czwartek, 30 listopada 2023

"Ludzie z Placu Słońca" Aleksandra Lipczak

 


Hiszpania jako kraj mnie interesuje, już choćby z tego względu, że jej historia spleciona jest z portugalską. Poza tym lubię Hiszpanię, a skoro kraj lubię, to chętnie się o nim więcej dowiaduję. Dzięki Ludziom z Placu Słońca faktycznie w jakiś sposób pogłębiłam moja wiedzę. Lipczak na przykład opisała historię Franka Kanalarza, który dorobił się na budowaniu osiedli, albo małego miasteczka, które wsławiło się udzielaniem ślubów parom homoseksualnym i dzięki temu rozwinęło turystykę. Jest też głęboki kryzys i bezrobocie – historie osób, którym groziła eksmisja i tych, którzy się za nimi wstawili. Dużo miejsca autorka poświęciła Katalonii, językowi i ciągotom do niepodległości, a także pierwszej burmistrzyni Barcelony. Są też imigranci, mnóstwo tematyki LGBT, kościół, Pedro Almodovar, Franco, ekshumacje.... Jednym słowem, czego tu nie ma!

Lipczak postawiła na szeroką różnorodność tematów, wybierając te, które obdzierają Hiszpanię z jej stereotypowego obrazu obejmującego plażę, słońce i palmy. To dobrze i źle. Dobrze, bo cenię obalanie stereotypów, a źle, bo biorąc na tapet tak wiele tematów, autorka nie ustrzegła się chaosu. Każdy tekst sam w sobie nie jest zły i, oczywiście są wśród nich takie, które mnie bardziej zainteresowały, ale wszystkie razem nie tworzą spójnej całości. Tak, Hiszpania jest tematem je łączącym, ale zabrakło mi tu jakiegoś wątku przewodniego, wspólnej narracji. W takiej postaci to zbiór reportaży, z których każdy tworzy osobny tekst, ale wszystkie razem nie łączą się w jedną całość. 

Ludzie z Placu Słońca pokazały mi różne oblicza Hiszpanii, ale niestety nie mam poczucia, że ta książka zostanie ze mną na dłużej. Zapamiętam zapewne kilka faktów, ogólne wrażenia, ale wolałabym, żeby autorka skupiła się na jednym lub kilku powiązanych ze sobą tematach i je pogłębiła.

Moja ocena: 4/6

Aleksandra Lipczak, Ludzie z Placu Słońca, czyt. Paulina Raczyło, 256 str., Wydawnictwo Dowody na Istnienie 2017.

środa, 29 listopada 2023

"Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim alpiniście" Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski

 


Książki o górach czytam niemal tak samo chętnie jak książki o medycynie. Niestety czynię to w większości pod postacią ebooka lub audiobooka i tracę istotny element lektury, czyli ilustracje, a podobno ta pozycja ma ich wiele. 
Gdy dorastałam nazwisko Kukuczka brzmiało jak bóg, człowiek-legenda, yeti niemal. Wymawiane było z podziwem, niemal szeptem. W tamtych czasach łaknęło się bohaterów, ludzi nie z tej ziemi, ludzi, którzy wyrwali się z szarej Polski i coś znaczyli na arenie światowej. Kortko i Pietraszewski próbują w tej biografii pokazać, jaki był Kukuczka naprawdę, bez oceniania, wartościowania, dywagacji na temat słuszności tych czy innych wyborów i zachowań. I słusznie, bo po lekturze mam faktycznie poczucie, że poznałam tego człowieka trochę lepiej.

Co czyni, że zwykły wspinacz staje się tym himalaistą? Zapewne ogromna doza determinacji, niesamowita wytrzymałość fizyczna, siła psychiczna, wsparcie i duża doza szczęścia, która przy tak ekstremalnym sporcie kiedyś zawsze się skończy. W przypadku Kukuczki skończyła się na południowej ścianie Lhotse - i od tego momentu zaczyna się książka. Potem już tylko cofamy się wstecz i poznajemy zwykłą śląską rodzinę, a właściwie góralską, która do Katowic się przeniosła. Jerzy Kukuczka niczym specjalnym się nie wyróżniał i pewnie gdyby nie przypadkowe spotkanie, nigdy nie zapaliłby się do wspinaczki. Kortko i Pietraszewski rekonstruują te wydarzenia, opisują wybory człowieka i przedstawiają rozwijającą się pasję, a następnie kolejne wyjazdy i równie karkołomne jak zdobywanie szczytów walczenie o prowiant, wyposażenie i wreszcie o paszport i pozwolenie na wyjazd. Kto czytał inne książki o himalaistkach i himalaistach, temat zna. 

Książka jest dobrze napisana, czyta się płynnie, przyznam, że trudno było mi się od niej oderwać. Po lekturze faktycznie mam poczucie, że lepiej poznałam postać Kukuczki, jego sposób bycia, charakter, rodzinę. Nieobiektywnie, ale polecam!

Moja ocena: 5/6

Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski, Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim alpiniście, czyt. Filip Kosior, 400 str., Wydawnictwo Agora 2016.

wtorek, 28 listopada 2023

"Siedem śmierci Evelyn Hardcastle" Stuart Turton


Nie sięgnęłabym nigdy po tę książkę, gdyby nie została wybrana przez lokalny dyskusyjny klub książkowy. I słusznie, bo to ani porywająca, ani pouczająca, ani ciekawa lektura. Owszem, sam zamysł autora jest interesujący, ale wynikająca z niego powtarzalność wydarzeń i przekombinowane rozwiązanie zupełnie mnie nie przekonały. 
Aiden budzi się w lesie obok ogromnej posiadłości, słysząc krzyk kobiety. Jest kompletnie zdezorientowany, nie wiedząc, gdzie jest i co się stało. Stopniowo okazuje się, że nie znajduje się także w swoim ciele. Aiden krok po kroku odkrywa, że utknął w szalonej grze, podczas której bierze udział w wielkiej imprezie powitalnej Evelyn Hardcastle. Przyjęcie odbywa się w położonej w lesie posiadłości, w której wiele lat wcześniej zginął młodszy brat Evelyn. Teraz zginąć ma sama kobieta, a zadaniem Aidena odkrycie jest, kto jest jej mordercą. Żeby nie było za łatwo, Aiden przeżywa ten sam dzień od nowa i od nowa za to w różnych ciałach. Jeśli jednak przypadkowo zaśnie wraca do tego samego ciała i tym sposobem traci możliwość obserwowania wydarzeń z innej perspektywy. Cała zabawa polega na tym, by dobrze wykorzystać poszczególne wcielenia w zbieraniu potrzebnych informacji.

Szybko okazuje się jednak, że wcieleń jest naprawdę wiele, a morderstwo Evelyn wiąże się z wieloma wydarzeniami z przeszłości, co znacznie komplikuje sprawę. Najpierw trzeba przecież zrozumieć skomplikowane stosunki rodzinne Hardcastle'ów oraz poznać gości na przyjęciu. Co więcej, w każdej postaci Aiden przejmuje także jej charakter i przyzwyczajenia, co utrudnia śledztwo.

Nie przeczę, że to ciekawa koncepcja na thriller i że autor niezwykle się napracował, snując wątki wielu osób, biorąc pod uwagę oś czasową i kolejne miejsca, w których znajduje się Aiden. Mimo tych wszystkich atutów, mnie ta książka nudziła. Nie czułam ani napięcia, ani zainteresowania, za to pewne zagubienie, choć byłam w stanie zorientować się w mnogości bohaterów. Rozwiązanie całej zagadki także mnie nie usatysfakcjonowało. Nawet jeśli się takiego nie spodziewałam, to nie czułam zaskoczenia czy jakiegokolwiek katharsis po tak długiej lekturze. Gdybym nie słuchała tej książki w postaci audiobooka i nie była ona lekturą klubową, na pewno bym ją porzuciła. 

Jednym słowem, czytać można, ale zdecydowanie nie trzeba.

Moja ocena: 3/6

Stuart Turton, Siedem śmierci Evelyn Hardcastle, tł. Łukasz Praski, 512 str., Albatros 2019.

poniedziałek, 27 listopada 2023

"Dostatek" Jakob Guanzon


 

Dostatek to kolejna mocna powieść od Pauzy, która porusza, a nawet wstrząsa, a zarazem trzyma w napięciu. Dwudziestokilkuletni Henry organizuje ośmioletniemu synowi urodziny. Obaj idą do McDonalda, bo na nic więcej ich nie stać, a i to jest wydatkiem, który całkowicie rozwala budżet ojca. Już pierwsze karty tej powieści pokazują stan biedy obu bohaterów – każde opakowanie keczupu jest na wagę złota, w łazience można skorzystać z mydła, a niedojedzona frytki syna niemal przyprawiają ojca o omdlenie z głodu. To bardzo plastyczne, drobiazgowe opisy, które natychmiast wprowadzają czytelniczkę w atmosferę powieści, w której Guanzon stopniowo odkrywa pochodzenie i tło Henry'ego.

To historia osoby przegranej, chłopca, który po śmierci matki wpadł w narkotyki i wylądował na odwyku. Po tym wydarzeniu nigdy już nie wrócił na normalne tory – przyjaźń, a właściwie miłość z oddziału oraz otoczenie się nieodpowiednimi osobami nie pomogły nastolatkowi, który wciąż i wciąż zmagał się biedą, ale także własną nieumiejętnością zarządzania pieniędzmi, organizacją dnia i życia, rozsądnym podejściem do swojego dziecka. Henry nie wyniósł dobrych wzorców z domu (matka zmarła), a ojciec sam zmagał się ze swoimi problemami cudzoziemca, któremu nie udało się w Stanach odnieść sukcesu. Gdy Henry wyląduje w więzieniu, a następnie je opuści do listy spraw, którego go wykluczają (po ojcu Filipińczyku ma wygląd cudzoziemca), dojdzie kolejna. Chłopak jako karany nie ma szans na znalezienie pracy, nie otrzymuje żadnej pomocy – społecznej czy psychologicznej. Pozostawiony sam sobie musiałby wykazać się ogromną siłą i inteligencją, by znaleźć swoje miejsce w społeczeństwie. Tymczasem boryka się z zaspokojeniem podstawowych potrzeb syna i swoich takich jak umycie się, zjedzenie i znalezienie miejsca na nocleg (oboje żyją w samochodzie).

To powieść o zamkniętym kręgu – o tym, jak zawodzi państwo i resocjalizacja, ale także o tym, jak jedna mała decyzja może zaważyć na losie człowieka. I co ważne, na losie człowieka biednego i odsuniętego na margines zaważy ona o stokroć bardziej niż w przypadku osoby uprzywilejowanej. Można Henry'emu zarzucić nieporadność, złe wybory życiowe, brak chęci do kształcenia się, ale o wiele więcej można zarzucić systemowi, w którym nikt nie interesuje się losem zwolnionego z więzienia młodego człowieka czy zaniedbanego ucznia. 

Guanzon prowadzi akcję dwutorowo – pokazując aktualne życie Henry'ego jak i jego przeszłość. Wydarzenia współczesne to narracja podszyta niepokojem, lękiem, poczuciem opresji. Autor fantastycznie opisuje życie mężczyzny i chłopca, nie stroniąc od najmniejszych detali, co wyraźnie unaocznia, jak wielka jest bieda tych bohaterów. Ciekawe są także przemyślenia Henry'ego, które ukazują dobitnie, jak wielka jest jego chęć wydobycia się z nędzy i jak niedostateczne jego siły i samozaparcie. To powieść, która otwiera oczy na wiele kwestii i na pewno nie pozostawi nikogo obojętnym.

Moja ocena: 5/6

Jakob Guanzon, Dostatek, tł. Jacek Żuławnik, 416 str., Wydawnictwo Pauza 2023.

niedziela, 26 listopada 2023

"Ślady" Jakub Małecki

 


Ludzkie ślady - różne, głębokie i całkiem płytkie, przeplatające się i znikające. Współczesne i te dawne. Takie, które pozostają na lata i takie, które ulatują od razu. Takie ślady opisuje w dziewiętnastu rozdziałach Małecki, które stopniowo zaczynają się splatać w jedno. Autor snuje powiązania między poszczególnymi bohaterami, czasem na przestrzeni czasu, a czasem niezależnie od miejsca zamieszkania.
Wśród tych historii wyłaniają się postaci ciekawsze, których historie mnie poruszyły, zainteresowały, ale są też rozdziały, które spowalniają narrację, nie wnoszą wiele, powiedziałabym, utrudniają przekaz. Małecki przerzuca czytelniczkę z jednej historii w inną - skrupulatnie je wprowadzając, poświęcając dużo czasu na opis zastanej sytuacji, co utrudnia orientację. Za każdym razem, gdy już zaczęłam czuć nowego bohatera, uchwyciłam jego historię, autor przerzucał mnie w inne miejsce. 

Jak nie trudno się domyślić, zupełnie nie pasował mi taki styl narracji - nawet nie gubiłam się w ogromie postaci, ale takie rwane przedstawienie ich losów wybijało mnie z rytmu, nie pozwalało na zrozumienie kolejnych postaci, pozbawiało możliwości nawiązania więzi. Nawet jeśli rozumiem zamysł autora i celowość takiej konstrukcji, to ja jej nie kupuję.

Jeśli zaś chodzi o same historie - niestety kilka dni po lekturze w mojej głowie jest już tylko chaos, z którego wyłaniają się co ciekawsze historie, jak wioskowego szaleńca czy słynnej projektantki. Wszystkie te opowieści kręcą się wokół śmierci, najczęściej nagłej, zaskakującej, niespodziewanej. Tej śmierci, która czyha i dopada znienacka. Ten motyw jest ciekawy, ale nie mam poczucia, że został rozpracowany w sposób mnie zadowalający. 

Z trzech dotychczas przeczytanych książek Małeckiego trafiła do mnie jedna. Ta, po którą sięgnęłam jako pierwszą, każda kolejna utwierdza mnie, że proza tego autora nie współgra z moją wrażliwością.

Moja ocena: 3/6

Jakub Małecki, Ślady, czyt. Andrzej Ferenc, 297 str., Wydawnictwo SQN 2016.

piątek, 24 listopada 2023

"Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)" Pavol Rankov


Już po lekturze Matek wiedziałam, że Pavol Rankov to świetny pisarz, ale, jak to często bywa, zbyt długo zwlekałam z sięgnięciem po tę książkę. Niepotrzebnie, bo to równie dobra, choć zupełnie inna pozycja.

Rankov opisuje losy trzech przyjaciół dorastających na słowacko-węgierskim pograniczu. Ján, Gabriel i Peter nie mogliby się bardziej różnić, ale łączy ich przyjaźń i głębsze uczucie do koleżanki Marii. Chłopcy postanawiają 1 września odbyć na kąpielisku wyścig, by wybrać tego, kto może ubiegać się o serce Marii.
Ten pierwszy września będzie momentem, na którym Rankov zasadzi całą książkę, powracając do bohaterów co dziesięć lat. Nie zawsze to będzie dokładnie ten dzień, ale pozostanie on punktem orientacyjnym.

Słowak szkicuje losy chłopców na przestrzeni kilku dekad, poczynając od lat 30., a na 70. kończąc. Przyjaciół po raz pierwszy rozdzieli wojna, a ich losy naznaczy pochodzenie (węgierskie, żydowskie, słowackie), a także zmiany polityczne. Władzę nad ich miejscowością będą kolejno sprawować Węgry, Słowacja, hitlerowskie Niemcy, Rosjanie i wreszcie Czechosłowacja. Polityczne przetasowania typowe dla Europy, a szczególnie jej wschodniej części, naznaczą życiorysy głównych bohaterów. Mimo że każdy z nich obierze inną ścieżkę, to ich losy będą się splatać, a przyjaźń się nie rozpadnie. 
Rankov świetnie pokazuje, jak ustrój determinuje wybory, karierę i los, jak trudne jest życie pod presją - aresztowania, wpadnięcia w niełaskę, konieczności walczenia. 

Wybór jednego dnia jako kanwę narracji to ciekawy zamysł, który świetnie się sprawdził. Autor skutecznie przykuwa uwagę czytelniczki, zmieniając głównego bohatera ze zdania na zdanie, pokazując w ten sposób, co w danym momencie robią oddaleni od siebie przestrzennie bohaterowie. Ciekawe jest także spojrzenie na Czechosłowację z perspektywy Izraela czy USA. Zresztą fragmenty o powstawaniu państwa izraelskiego aktualnie wybrzmiewają szczególnie boleśnie.

Dobra proza z ciekawym tłem historycznym, polecam!

Moja ocena: 6/6

Pavol Rankov, Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej), tł. Tomasz Grabiński, 568 str., Książkowe Klimaty 2013.

środa, 22 listopada 2023

"Wiatrołomy" Robert Małecki


Bardzo lubię styl i sposób prowadzenia narracji przez Roberta Małeckiego. Mimo że nie skończyłam poprzedniego cyklu, to dzięki akcji Czytaj.pl sięgnęłam po pierwszy tom nowego. Bydgoskie Archiwum X bierze na tapet sprawę z Grudziądza, w którym na początku lat 90. porwano niemowlę. Chłopczyk został uprowadzony z wózka, w którym spał w ogrodzie domu rodzinnego. Zrozpaczeni rodzice nigdy nie ustali w poszukiwaniach, ale wszystkie tropy policji wiodły na manowce, a w sprawę było zamieszanych coraz więcej osób, łącznie z lokalnymi gangsterami, którzy wyłudzili okup. 
Sprawa jest skomplikowana, okazuje się, że wciąż żywo tkwi w pamięci mieszkańców, ale i byłych policjantów, jeden z nich pisze nawet reportaż o porwaniu. Wszystkie ślady wydają się zwodzić na manowce, a gdy zostaje zamordowany ojciec dziecka, śledztwo nabiera innego wymiaru.

Napisałam w pierwszym zdaniu, że Małecki uwodzi mnie swoim stylem. Bardzo lubię jego niespieszną narrację, spokój, powolne budowanie atmosfery. Autor stawia na klimat, nie boi się opisów okolicy, budynków, przyrody. Wszystko to można pominąć, ale u Małeckiego buduje ten niepowtarzalny koloryt. 

Co jednak ze śledczymi? Autor wykreował nietypową parę. Maria Herman to samotna kobieta, która wyszła z nałogu hazardu, ale wciąż zmaga się z demonami z przeszłości. Cicha, skupiona, surowa. Jej partner – Olgierd Borewicz – to zupełnie inna osoba. Młody ojciec, przez życie idzie z impetem, ale i on ma wiele za uszami. Ta nierówna para dobrze się jednak rozumie, choć jest między nimi sporo tajemnic i niewypowiedzianych kwestii, które tworzą interesującą przeciwwagę do śledztwa. 

Myślę, że można temu kryminałowi zarzucić brak dynamiki czy zbytnie zagmatwanie, ale w moim przypadku były to zdecydowanie atuty. Nie przepadam za nagłymi zwrotami akcji, pościgami i tak zwanymi scenami zapierającymi dech w piersiach. Na pewno sięgnę po kolejny tom.

Moja ocena: 5/6

Robert Małecki, Wiatrołomy, czyt. Przemysław Bluszcz, 512 str., Wydawnictwo Literackie 2022.

wtorek, 21 listopada 2023

"Mr Loverman" Bernardine Evaristo


 

Barrington J. Walker, czyli Barry, jest grubo po siedemdziesiątce i prowadzi spokojne życie w Londynie. Powiedzmy spokojne. Jego żona Carmelita dba o różne atrakcje, podobnie jak dwie córki, nie zapomnijmy jednak o nim samym. Barry od nastolęctwa żyje w tajnym związku z Morrisem. Bycie gejem to najbardziej wstydliwa rzecz jaka może się przytrafić młodemu chłopakowi na malutkiej karaibskiej wyspie - Antigua, skąd rodzina pochodzi. Barry i Morris ukrywają się całe życie, choć wśród niektórych ich związek staje się tajemnicą poliszynela. Obaj mężczyźni wyróżniają się wyglądem i sposobem bycia – to dżentelmeni starej daty. Ich strój, maniery i sposób mówienia uwodzą i zachwycają. Evaristo niezwykle plastycznie opisuje obu mężczyzn, a to, co robi z ich językiem zarówno ona jak i tłumaczka, to mistrzostwo świata. Mamy tu karaibskie naleciałości i wspaniałą angielszczyznę, mamy cięte komentarze i jeszcze bardziej cięte, nigdy nie wypowiedziane, myśli. 

Evaristo opowiada więc historię małżeństwa Barry'ego i Carmel – z obu perspektyw, choć to Barry obejmuje w tej narracji główną rolę. To przede wszystkim on relacjonuje bieżące wydarzenia, a Carmel bardziej stawia na wspomnienia. Jej wypowiedzi przypominają sonet - to mantra, opowieść jak gawęda przy ognisku, wyszeptana i wykrzyczana z niemocy. Barry to szowinista, człowiek, który wykorzystał swoją żonę, by ukryć swój homoseksualizm, wyznawca filozofii tzw. starej daty. Mimo to da się lubić, a to dlatego, że on ewoluuje, uczy się, słucha, stara się zmienić mimo podeszłego wieku, ma do siebie dystans i ogromną dozę autoironii. Podobnie da się zrozumieć Carmel, choć nie poznajemy jej tak dobrze jak Barry'ego. Oboje są produktem swoich czasów, uwikłani w uwarunkowaniach małej karaibskiej wyspy, zamknięci w tym, co wypada i co przystoi. Łamanie uprzedzeń i stereotypów, wypowiadanie niewypowiadalnego jest dla obojga ogromnym krokiem i uwolnieniem od życia w zakłamaniu.
Ich córki to ich współczesne odbicia – starsza Donna to uwspółcześniona Carmen, wizualnie i charakterologicznie. Maxine natomiast to żeńska wersja Barry'ego. Evaristo wspaniale pokazała, jak cechy obu rodziców ulegają ewolucji, dostosowaniu do czasu, ale pozostają jednak podobne. 
Podobnie ciekawie widać różnicę w podejściu do homoseksualizmu u Barry'ego oraz wśród ludzi z pokolenia córek. Mimo początkowej stereotypowości i boomerskości, Barry nie ma obaw, by czerpać z tego, co wypracowali młodsi od niego.

To wspaniała powieść, która pokazuje, jak emigranci z Karaibów mogą się odnaleźć w Londynie, odnieść sukces ekonomiczny, ale zarazem nie zatracić swoich korzeni. To także obraz wysypy, którą zmienił napływ turystów i rozwój. Opisy postaci, ale i domu, potraw, strojów są mistrzostwem językowym. Tę książkę czyta się, jakby się oglądało film, a przytaczane przez autorkę piosenki tworzą wspaniałą ścieżkę dźwiękową. Warto!

Moja ocena: 6/6

Bernardine Evaristo, Mr Loverman, tł. Aga Zano, 368 str., Wydawnictwo Poznańskie 2023.

poniedziałek, 20 listopada 2023

"Jak płakać w miejscach publicznych" Emilia Dłużewska


 

Książka Dłużewskiej to kolejna opowieść wpisująca się w autofikcyjny a może autoterapeutyczny trend. Autorka opisuje swoją drogę do diagnozy depresji a potem choroby afektywnej dwubiegunowej oraz życiu codziennym w kontekście tych chorób. Robi to w formie krótkich rozdziałów poświęconych różnym aspektom życia - tytułowe płakanie w miejscach publicznych to właśnie jeden z takich mini-rozdziałów. Jej proza podszyta jest ogromną dozą humoru, a właściwie autoironii, co mnie akurat bardzo pasuje. Wiem, że znajdą się odbiorczynie i odbiorcy, którzy uznają taki styl nieodpowiedni w kontekście chorób psychicznych, ale ja wolę taki niż dramatyzm (tak, wiem, że jest coś pomiędzy). Sama autorka zresztą tematyzuje jeden z etapów choroby - czyli rozmawianie i przedstawianie własnych dolegliwości w takiej formie. Prześmiewczej i ironicznej. Być może sama się widzę w takiej postawie, dlatego ten styl do mnie trafia. Sporo tu też ciekawych spostrzeżeń dotyczących sposobu wychowania, rozmawiania lub nie rozmawiania o emocjach i tego, jaki wpływ nasze otoczenie ma na to, jak radzimy sobie z dolegliwościami psychicznymi i jak je leczymy. 

Wiele ze spostrzeżeń autorki jest bardzo trafnych, dobitnych i przekonywujących. Nie raz przytakiwałam jej w duchu, nawet mając odmienne przeżycia, ale jednak w dużym stopniu podobny kontekst i bańkę. Będzie jednak jakieś ale - ze względu na zwięzłość i jednak na dość humorystyczny styl, ta książka bardzo szybko uleci z pamięci. Już teraz kilka dni po lekturze z trudnością przypominam sobie spostrzeżenia czy uwagi autorki. 

Poleciłabym tę książkę osobom zmagającym się z chorobami psychicznymi, szczególnie depresją - bo pomaga spojrzeć szerzej na własną sytuację, daje pociechę i być może inny horyzont. 

Moja ocena: 4/6

Emilia Dłużewska, Jak płakać w miejscach publicznych, czyt. Anna Grochowska, 214 str., Wydawnictwo Znak 2023.

niedziela, 19 listopada 2023

"Dom Oriona" Julia Fiedorczuk

 


Ta powieść to dość przypadkowy wybór, audiobooka znalazłam w akcji Czytaj.pl i zachęcona pozytywnymi recenzjami zdecydowałam się na wysłuchanie. Fiedorczuk porusza temat, który żywo mnie interesuje, a akcję powieści umieszcza, przynajmniej częściowo, w Puszczy Białowieskiej. 

Główna bohaterka, Eliza, przemierza las śladem uchodźców, równocześnie wspominając przyjaźń z Lou. Ta nietuzinkowa kobieta zabrała ją w różne miejsca, które naznaczyły ich przyjaźń i życia. Podążając za gwiezdnymi konstelacjami, trafiły do Aten czy Meksyku. Te wspomnienia zaprzątają myśli Elizy, ale i wstrzymują ją przed uporządkowaniem swojego życia. Wyjazd w Puszczę to próba własnej ucieczki, ale także konfrontacji z osobami, które fizycznie uciekają i szukają lepszego jutra. To powieść o drodze i poszukiwaniach, o kryzysie na wielu płaszczyznach - tej duchowej, ale i tej humanitarnej czy nawet ekologicznej. Flora i fauna odgrywają bowiem w tej powieści ogromną rolę.

Mimo że taka tematyka leży w kręgu moich zainteresowań, to jednak nie potrafiłam wdrożyć się w styl Fiedorczuk, dla mnie zbyt chaotyczny, rwany, niekonsekwentny. Wile tu świetnych fragmentów, ale jako całość nie kupuję tej książki. Nie podobały mi się tropy, które do nikąd nie prowadziły, dygresje bez celu, zagmatwany, odnosiłam wrażenie, celowo styl.

Duży plus za tematykę, za pokazanie losu uchodźców, za nienachalne acz dobitne nakreślenie tematu, niestety forma narracji mnie rozczarowała.

Moja ocena: 4/6


Julia Fiedorczuk, Dom Oriona, czyt. Hanna Chojnacka, 240 str., Wydawnictwo Literackie 2023.

sobota, 18 listopada 2023

"Polka w Korei" Agnieszka Klessa-Shin

 


Choć lubię książki o różnych krajach, to nie sięgam po nie w pierwszej kolejności. Często są bowiem powtarzalne, pobieżne i ogólnikowe. Gdyby nie akcja Czytaj.pl pewnie nigdy bym na Polkę w Korei nie zwróciła uwagi. To tymczasem bardzo przyjemny reportaż czy też zbiór spostrzeżeń autorki, która miała i ma okazję poznać to państwo od środka. Agnieszka Klessa-Shin studiowała koreanistykę w Polsce i w Korei, mieszka w Seulu i ma męża Koreańczyka oraz, co ważne, ciekawość świata i chęć poznawania państwa, w którym przyszło jej mieszkać.

W swojej książce opisuje więc wiele aspektów kultury koreańskiej, zadziwień, jakich doświadczyła i wciąż doświadcza oraz podaje mnóstwo ciekawostek. Nie jest tak, że o Korei nic nie wiedziałam, czytałam już przecież literaturę z tego kraju, wiele kwestii do mnie dotarło przez różne kanały, dzięki tej książce mogłam je jednak usystematyzować, niezależnie czy chodzi o kuchnię, kulturę pracy czy stosunki międzyludzkie. Nie jestem przekonana, czy dowiedziałam się aż tak wiele nowego, ale jednak mam poczucie, że Korea i jej mieszkańcy i mieszkanki są mi bliżsi.

Autorka stara się omówić jak najszerszą gamę tematów - nie pomijając tych kontrowersyjnych jak jedzenie psów czy mobbing w miejscu pracy. Stara się obalić wiele stereotypów, ale nie koloryzuje i przedstawia Koreę taką jaka jest, z jej wadami i zaletami. Oczywiście, jasnym jest, że Klessa-Shin pokochała swoją ojczyznę z wyboru, ale dużą zaletą tej książki jest to, że autorka nie koloryzuje i nie wybiela niektórych tematów. 

Na końcu książki jest rozdział poświęcony najważniejszym zabytkom w poszczególnych prowincjach - moim zdaniem zupełnie zbędny. Zbyt pobieżny, by mógł służyć jako przewodnik, zbyt obszerny, by mógł służyć jako cokolwiek osobom, które sięgnęły po tę książkę, by dowiedzieć się czegoś o kraju bez planu podróży do niego. 

Nie miałam tej książki w rękach, więc nie jestem w stanie wypowiedzieć się na temat szaty graficznej, zdjęć, samego wydania, a spodziewam się, że zapewne jest ładne. Podsumowując, można sięgnąć, ale jestem pewna, że wielbicielki i wielbiciele Korei wiele nowego się nie dowiedzą.

Moja ocena: 4/6

Agnieszka Klessa-Shin, Polka w Korei. Jak się żyje w kraju k-popu, kimchi i Samsunga, czyt. Małgorzata Gołota, 320 str., Wydawnictwo Znak 2023.

piątek, 17 listopada 2023

"Historia na śmierć i życie" Wojciech Tochman

 


Historia zabójstwa młodej kobiety, Jolanty Brzozowskiej, przez Marcina Murawskiego, Roberta Gołębiowskiego i Moniką Osińską obiło się głośnym echem w całej Polsce. Szczególnie dlatego, że trójka zabójców była tuż przed maturą oraz że karę dożywocia po raz pierwszy nałożono na kobietę. I to piękną, młodą kobietę. Nazwisk nastolatków zapewnie nikt już nie pamięta, ale Monika Osińska "Osa" wzbudzała emocje w dziennikarzach, politykach i społeczeństwie. To ona została wykreowana na prowodyrkę, twarz tego przestępstwa. Media rozpisywały się o pięknej i niebezpiecznej kobiecie bez skrupułów. 

Sprawą Osińskiej zainteresowała się Lidia Ostałowska, która przeprowadziła z nią setki rozmów i planowała książkę o Monice, ale książkę mocno podszytą feminizmem, w której chciała rozprawić się z niesprawiedliwością organów sądowniczych, które kobietę traktują inaczej, gorzej, bardziej surowo.
Ostałowska tej książki nie dokończyła, zrobił to natomiast Wojciech Tochman, przedstawiając czytelniczce reportaż dwa w jednym. 

Tochman przedstawia więc sposób pracy Ostałowskiej, zastanawia się nad jej celami, zamiarami wobec zebranego materiału, opisuje jej stosunek do skazanej i vice versa. Zmarła reporterka jest tu ważną figurą, równie istotną jak Osińska. Obecny jest jednak także sam Tochman, który przytacza swoje wątpliwości, wyznaje tęsknotę za rozmowami z Ostałowską, a równocześnie odgrywa typową reporterską rolę. Rekonstruuje więc wydarzenia z dnia zabójstwa Jolanty Brzozowskiej, śledztwo, proces oraz życie Osińskiej za kratami. Korzysta z materiałów Ostałowskiej, ale także z własnych rozmów - ze skazaną, ale i adwokatami, działaczami, aktywistami. 

Historia na śmierć i życie to rozważania nad sensem kary dożywocia, jej wartością w procesie resocjalizacji, jej zasadnością teraz, ale i w momencie skazywania nastolatków. Tochman zmusza do myślenia, formułowania własnych sądów, nie boi się stawać po stronie skazanej. 

Dobra rzecz, udany szpagat między dwoma ważnymi tematami, polecam.

Moja ocena: 5/6

Wojciech Tochman, Historia na smierć i życie, czyt. Maja Ostaszewska, 256 str., Wydawnictwo Literackie 2023.

czwartek, 16 listopada 2023

"Projekt: prawda" Mariusz Szczygieł, Stanisław Stanuch

 


Z reportażami Szczygła mam tak, że niby lubię, niby doceniam wszystkie spostrzeżenia, bardzo podobają mi się jego rozmowy i sposób ich prowadzenia, ale zawsze coś nie gra. Tym cosiem jest konstrukcja - mam trudności w podążaniu za zamiarem autora, gubię się w chaosie, próbuję zrozumieć, do czego zmierza. 

W tym reportażu nie jest inaczej - Szczygieł zbiera wypowiedzi przeróżnych osób na temat ich prawd. To krótkie historie, ale bardzo intymne, fascynujące w swojej szczerości i prostocie. Te fragmenty można czytać wielokrotnie, za każdym razem odnajdując w nich coś nowego. W środku Szczygieł jednak cytuje powieść Stanisława Stanucha, która jest najnudniejszą rzeczą, z jaką się spotkałam w ostatnich latach. Po przebrnięciu przez niemal połowę, odpuściłam resztę, zwłaszcza, gdy się zorientowałam, że po niej Szczygieł wraca do początkowej koncepcji. 

Kalejdoskop przeżyć, spostrzeżeń, a przede wszystkim krótkich rozmów Szczygła to siła tej książki - tutaj odnajduję Szczygła jakiego znam, tu wyłuskuję perełki, mogę się zadumać, zatrzymać, zastanowić. Powieść Stanucha, jak wyżej pisałam, to nuda, która zupełnie mnie nie porusza ani nie zajmuje.  I wreszcie układ, konstrukcja projektu - niestety też na minus, choć może, gdybym tę książkę czytała, łatwiej bym się w niej odnalazła. 

Moja ocena: 3,5/6

Mariusz Szczygieł, Stanisław Stanuch, Projekt: prawda, czyt. Adam Baumann, Mariusz Szczygieł, 368 str., Wydawnictwo Dowody na Istnienie 2016.

środa, 15 listopada 2023

"Człowiek, który znał mowę węży" Andrus Kivirähk

 


Tereny estońskie w zamierzchłej przeszłości porośnięte były gęstym lasem, zamieszkanym przez ludzi, małpoludy, niedźwiedzie, węże i wiele innych stworów. Lasy jednak zaczęły się wyludniać, gdy nadeszło chrześcijaństwo, a życie w wioskach stało się łatwiejsze, dawało możliwość wspólnpty i wyjaśniało w prosty, choć niekoniecznie słuszny, sposób niektóre zjawiska i choroby. Leemet mieszka w lesie z matką i siostrą, podgląda życie w wiosce, która fascynuje go i odstrasza na równi. Docenia niektóre z wygód, a szczególnie poczucie wspólnoty, ponieważ w wyludniającym się lesie doskwiera mu samotność, ale widzi także, jak ludzie przestają rozumieć swoje dziedzictwo i oddalają się od współżycia z naturą. 
Z biegiem czasu Leemet zostaje ostatnim człowiekiem, który zna mowę węży, najmłodszym człowiekiem, który jeszcze żyje w lesie i nie planuje go opuścić. To dziedzictwo ciąży na nim, świadomość bycia końcem pewnego etapu cywilizacji jest trudna i przygnębiająca.

Kivirähk kreuje świat na pograniczu realizmu i fantastyki, dla mnie absolutnie fascynujący i spójny. Wydarzenia, które spotykają Leemeta to nie typowa fantastyczna przygodówka, lecz obraz świata, który przemija i konsekwencja przemyśleń i decyzji chłopca. Zarazem to nie jest smutna powieść, dużo tu humoru - choćby w dialogach, w których Lemeet punktuje nieścisłości chrześcijaństwa czy w postaci dziadka chłopca. Dobrze, to jednak smutna powieść, choć jej bohaterowie są pogodzeni z tym, że coś się kończy, że świat się rozwija, że nadchodzi inne. Podoba mi się ta konkluzja, ten brak walki z wiatrakami, a raczej pewność swego połączona z akceptacją.

Język Estończyka jest wspaniały, przez tę książkę się płynie, tłumaczka wspaniale oddała klimat powieści. Bardzo polubiłam bohaterów, świat wykreowany przez Kivirähka i klimat tej powieści. Jedna z najlepszych z Serii Bałtyk.

Moja ocena: 6/6

Andrus Kivirähk, Człowiek, który znał mowę węży, tł. Anna Michalczuk-Podlecki, 412 str., Wydawnictwo Marpress 2020.

piątek, 10 listopada 2023

"Kamienica" Alżběta Bublanová


 

Kamienica jak kamienica - mieszkają w niej różni luzie, starzy, młodzi, single, rodziny. Główna bohaterka to sześćdziesięcioletnia wdowa, która wiedzie dość nudne i przewidywalne życie opierające się na obserwacji sąsiadów, zakupach, przygotowywaniu posiłków, zdawkowych rozmowach i martwieniu się o niespełna czterdziestoletnią córkę. 
Śledzimy tok myślenia głównej bohaterki i jej stopniową mentalną przemianę. Kobieta małymi kroczkami zaczyna wychodzić z domu - zaprasza sąsiadkę, wyjeżdża na wycieczkę, idzie do teatru czy kawiarni. Towarzyszymy jej myślom, które biegną w różne strony - sąsiedzi i ich życie, przeszłość, małżeństwo i życie córki, która po dziesięciu latach porzuciła alkohol. To właśnie ten temat najbardziej martwi wdowę, która pragnęłaby, by jej dziecko ułożyło sobie życie, znalazło partnera i zaznało macierzyństwa.

Te skłonności do nadmiernego przemyśliwania i roztrząsania różnych tematów pokazują, jak bardzo możemy się mylić w ocenie innych i świata. Kobieta sama zaczyna zmieniać swój świat, a także siebie - dbając o strój, wygląd, posiłki, a zarazem ten świat zmienia się przez pewne wydarzenia dookoła niej. Teraz do rozmyślań o starzeniu się, roli kobiety, życiu dochodzą rozważania na temat córki, jej partnera i ich przyszłości.

Bublanová prowadzi niespieszną narrację, pierwszoosobową, pozwalającą nam na wkroczenie w głowę bohaterki,  zrozumienie jej myśli, nastawienia, rozumienia świata. Bardzo doceniam, że powieść kręci się dookoła życia starszej, samotnej kobiety. To nie jest wdzięczna i częsta bohaterka prozy współczesnej, Czeszka pozwala zrozumieć, jak wygląda życie wdów, czym się zamartwiają, co je cieszy. Nie jest to powieść, która wciągnie bez reszty, raczej nie zachwyci, ale pozwala dostrzec inny wymiar otaczającej nas rzeczywistości.

Moja ocena: 4/6

Alżběta Bublanová, Kamienica, tł. Justyna Pokorska, 216 str., Wydawnictwo MocMedia 2021.

środa, 8 listopada 2023

"1968. Czasy nadchodzą nowe" Ewa Winnicka, Cezary Łazarkiewicz

 


Ta książka to nie jeden reportaż, jak początkowo sądziłam, a zbiór, co niestety ma wpływ na jej odbiór. Owszem jest tu myśl przewodnia, czyli tytułowy rok 1968, który w różnych miejscach na świecie miał różne znaczenie - co ciekawe, przeważnie przełomowe. Te reportaże oddziaływują więc na zasadzie kontrastu - pokazując znaczenie tego roku w USA czy w Europie Zachodniej i smutne konotacje w Polsce czy Czechosłowacji. 

Autorzy poruszają bardzo szeroką i różnorodną gamę tematów - są Beatlesi, są zamieszki w Polsce, jest najazd na Czechosłowację i jest wiele historii jednostkowych, bardzo ciekawych, w tym zbiorze najciekawszych. Poruszająca i mi dotąd nieznana jest opowieść o polskim żołnierzu, który nagle zaczął strzelać w czeskim miasteczku, zabijając i raniąc kilka osób. Fantastyczna jest historia ucieczki rodziny rybackiej na Bornholm - a zwłaszcza dalsze losy poszczególnych osób. Zaskakujący i niemal humorystyczny jest reportaż o rodzeństwie, które rodzice odsyłają do Polski z Kalifornii, w celach wychowawczych. Te trzy rozdziały chyba najbardziej zapadły mi w pamięć, przy takiej różnorodności tematów trudno zresztą zapamiętać wszystkie.

Podobało mi się, jak autorzy naświetlają ten jeden rok z różnych stron - cytując fragmenty z gazet, krótkie wiadomości, notki, które stanowią swoiste lepiszcze poszczególnych reportaży i faktycznie świetnie się czytają. Te nostalgiczne momenty są sporą wartością dodaną. Wszystkie teksty są napisane potoczyście, czytają się dobrze, utrzymują uwagę czytelniczki. Przeszkadzał mi jednak nieco chaos - przeskakiwanie z tematu na temat i brak jednej linii przewodniej (poza tytułowym rokiem), jakieś wyraźniejszej pointy.

Polecam jednak osobom, które chętnie czytają reportaże, ja przynajmniej poznałam kilka dotąd mi nieznanych historii. 

Moja ocena: 4/6

Ewa Winnicka, Cezary Łazarewicz, 1968. Czasy nadchodzą nowe, czyt. Filip Kosior, 456 str., Agora 2018.

poniedziałek, 6 listopada 2023

"Kroniki dziwnych bestii" Yan Ge

 


Kroniki dziwnych bestii brzmiały na pierwszy rzut oka jak powieść bez fajerwerków. Nastawiałam się na opisy fantastycznych postaci, owszem ciekawe, pełne inwencji, zachwycające językowo, ale nie spodziewałam się, że wkoło nich zostanie utkana narracja, i to jaka narracja. Główna bohaterka to pisarka, która tytułowe bestie opisuje i uchodzi za specjalistkę od nich. Są one jednak pretekstem do opowieści o niej samej - jej samotności, utracie matki, życiu w mieście, w którym nie wiadomo, kto jest człowiekiem, a kto bestią.

Pisarka to nietuzinkowa postać, którą łączy nietypowa relacja z profesorem zoologii, u którego studiowała. Kolejne jej kontakty są także zagadkowe i podszyte, hmm, agresją, niepewnością, lękiem? Dialogi tych postaci są dla mnie, czytelniczki europejskiej, czasem obcesowe, czasem dosadne, na pewno inne, niż bym się spodziewała. Tę inność odczytuję jako różnicę kulturową, dla mnie w literaturze z krajów mi odległych, bardzo pociągającą. 

Same historie bestii skłaniają do rozważań na temat tolerancji, sposobów na radzenie sobie z innością, często drastycznych. Poniekąd od początku wiedziałam, dokąd ta powieść zmierza, ale mimo to kryła w sobie wiele tajemnic. Nostalgiczny, mroczny styl, niedopowiedzenia i zagadki są jej ogromną zaletą. Ponadto same opisy bestii - nietuzinkowe, zupełnie odmienne od tego, co czytałam dotychczas, subtelnie nawiązujące do problemów społecznych.

Warto przeczytać także posłowie tłumaczki, które pozwala umieścić tę powieść w kontekście i zrozumieć wyzwania, z jakimi zmagała się na płaszczyźnie językowej. 

Moja ocena: 5/6

Yan Ge, Kroniki dziwnych bestii, tł. Joanna Karmasz, 272 str., Tajfuny 2023.

czwartek, 2 listopada 2023

"Panna doktór Sadowska" Wojciech Szot

 


Zofia Sadowska była postacią niewątpliwie ekscentryczną, kobietą niezwykle odważną, mądrą i bezkompromisową. Urodzona na końcu XIX wieku wyprzedzała swoje czasy - była pierwszą lekarką z doktoratem uzyskanym na uniwersytecie w St. Petersburgu, działaczką feministyczną i polityczną, pasjonatką motoryzacji, aktywistką i wreszcie lesbijką. Dodatkowo nie była osobą o łatwym charakterze - potrafiła walczyć o swoje i na pewno nie wpisywała się w kobiece kanony.

Największy skandal w Warszawie wywołał fakt, że Sadowska jako lekarka rzekomo zarażała pacjentki homoseksualizmem i uwodziła inna kobiety. Te oskarżenia spowodowały, że Sadowska wytoczyła proces dziennikarzom ówczesnych szmatławców. Większa część tej książki to właśnie relacje z tego procesu. Jako że nie zachowały się akta, Szot opiera się na doniesieniach dziennikarskich i krążących ówcześnie po Warszawie plotkach. Z tych relacji wyłania się stosunek do homoseksualizmu w międzywojennej Polsce - postawy były zresztą różnorodne, od całkowicie potępiających po takie, które nie dostrzegały związku między pracą lekarki, a jej życiem prywatnym.

Sadowska to niewątpliwie ciekawa i nietuzinkowa postać i aż dziw, że wszystkie niemal informacje o niej zostały wymazane, zwłaszcza te o działalności feministycznej i politycznej. Autor wykonał tytaniczną pracę, przeglądając wiele roczników czasopism i gazet, akt, listów i doniesień. Widać to zresztą w samej książce, która wręcz naszpikowana jest cytatami. Ja tego reportażu słuchałam i ten fakt nie był dla mnie aż tak dostrzegalny, bo różnica między słowami autora a cytatami po prostu się rozpływała, ale faktycznie treści autorskie ograniczają się tylko do komentarza to przytaczanych wypowiedzi.

To nie jest porywająca książka, podejrzewam, że lektura może być nawet dość nużąca, dlatego cieszę się, że miałam możliwość wysłuchania audiobooka. 

Moja ocena: 3,5/6

Wojciech Szot, Panna doktór Sadowska, czyt. Filip Kosior, 384 str., Wydawnictwo Dowody na Istnienie 2020.

środa, 1 listopada 2023

"Na własnej skórze" Paulina Łopatniuk

 


To nie tajemnica, że książki medyczne przyciągają mnie od zawsze, a facebookowy fanpage Pauliny Łopatniuk należy do moich ulubionych. Ta książka jednak swoje na czytniku odczekała, w końcu audiobook zmotywował mnie do jej przeczytania, a właściwie odsłuchania.

Styl Łopatniuk, bo od tego zacznę, jest specyficzny - lubi ona dość koronkowe zdania, partykuły, szyk przestawny i nie stroni od licznych aluzji i dygresji. I pewnie na tym stylu wiele osób się rozbije. Ja go znam z fanpage'a i mnie nie przeszkadza, choć zapewne w innych książkach określiłabym go jako kiczowaty. W stricte popularno-naukowej publikacji sprawdza się on dość dobrze, nadając jej lekki ton. 

Łopatniuk pisze więc o skórze z punktu widzenia patolożki, naświetlając liczne problemy zdrowotne, jakie mogą dotknąć największego organu. Poczynając od raka i nowotworów, a na powszechnie znanych chorobach jak łuszczyca kończąc. Łopatniuk opisuje wiele dolegliwości, o niektórych istnieniu nawet nie wiedziałam, aż czasem trudno się podczas lektury kompulsywnie nie drapać. Każda choroba opatrzona jest rysem historycznym, licznymi konkretnymi przykładami, opisem sposobów leczenia lub złagodzenia objawów i komentarzem autorki. Na własnej skórze to przewodnik po skórnym świecie, autorka nie stroni od fachowego słownictwa i faktycznie stara się każdy problem wytłumaczyć, nie uproszczając go do wersji dla dummies - i zdaję sobie sprawę, że dla osób mniej medycyną zainteresowanych to słownictwo może być odstraszające. Nie łudzę się także, że wiele z niego zapamiętałam, ale jednak doceniam, że nie zostałam potraktowana jak zupełna laiczka, a dzięki takiemu podejściu, miałam poczucie, że faktycznie zrozumiałam konkretne mechanizmy chorobowe. 

To na pewno nie będzie książka dla każdego, zapewne sięgną po nią głównie pasjonatki medycyny czy osoby, które znają autorkę z jej działalności na Facebooku - czyli czytelniczki i czytelnicy, którzy wiedzą, czego się spodziewać. 

Moja ocena: 5/6

Paulina Łopatniuk, Na własnej skórze, czyt. Magda Karel, 360 str., Wydawnictwo Poznańskie 2020.

Stosikowe losowanie - listopad 2023

 


ZwL wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 17 książek) - 13
Maniaczytania wybiera numer książki dla Anny (w stosie 281 książek) - 27
Anna wybiera numer książki dla Guci (w stosie 36 książek) - 3
Gucia wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 250 książek) - 111
McDulka wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 11 książek) - 3
Agnes wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1250 książek) - 888