Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura dziecięca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura dziecięca. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 listopada 2022

"Anne z Zielonych Szczytów" Lucy Maud Montgomery


Nie przypominam sobie, bym od czasów dzieciństwa wracała do tego cyklu Montgomery. Moje stare wydanie stoi na półce i od dawna planowałam ponowną lekturę, ale skłoniło mnie do niej wreszcie nowe tłumaczenie Anny Bańkowskiej. Oczywiście i tu nie byłam czytelniczką pierwszej chwili, bo sięgnęłam po audiobook dopiero teraz. Ale cóż to była za przyjemność! Vanessa Aleksander przeczytała tekst rewelacyjnie, a tłumaczenie Bańkowskiej jest potoczyste, ujmujące i po prostu wciągające. Zupełnie, ale to zupełnie nie przeszkadzał mi brak Ani, Małgorzaty, Maryli czy Mateusza. Weszłam w tę wersję bez żadnego kłopotu, nie odczułam żadnych zgrzytów ani stylistycznych nierówności. Nie tęskniłam za facjatką i wzgórzem. Bardzo się cieszę, że miałam malutki udział w powstaniu tego tłumaczenia - napiszę o tym, bo dlaczego się nie pochwalić? - bo to właśnie ja skontaktowałam Anię Bańkowską z Bernadetą Milewski, specjalistką od Lucy Maud Montgomery.  

A sama treść? Wiadomo, że nie napiszę niczego odkrywczego, bo o tym cyklu napisano już wszystko. Podczas lektury czułam jednak mnóstwo nostalgii i zaskoczona byłam, jak dobrze pamiętałam treść. Losy Anne wzruszyły i zainteresowały mnie tak samo jak wtedy, gdy byłam dzieckiem. Trudno ukryć, że jest tu sporo wątków zaskakujących współczesną czytelniczkę - dotyczących wychowania, religijności, moralności. Metody wychowawcze czy Rachel Linde, czy matki Diany czy Marilli są często dziwne, poniżające, uwłaczające godności dziecka, ale kobietami zawsze kieruje miłość i głębokie poczucie, że ich działania wyjdą dziewczynce na dobre. 

Autorka natomiast świetnie oddała poszczególne charaktery. Sama Anne i jej impulsywność, rozmarzenie i zapalczywość to niezwykle udany portret, choć zaskakuje, jak dobrze dziewczynka sobie radzi psychicznie ze swoją przeszłością. Być może ogromna wyobraźnia ratuje ją przed traumatycznymi skutkami zaniedbania, wykorzystania i braku miłości. Montgomery szkicuje kolejne postaci z ogromną dozą humoru i sympatii - zwłaszcza widocznych w przypadku na pozór kostycznej Marilli. Zresztą humor to jedna z głównych cech stylu Kanadyjki - wszystkie przygody i nieszczęścia Anne są opisane z taką serdecznością i w tak dowcipnym stylu, że nie sposób się nie uśmiechnąć.  

Postaci męskie nie odgrywają tak dużej roli jak kobiece. Mamy do czynienia jedynie z Matthew i kolegami Anne, z których najwięcej miejsca przypada Gilbertowi. Oczywiście rola Matthew jest niezaprzeczalnie ogromna, ale na dobrą sprawę to dość kuriozalna postać - ten niewytłumaczalny lęk przed kobietami, samotnictwo i milcząca natura skłaniają do myślenia o jakichś traumatycznych przeżyciach lub zaburzeniu. 
Avonlea to jednak miejsce silnych i zdecydowanych kobiet. Oprócz nich ogromną rolę odgrywa tu natura - to chyba największa i najważniejsza bohaterka tej powieści. Życie toczy się w zgodzie z rytmem pór roku, a zmieniająca się przyroda nieustannie zachwyca Anne. Autorka wplata opisy otaczającego świata na każdym kroku, ale nie czyni z nich przydługich wywodów, lecz przepiękne tło dla wydarzeń. 

Bardzo jestem ciekawa kolejnych tomów w nowym tłumaczeniu, na pewno wreszcie przeczytam cały cykl!

Moja ocena: 5/6

Lucy Maud Montgomery, Anne z Zielonych Szczytów, tł. Anna Bańkowska, czyt. Vanessa Aleksander, Marginesy 2021.

wtorek, 9 lutego 2021

"Doktor Dolittle i jego zwierzęta" Hugh Lofting

 


Gdy byłam mała, nie byłam wielbicielką doktora Dolittle, ale przeczytałam kilka tomów tej serii, bo wybór nie był zbyt wielki, więc czytało się wszystko po kolei z biblioteki. Teraz przeczytałam tę książkę z moim jedenastoletnim synem i choć jest on na tę książkę zdecydowanie za duży, z chęcią wysłuchał całości. 

Doktor Dolittle to nieszkodliwy dziwak, który nic sobie nie robi z pieniędzy, zarabiania, porządku i opinii w mieście. Interesują go jedynie zwierzęta i bezinteresowne pomaganie chorym, najpierw ludziom, a potem zwierzakom właśnie. Gdy doktor poznaje mowę zwierząt, jest w stanie wyleczyć każdą chorobę. Pewnego dnia do doktora dociera wiadomość o pomorze wśród afrykańskich małp, więc rusza im na pomoc. Po drodze czeka go mnóstwo perypetii - spotkania z piratami, trudności z Afrykańczykami, którzy zrażeni kontaktami z białym człowiekiem, nie chcą przepuścić lekarza i jego kompanii wgłąb lądu. John Dolittle wraz z kaczką Dab-Dab, świnką Geb-Geb, sową Tu-Tu, papugą Polinezją, psem Jipem, krokodylem i małpką tworzy zgraną kompanię - każde ze zwierząt ma okazję użyć swoich talentów, by pomóc w wyprawie. 

Nie można odmówić tej książce pewnego staroświeckiego uroku, ale, jak pisałam wyżej, to opowieść dla młodszych dzieci, bo brak tu jakiegokolwiek realizmu. Cała podróż utrzymana jest w bardzo bajkowej konwencji, bez zważania na położenie geograficzne czy realne niebezpieczeństwa. Nie sposób także nie zauważyć, że książka się zestarzała. Grupa Afrykańczyków, którą spotyka wyprawa jest przedstawiona bardzo stereotypowo. Jest oczywiście niezbyt rozgarnięty król, którego łatwo przechytrzyć i równie głupiutki książę, który prosi o wybielenie, by spodobać się księżniczce. Mój syn od razu zwrócił uwagę na ten stereotyp i był oburzony, aczkolwiek zrozumiał, że książka powstała sto lat temu, gdy świat był inaczej rozumiany. 

Cieszę się, że poznaliśmy tę klasykę literatury dziecięcej, ale myślę, że to jedna z książek, która niestety niezbyt ładnie się zestarzała. Nasze wydanie ma przypisek "lektura" - nie wiem, czy to faktycznie lektura szkolna, ale jeśli tak, jestem tym faktem bardzo zaskoczona. 

Hugh Lofting, Doktor Dolittle i jego zwierzęta, tł. Patrycja Zarawska, 127 str., Wydawnictwo Wilga.

niedziela, 17 stycznia 2021

"Emil ze Smalandii" Astrid Lindgren

 


Czy jest wśród was ktokolwiek, kto nie zna Emila? Ja najpierw poznałam go poprzez filmy, nie przypominam sobie, bym czytała tę książkę w dzieciństwie. Zapewne nie można było jej dostać ani w bibliotece, ani w księgarni. Z moimi dziećmi najpierw setki razy czytałam wersję łatwiejszą, wydaną przez Wydawnictwo Zakamarki, a potem kilka razy i tą. Ostatnio mój syn ponownie przyniósł tę książkę do wspólnej lektury.

Ten niewielki tom zawiera trzy opowieści z życia Emila. To największe wybryki chłopca z kolejnych miesięcy: maja, czerwca i lipca. W pierwszej z nich Emil wsadza głowę do wazy po zupie tak niefortunnie, że ją zaklinuje. W drugiej wciąga na maszt małą siostrę Idę, a w trzeciej wybiera się na własną rękę na wojskową paradę i jarmark, by spotkać parobka Alfreda. Jak wiadomo, Emil nie psoci świadomie, jemu to wszystko się wydarza. Dobra wola chłopca czasem jest zbyt dobra, a motywacja zawsze jest pozytywna i wynika z empatii do innych. Niestety prawie zawsze jego plan kończy się źle. 

Astrid Lindgren, tworząc postać Emila, korzystała z własnych wspomnień oraz opowieści jej ojca. Jej historie są bogate w szczegóły dotyczące ówczesnego życia w gospodarstwie, a forma kronikarska nadaje im autentyczności. Te pełne dowcipu historie nie mają szans nie podobać się dzieciom i dorosłym, a książka jest na tyle szczupła oraz opatrzona charakterystycznymi ilustracjami, że powinna zaciekawić już przedszkolaka.

Astrid Lindgren, Emil ze Smalandii, tł. Irena Schuch-Wyszomirska, 88 str., Wydawnictwo Nasza Księgarnia 2016.

środa, 6 stycznia 2021

"Ronja, córka zbójnika" Astrid Lindgren

 


Wiele książek mojego dzieciństwa, do których wracam się zestarzało - albo na płaszczyźnie językowej, albo na wychowawczej (wszechobecne bicie na przykład). Ronja jest tutaj wyjątkiem. Oprócz nostalgicznego uroku, zawiera w sobie bowiem nie jedno wartościowe i nadal aktualne przesłanie.

W pierwszej kolejności to powieść o przyjaźni, która pokonuje przeciwności. Ronja, jak tytuł wskazuje, jest córką zbójnika, najpotężniejszego zbójnika Mattisa, przekonanego o swojej sile i nieomylności. Dziewczynka wyrasta wprawdzie w surowych warunkach, ale otoczona jest miłością matki, ojca i wszystkich zbójców. Poznaje najbliższe otoczenie, a gdy dorasta na tyle, by opuścić zamek, rozpoczyna samotne eksplorowanie lasu. Ta zaskakująca swoboda pozwala Ronji na samodzielne poznawanie świata i jego niebezpieczeństw oraz naukę radzenia sobie z nimi. Świadomość domowego ciepła i azylu daje jej siłę na te zmagania. Podczas samotnych włóczęg Ronja poznaje Birka - syna największego konkurenta i wroga ojca Borka. Birk jest pierwszym dzieckiem, które spotyka Ronja i staje się jej największym przyjacielem, przybranym bratem. Dzieci zdają sobie jednak sprawę z problemu, jakim jest wrogość, która panuje między ich rodzinami i wiedzą, że to one będą musiały kiedyś go rozwiązać. Sytuacja się zaostrza, gdy zbójcy ojca łapią chłopca i traktują go jako kartę przetargową, by z zamku wygnać bandę Borka, która podstępem wtargnęła i zamieszkała w jednej z jego części. W tym momencie dzieci nie są już w stanie ukryć swojej przyjaźni, co prowadzi do rozłamu w rodzinach. Ronja i Birk czują się zmuszeni, by działać.

Gdy oboje opuszczają swoje domy, przechodzą przyspieszony kurs dojrzewania.. To nie tylko dbanie o jedzenie i nocleg, ale problemy długodystansowe - co się stanie, gdy skończy się lato, jak rozwiązać problem z rodzicami, czy przyjaźń jest ważniejsza niż więzy rodzinne i wreszcie, czy zdobywanie pożywienia i pieniędzy jako zbójnik jest etyczne. Ronja od zawsze stawia pod znakiem zapytania zawód ojca i nie planuje zostać jego spadkobierczynią. 

Lindgren przedstawia te wszystkie problemy w bardzo idyllicznej scenerii - bliskości z naturą, przypominającej modne dziś mindfulness, szczęśliwego, beztroskiego dzieciństwa, rytuałów, poczucia bycia kochanym. Ten świat zostaje zachwiany w posadach, gdy ojciec odrzuca Ronję, ale spokój i cicha obecność matki utrzymują podwaliny, na jakich została wychowana dziewczynka. 

Liczne magiczne postaci, które symbolizują niebezpieczeństwa, z jakimi dzieci mierzą się w normalnym świecie są wspaniałym sposobem na metaforyczne pokazanie walki z nimi - czasem pomaga w niej świadomość domowej przystani, a czasem konieczna jest pomoc przyjaciela. 

Szwedka cudownie opisuje tę wielopłaszczyznową historię, malując leśny świat plastycznym językiem i tworzą pełnokrwiste postaci. Mój syn słuchał jak zaczarowany, a i ja z przyjemnością przypomniałam sobie tę opowieść.

Moja ocena: 5/6

Astrid Lindgren, Ronja córka zbójnika, tł. Anna Węgleńska, 255 str., Nasza Księgarnia 1985.

wtorek, 17 listopada 2020

"S.Z.T.U.K.A." Sebastian Cichocki

 


Książki z tej serii to produkty wielokrotnego użytku - można czytać, zaglądać, przeglądać, wracać i wciąż odkrywać coś nowego. Ostatnio wróciliśmy więc do S.Z.T.U.K.I., bo mój syn bardzo jest tym tematem zainteresowany. Spędziliśmy nad tą publikacją wiele miłych wieczorów, sporo rozdziałów było dla nas inspiracją do dalszych poszukiwań w internecie. 

Sebastian Cichocki w krótkim wstępie prezentuje sztukę dwudziestowieczną - na tyle krótkim, by nie zanudzić młodego czytelnika, równocześnie go zaciekawiając. Wstępu jednak wcale nie trzeba czytać, można od razu przejść do słowniczka albo prosto do części "artystycznej".


Począwszy od Fontanny Marcela Duchampa poznajemy kolejnych współczesnych artystów, malarzy, rzeźbiarzy, performerów itd. Każda postać to krótka notka o najbardziej znanym dziele sztuki tego artysty i mnóstwo ilustracji. Opowieści jednak nie są podobne, Cichocki potrafi mówić o sztuce, zaskoczyć, zaciekawić, za pomocą słów przedstawić pracę danego artysty, ale także zachęcić czytelnika do skorzystania z własnej wyobraźni, podsuwając zadania i aktywności. Co ważne, teksty napisane są przystępnym, zrozumiałym dla dziecka językiem, ale równocześnie nie są infantylne. Bardzo duży plus za to!





Ta książka to jednak nie tylko kopalnia wiedzy - mnóstwo z przedstawionych artystów było dla mnie i dla syna nowych, (jednego poznałam osobiście) - ale przede wszystkim uczta dla oka. Duet Mizielińskich jest oczywiście gwarancją oprawy graficznej najwyższej jakości, ale także samo wydanie jest przepiękne i świetnie wpisuje się w całą serię, zapoczątkowaną przez D.O.M.E.K. Każda strona to inny kolor, przyjemny w dotyku papier, twarda oprawa, format - wszystko dopracowane i przemyślane. Polecamy! 

Sebastian Cichocki, Aleksandra i Daniel Mizielińscy, S.Z.T.U.K.A., 216 str., Wydawnictwo Dwie Siostry 2011.

poniedziałek, 24 sierpnia 2020

"Janka z Latarniowego Wzgórza" L.M. Montgomery

 


O dziwo w dzieciństwie nie czytałam tej książki L.M. Montgomery, a teraz trafiłam na nią dzięki wyzwaniu, o którym wspominałam przy okazji postów o cyklu o Emilce. 

Tytułowa Jane wychowuje się w kostycznym domu wraz z matką, babką i ciotką. Matka odgrywa jednak zupełnie nieistotną rolę w wychowaniu córki. To babka rządzi domem, ustanawia zasady i decyduje o wychowaniu Jane, mając pod pantoflem swoje dzieci i wnuczkę. Dwoje z dzieci założyło rodziny i spotyka matkę tylko na obiady, natomiast córka Gertrud, która nigdy nie wyszła za mąż mieszka z matką. Robin zaś do domu wróciła z trzyletnią córką, gdy przestało się układać w jej związku. Matka nigdy nie aprobowała jej małżeństwa, więc z chęcią przyjęła córkę z wnuczką, choć życie w separacji nie jest pozbawione skandalu.

Na Jane skupia się cała niechęć babki do wybranka najmłodszej córki. Dziecko wychowywane jest niezwykle surowo, ciągle musi znosić sarkastyczne uwagi na temat jej zainteresowań i gustu, nie wolno się jej śmiać, bawić, głośno zachowywać. Jane jest tak zastraszona, że ciągle popełnia błędy, porusza się niezdarnie, nie radzi sobie w szkole. Jej matka znosi dryl babki, na czułości z córką pozwala sobie tylko wieczorami, gdy babka jej nie widzi. Aż trudno uwierzyć, że Jane całkowicie nie zwariowała w tym pozbawionym miłości, serdeczności, szczerości i rozmów domu. Jej los odmienia się, gdy przychodzi list, w którym ojciec zaprasza ją do siebie na wakacje - na Wyspę Księcia Edwarda. Tam Jane rozkwita, gdyż od pierwszego wejrzenia nawiązuje z ojcem bliską więź. Co więcej, dziewczynka odkrywa w sobie niespotykane umiejętności - potrafi wspaniale gotować, gospodarzyć, prowadzić ogród, pływać. Jest śmiała, odważna, zdolna, otoczona przyjaciółmi. Ten kontrast między życiem na wyspie a w Toronto nie mógłby być większy. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Montgomery tutaj nieco poniosło i stworzyła postać nierealną, wyidealizowaną. 

W przeciwieństwie do rezolutnej Jany, jej rodzice są życiowymi niezdarami - nie mają za grosz zainteresowań praktycznych, żyją urojeniami. Ojciec jako autor przebywa w swoim świecie, matka natomiast rozpieszczona pieniędzmi matki spędza czas na przyjęciach i spotkaniach. Nie trudno się domyślić, że i tu autorka zbyt przejaskrawiła te postaci, czyniąc je karykaturalnymi. Zresztą to samo można powiedzieć o babce. 

Mimo tych wad przeczytałam tę powieść z przyjemnością, a to ze względu na potoczysty, gawędziarski styl Montgomery. Jej powieści po prostu się połyka, aczkolwiek zapewne tylko w wypadku, gdy zapałało się miłością do jej prozy w dzieciństwie. Trudno mi sobie wyobrazić, że współcześni młodzi czytelnicy znajdą w tej książce coś dla siebie.

Moja ocena: 3/6

L.M. Montgomery, Jane from Lantern Hill, 274 str., McClelland & Stewart 1989

czwartek, 23 lipca 2020

"Emilka ze Srebrnego Nowiu", "Emilka dojrzewa", "Emilka na falach życia" Lucy Maud Montgomery

                                    

Cykl o perypetiach Emilki Lucy Maud Montgomery jest mniej znany niż Ania z Zielonego Wzgórza, ale niemniej warty uwagi. Z lektury tych książek mam mniej wspomnień, zachowały się u mnie da tomy - pierwszy i trzeci, więc drugi (zapewne wtedy nie udało mi się go zdobyć) przeczytałam po angielsku. 
Emilkę poznajemy w przełomowym momencie jej życia - właśnie umiera jej ojciec i dziewczynka zostaje sierotą. Jej mama nie żyje od dawna, jedynymi krewnymi jest rodzeństwo matki. Rodzina kostyczna, o sztywnych zasadach i o dobrym zapleczu finansowym. Spotkani ciotek i wujów z Emilką jest jednak zderzeniem dwóch światów. Emilka została wychowana w swobodzie, dziko, bez reguł, karcenia, za to otoczona miłością i zrozumieniem. Nowo poznani członkowie rodziny są zgoła inni - krytykują dziecko na każdym kroku w jego obecności, traktują ją jak przedmiot, który należy rozdysponować. Nieświadoma niestosowności swoich zachowań Emilka od razu sprawia złe wrażenie. Na szczęście zostaje zabrana do domu ciotek Elżbiety i Laury, który wydawał się być jej najmniej obcy. I faktycznie Laura to dobra dusza, emocjonalna, która od razu pokochuje dziewczynkę. Elżbieta bardzo długo utrzymuje wiktoriańską fasadę w swojej próbie wychowania Emilki na rozsądną panienkę. Na szczęście na Srebrnym Nowiu mieszka też kuzyn Jimmy, który jest nieco dziwaczny i na swoje dziwactwa może sobie pozwolić. W dzieciństwie z winy Elżbiety wpadł do studni i na skutek urazu jest podobno nieco upośledzony, np. pisze wiersze. Emilka znajduje w nim pokrewną duszę, ponieważ tak jak on kocha naturę, zachwyca się nią, uwielbia poezję i prowadzi pamiętnik, w którym sama tworzy pierwsze wiersze.

Emilka stara się zadowolić swoim zachowaniem surowe wymagania nowej rodziny, ale jej nieokiełznana, fantazyjna natura nie raz wprowadza ją w tarapaty, a rodzina matki nie rozumie zamiłowania do pisania i tworzenia fikcji, uznając że te zainteresowania musiała odziedziczyć po ojcu. Emilka bardzo szybko zakochuje się w urodzie okolicy nowego domu i poznaje przyjaciół - Ilzę, Perry'ego i Tadzia. W kolejnych tomach Montgomery opisuje dorastanie dziewczyny, jej wyjazd do miasta, gdzie kontynuuje naukę, mieszkając u bardzo jej niechętnej ciotki Ruth. Wtedy też coraz bardziej poważnie zaczyna myśleć o pisarstwie, zwłaszcza gdy po raz pierwszy jej wiersze zostaną opublikowane w czasopismach. Wraz z ukończeniem szkoły, Emilka wraca na Srebrny Nów, a jej przyjaciele rozjeżdżają się na studia. Młoda kobieta decyduje poświęcić się pisarstwu, ale jako panna na wydaniu ma sporo innych problemów. Jej miłość z dzieciństwa - Tadzio nie wydaje się być nią zainteresowany, a wszyscy kandydaci do jej ręki są nie do zaakceptowania. Najpoważniejsza jest przyjaźń z Deanem Priestem - przyjacielem jej ojca, którego zna od pierwszego roku zamieszkania na Srebrnym Nowiu i który jest dla niej niekończącą się inspiracją do rozmyślań i źródłem wiedzy. To jedna z najbardziej polaryzujących postaci cyklu. Trudno go polubić, bo jego stosunek do Emilki jest dziwny, czasem wręcz zatrważający - od momentu poznania oplata dziewczynkę siecią, stale sugerując, że należy do niego. Emilka poddaje się tej przyjaźni, Dean traktuje ją poważnie, wspiera w pasjach, pokazuje wielki świat, opowiada o podróżach. Ten związek jednak budzi niepokój, dorosły mężczyzna spędza nad wyraz dużo czasu z dzieckiem, a potem nastolatką.

Montgomery bardzo ciekawie przedstawia charaktery - szczególnie Emilki, Ilzy, Perry'ego, kuzyna Jimmy'ego i ciotki Elżbiety. Dość blado wypada natomiast ciotka Laura oraz Tadzio. Niewiele dowiadujemy się o ich usposobieniu. Zwłaszcza ten ostatni, postać tak ważna, znika wśród innych silnych postaci. Autorka stawia przede wszystkim na wiele niespotkanych wydarzeń i przypadków, które zmieniają bieg akcji. Mimo że daleko wielu tym przygodom do realizmu, to jednak czynią one akcję wartką i zwyczajnie ciekawą. Liczne opisy przyrody, która tak zachwyca romantyczną Emilkę są po prostu piękne - dobór słów, antropomorfizacja wielu zjawisk i ścisłe powiązanie ich z akcją czynią z Wyspy Świętego Edwarda kolejnego bohatera książki. 

To nie jest cykl, który poleciłabym każdemu współczesnemu czytelnikowi. Wiem, że moja córka na pewno by nie strawiła tego stylu, a także zasad, podziału klasowego, roli kobiety w ówczesnych czasach. I mnie ówczesne traktowanie i wychowanie dzieci oraz naiwność Emilki mierziły, ale dla mnie była to raczej nostalgiczna podróż wstecz - w trakcie lektury przypominałam sobie niektóre fragmenty, choć całości już nie pamiętałam. Cieszę się, że wróciłam do L. M. Montgomery już teraz - planowałam ten powrót dopiero na przyszły rok, tymczasem Emilka umiliła mi pandemiczną rzeczywistość.

Moja ocena: 5/6

Lucy Maud Montgomery, Emilka ze Srebrnego Nowiu, tł. Maria Rafałowicz-Radwanowa, 334 str., Krajowa Agencja Wydawnicza Poznań 1988.
Lucy Maud Montgomery, Emily rises, 325 str., Starfire 1983.
Lucy Maud Montgomery, Emilka na falach życia, tł. Maria Rafałowicz-Radwanowa, 222 str., Krajowa Agencja Wydawnicza Poznań 1990.

sobota, 25 kwietnia 2020

"Alpha, Bravo, Charlie. O kodach na morzu" Sara Gillingham


Dal naszej zainteresowanej morzem rodziny, ta książka jest świetnym uzupełnieniem wiedzy. Alpha, Bravo, Charlie to mały leksykon kodów używanych przez marynarzy.

Autorka skupia się na trzech rodzajach komunikacji - flagach sygnałowych, chorągiewkach, czyli kodzie semaforowym i alfabecie Morse'a. Wszystkie te metody odchodzą w zapomnienie i wypierane są przez nowoczesne techniki nawigacyjne i komunikacyjne, ale mają piękną historię i wielu kapitanów sięga do nich ze względów sentymentalnych i reprezentacyjnych. A kto uwielbia geocaching też zrozumie, po co warto znać te kody. 



Podczas lektury tej książki, świetnie bawiliśmy się z synem - naśladowaliśmy ruchy marynarza trzymającego chorągiewki, próbowaliśmy własnych sił w alfabecie Morse'a. Bardzo fajne są informacje o różnych rodzajach statków oraz dodatkowe strony na końcu książki z ciekawostkami o łączeniu kodów, o galach flagowych i statkach. 



Książka jest bardzo starannie wydana - barwna, poszczególne flagi zajmują całą stronę, która czasem jest nawet dopasowana do nich kształtem. Teksty są klarowne, zrozumiałe nawet dla dość młodego czytelnika, ponadto dobrze przetłumaczone (przyznam, że nie wszystkie morskie zwroty były mi znane). Świetnym uzupełnieniem jest zeszyt, w którym można kopiować flagi lub tworzyć własne. 

Sara Gillingham, Alpha, Bravo, Charlie. O kodach na morzu, tł. Katarzyna Dłużniewska-Łoś, Ane Piżl, 120 str., Egmont 2018.

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

"Smerfy i maszyna snów", "Smerfy i księga odpowiedzi"


Oba te tomy Smerfów poruszają podobną tematykę. Mój syn ostatnio do nich wrócił, więc wykorzystałam okazję, by przeczytać je z nim i zachęcić was do lektury, a właściwie wasze dzieci.

Maszyna snów to fortel Gargamela a właściwie jego nowego kolegi - zdolnego i chciwego czarownika. Wymyślił on wyżej wymienioną maszynę, by uzależnić od niej Smerfy. Ulokowane w lesie tajemnicze lustro przyciąga grupę Smerfów, które, zakładając magiczne okulary, mają dostęp do obserwowania swoich najskrytszych marzeń. W owych wyobrażeniach są tacy, jacy chcieliby być - silni, sprawni, atrakcyjni. Tak jak przewidział czarownik, nie mogą oprzeć się chęci zaglądania do lustra każdego dnia. Chytry czarownik zmusza Smerfy do dostarczania złota, by maszyna nadal mogła działać. Smerfy mają dostęp do bryłek złota w starej kopalni i biznes zaczyna się kręcić. Co gorsza, Papa Smerf po spojrzeniu w maszynę, także ulega jej czarowi. Tylko Ważniak, który nie ulega magii maszyny, może uratować Smerfy. 


Temat uzależnienia od iluzji porusza także tom o księdze odpowiedzi. Tu jednak głównym uzależnionym jest Ważniak, którego kusi tajemnicza księga. Gdy okazuje się, że potrafi ona dać odpowiedź na każde pytanie, widzi możliwość podbudowania swojego ego i przewodniczenia innym Smerfom. Tym bardziej, że Papa Smerf jest poza wioską. Gdy ten wraca, wszystkie Smerfy ślepo słuchają księgi, choć jej rady nie zawsze przynoszą oczekiwany efekt. Ważniak ledwo unika tragedii i dopiero wtedy rozumie, jak wielki błąd popełnił.


Oba albumy poruszają łatwość uzależniania się od spraw pozornie błahych. To dobry sposób na poruszenie z dzieckiem tego tematu - można wskazać urządzenia, która doprowadzają do szybkiego uzależnienia, można poruszyć temat uzależnienia osób dorosłych. Możliwości jest wiele. Poza tym komiksy o Smerfach to zawsze dobra rozrywka, mój syn regularnie do nich wraca. 

Alain Jost, Thierry Culliford, Smerfy i maszyna snów, tł. Maria Mosiewicz, 48 str., Egmont 2019.
Alain Jost, Thierry Culliford, Smerfy i księga odpowiedzi, tł. Maria Mosiewicz, 48 str., Egmont 2019.

poniedziałek, 9 grudnia 2019

Minecraft w wielu wydaniach


Dziś notka o aż trzech książkach tematycznie związanych z Minecraftem. Piszę o nich, bo myślę, że te książki mogą być fajnym sposobem do zachęcenia do czytania dzieci, które niechętnie to robią. My nie mamy tego problemu, mój syn łyknął je wszystkie błyskawicznie, ale zwracają się do mnie osoby z prośbą o polecenie książki, która rozbudziłaby apetyt na czytanie. Książki o Minecrafcie nie są może pozycjami najwyższych lotów, ale w kwestii dzieci widzę, że działa metoda - czytaj to, co ci się podoba. Taka metoda stosowana jest skutecznie w szkole moich dzieci, gdzie nie ma lektur ani przymusu czytania konkretnych pozycji. Dzieci mają obowiązek czytać, ale to, co chcą. Same wybierają książki z biblioteki i potem prezentują je nauczycielowi. I faktycznie dużo dzieci czyta, jedne mniej, innej więcej, ale jednak czytają.
Dlatego właśnie polecę dziś te książki - może akurat przydadzą się na świąteczne prezenty. Wszystkie są starannie wydane, kolorowe i niegłupio napisane. 


Pierwsza z nich z serii Zbuduj! to poradnik jak wybudować Zombieland. Nie pytajcie mnie proszę, po co dziecko ma budować Zombieland, bo naprawdę nie wiem. Mój syn jednak wyjaśnił mi, że to fajna sprawa i w grze się przydaje - niespecjalnie przekonuje mnie to wyjaśnienie, ale wracamy tu do tego, co napisałam wyżej. Jeśli dziecko dzięki zombie zyska chęć do czytania, niech sobie ten zombieland buduje. 


Książka ma jasną strukturę - gracz poznaje najpierw rodzaje, typy, posągi zombie, dowiaduje się jak wybudować lochy czy kwaterę oraz wiele innych budynków. Wszystkie objaśnienia są klarowne, ułożone w punkty i opatrzone mnóstwem rad i wskazówek. Książka jest starannie wydana, ma twardą oprawę i wiele ilustracji.


Minecraft Rocznik 2020 to kronika ostatniego roku w kwaterze Mojanga. Minecraft świętował swoje dziesięciolecie i w samej grze wprowadzono wiele nowości. Strona po stronie czytelnik poznaje ciekawostki na temat gry. Są tu krótkie informacje o każdym roku istnienia gry, ale przede wszystkim opisy przeróżnych wyzwań ze wszystkich trybów. Fani Minecrafta mogą poznać zespół Mojanga, różne światy, skórki. Wiele stron zachęca czytelnika do aktywnej lektury - są labirynty, pytania i miejsca do wpisywania własnych odpowiedzi, zagadki i zadania.


Ciekawe są strony z konstrukcjami fanów, które są zaskakujące i nawet dla laika zachwycające. 


Największą gratką jest zapewne Kolekcja poszukiwacza przygód. W sporym żółtym pudełku czytelnik znajdzie wiele dobra. Dwa podręczniki wprowadzą w tajniki gry w trybie przetrwania oraz podboju świata podstawowego. Podobnie jak w innych książkach Mojanga - instrukcje są klarowne, proste i opatrzone mnóstwem ilustracji. Księga przygód i wyzwań jak sama nazwa wskazuje to propozycje wyzwań dla gracza, który zapoznał się już z podręcznikami. Nagrodą za wykonanie wszystkich zadań jest własny creeper, którego można złożyć z dołączonego arkusza. Najbardziej zagorzali fani Minecrafta na pewno ucieszą się z plakatu. 


To pudełko jest raczej propozycją na prezent - same książki nie są zbyt grube i na pewno nie wyczerpują tematu - zamysłem jest raczej zachęcenie do gry i własnych poszukiwań. 

Stephanie Milton, Jane Riordan, Minecraft. Rocznik 2020, tł. Anna Hikiert, 72 str., Egmont 2019.
Ed Jefferson, Minecraft. Zbuduj to! Zombieland, tł. Anna Hikiert, 42 str., Egmont 2019.
Stephanie Milton, Paddy Kempshall, David McComb, Minecraft. Kolekcja poszukiwacza przygód, tł. Anna Hikiert, 72 str., Egmont 2019.

piątek, 29 listopada 2019

"Kobiety i nauka", "Kobiety i sport" Rachel Ignotofsky

 

Dwie książki, które wpisują się w trend zapoczątkowany przez Opowieści dla buntowniczek. Autorka i ilustratorka tych książek, Rachel Ignotofsky, skupiła się na nauce i sporcie, czyli dyscyplinach tradycyjnie kojarzonych z mężczyznami. Autorka na podstawie danych statystycznych ukazuje, jak jeszcze stosunkowo niedawno kobiety musiały walczyć o prawo do nauki i uprawiania sportu, zwłaszcza tego na poziomie olimpijskim.

 

Te książki to jednak nie tylko statystyki, nota bene pięknie graficznie przedstawione, ale przede wszystkim opisy poszczególnych kobiet. Autorka poczyna od aleksandryjskiej matematyczki i astronomki Hypatii i kontynuuje przedstawienie znanych kobiet na przestrzeni wieków. Tych postaci jest naprawdę wiele i z różnych dziedzin nauki - są tu nauki matematyczne, przyrodnicze, medyczne...


Każda postać dopieszczona jest graficznie i edytorsko. Po lewej stronie znajduje się więc portret kobiety, a po prawej dłuższy tekst o jej życiu, a dokoła ciekawostki. Dzięki tym ostatnim podczas szybkiego lub ponownego przeglądania można wychwycić najważniejsze wiadomości. Same teksty o poszczególnych postaciach są napisane ciekawie, z rozmysłem - nie jest to zbiór przypadkowych zdań, jak to czasem w takich notach bywa. 


Podobnie ma się sprawa z drugą pozycją - Kobiety i sport. Ignotofsky zadbała o mnogość dyscyplin, uczula czytelnika na trudności, jakie musiały przezwyciężyć kobiety, by móc uprawiać sport. Co mi nieco w tej książce przeszkadza jest wielki nacisk na Amerykanki. Ogromna większość opisanych kobiet to właśnie mieszkanki tego kontynentu. Znaleźć można tylko pojedyncze postaci z Europy, Australii czy Azji. 


Bardzo podoba mi się tłumaczenie Pauliny Błaszczykiewicz, która zadbała o płynny styl i nie bała się feminatywów. Podkreślam ten fakt, szczególnie myśląc o aktualnej dyskusji na ten temat, która zaperza mnóstwo ludzi w Polsce. 

Rachel Ignotofsky, Kobiety i nauka, tł. Paulina Błaszczykiewicz, 128 str., Art Egmont 2018.
Rachel Ignotofsky, Kobiety i sport, tł. Paulina Błaszczykiewicz, 128 str., Art Egmont 2018.

niedziela, 24 listopada 2019

"Basia. Wielka księga słów" Zofia Stanecka, Marianna Oklejak


Nie jest tajemnicą, że jesteśmy fanami Basi. Wyznam, że mój dziesięciolatek ostatnio znowu przeczytał wszystkie książki o Basi, jakie mamy w domu.
Ta publikacja jest natomiast książką dla wielbicieli - nie zawiera ona nowych opowieści i historii, a raczej jest uzupełnieniem. Gratką dla wszystkich dzieci, które kochają książki o Basi i wciąż do nich wracają. Zofia Stanecka przypomina tutaj wszystkie ważne słowa, jakie natknęła się Basia w swoich przygodach.


Książka przypomina ilustrowany słownik, który nie tylko przypomina ważne wydarzenia z życia Basi, ale także ilustracje Marianny Oklejak. Jak na słownik przystało, pojęcia ułożone są alfabetycznie. Zaczynamy więc od adpocji i przypomnieniem historii Titiego, potem jest alergia, która zepsuła Basi wakacje w górach, a następnie babcia itd.


Wyjaśnienia poszczególnych słów nie są jednak przedrukiem z poszczególnych książek o Basi - zdarzają się cytaty, ale opisy są przeformułowane, a niektóre zawierają informacje dodatkowe, jak ten o babci, gdzie możemy więcej dowiedzieć się o rodzinie dziewczynki. Hasło Basia za to ukazuje nam jak inni członkowie rodziny widzą córkę, siostrę, wnuczkę i kuzynkę.


Wielka księga słów jest pełna kolorów i mimo że porusza także trudne sprawy napawa optymizmem. Stanecka świetnie potrafi ująć i opisać to, co dla dziecka bolesne i trudne.


Duża czcionka, wyróżnione słowa, dymki pomagają włączyć do lektury dziecko, które jeszcze nie czyta samo - gdy mój syn dopiero zaczynał czytać po polsku, jego zadaniem było odczytywanie właśnie tych wyrazów, które w jakiś sposób były wyodrębnione.

Naszym zdaniem ta książka to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanek i fanów Basi.

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Basia. Wielka księga słów, 144 str., Egmont 2018.

czwartek, 17 października 2019

"Zwariowany dzień. Trzydzieści zagwozdek" Walter Benjamin, Marta Monteiro



Coż to za urocza książka! Jej autor, Walter Benjamin znany jako filozof, krytyk, tłumacz był także pasjonatem książek dla dzieci. Jego kolekcja była bardzo pokaźna, ponadto przez wiele lat prowadził w radio audycje dla dzieci, w którym poruszał wiele ciekawych tematów. Tematem jednej z audycji była właśnie treść owej książki. Portugalskie wydawnictwo Bruaá na podstawie nagrania wydało tę książkę ze świetnymi ilustracjami Marty Monteiro. Polski czytelnik może ją czytać dzięki przekładowi Adama Lipszyca, badacza twórczości niemieckiego filozofa.



To krótkie opowiadanie ma na celu zachęcić dzieci do logicznego myślenia. Pozornie banalna historia ma drugie dno. Autor zawarł w niej aż 15 błędów i 15 zagadek. Niektóre z nich są proste, niektóre bardziej skomplikowane. Podczas lektury dziecko rysuje na kartce kreskę, gdy odnajdzie błąd i dwie kreski, gdy rozwiąże zagadkę.


Przyznam, że zarówno syn jak i ja nieźle się nagłowiliśmy, by wyłapać wszystkie nieścisłości. Są tu zagadki logiczne, matematyczne, językowe, jednym słowem zagwozdki nietuzinkowe i różnorodne. 

Sama historia rozpoczyna się absurdalnie: "Było ciemno, księżyc świecił, a tu jakieś auto leci..." i w takim surrealistycznym tonie utrzymana jest cała opowieść. Heinz wyrusza bowiem do swojego kolegi Antona, by pomógł mu rozwiązać pierwszą zagadkę. Anton jest nauczycielem, więc Heinz szuka go w szkole, gdzie podczas lekcji słyszy wiele innych zagadek. Po drodze spotyka głuchą gosposię, trafia do fryzjera na golenie, czeka na Antona w jego bibliotece, podczas gdy do domu przychodzi chłopak od krawca - wiele tu takich nostalgicznych scen, które przypominają, że ta opowieść ma blisko sto lat. 


Może się wydawać, że to książka na jedno czytanie - rozwiązania wszystkich zagadek znajdują się na końcu. My jednak wracaliśmy do treści, a myślę, że po pewnym czasie, gdy niektóre z rozwiązań umkną, można do lektury wrócić jeszcze raz.

Polecam dla rodziców i dla dzieci.

Walter Benjamin, Zwariowany dzień. Trzydzieści zagwozdek, tł. Adam Lipszyc, 40 str., Art Egmont 2018.

środa, 2 października 2019

"Mity greckie dla dzieci w obrazkach" Nikola Kucharska


Syn przerabia właśnie w szkole starożytną Grecję, więc ta książka wróciła u nas na tapetę. Nikola Kucharska przedstawia w niej sześć najbardziej znanych mitów oraz opowieść o stworzeniu świata oraz o najważniejszych bogach, zamieszkujących Olimp. Wśród mitów znalazły się Dedal i Ikar, Demeter i Kora, Syzyf, Herakles, Prometeusz oraz Pandora i jej puszka.


Tych osiem krótkich tekstów to zaledwie preludium do książki. Można je czytać najpierw, można ich wcale nie czytać, a można zajrzeć na te strony na końcu lektury. Prawdziwe przedstawienia mitów znajdują się bowiem dopiero na kolejnych stronicach. Każde dwie strony to poniekąd komiksowe przedstawienie jednego z mitów. Piszę poniekąd - bo nie ma tu ramek, historia rozłożona jest na całe strony. W orientacji pomagają kolejne cyfry, ale dla wnikliwego i ciekawego czytelnika autorka dorzuciła dużo informacji pobocznych - czasem dowcipnych, czasem uzupełniających. Takie przedstawienie mitów zachęca nie tylko do czytania, ale też do odkrywania szczegółów i ciekawostek.



Mój syn po lekturze potrafił przytoczyć naprawdę dużo informacji, streścić mity, orientuje się kto jest kim i z czym się wiążą popularne powiedzenia takie jak syzyfowa praca czy puszka Pandory.

Mity greckie Kucharskiej można już przeglądać z dość małymi dziećmi - strony są grube, kartonowe, obrazki wyraziste. Tekstu w dymkach jest na tyle mało, że poradzi sobie z nim początkujący czytelnik. 

Nikola Kucharska, Mity greckie dla dzieci w obrazkach, 16 str., Nasza Księgarnia 2017.

sobota, 10 sierpnia 2019

"W świecie gry" Nick Eliopulos, Luke Flowers



- Mamo, musisz to przeczytać! - zawołał kilka razy do mnie syn, czytając tę książkę. Nie mogłam mu więc odmówić i chcąc, nie chcąc, zatopiłam się w świecie Minecrafta. Muszę przyznać, że nigdy dogłębnie się nie interesowałam tą grą i zakładałam, że polega tylko na budowaniu miast, wiosek, domów. Nie miałam pojęcia o zbieraniu umiejętności, niebezpieczeństwach i wielu innych kwestiach. Może dlatego, że mój syn wprawdzie w nią grywa, ale nie maniakalnie. Nie spodziewałam się zbyt wiele po tej książce, sądząc, że to kolejny marketingowy produkt, mający na celu wypromowanie gry.


Tymczasem to całkiem sympatyczna historia, opierająca się wprawdzie na grze, ale mająca także inne przesłanie. Ash przenosi się z rodzicami do innego miasta i musi rozpocząć naukę w nowej szkole. Nie jest to łatwe, zwłaszcza, że chłopak z jej klasy, Morgan, z którym wydaje się mieć najwięcej wspólnego ją ignoruje, a nawet odrzuca. Morgan ma bowiem bardzo fajną paczkę, do której należą Harper, Po i jego siostra Jodi. Ta czwórka świetnie się uzupełnia i nie potrzebuje nikogo nowego, jak sądzi Morgan. Jego niechęć podsyca jeszcze fakt, że Jodi zaprzyjaźniła się z Ash i wraz z nową koleżanką przygotowała nowy projekt naukowy na lekcje, który był fantastyczny.


Czwórka przyjaciół ma jeszcze jeden sekret. Dzięki nieco postrzelonej pani dyrektor. Nauczycielka ma bzika na punkcie wynalazków i po stworzeniu specjalnych okularów, zaprasza dzieci do ich wypróbowania. Okazuje się, że te okulary przenoszą ich do środka gry. Po początkowej ekscytacji, dzieci zaczynają tworzyć swoją wirtualną rzeczywistość, co wcale nie jest łatwe. Niebezpieczeństwa, które kiedyś groziły im tylko na ekranie, nagle stają się bardziej realna, a budowa wcale nie jest taka łatwa. Okazuje się, że potrzebna jest im kreatywność Ash. Morgan postanawia zaakceptować propozycję siostry i okazuje się, że Ash wcale nie jest przemądrzała, a wręcz przeciwnie. 


W książce jednak nie dominują rozdziały w świecie wirtualnym, uzupełniają one poniekąd ich życie szkolne - co mi się podobało. Sama akcja jest wciągająca i zaskakująca, kończy się w ciekawym momencie, dając nadzieję na kontynuację w kolejnym tomie. Myślę, że ta książka może być fajną zachętą dla dzieci, które niezbyt chętnie czytają. Sporo ilustracji, użycie różnych krojów czcionek, a przede wszystkim włączenie do akcji gry komputerowej mogą zachęcić do lektury.

Nick Eliopulos, Luke Flowers, W świecie gry, tł. Anna Hikiert, 143 str., Wydawnictwo Egmont 2019.