niedziela, 29 listopada 2009

Lista nominowanych do Książki Roku 2009 Polskiej Sekcji IBBY

Kilka dni temu Polska Sekcja IBBY ogłosiła listę nominowanych, która wygląda tak:

Jury literackie w składzie: Ewa Gruda, Joanna Papuzińska-Beksiak (przewodnicząca), Danuta

Świerczyńska-Jelonek nominowało do nagrody następujące utwory:

1. Zofia Beszczyńska: Lusterko z Futra (Media Rodzina)

2. Bohdan Butenko: Krulewna Śnieżka (Nasza Księgarnia)

3. Grzegorz Gortat: Szczury i wilki (Nasza Księgarnia)

4. Małgorzata Gutowska-Adamczyk: Wystarczy, że jesteś (Nasza Księgarnia)

5. Jacek Inglot: Eri i smok (Skrzat)

6. Roksana Jędrzejewska-Wróbel: Kosmita (Fundacja ING Bank Śląski)

7. Andrzej Maleszka: Magiczne drzewo. Czerwone krzesło (Znak)

8. Ewa Nowak: Bardzo biała wrona (Egmont)

9. Anna Onichimowska: O zwierzaku, którego nie było (Arkady)

10. Jacek Podsiadło: Czerwona kartka dla Sprężyny (Nasza Księgarnia)

11. Krystyna Siesicka: Zatrzymaj echo (Akapit Press)

12.Barbara Stenka: Akcja „Chłopaki” (Nasza Księgarnia)

13. Małgorzata Strzałkowska: Zielony i Nikt (Bajka)

14. Wojciech Widłak: Opowieści do poduszki (Media Rodzina)

15. Rafał Witek: Julka Kulka, Fioletka i ja (Bajka)

Jury graficzne w składzie: Dorota Łoskot-Cichocka, Joanna Olech (przewodnicząca), Maria

Ryll nominowało do nagrody następujące osoby:

1. Ignacy Czwartos za ilustracje do książki Lądowanie rinowirusów. Przeziębienie Wojciecha

Feleszki (Hokus-Pokus)

2. Agata Dudek za ilustracje do książki obrazkowej Czy można dotknąć tęczy? z tekstem

Przemysława Wechterowicza (Endo)

3. Piotr Fąfrowicz za ilustracje do ksążki Zielony i Nikt Małgorzaty Strzałkowskiej w

opracowaniu graficznym Ewy Stiasny (Bajka)

4. Monika Hanulak za opracowanie graficzne książki Debata filozoficzna Królika z Dudkiem o Sprawiedliwości Leszka Kołakowskiego (Muchomor)

5. Marta Ignerska za ilustracje do książki Babcia robi na drutach Uri Orleva (Wytwórnia)

6. Marta Ignerska za ilustracje do książki Atlas świata. Afryka z tekstami Zofii Staneckiej,

Kingi Preibisz-Wala i Marii Deskur (LektorKlett)

7. Ewa Kozyra-Pawlak za ilustracje do Księżniczki na ziarnku grochu Andersena (Media

Rodzina)

8. Ewa Kozyra-Pawlak i Paweł Pawlak za Mój pierwszy atlas świata z tekstami Marii Deskur

(LektorKlett)

9. Daniel de Latour za ilustracje do książki Wyprawa do kraju księcia Marginała Henryka

Bardijewskiego (Stentor. Kora)

10. Lucyna Legut za książkę autorską Trzy bajki (Prószyński i S-ka)

11. Paweł Pawlak za ilustracje i projekt graficzny książki Podręczny NIEporadnik. Do czego

nie służy młotek z tekstem Wojciecha Widłaka (Czerwony Konik)

12. Ewa Stiasny za ilustracje i opracowanie graficzne książki Tydzień Konstancji Olgi Masiuk

(Dwie Siostry)

13. Elżbieta Wasiuczyńska za ilustracje do Królowej Śniegu Andersena (Media Rodzina)

14. Elżbieta Wasiuczyńska za książkę autorską Mój pierwszy alfabet w opracowaniu

graficznym Doroty Nowackiej (LektorKlett)

15. Aleksandra Woldańska za ilustracje do książki Mrówka wychodzi za mąż z tekstem

Przemysława Wechterowicza (Czerwony Konik)


Wiele ciekawych pozycji, niektóre z nich już znamy, wielu jeszcze z Czterolatką nie czytałyśmy. Lista na pewno będzie dla nas źródłem inspiracji.

sobota, 28 listopada 2009

"Zanim umrę" Jenny Downham


Zanim zaczęłam czytać książkę, spojrzałam na tył okładki i przeczytałam fragment recenzji: "Nie wierzę, że można ją było przeczytać i nie zapłakać". Hmm, nie lubię ckliwych książek i troszkę mnie te słowa zniechęciły. Niepotrzebnie, bo "Zanim umrę" okazała się być bardzo dobrą lekturą.

Szesnastoletnia Tessa choruje na białaczkę, wszystkie terapie zawiodły i dziewczyna wie, że w najbliższym czasie czeka ją śmierć. Postanawia sporządzić listę rzeczy, których chciałaby doświadczyć zanim umrze. Są na niej i seks, i narkotyki, jest przestępstwo i daleka podróż. Tessa zabiera się za odhaczanie kolejnych punktów z listy, zaczynając od seksu, który zaplanowała na rozpoczynający powieść wieczór.

Dziewczyna mieszka z ojcem i bratem. Ojciec poświęcił dla córki pracę i własne życie. Od czterech lat troszczy się o nią, szuka terapii alternatywnych i czuwa nad jej samopoczuciem. Matka jest gościem okazyjnym, unika obecności przy zabiegach, których poddawana jest Tessa. Tessa i jej brat Cal pragną jednak, by rodzice zeszli się ze sobą na nowo.
Tessa ma humory i trudne dni, testuje cierpliwość ojca, boryka się ze swoimi marzeniami i bywa nieobliczalna. Można się zastanawiać czy te zachowania to wynik choroby, czy raczej należy je przypisać okresowi dojrzewania. Jestem skłonna właśnie tak widzieć tę książkę - jako zapis okresu dojrzewania i kształtowania osobowości szesnastoletniej dziewczyny. Dojrzewania niełatwego, bo w cieniu choroby, która poniekąd sprawia, że Tessa może pozwolić sobie na bardziej nieobliczalne zachowania oraz na większą ich kompensację, gdyż tak mało czasu jej zostało.
Autorka świetnie ukazuje przemyślenia i rozterki Tessy, a także sposób w jaki z chorobą siostry obchodzi się jej młodszy brat. Wzrusza jego pełna akcpetacja siostry, jego szczere pytania dotyczące śmierci. Najbardziej jednak porusza ostatnia część książki, w której autorka opisuje umieranie Tessy. Czytelnik przeżywa wraz z dziewczyną jej stopniową utratę świadomości, dzieląc z nią ostatnie obrazy jakie przesuwają się przed jej oczami. Trudno w tym momencie nie połykać łez. Sposób w jaki autorka opisuje te ostatnie dni wydaje mi się być nowatorski. Czyni to z punktu widzenia chorej. Nie spotkałam się jeszcze z takim sposobem ukazania śmierci. Największym plusem tej powieści jest w moim mniemaniu to, że autorce udało się uniknąć sentymentalizmu.
Książka ważna, warta przeczytania. Polecam!

Jenny Downham, Zanim umrę, tł. Monika Gajdzińska, 268 str., Nasza Księgarnia.

"Apetyt na kwaśne winogrona" Irena Matuszkiewicz


Lilka, Oliwia i Mikołaj tworzą zgraną paczkę, zwaną trio, od wielu lat. Teraz czeka ich nowy etap w życiu - wszyscy zaczynają naukę w liceum. Lilkę czeka dodatkowe wyzwanie - jej mama wyjeżdża do USA do chorego ojca i Lilka zostaje sama na kilka miesięcy. Opiekę nad nią roztaczać mają dwie koszmarne ciotkeczki i całkiem fajny wujek.
Irena Matuszkiewicz opisuje całą paletę wyzwań i problemów, przed jakimi stają współczesne nastolatki. W nowej klasie nawiązują się pierwsze znajomości. Trio stoi nieco na uboczu, lecz dołącza do nich Majka, dziewczyna kłopotliwa, niezbyt lubiana przez żeńską częśc trio. I faktycznie Majka będzie przyczyną wielu problemów, z którymi troje bohaterów musi sobie poradzić. W pierwszej klasie liceum nadchodzi czas na pierwsze miłości, na nawiązywanie przyjaźni, na rozwiązywanie konfliktów z nauczycielami. Matuszkiewicz umiejętnie wprowadza problemtykę samodzielności, konfrontuje nastolatków z narkotykami i alkoholem. Wszystko to autorka czyni zgrabnie, bez zbędnego moralizatorstwa, pouczania i sztywności. Książkę czyta się z zapartym tchem, dzięki wartkiemu stylowi autorki. Matuszkiewicz udaje się zręcznie wprowadzić elementy młodzieżowego slangu oraz odniesienia do rzeczywistości. Dzięki tym zabiegom książka nabiera realizmu i jestem pewna, że młodemu czytelnikowi łatwiej będzie się zżyć z jej bohaterami.
Myślę, że książka Matuszkiewicz ma szansę przypaść do gustu nastolatkom i świetnie nadaje się na prezent gwiazdkowy:)

Irena Matuszkiewicz, Apetyt na kwaśne winogrona, 271 str, Nasza Księgarnia.

"Kind aller Völker" Pramoedya Ananta Toer


Po ponad 150 stronach poddałam się. Naprawdę miałam wielką chęć przeczytać tę książkę do końca ale niestety nie jestem w stanie. Tak więc z literatury indonezyjskiej na razie poznałam mały wycinek. Według notki wydawcy Pramoedya Ananta Toer jest najwybitniejszym pisarzem indonezyjskim, urodzonym na Jawie. Tym bardziej przykro mi, że nie potrafię go docenić.
Akcję swojej powieści umieszcza pod koniec dziwiętnastego wieku. Indonezja jest holenderską kolonią. W centrum powieści stoi Minke, młody mieszkaniec Jawy, z dobrego, bogatego domu. Jego piękna żona zostaje uprowadzona i wywieziona do Holandii. Na statku popada w apatię i w końcu umiera. Niestety autor nie wyjaśnia bliższych okoliczności tego wydarzenia. Minke jest dziennikarzem, piszącym po holendersku i wierzącym w wyższość kultury europejskiej. Stopniowa jego wiara w Holendrów jednak zaczyna się zmieniać, a sam Minke z entuzjasty kolonistów zamienia się w sceptyka.
Autor opisuje polityczną sytuację, dyskusje Indonezyjczyków, zmiany kulturowe w Azji - to tematyka, która żywo mnie inetersuje, ale jakże nudno jest podana! Na kartach powieści nie dzieje się właściwie nic, wywody przyjaciół i samego Minke zwyczajnie nudzą. Szkoda, na razie Indonzję odhaczam i mam nadzieję trafić na innego autora z tego kraju.

Pramoedya Ananta Toer, Kind aller Völker, tł. Brigitte Schneebeli, 426 str., Unionsverlag.

piątek, 20 listopada 2009

3 urodziny bloga

Tak, już trzy lata piszę bloga. W ciągu tych trzech lat wiele się zmieniło. Blog ten w założeniu miał być prywatnym miejscem, dzięki któremu łatwiej miałam zapamiętać treść przeczytanych książek. W 2002 roku zaczęłam notować przeczytane tytuły ale po jakimś czasie stwierdziłam, że niestety w przypadku niektórych książek zupełnie ulatuje mi ich treść. Z zamiarem założenia bloga nosiłam się już jakiś czas, miałam już przecież doświadczenie w blogowaniu, dzięki blogowi mojej córki. Gdy blog powstał zaczęłam zamieszczać na nim naprawdę krótkie notki. Często traktowałam go wręcz po macoszemu. Do momentu gdy odkryłam całą literacką społeczność blogową. To było jak odkrycie nowego świata - nie zdawałam sobie sprawy ilu moli książkowych pisze o swojej pasji. Wspaniałym doświadczeniem stały się wyzwania książkowe. Wciągnęłam się na całego i prowadząc bloga rekompensuję sobie po części niespełnione marzenia o pracy z książkami. Wprawdzie mam na codzień do czynienia ze słowem pisanym, czasem nawet z autorami ale niestety nie jest to jednak praca stricte z książkami związana. Dzięki blogowi zaczęłam czytać więcej, bardziej świadomie, poznałam nowe obszary literackie, zmobilizowałam się do realizacji od dawna czynionych planów czytelniczych, nawiązałam współpracę z wydawnictwami, co daje mi ogromną satysfakcję i wreszcie poznałam wirtualnie wiele ciekawych, nietuzinkowych osób, które stale inspirują mnie czytelniczo i kulturalnie. Nie ukrywam, że z momentem otrzymania pierwszego komentarza na blogu, pisanie notek nabrało większego sensu. Z satysfakcją czytam wasze uwagi, które dają mi wiele nowych impulsów i wskazówek. Dziękuję za wasze odwiedziny i notki, tak dla mnie cenne! A sobie życzę wytrwałości w pisaniu przez następny rok:)

"Wystarczy, że jesteś" Małgorzata Gutowska-Adamczyk


Weronika jest licealistką, dobrą uczennicą z etykietką szarej myszki. Weronika nie wierzy w siebie, uważa, że jest gorsza i beznadziejna ale ma jedno wielkie marzenie. Pragnie miłości - miłości takiej, o jakiej marzą nastolatki czyli czystej, romantycznej i bezkompromisowej. Gdy przypadkiem poznaje w pociągu Filipa - studenta aktorstwa - wpada jak śliwka w kompot. Kocha, cierpi, czeka, marzy i pisze bloga. Małgorzata Gutowska-Adamczyk stwarza świat nastolatki takim, jakim on faktycznie często jest. Potrafi ona oddać jego beztroskę, naiwność, a marzenia nastolatki umiejscowić w szkolnych realiach. Jej Weronika zmienia się, dojrzewa emocjonalnie, poznaje piękne i gorzkie strony miłości i przyjaźni. Myślę, że to świetna lektura dla nastolatek - zwłaszcza dla dziewczyn nieco zahukanych, bujających głową w obłokach. Książkę czyta się wartko, autorka potrafi zainteresować losami swojej bohaterki, a dzięki odniesieniom do aktualnych wydarzeń nie brakuje na kartach powieści realizmu. Dodatkową rekomendację stanowi z pewnością nominacja Polskiej Sekcji IBBY do Książki Roku 2009. Polecam jako prezent gwiazdkowy dla młodych dziewczyn.

Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Wystarczy, że jesteś, 291 str., Nasza Księgarnia.

środa, 18 listopada 2009

"Brandstifter" Jón Hallur Stefánsson


Skoro znów jestem w Islandii, postanowiłam przeczytać kolejną, ostatnią już książkę z tego kraju, jaką miałam w moim stosie.
"Brandstifter" czyli "Podpalacz" Stefánssona to według reklamy na książce kryminał. Troszkę naciągane to określenie, moim zdaniem. Wprawdzie mamy komisarza, policję i przestępstwo w postaci podpalonych domów ale.....
Jesteśmy na wschodzie Islandii, w małym miasteczku. Kilka miesięcy wcześniej spłonął dom pastorstwa, a w momencie rozpoczęcia akcji płonie dom jednej z rodzin, która właśnie spędza świąteczne ferie na Wyspach Kanaryjskich. Do miasteczka przybywa z Reykjaviku komisarz Eggertsson, który rozpoczyna śledztwo. Nie jest to jednak typowe śledztwo, a bardziej praca psychologa. Wraz z kolejną stroną książki poznajemy problemy mieszkańców, ich uwikłania, zależności, wioskowe plotki i problemy z przeszłości. I właśnie o tym ta powieść jest. To nie kryminał a obraz małomiasteczkowego życia, próba psychologicznego portretu mieszkańców małej społeczności. Świadomie piszę próba, bo całkiem udana ona nie jest. Stefánssonowi nie udało się uniknąć dłużyzn, zbyt dokładnych opisów i przewidywalności. Osoba podpalacza była dla mnie jasna bardzo szybko a powiązania między mieszkańcami dosyć papierowe i jednoznaczne.
Nie żałuję przeczytania tej książki, ale z czystym sumieniem polecić nie mogę.

Jón Hallur Stefánsson, Brandstifter, tł. Betty Wahl, 396 str., List.

"Sommerlicht, und dann kommt die Nacht" Jón Kalman Stefánsson


Sara wybrała dla mnie tę książkę w ramach stosikowego losowania. I jestem jej za to wdzięczna. Nie planowałam przeczytania jej w najbliższym czasie i to był błąd. Moja pracowa koleżanka miała rację warto sięgnąć po Stefánssona.
Ja sięgnęłam po książkę tego autora już drugi raz i nie żałuję. O ile pierwsze z nim spotkanie nie było tak udane, to teraz z prawdziwą przyjemnością zatopiłam się w świat małej wioski, zagubionej w zachodniach fjordach Islandii. Jeszcze większą przyjemność sprawiło mi obcowanie z językiem Stefánssona. Szalenie podobają mi się jego zdania - długie, ale nie za długie, zaskakujące, ale nie przekombinowane, opisowe ale nie przegadane. I poetyckie ale bez przesady. Bo uwaxny czytelnik mojego bloga pewnie już zauważył, że nadmiar poetyckości w prozie źle mi służy.
Na pierwszy rzut oka wiejski mikrokosmos jako główny temat powieści nie brzmi zbyt spektakularnie. A jednak. Stefánsson wprawdzie umieszcza akcję w dosłownie zapadłej dziurze, potrafi jednak opowiadając losy mieszkańców wioski, dać odpowiedzi na pytania ponadczasowe, dotyczące każdego. Brzmi znów banalnie? Uwierzcie, banalnie nie jest. I nie jest nudno. Warto poznać losy bogatego przedsiębiorcy, który porzuca żonę i pracę, by poświęcić się studiowaniu łaciny, starym księgom i astronomii. Warto też zajrzeć do wioskowego sklepu, w którym zaczyna straszyć. I warto spotkać samotnika, którego nagle zaczyna odwiedzać kobieta. Warto też zobaczyć jakimi ścieżkami porusza się miłość i jaki to ma wpływ na wioskową wspólnotę.
Stefánsson wspina się coraz wyżej na liście moich ulubionych islandzkich pisarzy. Na pewno sięgnę po jego inne książki i mam nadzieję, że i niebawem polski czytelnik będzie mógł poznać tego pisarza.

Jón Kalman Stefánsson, Sommerlicht, und dann kommt die Nacht, tł. Karl-Ludwig Wetzig, 312 str, Reclam.

piątek, 13 listopada 2009

"Korzystaj z dnia" Saul Bellow

Wilhelm jest życiowym nieudacznikiem - nie skończył studiów, nie wyszła mu kariera aktorska, rozpadło się jego małżeństwo, nie ma przyjaciół, nie ma perspektyw, nie układają mu się stosunki z ojcem. Ale właśnie do starego ojca zwraca się o pomoc finansową.
Czytelnik poznaje Wilhelma i jego typowy dzień, który spędza na śniadaniu w kawiarni, rozmowach, podejrzanych spekulacjach giełdowych, które z pewnością nie przyniosą zysku oraz na użalaniu się nad sobą. Nie znalazłam tu zapowiadanego przez wydawcę komizmu, każda strona pełna jest w moim odczuciu tragizmu i beznadziei, braku pomysłu na życie i samoużalania się. Nie polubiłam Wilhelma nic a nic - spodobała mi się za to postawa jego ojca. Trudno mi w tej niewielkiej książeczce doszukać się głębszego przesłania - odbieram ją jako szkic psychologiczny postaci Wilhelma oraz jako szkic wielkiego miasta - Nowy Jork obecny jest bowiem na kartach powieści.
Myślę, że sięgnę po szerszy utwór Bellowa, bo po "Korzystaj z dnia" trudno mi sobie stworzyć portret tego noblisty.

Saul Bellow, Korzystaj z dnia, tł. Andrzej Nowicki, 164 str., Czytelnik.

"Cudowna podróż" Selma Lagerlöf


Tak, poszłam na łatwiznę w przypadku tej noblistki. Nie mogłam się przemóc, by sięgnąć po inną jej dorosłą powieść po fiasku z "Göstą Berlingiem". Podeszłam więc Lagerlöf od strony dziecięcej, pamiętając jednak, że próbowałam przeczytać "Cudowną podróż" w dzieciństwie i wtedy mi się nie podobała.
Lagerlöf opisuje losy chłopca - Nilsa Holgerssona. Chłopca leniwego, ospałego, dokuczającego zwierzętom i przysparzającego trosk rodzicom. Pewnego dnia, gdy Nils zostaje sam w domu, spotyka karsnoludka, któremu nie chce pomóc. Za karę sam zostaje zamieniony w krasnoludka. Żadne ze zwierząt nie chce pomóc krnąbrnemu Nilsowi i zrozpaczony chłopiec sam próbuje odnaleźć sprawcę swojego nieszczęścia. Gdy nad jego zagrodą przelatuje sznur dzikich gęsi, młody gąsior pragnie do nich dołączyć - Nils próbując go zatrzymać, zostaje uniesiony w przestworza i rusza w największą podróż życia. Wraz z gęsiami poznaje świat zwierząt, spełnia wiele dobrych uczynków i staje się przyjacielem zwierząt. Z gąsiorem Marcinem łączy go prawdziwa przyjaźń. "Cudowna podróż" to jednak przede wszystkim książka o Szwecji - Lagerlöf opisuje poszczególne krainy, szwedzkie krajobrazy i życie Szwedów. Potrafię sobie wyobrazić, że to bardzo pouczająca lektura dla szwedzkich dzieci. Nie bardzo rozumiem jednak dlaczego znalazła się ona w kanonie lektur polskiego ucznia.
"Cudowna podróż" to lektura zdecydowanie lżejsza od "Gösty Berlinga" ale, moim zdaniem, nieobowiązkowa.

Selma Lagerlöf, Cudowna podróż, tł. Teresa Chłapowska, 103 str., Nasza Księgarnia.

"Świat finansjery" Terry Pratchett


Znany z "Piekła pocztowego" Moist von Lipwig staje przed nowym wyzwaniem. Wyzwaniem, które początkowo go wcale nie interesuje. Lord Vetinari ma swoje sposoby, by zainteresować Moista Królewską Mennicą. Gdy umiera ostatnia dziedziczka banku, Mois dziedziczy jej psa, który stał się właścicielem pakietu akcji. Zadaniem Moista jest zarządzanie bankiem w imieniu psa-prezesa. Lipwig odkrywa więc jak funkcjonuje bank - poznaje głównego kasjera, który chyba jest wampirem, zagląda do piwnicy, gdzie stoi dziwny twór, kierowany przez szalonego Huberta na spółkę z Igorem i w końcu poznaje nietuzinkową rodzinkę zmarłej, która ma ogromną chrapkę na spadek. Zwłaszcza Cosmo, którego największym wzorem jest Vetinari. Wielką rolę odgrywają również golemy i magowie. Pojawia się nawet straż. Czyli czytelnik dostaje wszystko, co Pratchett potrafi najlepiej. Ja jednak nadal oczuwam zmęczenie materiałem i znów nie odczułam rozśmieszająco-relaksaującego wpływu Pratchetta. Z waszych komentarzy i recenzji wiem, że Pratchett się nie pogorszył, więc to jednak ja z pewnością potrzebuję przerwy od Świata Dysku.

Terry Pratchett, Świat finansjery, tł. Piotr W. Cholewa, 351 str, Prószyński i S-ka.

"Śmierć ma 143 cm wzrostu" Sebastian Fitzek


Kolejny Fitzek, który jednak nieco mniej mi się podobał. W moim odczuciu autor zbyt bardzo zagmatwał wątki i nie potrafił utrzymać napięcia przez całą powieść. A może fakt, iż czytałam książkę tuż przed i po porodzie, wpłynął na mój odbiór?
Poznajemy więc Roberta Sterna - prawnika, który dziesięć lat wcześniej stracił nowonarodzonego synka - Feliksa. Dotąd nie potrafi otrząsnąć się po utracie syna - jego małżeństwo się rozpadło, a życie przypomina wegetację. Kontaktuje się z nim była kochanka, która przedstawia Robertowi Simona - nieuleczalnie chorego chłopca, który po zabiegu hipnozy wskazuje miejsca, gdzie zostały popełnione zbrodnie. Stren pozwala wciągnąć się w śledztwo, by udowodnić Simonowi, że to nie on jest mordercą. Równocześnie kontakt z Robertem nawiązuje tajemniczy Głos, który przesyła mu kasetę video, sugerującą, że Feliks został porwany ze szpitala i żyje. Robert brnie w niebezpieczne śledztwo, by poznać prawdę o synu. Szantażujący go Głos, zmusza Roberta do odszukiwania kolejnych ofiar, wskazywanych przez Simona i odnalezienia ich prawdziwego mordercy.
Fitzkowi udaje się rozwiązać zagadkę w sposób nieoczekiwany, wszystkie wątki zostają ze sobą świetnie powiązane ale jednak za dużo dla mnie happy endu w tej powieści. Coś mnie w niej uwiera i mimo że pomysł na fabułę jest niezwykle ciekawy, nie potrafiłam się tak oddać lekturze, jak w przypadku poprzednich thrillerów Fitzka. Co nie znaczy jednak, że nie przeczytam jego następnych powieści. Jedna czeka już nawet na półce.

Sebastian Fitzek, Das Kind, 389 str., Knaur.

sobota, 7 listopada 2009

Krótka przerwa

Krótka przerwa w pisaniu recenzji, spowodowana tym wydarzeniem, niebawem się skończy. Czytać nie przestałam:)

sobota, 31 października 2009

Stosikowe losowanie runda 1 - pary i wybór książki!

Rozlosowałam pary:

Sara wybiera numer książki dla Anny i jest to 1 - recenzja
Patrycja Antonina wybiera numer książki dla Sary i jest to 1
A-arachne wybiera numer książki dla Kalio i jest to 32 - recenzja
Kalio wybiera numer książki dla Maniiczytania i jest to 22 - recenzja
Anna wybiera numer książki dla A-arachne i jest to 3
Maniczytania wybiera numer książki dla Patrycji Antoniny i jest to 13 - recenzja.


Proszę o wybranie przez was książek i podanie wybranej cyfry w komentarzach. Patrycję proszę o podanie liczby książek w stosie, żeby Maniaczytania mogła dokonać losowania.
Miłego czytania i recenzowania! Proszę o podlinkowanie tutaj recenzji po przeczytaniu książki:)

"Mord in Thingvellir" Stella Blómkvist


Jednak zdecydowałam się na przeczytanie kolejnego kryminału pani Blómkvist. Znów nie była to rewelacja ale jednak autorka wprowadziła kilka zmian. Przede wszystkim wreszcie widać jakieś zmiany w postaci prawniczki. Poznajemy jej przeszłość, głównie ojca, który umiera. Stella zaczyna odczuwać zmęczenie swoim, jakkolwiek by nie oceniać, pustym życiem i zaczyna odczuwać instynkt macierzyński. Nie są to wyrafinowane rozwiązania psychologiczne ale choć trochę ubarwiają powieść.
A jaką intrygę tym razem wymyśliła Blómkvist? Znów obracamy się w kręgach islandzkich prominentów, zaplątanych w ciemne interesy. A wszystko rozpoczyna się od znalezienia ciała kurdyjskiej dziewczyny w dolinie Thingvellir - kolebce islandzkiej demokarcji i miejscu, gdzie wcześniej dokonywano mordów na osądzonych kobietach. Podejrzenie od razu pada na ojca dziewczyny, któremu zarzucone zostaje morderstwo w obronie własnego honoru. Dziewczyna zbyt bardzo upodobniła się do islandzkich rówieśniczek. Stella jest jednak innego zdania i jej śledztwo zaprowadzi ją do tak wysokich rangą osób jak minister sprawiedliwości, a także pomoże odkryć przeszłość własnego ojca.
Czytało się lekko i przyjemnie. Nużyły mnie znów opisy wybryków seksulanych prawniczki oraz jej zamiłowania do whiskey.
Teraz rzucam się na kolejnego Fitzka, na pewno będzie ciekawiej!

Stella Blómkvist, Mord in Thingvellir, tł. Elena Teuffer, 346 str., btb.

czwartek, 29 października 2009

Stosikowe losowanie runda 1

Do 1 rundy stosikowego losowania zgłosiły się:

Sara - 5 książek
Patrycja Antonina - 24 książki
A-arachne - 10 książek
Kalio - 78 książek
Anna - 30 książek
Maniaczytania - 60 książek

Do niedzieli, 1.11., czekam na dalsze zgłoszenia oraz na podanie liczby książek w aktualnym stosie.
W niedzielę wieczorem rozlosuję pary (chyba, że urodzę, wtedy losowanie przesunę na po), a wy wybierzecie numer książki do przeczytania dla partnerki. Proszę o podanie go w komentarzach. Można również pochwalić się jaki tytuł został dla nas wybrany.

Książkę należy przeczytać w ciągu 1 miesiąca.
Mile widziana recenzja.
Jeśli wylosowana książka jest jedną z cyklu, można (a nawet pewnie należy) zacząć czytać od pierwszego tomu.
Uczestnicy automatycznie przechodzą do drugiej rundy, którą za około miesiąc zaanonsuję na blogu.

Miłej zabawy i czekam na odzew!

"Der falsche Mörder" Stella Blómkvist


Pierwszą książkę ze Stellą w roli głównej przeczytałam w styczniu, o czym pisałam tu. W wyniku stosikowego losowania przypadł mi kolejny jej kryminał. Po przeczytanych ostatnio książkach Fitzka, ten kryminał wypadł blado. Trochę nudziła mnie tym razem postać Stelli, która poza pracą myśli tylko o imprezach, seksie (z obojętnie jaką płcią) i whiskey. Powieść znów rozpoczyna się od sceny masturbacji - czyli powtórka z rozrywki. Tym razem Stella zostaje zatrudniona przez sędzię sądu najwyższego, który podejrzany jest o zamordowanie kochanki w swoim biurze. Nietypowa sprawa - sędzia naturalnie wypiera się jakiejkolwiek winy, a Stella ma wszelkie podstawy, by mu wierzyć. Śledztwo prowadzi ją w świat amatorskiego teatru, w którym grała zamordowana kochanka sędzi. Pikanterii akcji dodaje motyw zaginionego przed wielu laty Islandczyka - uznano go wtedy za zamordowanego, winnych skazano. Tymczasem właśnie ta osoba zgłasza się do Stelli z prośbą o wyrobienie jej paszportu. Okazuje się, że powiązana jest ze aresztowanym.
Nie jest to może najbardziej wciągająca intryga ale czytelnik znów ma szansę dowiedzieć się wiele o współczesnej Islandii i to właściwie jest największą zaletą książki.
Poza tym zachęcać nie będę. Ultrakrótkie zdania nużą na dalszą metę, a akcja zbyt słabo wciąga, by zaliczyć tę książke do kanonu kryminałów. Mam na półce jeszcze jedną powieść Stelli, ale nie jestem przekonana czy powinnam poświęcić jej czas.

Stella Blómkvist, Der falsche Mörder, tł. Elena Teuffer, 315 str., btb.

środa, 28 października 2009

Stosikowe losowanie

Moja aktualna lektura to właśnie wynik takiego stosikowego losowania, organizowanego przez jedną z niemieckich blogerek. Cała zabawa polega na tym, by przyczynić się do likwidacji stosiku i przeczytać książkę, upychaną gdzieś na szarym końcu i odkładaną w nieskończoność:) Bo kto z nas nie ma takich stosikowych stałych mieszkańców, odkładanych na rzecz nowych nabytków?

Procedura przebiega w ten sposób:
1. Zgłaszanie się chętnych z podaniem liczby książek w stosie.
2. Organizator dobiera chętnych w pary i określa kto dla kogo losuje/wybiera numer.
3. W konkretnym dniu wybierana jest przez dobrane osoby liczba, określająca książkę ze stosu, którą partner musi przeczytać. Liczbę tę podajemy w komentarzach do odpowiediego posta. Można też podać tytuł książki, którą dla nas wylosowano.
4. Na przeczytanie dostajemy miesiąc, mile widziana recenzja.
5. Uczestnicy przechodzą do kolejnej rundy, chyba że zgłoszą organizatorowi rezygnację.

No i jak macie ochotę na taką zabawę???? Podejmę się organizacji (no chyba, że w międzyczasie urodzę:).

"Podróż Bena" Doris Lessing


To kontynuacja losów Bena, poznanego w powieści "Piąte dziecko", która jednak może być również czytana zupełnie niezależnie. Na pewno "Piąte dziecko" daje pełniejszy obraz postaci Bena, jednak ta powieść opiera się na zupełnie innej tematyce.
Już nie rodzina jako instytucja jest najważniejsza, a przystosowanie do życia w społeczeństwie. Poznajemy Bena jako osiemnastolatka, który jakoś radzi sobie i żyje w Londynie, ale wciąż zależny jest od innych osób. Ben instynktownie szuka osoby w jego oczach dobrej, która dałaby mu jeść i zaopiekowała się zagubionym chłopcem. Niestety najczęściej trafia na osoby, które bezczelnie go wykorzystują, pozbawiając należnego zarobku. Praktycznie wszystkie osoby, które w jakiś sposób okazują mu ciepło czy współczucie pochodzą z nizin społecznych - jest tu prostytuka i alfons, reżyser marzący o sławie i jego kochanka, a także chora staruszka, która wydaje się pomagać Benowi najbardziej bezinteresownie. Każda z tych osób ma swój bagaż doświadczeń, złych doświadczeń, dlatego też łatwiej jest jej wczuć się w położenie Bena i zaopiekować się nim. Jednak prędzej czy później wygrywa własne dobro. Ben stara się utrzymywać swój temperament w ryzach stale cierpi - czuje się wyobcowany, nieprzystosowany i najbardziej pragnie poznać ludzi takich, jak on.
Lessing znów niemal beznamiętnie zdaje realcję z życia Bena - ukazuje jego tęsknotę za akcpetacją, wewnętrzną walkę i ogromną potrzebę miłości. Autorka zmusza do refleksji nad odmieńcami, nad ich rolą w społeczeństwie - przyznać trzeba, że do refleksji trudnych, bolesnych.
W komentarzach znalazłam sugestie, że "Podróż Bena" jest powieścią gorszą niż "Piąte dziecko". Nie wiem, raczej nie. Jest powieścią zupełnie inną, poruszającą inną problematykę, raczej nie tak kompleksową jak poprzednia powieść. Faktycznie, czytana bezpośrednio po "Piątym dziecku" może wydać się uboższa, ale jestem przekonana, że i tutaj można wyłuskać wiele tematów i wątków pobocznych, jak chociażby rola nauki i skala poświęceń w imię nowych odkryć.
Lessing jest w moim odczuciu pisarką nietuzinkową, swoim językiem nadaje powieściom niemal tragiczny rys, równocześnie zmuszając czytelnika do wielu refleksji. A co najważniejsze nie stwarza w tym celu opasłych tomisk - bardzo cenię taki konkretny styl.

"Podróż Bena" czytałam po polsku. Niestety tłumaczenie wydało mi się być gorsze od niemieckiego "Piątego dziecka". Czasami odbierałam styl wręcz jak rozprawkowy. Zaskoczył mnie fakt, że zostały przetłumaczone imiona rodzeństwa Bena na język polski. Tak więc brat Bena Paul jest Pawłem ale poznany w Rio Paulo pozostaje przy portugalskim imieniu. Wydawało mi się, że nie ma już zwyczaju tłumaczenia imion w powieściach? Czy ktoś może mi wyjaśnić jak się ma ta kwestia?
No i niestety znalazłam byk ortograficzny:(

Doris Lessing, Podróż Bena, tł. Anna Gren, 176 str., PiW.

poniedziałek, 26 października 2009

"Piąte dziecko" Doris Lessing


To niewielka objętościowo książka, która zawiera w sobie mnóstwo treści.
David i Herriet, wbrew radom i opiniom otoczenia, postanawiają założyć tradycyjną rodzinę - z wielkim domem, ogromnym stołem, przy którym wszyscy się gromadzą i gromadką dzieci. Swoje plany realizują na przekór wszystkim. Kupują powiktoriańską willę pod Londynem i tworzą rodzinę. Harriet wprowadza tradycję zapraszania wszystkich krewnych na święta i wakacje, podtrzymując w ten sposób rodzinną atmosferę, którą uwielbia ich czwórka dzieci. Piąta ciąża Harriet zmienia jednak (pozorną) sielankę. Nowe dziecko jest niezwykłe już w brzuchu matki, poród bardzo ciężki a niemowlę nie przypomina dotychczasowych dzieci. Wydaje się pochodzić z innej planety i staje się zagrożeniem dla innych dzieci - nie tylko fizycznym ale i psychicznym, gdyż powoli zaczyna nieszczyć rodzinny spokój.
Lessing zamieszcza w swojej powieści całą paletę problemów. Celowo piszę więc o pozornej sielance - bo ciąże nadchodzą zbyt szybko, są nieplanowane, wykanczają i męczą Harriet, która wydaje się tego nie zauważać. Czas poświęcany kolejnym dzieciom jest coraz którszy, gdy zmęczona matka kolejny raz wymiotuje w ciąży. Harriet zamienia się w męczęnnicę, jeszcze przed urodzeniem ostatniego Bena, nie zauważając tego i nie odpuszczając ani jednej rodzinnej tradycji na rzecz powrotu do sił. Nie przemawiają do niej argumenty matki i otoczenia - plan szczęśliwej rodziny wielodzietnej jest realizowany.
Szczęście rodzinne jest pozorne również dlatego, że możliwe jest tylko i wyłącznie dzięki finansowym dotacjom ojca Davida i pomocy matki Harriet. David nie jest w stanie zarobić na utrzymanie domu oraz piątki dzieci - długie dojazdy do Londynu oraz prace dodatkowe kradną czas, który mógłby poświęcić dzieciom. Tak więc rodzina korzysta z zastrzyków finansowych bogatego dziadka oraz ze wsparcia Dorothy - matki Harriet. Dorothy troszczy się o dzieci i utrzymanie domu, wyręcza Harriet we wszystkich pracach, gdy ta kolejny raz źle znosi ciążę.
I wreszcie kolejny problem - narodziny Bena - odmieńca. Lessing beznamiętnie opisuje jak to dziwne dziecko zmienia rodzinną sielankę w piekło. Niekochany przez nikogo Ben psuje atmosferę, przepędza tak chętnie dotąd przyjeżdżających gości i doprowadza na Harriet i jej matkę na skraj załamania nerwowego. Rodzina zupełnie sobie nie radzi z wychowaniem niespotykanego dziecka i sięga do najprostszych środków, by rozwiązać problem. Co mnie przeraziło to fakt, że problem z Benem ignorują wszystkie instytucje - pediatra, psycholog, nauczyciele w szkole. Każdy stara się owo nietypowe dziecko zignorować, nikt nie słucha zwątpionej matki.
Pod koniec książki Lessing dorzuca jeszcze problem młodzieży wykolejonej - ignorującej wszelkie społeczne zasady i szkołę.
Podejrzewam, że każdy czytelnik odkryje dla siebie inny problem, inny wątek, który najbardziej go dotknie. Dla mnie to powieść o rozterkach matki - o rozdzieleniu miłości do męża i do dzieci. O trudności w podejmowaniu decyzji - o niemożności zdecydowanie dobro, które dziecka jest ważniejsze. To chyba najtrudniejszy problem dla matki - wybór między dziećmi. Rozterki Harriet, podane w surowych, bezuczuciowych zdaniach, poruszają do głębi. Uczucie to potęguje fakt, że nie znajduje ona zrozumienia ani u męża, ani wśród bliskich.

Lessing jest w moim odczuciu najciekawszą z poznanych przeze mnie ostatnio noblistów i spróbuję przeczytać jeszcze więcej jej książek. Na razie rozpoczynam kontynuację losów Bena.

Doris Lessing, Das fünfte Kind, tł. Eva Schönfeld, 212 str. Büchergilde Gutenberg