wtorek, 26 września 2017

"Przeciwieństwa" Marianna Oklejak


Jedna z naszych ulubionych ilustratorek niezmiennie nie przestaje nas zaskakiwać. Jej kolejna seria książek dla najmłodszych jest zachwycająco kolorowa. Moje wielojęzyczne dzieci dosłownie rzuciły się na tę książkę, by zobaczyć jakie słowa w niej zawarto i oczywiście sprawdzić prawidłowość tłumaczenia :)


Poaptrzcie na ilustrację powyżej - czy cicha pani nie przypomina wam mamy Basi? Nam bardzo, co odebraliśmy jako miły smaczek i przypomnienie naszej ulubionej serii.



Piękne są nawiązania ludowe, tak jak na powyższych ilustracjach. Wycinanki i hafty, malowany kogutek czy nawet bocian nienachalnie przypominają polskie tradycje, co szczególnie cieszy oko mamy dzieci wychowywanych poza Polską.


Duże, wyraziste postacie, intensywne kolory oraz stały układ stron są przyjazne dla najmłodszego czytelnika, który dopiero poznaje świat. Tę serię kompletują Kolory i Liczby, które wraz z Przeciwieństwami stanowią świetny zestaw pierwszych książek dla roczniaka. Nie ukrywam, że najważniejszym atutem tych książek w moich oczach jest ich międzynarodowość. To świetny pomysł na prezent dla dzieci hiszpańskich, angielskich, niemieckich czy francuskich. Grube, kartonowe strony mają szansę na przetrwanie intensywnego użytkowania przez najmłodszych. 

To kolejna rewelacyjna seria wydawnictwa Art Egmont, którego rozwój obserwuję z rosnącym zachwytem od kilku ostatnich lat.

Marianna Oklejak, Przeciwieństwa, 24 str, Art Egmont 2017.

niedziela, 24 września 2017

Stosikowe losowanie 10/17

Zapraszam do zgłaszania się do rundy październikowej! Pary rozlosuję 1 pa ździernika, czas na przeczytanie książek mamy każdorazowo do końca miesiąca.

Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.

2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.

3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.

4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.

5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.

6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie.

sobota, 23 września 2017

"Kochana rodzinka i ja" Natalia Rolleczek


Kupując tę książkę, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że już ją czytałam. Niestety większość czytanych w czasach szkolnych książek zlała się w jedną wielką powieść, z której pamiętam tylko fragmenty i tytuły, a i te nie zawsze.

Czytałam więc Kochaną rodzinkę, będąc w ciągłym stanie gotowości. Na szczęście już w jednym z pierwszych rozdziałów trafiłam na kryptę świętego Leonarda i od razu wiedziałam, że to jest ten jeden jedyny strzęp, który utkwił w mojej głowie. Nie pamiętałam nic z treści i co gorsza imienia głównej bohaterki, co jest bardzo dziwne, bo nazwy własne pamiętam niemal zawsze. 

Główną bohaterką jest szesnastoletnia licealistka Judyta Jelonek. Dziewczyna mieszka wraz z matką i starszą siostrą Paulą. Do rodziny należy jeszcze kostyczna i surowa babcia, rezydująca w wyżej wymienionej krypcie. Ojciec dziewczyn nie żyje i żyje równocześnie. Jako bohater wojenny spod Monte Cassino nigdy nie umrze. Matka i babcia z oddaniem podtrzymują kult idealnego ojca i patrioty. Tymczasem dziewczyny niewiele sobie z tego robią, podejrzewając za tym spisek obu kobiet. 
Paula pracuje w biurze i najbardziej interesują ją stroje, makijaż i wyjścia. Judyta czuje się przy zadbanej, eleganckiej oraz pełnej ironii siostrze brzydka i nieforemna. Braki w urodzie nadrabia jednak niewyparzoną gębą i wybujałą fantazją. Najmniejszy trop, wskazówka, wydarzenie są dla niej impulsem do stworzenie niewiarygodnej historii rzekomo kryjącej się za podłapanymi informacjami. Tak się ma z podejrzanym amantem siostry, starszym człowiekiem, krążącym wokół ich domu, a przede wszystkim z urywkami rozmów, jakie udaje się jej wyłapać. Judyta zaczyna podejrzewać, że matka i babcia ukrywają prawdę o ojcu i jego bracie, który ma mieszkać w Anglii. Gdy dziewczyna postanawia wyjechać na wyspę, mama wpada w skrzętnie ukrywaną panikę. Dodatkowo niesforna córka niemal wpędza ją do grobu, realizując swoje fantazje na temat lepszego życia. Judyta zmienia swoje plany na życie jak w kalejdoskopie. Raz chce zostać zakonnicą, mimo że jej rodzina deklaruje ateizm, innym razem opuszcza dom, by zarabiać na własne utrzymanie, a w efekcie pokazać wszystkim, jaka jest odpowiedzialna i samodzielna. W gruncie rzeczy jej zachowania bardziej przystoją dwunastolatce niż szesnastolatce. 

Na moim dość nowym wydaniu książki, widnieje informacja (być może przestarzała), że to lektura gimnazjalisty. Jestem jednak niemal stuprocentowo przekonana, że ta książka do żadnego gimnazjalisty nie trafi. Akcja rozgrywa się w połowie lat pięćdziesiątych i nowoczesne na te czasy zachowanie obu dziewczyn, będzie współczesnego nastolatka śmieszyć lub, w najlepszym wypadku, nudzić. Pragnienia i plany Judyty, zachowanie matki oraz przyjaciela rodziny, jak i amanta Pauli są tak przestarzałe, że aż śmieszne. Dla mnie to sentymentalna lektura, choć tych czasów nie znam, możliwość spojrzenia wstecz, ale nie sądzę, żeby współczesny młody czytelnik tak spoglądał na tę książkę. Dzięki drobiazgowym opisom ówczesnych warunków życia, realiów czy obyczajów, to faktycznie świetne świadectwo czasów. Kraków odgrywa w powieści niemałą rolę, Rolleczek bynajmniej nie obiektywnie opisuje realia zarówno Krakowa, jak i powstającej Nowej Huty. Judyta trafia bowiem do tamtejszego baru mlecznego - jej sposób na ujarzmienie natarczywych klientów jest pyszny! Te sceny, podobnie jak rozmowy z sąsiadką są przekomiczne. 

To lekka i przyjemna lektura, trącąca nieco myszką i zapewne szczególnie ciekawa dla znawców oraz wielbicieli Krakowa.

Moja ocena: 4,5/6

Natalia Rolleczek, Kochana rodzinka i ja, 272 str., Wydawnictwo Literatura 2000.

poniedziałek, 18 września 2017

"Chemia śmierci" Simon Beckett



Od dawna  planowałam lekturę kryminałów Becketta, zewsząd mi zachwalanych. Poza tym główny bohater to nie policjant lecz medyk sądowy - jak dla mnie brzmi idealnie! Niestety Beckett mnie nie zachwycił. Ale od początku.
David Hunter przybywa na angielską prowincję, gdzie obejmuje posadę lekarza domowego u boku dotychczasowego lekarza Henry'ego Maitlanda, który po wypadku samochodowym porusza się na wózku i potrzebuje pomocy. Mężczyźni zaprzyjaźniają się, a ich współpraca układa się świetnie.

Manham to niewielka miejscowość, gdzie każdy zna każdego, a nowi mieszkańcy nawet po wielu latach, traktowani są sceptycznie i podejrzliwie. Na nich skupia się więc uwaga gdy w okolicach miasta znalezione zostają zwłoki, nota bene także przyjezdnej, pisarki. Prowadzący śledztwo policjant tkwi w martwym punkcie, dopiero pomoc Davida popycha wydarzenia do przodu. Hunter nie jest bowiem zwyczajnym lekarzem, przed przyjazdem do Manham pracował jako antropolog sądowy, co więcej był wybitnym ekspertem na tym polu. Pracę porzucił po tragicznej śmierci żony i córki. Ucieczka na prowincję miała zapewnić mój spokój i wytchnienie. Oczywiście o spokoju musi zapomnieć, bo angażuje się w śledztwo bardziej niż by chciał. Morderca nie poprzestaje bowiem na jednej ofierze, niebawem ginie kolejna kobieta. W tym momencie śledztwo staje się walką z czasem. Wiadomo, że porywacz nie zabija swoich ofiar od razu lecz zadaje im wcześniej wiele ran, istnieje więc szansa na dotarcie do niego, zanim kobieta umrze.

Chemia śmierci typowym kryminałem nie jest. Hunter nie prowadzi śledztwa, do akcji finałowej niewiele na dobrą sprawę o jego pracy wiadomo. Beckett więcej czasu poświęca opisom jego spotkań z nauczycielką Jenny niż pracy w prosektorium. Wiemy, że znika tam na kilka godzin ale co konkretnie tam robi już się nie dowiadujemy. Po początkowych dość ciekawych opisach oceny stanu rozkładu zwłok oraz czasu zgonu, miałam nadzieję na więcej fachowych informacji, a tu nici. Beckett opisał wprawdzie stadium rozwoju muszych larw oraz kilka tricków, pomagających w określeniu tożsamości ofiary oraz jej zgonu ale czułam spory niedosyt. Po powieściach i reportażach Michaela Tsokosa, Chemia śmierci brzmiała jak książka dla przedszkolaka, jak namiastka opisu pracy medyka sądowego, jest zaledwie liźnięciem tematu.

Hunter wprawdzie w pewnym momencie ponad miarę angażuje się w śledztwo. Zresztą musi, znika przecież jego dziewczyna. Jednak nagromadzenie niedorzecznych faktów czyni jego działania śmiesznymi. Nagły brak zasięgu w telefonie, nagła rzęsista ulewa, nagłe przeczucia i dziwnie nieprzemyślane działania Huntera wprawiały mnie raczej w zdumienie zamiast zapewnić właściwą dobrym kryminałom dawkę adrenaliny. Nie mówiąc już o tym, że bardzo szybko można było się domyślić kto jest mordercą. Do końca liczyłam także, że autor zaoszczędzi mi happy endu, niestety.

Jednym ciekawym wątkiem była choroba psychiczna oprawcy oraz powiązanie z kłusownictwem. Autorowi udało się także naszkicowanie małomiasteczkowej i prowincjonalnej atmosfery Manham. Dam jeszcze jedną szansę Beckettowi, bo jednak jestem ciekawa jak dalej poprowadzi postać Huntera.

Moja ocena: 3/6

Simon Beckett, Die Chemie des Todes, tł. Andree Hesse, 432 str., czyt. Johannes Steck, Audiobuch Verlag. 

sobota, 16 września 2017

"Daleka droga do wody" Linda Sue Park



Najpierw tę książkę przeczytała moja jedenastoletnia córka, a potem sięgnęłam po nią ja. Zachęciłam ją do lektury, by poznała bliżej Sudan Południowy i jego krótką i burzliwą historię. Wiedziałam, że autorka opisuje w powieści historię prawdziwą więc tym bardziej byłam ciekawa lektury.

Południowy Sudan w roku 2008 znacznie różni się od tego w 1985. Politycznie to już zupełnie inny kraj, który jednak nadal boryka się z tym samym problemem - brakiem wody. Głównym zajęciem małej Nyi są codziennie, kilkugodzinne wędrówki po wodę. Dziewczynka zabiera plastikowy kanister i wyrusza do źródła. Tę żmudną wędrówkę powtarza kilka razy dziennie. Woda jest daleko, do tego często zanieczyszczona. Dziewczynka nie ma czasu na zabawę i naukę, musi przecież zaopatrzać rodzinę w wodę.

W 1985 roku Sudanem wstrząsają walki międzyplemienne, konflikt zbrojny trwa już dwa lata, muzułmańska północ walczy z koalicją z południa. Trudno rozeznać się we frakcjach i walkach, szczególnie dzieciom. Trzynastoletni Salva zaskoczony zostaje przez potyczki w szkole. Chłopak ucieka na oślep przed uzbrojonymi ludźmi i trafia do grupy uchodźców. Ciągle szuka rodziców i rodzeństwa, sąsiadów lub przynajmniej mieszkańców ze swojej wioski. Salva traci nadzieję, że kiedykolwiek spotka rodzinę i nabiera przekonania, że zginęli podczas walk. Przez wiele następnych lat tuła się od jednego obozu dla uchodźców do drugiego. 

Linda Sue Park prowadzi narrację dwutorowo. Opowieść o życiu Nyi to krótkie migawki, opisujące męczące starania o wodę oraz jak jej brak wpływa na życie i zdrowie mieszkańców wioski. Dłuższe są fragmenty, dotyczące życia Salvy. Autorka nieco bardziej wyczerpująco opisuje jego ucieczkę i tułaczkę. To jednak nadal nie jest pełnowymiarowa powieść ani dogłębna narracja. Park relacjonuje jedynie najważniejsze wydarzenia z życia chłopca oraz koncentruje się tylko na wybranych etapach. Na przykład opisuje stosunkowo dokładnie pierwszy etap wędrówki przez Sudan do Etiopii. Pobyty w kolejnych obozach i krajach są jedynie zaznaczone i opisane w niewielu słowach. Żałuję, że autorka nie pokusiła się o napisanie dłuższej powieści, miała wiele możliwości, by pogłębić szkice postaci, a przede wszystkim szerzej opisać tło historyczno-polityczne, a także warunki życia w obozach. To jednak książka skierowana przede wszystkich do młodszych nastolatków i zakładam, że właśnie dlatego Park zdecydowała się na taką koncepcję książki. Moja córka przeczytała ją szybko i z ciekawością, a ja cieszę się, że poznała bliżej Sudan.

Moja ocena: 4/6

Linda Sue Park, Daleka droga do wody, tł. Krzysztof Puławski, 134 str., Media Rodzina 2017.

piątek, 15 września 2017

"Sezon niewinnych" Samuel Bjørk


Znowu rozpoczęłam czytanie nowej serii kryminalnej - nie chcę nawet liczyć, która to już w tym roku. Sądziłam, że trudno wymyślić coś nowego w tej kwestii, ale Bjørk może zaskoczyć. 
Była policjantka Mia Krüger zaszyła się na bezludnej wyspie, gdzie wegetuje na alkoholu i psychotropach, przygotowując się do śmierci. Ta utalentowana policjantka nie może pozbierać się po śmierci siostry bliźniaczki. Pamięta o niej jednak Holger Munch, z którym tworzyła zgrany zespół i przeprowadziła wiele skomplikowanych śledztw. Mia słynnie z niezwykłej intuicji i zdolności interpretacyjnych, dlatego jej pomoc jest pilnie potrzebna. Policja w Oslo bezskutecznie poszukuje człowieka, który porywa sześcioletnie dziewczynki, zabija je i następnie wiesza na drzewach w szykowanych sukienkach z tornistrem na plecach. Dyrektor postanawia więc ponownie powołać do życia jednostkę specjalną pod kierownictwem Muncha, który samodzielnie może dobrać swoich współpracowników. Holger stawia na sprawdzony zespół, w którym brakuje tylko Mii. 

Mia, po wielu namowach, decyduje się na przyłączenie się do śledztwa. Ostatnie tygodnie dały jej jednak w kość i kobieta ma wrażenie, że jej głowa nie pracuje na najwyższych obrotach. Tymczasem morderca okazuje się być sprytny i mieć dokadnie przygotowany plan. Krüger i Munch mają ciężki orzech do zgryzienia, dają się wywieść na manowce i stają się częścią planu mordercy.

Znakiem rozpoznawczym Bjørka jest j ęzyk - w pierwszej chwili chciałam napisać, naszpikowany dobitnymi zdaniami pojedynczymi. Gdy przeglądam książkę widzę jednak, że moje wrażenie po lekturze jest mylne. Owszem autor stawia na prostotę i jasność ale równocześnie posiadł umiejętność tworzenia wartkich, potoczystch zdań. To książka z rodzaju tych, które trudno odłożyć.

Kryminał Bjørka zaludniony jest wieloma wyrazistymi postaciami - każdy z członków zespołu ma swoje miejsce w powieści, autor szkicuje najważniejsze cechy ich charakterów lecz nie koncentruje się tylko na policjantach. W trakcie śledztwa rolę odegra także sekta chrześcijańska oraz jej przywódca, a także trzynastoletni, zaniedbany przez rodziców chłopiec oraz jego brat i zaangażowana społecznie nauczycielka czy pracownice domu starców, w którym przebywa matka Muncha. Wszystkie wątki połączą się oczywiście w spójną całość, choć do końca powieści miałam wrażenie, że sekta nie była konieczna w narracji i służyła jedynie odwróceniu uwagi czytelnika. 

Sezon niewinnych wciągnął mnie na tyle, że będę kontynuować lekturę tego cyklu.

Moja ocena: 4,5/6

Samuel Bjørk, Engelskalt, tł. Gabriele Haefs, czyt. Dietmar Wunder, der Hörverlag 2015.

czwartek, 14 września 2017

"Rufin z przeceny" Natalia Rolleczek


Bardzo podoba mi się okładka tej książki, przypomina mi powieści czytane w latach szkolnych i aż dziw, że ta powieść w czasach, gdy czytało się z biblioteki po kolei wszystko, nie wpadła mi w ręce. 

Rolleczek umieściła akcję w niewielkich Mysiegłowach, położonych pod Zawierciem. W miasteczku panuje specyficzna atmosfera, zdominowana przez miejscowe eminencje. Stara panna Lidia, zajmująca się domem dla seniorów, ma pieczę nad moralnym zachowaniem mieszkańców. Słuchają się jej niemal wszyscy, zresztą rozsądniej jest żyć z nią w zgodzie. Czynią tak Bebłowie, handlujący firankami, położna i lokalna uzdrowicielka Fenia oraz mniej znaczni mieszkańcy. Nic z jej poczynań nie robi sobie tylko pan Jan, były właściciel piekarni oraz nowo przybyły do miasta nauczyciel matematyki Rufin. Miasteczkowe wydarzenia widzimy oczyma Marysi - dziewczyny skromnej i uczynnej, wychowywanej przez kostyczną i surową ciotkę Walerię. Nastolatka wbrew swojej woli i zamiarom zostaje wplątana w sam środek plotek. Każde zachowanie, każdy krok nabiera nieoczekiwanej interpretacji, a każda plotka powiększa jego wagę.

Nie tylko jednak Marysia obserwowana jest czujnie przez wiele oczu. Zachowania znanych mieszkańców nie są jednak tak ciekawe jak poczynania nowo przybyłych. Rufin znajduje się więc w centrum obserwacji - każdy jego krok oceniany jest krytycznie, oberwie się nawet jego strojowi. Matematyk stopniowo odkrywa, że nie jest istotnym co i jak robi - zawsze postąpi źle. Niewinna rozmowa stanie się romansem, brak rozmowy impertynencją, obrona napastowanej osoby wtrącaniem się w nie swoje sprawy, a jego rzekomą wrogość wobec mieszkańców, potwierdza zażyłość z panem Janem.

Rolleczek niezwykle umiejętnie oddaje atmosferę miasteczka - dulszczyzna i jego zapyziałość są wszechobecne i uniemożliwiają mieszkańcom podejmowanie niezależnych decyzji. Czytelnik wręcz fizycznie odczuwa beznadzieję i zaduch, absolutny brak perspektyw oraz możliwości zmian. Rolleczek ten stan pokazuje także na podstawie jednostki - nowego przybyłego do klasy Marysi chłopca Maćka, który, odrzucony przez rozwiedzionych rodziców, zajętych własnym życiem, pogrąża się w poczuciu braku wyjścia i beznadziei. I tak jak w skali miasteczka Rufin wydaje się ponieść porażkę, tak samo nie jest w stanie pomóc chłopcu.

W przeciwieństwie do historycznych powieści Rolleczek, tę książkę czyta się bardzo szybko i dość lekko. Jej przesłanie wprawdzie jest dość uniwersalne, ale opisywany świat wydaje się być zakonserwowany w minionej epoce.

Moja ocena: 4/6

Natalia Rolleczek, Rufin z przeceny, 159 str., Wydawnictwo Iskry, Warszawa 1971.

niedziela, 10 września 2017

"Ciotka Poldi i sycylijskie lwy" Mario Giordano


Isolde Obermeier to zdecydowanie postać niezapomniana. Ekscentryczna, barwna, głośna, pełna energii i melancholii, jednym słowem jeden wielki kontrast czyli po prostu ciotka Poldi.
Ciotka Poldi spędziła swoje życie w Monachium jako kostiumolożka i żona Sycylijczyka. W dniu swoich sześćdziesiątych urodzin postanawia wywrócić swoje życie do góry nogami i realizuje swój plan czyli przybywa na Sycylię, gdzie zamierza spędzić resztę swoich dni oddając się melancholii, piciu i obserwowaniu morza (kolejność dowolna).

Rodzina Poldi czyli szwagierki i szwagier chcą jednak szaloną cioteczkę mieć na oku, a jej dyskretnym strażnikiem jest narrator, który pomieszkuje w jej domu, pisząc powieść. Pisanie wychodzi mu dość słabo, ma więc sporo czasu na wysłuchiwanie relacji Poldi o jej perypetiach. A tych ostatnich ma wiele, dysponując wyjątkowym talentem do zbiegów okoliczności, nietypowych spotkań oraz śledztw. Ten ostatni odziedziczyła po ojcu, komisarzu policji. Poldi odżywa i porzuca depresyjne myśli, gdy znika młody chłopak Valentino, który pomagał jej w drobnych pracach domowych i zakupach. Zaniepokojona ciotka zaczyna węszyć na własną rękę i wplątuje się w problemy międzypolicyjne oraz szeroko zakrojone śledztwo, prowadzone przez zabójczo przystojnego Montanę.

Musicie wiedzieć, że jak Poldi coś postanowi, to tak zrobi. Nie ma dyskusji ani odwrotu. Montana Montaną, świat światem, śledztwo musi się toczyć, a Podli musi pierwsza znaleźć zabójcę. Nie myślcie jednak, że ta powieść to kryminał. Ten wątek wprawdzie napędza akcję ale nie jest zbyt istotny. Najważniejsza jest przecież tytułowa bohaterka i Sycylijczycy. Mieszanka bawarsko-sycylijska nie pozostawi nikogo obojętnym. Nie może być bardziej odmiennych mentalności, a ich kombinacja pozwala Giordano na szarżowanie, wprowadzenie do akcji kulturowych fauxpas oraz przemycania mnóstwa spostrzeżeń na temat obu narodowości. Te ostatnie najbardziej mnie zresztą bawiły. Opisy Włochów i Sycylijczyków oraz stereotypów na ich temat rozbawiły mnie niemal do łez.

Ciotka Poldi to lekka, zabawna i rewelacyjnie napisana powieść. Piramidalne zdania, zaskakujące porównania i metafory ujęte w rzutkie, krągłe frazy raz po raz zmuszały mnie do okrzyków podziwu dla tłumaczki. Agnieszka Hofmann poradziła sobie z tekstem tak dobrze, że wielokrotnie zastanawiałam się jak brzmiał niemiecki oryginał. Na pewno to zresztą sprawdzę. I na pewno sięgnę po kolejny tom, tak szybko, jak się da.

Moja ocena: 5/6

Mario Giordano, Ciotka Poldki i sycylijskie lwy, tł. Agnieszka Hofmann, 400 str., Wydawnictwo Initium 2017.

czwartek, 7 września 2017

"Znaki szczególne" Paulina Wilk


Tę książkę kupiłam skuszona nazwiskiem autorki. Jej Lalki w ogniu bardzo mi się podobały, żeby nie powiedzieć zachwyciły więc spodziewałam się dobrego reportażu. I słusznie, bo Wilk można pozazdrościć zmysłu obserwacji oraz talentu do interpretacji. W Znakach szczególnych autorka pozostaje na swoim podwórku, bardzo osobistym zresztą, ponieważ pisze o pokoleniu lat 80. Urodzona w 1980 roku Wilk czerpie z własnych przeżyć, bezpardonowo obserwuje rówieśników i wystawia klarowne wnioski i precyzyjne diagnozy.

Autorka słusznie spostrzega, że rok 1980 to znak szczególny. Urodzeni w nim ludzie to spadkobiercy przemiany - jeszcze potrafią wskrzesać w sobie resztki wspomnień ze stanu wojennego ale ich wzrok skierowany jest już na rodzący się kapitalizm. To właśnie oni mieli najlepsze szanse na łapanie okazji, na szybkie dopasowanie się do nowego systemu i czerpanie z niego całymi garściami.

Wilk rozpoczyna od dzieciństwa w podwarszawskiej miejscowości, zdominowanej podziałem na mieszkańców koszar oraz resztę społeczeństwa. Tory kolejowe fizycznie dzielą miasto, nie są jednak przeszkodą dla dzieci, które bez nadzoru spędzają dnie na podwórku. Autorka nie opuszcza żadnego z istotnych wydarzeń dzieciństwa lat osiemdziesiątych, łącząc wspomnienia z ich analizą. Każdy rozdział to osobna opowieść, przypominająca nieco szkolną rozprawkę - opis wydarzeń/faktów/realiów oraz podsumowanie i wnioski. Zazwyczaj trafne i celne choć nie zawsze odkrywcze. Mimo to książka nie jest nudna - Wilk ujmuje człowieka osobistym podejściem, któremu dopiero w trakcie pisania nadaje szerszą, pokoleniową perspektywę. Dzięki temu zabiegowi, a także błyskotliwemu językowi reportaż jest autentyczny i na pewno przekona rówieśników autorki, zaciekawi osoby nieco starszy i przedstawi zupełnie odmienny świat młodszym pokoleniom.

Moja ocena: 4/6

Paulina Wilk, Znaki szczególne, 300 str., Wydawnictwo Literackie 2014.

środa, 6 września 2017

"Hanyska" Helena Buchner


Bardzo źle zrobiłam czytając Dzieci Hanyski przed lekturą tej książki. Niestety w takiej kolejności trafiły do mnie obie powieści. Dzięki lekturze Hanyski patrzę na cały cykl innymi oczami. Znając uprzednie losy bohaterów wiele faktów stało się dla mnie bardziej zrozumiałych oraz nabrało innego wymiaru. Ponadto pierwszy tom tej rodzinnej sagi jest zdecydowanie lepszy.

Marię Brunn poznajemy w ostatnich latach wojny, gdy mieszkańcy Śląska Opolskiego tkwią w zawieszeniu - niepewność jutra, systemu politycznego, a nawet własnej tożsamości nakazuje im podejmować decyzje, z których każda wydaje się być zła. Nadciągający Rosjanie budzą paniczny lęk - Ślązacy są bardzo przywiązani do swojego hajmatu i ziemi, którą sami uprawiają od wielu lat, a która należała do ich ojców i dziadków. Rozstanie z domem, obejściem i polem jest dla nich prawdziwym dramatem. Starzy nie chcą odchodzić, nie potrafią sobie wyobrazić, że znajomi od setek lat sąsiedzi mogą się obrócić przeciwko nim, nie wiedzą czego się spodziewać po Rosjanach i nawet nie przypuszczają, że niebawem do ich domów zaczną wprowadzać się przesiedleni zza Buga Polacy. W każdym domu rozgrywa się mały dramat. Ci którzy zostali muszą patrzyć, jak roztrwoniony zostaje dobytek ich życia, oddawać Rosjanom jedzenie kosztem życia dzieci, a ci, którzy uciekli, skazani są na tułaczkę, biedę i wyobcowanie. Maria po początkowym wyjeździe do Niemiec, gdzie zaznała tylko poniewierki i gdzie szczęśliwie spotkała zaginionego męża, decyduje się na powrót. Ta decyzja zaważy na jej dalszym życiu, zdeterminuje los małżeństwa i dzieci, wymusi deklaracje narodowościowe i polityczne. 

Buchner na podstawie życia rodziny Brunnów opisuje skomplikowane losy Ślązaków. Mieszkańcy podopolskich wsi byli przeważnie osobami prostymi, mało obeznanymi politycznie, niewykształconymi, prowadzącymi skromne, wypełnione ciężką pracą życie. Nie mieli szans z poradzeniem sobie w świecie, w którym trzeba było deklarować narodowość, wybierać język, szkoły i ludzi, którym można zaufać. 

Język Buchner pozostawia wiele do życzenia także w tej książce. Żałuję, że swoim stylem odebrała temu ważnemu tematowi powagi. Ciągłe potknięcia stylistyczne i monotonne zdania umniejszały jakość lektury. Niemniej to ważna i zapewne mało znana część historii Śląska, ale i Polski, dlatego polecam z serca tę książkę.

Moja ocena: 4/6

Helena Buchner, Hanyska, 187 str., Silesia Progress 2016.

wtorek, 5 września 2017

"Świat według Polki"


Nie przepadam za zbiorami opowiadań, a za zbiorami różnych autorów już wcale. Nie sięgam nigdy po self publishing (no chyba, że autorem jest ktoś mi bliski), bo, przyznam bez bicia, mam o takich książkach niezbyt dobre zdanie. Tymczasem w przypadku tej publikacji złamałam obie te zasady. Nie bez przyczyny zresztą. Książka została bowiem wydana przez Klub Polki na Obczyźnie, dodam, że bardzo starannie. Mogę o tym zapewnić, bo sama miałam w procesie przygotowań swój udział. Niektóre z opowiadań znałam już wcześniej lecz moment, w którym pierwszy raz wzięłam tę książkę w moje ręce, był dla mnie wyjątkowy.

Jak się pewnie domyślacie, byłam niezwykle ciekawa całego zbioru i książkę pochłonęłam dosłownie w momencie. To aż i tylko 65 tekstów, które naprawdę wciągają. Mimo że tematem przewodnim są emigracja i podróże, to opowieści autorek są niezwykle uniwersalne. I nie sądźcie, że są poważne lub nadęte, wiele tu tekstów dowcipnych, radosnych, pozytywnych i zaskakujących. Moja jedenastoletnia córka zaśmiewała się przy niektórych do łez! 

Skłamałabym, gdybym napisała, że poziom tekstów jest wyrównany. W tak różnorodnym zbiorze nie ma takiej możliwości - niektóre opowiadania chwyciły mnie za serce, zaskoczyły stylem, spostrzeżeniami, sposobem ujęcia tematu, inne znowu pozostawiły mnie obojętną. 

Autorki tekstów rozsiane są w wielu zakątkach świata - od Wietnamu po Meksyk. Teksty traktujące o tych egzotycznych krajach są najbardziej fascynujące, tak jak ten, opisujący ferie zimowe w małej wietnamskiej wiosce. Autorka zamieszkuje z rodziną kolegi na ponad miesiąc i z bliska obserwuje życie małej społeczności. Podobnie zainteresowały mnie opowiadania o Hiszpanii - wydawać się może, że ten kraj jest stosunkowo dobrze znany, dla mnie jednak tak odmienny od Portugalii, gdzie mieszkam, że wciąż łaknę informacji na jego temat. W opowiadaniu Z poradnika introwertyczki autorka dowcipnie opisuje wszystkie narodowe przywary lub zalety (zależy jak na nie patrzeć) Hiszpanów, wielokrotnie potwierdzając moje obserwacje. Wyszukiwanie podobieństw w spostrzeżeniach i przeżycia jest zresztą dla mnie najbardziej fascynujące. Gdy czytałam tekst Cycki, widzę cycki! nie mogłam przestać przytakiwać i ciągle zastanawiałam się dlaczego sama nie wpadłam na ten tekst! Równie dobrze mogłam wczuć się w autorkę Pierwszej wieczerzy, która opisuje swoje pierwsze kroki na francuskiej ziemi (i kuchni), w latach przedunijnych dodam. Ze śmiechu pękałam za to czytając Mrożonego Andrzeja, Francuskie komedie czy W łatwy sposób. To ostatnie opowiadanie zresztą ma szansę stać się naszym rodzinnym słowem-kluczem po tym jak podczas ostatniego lotu (dwa tygodnie temu) obawiałam się podobnych przeżyć.

Czytanie tych, jak twierdzi wpis na okładce, prawdziwych opowiadań przypomina trochę podglądanie autorek przez dziurkę od klucza. Opisują swoje nie zawsze dla nich korzystne przeżycia (kto nie zrobił z siebie clowna zagranicą niech pierwszy podniesie rękę!), zdradzają tajemnice, wpuszczają do swoich kuchni, a poniekąd i sypialni, a także dzielą się swoimi przepisami na szczęście. Wiem, że akurat ja podchodzę do zbioru entuzjastycznie, bo znam wiele z autorek (wirtualnie), bo angażowałam się w powstanie książki, bo nie mogę wyłączyć emocji, ale jestem pewna, że ta książka ma szansę spodobać się każdemu, o czym utwierdzają mnie komentarze pierwszych czytelników.

Moja ocena: 5/6

Praca zbiorowa, Świat według Polki, 188 str., Klub Polki na Obczyźnie 2017.

niedziela, 3 września 2017

"Selene, córka Kleopatry" Natalia Rolleczek



Po przeczytaniu Świetnej i najświetniejszej chciałam odetchnąć od egipsko-historycznych klimatów i zanim sięgnęłam po chronologicznie kolejną powieść Rolleczek, przeczytałam jej ostatnia książkę. I myślę, że dobrze zrobiłam, bo choć Selene, córka Kleopatry rozgrywa się w głównej mierze w Rzymie, to jednak stylistycznie bardzo Świetną i najświetniejszą przypomina.

Sięgając po tę powieść trzeba być gotowym na soczystą, niespieszną prozę, która dla Rolleczek oczywiście jest charakterystyczna. W jej historycznych powieściach osiąga jednak jeszcze inny wymiar. Autorka pragnąc oddać klimat, atmosferę oraz wygląd ówczesnych miast, szkicuje literackie obrazy. Nie przyzwyczajony do prozy w starym stylu czytelnik, będzie wymagał czasu i skupienia, by móc się w niej rozsmakować i pozwolić się porwać akcji. Ta ostatnia rozwija się powoli, początkowo wydaje się nie zmierzać do żadnego konkretnego celu, w tej powieści tytułowa Selene bardzo długo nawet nie znajduje się w centrum wydarzeń. Gdyby nie taki tytuł niemal nie zwracałabym na nią uwagi. Rolleczek ma bowiem ambitniejszy plan - przedstawia sytuację polityczną po śmierci Kleopatry i Marka Antoniusza. Akcja rozgrywa się głównie w kręgach szeroko pojętej rodziny cesarza Oktawiana, a zwłaszcza w domu jego siostry Oktawii, ówczesnej Matki Polki, a właściwie Rzymianki. Oktawia wychowuje oprócz swoich dzieci z dwóch związków, dzieci Antoniusza z poprzedniego małżeństwa jak i te, które spłodził z Kleopatrą. Mimo służby i względnej stabilizacji finansowej nie jest to łatwe zadanie. Rzym, a szczególnie klasa najwyższa, uwikłany jest w plotki i ploteczki, układy i układziki, a przede wszystkim podlega humorom Oktawiana i jego bezwzględnej żony Liwii.

Rolleczek świetnie oddaje tę atmosferę, powiązania i psychologiczne gierki. Okrucieństwo, brak empatii, żądza władzy są na porządku dziennym, inny sposób postępowania w zasadzie nie ma racji bytu. Swoje marzenia i pragnienia poświęcają i Oktawia, i nubijski następca tronu Juba, zależny do cesarza, i w końcu harda Selene.

Kolejną zaletą tej powieści jest jej wielowątkowość. Jak pisałam powyżej Selene nie jest jedyną bohaterką, Rolleczek umiejętnie ukazuje także charaktery innych postaci, takich jak Juba, Oktawia, Helios (brat Selene), czy pozostałe dzieci Oktawii, o samym Oktawianie nie wspominając. Dzięki temu zabiegowi czytelnik mimochodem i w przyjemny sposób poznaje spory kawałek historii Rzymu.

Moja ocena: 4,5/6

Natalia Rolleczek, Selene, córka Kleopatry, 460 str., Wydawnictwo Literackie Kraków 1983.

sobota, 2 września 2017

"Przesyłka" Sebastian Fitzek



Jak fajnie było wrócić do Fitzka! Zwłaszcza, że trafiłam na Fitzka w dobrej formie, tak fitzkowatego, że bardziej nie można. Książki słuchałam przy mało nastrojowych pracach remontowych, mimo to autorowi udało się wciągnąć mnie w swój zamotany, przekombinowany, niepewny i wprowadzający w paniczny lęk świat.

Akcja zbudowana jest wokół lekarki-psychiatry Emmy, która po kontrowersyjnym odczycie na fachowej konferencji nocuje w hotelu. Tam zostaje zaatakowana przez poszukiwanego przez policję  seryjnego mordercę - zwanego fryzjerem, który goli swoim ofiarom włosy i je morduje. Emma jest jedyną osobą, która przeżyła napaść lecz jeszcze miesiące po tym wydarzeniu cierpi psychicznie na skutek brutalnego gwałtu oraz utraty godności. Jej paranoja i lęki są tak silne, że porzuca pracę i wegetuje w domu odurzona psychotropami. Gdy pewnego dnia zostaje na cały dzień sama, ponieważ jej mąż - policyjny profiler, wyjeżdża na doroczne spotkanie kolegów po fachu, zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Najpierw kurier pozostawia u niej podejrzaną paczkę, później okazuje się, że adresat przesyłki mieszka w pobliżu i podejrzanie przypomina fryzjera, a na końcu oczywiście nic nie jest takie, jakie wydawało się być na początku.

Emma z jednej strony jako psychiatra zdaje sobie sprawę ze swojego stanu oraz niemożności prawidłowego oceniania faktów, z drugiej jednak nie chce stracić resztki zmysłów. Fitzek konplikuje czytelnikowi sprawę jeszcze bardziej, wprowadzając trzecią płaszczyznę. Kilka miesięcy później Emma znajduje się w klinice psychiatrycznej, skąd przewieziona zostaje na spotkanie z adwokatem - przyjacielem jeszcze z dzieciństwa, który ma być jej obrońcą. Co się stało między wydarzeniami w domu, a pobytem w szpitalu, pozostaje długo zagadką. Emma opowiada adwokatowi swoją wersję wydarzeń, przy okazji jednak odkrywając wiele nieścisłości. Nic nie wydaje się być takim, jakim było na pierwszy rzut oka. W tym Fitzek osiągnął mistrzostwo, równocześnie wymagając od czytelnika lub słuchacza mistrzowskiej koncentracji! Mnie o nią nie było trudno, trudno było mi raczej oderwać się od słuchania!

Wciągający, mocny, zagmatwany i zaskakujący thriller!

Moja ocena: 5/6

Sebastian Fitzek, Das Paket, 432 str., czyt. Simon Jäger, Audible GmbH 2016.

piątek, 1 września 2017

Stosikowe losowanie - pary 9/17

Marianna wybiera numer książki dla Anny (w stosie 227 książek) - 101
Anna wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 17 książek) - 11
Maniaczytania wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 170 książek) - 17
McDulka wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 109 książek) - 99
Guciamal wybiera numer książki dla Anne18 (w stosie 45 książek) - 44
Anne18 wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1010 książek) - 955
ZwL wybiera numer książki dla Niekoniecznie papierowej (w stosie 35 książek) - 17
Niekoniecznie papierowa wybiera numer książki dla Marianny (w stosie 104 książki) - 52

niedziela, 20 sierpnia 2017

Stosikowe losowanie 9/17

Zapraszam do zgłaszania się do rundy wrześniowej! Pary rozlosuję 1września, czas na przeczytanie książek mamy każdorazowo do końca miesiąca.

Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.

2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.

3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.

4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.

5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.

6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie.

sobota, 19 sierpnia 2017

"The Doll's House" Matthew J. Arlidge


Bez większego przekonania sięgnęłam po trzeci tom cyklu o D.I. Helen Grace, w Polsce dotąd nie wydany. Niby poprzednie dwa tomy mi się podobały, ale jakoś nie polubiłam głównej bohaterki na tyle, żeby z niecierpliwością sięgać po kolejne książki. Okazało się jednak, że ten kryminał okazał się na tyle wciągający, że umilał mi wiele godzin malowania okien i dzięki niemu ta praca nie była aż tak monotonna.

W Southampton porwana zostaje młoda kobieta - Ruby nawet niezbyt przypomina sobie jak to się stało. Jedyne co pamięta to mocno zakrapianą imprezę w jednym z klubów i powrót do domu, budzi się już w obcym łóżku, w ciemnym pomieszczeniu przypominającym tytułowy domek dla lalek. Kobieta potrzebuje nieco czasu, by zrozumieć, co się z nią stało i dlaczego jej oprawca zwraca się do niej innym imieniem. Równocześnie na rzadko odwiedzanej plaży, bawiące się dzieci wykopują ciało innej młodej kobiety. Helen Grace i jej współpracownicy bardzo szybko znajdują punkty wspólne między odnalezionym ciałem, a zaginioną Ruby. Rozpoczyna się żmudne śledztwo, które okazuje się być grą z czasem. Poszukiwany psychopata najprawdopodobniej od dawna działa na terenie Southampton i ma na swoim koncie więcej uprowadzeń.

Helen po raz kolei ściga seryjnego mordercę. Niestety jej stosunki z szefową nadal są napięte. Nie dość, że sukcesy Grace są dla niej solą w oku, to Harwood nie chce uwierzyć w teorię kolejnego seryjnego mordercy. To w zasadzie jedyna mało udana postać w tym cyklu - wciąż miałam nadzieję, że nie jest całkowicie zła, ale niestety Arlidge poszedł zbyt daleko i stworzył karykaturę zawistnego człowieka. Na szczęście mocno zarysowana postać Grace rekompensuje ten lapsus. Czytelnik nadal do końca nie wie jaka Helen jest, w tym tomie widzi ją w kilku momentach słabości, gdy odważa się na osobiste wyznania ale nadal pozostaje zagadkowa. Mimo że znana jest jej trudna przeszłość, to jej zachowanie wydaje się być czasem nielogiczne, a czasem po prostu dziwne. To naprawdę dobra, mocna, interesująco zarysowana postać i z chęcią dowiem się jaki autor ma pomysł na jej rozwój. Do jej grupy dołączyli nowi policjanci, ale Arlidge znajduje miejsce na pociągnięcie wątku Charlie, która jest już w zaawansowanej ciąży. Umiejętnie został także wpleciony wątek siostrzeńca Helen, od którego nadal nie ma żadnych wieści.

Arlidge zapewnił mi naprawdę sporo dobrej rozrywki, wciągającej akcji i zainteresował ciekawym poprowadzenie znanych charakterów - a czegóż więcej mogę od kryminału oczekiwać? Już się cieszę na kolejny tom!

Moja ocena: 5/6

Matthew J. Arlidge, Kalter Ort, tł. Karen Witthuhn, czyt. Uve Teschner, 400 str., argon hörbuch 2016.

piątek, 18 sierpnia 2017

"Zaczarowana plebania" Natalia Rolleczek


Kolejna powieść Natalii Rolleczek za mną. Zaczarowana plebania została napisana w 1997 roku i jest ostatnią książką autorki. Nie znam jeszcze na tyle twórczości Rolleczek, by móc uogólniać, ale sądząc po tytule powieści przedostatniej, autorka pod koniec swojej twórczości najwyraźniej umieściła w centrum swojego zainteresowania tematy kościelno-religijne. W przypadku Zaczarowanej plebanii dość długo nie byłam pewna czy Rolleczek pisze na serio, czy może zamierzała napisać powieść satyryczną. Po zakończeniu lektury jednak sądzę, że jej zamiarem było stworzenie powieści obyczajowej, której akcja rozgrywa się na plebanii pewnego krakowskiego kościoła.

Parafia pod wezwaniem świętego Józefa z Copertino położona jest na osiedlu na obrzeżach Krakowa. Jej parafianie to grupa bardzo zróżnicowana, przysparzająca księżom wielu problemów. Ksiądz proboszcz Józef oraz trzech wikarych Jacek, Walery i Grzegorz mają pełne ręce roboty, a dla swoich parafian są psychologami, pomocnikami, wsparciem i ostatnią deską ratunku. Poszczególne rozdziały powieści poświęcone są więc problemom, trapiącym parafian. Jest więc arystokratka, która chce wysłać młodą dziewczynę do Maroka, zgwałcona dziewczyna, są alkoholicy i wreszcie dom publiczny. 
Także księża mają swoje problemy osobiste i kościelne. Ksiądz Jacek jest porywczy, ksiądz Grzegorz walczy z pokusami, ksiądz Walery chciałby mieć łatwiejszy kontakt z ludźmi, a ksiądz Józef zapracowuje się na śmierć. Księża więc nie zawsze rozsądnie pomagają parafianom, czasami reagują gwałtownie, czasami się złoszczą, a uporczywie nachodzący ich ludzie nużą.

Rolleczek przedstawia jednak księży niemal idealnych - zatroskanych, zabieganych, nie dbających o pieniądze i własne dobro. Ta wyidealizowana wizja księży razi ale jeszcze bardziej rażą problemy parafian. Akcja książki dzieje się na początku lat dziewięćdziesiątych ale mam wrażenie, że życie codzienne niekoniecznie przystaje do tych czasów. Nawet imiona wielu dzieci wydają się być z wcześniejszej epoki. Podczas lektury często miałam wrażenie, że Rolleczek wrzuciła realia lat pięćdziesiątych w lata dziewięćdziesiąte. Z jednej strony są miliony i Samoobrona, a z drugiej trącące myszką sytuacje oraz schodzący z obrazu święty. Opisywane sytuacje miejscami wręcz mnie śmieszyły, co na pewno nie było zamiarem autorki.
Gdyby nie piękny język Rolleczek, to nie wiem czy doczytałabym tę w gruncie rzeczy bardzo naiwną książkę. 

Moja ocena: 3/6

Natalia Rolleczek, Zaczarowana plebania, 278 str., Wydawnictwo Edytor Katowice 1997.

środa, 16 sierpnia 2017

"Chłopiec z Aleppo, który namalował wojnę" Sumia Sukkar



Gdy przeczytałam kilka pierwszych rozdziałów tej książki, wiedziałam, że nie będzie łatwo. Obawiałam się, że dalej będzie coraz trudniej. I było, kilka razy musiałam odłożyć książkę, żeby odetchnąć, otrzeć łzy, zamyślić się.

Chłopiec z Aleppo jest debiutem literackim Sumi Sukkar, moim zdaniem udanym. Historia czternastoletniego Adama nie pozostawi nikogo obojętnym, a świadomość, że opisane przez autorkę wydarzenia dzieją się teraz, nie są straszliwą przeszłością, obezwładnia i pozostawia w czytelniku niezgodę na to, co dzieje się w Syrii.

Adam nie jest zwykłym chłopcem - jest bardzo wrażliwy, dziecinny, nie rozumie niuansów ani przenośni, hałas czy zmiana rutyny wytrącają go z równowagi, pięknie maluje i widzi świat w kolorach. Autorka nigdzie nie wyjaśnia przyczyn odmienności chłopca ale czytelnik domyśla się, że to być może zespół Aspergera. Widzimy więc świat oczami Adam. Kilka lat wcześniej jego mikrokosmos już raz się zawalił, gdy zmarła mama. Teraz najbliższą osobą dla chłopca jest starsza siostra Yasmine, która jako jedyna rozumie go niemal tak dobrze, jak matka. Trzej bracia i ojciec są mu także bliscy ale bez Yasmine chłopiec nie wyobraża sobie życia. Dokładnie uregulowane i przewidywalne życie zmienia się wraz z początkiem demonstracji i rozruchów w Aleppo. Adam nie rozumie ani przyczyn zamieszek, ani sensu wojny. Gdy wojna dosięga ich ulicy, a on codziennie widzi rannych, umarłych i zmasakrowanych, traci ostatnie okruchy poczucia stabilności.

Sukkar nie opisuje mechanizmów wojny, nie podaje jej przyczyn, nie poświęca nawet słowa strategiom, wojskom i władcom. Ważne dla niej są tylko skutki - odrąbane ręce, zgwałcone kobiety, zjedzone z głodu koty i nieodwracalnie zniszczona psychika. Proste zdania, świat widziany oczyma dziecka (bo Adam to wciąż duże, naiwne dziecko) przerażają bardziej niż wyrafinowane opisy.

Cieszę się, że jednak zdecydowałam się na lekturę i danie szansy tej powieści. Bardzo podobał mi się przekład Zuzanny Byczek, nie mówiąc już o pięknej okładce. Polecam!

Moja ocena: 5/6

Sumia Sukkar, Chłopiec z Aleppo, który namalował wojnę, tł. Zuzanna Byczek, 310 str., Wydawnictwo Jaguar 2017.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

"Kamp Knox" Arnaldur Indriðason



Najnowszy kryminał Indriðasona zabiera czytelnika ponownie w przeszłość. Erlendur pracuje już w policji kryminalnej, a jego współpraca z Marianem Briemem układa się bardzo dobrze, za to życie prywatne mniej. Erlendur żyje sam, pięcioletnią córkę obserwuje jedynie z daleka, nie próbując nawiązać z nią kontaktu. Zawodowo natomiast zaczyna się intensywnie interesować przypadkami niewyjaśnionych zaginięć.

W tej powieści mamy dwa niezależne śledztwa - Erlendur na własną rękę próbuje wyjaśnić zagadkowe zaginięcie młodej dziewczyny, która zniknęła na początku lat pięćdziesiątych w drodze do szkoły. Wiadomo, że miała kontakty z pracującymi w bazie wojskowej Amerykanami, którzy poprzez współpracujących z nimi Islandczyków byli źródłem zakupu wszelkich brakujących na wyspie dóbr takich jak alkohol, narkotyki, papierosy, a także płyty gramofonowe. Ściśle powiązane z bazą jest także aktualne śledztwo policji z Reykaviku. Marian i Erlendur próbują odnaleźć zabójcę brutalnie zamordowanego mężczyzny. Gdyby nie pewna kobieta, lecząca łuszczycę w wypełnionych mleczną, gorącą wodą nieckach pewnie długo nie znaleziono by zmasakrowanego ciała. Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna spadł z bardzo dużej wysokości. Okazuje się, że zamordowanym jest mechanik, który naprawiał samoloty w amerykańskiej bazie. Wszystko wskazuje na to, że przyczyną morderstwa był udział w handlu towarami, pochodzącymi z rąk amerykańskich żołnierzy.

Jak to w kryminałach zazwyczaj bywa, nic nie jest jednak takie, jakim wydawało się być na początku. Erlendur i Marian mają utrudniony dostęp na bazę, Amerykanie nie chcą zezwolić islandzkim policjantom na swobodne prowadzenie śledztwa na ich terenie. Na szczęście Caroline z amerykańskiej żandarmerii wojskowej decyduje się na dyskretną pomoc, a zwłaszcza na umożliwienie policjantom wejścia do hangaru 885, gdzie prawdopodobnie doszło do morderstwa. Caroline zaczyna się interesować sprawą coraz bardziej, przede wszystkim gdy odkrywa powiązania z tajnymi służbami i transportem broni.

Indridason przedstawia w tym tomie spory kawałek islandzkiej historii powojennej, a zwłaszcza współistnienie z kontrowersyjną bazą amerykańską. Znawcy Reykjaviku pewnie z sentymentem przeczytają opisy miejsc i życia w islandzkiej stolicy w latach 70. Mnie bardziej zaciekawiło drugie śledztwo oraz okoliczności zaginięcia dziewczyny. Niestety jego rozwiązanie jest dość przewidywalne i rozczarowujące. Podobnie jak styl autora - proste, banalne zdania i liczne powtórzenia bardzo mnie raziły, zwłaszcza, że słuchałam tego kryminału tuż po dużo bardziej wyrafinowanej prozie Adler-Olsena. Po dość monumentalnej książce tego ostatniego, Kamp Knox brzmiał jak próbka literacka licealisty. Nie pierwszy raz stwierdzam, że każdy kolejny kryminał Indriðasona jest słabszy, mimo to jestem mu wierna, chyba już tylko z sentymentu oraz ciekawości.

Moja ocena: 3,5/6

Arnaldur Indriðason, Tage der Schuld, tł. Coletta Bürling, czyt. Walter Kreye, 446 str., Lübbe Audio 2017.