poniedziałek, 23 lutego 2009

"Emilia Galotti" Gotthold Ephraim Lessing


Lessinga na studiach uwielbiałam, czytałam wtedy również i ten dramat ale treść już dawno uleciała. Książę Hettore Gonzaga zakochuje się w Emilii, która właśnie ma poślubić grafa Appiani. Marinelli ma w imieniu księcia wstrzymać małżeństwo. Intrygi Marinelliego doprowadzają do śmierci grafa Appianiego podczas wyprawy do miejsca, gdzie miało nastąpić zawarcie związku małżeńskiego. Emilia i jej matka uciekają przed zbójcami do pałacyku księcia. Matka Emilii przejrzała intrygę Marinelliego, podbnież jego odrzucona metresa. Emilia, która przeczuwa, że nie będzie mogła oprzeć się księciu, zmusza niemal swojego ojca do zamordowania jej. Sztuka nie zahcwyciła mnie jak niegdyś ale szalenie jestem ciekawa co z nią jutro zrobi Deutsches Theater.

Lessings Werke, Hsg. v. Kurt Wölfel, 65 str., Insel Verlag.

niedziela, 22 lutego 2009

"Złoty pelikan" Stefan Chwin

Chyba zbyt wiele sobie po Chwinie obiecywałam, bo niestety nie podobał mi się "Złoty Pelikan".
Chwin przedstawia Jakuba, pracownika uniwersyteckiego na wydziale prawa. Jakub przeprowadza egzamin wstępny. W dziekanacie nerwowo zbiera rozsypane papiery, gdy podchodzi do niego dziewczyna, próbująca go przekonać, iż nastąpiła pomyłka w ocenie jej egzaminu. Jakub poddenerwowany sytuacją obcesowo odsyła dziewczynę. Gdy po jakimś czasie przypadkowo dowiaduje się, że dziewczyna popełniła z tego powodu samobójstwo odmienia się. Jego i tak martwe małżeństwo zamienia się w piekło, a Jakub nie potrafi się uwolnić od myśli o dziewczynie. I tej historii nie mam nic do zarzucenia. Ostatnie kilka rozdziałów wręcz mnie wciągnęło, choć cała historia Jakuba wydaje mi się być całkowicie nierzeczywista.
Denerwowały mnie dwie rzeczy - odniesienia do wydarzeń światowych, np.

"Spiczaste wieże Katedry, widoczne za drzewami parku, przesłaniała sinawa mgiełka upału.
Tymczasem na zielonych równianach między Renem a Dniestrem rosła temperatura i liczba zawałów."

"Gdy lipową aleją szedł w stronę przystanku, rzucając okiem na pstrzępione obłoczki nad wieżami Katedry, w Rzymie na rozżarzonym placu św. Piotra trwały już ostatnie przygotowania do kolejnej audiencji dla pielgrzymów Północy. Papież brał w swoim apartamencie chłodny prysznic."

Nie rozumiem czemu te odwołania mają służyć? Nie wnoszą nic w akcję, za to są częściową składnikową egzaltowanego stylu autora.
Druga sprawa to nadmierne używanie słów zwłaszcza niemieckich, pisanych błędnie. Dostaję białej gorączki, gdy to widzę. Denerwuje mnie już, nie wiem czemu służąca maniera wprwadzania wyrazów obcojęzycznych, ale fakt nie zadania sobie trudu sprawdzenia pisowni, wywołuje u mnie konsternację. By nie być gołosłowną przytoczę kilka przykładów: "unpluged", "lyckra", "Zoologischegarten", "Word Trade Center" itd.
Jak dla mnie to na razie ostatnie spotkanie z książkami Chwina.

Stefan Chwin, Złoty Pelikan, 271 str., Wydawnictwo Tytuł.

sobota, 21 lutego 2009

"Potworny regiment" Terry Pratchett


Tę książkę wrzuciłam do urlopowej walizki całkiem na końcu, na wszelki wypadek. Okazało się również, że najczęściej wskazaliście w miniankiecie z propozycją kolejnych lektur. Zaczęłam ją czytać w powrotnym samolocie. Pewnie skończyłabym ją, gdyby moja Trzylatka nie zasypywała mnie milionem pytań.
"Potworny regiment" wciągnął mnie od pierwszych stron. W tym tomie Świata Dysku akcja rozpoczyna się od pierwszych słów. Brak tu wprowadzających słów o Bogach czy Wielkim Żółwiu, które zazwyczaj utrudniają mi "wciągnięcie się" w powieści Pratchetta.
Polly postanawia się zaciągnąć do armii Borogravii, prowadzącej bezsensowną i właściwie przegraną wojnę ze Zlobenią. Polly pragnie odszukać brata, trochę cofniętego w rozwoju, który zaginął na wojnie. Wraz z Polly zaciąga się jeszcze kilku "chłopaków", którzy są jedynymi osobami, wyruszającymi na wojnę. Brak już czasu na długie szkolenie, brak mundurów i pożywienia, ale to nie hamuje chęci nowych rekrutantów, z których każdy ma sprawę do załatwienia na wojnie. Polly odkrywa w czasie swoich przygód bardzo istotny fakt, iż światem rządzą skarpety. Więcej na ten temat w książce:)
Pratchett dzieli świat na kobiecy i męski - jak zwykle czyni to dowcipnie i celnie. Świetnie się bawiłam przy lekturze i gorąco polecam!

Terry Pratchett, Potworny regiment, tł. Piotr W. Cholerwa, 336 str., Prószyński i S-ka.

poniedziałek, 16 lutego 2009

Powrót i wyróżnienie

W sobotni wieczór wróciliśmy z eksplozji zieleni do wszechorganiającej szarości zaprawionej bielą. Staram się nie poddać klimatowi i wracam z ogromną ciekawością na blogi książkowe. Moje podróżnicze relacje zamieszczałam na bieżąco tu. Czytelnicze relację naturalnie zamieszczę tutaj. Bardzo jestem zadowolona, że udało mi się przeczytać wszystkie zabrane czasopisma. Głównie był to mój ulubiony Duży Format GW - wydania z ośmiu miesięcy niemal! Wsiadając do samolotuporwałam jeszcze kilka czasopism, do których normalnie nie zaglądam. Przeraziły mnie swoim poziomem, we wszystkich nie znalazłam ani jednego artykułu godnego przeczytania. Kilka lat temu byłam jeszcze w stanie od czasu do czasu przeczytać jakieś czasopismo, teraz zadowalają mnie tylko DF, Wysokie Obcasy, Stern, Spiegel, Bücher.
W ostatnim momencie dorzuciłam do bagażu jeszcze książkę i dobrze zrobiłam, bo przeczytałam niemal całą w samolocie mimo absorbującej Trzylatki. Miłym trafem okazała się być ona książką, która wygrała w głosowaniu na kolejną lekturę:)

A co zastałam po powrocie oprócz mnóstwa recenzji na Waszych blogach? Aż czterokrotnie zostałam wyróżniona jako KreativBlogger! Jestem zaskoczona, bo nigdy nie sądziłam, że mój blog zasługuje na miano kreatywnego. Dziękuję Katji, Lilithin, Quaffery'emu oraz Be.el.


Osoba wyróżniona ma za zadanie przekazać logo siedmiu kolejnym blogom. Wiele z bliskich mi blogów to wyróżnienie już otrzymało ale spróbuję podjąć dezycję:

Komarka za cudownie smakowite przepisy i ich fotograficzne ilustracje,
Fotocyk za piękne zdjęcia i celne, lakoniczne komentarze,
Jente za połączenie literatury z fotografią,
Chihiro za inspirację i niełatwe tematy, skłaniające do myślenia,
Inblanco za to, że jej blog wzbudza we mnie uczucia odwiedzania dobrej, przytulnej biblioteki,
Jarkowi za mądre recenzje,
Książkowo, bo lubię jej recenzje i juś.

A teraz pędze zagłębić się w wasze blogi:)

piątek, 23 stycznia 2009

Urlop

Najpierw chciałam bardzo serdecznie podziękować wszystkim, którzy oddali głos na mojego bloga. Zajęcie szesnatsego miejsca to dla mnie ogromny zaszczyt!
Dziś wieczorem wyjeżdżam, przez trzy tygodnie będę podziwać uroki tajlandzkiego wybrzeża, notować spostrzeżenia i robić mnóstwo zdjęć. Do przeczytania w połowie lutego!

środa, 21 stycznia 2009

"Das ideale Verbrechen" Stella Blómkvist


Ta oto książka stała się moją rozrywką chorobową. Przejrzałam mój stosik w poszukiwaniu lektury łatwej i przyjemnej oraz niezbyt długiej. Zdecydowałam się poznać Stellę Blómkvist.
To właściwie pseudonim literacki, a zarazem główna bohaterka tego kryminału. Autorem/autorką jest znana islandzka osobistość - nikt jednak nie wie kto ukrywa się za pseudonimem, a wydawnictwo strzeże tej wiadomości jak oka w głowie. Jej kryminały świadczą o sporej wiedzy na temat polityki, sądownictwa i mediów. "Das ideale Verbrechen" (Zbrodnia idealna) jest już czwartą powieścią o Stelli. Stella jest inteligentną, piękną prawniczką o ciętym języku i zamiłowaniu do luksusu. Podczas jednej z imprezowych nocy zauważa na ulicy płaczącą Filipinkę. Dziewczyna ucieka przed kimś i znajduje schronienie u Stelli. Tego samego wieczoru podczas programu telewizyjnego dotyczącego książek prezenterka umiera przed kamerami na atak serca. Stella stara się rozwikłać oba te przypadki i sama staje się ofiarą przestępców, zwłaszcza gdy okazuje się, że w wyniku jej śledztwa podejrzenie pada na grubą rybę islandzkiego biznesu.
Książkę czyta się lekko. Autorka używa krótkich zdań, które wręcz mają konwencję pamiętnika Stelli. Większość rozdziałów zakończona jest "złotą myślą" oraz krótkim zdaniem: "Sagt Mama". (Mówi mama.) W jednym z rozdziałów autorka wspomina dość skomplikowany stosunek córki do matki, która żyje w USA. Stella prowadzi bardzo samotne życie, jej najlepszym przyjacielem jest butelka Jackie Danielsa. Nie czytałam poprzednich trzech książek o Stelli, więc brakuje mi z pewnością dodatkowych widomości, pozwalających zrozumieć przyjęcie takiego sposobu kończenia rozdziałów. Niemniej bardzo mnie to... hmmm bawiło?
Książka spełniła więc swoje zadanie - wciągnęła mnie oraz ukazała interesującą mnie współczesną Islandię. Chętnie przeczytam inne książki Stelli. I chętnie przetłumaczyłabym je na język polski, żebyście i wy mogli je poznać:)

Jeśli choróbsko pozwoli wyjeżdżamy w piątek wieczorem na trzy tygodnie. Na urlop planuję wziąć furę czasopism, które po przeczytaniu będę zwyczajnie wyrzucać. Nie opłaca mi się więc zaczynać nowej lektury, biorę się już teraz za zaległości gazetowe.

Stella Blómkvist, "Das ideale Verbrechen", 223 str., btb.

niedziela, 18 stycznia 2009

"Minuta ciszy" Siegfried Lenz

Przepiękna książka! To właściwie nowela, klasyczna w swym stylu. Lenz opowiada historię miłości ucznia i jego nauczycielki angielskiego. Temat wydaje się banalny ale Lenz potrafił przedstawić go w wyjątkowy sposób.

Swoje opowiadanie rozpoczyna od uroczystości pożegnalnej zmarłej nauczycielki. Christian uczestnicząc w tej uroczystości, wspomina chwile spędzone ze Stellą. Lenz stale zmienia perspektywę: wpierw Christian mówi o nauczycielce w trzeciej osobie, by nagle zwracać się bezpośrednio do niej.
Zachwycona jestem dopracowanymi zdaniami Lenza - klasycznie pięknymi. Widać chyba, że trudno napisać mi coś więcej o tej książce. Jestem pod wrażeniem ale nie potrafię uchwycić istoty tego, co mnie tak zachwyciło. Sam temat nie jest tym na pewno. Z pewnością jestem wielbicielką języka Lenza ale to chyba nie wystarcza, by być tak zachwyconym książką? Dużo wartością książki jest dla mnie symbolika - podejrzewam, że nazwanie nauczycielki Stellą nie było przypadkowe, zwłaszcza, że w feralny rejs wpływa na jachcie o nazwie "Gwiazda Polarna".

Zachęcam bardzo do sięgnięcia po Lenza! "Schweigeminute" pewnie nie została jeszcze przetłumaczona na język polski ale zachęcam do przeczytania jego wcześniejszych powieści.

Siegfried Lenz, Schweigeminute, 128 str., Hoffmann und Campe 2008.

sobota, 17 stycznia 2009

Nie macie co czytać?

Nie wierzę:) Ale na pewno chętnie przeglądacie listy książek, zgadłam? Na tym blogu znalazłam link do Flashlight Worthy - strony z listami książek posegregowanych w różnych kategoriach. Ciekawa kopalnia tytułów!

piątek, 16 stycznia 2009

"Ach Glück" Monika Maron


Wynudziłam się niemożebnie przy tej książce. Dobrze, że to tylko nieco ponad dwieście stron, bo byłam bliska rzucenia książki trzeci raz z rzędu. Wybrałam tą powieść w ramach bliższego poznawania współczesnej literatury niemieckiej.
Autorka opowiada o małżeństwie z długim stażem - o ludziach, którzy żyją pod jednym dachem, nie mając już ze sobą nic wspólnego poza dorosłą córką. Johanna traktuje Achima jak współczesnego centaura - człowieka przyrośniętego do biurka, którego plecy stale ogląda. Achim zatopiony jest w swoim naukowym świecie. Życie Johanny zaczyna się zmieniać od momenty gdy przygarnia porzuconego psa. Krótko po tym poznaje Rosjanina, właściciela galerii, u którego zaczyna pracować. Tam trafia na listy mieszkającej w Meksyku Natalii, która przez całe życie ukrywała swoje szlachetne pochodzenie. Tego wszystkiego dowiadujemy się bardzo szybko, a cała powieść to właściwie krótkie ujęcie, wręcz fotografia - Johanna siedzi w samolocie do Meksyku, snuje rozważania, przeglądając listy Natalii, Achim błąka się po Berlinie oraz składa wizytę swojemu przełożonemu, gdzie odbywa się kurtuazyjne spotkanie współpracowników. Powieść obejmuje więc tylko czas lotu z Berlina do Meksyku, które Maron wypełnia rozważaniami, dygresjami o szczęściu, starzeniu się i miłości. Nudy na pudy. Same myśli ciekawe, niektóre z nich godne zapamiętania ale podane bez krzty werwy. Po książki tej pani już raczej nie sięgnę.


Monika Maron, Ach Glück, 218 str., Fischer Taschenbuch Verlag, Frankfurt am Main 2009.

środa, 14 stycznia 2009

Do lubiących wysyłać sms-y:)

Gdyby ktoś z Was miał ochotę zagłosować na mój kawałek cyberprzestrzeni w konkursie Blog Roku, to proszę o wysłanie sms-a o treści E00172 na numer 7144. Koszt sms-a 1,22 zł. Całkowity dochód zostanie przekazany na rehabilitację dzieci z porazeniem mózgowym.
Bardzo dziękuję:)
Dodam, że szczegóły konkursu można znaleźć tu.
P.S. Czytam kolejną książkę, jak obok widać, niezbyt długą, ale się z nią męczę. Chyba jednak jakaś niemoc mnie dopadła....

sobota, 10 stycznia 2009

Niemoc czytelnicza, dojrzałość czy pech?

Wczoraj porzuciłam drugą z kolei książkę, przeczytawszy ledwie początek. Najpierw wzięłam się za Álfrún Gunnlaugsdóttir i zrezygnowałam po jedenastu stronach, potem spróbowałam Einara Kárasona (to już drugie podejście do jego prozy) i wymęczyłam sześćdziesiąt stron. Im jestem starsza tym bardziej szkoda mi czasu na książki, które mnie zupełnie nie zajmują. Mogłabym je przemęczyć, ale w imię czego? Żal mi tych wsyzstkich wspaniałych książek, których nie zdążę przeczytać, więc rezygnuje z niewypałów. To całkiem nowe dla mnie nastawienie. Pierwszy raz przewrałam czytanie książki dopiero chyba cztery lata temu, gdy byłam w ciąży (właśnie owego wyżej wymienionego Kárasona) i miałam ogólną niemoc czytelniczą. Od tego czasu zdarzyło mi się to dopiero w zeszłym roku. Interpretuję to jako dojrzałość czytelniczą, pewnie nieco sobie schlebiając. A jak jest u was? Czytacie za wszelką cenę do końca? Lepiej dobieracie lektury? A może nie macie skrupułów odrzucać książki dla was nudne?

piątek, 2 stycznia 2009

"Gra anioła" Carlosa Ruiza Zafona

Ufff, przeczytałam. Zatopiłam się drugi raz w tajemniczych i wąskich uliczkach Barcelony, przemierzałam z Davidem Martinem ulice i parki tego miasta, towarzysząc mu w jego poczynianiach.
Zafón nawiązuje do swojej poprzedniej powieści, zabierając nas znowu na Cmentarz Zapomnianych Książek oraz do księgarni Sempere. Dopiero pod koniec książki jednak zakoczyłam, że poznajemy dziadka i młodego ojca Daniela, znanego z "Cienia wiatru" oraz jego matkę.
Daniel Martín stracił wcześnie swoją matkę i wychowywany był przez ojca tyrana i alkoholika. Po jego przedwczesnej śmierci pracuje w podrzędnej gazecie, potem jako dziennikarz, by w końcu poświęcić się pisarstwu. Tworzy cykl kyminałów, których akcję umieścił w Barcelonie. Gdy zebrał nieco grosza, spełnia swoje marzenie, wynajmując mroczny i tajmeniczy dom z wieżyczką. Wktórce poznaje swojego nowego zleceniodawcę, zwanego pryncypałem. Ów jegomość - postać dziwna, nieludzka wręcz - zleca mu napisanie powieści, będącej opisem nowej religii, suto Martina opłacając. Od tego momentu życie chorego Daniela radykalnie się znienia, a on sam coraz bardziej uwikłany jest w tajemnicze morderstwa i śledzenie motywów i pochodzenia swojego nowego zleceniodawcy.
Zafón pozostaje wierny swojemy stylowi, który tak bardzo mi się podobał - trzymające w napięciu, potoczyste zdania znowu mnie urzekły. Przekonana również jestem, że wiele zawdzięczamy parze tłumaczy. Miło mi było spotykac na kartach powieści słowa rzadko już używane w polszczyźnie. Podczas gdy "Cień wiatru" określiłabym bardziej jako nieco mroczny kryminał, "Grę anioła" skłonnabym była nazwać wręcz horrorem. Niektóre sceny potrafiły niemal przyprawić mnie o gęsią skórkę. Sądzę, że powieść Zafona to świetny materiał na scenariusz.
Niezbyt podobało mi się zakończenie książki, tajemnicze i niepewne. W poprzedniej książce krytykowałam podane jak kawa na ławę rozwiązanie zagadki, tutaj czuję niedosyt. Nie bardzo potrafię połączyć ze sobą wszystkie wątki. Byłam nieuważnym czytelnikiem, zbyt bardzo skoncentrowanym na akcji, czy taki był zamiar Zafona?
Na koniec wspomnę znów, że powieść Zafona to kopalnia cytatów o książkach, pisarstwie, czytaniu. Najbardziej barwną postacią jest zdecydowanie Isabella - jej charakter i sposób bycia nakreślony jest wręcz mistrzowsko. Jej osoba rozluźnia nieco ciężką atmosferę domu z wieżyczką.
Szalenie jestem ciekawa kolejnej książki Zafona, bo jestem przekonana, że to nie koniec.

Carlos Ruiz Zafón, "Gra anioła", tł. Katarzyna Okrasko i Carlos Maarrodán Casas, 605 str., Muza Warszawa 2008.

czwartek, 1 stycznia 2009

Podsumowanie roku 2008

To był w kwestii czytelniczej rok pełen sukcesów. Od czasu gdy notuję przeczytane tytuły, czyli od 2002 roku, nie przeczytałam tylu książek! W tym roku było ich 60, w zeszłym zaledwie 25! W tym roku zaczęłam znów pracowac po urlopie wychowawczym, więc teoretycznie powinnam mieć mniej czasu na czytanie! Skąd więc tak nagły wzrost? Sama nie wiem. Podejrzewam, że sporą rolę odgrało tu odkrycie świata książkowych blogów oraz zmniejszenie ilości czytanej prasy. Na wiosnę odkryłam dzięki gazetowym forum o książkach inne książkowe blogi a wraz z nimi czytelnicze wyzwania. Zaczęłam czytać recenzje, listy, podziwiać stosiki i dostałam, że się nieelegancko wyrażę, czytelniczego kopa. Dołączenie do blogowego świata to jedno z najistotniejszych odkryć tego roku. A co z prasą? Zalega w ogromnych stosach. Planuję wziąć gazety na urlop i po przeczytaniu wyrzucać, nie będę musiała wieźć z powrotem.

Parę słów o owych 60 książkach. Jest wśród nich kilka dramatów - to oczywiste, że krótkich i z pewnością one zwiększyły liczbę przeczytanych książek.
W jakich krajach najczęściej bywałam?
Niemcy - 12 książek
Wielka Brytania - 9
Polska - 9
Islandia - 7
USA - 7
Hiszpania - 2
Norwegia - 2
Przcezytałam po 1 książce autorów pochodzących z Irlandii, Finlandii, Szwajcarii, Francji, Rosji, Chin, Peru, Włoch, Indii, Argentyny i Szwecji. Przcezytałam również 1 zbiór opowiadań autorów z wielu krajów.
Moje lektury na przyszły rok są już dosyć pewne, vide stosiki, ale chciałabym poznać autorów z krajów, z których nie przeczytałam jeszcze ani jednej książki. Szcególnie interesują mnie Filipiny, Malezja, Tajlandia.

Drodzy czytelnicy mojego bloga dziękuję wam za wszystkie komentarze, które zawsze cieszą i inspirują. Życzę wam wielu fascynujących lektur w Nowym Rooku!

środa, 31 grudnia 2008

Nowe nabytki

Tuż przed końcem roku chciałam jeszcze zaprezentować moje okołoświąteczne nabytki i prezenty.
Te książki sama kupiłam - wszystkie z przeceny. Nie ukrywam, że sporą inspiracją były tu wasze recenzje. Większość powieści zostawiłam mamie do przeczytania, ale na wiele z nich już mam chrapkę.

Po kolei widać:
- Margaret Atwood "Grace i Grace",
- Shan Sa "Brama Niebiańskiego Spokoju",
- Preethi Nair "Sto odcieni bieli",
- Arturo Pérez-Reverte "W cieniu inkwizycji",
- Kate Mosse "Labirynt",
- Sarah-Kate Lynch "Błogosławieni, którzy robią ser",
- Amy Tan "Ratując ryby od utonięcia",
- Aleksandra Marinina "Śmierć i trochę miłości",
- David Lodge "Autor, autor",
- Judith Merkle Riley "Księga Małgorzaty",
- Carolyn Pakhurst "Psy z Wieży Babel",
- Mika Waltari "Karin, córka Monsa",
- Alberto Moravia "Pogarda",
- David Liss "Spisek papierowy".

Powyższe zdjęcie opisu nie wymaga:) Te trzy książki znalazłam pod choinką. Dziękuję Mamo!

I w końcu najnowsze nabytki. Zrealizowałam mój urodzinowy bon i wybrałam te pozycje:

- Ken Follet "Filary ziemi" (bo uznałam, że czas wreszcie przeczytać),
- Iréne Némirowsky "Suite française" (wygląda na szalenie ciekawą),
- Günter Grass "Beim Häuten der Zwiebel" (już dawno chciałam przeczytać),
- Monika Maron "Ach Glück" (w ramach poznawania współczesnej literatury niemieckiej).

"Tajmenicę" Jurija Andruchowycza również dostałam w prezencie. Nic nie wiem o tej książce, na razie mnie do niej nie ciągnie.

A na koniec wisienka na torcie czyli mały kalendarzyk, zawierający dwanaście zakładek, a każda z nich porteret czytającej kobiety:) Wszystkie obrazy można zobaczyć tu.

Jutro pewnie nie będę miała możliwości pisania, ale postaram się niebawem zakończyć ten rok małą czytelniczą statystyką i podsumowaniem.

wtorek, 30 grudnia 2008

"Baśnie barda Beedle'a" J.K. Rowling


I kolejny prezent, króry preczytałam w godzinkę. To kanon baśni znanych wszystkim dzieciom, które wyrastały w rodzinach czarodziejskich. Baśnie piękne i nastrojowe, opatrzone komentarzami Dumbledore'a. Komentarze mają wiele odniesień do wydarzeń z cyklu o Harrym, więc wspaniale przenoszą jeszcze raz w świat Hogwartu. Dla mnie czytelnicza gratka, miła ciekawostka, a uroku jej dodaje fakt, że dochód ze sprzedaży książek zasili konto fundacji CHLG, działającej na rzecz dzieci, mieszkających w domach dziecka.


J.K. Rowling, "Baśnie barda Beedle'a", tł. Andrzej Polkowski, 112 str., wydawnictwo Media Rodzina.

"Sprężyna" Małgorzata Musierowicz

Ksiązki Musierowicz czytam od zawsze. I choć od dawna mnie juz tak nie zachwycają jak kiedyś, nadal z sentymentu je kupuję. Będą dla córki:) "Sprężynę" znalzałam (na własne życzenie) pod choinką i od razu ją połknęłam. Mogę wiele krytykować u Musierowicz ale jedno jest pewne - potrafi ona za każdym razem od nowa wyczarować borejkową atmosferę. Ciepłą, rozgadaną, chaotyczną i rodzinną. Lubię od czasu do czasu zatopić się w ten świat, który pozostawia w sercu i głowie uczucia bliskie moim wspomnieniom z dzieciństwa. Podjerzewam, że duzą rolę odgrywa tu fakt, ze pochłaniałam Jezycjadę w latach szkolnych. Do dziś potrafię przywołać obrazy, które wtedy powstawały w mojej głowie.
A o czym jest "Sprężyna"? Tym razem o Laurze, czyli Tygrysku. Autorka wydaje się również profilować postać Łucji - córki Idy. Odnoszę spore wrazenie, ze to właśnie ona w przyszłości będzie odgrywała sporą rolę.

Podsumowując dla fanów Jezycjady ten tom to mus. Ale oni pewnie o tym wiedzą:)



Małgorzata Musierowicz, "Sprężyna", wydawnictwo Akapit Press

"Cień wiatru" Carlos Ruiz Zafon


Czas nadrobić świąteczne zaległości i podzielić się z wam kilkoma recenzjami, a także nowymi nabytkami książkowymi. Najpierw parę słów o "Cieniu wiatru".

O książce słyszałam już dawno, ale jakoś ciągle było mi z nią nie podrodze. Wreszcie Kinga sprezentowała mi polskie wydanie i od razu zabrałam się za czytanie. Powieść wciągnęła mnie właściwie od pierwszych stron, a właściwie zafascynowała mnie wizja Cmentarza Zapomnianych Książek. Cóz to musi być za fascynujące miejsce! Pozazdrościłam Izaakowi zajęcia:) O czym książka jest większość chyba wie. Nie będę więc szczegółowo opisywać fabuły, wspominając jedynie, że poznajemy historię Daniela Sempere, syna księgarza i antykwariusza, któremu podczas wizyty na Cmentarzu Zapomnianych Książek wpada w ręce powieść nikomu nieznanego Juliana Caraksa "Cień wiatru". Chłopiec zafascynowany powieścią rozpoczyna poszukiwania wszelkich informacji na temat autora. Z początkowo mrocznej i pełnej tajemniczej atmosfery powieści pozostaje czytelnikowi jedynie zagadka kryminalna. Przyznam, że czułam się tym trochę rozczarowana, chętnie przeczytałabym więcej o książkach i porozkoszowała się mroczną atmosferą. Kolejnym zaskoczeniem było dla mnie dosyć proste rozwiązanie zagadki w postaci listu Nurii Monforte do Daniela. Przyznam, że nie domyslałam się przedstawionych przez nią powiązań, ale podanie ich wręcz na talerzu nieco zubożyło powieść.

Zachwycił mnie za to styl Zafona. Pisze dokładnie tak, jak lubię. Długie (ale nie za długie!) zdania, opisujące dokładnie wydarzenia i postaci. Łatwo przy takich zdaniach popaść w dłużyzny, ale Zafonowi udało się ich uniknąć. Prawdziwymi perełkami jest dla mnie cała postać Fermina Romero de Torres, a zwłaszcza dialogi z jego udziałem. Zafón wzniósł się na wyzyny swojego warsztatu pisarskiego szkicując tę postać. Warto równiez wspomnieć, iz autor umiejscowił akcję w czasach dyktatury Franco - co równiez odgrywa niemałą rolę w akcji powieści.
Opisy dzielnic i zakamarków Barcelony aż proszą o odwiedzenie tego miasta. Bardzo podobały mi się te opisy domów, kamienic i zaułków.

Cieszę się, że przeczytałam "Cień wiatru" - to książka z kategorii tych, które czyta się na jednym oddechu, które wciągają w swój świat. Ostatnio brakuje mi takich lektur, tym chętniej sięgnęłam po "Grę anioła", którą znalazłam pod choinką.

P.S. Ksiązka juz powędrowała do kolejnego czytelnika, więc nie mogę posłuzyć się cytatami. Autor bloga moje lektury zestawił sporo pięknych cytatów, zapraszam więc do niego.

Carlosa Ruiza Zafón, Cień wiatru, tł. Beata Fabjańska-Potapczuk i Carlos Marrodán Casas, Wydawnictwo Muza.

poniedziałek, 22 grudnia 2008

Życzenia świąteczne


W środę rano planujemy wyjazd więc chciałabym już teraz złożyć wam życzenia świąteczne:) Kochani czytelnicy życzę wam harmonii, spokoju, czasu i nastroju do zaszycia się z książką oraz wspaniałych literackich prezentów! Do przeczytania tuż po świętach!

niedziela, 14 grudnia 2008

Urodzinowe łupy:)

Kilka dni temu miałam urodziny i moi bliscy i kochani obdarzyli mnie m.in. sporą ilością książek.
Otrzymałam następujące tytuły:
- "Der einsame Weg" Arthura Schnitzlera wraz z bonem do teatru, ta sztuka będzie miała premierę wiosną,
- "Bieguni" Olgi Tokarczuk,
- "Zusammen ist man weniger allein" Anny Gavaldy,
- "Złoty pelikan" Stefana Chwina,
- "Piekło pocztowe" Terry'ego Pratchetta,
- "Das ideale Verbrechen" Stelli Blómkvist (to własny łup na wyprzedaży),
- "Cień wiatru" Carlosa Ruiza Zafóna.
Tą ostatnią książkę dostałam dwa razy, w dwóch różnych językach. Tak więc mogę spodziewać się jeszcze jednej innej książki na wymianę. Do tego dostałam bon do księgarni, za króry kupię pewnie ok. 4 książek. Teraz czeka mnie wybór tytułów. Macie jakieś sugestie?
Ponadto zamówiłam 12 (dwanaście!) książek w bardzo taniej księgarni internetowej a także dostanę kilka tytułów pod choinkę. Mój stos rośnie w sposób zupełnie niekontrolowany i z końcem roku dosięgnie sufitu, bo książki leżą na moim nocnym stoliku.

sobota, 13 grudnia 2008

"Nie było powrotu" Herbert Reinoss


Książkę skończyłam czytać już kilka dni temu i wciąż zastanawiam się jak ją zrecenzować. Tymczasem zabrałam się za czytanie czasopism, obserwując niekontrolowany wzrost książkowego stosu.
"Nie było powrotu" to zbiór opowiadań, relacji osób, które przeżyły wypędzenia z byłych rejonów niemieckich. Najpierw czytamy relacje osób, które srogą zimą 1945 roku same uciekały z Prus Wschodnich przed nadchodzącą armią rosyjską. W drugiej części swoje losy relacjonują osoby, które zostały wygnane ze swoich domów po wojnie. Tutaj najczęściej są to osoby z Dolnego Śląska. Trudno recenzować więc takie świadectwa. Każda z tych osób opowiada o własnych, trudnych losach, o chwilach zwątpienia i rozpaczy. Poznajemy relacje prostych osób, lekarza, mnicha, właścicieli ziemskich. Podejrzewam, że dla wielu osób są to fakty nieznane, obawiam się, że niewiele osób zdaje sobie sprawę w jak skandaliczny, poniżający i brutalny sposób wypędzano Niemców.
Książka skłania naturalnie do rozważań na temat sposobu i konieczności przeprowadzenia wypędzeń. Jak wspominałam, odbywały się one w skandalicznych warunkach bez poszanowania jakichkolwiek reguł. Los wypędzonych w Niemczech też nie należał do najłatwiejszych. Nie zadbano o ich asymilację i akceptację w społeczeństwie.
Temat wypędzeń wzbudza w Polakach wiele emocji, odnoszę wrażenie, że przeważa myślenie odrzucające jakiekolwiek poczucie winy, skoro to właśnie Niemcy rozpoczęli wojnę. Trudno uwolnić się od myślenia na osi winny-niewinny. To temat, który często pojawia się w moich myślach, który porusza i skłania do refleksji. Bliski mi także, gdyż doświadczyła wypędzeń rodzina mojego męża. Po przeczytaniu tej książki na pewno inaczej spojrzę na ich relacje. Chętnie wzięłabym udział w konstruktywnej dyskusji na ten temat, dyskusji popartej dobrze ugruntowanymi argumentami, reflesyjnej i pouczającej. Myślę, że to jeden z tematów, który należy poruszać. Dobrze więc stało się, że została wydana taka książka. Bardzo jednak żałuję, że sporo w niej niedociągnięć - ze strony tłumacza i redacji. Raziły mnie błędy czy to w tłumaczeniu nazw miejscowości, czy to niekonsekwencja w używaniu nazw polskich i niemieckich czy też dosłowne tłumaczenia niektórych wyrażeń.


"Nie było powrotu", pod. red. Herberta Reinossa, tł. Jola Zepp, 278 str., Replika 2008.