sobota, 31 grudnia 2016

"Sekretne życie pszczół" Sue Monk Kidd



Od dawna miałam ochotę na tę książkę, zachwalaną przez wiele osób. To powieść o kobietach, silnych kobietach, o różnicach rasowych i życiu na południu Stanów Zjednoczonych na początku lat sześćdziesiątych.

Lilly wychowuje ojciec, a właściwie tresuje i demonstruje swoją niechęć. Dziewczyna wyrasta bez miłości, troski i zrozumienia, a przede wszystkim w niepewności co do losów swojej matki. W jej pamięci zachowała się gwałtowna scena kłótni rodziców i strzał z pistoletu. Nastoletnia Lilly nie jest pewna kto oddał strzał i co doprowadziło do śmierci mamy. Jej życie to dojmująca tęsknota za matką.  Jej opiekunka Rosaleen wpada w kłopoty na tle rasowym, gdy wybiera się, by wpisać się do rejestru wyborców. Lilly pragnie uratować z więzienia najbliższą jej osobę i planuje ucieczkę w domu. Wybiera się do miejsca, którego nazwę odnalazła na jednej z pamiątek po mamie - zdjęciu Czarnej Madonny. Po wielu perypetiach dociera do różowego domu, w którym mieszkają trzy ekscentryczne siostry. Ich życie toczy się wokół uli i produkcji miodu oraz figury pewnej Madonny. Ten dom to swoista komuna kobiet - azyl, wyspa szczęścia, gdzie panuje zrozumienie i wzajemne wsparcie. To także moment, w którym Lilly doświadcza, jak czują się osoby o odmiennym kolorze skóry. Ona jako jedyna o jasnej skórze uchwytuje momenty, w których nie przynależy do reszty, jest inna.

Sekretne życie pszczół to jednak przede wszystkim książka o dojrzewaniu i poszukiwaniu tożsamości - Lilly stopniowo odkrywa prawdę o swojej matce, uczy się ją zaakceptować, przyjąć ją, a także pomocną rękę. Lilly odkrywa siłę miłości, przeżywa pierwsze zakochanie i dowiaduje się, jak wspaniale jest być otoczonym kochającymi osobami. Dopiero w różowym domu uczy się zaufania, mówienia o uczuciach i dopuszczania do siebie innych.

Powieść Sue Monk Kidd jest krzepiąca, ciepła i pozytywna, mimo że porusza trudne tematy. Przemoc w rodzinie, samobójstwo, segregacja rasowa, pozyskiwanie praw przez Afroamerykanów i niesprawiedliwość społeczna to ciężki kaliber, a jednak ta książka jest taka, jak wyżej opisałam i co ważne, bez amerykańskiego nadmiernego lukru i niewiarygodnych zwrotów akcji. Autorka podkreśla siłę kobiet, ich moc zmian i wsparcia, która w nieprzyjaznym świecie działa cuda i pomaga przetrwać najgorsze chwile.

Nie mogę nie wspomnieć o głębokiej symbolice tej powieści, która zasadza się głównie na życiu pszczół. Nie tylko praca w pasiece i wyjaśnienia Augusty (najstarsza z sióstr z różowego domu) ale także fragmenty, opisujące życie pszczół umieszczone na końcu każdego z rozdziałów, podsuwają czytelnikowi analogie. Pszczela królowa-matka odzwierciedla czczoną przez kobiety Madonnę, a dla Lilly jej zmarłą mamę. Pozostałe kobiety uwijają się wokół Madonny niczym rój robotnic wokół królowej. Takich odniesień można znaleźć więcej, a uzupełniają je przypowieści Augusty, którymi próbuje zyskać zaufanie Lilly i ukierunkować jej myśli.

Cieszę się, że wreszcie zdecydowałam się na lekturę tej powieści, umiliła mi krótki urlop przedświąteczny.

Moja ocena: 5/6

Sue Monk Kidd, Die Bienenhüterin, tł. Astrid Mania, 352 str., btb 2005.

piątek, 30 grudnia 2016

"Mieses Karma" David Safier


Od początku wiedziałam, że ta powieść nie jest typem książek, po które sięgam dobrowolnie. Dlaczego więc po nią sięgnęłam? W zeszłym roku dostałam na urodziny drugi tom czy też kontynuację, a że nie znoszę wręcz chorobliwe czytania nie po kolei, zaopatrzyłam się w część pierwszą.

O co chodzi w Złej karmie? Bardzo popularna redaktorka programów politycznych wyrusza do Kolonii na galę rozdania niemieckiego odpowiednika naszych Wiktorów. Zostawia w domu kilkuletnią córkę świętującą urodziny oraz niepracującego męża. Kim szybko i bez sentymentów pnie się po szczeblach kariery, a nagroda ma być ukoronowaniem jej wysiłków. Niestety nie wszystko idzie po jej myśli, a sprawy przyjmują najgorszy z możliwych obrót, gdy podczas samotnej chwili na hotelowym dachu trafia w nią kawałek rozpadającej się właśnie w przestrzeni kosmicznej rosyjskiej stacji badawczej. Kim umiera i powraca na świat w postaci mrówki. Podczas reinkarnacji spotyka Buddę, który w kilku zdaniach tłumaczy jej, co się z nią stało. Kim-mrówka mieszka w mrowisku nieopodal swojej willi w Poczdamie. Z perspektywy insekta obserwuje więc swoją własną stypę oraz była najlepszą przyjaciółkę, która wydaje się zarzucać sieci na wdowca. Kim ogarnia wściekłość ale stopniowo rozpracowuje system działania reinkarnacji i karmy. Dobre działania mogą zapewnić jej reinkarnację w postaci lepszego zwierzęcia, na przykład świnki morskiej własnej córki czy cielaka, a może nawet psa. Na lepszą karmę nie jest jednak łatwo zapracować. W mrowisku jest jednak jeszcze jeden były człowiek, a konkretnie Casanova, który od setek lat powraca wciąż pod postacią mrówki. Oboje postanawiają razem zawalczyć o lepszą przyszłość.

Ta książka jest śmieszna, wiele pomysłów autora jest naprawdę udanych, kilka scen bardzo komicznych. Sięgając po nią należy mieć jednak świadomość, że służy ona tylko i wyłącznie lekkiej i przyjemnej lekturze, czystej rozrywce. To czytadło do przeczytania w jeden dzień i zapomnienia. Nie wnosi niczego w życie czytelnika i nie zapada na lata w pamięć. Nie widzę nic złego w takich książkach, ja po prostu po takie nie sięgam. Mam poczucie, że gdy sięgam po książkę i poświęcam jej czas, to chciałabym coś z niej wynieść - nowe informacje, emocje, poruszenie. Drugą część Złej Karmy także przeczytam - to w końcu prezent, ale po dalsze powieści Safiera raczej sięgać nie będę.

Moja ocena: 2,5/6

David Safier, Mieses Karma, 288 str., rororo 2008.

"Anders Morderca i przyjaciele (oraz kilkoro wiernych nieprzyjaciół)" Jonas Jonasson


Jonas Jonasson powinien przestać pisać książki albo zmienić styl. Pomysł, który był olśniewający i przekomiczny w Stulatku, zaczynał nużyć w Analfabetce, w Andersie Mordercy stał się nudny jak flaki z olejem. Nie pierwszy już raz tylko i wyłącznie dzięki audiobookowi dotrwałam do końca książki. 

Tytułowy Morderca po wielu latach wychodzi z więzienia i postanawia zarzucić swój fach. No może nie całkiem, małe wymuszenia z pewnością pozwolą mu zarobić na życie. Niestety (dla niego) na jego drodze staje Johanna - kobieta - pastor oraz recepcjonista podrzędnego hotelu. Ta ekscentryczna para wpada na pomysł na świetny biznes. Johanna jest już byłym pastorem, a Per ma dość swojego nędznego żywota recepcjonisty - ich finansową przyszłość ma zabezpieczyć Anders, dla którego zbierają zlecenia. Jego rolą jest ich wypełnianie czyli uszkodzenie tej lub innej części ciała wroga aktualnego zleceniodawcy. Interes kwitnie i pewnie wszystko toczyłoby się według planu gdyby nie religijne objawienie Mordercy, do którego niechcący przyczyniła się Johanna chętnie cytująca Biblię.
Nawrócony Anders nie może już okaleczać innych, w końcu chce podążać za Jezusem. Nic to, rezolutna Johanna wpada na nowy pomysł i zakłada kościół Mordercy Andersa.

Ta książka to satyra na kościół, a przede wszystkim na sekty i ich wyznawców. Dostaje się też mediom i łatwo poddającym się manipulacji ludziom. I o ile spostrzeżenia Jonassona są trafne, a sarkazm miejscami bawi, to całość niestety wypada blado.

Moja ocena: 3/6

Jonas Jonasson, Mörder Anders und seine Freunde nebst dem einen oder anderen Fein, tł. Wibke Kuhn, czyt. Jürgen von der Lippe, 352 str.,  der Hörverlag

czwartek, 29 grudnia 2016

Kalendarz Pana Kuleczki 2017, Wojciech Widłak, Elżbieta Wasiuczyńska

Kalendarze na przyszły rok kupione?? U nas kalendarz oczywiście jest, a dziś syn rozpoczął upiększanie i dodawanie szczególnie ważnych dla niego dat. Już drugi rok z rzędu w jego pokoju zawiśnie Kalendarz Pana Kuleczki:


Dlaczego co roku wybieramy właśnie ten kalendarz? Nie wiem właściwie czemu nigdy u nas nie zawitały książki o Panu Kuleczce, uprzednia znajomość bohatera nie grała więc w wyborze żadnej roli. Uwielbiamy przede wszystkim przepiękne, ciepłe ilustracje Elżbiety Wasiuczyńskiej.

A drugim autem jest możliwość współtworzenia kalendarza. Zestaw kolorowych, a przede wszystkim nieszablonowych, naklejek pozwala synowi na zaznaczenie ważnych dla niego dat - urodzin bliskich, wyjazdów, świąt specyficznych dla kraju, w którym mieszkamy itd. Ile tu możliwości wyboru i dyskusji - komu przykleimy kwiatek, a komu serduszko? Do czego wykorzystamy koniczynkę, a do czego strzałki? Naklejek na szczęście nigdy nam nie zabrakło!

Kalendarz jest też wspaniałą okazją do powtórzenia polskich nazw miesięcy. Ile razy muszę odpowiadać, który miesiąc to wrzesień, a który czerwiec. Czasem mam wrażenie, że syn tych nazw  nigdy nie zapamięta, a potem okazuje się, że jednak je zna, tylko mama szybciej podpowie. 


Fajnym dodatkiem do kalendarza jest opowiadanie, umieszczone na samym początku. Dla nas to szczególnie miłe, bo dzięki niemu mogliśmy bliżej poznać bohaterów książek Wojciecha Widłaka.


Odkąd kupujemy kalendarz łatwiej jest mi tłumaczyć i pokazywać ile dni trzeba czekać do urodzin, świąt, wyjazdu, wakacji. Z początkiem każdego nowego miesiąca, spoglądamy jakie wydarzenia nas czekają, kto będzie świętował i jakie mamy plany. 

A wy lubicie kalendarze? Macie ulubione?

Kalendarz 2017 Pan Kuleczka, Wojciech Widłak, Elżbieta Wasiuczyńska, Media Rodzina 2016.

środa, 28 grudnia 2016

"Kometa nad Doliną Muminków" Tove Jansson


Aż trudno uwierzyć ale właściwie nigdy nie czytałam Muminków. Pamiętam, że kiedyś któryś z tomów wypożyczyłam z biblioteki ale nie zachwycił mnie w latach wczesnoszkolnych, a później już nie próbowałam ponownej lektury. Trochę żałowałam, widząc jak wielu fanów mają Muminki. Pomyślałam, że może z córką sięgniemy po tę klasykę, ale ona nie chciała. Na szczęście chciał syn.  I na szcz ęście zostaliśmy obdarowani tą książką. Razem przeczytaliśmy Kometę i wygląda na to, że każdemu z nas podobało się w niej coś innego.

Podczas jednej z wypraw na plażę Muminek i Ryjek odkrywają grotę. To grota Ryjka, bo on pierwszy ją zauważył. Muminek nie spiera się jednak o takie sprawy i cieszy się ze znalezionych pereł oraz wspólnej wycieczki. Pewnego dnia nawiedza dolinę wielki deszcz, a na drugi dzień cała okolica pokryta jest dziwnym pyłem. Podczas ulewy przychodzi do domku Muminków Piżmowiec, którego norka została zalana. To właśnie on straszy Muminki wizją zagłady. Muminek i Ryjek wyruszają więc do Obserwatorium, by sprawdzić czy zbliżająca się do Doliny Kometa faktycznie w nią trafi i wszystko zniszczy.
Podczas wyprawy spotykają Włóczykija i dalej ruszają już we trójkę. Nie jest to łatwa wycieczka, natrafią na wiele niebezpieczeństw, ale, jak się zapewne domyślacie, szczęśliwie wrócą do domu i zdążą uratować bliskich przed kometą. 

Zaskoczona byłam jak wyraziście Jansson nakreśliła każdą z postaci. Każda z nich to inne cechy charakteru, inne spojrzenie na świat, a wspólnie tworzą zgarną kompanię. Nie uciekłam oczywiście od doszukiwania się wśród bohaterów książki typowych osobowości ludzkich, mój syn za to koncentrował się na akcji, przygodzie. I dobrze, bo gdyby zaczął porównywać mnie z zapobiegliwą i pobłażliwą Mamą Muminka wypadłabym bardzo blado. Podczas gdy ja raczej odnajdywałam się w postaci Włóczykija, on śledził z większą uwagą wypowiedzi Muminka i Ryjka.

Nic nie napisałam o ilustracjach, które oczywiście są piękne, świetnie wplecione w tekst. Syn długo się im przyglądał, a i mnie się podobały. Tak samo zresztą jak nowe wydanie, w nieco większym formacie niż dotychczas. 



Mam ochotę poznać kolejne tomy, więc pewnie w przyszłości obdaruję nimi syna. Jakiś pretekst zawsze się znajdzie. 

Moja ocena: 5/6

Tove Jansson, Kometa nad Doliną Muminków, tł. Teresa Chłapowska, 179 str., Nasza Księgarnia 2014.

wtorek, 27 grudnia 2016

"Para w ruch" Terry Pratchett


Ostatnie dwa tomy Pratchetta stały sobie na półce i czekały. Oszczędzałam je sobie, bo w końcu to ostatnie tomy! Marianna się nad nimi zlitowała i wylosowała mi w stosikowym Parę w ruch. Niestety zachwycić się tym tomem nie umiałam.

Tym razem Pratchett bierze na tapetę powstanie Żelaznej Belki, dla niewtajemniczonych - kolei. Sprytny Dirk Simnel korzysta z doświadczeń dziada i ojca oraz swoich obserwacji pary unoszącej pokrywkę garnka i konstruuje lokomotywę. Chłopak ma poczucie, że wpadł na coś wielkiego, równocześnie wie jednak, że sam swojego wynalazku nie wypromuje. Rusza więc tam, gdzie może zdarzyć się wszystko czyli do Ankh-Morpork, a swoim sponsorem czyni Harryego Króla. Ta spółka potrzebuje jeszcze speca od marketingu czyli Moista von Lipwiga, który oczywiście świetnie odnajduje się w swojej roli.

Akcja toczy się wartko, zawirowania polityczne wśród krasnoludów czynią potrzebę rozwijania kolei bardziej pilną. Oprócz rewolucji przemysłowej, która całkowicie opanowuje mieszkańców Świata Dysku, Pratchett porusza kilka innych kwestii. Pierwsza z nich to sposób działania terrorystów, którymi są tu gragowie. Ich metody podjudzania i pozyskiwania popleczników niczym nie różnią się od tych, stosowanych współcześnie. To truizm ale warto uświadamiać sobie tę prawdę wciąż na nowo - bardzo łatwo, dużo łatwiej niż sądzimy, jest omotać innych i pozyskać dla własnych idei. Druga kwestia to gender, która odgrywa znaczną rolę w krasnoludzkim świecie. Bardzo podobało mi się w jaki sposób autor tę tematykę wprowadził do akcji. Nie napiszę nic więcej, bo zostawił ją na wielki finał książki. Ciekawa jest też satyra na mieszkańców Quirimu, którzy tak bardzo przypominają Francuzów oraz konsekwencje jakie pociąga ze sobą wynalazek. Niebezpieczeństwo wypadków, podrabianie pomysłu, nieudolne imitacje, zmniejszenie dystansu, migracja ludzi itd.

Para w ruch to nie jest tryskająca komizmem powieść, to raczej gorzka satyra otaczającego nas świata. Podczas lektury rzadko się uśmiechałam, a częściej w zadumie kiwałam głową. Na pewno ten tom nie należy do najlepszych z cyklu. Nie poleciłabym go tym, którzy chcą rozpocząć przygodę ze Światem Dysku (zresztą i tak najlepiej czytać od początku!),  sądzę, że to raczej książka dla fanów, którzy i tak będą chcieli poznać wszystkie tomy.

A na koniec jeszcze mój ulubiony cytat:

"Moist jęknął. Była prawie siódma, a on miał alergię na koncepcję dwóch godzin siódmych tego samego dnia."

I w tym punkcie bardzo się z Moistem zgadzam :)

Moja ocena: 3,5/6

Terry Pratchett, Para w ruch, tł. Piotr W. Cholewa, 334 str., Prószyński i S-ka 2014.

niedziela, 25 grudnia 2016

Stosikowe losowanie 1/17

Zapraszam do zgłaszania się do rundy styczniowej! Pary rozlosuję 1 stycznia, czas na przeczytanie książek mamy każdorazowo do końca miesiąca.

Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.

2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.

3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.

4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.

5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.

6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie.

sobota, 24 grudnia 2016

Życzenia świąteczne

Kochani czytelnicy, życzę wam zaczytanych, leniwych i pełnych pokoju Świąt Bożego Narodzenia!!! 

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Statystyka listopad 2016


Przeczytane książki: 4

Ilość stron: 1741

Książki w ramach wyzwania projekt nobliści: 1
Książki w ramach wyzwania południowoamerykańskiego: 0
Książki w ramach wyzwania Czytamy Zolę: 0


Przeczytane tytuły: 

- Herbjorg Wassmo "Księga Diny"
- Karl Ove Knausgard "Moja walka. Księga 1"
- Johanna Nilsson "Kochający na marginesie"
- Karl Gjellerup "Młyn na wzgórzu"


Najlepsza książka: "Kochający na marginesie" Johanna Nilsson

Ilość książek w stosie: 72

"Młyn na wzgórzu" Karl Gjellerup


Gdyby nie Nagroda Nobla przyznana Gjellerupowi w 1917 roku, pewnie nigdy nie sięgnęłabym po jego prozę. Dzięki serwisowi Wolne Lektury trafiłam właśnie na ten tytuł, zresztą jedyny tam oferowany, więc wybór był prosty. Dopiero teraz przeczytałam w jego biografii, że w swojej twórczości poruszał także wątki buddyjskie i wyraźnie autobiograficzne i podejrzewam, że te utwory są ciekawsze od Młyna na wzgórzu

Jakub jest właścicielem młyna, ojcem małego Janka i mężem umierającej Chrystiany. Atmosfera w młynie jest napięta - służąca w nim Lisa to kobieta demoniczna, w której kochają się wszyscy, zarówno parobek, pomocnicy jak i sam Jakub. Targany wyrzutami sumienia właściciel stara się trzymać służącą na dystans, jego żona jednak zdaje sobie sprawy z namiętności do niej i na łożu śmierci prosi męża o poślubienie kobiety, która będzie dobra dla Janka. Jakub odgaduje, że Chrystyna myśli o bogobojnej i skromnej Hannie - siostrze swojego przyjaciela i pragnie w ten sposób wyrazić swoją obawę przed małżeństwem z Lizą, której Janek nie lubi. 

Po śmierci Chrystyny, pochodząca z kłusowniczej rodziny Liza stawia sobie za cel zostanie młynarzową i konsekwentnie omotuje Jakuba, na przykład wzbudzając w nim zazdrość. Ten natomiast spędza dużo czasu w leśniczówce przyjaciela, by spotykać się z Hanną, a także by uciec od dusznej atmosfery w młynie. Mimo to wewnętrzna walka między czystą miłością, a grzeszną namiętnością nigdy się nie kończy. A właściwie kończy się tragedią.

Młyn na wzgórzu nie zachwycił mnie właściwie niczym - językowo bardzo rozwlekły, liczne opisy natury, nastrojów są nudne, spostrzeżenia dotyczące uczuć, charakterów niemniej nieciekawe. Nawet sam konflikt wewnętrzny głównego bohatera wydał mi się wręcz śmieszny, a demonizm i owijania wokół małego palca poszczególnych samców przez Lizę bardzo nierealne. Ten szkic kobiety na wskroś złej, pochodzącej z niegodziwej rodziny i ukazanie w kontraście pogodnej, bogobojnej i cichej przeciwniczki nie zdał egzaminu czasu.

Nie jestem w stanie ocenić słuszności przyznania Nagrody Nobla Gjellerupowi, gdyż nie dostał jej za konkretną powieść lecz za różnorodną twórczość poetycką i wzniosłe ideały i z tym drugim spostrzeżeniem mogę się zgodzić. Ideałów w tej powieści zaiste nie brak, jego poezji jednak nie zamierzam poznawać.

Moja ocena: 3/6

Karl Gjellerup, Młyn na wzgórzu, tł. Stanisław Sierosławski, 378 str., Wolne Lektury.

piątek, 2 grudnia 2016

Stosikowe losowanie 12/16 - pary

Anna wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 100 książek) - 15
Guciamal wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 960 książek) - 666
ZwL wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 7 książek) - 3
Maniaczytania wybiera numer książki dla Niekoniecznie papierowej (w stosie 100 książek) - 7
Niekoniecznie papierowa wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 137 książek) - 25
McDulka wybiera numer książki dla Marianny (w stosie 750 książek) - 123
Marianna wybiera numer książki dla Anny (w stosie 200 książek) - 35

czwartek, 24 listopada 2016

Stosikowe losowanie 12/16

Zapraszam do zgłaszania się do rundy grudniowej! Pary rozlosuję wyjątkowo 2 grudnia, czas na przeczytanie książek mamy każdorazowo do końca miesiąca.

Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.

2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.

3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.

4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.

5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.

6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie.

środa, 23 listopada 2016

"Kochający na marginesie" Johanna Nilsson


Kilka lat temu czytałam Sztukę bycia Elą Johanny Nilsson i ta lektura niekoniecznie zachęciła mnie do kolejnego spotkania z tą autorką. Okazało się jednak, że warto było jej dać szansę, bo Kochający na marginesie to kawałek dobrej literatury, a może po prostu literatury w moim guście.

Tytułowy margines to kawiarnia o takiej nazwie, która jest miejscem, odwiedzanym przez stałych klientów. Wszystkie te osoby borykają się z życiem i najczęściej niespełnioną miłością. 
Szczęśliwi wydają się być tylko właściciele kawiarnii, którzy kochają się i sobie tę miłość chętnie okazują. Cień na ich życie rzuca diagnoza raka żołądka u męża. Diagnoza znamienna dla męża kompulsywnie pochłaniającej jedzenie żony. Małżeństwo jest zajęte sobą do tego stopnia, że ich spragniona miłości córka pakuje się w nieudany związek ze studentem, który udaje głębokie uczucie, by zachęcić ją do wątpliwej jakości seksu. 

Do kawiarnii regularnie zagląda cierpiąca na depresję, samotna złodziejka Bea, która marzy o ociepleniu stosunków z ojcem i o odwzajemnieniu miłości przez jej lekarza. Ten jednak nęka swoją byłą dziewczynę, która zostawiła go po jego nieprzemyślanym skoku w bok. Bea natomiast nie zauważa ulicznego grajka Monsa, który podkochuje się właśnie w niej. Najbardziej zagmatwane losy ma Sofia - transseksualista, który chce zmienić płeć na żeńską i boryka się z odrzuceniem przez rodzinę oraz własnymi uczuciami.

Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że Nilsson wprowadziła zbyt wiele charakterów i za bardzo pogmatwała ich losy. Wierzcie mi jednak, że książka jest przejrzysta, a jej układ przemyślany. 
Nilsson przekonująco przedstawia zagubienie i rozpaczliwe próby odnalezienia miłości wszystkich bohaterów. Nie ma tu łatwych rozwiązań ani szczęśliwych zakończeń - jeśli jedna osoba wygrywa, przegrać musi inna. Oszczędne, surowe wręcz zdania i lakoniczny styl dobrze podkreślają tematykę książki. 

Moja ocena: 5/6

Johanna Nilsson, Kochający na marginesie, tł. Paweł Pollak, 207 str., Wydawnictwo Replika 2009.

wtorek, 22 listopada 2016

"Moja walka. Księga 1" Karl Ove Knausgård


Nigdy bym pewnie nie trafiła na tę książkę, gdyby nie entuzjastyczne recenzje i notki na blogach. Bardzo długo słuchałam tej powieści i na dobrą sprawę dokończyłam ją tylko dlatego, że nie musiałam jej czytać.

Ta książka ma w sobie wszystko to, co w literaturze lubię i czego szukam, miała więc wszelkie prawo, by awansować do grona moich ulubionych. Ma jednak jedną cechę, która mnie nadzwyczaj irytuje - chaos. Ale po kolei.
Knausgård kreuje swoją powieść na pewnego rodzaju pamiętnik - dzieli się wszystkimi przeżyciami i przemyśleniami, bez jakiejkolwiek cenzury, szczerze do bólu. Dla wszystkich, którzy lubią podglądać cudze życie, lektura idealna. Przyznaję, że lubię, ciekawi mnie życie innych, ich zmartwienia, rozterki i interpretacja świata. W przypadku Knausgarda opisy są bardzo dokładne, łącznie z zaznaczeniem, z której strony szklanki odkładana jest torebka herbaty czy w jakiej kolejności wkładane są ubrania. Brak mu jednak konsekwencji, bo dlaczego opisuje wzór chodnika, a za chwilę zupełnie pobieżnie zahacza o inny, wcale nie miej istotny temat. Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że tak jak napisałam wyżej, ta książka jest tylko i wyłącznie kreacją, bo przecież nie sposób pamiętać w takich szczegółach swoich poczynań i przemyśleń z wieku dziecięcego. Sam autor w drugiej części mówi wyraźnie, że niewiele pamięta z przeszłości, że bardzo łatwo zapomina co, kto i kiedy mówił. I właśnie to najbardziej mnie w tej książce drażniło. I oczywiście chaos, o którym już pisałam.

Knausgård opisuje swoje życie pod kątem związku z ojcem, następnie jego śmierć oraz swoją reakcję i przemyślenia z nią związane. To jest jednak przyczynkiem do miliarda dygresji, które same w sobie nie są złe. Autor przecież opowiada, myśli odbiegają, przypominają mu się różne wydarzenia przy okazji opisywanych faktów ale mnie w tym natłoku brak myśli przewodniej, łącznika.
Z założenia ma to z pewnością być jego związek z toksycznym ojcem ale w natłoku dygresji ten temat się rozpływa. Ze wspomnień autora wyłania się obraz ojca - tyrana, człowieka bez głębszych uczuć. Zarówno Karl Ove jak i jego starszy brat Yngve nie są z nim blisko związani, przed jego śmiercią kontakt niemal całkowicie się urwał. Po śmierci ojca zastają kompletnie zrujnowany dom i popadającą w demencję babcię. Ich zachowanie jest zupełnie niekonsekwentne, dziwaczne wręcz. Przystawałoby do osoby, która jest w szoku po śmierci bliskiego, ale zupełnie nie jest kompatybilne z wcześniejszym przedstawieniem ojca. Maniakalne szorowanie domu i pozostawienie samej sobie chorej babci jest tak bezuczuciowe i okrutne, że nie jestem w stanie wskrzesać w sobie ani grama sympatii dla żadnego z bohaterów.

Opisy i dygresje Kanusgårda przypominały mi pogaduchy przy kawie, a nie literaturę. Pomijam tu odkrywczość czy innowacyjność jego przemyśleń na temat śmierci, wcale nie muszą być zgodne z moim postrzeganiem świata, nie odnalazłam w tej książce nic dla siebie i zupełnie nie widzę powodu do zachwytu. Z ciekawości sięgnę po drugi tom, może bardziej do mnie trafi ale obawiam się, że nie polubię się z Norwegiem.

Moja ocena: 3/6

Karl Ove Kanusgard, Sterben, tł. Paul Berf,  czyt. Sascha Rotermund, 576 str., der Hörverlag 2016.

niedziela, 20 listopada 2016

10


To dziś mija 10 lat odkąd napisałam pierwszą notkę na tego bloga. Chciałaby napisać, że przez te 10 lat zrecenzowałam każdą przeczytaną książkę ale na razie nie mogę - kilka książek przeczytałam dla magazynu Archipelag i ich recenzje ukazały się tylko tam i kilka tegorocznych książek jeszcze czeka na opisanie. I na pewno się doczeka. 

Brakuje mi pomysłu na błyskotliwy post więc tylko zaznaczę tę rocznicę i bardzo wam podziękuję za to, że ze mną jesteście. Zapraszam na tort!

Źródło: cakesdecor.com

piątek, 18 listopada 2016

"Księga Diny" Herbjørg Wassmo


Do sięgnięcia po powieści Wassmo zachęciła mnie rozmowa z nią, która ukazała się już jakiś czas temu w Wysokich Obcasach. Autorka wprawdzie mówi o Stuleciu, ale Księga Diny, mająca już status niemal kultowy, wydawała mi się być bardziej odpowiednia na pierwsze spotkanie z Norweżką.

Tytułową Dinę poznajemy jako kilkulatkę, która śmiertelnie poparzyła w wyniku nieszczęśliwego wypadku swoją mamę. Ojciec popada w rozpacz i pozostawia dziecko samemu siebie. Dina wychowuje się sama i dziczeje. Gdy w domu zawita macocha, ojciec czym prędzej wydaje za mąż niepokorną szesnastolatkę. Mąż Jakub jest o wiele starszy od niej i nie zdaje sobie sprawy jakim problemem stanie się dla niego Dina.

Bo Dina jest problemem dla wszystkich. Nieokiełznana, egocentryczna, skryta i wyniosła. Przede wszystkim jednak uparta! To ona decyduje o swoim życiu i tylko ona. Zachowuje się bezceremonialnie, robi i mówi to, co chce, bez zwracania uwagi na konwenanse. Na dobrą sprawę zachowuje się jakby była mężczyzną - poluje na niedźwiedzie, udaje się na samotne wycieczki konne, pali cygara, nadużywa alkoholu, wybiera sobie partnerów i świetnie liczy. Tylko, że jest kobietą, która żyje w XIX wieku i w męskim zachowaniu jednak brak jej konsekwencji. To z pewnością kreacja feministki, która wyprzeda swoje czasy. Feminizm Diny jest w dużej mierze destruktywny, a jej celem najczęściej są mężczyźni. 

Wassmo nakreśla fascynującą postać, jednak zabrakło mi tu motywów takiego zachowania Diny. Oczywistym jest, że piętno na niej wywarła śmierć matki, odrzucenie przez ojca i samotność w dzieciństwie. Nigdy jednak nie dowiadujemy się jak naprawdę Dina rozumuje, dlaczego podejmuje takie, czy inne decyzje. Nie wymagam od autorki pełnego rysu osobowości Diny ani psychologicznych dysput, preferuję książki, w których czytelnik ma szerokie pole do własnych przemyśleń, tutaj zabrakło mi jednak nakierowania, poszlaki chociażby.

Samotna, poszukująca, rozmawiająca ze zmarłymi i niezdolna do miłości Dina pozostaje dla mnie zagadką i jednak postacią niezmiernie irytującą. Nie widzę w jej zachowaniu konsekwencji ani zagubienia, które by motywowało chaotyczne reakcje. Przewodnikiem w życiu Diny jest Biblia, którą nazywa Księgą Hjertrud (imię jej matki). Dina opiera się tylko na Starym Testamencie - tam znajduje surowe, bezkompromisowe wskazówki dla swojego postępowania.

Dina to także kobieta o rozbuchanej seksualności, którą potrafi wykorzystać do osiągnięcia swoich celów. Otaczający ją mężczyźni wydają się być insektami złapanymi w jej sieć i tańczącymi według jej zachcianek. Ten rys nie pasuje mi do jej feminizmu. 

Mimo, że w żaden sposób nie mogłam wskrzesać w sobie sympatii do Diny, z przyjemnością przeczytałam książkę. Podobał mi się surowy język Wassmo, tak świetnie współgrający z nieprzystępną norweską przyrodą i klimatem, a przede wszystkim ciekawa byłam jak ułoży dalsze losy głównej bohaterki i jak spointuje swoją książkę.

Nie widzę tej powieści w kanonie arcydzieł, ani nie zaliczyłabym jej do książek, które koniecznie należy przeczytać. Mimo to czuję się na tyle zachęcona i zaciekawiona światem wykreowanym przez Wassmo, że sięgnę po inne jej książki.

Moja ocena: 4/6

Herbjørg Wassmo, Księga Diny, tł. Ewa Partyga, 580 str., Smak Słowa 2014.

niedziela, 6 listopada 2016

"Na drugie Stanisław. Nowa księga imion" Jerzy Bralczyk, Michał Ogórek



Onomastyka to jedno z moich najstarszych hobby. Odkąd pamiętam interesowałam się pochodzeniem nazw geograficznych, nazwisk i imion. Do dziś kupuję bez zastanowienia każdą książkę, która z imionami ma coś wspólnego i zapowiada dobrą językoznawczą podkładkę. Profesor Bralczyk, jako współautor tej publikacji, bezsprzecznie skusił mnie do zakupu i dość szybkiej lektury.

Niestety Na drugie mi Stanisław srogo mnie rozczarowało. Michał Ogórek i Profesor Bralczyk prowadzą rozmowy o różnych popularnych imionach, wspominając ich znanych nosicieli. Brak w tych rozmowach jednak myśli przewodniej, zamysłu, podkładki językoznawczej. To luźne dywagacje, które mogłyby być fajne, ale są po prostu nudne. Nie ma w nich niczego odkrywczego, ani dowcipnego, a co najgorsze ślizgają się po powierzchni, w wielu przypadkach przytaczane są frazesy na temat imion. Bardzo żałuję, że nie wypisałam ich podczas lektury, teraz po ponad pół roku już ich nie pamiętam. Zresztą z tej książki w ogóle niewiele pamiętam.

Rozumiem, że ta książka z założenia miała być gawędą, przypominającą ożywioną rozmowę między autorami, dającą czytelnikowi możliwość towarzyszenia konwersacji na wysokim poziomie. Przekonana jestem, że dla wielu ta publikacja będzie dobrą rozrywką, zwłaszcza że autorzy mówią kwieciście, mają mnóstwo skojarzeń i bawią się dowcipem słownym. Moje oczekiwania po prostu rozminęły się z zamysłem książki. Miałam nadzieję na ciekawe, nietypowe informacje etymologiczne, mało znane imiona i odkrywcze spostrzeżenia.

Moja ocena: 3/6

Jerzy Bralczyk, Michał Ogórek, Na drugie Stanisław. Nowa księga imion, 360 str., Agora SA 2015.

sobota, 5 listopada 2016

Statystyka październik 2016


Przeczytane książki: 6

Ilość stron: 2177

Książki w ramach wyzwania projekt nobliści: 0
Książki w ramach wyzwania południowoamerykańskiego: 0
Książki w ramach wyzwania Czytamy Zolę: 0

piątek, 4 listopada 2016

"Czarna woda" Kerstin Ekman


To napisana z rozmachem powieść psychologiczna, obejmująca wiele lat życia w niewielkiej szwedzkiej społeczności, położonej w środku lasów i gór, przy granicy z Norwegią. Mimo że powieść psychologiczna to mój ulubiony gatunek literacki, to książka Ekman ani mnie nie zachwyciła, ani nie zainteresowała. 

Podwójne morderstwo w noc świętojańską na dwójce turystów spina akcję powieści niczym klamra. Ekman dochodzi w jaki sposób ma ono wpływ na życie poszczególnych bohaterów oraz jak zmienia ich psychikę. Annie Raft i jej córka Mia stoją w centrum akcji - to właśnie Annie jako młoda kobieta przybywa do Czarnej Wody, gdzie chce zamieszkać w alternatywnej komunie. Przywozi ze sobą kilkuletnią córkę, mając nadzieję na szczęśliwy związek z jednym z członków komuny. I to ona błądząc po lasach i szukając domów, zamieszkanych przez komunę, odnajduje namiot z ciałami zamordowanych turystów. 
W tym samym czasie czwórka braci Brandbergów znęca się nad ich najmłodszym bratem Johanem, który podczas ucieczki z domu niebezpiecznie blisko mija miejsce zbrodni. Znika także żona wioskowego lekarza Birgera, która wydaje się mieć związki z komuną.

O udział w zbrodni podejrzani są niemal wszyscy - Annie, członkowie komuny, Brandbergowie i Johan. To książka o tym, jak każdy podejrzewa każdego, o życiu w tajemnicy, niedopowiedzeniach, o braku komunikacji. A także o przemijaniu kultury, w tym przypadku lapońskiej.

Ekman koncentruje się na szkicu charakterów, wypracowuje dokładny rys psychologiczny każdej z tych osób, ale w żaden sposób mnie do nich nie przekonała. Ani jedna osoba nie wydaje mi się być rzeczywista, realna, ich motywy i sposób postępowania wydaje się być literacką konstrukcją. Tutaj nie sposób polubić choć jednej z osób - na dobrą sprawę wszystkie mnie odstręczały, dla żadnej z nich nie byłam w stanie wykrzesać zrozumienia.

Zupełnie nie przemawia do mnie także język Ekman. Fragmentami mi się podobał ale wiele razy szkicowane przez nią obrazy były mi obce, tak jakby autorka porzucała dotychczasowy wątek, nie wiążąc go z kolejnym.

Chciałabym napisać, że nie żałuję lektury mimo tych punktów krytycznych, jednak nie wyniosłam z tej książki dla siebie nic.

Moja ocena: 3/6

Kerstin Ekman, Czarna woda, tł. Anna Węgleńska, 571 str., MUZA 1997.

wtorek, 1 listopada 2016

Stosikowe losowanie 11/16 - pary

Anna wybiera numer książki dla Marianny (w stosie 727 książek) - 72
Marianna wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 7 książek) - 3
Maniaczytania wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 101 książek) - 11
Guciamal wybiera numer książki dla Niekoniecznie papierowej (w stosie 100 książek) - 99
Niekoniecznie papierowa wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 962 książki) - 244
ZwL wybiera numer książki dla Anny (w stosie 192 książki) - 77