piątek, 18 września 2026
"Doktórka od familoków" Magdalena Majcher
poniedziałek, 27 kwietnia 2026
"Helena Wiktoria" Katarzyna Witerscheim
wtorek, 11 listopada 2025
"Krzywy kościół" Karin Lednická
czwartek, 12 czerwca 2025
"Śląsk, którego nie ma" Kamil Iwanicki
czwartek, 4 maja 2023
"Czereśnie od świętej Anny" Michael Sowa
czwartek, 27 kwietnia 2023
"Darcie pierza" Anna Dziewit-Meller
piątek, 21 kwietnia 2023
"Pokora" Szczepan Twardoch
poniedziałek, 24 października 2022
"Od jednego Lucypera" Anna Dziewit-Meller
Tematyka śląska zawsze jest dla mnie magnesem i książkę Anny Dziewit-Meller od dawna planowałam przeczytać. Nie po raz pierwszy niepotrzebnie z lekturą zwlekałam, bo opowieść o rodzinie Solików wciągnęła mnie bez reszty, mimo że spodziewałam się bardziej reportażu fabularnego niż sagi rodzinnej.
Od jednego Lucypera to przede wszystkim powieść o kobietach, śląskich babach, które nie mają czasu na sentymenty, głupią godkę o uczuciach, bo je przeca tyle roboty, i trza łobiod narychotwać i pranie zrobić i chopu szłapy umyć i chałpa wypucować. Kaj by tam był czas na głupoty. W takiej właśnie zdominowanej przez kobiety rodzinie dorastała Kasia. Dodać należy, że to rodzina pełna tajemnic, bo niby czemu wszyscy mężczyźni z niej tak szybko znikają, czemu mama Kasi tak młodo umarła i kim jest tajemnicza postać na zdjęciu babci z komunii?
Dziewit-Meller prowadzi swoją narrację dwutorowo. Jest więc Katarzyna, naukowczyni, która mieszka w Niderlandach, pracuje na uniwersytecie, pisze doktorat i próbuje zapomnieć o swojej rodzinie, z której ostała się już tylko babcia. Kasia odniosła sukces, zarabia przecież w euro, ma nawet panią do sprzątania. Nie ma jednak w sobie spokoju. Mimo że próbuje odciąć się od rodzinnych tajemnic i powiązań, to ta więź wciąż w niej tkwi i nie pozwala jeść. Nie pomoże na to żaden holenderski psycholog ani psychiatra.
W latach 40. XX wieku tuż po wojnie cała Polska ruszyła do roboty, by odbudować nową ojczyznę. Kraj, w którym nie było miejsca na śląskość i obcość, za to wreszcie znalazło się w hutach i kopalniach miejsce dla kobiet. Do chorzowskiej huty ruszyła więc Maryjka Solik, starsza siostra Kasinej babci, która obiecywała sobie po tej pracy wyrwanie się z biedy i samodzielność. Dziewit-Meller opiera się tu na licznych tekstach archiwalnych, cytując ich fragmenty. Pozorne równouprawnienie kobiet oczywiście nie dawało im żadnej wolności, a jedynie dokładało pracy i zmartwień. Tak też było w przypadku Maryjki, która na własnej skórze doświadczyła niesprawiedliwości i chichotu historii.
Od jednego Lucypera to powieść częściowo o śląskiej historii, o istocie śląskości kobiet i o rodzinnej toksyczności. To powieść z zacięciem feministycznym, ale głęboko osadzona w hajmacie, którego nie sposób się wyzbyć nawet na obczyźnie. To wreszcie powieść, która uwodzi językiem - opisywanym jako kwiecisty, ja go jednak odebrałam jako dosadny, nadający rzeczy słowo, różnorodny i cudownie śląski.
Dobra rzecz, ciekawa historia i świetnie opisany anturaż.
Moja ocena: 5/6
Anna Dziewit-Meller, Od jednego Lucypera, 304 str., Wydawnictwo Literackie 2020.
poniedziałek, 19 września 2022
"Drach" Szczepan Twardoch
niedziela, 1 maja 2022
"Kajś" Zbigniew Rokita
piątek, 24 września 2021
"Kōmisorz Hanusik" Marcin Melon
wtorek, 13 października 2020
"Mimry z mamrami" Aleksander Lubina
sobota, 7 kwietnia 2018
"Paula" Aleksander Lubina

środa, 6 września 2017
"Hanyska" Helena Buchner
piątek, 14 lipca 2017
"Dziedzictwo" Eva Tvrdá
czwartek, 13 lipca 2017
"Dzieci Hanyski" Helena Buchner
piątek, 10 kwietnia 2015
"Pokład Joanny" Gustaw Morcinek
niedziela, 5 kwietnia 2015
"Kōmisorz Hanusik" Marcin Melon
Moje drugie spotkanie z literaturą śląską było wyjątkowo udane. Marcin Melon stworzył książkę unikatową. Kōmisorz Hanusik z założenia ma być kryminałem, jeśli jednak spodziewacie się powieści o zawrotnej akcji to lepiej się z Kōmisorzem nie zaznajmiajcie. Książka Melona to raczej zbiór opowiadań, które łączy postać Hanusika - Ślązka pełną gębą, samotnika o mocnej głowie, który nie stroni od różnych uciech doczesnego żywota.
Każde z opowiadań poświęcone jest innemu przypadkowi, którymi zajmuje się Kōmisorz. Wszystkie jednak coś łączy - ludowe opowieści czyli magia śląskich wierzeń. Melon wprowadził na karty swojej powieści całą gamę śląskich beboków - nie brak tu skarbnika, nie brak utopca, połednicy czy Fojermona. I właśnie owe beboki są najmocniejszą stroną tej książki. Każde śląskie dziecko o wielu tych postaciach słyszało, dla mnie to była niezwykle nostalgiczna wyprawa w dzieciństwo. Co więcej jakoś nigdy nie zastanawiałam się nad ich etymologią, mojej wiedzy daleko do systematyczności i bardzo jestem wdzięczna autorowi za przypomnienie mi tego tematu, który od teraz awansuje do ścisłego kręgu moich zainteresowań.
A sam Achim Hanusik to swojski chłop - samotnik, wychowany przez babcię, lubi pohulać, ale nie boi się też roboty. Typowy Ślązak, można by powiedzieć. Sympatyczny i kanciasty zarazem.
Śląski Melona czytał się dużo łatwiej niż w przypadku "Listów z Rzymu". Tematyka policyjna i codzienne życie są łatwiejszym tematem, a i autorowi świetnie udało się oddać gwarę. W wielu miejscach pękałam ze śmiechu, wiele razy przypomniałam sobie o już zapomnianym słowie, a po lekturze naszła mnie przemożna ochota pogodoć, niestety czytałam tę książkę w drodze ze Śląska. Z przyjemnością sięgnę po kolejny tom o Hanusiku, a Ślązaczkom i Ślązakom z serca polecam tę pyszną książkę!
Moja ocena: 6/6
Marcin Melon, Kōmisorz Hanusik, 222 str., Wydawnictwo Silesia Progress.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:
piątek, 30 stycznia 2015
"Listy z Rzymu" Zbigniew Kadłubek
"Bycie Ślonzokym to je stan duszy, a niy żodne obywatelstwo."


























