piątek, 9 lutego 2018

"Obsoletki" Justyna Bargielska



Po lekturze powieści Natalii Fiedorczuk zapragnęłam poznać więcej książek o macierzyństwie w wydaniu polskim. Obsoletki czekały na lekturę już od bardzo dawna, więc uznałam, że wreszcie nadeszła na nie pora. Niestety sposób pisania Bargielskiej zupełnie nie trafił w mój gust, do tego stopnia, że ponad tydzień po lekturze nie pamiętam z niej właściwie nic.

Obsoletki nie są powieścią, ani opowiadaniami, ani esejami. To raczej luźny zbiór myśli, wspomnień spostrzeżeń. Tak jakby autorka zamieniła w prozę wiersze. Niektóre z tych rozdziałów trafiły do mnie, a innych właściwie nie zrozumiałam. Taka krótka forma skłania do szybkiej lektury, która tej książce zdecydowanie nie służy. Równocześnie kolejne ustępy nie porwały mnie na tyle, bym mogła poświęcić tej książce więcej czasu.

O czym więc pisze Bargielska? O macierzyństwie, stracie dziecka, spotkaniach, przemyśleniach, ulotnych chwilach dnia codziennego - naprawdę muszę się bardzo wysilić, żeby przypomnieć sobie choć jedną myśl czy zdanie, choć sam język w trakcie lektury mi się podobał. 

Jeśli więc interesuje was tematyka macierzyństwa, a szczególnie utraty dziecka (obsoletki to termin utworzony od łacińskiego terminu gravid obsoleta, oznaczającego ciążę obumarłą), to sięgnijcie po tę książkę. W przeciwnym wypadku niestety nie mogę jej polecić.

Moja ocena: 3/6

Justyna Bargielska, Obsoletki, 92 str., Wydawnictwo Czarne 2010.

czwartek, 8 lutego 2018

"Ganbare! Warsztaty umierania" Katarzyna Boni



Od dawna natykałam się w sieci na słowa zachwytu nad tą książką. Chyba mnie one onieśmieliły, bo obchodziłam tę książkę i bałam się za nią zabrać. Niesłusznie, bo okazała się być jednym z najlepszych reportaży jaki przeczytałam.

Katarzyna Boni prowadzi czytelnika do Japonii po tsunami. Do ludzi w traumie, ludzi, którzy stracili wiele lub wszystko, do tych, którzy próbują zrozumieć i do tych, którzy już wiarę w życie utracili. Historie tych osób są poruszające, ich postawa często zdumiewająca i zaskakująca. Autorka jednak nikogo nie osądza, nie wartościuje, lecz pięknym, poetyckim językiem opisuje tragedię Japończyków.
Sporo u niej nawiązań do kultury tego kraju, do wierzeń i mitycznych postaci. Niezwykle interesujący wydał mi się być opis ceremonii i rytuałów pogrzebowych - zupełnie mi dotychczas nieznanych.

W pierwszej części autorka skupiła się tylko na trzęsieniu ziemi i tsunami, nie wspomniała ani słowem o tragedii w elektrowni jądrowej. Temu poświęciła kolejną część. Podziwiam dokładność i rzeczowość opisu wydarzeń z Fukushimy. Autorka dołożyła starań, by jasno i prosto wyjaśnić co godzina po godzinie zachodziło we wnętrzu reaktora. Czytając tę relację nie mogłam wyzbyć się skojarzeń z reportażem Aleksijewicz o Czarnobylu.

Zazwyczaj nie przepadam za poetyckością w prozie, a tym bardziej w reportażu. Boni jednak urzekła mnie swoim stylem, niespiesznym, zmuszającym do zastanowienia i trafiającym prosto do mojego serca. Tutaj zarówno treść jak i forma są tak samo ważne. Współgrają ze sobą i wzajemnie się podkreślają.

Jedna z części książki poświęcona jest tytułowym warsztatom umierania - to najbardziej przejmujący rozdział, ale o istocie tych warsztatów nie napiszę, koniecznie przeczytajcie sami. Mnie na długo zapadnie w pamięć, jak cała ta książka zresztą.

Czytałam uwagi krytyczne wobec autorki, która zaniedbała celowo bądź nie, wskazanie autora jednego z cytatów. Celowo dystansuję się od tej dyskusji. Nie zamierzam badać źródeł i doszukiwać się błędów, wolę uwierzyć Boni, która wyjaśniła powód braku tej informacji i zapewniła o poprawce w kolejnym wydaniu. Nie mam powodów, by ją dyskredytować z powodu jednego błędu, wolę podziwiać za ogrom pracy, za skrupulatność i za niezwykły talent pisarski.

Moja ocena: 6/6

Katarzyna Boni, Ganbare! Warsztaty umierania, 304 str., Agora Warszawa 2016.

czwartek, 1 lutego 2018

Stosikowe losowanie 2/18 - pary

Guciamal wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 250 książek) - 213
McDulka wybiera numer książki dla Anny (w stosie 209 książek) - 199
Anna wybiera numer książki dla Marianny (w stosie 52 książki) - 23
Marianna wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 10 książek) - 3
Maniaczytania wybiera numer książki dla Niekoniecznie papierowej (w stosie 170 książek) - 17
Niekoniecznie papierowa wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1069 książek) - 999
ZwL wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 95 książek) - 77

piątek, 26 stycznia 2018

Stosikowe losowanie 2/18

Zapraszamdo zgłaszania się do rundy lutowej! Pary rozlosuję 1 lutego, czas na przeczytanie książek mamy do końca miesiąca.

Proszę podajcie mi czy do obu rund powinnam wziąć pod uwagę tę samą liczbę książek w stosie.

Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.

2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.

3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.

4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.

5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.

6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie.

poniedziałek, 22 stycznia 2018

"Jak pokochać centra handlowe" Natalia Fiedorczuk



Tę książkę pochłonęłam w trakcie lotu z Paryża do Lizbony. Gdy samolot wylądował, ja przeczytałam ostatni procent na czytniku. Wtedy od opowieści Fiedorczuk nie mogłam się oderwać, teraz, tydzień po lekturze, pozostało tylko blade wrażenie. Czytając, wiele razy w duchu przytakiwałam autorce, zwłaszcza, że jej stylistyka bardzo wpasowuje się w mój gust.

Jako przeciwniczka różowych jednorożców i pierdzenia tęczą, a zwolenniczka realizmu do bólu i naturalizmu w stylu Zoli, poczułam wspólnotę myśli z Fiedorczuk. Nie polega ona na dzieleniu tych samych doświadczeń, aczkolwiek macierzyństwo także dało mi w d..., pardon, w cztery litery, choć w inny sposób niż jej. Nie powiem, że nie odnalazłam momentów, w których pokiwałam głową, dostrzegając dokładnie te same mechanizmy, które miały miejsce w moim życiu, ale te fragmenty nie były na tyle częste bym czuła absolutną jedność myśli. Wiadomo, że nie jest to jednak konieczne, by docenić powieść. Bardziej od doceniania nazwałabym moją reakcję zrozumieniem, wiele razy miałam ochotę poklepać książkową bohaterkę po ramieniu i utwierdzić ją w przekonaniu, że nie jest sama.

Zarzuca się Fiedorczuk, że nie wnosi nic nowego w dziedzinie książek o macierzyństwie. A powinna? Nie czytałam wielu polskich powieści o tej tematyce, więc dla mnie ta może faktycznie była nowatorska, ale także akurat nie ten aspekt decyduje w moich oczach o tym, czy po daną książkę warto sięgnąć. Zresztą macierzyństwo i wychowanie dziecka stanowi taki przewrót w życiu człowieka, że warto o tym pisać i pisać. I pewnie nigdy nie będzie dość. Autorka oddziera ten temat z jakiegokolwiek lukru, pokazuje to, co dziecko może zrobić z życiem matki - wpędzić ją w depresję, wywołać w niej dotąd nieznane poziomy agresji i wściekłości, skłócić z życiem. I zapomnieć o sobie i swoim ciele. Tego doświadczam do dziś - ciało matki przestaje należeć do niej, jest ściskane, gniecione, dotykane, całowane, głaskane, popychane. Jest dobrem wspólnym. Nawet jak najmłodsze dziecko ma już osiem lat i nie podskakuje non-stop na moich kolanach, to nadal potrafi zawładnąć moim ciałem. 

Zarzuca się Fiedorczuk, że jej język jest słaby i smakuje blogiem, a nie powieścią. A moim zdaniem do tematyki powieści pasował - zagoniona i wyczerpana matka pisze pobieżnie, szybko, wyrzuca i wyrzyguje swoje myśli. Że metafory od czapy? Skoncentrowana na treści, nie dostrzegłam.

A co z tytułowymi centrami handlowymi? Miejscem, gdzie młoda matka ponownie odczuwa przynależność do społeczeństwa, gdzie spędza czas wśród ludzi. A że nadal sama? Nieważne. Może faktycznie dla wielu kobiet centra spełniają taką rolę, ja ich szczerze nienawidzę. W ciągu pierwszych pięciu minut w takim przybytku konsumpcjonizmu dostaję bólu głowy, żołądka i pomieszania zmysłów, więc dobrowolnie tam nie chadzam. 

Może to nie jest powieść wybitna, ale uważam, że warto na nią zwrócić uwagę. Ja lektury nie żałuję, choć jak pisałam, nie wywarła na mnie długodystansowo aż tak mocnego wrażenia, jak podczas samego czytania.

Moja ocena: 4/6

Natalia Fiedorczuk, Jak pokochać centra handlowe, 287 str., Wydawnictwo Wielka Litera 2016.

niedziela, 21 stycznia 2018

"Królowa" Elżbieta Cherezińska



Drugi tom powieści o losach królowej Świętosławy podobał mi się o wiele bardziej. Może wpadłam już w rytm prozy Cherezińskiej, a może dorosła i sponiewierana przez życie Świętosława jest postacią ciekawszą? Nie jestem w stanie ostatecznie określić przyczyny, pewnym jest jednak, że Królową pochłonęłam w kilka dni. 

Cherezińska kontynuuje swoją opowieść o dalszych dziejach bohaterów z poprzedniego tomu - dojrzalszych, bardziej doświadczonych, zranionych. Każdy z nich walczy ze swoimi demonami. Bolesław stara się rozszerzać granice Polanii, równocześnie kontrolując napiętą sytuację z sąsiadami. Do tego dochodzi troska o losy córek i synów. Bardzo podobało mi się, że Cherezińska poświęciła im sporo miejsca, szczególnie Bezprymowi. Z ciekawością czytałam o stosunkach na dworze, zmartwieniach ojca i często niełatwych planach na ich przyszłość. Jedna z córek, która wbrew swojej woli zostaje wydana za mąż na Ruś, świetnie wyraża to, co jest w moich oczach mottem przewodnim powieści - kobiety są klaczami, którymi się handluje, wymienia i korzystnie wydaje za mąż. Autorka ukazuje jak poszczególne księżniczki sobie radzą z rolą wspierania polityki ojców i właśnie ten aspekt książki najbardziej mnie pociąga.

Geograficznie przenosimy się w tym tomie także do Anglii - gdzie o koronę stara się drugi syn Świętosławy. Mimo że historia Piastów najbardziej mnie ciekawi, to z chęcią poznałam spory kawałek zupełnie mi nieznanej historii wyspy. Opisy ówczesnego Londynu i walk o władzę są fascynujące.

Bardzo podobało mi się zakończenie, choć zabrakło mi tu informacji na temat koronacji Bolesława oraz jego ostatnich dni życia. Autorka skoncentrowała się tylko na Świętosławie, do czego oczywiście miała prawo, ale ja do końca liczyłam, że poświęci więcej miejsca uwarunkowaniom historycznym, które doprowadziły do pierwszej polskiej korony. Niemniej przedstawienie śmierci królowej jest zaskakujące i ujmujące. 

Podziwiam Cherezińską za ogrom pracy badawczej - nie zapomina ona o żadnym szczególe, pamięta o detalach architektonicznych, strojach, krajobrazie, żegludze, życiu na dworze. Ta książka to kopalnia wiedzy - zdawałam sobie sprawę, że charaktery oraz wiele z ich działań to w stu procentach fantazja autorki, ale już drobiazgowo oddane powyższe aspekty zaspokoją każdego żądnego nowych informacji czytelnika. Nawet jeśli można autorkę za wiele spraw krytykować (swobodna interpretacja skąpych źródeł, nie zawsze doskonały język), to jest to wartka opowieść, która w prosty sposób przybliża spory fragment mało znanej historii Polski i Europy. 

Moja ocena: 4,5/6

Elżbieta Cherezińska, Królowa, 592 str., Wydawnictwo Zysk i s-ka 2016.