piątek, 2 grudnia 2016

Stosikowe losowanie 12/16 - pary

Anna wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 100 książek) - 15
Guciamal wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 960 książek) - 666
ZwL wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 7 książek) - 3
Maniaczytania wybiera numer książki dla Niekoniecznie papierowej (w stosie 100 książek) -
Niekoniecznie papierowa wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 137 książek) - 25
McDulka wybiera numer książki dla Marianny (w stosie 750 książek) - 123
Marianna wybiera numer książki dla Anny (w stosie 200 książek) - 35

czwartek, 24 listopada 2016

Stosikowe losowanie 12/16

Zapraszam do zgłaszania się do rundy grudniowej! Pary rozlosuję wyjątkowo 2 grudnia, czas na przeczytanie książek mamy każdorazowo do końca miesiąca.

Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.

2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.

3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.

4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.

5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.

6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie.

środa, 23 listopada 2016

"Kochający na marginesie" Johanna Nilsson


Kilka lat temu czytałam Sztukę bycia Elą Johanny Nilsson i ta lektura niekoniecznie zachęciła mnie do kolejnego spotkania z tą autorką. Okazało się jednak, że warto było jej dać szansę, bo Kochający na marginesie to kawałek dobrej literatury, a może po prostu literatury w moim guście.

Tytułowy margines to kawiarnia o takiej nazwie, która jest miejscem, odwiedzanym przez stałych klientów. Wszystkie te osoby borykają się z życiem i najczęściej niespełnioną miłością. 
Szczęśliwi wydają się być tylko właściciele kawiarnii, którzy kochają się i sobie tę miłość chętnie okazują. Cień na ich życie rzuca diagnoza raka żołądka u męża. Diagnoza znamienna dla męża kompulsywnie pochłaniającej jedzenie żony. Małżeństwo jest zajęte sobą do tego stopnia, że ich spragniona miłości córka pakuje się w nieudany związek ze studentem, który udaje głębokie uczucie, by zachęcić ją do wątpliwej jakości seksu. 

Do kawiarnii regularnie zagląda cierpiąca na depresję, samotna złodziejka Bea, która marzy o ociepleniu stosunków z ojcem i o odwzajemnieniu miłości przez jej lekarza. Ten jednak nęka swoją byłą dziewczynę, która zostawiła go po jego nieprzemyślanym skoku w bok. Bea natomiast nie zauważa ulicznego grajka Monsa, który podkochuje się właśnie w niej. Najbardziej zagmatwane losy ma Sofia - transseksualista, który chce zmienić płeć na żeńską i boryka się z odrzuceniem przez rodzinę oraz własnymi uczuciami.

Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że Nilsson wprowadziła zbyt wiele charakterów i za bardzo pogmatwała ich losy. Wierzcie mi jednak, że książka jest przejrzysta, a jej układ przemyślany. 
Nilsson przekonująco przedstawia zagubienie i rozpaczliwe próby odnalezienia miłości wszystkich bohaterów. Nie ma tu łatwych rozwiązań ani szczęśliwych zakończeń - jeśli jedna osoba wygrywa, przegrać musi inna. Oszczędne, surowe wręcz zdania i lakoniczny styl dobrze podkreślają tematykę książki. 

Moja ocena: 5/6

Johanna Nilsson, Kochający na marginesie, tł. Paweł Pollak, 207 str., Wydawnictwo Replika 2009.

wtorek, 22 listopada 2016

"Moja walka. Księga 1" Karl Ove Knausgård


Nigdy bym pewnie nie trafiła na tę książkę, gdyby nie entuzjastyczne recenzje i notki na blogach. Bardzo długo słuchałam tej powieści i na dobrą sprawę dokończyłam ją tylko dlatego, że nie musiałam jej czytać.

Ta książka ma w sobie wszystko to, co w literaturze lubię i czego szukam, miała więc wszelkie prawo, by awansować do grona moich ulubionych. Ma jednak jedną cechę, która mnie nadzwyczaj irytuje - chaos. Ale po kolei.
Knausgård kreuje swoją powieść na pewnego rodzaju pamiętnik - dzieli się wszystkimi przeżyciami i przemyśleniami, bez jakiejkolwiek cenzury, szczerze do bólu. Dla wszystkich, którzy lubią podglądać cudze życie, lektura idealna. Przyznaję, że lubię, ciekawi mnie życie innych, ich zmartwienia, rozterki i interpretacja świata. W przypadku Knausgarda opisy są bardzo dokładne, łącznie z zaznaczeniem, z której strony szklanki odkładana jest torebka herbaty czy w jakiej kolejności wkładane są ubrania. Brak mu jednak konsekwencji, bo dlaczego opisuje wzór chodnika, a za chwilę zupełnie pobieżnie zahacza o inny, wcale nie miej istotny temat. Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że tak jak napisałam wyżej, ta książka jest tylko i wyłącznie kreacją, bo przecież nie sposób pamiętać w takich szczegółach swoich poczynań i przemyśleń z wieku dziecięcego. Sam autor w drugiej części mówi wyraźnie, że niewiele pamięta z przeszłości, że bardzo łatwo zapomina co, kto i kiedy mówił. I właśnie to najbardziej mnie w tej książce drażniło. I oczywiście chaos, o którym już pisałam.

Knausgård opisuje swoje życie pod kątem związku z ojcem, następnie jego śmierć oraz swoją reakcję i przemyślenia z nią związane. To jest jednak przyczynkiem do miliarda dygresji, które same w sobie nie są złe. Autor przecież opowiada, myśli odbiegają, przypominają mu się różne wydarzenia przy okazji opisywanych faktów ale mnie w tym natłoku brak myśli przewodniej, łącznika.
Z założenia ma to z pewnością być jego związek z toksycznym ojcem ale w natłoku dygresji ten temat się rozpływa. Ze wspomnień autora wyłania się obraz ojca - tyrana, człowieka bez głębszych uczuć. Zarówno Karl Ove jak i jego starszy brat Yngve nie są z nim blisko związani, przed jego śmiercią kontakt niemal całkowicie się urwał. Po śmierci ojca zastają kompletnie zrujnowany dom i popadającą w demencję babcię. Ich zachowanie jest zupełnie niekonsekwentne, dziwaczne wręcz. Przystawałoby do osoby, która jest w szoku po śmierci bliskiego, ale zupełnie nie jest kompatybilne z wcześniejszym przedstawieniem ojca. Maniakalne szorowanie domu i pozostawienie samej sobie chorej babci jest tak bezuczuciowe i okrutne, że nie jestem w stanie wskrzesać w sobie ani grama sympatii dla żadnego z bohaterów.

Opisy i dygresje Kanusgårda przypominały mi pogaduchy przy kawie, a nie literaturę. Pomijam tu odkrywczość czy innowacyjność jego przemyśleń na temat śmierci, wcale nie muszą być zgodne z moim postrzeganiem świata, nie odnalazłam w tej książce nic dla siebie i zupełnie nie widzę powodu do zachwytu. Z ciekawości sięgnę po drugi tom, może bardziej do mnie trafi ale obawiam się, że nie polubię się z Norwegiem.

Moja ocena: 3/6

Karl Ove Kanusgard, Sterben, tł. Paul Berf,  czyt. Sascha Rotermund, 576 str., der Hörverlag 2016.

niedziela, 20 listopada 2016

10


To dziś mija 10 lat odkąd napisałam pierwszą notkę na tego bloga. Chciałaby napisać, że przez te 10 lat zrecenzowałam każdą przeczytaną książkę ale na razie nie mogę - kilka książek przeczytałam dla magazynu Archipelag i ich recenzje ukazały się tylko tam i kilka tegorocznych książek jeszcze czeka na opisanie. I na pewno się doczeka. 

Brakuje mi pomysłu na błyskotliwy post więc tylko zaznaczę tę rocznicę i bardzo wam podziękuję za to, że ze mną jesteście. Zapraszam na tort!

Źródło: cakesdecor.com

piątek, 18 listopada 2016

"Księga Diny" Herbjørg Wassmo


Do sięgnięcia po powieści Wassmo zachęciła mnie rozmowa z nią, która ukazała się już jakiś czas temu w Wysokich Obcasach. Autorka wprawdzie mówi o Stuleciu, ale Księga Diny, mająca już status niemal kultowy, wydawała mi się być bardziej odpowiednia na pierwsze spotkanie z Norweżką.

Tytułową Dinę poznajemy jako kilkulatkę, która śmiertelnie poparzyła w wyniku nieszczęśliwego wypadku swoją mamę. Ojciec popada w rozpacz i pozostawia dziecko samemu siebie. Dina wychowuje się sama i dziczeje. Gdy w domu zawita macocha, ojciec czym prędzej wydaje za mąż niepokorną szesnastolatkę. Mąż Jakub jest o wiele starszy od niej i nie zdaje sobie sprawy jakim problemem stanie się dla niego Dina.

Bo Dina jest problemem dla wszystkich. Nieokiełznana, egocentryczna, skryta i wyniosła. Przede wszystkim jednak uparta! To ona decyduje o swoim życiu i tylko ona. Zachowuje się bezceremonialnie, robi i mówi to, co chce, bez zwracania uwagi na konwenanse. Na dobrą sprawę zachowuje się jakby była mężczyzną - poluje na niedźwiedzie, udaje się na samotne wycieczki konne, pali cygara, nadużywa alkoholu, wybiera sobie partnerów i świetnie liczy. Tylko, że jest kobietą, która żyje w XIX wieku i w męskim zachowaniu jednak brak jej konsekwencji. To z pewnością kreacja feministki, która wyprzeda swoje czasy. Feminizm Diny jest w dużej mierze destruktywny, a jej celem najczęściej są mężczyźni. 

Wassmo nakreśla fascynującą postać, jednak zabrakło mi tu motywów takiego zachowania Diny. Oczywistym jest, że piętno na niej wywarła śmierć matki, odrzucenie przez ojca i samotność w dzieciństwie. Nigdy jednak nie dowiadujemy się jak naprawdę Dina rozumuje, dlaczego podejmuje takie, czy inne decyzje. Nie wymagam od autorki pełnego rysu osobowości Diny ani psychologicznych dysput, preferuję książki, w których czytelnik ma szerokie pole do własnych przemyśleń, tutaj zabrakło mi jednak nakierowania, poszlaki chociażby.

Samotna, poszukująca, rozmawiająca ze zmarłymi i niezdolna do miłości Dina pozostaje dla mnie zagadką i jednak postacią niezmiernie irytującą. Nie widzę w jej zachowaniu konsekwencji ani zagubienia, które by motywowało chaotyczne reakcje. Przewodnikiem w życiu Diny jest Biblia, którą nazywa Księgą Hjertrud (imię jej matki). Dina opiera się tylko na Starym Testamencie - tam znajduje surowe, bezkompromisowe wskazówki dla swojego postępowania.

Dina to także kobieta o rozbuchanej seksualności, którą potrafi wykorzystać do osiągnięcia swoich celów. Otaczający ją mężczyźni wydają się być insektami złapanymi w jej sieć i tańczącymi według jej zachcianek. Ten rys nie pasuje mi do jej feminizmu. 

Mimo, że w żaden sposób nie mogłam wskrzesać w sobie sympatii do Diny, z przyjemnością przeczytałam książkę. Podobał mi się surowy język Wassmo, tak świetnie współgrający z nieprzystępną norweską przyrodą i klimatem, a przede wszystkim ciekawa byłam jak ułoży dalsze losy głównej bohaterki i jak spointuje swoją książkę.

Nie widzę tej powieści w kanonie arcydzieł, ani nie zaliczyłabym jej do książek, które koniecznie należy przeczytać. Mimo to czuję się na tyle zachęcona i zaciekawiona światem wykreowanym przez Wassmo, że sięgnę po inne jej książki.

Moja ocena: 4/6

Herbjørg Wassmo, Księga Diny, tł. Ewa Partyga, 580 str., Smak Słowa 2014.

niedziela, 6 listopada 2016

"Na drugie Stanisław. Nowa księga imion" Jerzy Bralczyk, Michał Ogórek



Onomastyka to jedno z moich najstarszych hobby. Odkąd pamiętam interesowałam się pochodzeniem nazw geograficznych, nazwisk i imion. Do dziś kupuję bez zastanowienia każdą książkę, która z imionami ma coś wspólnego i zapowiada dobrą językoznawczą podkładkę. Profesor Bralczyk, jako współautor tej publikacji, bezsprzecznie skusił mnie do zakupu i dość szybkiej lektury.

Niestety Na drugie mi Stanisław srogo mnie rozczarowało. Michał Ogórek i Profesor Bralczyk prowadzą rozmowy o różnych popularnych imionach, wspominając ich znanych nosicieli. Brak w tych rozmowach jednak myśli przewodniej, zamysłu, podkładki językoznawczej. To luźne dywagacje, które mogłyby być fajne, ale są po prostu nudne. Nie ma w nich niczego odkrywczego, ani dowcipnego, a co najgorsze ślizgają się po powierzchni, w wielu przypadkach przytaczane są frazesy na temat imion. Bardzo żałuję, że nie wypisałam ich podczas lektury, teraz po ponad pół roku już ich nie pamiętam. Zresztą z tej książki w ogóle niewiele pamiętam.

Rozumiem, że ta książka z założenia miała być gawędą, przypominającą ożywioną rozmowę między autorami, dającą czytelnikowi możliwość towarzyszenia konwersacji na wysokim poziomie. Przekonana jestem, że dla wielu ta publikacja będzie dobrą rozrywką, zwłaszcza że autorzy mówią kwieciście, mają mnóstwo skojarzeń i bawią się dowcipem słownym. Moje oczekiwania po prostu rozminęły się z zamysłem książki. Miałam nadzieję na ciekawe, nietypowe informacje etymologiczne, mało znane imiona i odkrywcze spostrzeżenia.

Moja ocena: 3/6

Jerzy Bralczyk, Michał Ogórek, Na drugie Stanisław. Nowa księga imion, 360 str., Agora SA 2015.