalskim wiemy, ale wydaje się, że nie ma jednego rozwiązania w takich przypadkach. 

To wiele rozsądnych, wyważonych głosów, relacji, rozważań, które układają się w zastraszającą całość - odrażającą i fascynującą, które wzbudzają w czytelniku całą gamę emocji - od litości po obrzydzenie. Świetna, mocna rzecz.

Moja ocena: 6/6

Magda Omilianowicz, Bestia. Studium zła, 275 str., czyt. Krzysztof Czeczot, Wydawnictwo Od deski do deski. 

środa, 24 października 2018

Stosikowe losowanie 11/18


Zapraszam do zgłaszania się do rundy listopadowej! Pary rozlosuję 1 listopada, czas na przeczytanie książek mamy do końca miesiąca.

Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.

2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.

3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.

4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.

5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.

6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie.