piątek, 25 października 2013

Stosikowe losowanie 11/13


Zapraszam do zgłaszania się do rundy wrześniowej! Pary rozlosuję 1 listopada, czas na przeczytanie książki mamy do końca miesiąca.

Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.

2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.

3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.

4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.

5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.

6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie. 

sobota, 19 października 2013

"Niewinni" Hermann Broch



Niewinnych czytałam na studiach, nie była to moja lektura obowiązkowa, pamiętam, że odnalazłam tę książkę na wyprzedaży i byłam nią zachwycona. Gdy padło na nią w stosikowym losowaniu bardzo się ucieszyłam, bo od dawna planowałam powtórną lekturę. Po niemal tygodniu zmagań i wymęczeniu 220 stron odkładam ją i mam serdecznie dość. Drobiazgowe i zarazem nudne opisy, nieciekawa treść skutecznie mnie zniechęciły do Brocha. Za nic nie mogę sobie przypomnieć, co mnie wtedy w tej książce urzekło.
Trudno nawet opisać mi o czym Niewinni są. Broch zebrał tutaj wiele opowiadań, nie wszystkie z nich mają punkty wspólne. Jest tu przypowieść o rabbim i jego uczniach, są poematy, jest historia młodego człowieka, który wynajmuje pokój u pewnej baronowej, gdzie skwapliwa służąca zdradza mu wstydliwe tajniki łoża swojej pani, jak i swojego. Przy kolejnym tekście, gdzie główna postać przypadkowo wchodzi do kamienicy i spotyka młodą praczkę, zasnęłam.

Bardzo chciałam skończyć lekturę, by przekonać się, co tak mnie w tej książce zafascynowało ale niestety, nie tym razem.

Bez oceny.

Herrman Broch, Niewinni, tł. Wanda Jedlicka, 458 str., Czytelnik 1961.

czwartek, 17 października 2013

"Du stirbst nicht" Kathrin Schmidt



Co to za świat? O czym rozmawiają ludzie? Co się stało? Czemu tak trudno otworzyć oczy, czemu nic nie da się powiedzieć? Helene Wesendahl wybudza się ze śpiączki. Nic nie rozumie, nie wie, co się stało. Bardzo powoli składa fragmenty w całość. Najpierw bada otoczenie - jeszcze zupełnie nieruchoma, nierozumiejąca gdzie jest. Rozpoznaje ludzi, dochodzi do wniosku, że jest w szpitalu, próbuje sobie przypomnieć jak się nazywa i kim jest. Potrzebuje dni, by składać swój świat, by poznać na nowo swoje imię i nazwisko, by rozpoznać swoje dzieci i męża. Podczas gdy Helene głowi się nad przyczynami jej pobytu w klinice, rodzina odwiedza i opiekuje się nią, nawet nie przypuszczając jakie myśli zaprzątają głowę matki.
Czterdziestoczteroletnia Helene znajduje się na oddziale intensywnej terapii po tym jak w jej głowie pękł tętniak, prawa strona jej ciała jest sparaliżowana, cierpi na afazję. 
To nie jest jednak opowieść o powrocie do zdrowia i leczeniu, to obraz świata, jaki widzi osoba po udarze mózgu. Jej dziecięce wręcz poznawanie wszystkiego od nowa, skrupulatne składanie ułamków w jedną całość, a przede wszystkim odnajdywanie wspomnień.
Helene stopniowo odkrywa swoją przeszłość - jej dzieciństwo i studia w byłym NRD, kolejne porody, pracę, poznanie męża, wzloty i upadki w ich związku, romans z transseksualną Violą. Wspominając, kobieta ciągle zastanawia się co myśli jej mąż, z którym przed chorobą niemal się rozstała. Czy przestał ją kochać, czy tylko ze względu na chorobę z nią został, czy jego troska wynika ze szczerego uczucia? 
Rekonstrukcja własnych uczuć zajmuje jej wiele tygodni.
Najtrudniejsza jest dla Helene jednak afazja - brak słów, problemy z wypowiedzeniem się dotykają ją tym bardziej, że była pisarką.  
Jej dni to balansowanie między snem, a rozmyślaniem, to walka o samodzielność i funkcjonowanie w normalności szpitalnej.

Schmidt zaskakuje językiem, który potrafi opisać wszystko. Autorka bawi się słowami, układa z nich łańcuch określeń, stara się jak najprecyzyjniej oddać rzeczywistość. Zachwycająca jest jej sprawność na tym polu. Właśnie język i pomysł na powieść są jej najmocniejszymi stronami. Zmagania Helen z rzeczywistością ciekawiły mnie najbardziej, jej wspomnienia i rozważania zwłaszcza o związku z Violą najmniej mnie interesowały, a wręcz dłużyły.
Co ciekawe, mimo że powieść dość mocno osadzona jest w realiach wschodnioniemieckich, nie ma pretensji do dołączenia do całej gamy książek rozrachunkowych. NRD jest tłem, służy jedynie opisaniu życia Helene.

Ciekawa, warta lektury powieść, która nie bez przyczyny uhonorowana została w 2009 roku Deutscher Buchpreis.

Moja ocena: 4/6

Kathrin Schmidt, Du stirbst nicht, czytała Eva Mattes, 352 str., Audiobuch 2010.

niedziela, 13 października 2013

"Schreimutter" i "Opas Engel" Jutta Bauer

Po dyskusji u Momarty zamówiłam obie Jutty Bauer książki, by zweryfikować peany na ich cześć. Na razie starczyło nam czasu na jedną sesję z nimi, która objęła dwa czytania Schreimutter - jedno po niemiecku, drugie po polsku, oraz jedną, dość pobieżną, lekturę Opas Engel.


Schreimutter ma dość prostą (co nie znaczy infantylną!) treść, niespełna Czterolatek bardzo się zainteresował lekturą i właśnie on zażądał ponownego czytania, dyskutował i żywo interesował się ilustracjami. 
Pewnego ranka pingwinia mama tak krzyczy na dziecko, że mały pingwinek się rozlatuje. Różne części jego ciała lądują w zupełnie innych miejscach. Pozostają tylko nogi, które wędrują i wędrują. Pingwinek nie może krzyczeć, bo nie ma już dzioba, nie może szukać, bo nie ma oczu, nie może latać, bo nie ma skrzydeł. Zmęczony dochodzi do Sahary, gdzie pada na niego wielki cień. To mama pozszywała wszystkie części malucha, brakowało jej tylko nóg. Zobaczcie kilka zdjęć z książki:













Opas Engel to już zupełnie inna literatura. Wnuk odwiedza dziadka, który chętnie opowiada o swoim życiu. Z ilustracji można wywnioskować, że dziadek leży w szpitalu i cisząc się z odwiedzin wnuka, wspomina. Opowiada o czasach szkolnych, o różnych przypadkach, gdzie niemal cudem umknął z życiem, o odwadze, o wojnie, o ciężkich czasach, o narodzinach dziecka, budowie domu i narodzinach wnuka. O szczęśliwym, spełnionym życiu. Tym opowieściom towarzyszy zawsze anioł, który zawsze w tle czuwa nad jego poczynaniami. Gdy dziadek kończy wspominać, wnuk opuszcza szpital, a wraz z nim dziadkowy anioł-stróż. Dla Młodszego postać anioła nie była czytelna - autorka przedstawia go w postaci szkicu, symbolizując jego niewidoczną obecność.

















Opas Engel zmusza do dyskusji, Młodszy nie bardzo zrozumiał chyba sens książki, ze Starszą nie miałam jeszcze czasu o niej porozmawiać. Świetny jest pomysł wprowadzenia do opowieści anioła - bardzo podoba mi się poczucie humoru autorki. Anioł dostaje młotkiem w głowę, złości się i ma władzę nad rekinami. Mądra, zaskakująca książka.

Momarto dziękujemy za polecenie i zachęcamy do lektury:)

Jutta Bauer, Schreimutter, Beltz & Gelberg 2013.
Jutta Bauer, Opas Engel, Carlsen 2003.

"Spójrz na mnie" Yrsa Sigurðardóttir



To była prawdziwa Yrsa! Czytałam przedwczoraj prawie do drugiej w nocy, trzymając powieki rękami, żeby nie zasnąć, ale musiałam skończyć!

Zimny styczeń w Reykjaviku, ciągle pada śnieg, jest ślisko, a Þóra i Matthias wydają się być wciąż zajęci odkopywaniem auta z zasp. Kryzys finansowy rzutuje na życie wszystkich Islandczyków, także w kancelarii trzeba oszczędzać. Þóra otrzymuje bardzo dziwne zlecenie - rok po pożarze domu dla osób niepełnosprawnych, w których zginęło pięciu pacjentów i jeden ze strażników, kontaktuje się z nią więzień, przebywający w ośrodku dla przestępców chorych psychicznie, który powątpiewa w winę mającego Zespół Downa Jakoba. Jakob jako jedyny przeżył pożar i został skazany w procesie, mimo że winy do końca nie można było udowodnić. Jósteinn, zleceniodawca, otrzymał spadek, który całkowicie przeznacza na ponowne podjęcie śledztwa. Nie robi tego jednak z pobudek emocjonalnych - to wyrachowany człowiek, pełen nienawiści, wzbudzający lęk w innych. Þóra przyjmuje jednak zlecenie i niemal od razu trafia na rząd zagadek. Dziwne wydaje się powiązanie obrońcy Jakoba z Jósteinnem oraz jednym z pacjentów, którzy zginęli. Jeszcze dziwniejsze są sms-y, które anonimowa osoba wysyła Þórze enigmatycznie naprowadzając ją na trop w śledztwie. Rozbieżne są zeznania rodziców pacjentów, dyrektorki ośrodka oraz terapeutów. Nic się nie zgadza, nic się ze sobą nie łączy, ale pewnym jest, że śledztwo przeprowadzone było niedokładnie i cała sprawa mocno śmierdzi.

Żeby było jeszcze ciekawiej, Yrsa wprowadza wątek rodziny, której dom nawiedzany jest przez duchy, co doprowadza jej członków niemal do szaleństwa. Nie bardzo także wiadomo co wspólnego ze sprawą ma prezenter radiowy Margeir, którego także prześladuje anonim, dzwoniąc do niego w czasie jego audycji i kompletnie wyprowadzając mężczyznę z równowagi.

Świetnie poprowadzona intryga, wiele tropów, lodowaty styczeń w tle i kolejne perypetie domowe Þóry czynią z tej książki naprawdę porządny kryminał.

Moja ocena; 5/6

Yrsa Sigurðardótir, Feuernacht, tł. Tina Flecken, 423 str., Fischer Taschenbuch Verlag 2011.

piątek, 11 października 2013

"Lagerfeuer" Julia Franck



Julia Franck w swojej powieści bazuje na doświadczeniach autobiograficznych - w latach siedemdziesiątych spędziła kilka miesięcy w obozie dla emigrantów w Berlinie-Marienfelde. Zanim jednak jej bohaterka - Nelly Senff - dotrze tam wraz z dwójką dzieci - przeżyje poniżającą procedurę wyjazd z NRD. Z Niemiec Wschodnich udaje się jej wyjechać w ramach łączenia rodzin - pomocnik Gerd odgrywa rolę narzeczonego kobiety. Niestety wyjazd, mimo posiadania wymaganych dokumentów, nie jest łatwy. Dwójka dzieci Nelly jest nieślubna, jej partner - Rosjanin - podobno nie żyje. Nadmierne zainteresowanie jego osobą dziwi Nelly i wzbudza wątpliwości - kobieta nie jest pewna tego, co sądziła, że wie o swoim partnerze. Gdy Nelly i jej dzieci wreszcie docierają do obozu dla emigrantów wcale nie znajdują się w oczekiwanym zachodnim raju. Wpadają w świat ciasnych pokoi, tłumu ludzi, kartek na jedzenie i ponownych przesłuchań. Tym razem przeprowadza je John Bird - Amerykanin, współpracownik CIA, która także interesuje się działalnością partnera Nelly.
Przesłuchania i organizacja życia w obozie zajmują czas rodziny. Walka o miejsce we wspólnej kuchni, zamiana kartek na ser na kartki na wędlinę, odczekiwanie na wolną pralkę we wspólnej pralni, bezowocne rozmowy z przedstawicielem urzędu pracy, który nie docenia dokonań naukowych Nelly, która była chemiczką, zdegradowaną w ojczyźnie po zadeklarowaniu chęci wyjazdu na zachód. 
Nie można zapomnieć o szykanach i stałym poczuciu bycia ludźmi drugiej kategorii - nie tylko matka trafia na odtrącenie, także dzieci - Katja i Aleksiej - nie znajdują w szkole przyjaciół. Odstają ubiorem i doświadczeniami, ośmioletni Aleksiej nie potrafi się skutecznie obronić i ląduje w szpitalu z poważnymi obrażeniami po pobiciu. 

W obozie mieszka także Krystyna Jabłonowska, wiolonczelistka, która sprzedała w rodzinnym Szczecinie instrument, by na czarnym rynku kupić dokumenty, umożliwiające wyjazd jej, ojca oraz chorego brata, na którego uleczenie na zachodzie ma nadzieję. Także ona znosi upokorzenia ze strony ojca oraz pracodawczyni w imię rzekomego lepszego życia.

Hans Plischke wykupiony z enerdowskiego więzienia przez Zachód żyje w obozie już od dwóch lat, ale i on nie znalazł na zachodzie oczekiwanej wolności. Nie tylko prymitywne warunki życia w niewielkim pokoiku, mimowolne uczestniczenie w życiu sąsiadów ale także plotki, być może rozsiewane przez CIA, determinują jego życie.

Każdy z emigrantów wątpi w słuszność swojej decyzji - nie znaleźli przecież spodziewanej swobody, prywatności, godnego życia.
Przerażająca jest bezwolność Nelly, która praktycznie bez żadnego oporu znosi szykany, poddaje się nim bez protestu, odpowiada na pytania półsłówkami, zmęczona ciągłymi przesłuchaniami, wydaje się żyć z dnia na dzień, bez celu. Franck opisuje bez sentymentu, w surowych, reporterskich słowach, zwracając uwagę na fakt, a nie na uczucie, nie szuka winnych, wygranych czy przegranych - tworzy dokument. Fascynujący, opisujący nieznane mi fakty z najnowszej historii Niemiec. Nie zdawałam sobie sprawy z warunków, nie tylko tych mieszkaniowych, które panowały w obozach. 

Poruszająca, skłaniająca do zamyślenia lektura, polecam!

Moja ocena: 5/6

Julia Franck, Lagerfeuer, czyt. Julia Franck, Marion Breckwoldt, Robert Dölle, Arnd Klawitter, 336 str., Der Hörverlag 2007.

środa, 9 października 2013

"Lód w żyłach" Yrsa Sigurðardóttir

 


Dawno nie zaglądałam do książek Yrsy, ale uznałam, że wreszcie muszę skończyć cykl książek z Þorą w roli głównej, zwłaszcza, że od dawna stoją spokojnie na półce i czekają na swoją kolej.

Nie wiem czy to wina sporej przerwy, czy słabszej powieści, ale lektura tej książki nie dała mi pełnej satysfakcji. 
Nowa przygoda zaprowadzi rezolutną prawniczkę na Grenlandię. Þora decyduje się przyjąć to zlecenie praktycznie z braku laku - w kancelarii nuda, a wycieczka wydaje się  być dobrą alternatywą do sztampowych spraw rozwodowych. Zleceniodawcą jest firma, która przeprowadza na wschodnim wybrzeżu wyspy odwierty, by zbadać ilość i rentowność złóż molibdenu. Dziwne wypadki w bazie geologów oraz makabryczny film, sugerujący morderstwo, jaki krąży w sieci, a ewidentnie został nakręcony w pomieszczeniach bazy, doprowadzają pracowników do paniki. Nikt z nich nie chce wrócić na Grenlandię, ale równocześnie żadna z osób nie jest w stanie sensownie wytłumaczyć co jest przyczyną jej decyzji. 
Około pół roku wcześniej zginęła w bazie w niewyjaśnionych okolicznościach jedna z pracowniczek, a teraz dyrekcja nie jest w stanie nawiązać kontaktu z dwoma ostatnimi pracownikami, którzy zostali na Grenladnii. Oprócz Þory i jej partnera na wyspę lecą lekarz, ratownik, spec od komputerów oraz była pracowniczka bazy. Wspólnie próbują rozwikłać zagadkę zaginięcia trzech osób oraz wrogości mieszkańców pobliskiej wioski, a to wszystko w spartańskich warunkach, odcięci od świata. Grozy sytuacji nadaje fakt, iż łącza satelitarne bazy zostały celowo zniszczone, a w biurkach pracowników leżą ludzkie kości, nie mówiąc już o makabrycznym odkryciu ludzkiego ciała w chłodni.
Na miejscu okazuje się, że wielomiesięczna praca w tak ekstremalnych warunkach doprowadziła do napięć wśród pracowników - Þora próbuje dociec źródeł konfliktów i zbadać ich ewentualny wpływ na zaginięcie pracowników.

Najciekawszy wydaje się być wątek związany z rdzennymi mieszkańcami wioski - Yrsa zahacza tu o temat upadku społeczności Inuitów. Mieszkańcy wioski uzależnieni są od własnych zdolności myśliwskich oraz nieregularnych dostaw żywności, jedynymi środkami transportu, z jakich mogą korzystać są bowiem tylko skutery śnieżne i zaprzęgi. Rejsy helikoptera, łączącego wioskę z większymi miastami, zależne są od kapryśnej pogody. Niezmiernie interesujące są opisy ich wierzeń i rytuałów, które popadają w zapomnienie i znikają w mgle alkoholowego upojenia.

Niestety intryga wokół bazy geologów już tak nie zachwyca, a przede wszystkim nie wciąga tak, jak oczekiwałabym tego po porządnym kryminale. Rozwiązanie zagadki kryminalnej wydaje się być szyte grubymi nićmi i nie zaskakoczy uważnego czytelnika.
Nie zraża mnie to jednak i zamierzam kontynuować moją znajomość z Þorą.

Moja ocena: 3,5/6

Yrsa Sigurðardóttir, Die eisblaue Spur, tł. Tina Flecken, 340 str., Fischer Taschenbuch Verlag 2008.

wtorek, 8 października 2013

Deutscher Buchpreis 2013



Z lekkim poślizgiem ale jednak tradycyjnie poczuwam się do obowiązku napisania, że laureatką tegorocznej najbardziej prestiżowej nagrody literackiej została Terézia Mora ze swoją książką Das Ungeheuer (Potwór).


Jak wiecie, po nowości sięgam rzadko więc niestety powieści Mory nie znam ale jestem jej bardzo, bardzo ciekawa i nie wykluczam, że sięgnę po nią w najbliższym czasie. Autorka opowiada historię małżeństwa Dariusa i Flory, która jest chora na depresję. Choroba doprowadza ją do samobójstwa. Po jej śmierci Darius, czytając pamiętnik żony, poznaje wszystkie aspekty jej choroby oraz podąża przez liczne kraje Europy Wschodniej, szukając najdogodniejszego miejsca na pogrzebanie jej prochów. 

Urodzona w 1971 na Węgrzech Mora, wychowała się w rodzinie dwujęzycznej. W 1990 roku wyjechała do Berlina, gdzie na Uniwersytecie Humboldta studiowała teatrologię i hungarystykę. Od tego czasu mieszka w Niemczech, gdzie pracuje jako tłumaczka i pisarka.

A teraz z ogromną niecierpliwością czekam na ogłoszenie laureata nagrody Nobla.

środa, 2 października 2013

Statystyka wrzesień 2013

Przeczytane książki: 14

Ilość stron: 3113

Książki w ramach wyzwania projekt nobliści: 1
Książki w ramach wyzwania południowoamerykańskiego: 0
Książki w ramach wyzwania Czytamy Zolę: 0


Przeczytane tytuły: 

- "Joyland" Stephen King
- "Maturzystki" Aleksandra Brusztein
- "Portugal" Cyril Pedrosa
- "Crainquebille" Anatole France
- "Jó-jó" Steinunn Sigurðardóttir
- "Ruhm" Daniel Kehlmann
- "Szczury i wilki" Grzegorz Gortat
- "Jenseits des Meeres liegt die ganze Welt" Auður Jónsdóttir
- "Adler und Engel" Juli Zeh
- "Beerholm przedstawia" Daniel Kehlmann
- "Lód w żyłach" Yrsa Sigurðardóttir
- "Lagerfeuer" Julia Franck


Najlepsza książka: "Ruhm" Daniel Kehlmann

Ilość książek w stosie: 177

Dwóch książek nie wymieniłam w liście przeczytanych tytułów, ponieważ są to książki popularnonaukowe, o których nie chcę pisać na blogu. Aż sześć z wymienionych książek to audiobooki - dalekie dojazdy do pracy i korki sprzyjają słuchaniu. Doszłam jednak do wniosku, że słuchanie książek jest bardzo wymagające wobec autora. Być może są książki, które nie nadają się zupełnie do swtorzenia z nich audiobooków ale pokuszę się o stwierdzenie, że wersja do słuchania to test jakości książki. W tym miesiącu aż dwa razy przerwałam słuchanie. W obu przypadkach po ok. trzydziestu minutach nie byłam w stanie dalej słuchać. Jestem pewna, że gdbym miała papierową wersję tych książek, czytałabym dalej. Podczas słuchania jednak tak się nudziłam, że nie byłam w stanie kontynuować lektury.
Kolejne spostrzeżenie - po przesłuchaniu wielu niemieckich książek oraz kilku polskich, zdecydowanie wolę niemieckich lektorów. Dosłownie raz miałam wpadkę podczas słuchania niemieckiego nagrania - książkę czytał autor i robił to bardzo montonnie. Po polsku trafiłam na głos montonny i zbyt cichy, na głos prezentera wiadomości i na spore niedobry w obcych językach. Nie ukrywam, że się zraziłam ale nie przekreślam całkowicie polskich audiobooków.

wtorek, 1 października 2013

Stosikowe losowanie 10/13 - pary

Karto_flana wybiera numer książki dla Paidei (w stosie 13 książek) - 
Paideia wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 136 książek) - 
Maniaczytania wybiera numer książki dla Izy (w stosie 105 książek) - 
Iza wybiera numer książki dla Anne18 (w stosie 55 książek) - 
Anne18 wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 674 książek) - 
ZwL wybiera numer książki dla Anny (w stosie 175 książek) - 
Anna czytania wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 98 książek) - 14
Guciamal wybiera numer książki dla Karto_flanej (w stosie 130 książek) - 


Proszę o podawanie w komentarzu wybranego numeru oraz tytułu wylosowanej książki a po przeczytaniu linka do recenzji. Efekty stosikowego czytania można znaleźć w zakładce z boku strony.

UWAGA: na przeczytanie wylosowanej książki mamy czas do 31 października.

piątek, 27 września 2013

Stosikowe losowanie 10/13

Zapraszam do zgłaszania się do rundy wrześniowej! Pary rozlosuję 1 października, czas na przeczytanie książki mamy do końca miesiąca.

Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.

2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.

3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.

4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.

5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.

6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie. 

środa, 25 września 2013

"Beerholm przedstawia" Daniel Kehlmann



Artur Beerholm opisuje swoje życie w formie listu do tajemniczej, wyimaginowanej? ukochanej. Samotny chłopak wychował się u adopcyjnych rodziców, po zaskakującej śmierci przybranej matki, siedmiolatek zostaje pod opieką dziwacznego ojca. Ten zatopiony w swoim świecie człowiek wysyła syna do elitarnego internatu w Szwajcarii i pojmuje za żonę gospodynię. Kontakty Artura z domem ograniczają się do minimum, poważną rozmowę z ojcem podejmuje dopiero gdy postanawia studiować teologię. Kościół katolicki okazuje się być azylem dla neurotyków takich jak on. Beerholm jednak porzuca karierę księdza i zostaje słynnym magikiem. Nauki pobiera u jednego z największych mistrzów iluzji, by następnie pracować nad swoją karierą pod pieczą niezwykle dziwnego agenta. Równocześnie ulega swojej fascynacji matematyką, która nijak nie daje się połączyć ze sztukami prestidigitatora. 

Beerholm przedstawia to debiutancka powieść Kehlmanna, zaskakująco dojrzała. Filozoficzna, niespieszna, udana stylistycznie oraz konstrukcyjnie i przeraźliwie nudna. O ile pierwszej godziny wysłuchałam z przyjemnością, to reszta wynurzeń Beerholma wpadła mi w jedno ucho, omijała mózg i wypadała drugim. Nie zaciekawiły mnie jego przemyślenia i nawet dystans do własnej osoby i autoironia nie uratowały całości. Rozumiem, że tłem powieści jest kwestia osiągania perfekcji w swoim zawodzie, czy może raczej w sztuce, którą się uprawia, bo czyż iluzja nie jest w jakiś sposób sztuką, ale niestety forma powieści nie trafiła w mój gust. 

Moja ocena: 3/6

Daniel Kehlmann, Beerholms Vorstellung, czytał Wanja Mues, 256 str., Rowohlt 2007.

niedziela, 22 września 2013

"Orły i anioły" Juli Zeh



Podczas rozmowy telefonicznej z Maksem zabija się jego żona - Jessie. Max jest w szoku, nie rozumie czynu żony, nie zna jej motywu, szaleje z rozpaczy i niepewności. Jessie była jego miłością z lat młodzieńczych. On wtedy nie miał u niej szans, gdy po latach się spotykają ponownie miłość Maksa odżywa. Jessie nie jest jednak łatwą partnerką - córka dealera narkotyków, dziwna i nieobliczalna. 
Po śmierci dziewczyny Max rezygnuje ze pracy w prestiżowej kancelarii adwokackiej i pogrąża się w narkotykach. Jego los odmienia kontakt nawiązany z Clarą, prezenterką radiową, która specjalizuje się w problemach. To ona zmusza go do podróży w przeszłość, która okazuje się być wyprawą niezwykle trudną i wiele wyjaśniającą. Max wraca do Wiednia i odkrywa liczne związki ojca Jessie z Bałkanami, gdzie podczas wojny zyski ciągnęli wszyscy: handlarze narkotyków, wojsko i politycy.

Mimo dość ciekawej tematyki książka Zeh zupełnie nie trafiła w mój gust. Wiele razy złościłam się, że odsłuchałam aż tyle, że szkoda było mi przerwać. Nie podobał mi się styl Zeh, nie potrafiłam wczuć się w wynurzenia Maksa, nie chciało mi się dochodzić skomplikowanych powiązań narkotykowej mafii. Na dobrą sprawę nie potrafię Orłom i aniołom zarzucić czegoś konkretnego - podejrzewam, że to po prostu nie jest książka odpowiadająca moim zainteresowaniom i gustowi. Przejrzałam wiele bardzo entuzjastycznych krytyk, ale nie potrafię potwierdzić żadnego z zachwytów. Dla mnie niestety klapa:(

Moja ocena: 2/6

Juli Zeh, Adler i Engel, czyt. Ulrich Mühe,  448 str., Heyne Hörbuch 2002.

sobota, 21 września 2013

"Jenseits des Meeres liegt die ganze Welt" Auður Jónsdóttir



Sunna jak każdego ranka przegląda wiadomości, gdy spostrzega ogłoszenie o zaginięciu Arndís, jej przyjaciółki z lat studenckich. Dziewczyny razem studiowały przez kilka miesięcy w Barcelonie, gdzie bardzo się zaprzyjaźniły. Ich związek był jednak nierówny - to Arndís miała przewodnią rolę, szalone pomysły i ogromny wpływ na Sunnę. Ich przyjaźń kończy się tak nagle, jak się zaczęła. Po powrocie do Islandii Sunna nigdy nie nawiązała już kontaktu z przyjaciółką.

Początkowo wyglądająca na kryminał powieść Jónsdóttir (nota bene wnuczki islandzkiego noblisty Halldóra Laxnessa) zawiera jeszcze więcej warstw. Sunna pracuje od kilku lat w wydawnictwie, gdzie nie ma szans na zrobienie kariery. Jej mąż utknął w odległym fjordzie, gdzie wyjechał w delegację. Islandzka grudniowa aura uniemożliwia start samolotów powrotnych. Tymczasem jego syn z poprzedniego małżeństwa ląduje pod opieką Sunny, która niezręcznie lawiruje między obowiązkami zawodowymi, opieką nad chłopcem i próbami odnalezienia Arndís albo przynajmniej odkrycia przyczyny jej zniknięcia. Nie można zapomnieć o jej dotąd nieuporządkowanym stosunku do matki. Sunna była późnym dzieckiem, które wychowywało się bez ojca. Mama w wieku babć innych dzieci oraz jej nietypowe zachowania były powodem wstydu dziewczyny.

Autorka wprowadza w swojej powieści dwie warstwy - oprócz opisu kilku grudniowych dni, relacjonuje miesiące spędzone przez Sunnę w Barcelonie i rozwój znajomości z Arndís. Te intensywne wspomnienia oraz wydarzenia aktualne - opieka nad chłopcem, nieobecność męża, nowe wyzwania w pracy - mają ogromny wpływ na osobowość Sunny. Zaginięcie Arndís pozostaje drugoplanowe, to przede wszystkim powieść o dorastaniu, o odszukiwaniu własnego ja i o zyskiwaniu poczucia własnej wartości. Z uległej, niepewnej kobiety wyrasta osoba dynamiczna i zdecydowana. 

Początkowo powieść Jónsdóttir mnie nie zachwyciła, odbierałam ją jako przeciętną historię o zawirowaniach w życiu trzydziestoletniej kobiety. Z każdą kolejną stroną zmieniałam moje zdanie - autorka nieźle powiązała wszystkie wątki, dobrze zakończyła kwestię zaginięcia Arndis i zrozumiale ugruntowała przyczyny rozwoju Sunny.
To porządna, obyczajowa książka w dobrym tłumaczeniu.

Moja ocena: 4/6

Auður Jónsdóttir, Jenseits des Meeres liegt die ganze Welt, tł. Kristof Magnusson, 284 str., btb 2011.

czwartek, 19 września 2013

"Szczury i wilki" Grzegorz Gortat



Dość świeżo po przeczytaniu Dymów nad Birkenau i nadal w trakcie lektury Historii gestapo niekoniecznie miałam ochotę na powrót do obozowych tematów. Mimo to sięgnęłam po powieść Gortata, nie do końca zdając sobie sprawę jak dalece tę tematykę porusza.

Henryk - młody, zagubiony i zastraszony przez ojca-tyrana chłopak, odnajduje swój azyl w grupie stworzonej przez starszego kolegę o pseudonimie A.H. Proste, klarowne reguły, wierność i honor jako motto życiowe, nienawiść do Żydów, bezdomnych i ułomnych - to nadaje ramy życiu Henryka, w grupie nazywanego Heinrichem. Zadziorni, bezczelni, dumni ze swoich przekonań wprowadzają ostre reguły. Gdzieś w sercu Henryka tkwi jednak odrobina dobra - jego sprzeciw na współuczestniczenie w gwałcie kończy się dla chłopaka fatalnie.

W tym momencie autor przenosi akcję w przeszłość, do Birkenau. Obozowe wydarzenia poznajemy z punktu widzenia różnych osób - więźniów, kapo, gestapowców, a także psa. Gortat opisuje sceny brutalne, okrutne, przerażające - przyjazd transportu, selekcje, eksperymenty Mengele, gazowanie, palenie, próby ukrycia noworodków. Ze stosami trupów, wyrywaniem złotych zębów, dzieleniem przywiezionych przez więźniów bagaży i topieniem noworodków kontrastuje spokojne życie niemieckich rodzin w cieniu obozu, troska o ciężarną żonę pozostawioną w Niemczech czy chronienie brata przed prawdziwym piekłem obozu. 
Gortat kreśli cienką granicę, która dzieli ludzkość od zezwierzęcenia. Ocierają się o nią i przekraczają ją nie tylko niemieccy oprawcy, ale także niektórzy więźniowie. Brak tu jednak ocen, osąd jest tutaj tylko domeną czytelnika.

Obozowe sceny odbierają dech i poruszają do głębi. Tylko że raczej czytelnika młodszego lub nie wyrobionego w tym temacie. Ja nie mogłam pozbyć się wrażenia wtórności, bardzo wyraźnie odczuwałam, że to fikcja literacka, mimo że wiem, że Gortat opisuje wydarzenia prawdziwe. 

Podczas gdy współczesne rozdziały tworzą konsekwentną fabuła, wydarzenia obozowe tworzą rozsypankę, przypominają okruchy, fotografie. Autor z pewnością celowo dekonstruuje obozową rzeczywistość, naświetla sceny z różnych stron, tworząc obozowy mikrokosmos. Wydaje się, że to miejsce położone w innym wymiarze czasu, miejsce, gdzie ludzie zapomnieli o swoim sercu i ulegli zezwierzęceniu.

Najciekawszy wydaje mi się zabieg wprowadzenia zwerzęcia, które odczuwa i myśli i które, w przeciwieństwie do ludzi współczuje. Pies wabi się Mensch czyli człowiek - ten wybór imienia to  bardzo ironiczny zabieg. Podczas gdy ludzie dzielą się na szczury i wilki, tylko pies zachowuje w sobie ludzkość.

Na końcu książki autor powraca do współczesności, do leżącego w szpitalu Henryka, którego życie ma szanse się zmienić. Mimo, że odczuwałam niedosyt po przeczytaniu tego krótkiego zakończenia, to podobało mi się, że jest niejednoznaczne, otwarte, zmuszające do dalszych przemyśleń. 

Myślę, że Gortat pisał swoją książkę z myślą o młodszym czytelniku, mając na uwadze przestrogę a może i lęk przed odrodzeniem się nacjonalistycznych idei. Skłonna jestem stwierdzić, że szanse na trafienie w gust młodzieży są spore. Niemałą rolę odegra tu na pewno styl autora - proste, często krótkie zdania, wartka fabuła przekonują. 

Moja ocena: 4/6

Grzegorz Gortat, Szczury i wilki, 266 str., Nasza Księgarnia 2009.

środa, 18 września 2013

"Ruhm" Daniel Kehlmann



Od przeczytania Rachuby świata, która wprawdzie mi się podobała ale nie wywindowała Kehlmanna na listę moich ulubionych pisarzy, nie zaglądałam do jego dalszych książek. Do niedawna, bo kilka dni temu skończyłam słuchać jego powieści Ruhm (Sława).
I jestem zachwycona. Treścią, językiem i konstrukcją.

Ruhm to (według podtytułu) powieść składająca się z dziewięciu opowiadań. W pierwszym z nich pewien mężczyzna wreszcie decyduje się na zakup telefonu komórkowego. Niestety ciągle dzownią do niego nieznane osoby - początkowo nowy abonent próbuje tłumaczyć, wyjaśniać pomyłki, składa reklamację. Gdy jednak nic się nie zmienia, zaczyna grać w grę, w którą przypadkowo się wplątał.
W innym opowiadaniu telefon znanego aktora nagle milknie, a on ma poczucie utraty własnego ja. W kolejnej słynny pisarz podróżuje wraz ze swoją partnerką, która stale obawia się, że stanie się bohaterką jednej z jego powieści. Znana pisarka ginie podczas podróży do jednego ze środkowoazjatyckich krajów. Starsza kobieta dowiaduje się, iż choruje na nieuczalnego raka trzustki i decyduje się na wyjazd do Szwajcarii, by poddać się eutanazji. Podczas podróży okazuje się, że jej życie jest tylko wymysłem pisarza. I wreszcie samotny, uzależniony od internetowych forów mężczyzna marzy o sławie, dla której zdolny jest zrobić wszystko. Tymczasem jego kolega z pracy prowadzi podwójne życie między dwoma kobietami, które doprowadza go do obłędu.

Na pierwszy rzut oka wydaje sie, że powieść Kehlmanna to zbiór opowiadań. Ale tylko na pierwszy rzut oka, ponieważ wszystkie historie tworzą misternie skonstruowaną układankę - zazębiają się, ich wspólne punkty nie są oczywiste, ujawniają się dopiero podczas dłuższej lektury.  

Kehlmann zachwycił mnie nie tylko konstrukcją powieści, ale także językiem. Każde opowiadanie to inny świat, inna osobowość, a co za tym idzie zupełnie inny styl. Autor szczególnie genialnie ujął sposób mówienia i rozumowania uzależnionego od internetu samotnika. Wielki komplement należy się także aktorom, którzy wcielili się w kolejne postaci. Powieść czytają aktorzy, których od lat cenię i wiele razy widziałam na scenie Deutsches Theater: Ulrich Matthes i Nina Hoss.

I w końcu tytuł - sława jest mottem przewijającym się w każdym tekście, klamrą spinającą całą powieść. Kehlmann bada różne aspekty sławy, odmienne wobec niej postawy i jej wpływ na ludzkie życie.

Genialna książka!

Moja ocena: 6/6

Daniel Kehlmann, Ruhm, 208 str., Rowohlt 2009.

wtorek, 17 września 2013

"Jó-jó" Steinunn Sigurðardóttir



Nie znam wprawdzie wszystkich książek Steinunn, ale jej najnowsza powieść bardzo mnie kusiła - wiedziałam, że jest nieco inna od poprzednich i że zawiera polskie akcenty. Powieści Steinunn lubię - recenzowałam je i tu, i w Archipelagu - ale nie jestem zagorzałą wielbicielką jej prozy. Islandka wprowadza w swoją prozę bardzo dużo elementów poetyckich, a ja z poezją żyję jak pies z kotem. Jó-jó jednak to inna bajka. Zanim zaczęłam lekturę zastanawiałam się nad znaczeniem tytułu, przekonana byłam, że chodzi o ksywkę bohatera, tymczasem to wcale nie imię ani pseudonim lecz zwykła zabawka! 

Akcja powieści rozgrywa się w Berlinie, Martin jest świetnym onkologiem i prowadzi spełnione życie u boku ukochanej Petry. Wydarzenia rozgrywają się praktycznie w jednym dniu życia lekarza, w dniu, w którym obchodzi pół roku wspólnego życia z Petrą. W tym dniu, jego przedostatni pacjent zachwieje ustalonymi ramami jego życia. Starszy mężczyzna z guzem w krtani, który wygląda jak czerwone, świecące jojo, po usłyszeniu diagnozy zaczyna panikować - dla Martina zachowanie bardzo nietypowe, pacjenci przeważnie przyjmują tę wiadomość ze spokojem. Do tego lekarz nie może pozbyć się wrażenia, że tego pacjenta już kiedyś gdzieś spotkał. 
To spotkanie jest przyczynkiem do wspomnień - opis tego dnia przeplata się ze scenami z dzieciństwa Martina oraz z najnowszej przeszłości. Poznajemy więc historię jego dziecięcej przyjaźni oraz pewnego powrotu ze szkoły, który przebiegł inaczej niż zazwyczaj. Steinunn płynnie przechodzi między przeszłością i teraźniejszością, co wymaga sporej uwagi czytelnika. 
  
Ważną rolę w powieści odgrywa także przyjaciel Martina - Francuz o tym samym imieniu, były kloszard, który ląduje przypadkiem na oddziale onkologicznym z guzem jądra. Terapia przebiega pozytywnie, obaj mężczyźni zawierają przyjaźń, a francuski Martin poznaje w berlińskim zoo kobietę swojego życia - niezwykle piękną i wszechstronnie utalentowaną Jadwigę. 

Steinunn nie byłaby sobą, gdyby nie zadbała o poetycką stronę swojej powieści - wśród krótkich dialogów i nieprzyjemnych tematów, przewijają się senne wizje i chłopięce marzenia, dodam, że w ilości dla mnie znośnej:)

Każda rozgrywająca się w Berlinie książka interesuje mnie już z zasady, a jeśli jest ona napisana przez pisarkę takiej klasy jak Steinunn Sigurðardóttir, nie należy czekać, tylko czytać!

Moja ocena: 5/6

Steinunn Sigurðardóttir, Jó-jó, tł. Coletta Bürling, 192 str.

niedziela, 15 września 2013

"Crainquebille" Anatole France



Tego krótkiego opowiadania Anatole France'a wysłuchałam w jedno popołudnie. Tytułowy Crainquebille to ubogi sprzedawca warzyw. Ze swoim wózkiem przemierza ulice Paryża, oferując na sprzedaż zakupione wczesnym rankiem w hali targowej warzywa. Pewnego dnia szewcowa dyskutuje z nim nad ceną porów, po ustaleniu ceny klientka wraca do sklepu po pieniądze, zabierając towar. Crainquebille czeka na swoją zapłatę, torując ruch drogowy. Dzielnicowy policjant nakazuje mu odejście. Prosty sprzedawca nie jest w stanie szybko wyjaśnić policjantowi przyczyn postoju, coś mamrocze, dyskutuje i nie słucha nakazu. Postój się przedłuża, handlarz się denerwuje, policjant tym bardziej. Dyskusja toczy się dalej, Crainquebille uparcie czeka na swoje pieniądze, a policjant nagle twierdzi, iż sprzedawca użył słów obraźliwych wobec niego. Dochodzi do eskalacji, i mimo że znajduje się świadek niewinności handlarza, policjant go aresztuje. Rozprawa sądowa jest farsą. Zdezorientowany Crainquebille nie bardzo wierzy swojemu obrońcy, świadek wydarzenia, pochodzący z wyższych sfer wprawdzie go broni, ale słowo policjanta wydaje się ważyć w oczach sądu więcej. 
Handlarz dobrze czuł się w więzieniu - zaskoczyła go czystość, rozpieściła pewność posiłku i dachu nad głową. Gdy Crainquebille opuszcza celę i podejmuję dawną pracę, nic nie jest takie samo. Stałe klientki odwracają się od byłego więźnia, a życie staje się coraz cięższe.

Anatole France w prostych, dobitnych scenach ukazuje upadek człowieka. Spokojnym życiem Crainquebille'a zachwiał przypadek, źle zrozumiane słowo, uprzedzenie wobec prostego, niewykształconego, biednego człowieka. W momencie aresztowania policjant przypieczętował przyszłość sprzedawcy.

Moja ocena: 5/6

Anatole France, Die Affäre Crainquebille, czyt. Siegfried W. Kernen, 116 str., Litraton 2001.