Bea i Niklas są małżeństwem z bardzo długim stażem, rodzicami szesnastoletnich bliźniaczek, prowadzą życie jak wszyscy, nudne, poukładane, bez spektakularnych wydarzeń, choć taka sytuacja spowodowała, że stali się parą. Śmierć brata Bei i przyjaciela Niklasa popchnęła oboje do zbliżenia się do siebie. Bea w ramionach Niklasa, ale przede wszystkim w jego rodzicach, znalazła pociechę. Teściowa jest jej bardzo bliska, kobiety świetnie się rozumieją, a spędzanie wszystkich urlopów w domu rodziny Niklasa na Gotlandii jest dla Bei szczytem szczęścia. Pewnego dnia kłótnia, jakich w małżeństwie wiele, coś przełamuje w Niklasie. Wychodzi z domu bez słowa i nie wraca. Bea zamartwia się, a potem nie rozumie, co się stało. Ta sprzeczka jest jednak pierwszym krokiem do rozwodu. Inicjatywa wychodzi od Niklasa, który dotychczas był bierny i uległy. Mężczyzna angażował się całkowicie w pracę jako pediatra, w domu przejmował tylko kwestię finansową. Bea natomiast skupiła się na organizacji życia rodzinnego, remontach, porządkach, zakupach, wychowaniu dzieci.
Moa Herngren przedstawia najpierw punkt widzenia Bei, która relacjonuje historię małżeństwa, ale i swoje zmartwienia, troski, żale. Analizuje swoje błędy, zachowania, a także postawę męża. Gdy czytelniczka już kupuje punkt widzenia kobiety, autorka przekazuje głos Niklasowi, który relacjonuje trochę inną stronę wydarzeń. Nie jest wizja całkowicie odmienna, tu nie ma dobrych i złych, nie ma jednej strony medalu. "Rozwód" to analiza małżeństwa i wszystkich aspektów, które doprowadziły do jego rozpadu. To analiza dobra i ciekawa, choć przyznam, że zakończenie mnie rozczarowało, choć zapewne jest bardzo życiowe.
Proza Herngren wpisuje się w skandynawski styl – oszczędny, analizujący, skupiony na relacjach. Taka powieść oczywiście wciąga, bo każda czytelniczka znajdzie choć jeden punkt wspólny albo będzie mogła odnieść opisywane doświadczenia do własnych. Wcale nie dziwi mnie, że ta powieść stała się popularna, dobrze się czyta o problemach innych, które jednak nie są wydumane, a raczej bardzo realistyczne, także w aspekcie praktycznym. Herngren sporo pisze o problemach finansowych, rozterkach powiązanych z inwestycjami, wyjazdami, utrzymaniem rodziny, co na pewno rezonuje z wieloma czytelniczkami, choć oczywiście dotyczy szwedzkiego podwórka.
Tej powieści słuchałam w formie audiobooka i ponownie nie mogłam zdzierżyć beztroski z jaką lektorka i lektor traktowali język szwedzki. Nie znam tego języka, początkowo miałam wrażenie, że widać u osób czytających starania w kwestii wymowy, ale gdy po raz pierwszy padło imię brata Bei – Jacoba – straciłam to wrażenie. Ów Szwed przez całą książkę był dżejkobem.
Będę kontynuować cykl Moi Herngren – szczególnie, że kolejne książki rzekomo są lepsze.
Moja ocena: 4/6
Moa Herngren, Rozwód, tł. Wojciech Łygaś, 416 str., Wydawnictwo Albatros 2024.

Czeka na mojej półce do przeczytania, cały czas natykam się na jej recenzję, ale stosik jest taki duży... Niemniej jednak recenzja świetna! Lubię konkrety
OdpowiedzUsuń