czwartek, 30 kwietnia 2015

Statystyka kwiecień 2015

Przeczytane książki: 7

Ilość stron: 2319

Książki w ramach wyzwania projekt nobliści: 0
Książki w ramach wyzwania południowoamerykańskiego: 0
Książki w ramach wyzwania Czytamy Zolę: 1
Książki w ramach wyzwania Czytamy książki nieoczywiste: 1

Ilość książek w stosie: 101

środa, 29 kwietnia 2015

"Polska Jagiellonów" Paweł Jasienica



Nie przypominam sobie czy czytałam wszystkie trzy książki z tej serii, ale na pewno w czasach licealnych sięgnęłam po Polskę Piastów. Audiobook okazał się być dobrym sposobem na zapoznanie się z kontynuacją i odświeżenie sobie historii Polski. Na szczęście nie jestem specjalistką od historii, choć była w szkole jednym z moich ulubionych przedmiotów, więc mogłam z przyjemnością oddać się lekturze, bez analizowania poglądów autora, bez polemiki i bez sprawdzania źródeł. 
Jasienica dzięki swojej lekkości pióra stworzył książkę bardzo łatwą w odbiorze, przystępną, kuszącą wartką akcją.

Zaskakująca jest u Jasienicy miłość do detalów, skrupulatność, dbałość o szczegóły. Z założenia taki powinien być historyk i badacz, jednak dla mnie to była miła odmiana wobec wszechobecnej powierzchowności. Autor wielokrotnie szkicuje sytuację w ówczesnej Europie, by unaocznić czytelnikowi sytuację Polski w szerszym kontekście. Stosując ten zabieg porównuje politykę Jagiellonów z innymi domami królewskimi, porównuje rozwój kulturalny, zabiegi polityczne, umiejscawiając państwo polskie w ogólnoeuropejskiej chronologii. Jasienica nie boi się prezentowania swoich opinii, szczerej analizy, komentowania i wartościowania. Jego książka nie jest zbiorem faktów, spisem wydarzeń, chronologią polskich dziejów, to raczej żywe dzieło, kipiące od opinii oraz spostrzeżeń. 

Nie umknie uwadze czytelnika, że autor preferował Piastów, królowie dynastii Jagiellonów popełnili w jego oczach wiele błędów. Jasienica szczegółowo piętnuje ich niedociągnięcia, niedbałość o polską kasę, niemożność komunikacji ze szlachtą i podległość magnactwu. Wiele miejsca poświęca analizie unikatowej w skali europejskiej unii między Polską, a Litwą. Autor wyjątkowo dba o nakreślenie jej genezy oraz wpływu na rozwój państwowości litewskiej. Skrupulatne podkreślenia o odrębności państw oraz dwutorowej polityki wynikającej z różnorodności interesów rzuciły zupełnie inne światło na unię. Przyznam, że niewiele już pamiętałam z lekcji historii i lektur. 

Najbardziej moją uwagę zwróciły jednak opisy ówczesnego społeczeństwa - bardzo tolerancyjnego. Jasienica wielokrotnie podkreśla zgodne współżycie osób, o różnych wyznaniach, ubolewa wręcz, że Polska nie zaangażowała się w reformację, która być może miałaby zbawienny wpływ na stan królewskiego skarbca. To biskupstwa były potentatami finansowymi, gromadzicielami ziem i wiosek, przy nich uposażenie króla było żebracze. Tymczasem większość posłów była protestantami, katolickiemu królowi towarzyszyła zaledwie garstka współwyznawców. To właśnie dysydenci byli najświetlejszymi obywatelami, to oni błyszczeli inteligencją i szerokim horyzontem i dlatego stawali się posłami. Pozwolę sobie zacytować samego autora:

"Fakty, o których tu mowa, całkowicie unicestwiają znane twierdzenie, że pod naszą szerokością geograficzną słowa „Polak” (a zwłaszcza „dobry Polak”) i „katolik” znaczą to samo. Za Zygmunta Augusta zbawiennych dla Polski rzeczy żądały sejmy w olbrzymiej większości składające się z Polaków-protestantów. Zdarzało się tak, że na mszę rozpoczynającą obrady szedł król w towarzystwie dwóch senatorów. Cała reszta to byli dissidentes de religione – różniący się w wierze.

Historycy zgodnie stwierdzają, że reformacja płynęła przez Polskę falą szeroką, lecz płytką. Lud pozostał przy katolicyzmie, to samo uczyniła lwia część szlachty. Władysław Konopczyński utrzymuje, że mimo nowinkarskich hałasów zabrano katolikom tylko trzy kościoły. Wobec tego wszystkiego tym wyraziściej staje przed nami najważniejsze pytanie. Jakim cudem dziać się mogło, iż katolicka przeważnie szlachta wybierała na posłów niemal samych protestantów?
Polska korzystała wtedy z błogosławionych skutków swego własnego, przez sześćset lat chrześcijańskiej już historii wyrobionego stosunku do spraw wiary. Wybierano dysydentów, bo to byli ludzie najbardziej umysłowo rozbudzeni, czynni, odważni, mający słuszny program. Zalecały ich sejmikom względy po ziemsku rzeczowe, a nie wyznaniowe. Dawano Rejowi mandat, ponieważ był zdolnym, rozumnym i przyzwoitym człowiekiem. Jego kalwinizm ani go degradował, ani protegował.

Odpychanie i poniżanie inaczej wierzących, fanatyzm, znamię religijne na politycznych sztandarach – to wszystko pojawiło się u nas później, w dobie upadku, materialnej i moralnej nędzy. Średniowiecze i Złoty Wiek, dwie wielkie epoki naszych dziejów, nie znały tych zjawisk. Pozbawione ideologicznej jedności sejmy były przez długie lata zadziwiająco zwarte w walce o rzeczy dla kraju pożyteczne."

Bardzo znamienne słowa, do zapamiętania. Pragnęłabym, by w tej kwestii współczesna Polska odwołała się do dziedzictwa jagiellońskiego.

Dodać muszę jeszcze, że bardzo podobała mi się interpretacja tekstu, Zbigniew Wróbel czytał spokojnie, rzeczowo, z dobrą dykcją. Po tylu wpadkach z polskimi audiobookami, bardzo się cieszyłam, że wreszcie trafiłam na dobrze przeczytaną książkę.
Posłowie zainspirowało mnie do zapoznania się z życiorysem Jasienicy - przyznam, że nic na ten temat wiedziałam - a to przecież materiał na osobną książkę.

Moja ocena: 4,5/6

Paweł Jasienica, Polska Jagiellonów, 250 str.,  czyt. Zbigniew Wróbel, Wydawnictwo Aleksandria 2012.

wtorek, 28 kwietnia 2015

"Elegancja jeża" Muriel Barbery



Publikacja tej książki chyba pozostała w Polsce nie zauważona. We Francji natomiast było to wielkie wydarzenie, powieść stała się niezwykle popularna i szeroko komentowana, także w Niemczech cieszyła się popularnością wśród czytelników. Szkoda, że polski wydawca nie zatroszczył się o większą promocję, bo to książka godna uwagi. Nie jest to lektura łatwa ani szybka ale niezwykle satysfakcjonująca. Nazwana współczesną wersją baśni o Kopciuszku jest na pewno czymś więcej, ja nawet na to skojarzenie nie wpadłam. 

Renée jest dozorczynią, francuską concierge, osobną niezbędną w każdej szanującej się kamienicy. Dom, w którym pracuje Renée mieści się przy Rue de Grenelle 7 i należy do bardzo eleganckich. Zamieszkany przez osoby postrzegające się jako społeczne wyżyny, zarówno w zakresie inteligencji, jak i położenia finansowego, stanowi szczególne wyzwanie dla dozorczyni. Renée ma 54 lata, uważa się za brzydką, nieatrakcyjną, usuwa się w cień oraz do perfekcji opanowała ukrywanie swojej inteligencji. Kobieta interesuje się bowiem filozofią, malarstwem, muzyką klasyczną i japońskim filmem. Ta sztuka udaje jej się świetnie do czasu wprowadzenia się do domu pewnego dystyngowanego Japończyka. 

Drugą narratorką powieści jest Paloma - dwunastoletnia dziewczynka, fascynatka kultury japońskiej, której myśli poznajemy dzięki pisanemu przez nią pamiętnikowi. Paloma mieszka przy Rue de Grenelle 7 ale nie jest ani nadęta, ani próżna. To niezwykła osóbka, która nie potrafi odnaleźć wspólnego języka z rodzicami ani siostrą, wysoce uzdolniona, samotna i troszkę dziwna. 

Zarówno Renée, jak i Paloma dysponują sporym zmysłem obserwacji - demaskują powierzchowność mieszkańców kamienicy, snując filozoficzne rozważania o życiu i jego sensie. Dziewczynka planuje bowiem w swoje trzynaste urodziny popełnić samobójstwo.

Autorka powieści ukończyła studia filozoficzne i w trakcie lektury nie można o tym zapomnieć. Długie wywody obu narratorek potrafią być nużące i w niektórych momentach wydają się być udziwnione na siłę, a może wręcz na pokaz. Nie chcę powiedzieć, że nie powinno ich w książce nie być, wręcz przeciwnie wszelkie nawiązania do szeroko pojętej kultury bardzo cenię i uwielbiam ale w przypadku Elegancji jeża, moim zdaniem, autorka straciła umiar. Mimo to warto sięgnąć po tę książkę o odkrywaniu siebie, o zdolności dojrzenia drugiego dna i odrzucenia pozorów, o zakłamaniu świata wreszcie. To ujmująca, subtelna i w gruncie rzeczy smutna powieść.

Moja ocena: 4,5/6

Muriel Barbery, Die Eleganz des Igels, tł. Gabriela Zehnder, 364 str., dtv Premium 2008.

piątek, 24 kwietnia 2015

Stosikowe losowanie 5/15

Zapraszam do zgłaszania się do rundy majowej! Pary rozlosuję 1 maja, czas na przeczytanie książek mamy każdorazowo do końca miesiąca.

Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.

2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.

3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.

4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.

5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.

6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie.

sobota, 18 kwietnia 2015

"Emil Zola" Halina Suwała



Halina Suwała stworzyła obszerną książkę o Zoli, biografię nietypową, bo o jego życiu nie dowiemy się wiele. Autorka szczegółowo opisuje za to jego twórczość, poglądy oraz ich ewolucję. 
Suwała przedstawia Zolę jako pisarza, dziennikarza, eseistę, osobę, która śmiało wyraża swoje poglądy i ciągle dąży do rozwoju. Poczynając od szkolnych lat Zola Suwały to człowiek dążący do kariery pisarskiej. Autorka analizuje jego najwcześniejsze próby pisarskie oraz kontakty z innymi artystami - nie tylko pisarzami ale głównie z malarzami, m.in. wieloletnią przyjaźń z Paulem Cézanne.

Największa część biografii poświęcona jest analizie cyklu o Rougon-Macquartach, autorka opisuje genezę pomysłu na ten cykl, krystalizowanie się idei, które autor zamierzał w nim przekazać, oraz ogrom zamysłu pisarza. Praktycznie od samego początku Zola planował cykl na kilkanaście tomów, szczegółowo rozpracował tematykę oraz przeprowadzał studia na temat jego teorii dziedziczenia. Wraz z powstawaniem kolejnych dzieł, Zola udoskonalał swój zamysł, nieco zmieniał genealogię rodu oraz parafrazował aktualne wydarzenia polityczne. Zachwycający jest ogrom pracy jak wkładał w przygotowanie swoich powieści - by dobrze poznać tło oraz opisywane środowisko społecznie odbywał podróże i rozmowy, sporządzał plan, a potem w zabójczym tempie pisał.

Także publicystyczna działalność Zoli ukoronowana słynną obroną Dreyfusa zajmuje sporą część książki Suwały. Z ciekawością poznałam kulisy tej sprawy, która, pamiętam, interesowała mnie jeszcze w szkole podstawowej, podczas lektury Podlotków. Nie jestem pewna, czy to właśnie nie ta książka zwróciła moją uwagę na Zolę.

W trakcie lektury zreflektowałam się jak mało wiedziałam o Zoli-publicyście i Zoli-człowieku. Ten ostatni ciągle wątpił, żył w stałej huśtawce nastrojów, wahał się między zadowoleniem, a niechęcią do swoich utworów. To jednak przede wszystkim człowiek, który całe swoje życie poświęcił tytanicznej pracy pisarskiej, zapominając o szczęściu osobistym. Dopiero w dojrzałym wieku odkrył miłość oraz ojcostwo.

Ciekawa książka, do której z pewnością jeszcze wiele razy będę sięgać, szczególnie podczas lektury kolejnych powieści Zoli.

Moja ocena: 4/6

Halina Suwała, Emil Zola, 488 str., Wiedza Powszechna Warszawa 1968.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:


piątek, 10 kwietnia 2015

"Pokład Joanny" Gustaw Morcinek



Oprócz nieśmiertelnego Łyska z pokładu Idy, którego nota bene mam zamiar sobie przypomnieć, nic Gustawa Morcinka nie czytałam. Jako że jest to jeden z największych twórców śląskich, czułam, że powinnam bliżej poznać jego prozę. Żałuję jednak, że nie sięgnęłam po Wyrąbany chodnik, pisany w latach międzywojennych, ponieważ uhonorowany Państwową Nagrodą Literacką Pokład Joanny wydał mi się pisany pod ówczesny ustrój polityczny.

Na przykładzie pokładu Joanny w kopalni Arnolda, Morcinek opisuje historię Śląska oraz zmiany w pracy górnika. Poczynając od powstania pokładu, nazwanego na cześć Joanny Gryszczyk von Schomberg-Godula po wczesne lata powojenne, autor drobiazgowo opisuje warunki pracy górnika, oraz zmiany polityczne i kulturalne zachodzące na Śląsku od XIX wieku. 
Legendarny Karl Godula, wywodzący się z pospólstwa samotnik, dochodzi dzięki swojemu sprytowi do ogromnej fortuny. To tak niespotykane, że po Śląsku krążą legendy o pakcie z diabłem. Gdy swój majątek przepisuje równie nisko urodzonej małej Joasi, plotkom nie ma końca. Joanna jest swoistą patronką nazwanego na jej cześć pokładu zwanego Johanna-Flöz. To wyjątkowo trudny pokład, niebezpieczny, pechowy ale uparcie eksploatowany ze względu na zawartość szczególnie dobrego węgla. Kolejne pokolenia górników kochają to miejsce i traktują je jak drugi dom. Morcinek bardzo sugestywnie opisuje tę szorstką miłość - zapach węgla, fakturę ścian, instynktowne wyczuwanie niebezpieczeństwa, surowe koleżeństwo wśród górników oraz ich wierzenia w Szarleja czy może Ziemskiego Ducha. 

Pokład Joanny to hymn na cześć ciężkiej pracy. Obrazowe opisy pracy na czworakach, w ciemnościach, w stałym poczuciu niebezpieczeństwa wyraźnie uświadamiają jak zmieniały się jej warunki. Stopniowo wprowadzane maszyny ułatwiały ale też powodowały nowe niebezpieczeństwa. Równocześnie Morcinek wskazuje jak mizerne wynagrodzenie otrzymywali pracujący mężczyźni i jak bardzo na ich pracy bogacili się właściciele kopalni. Te rozważania prowadzą do opisu rodzenia się wśród górników myśli rewolucyjnej. Autor podkreśla konieczność walki o lepszy byt, warunki i wynagrodzenie gładko przechodząc do gloryfikacji marksistowskich idei i do wskazania sielanki jaka następuje po wojnie, gdy kopalnia należy do górników, którzy pracują teraz tylko dla siebie. Warto na pewno pominąć te socjalistyczne wtręty, by skupić się na wątku górniczym oraz na wątku historycznym. Morcinek wiele miejsca poświęca walce o polskość Śląska, opisuje powstania, idee Karola Miarki oraz sytuację na Śląsku podczas II wojny światowej. To cenne, szczegółowe informacje, które powinien znać każdy Ślązak i każda Ślązaczka.

O tej książce pisała także nutta tutaj.

Moja ocena: 4/6

Gustaw Morcinek, Pokład Joanny, 452 str., Wydawnictwo Śląsk 1983.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:


wtorek, 7 kwietnia 2015

"Beksińscy. Portret podwójny" Magdalena Grzebałkowska



Małe miasteczka, duże miasta, domy, bloki, mieszkania. Ludzie różni, nudni i ciekawi, zapracowani i bezrobotni, gapiący się w telewizor, mający hobby i nic nie robiący. A gdzieś wśród nich mieszkają osoby jakby z innej planety - wybitne, fascynujące, genialne. Grzebałkowska w swej obszernej biografii szkicuje niezwykle dokładny obraz takich osób czyli ojca i syna Beksińskiego. 

Znana mi już z absolutnie genialnej biografii księdza Twardowskiego Grzebałkowska powtórnie potwierdziła swoją klasę. Przestudiowała niewyobrażalną ilość tekstów źródłowych, są wśród nich listy pisane przez obu Beksińskich, jest prowadzony przez Zdzisława videodziennik, należą do nich setki rozmów, spotkań, aż w końcu nieuchwytne emocje i intuicja. 
Grzebałkowska łapie te wszystkie nitki, składa kawałki puzzli i tworzy mroczną, fascynującą opowieść o Beksińskich, równocześnie dbając o jak najbardziej obiektywny obraz ich życia. Autorka stara się naświetlić życie Zdzisława i Tomasza z przeróżnych perspektyw, a przede wszystkim uniknąć sensacji. Tragiczna śmierć obu mężczyzn nie rzutuje na ton reportażu, mimo że stale jest w książce obecna. Grzebałkowska nie unika tego tematu, świadomie ukazuje bliskość śmierci, ale unika sensacyjnego posmaku, jaki mogłaby ta powieść mieć.

Zdzisław Beksiński to nie tylko malarz, to fascynat filmu, muzyki, techniki, kolekcjoner i wieczny poszukiwacz. To człowiek, który potrzebuje miłości, ogromny altruista, a równocześnie ktoś, kto tej miłości nie potrafi okazać. Samotnik, który wiecznie szuka uczucia i opieki, uzależniony od żony, niepewny w kontaktach międzyludzkich, człowiek, który bezpiecznie czuje się tylko w swoim mikrokosmosie. 

Tomasz Beksiński w wielu cechach bardzo podobny do ojca - jak on samotny, jak on pedantyczny kolekcjoner, wielbiciel filmu i muzyki. Człowiek niespokojnego ducha, ekstrawagancki, ekscentryczny, egotyk, który wiecznie szuka miłości. 

Ojca i syna łączy tak wiele, oboje kręcą się wokół siebie i nie potrafią odnaleźć porozumienia. Grzebałkowska wydaje kncentrować się na Beksińskim-ojcu i Beksińskim-synu, odsuwając ich artystyczne, spełnione przecież, życie na drugi plan. To powieść o relacjach międzyludzkich, o śmierci i miłości, o niedostosowaniu do świata, o inności i wyobcowaniu.

Beksińskich można czytać tylko jako biografię, ale taki odbiór wyrządziłby autorce krzywdę. Nie można pominąć wielowymiarowości tego reporterskiego dzieła. To książka, do której się wraca, o której się myśli i która uczy pokory.

Moja ocena: 6/6

Magdalena Grzebałkowska, Beksińscy. Portret podwójny, 480 str., Wydawnictwo Znak 2014.

niedziela, 5 kwietnia 2015

"Kōmisorz Hanusik" Marcin Melon


Moje drugie spotkanie z literaturą śląską było wyjątkowo udane. Marcin Melon stworzył książkę unikatową. Kōmisorz Hanusik z założenia ma być kryminałem, jeśli jednak spodziewacie się powieści o zawrotnej akcji to lepiej się z Kōmisorzem nie zaznajmiajcie. Książka Melona to raczej zbiór opowiadań, które łączy postać Hanusika - Ślązka pełną gębą, samotnika o mocnej głowie, który nie stroni od różnych uciech doczesnego żywota.

Każde z opowiadań poświęcone jest innemu przypadkowi, którymi zajmuje się Kōmisorz. Wszystkie jednak coś łączy - ludowe opowieści czyli magia śląskich wierzeń. Melon wprowadził na karty swojej powieści całą gamę śląskich beboków - nie brak tu skarbnika, nie brak utopca, połednicy czy Fojermona. I właśnie owe beboki są najmocniejszą stroną tej książki. Każde śląskie dziecko o wielu tych postaciach słyszało, dla mnie to była niezwykle nostalgiczna wyprawa w dzieciństwo. Co więcej jakoś nigdy nie zastanawiałam się nad ich etymologią, mojej wiedzy daleko do systematyczności i bardzo jestem wdzięczna autorowi za przypomnienie mi tego tematu, który od teraz awansuje do ścisłego kręgu moich zainteresowań.

Książka Melona to jednak nie tylko powrót do śląskiego folkloru, to także wizja współczesnego Śląska. Melonowy Śląsk jest silny, autonomiczny niemal, Ślązacy są dumni ze swojej godki i nie wstydzą się własnej kultury, no i bez pardonu podśmiechują się z goroli. Książkowy Śląsk się zmienia, niektóre z miast upadają, niektóre rozkwitają - przekonajcie się sami!

A sam Achim Hanusik to swojski chłop - samotnik, wychowany przez babcię, lubi pohulać, ale nie boi się też roboty. Typowy Ślązak, można by powiedzieć. Sympatyczny i kanciasty zarazem.

Śląski Melona czytał się dużo łatwiej niż w przypadku "Listów z Rzymu". Tematyka policyjna i codzienne życie są łatwiejszym tematem, a i autorowi świetnie udało się oddać gwarę. W wielu miejscach pękałam ze śmiechu, wiele razy przypomniałam sobie o już zapomnianym słowie, a po lekturze naszła mnie przemożna ochota pogodoć, niestety czytałam tę książkę w drodze ze Śląska. Z przyjemnością sięgnę po kolejny tom o Hanusiku, a Ślązaczkom i Ślązakom z serca polecam tę pyszną książkę!

Moja ocena: 6/6

Marcin Melon, Kōmisorz Hanusik, 222 str., Wydawnictwo Silesia Progress.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:


środa, 1 kwietnia 2015

Statystyka marzec 2015

Przeczytane książki: 7

Ilość stron: 2213

Książki w ramach wyzwania projekt nobliści: 0
Książki w ramach wyzwania południowoamerykańskiego: 1
Książki w ramach wyzwania Czytamy Zolę: 0


Najlepsza książka: "Beksińscy. Portret podwójny" Magdalena Grzebałkowska oraz "Kōmisorz Hanusik" Marcin Melon

Ilość książek w stosie: 103

wtorek, 31 marca 2015

Stosikowe losowanie 4/15 - pary

Guciamal wybiera numer książki dla Anny (w stosie 6 książek) - 3
Anna wybiera numer książki dla Marianny (w stosie 125 książek) - 125
Anna wybiera numer książki dla Bujaczka (w stosie 200 książek) - 161
Marianna wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 865 książek) - 254
ZwL wybiera numer książki dla Karto_flanej (w stosie 120 książek) - 55
Karto_flana wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 135 książek) - 131
Maniaczytania wybiera numer książki dla Izy (w stosie 120 książek) - 9
Iza wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 127 książek) - 71

środa, 25 marca 2015

Stosikowe losowanie 4/15

Zapraszam do zgłaszania się do rundy marcowej! Pary rozlosuję 1 kwietnia, czas na przeczytanie książek mamy każdorazowo do końca miesiąca.

Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.

2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.

3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.

4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.

5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.

6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie.

środa, 18 marca 2015

"Coś pożyczonego" Emily Giffin



Jeśli Żona_22 jest czytadłem, to Coś pożyczonego jest czytadłem do kwadratu, do tego najwyraźniej popularnym, skoro ponad 100 000 książek tej pani zostało sprzedanych w Polsce. Nie pojmuję, ale nie muszę:)

Główna bohaterka powieści Rachel to bierna, wpływowa, nudna i podporządkowująca się wszystkim prawniczka. Właśnie skończyła trzydzieści lat i jej głównym zajęciem poza znienawidzoną pracą w kancelarii jest pomaganie przyjaciółce w przygotowaniach do ślubu. Egzaltowana, pusta, zadufana, choleryczna i ekstrawertyczna Darcy towarzyszy Rachel od wczesnych lat szkolnych. Darcy jest tak głupia i irytująca, że mimo usilnych prób autorki, by nadać tej przyjaźni jakiś sens i wytłumaczenie, nie udało mi się uwierzyć w to uczucie. 

Impreza urodzinowa Rachel kończy się dla niej w ramionach narzeczonego Darcy. Dex studiował z Rachel, znają się od lat, przegadali setki godzin ale Rachel nigdy na to nie wpadła, że to właśnie on się jej podoba. Wolała przedstawić go swojej przyjaciółce. Przez blisko czterysta stron Rachel kocha więc Deksa i zastanawia się czy on odwoła ślub. Sama niemal nic nie robi, czeka i analizuje. Sto razy wałkuje jedno i to samo, mniej więcej tak, jak robią to po raz pierwszy zakochane nastolatki. Darcy za to szaleje, kupuje, wybiera, angażuje w swoje przygotowania wszystkich. Rachel naturalnie pomaga jej, chociaż wcale jej się nie chce i ukochana przyjaciółka ją irytuje. Dlaczego to robi? No przecież to przyjaciółka!
Chcecie dowiedzieć jak to się skończy? Nie zdradzę zbyt wiele jeśli powiem, że tak, jak się domyślacie. Możecie jednak rzucić się na te cztersyta stron i porozkoszować zdaniami w stylu:

"Jesteśmy jedynymi klientami w kolejce"

"Julian nawiązuje kontakt wzrokowy z naszą kelnerką i prosi o rachunek, naśladując gest pisania."
Darcy opowiadziała właśnie Rachel, że nie jest pewna czy chce wychodzić za mąż:

"Darcy wysuwa dolną wargę i marszczy brwi. Kiedy jej spojrzenie biegnie ku ekranowi telewizora, jestem pewna, że zaraz popłyną łzy. Rozpromienia się.
- O! Uwielbiam ten teledysk! Zrób głośniej! Zrób głośniej!"
Kolejna opowieść Darcy:
- No więc wiesz, pobyliśmy razem. - Macha ręką w powietrzu. - A potem ubraliśmy się i poszliśmy na metro. Żeby pojechać do pracy."
Wniosek na przyszłość: nie każde czytadło jest dobrą rozrywką. 

Moja ocena: 3/6

Emily Griffin, Coś pożyczonego, tł. Anna Gralak, 398 str., Wydawnictwo Otwarte 2009.

"Żona_22" Melanie Gideon



Nigdy w życiu nie kupiłabym tej książki. Nawet czerwony kolor okładki by mnie nie skusił. Wygrałam ją, już nie pamiętam gdzie i za co. A teraz przeczytałam i całkiem dobrze się bawiłam. Jasne, to czytadło i to bardzo amerykańskie, ale jednak z gatunku tych, które da się przełknąć i przy tym całkiem dobrze się bawić.

Tytułowa żona to czterdziestoczteroletnia Alice, matka dwójki nastoletnich dzieci i partnerka Williama. Alice pracuje w szkole na pół etatu, gdzie prowadzi kółko teatralne i ma wrażenie, że jej życie popadło w rutynę. Mąż staje się współlokatorem, dzieci coraz mniej jej potrzebują, poza tym niebawem osiągnie wiek, w którym zmarła jej matka. Ten symboliczny moment obciąża ją o wiele bardziej, niż sama jest w stanie przyznać. 
Pewnego dnia w skrzynce mailowej znajduje zaproszenie do wzięcia udziału w badaniu dla małżeństw. Alice je przyjmuje i w najbliższych tygodniach otrzymuje zestawy pytań, dotyczące jej męża, związku, historii poznania się. Żona obdarzona jest talentem literackim, przed urodzeniem dzieci próbowała sił jako dramatopisarka, więc jej barwne odpowiedzi szybko wzbudzają zainteresowanie przydzielonego jej przez instytut badawczy asystenta. Nawiązuje się korespondencja między nimi, która stopniowo zaczyna przeradzać się w coś więcej. 

Dzięki badaniu Alice zaczyna zastanawiać się nad swoim życiem, jego celem, przyszłością i przeszłością. Gdy mąż traci pracę, wiele się zmienia w codziennej rutynie państwa Buckle, a Alice zaczyna dostrzegać moc kontaktów realnych .

Krótkie, sprawnie napisane rozdziały, które opisują codzienne życie rodziny Alice przeplatane są mailami do asystenta, odpowiedziami na pytania ankiety oraz statusami z fejsbuka, od którego kobieta wydaje się być uzależniona. Taki układ książki oznacza naprawdę szybką lekturę, która przypomina oglądanie sitcomu. Bardzo długo nie czytałam tego typu książek i zaskoczona byłam jak lekką mogą być rozrywką. Nie wydaje mi się bym za kilka miesięcy pamiętała wiele z Żony_22 ale może faktycznie czasem powinnam przeczytać coś bardzo lekkiego, nie zastanawiając się nad lekturą? 

Moja ocena: 4/6

Melanie Gideon, Żona_22, tł. Adriana Sokołowska-Ostapko, 450 str., Wydawnictwo Otwarte 2012.

wtorek, 17 marca 2015

"Dom z papieru" Carlos María Domínguez



Ta książka trafiła do mnie w ramach akcji Wanderbuch (czyli książka-wędrowniczka) organizowanej przez Dorotę z Bibliophilin. Jak sama nazwa wskazuje, książka wędruje wśród pewnej, wcześniej ustalonej liczby osób, a każda z nich podczas lektury dodaje swoje notatki, spostrzeżenia, uwagi. Książka rozpoczyna swoje życie, robi się coraz bardziej kolorowa, coraz grubsza, a lekturę ubogacają spostrzeżenia poprzednich czytelników. Można do książki dołączyć zakładkę, pocztówkę. To moja pierwsza przygoda w takim projekcie i bardzo mi się spodobała.

Książką-wędrowniczką jest Dom z papieru - niewielka powieść argentyńskiego pisarza. To powieść o pasji, zamiłowaniu, które przeistacza się w obsesję. Nie trudno się domyślić, że bohater tego opowiadania jest kolekcjonerem książek. Nałogowo kupuje wciąż nowe i nowe pozycje, a każdy dzień spędza na lekturze. Ten opis wydaje się wam znajomy? To koniecznie sięgnijcie po tę powieść.

Bluma Lennon, wykładowczyni w Cambridge, ginie pod kołami samochodu zagłębiona w lekturze Poezji Emily Dickinson. Kilka dni później do biura Blumy przychodzi list, który zawiera powieść Conrada Smuga cienia, wysłaną z Urugwaju. Powieść wygląda bardzo zagadkowa, oblepiona jest piaskiem i tynkiem, książka wydaje się być bardzo sfatygowana. Okazuje się, że właśnie tę książkę Bluma podarowała tajemniczemu Carlosowi podczas konferencji naukowej w Monterrey. Jej współpracownik i przyjaciel postanawia odnaleźć Carlosa i zwrócić książkę. Jego podróż prowadzi go do Argentyny i Urugwaju, gdzie spotyka kolekcjonera książek Delgado. To właśnie on opowiada mu o Carlosie Brauerze i jego pasji do książek. Pasji, która zamienia się w obsesję, która powoduje, że przekracza on pewną granicę - smugę cienia?

Powieść Domíngueza to niemal miniaturka, szkic pełen myśli, które ucieszą każdego bibliofila. Autor precyzyjnie i niezwykle trafnie opisuje to, co u każdego bibliofila powoduje przyspieszenie pulsu.
Wiele tu spostrzeżeń i dylematów, które z pewnością, dotyczą każdego miłośnika książek. Kto z nas nie narzeka na brak miejsca na półkach, kto z nas nie boryka się z katalogowaniem książek, z systemem i ustawiania? Ile razy zastanawialiście się nad celowością trzymania książek, do których nigdy nie wrócicie. Przyznam, że przechodziłam całkiem niedawno przez ten etap, wzmocniony później przez przeprowadzkę. 

Domínguez idzie krok dalej. Początkowa opowieść o niegroźnej fascynacji zamienia się w sugestywny opis psychozy, miłości, która staje się uczuciem niewolniczym, obsesji, z której nie ma ucieczki. Pamiętajcie więc, że książki mają moc, potrafią nawet zabijać...

Szkoda tylko, że książka Domíngueza to rozrywka na jeden wieczór, mam wrażenie, że otarł się tylko o temat i mógł rozwinąć go o wiele bardziej. A może celowo napiał utwór tak krótki, by zmusić czytelnika do własnych rozważań?

Moja ocena: 4,5/6

Carlos María Domínguez, Das Papierhaus, tł. Elisabeth Müller, Insel Verlag 2014.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:


piątek, 13 marca 2015

"Piekło jest w mnie" Joe Alex



Przeczytałam już przedostatnią książkę Joe Alexa, nieuchronnie zbliżam się do końca mojej przygody z tym autorem:( 
Piekło jest we mnie jest chyba najcieńszym z kryminałów Polaka, właściwie lekturą na jeden wieczór. Joe wraca z RPA - był zaproszony przez miłośników jego książek, więc pobyt obfitował w spotkania, kolacje i imprezy. Zmęczony tak intensywnym świętowaniem pisarz, pragnie tylko wsiąść do samolotu i zasnąć. Tymczasem samolot, lecący do Londynu z trzema przystankami, ma spóźnienie ze względu na trudne warunki pogodowe. Niestety Alex nie może się odprężyć, ponieważ przyszły współpasażer - handlarz diamentów Richard Knox jest bardzo gadatliwy. Nie trudno się domyślić, zwłaszcza po tym jak Knox zawiadamia Alexa, że obawia się o swoje życie, a na pokład samolotu wchodzą co najmniej dwie podejrzane osoby, że ofiarą morderstwa będzie właśnie Knox.

Samo śledztwo jest błyskawiczne, Alex prowadzi je publicznie, przed całą nikłą obsadą i załogą samolotu. Nie jest to najbardziej spektakularna część powieści, dla mnie tym razem najciekawsze były realia podróży lotniczych w latach sześćdziesiątych?, a może pięćdziesiątych. Wtedy gdy był to niezwykle ekskluzywny przywilej, samoloty miały wiele międzylądowań, stewardessy spełniały każde życzenie pasażerów, a oni mogli swobodnie wyspać się w fotelach, palić papierosy na pokładzie, a nawet wziąć prysznic w samolotowej łazience!

Świetna, szybka i niewymagająca rozrywka.

Moja ocena: 4/6

Joe Alex, Piekło jest we mnie, 174 str., Elipsa Sp. z o.o. 2005.

"Pokuta" Ian McEwan



Przez pierwsze sto, a może nawet sto pięćdziesiąt stron zastanawiałam się, czy będę czytać dalej. Nie podobał mi się ani język autora, ani akcja. W przypadku języka nie jestem pewna, czy to jednak nie słabe tłumaczenie, w przypadku akcji za to wiem, że denerwowała mnie jej ślamazarność. Naprawdę nie przepadam za książkami ze zwrotami akcji co dwie strony, ale przez kilkaset stron opisywać jeden dzień z różnych perspektyw to trochę pond moje siły. Ale zaparłam się, przeczytałam i nie żałuję. Ta trzyczęściowa książka nie jest dynamiczna, ale zainteresowała mnie jednak na tyle, by poświęcić jej kilka wieczorów. 

Scena pierwsza to upalne lato w latach trzydziestych, dobrze sytuowana angielska rodzina, dworek na wsi, wszyscy czekają na wizytę brata i syna. Trzynastoletnia Briony przygotowuje sztukę na cześć brata, jej siostra Cecilia, świeżo upieczona absolwentka studiów, po raz pierwszy poznaje tajniki namiętności, a matka przyjmuje pod swój dach dzieci jej świeżo rozwiedzionej siostry. Taka sceneria sugeruje wartką akcję, tymczasem upał ją rozleniwia, najwięcej natomiast dzieje się w głowie Brony, która przypadkiem obserwuje scenę między Cecilią a Robbiem. Niedoświadczona i romantyczna nastolatka źle interpretuje fakty i doprowadza swoimi wypowiedziami do niesprawiedliwych osądzeń. 
To, moim zdaniem, najsłabsza część książki. McEwan wprawdzie świetnie opisuje emocje niemal każdej z osób - Brony, Cecilii, a także ich matki, Robbiego, kuzynki Laury itd. Każda z nich znajduje się w innym etapie życia, i każda z nich inaczej widzi świat - oczywiste, tym bardziej doceniam, jak dobrze autor wyraził ich emocje. 

Druga i trzecia część powieści są za to świetne. Robbie, który walczył w Belgii jako szeregowiec brytyjskiej armii, próbuje dostać się z powrotem do Anglii. Autor niezwykle sugestywnie opisuje wojenny chaos - ludzi uciekających, ginących, bombardowanych, żołnierzy walczących, uciekających, zagubionych, pogrążonych w traumie oraz życie wokół nich, które toczy się swoim rytmem, tak jakby dokoła nie kończył się świat. Poruszające, szczere obserwacje Robbiego przedstawiają najgorsze oblicze wojny. Także trzecia część powieści nawiązuje do wojny. Zarówno Cecilia, jak i Briony pracują jako pielęgniarki. Autor koncentruje się na tej drugiej, opisując rygorystyczne przygotowania do wykonywania tego zawodu, surowość warunków, dokładność i skrupulatność przyszłych opiekunek żołnierzy zranionych na froncie. I wreszcie przedstawia ich przybycie, szok pourazowy, śmierć, ciężkie rany i walkę o życie. Prywatne problemy i życie Briony odsuwają się na drugi plan. Prawdę mówiąc nie byłam nawet ciekawa jak skończyła się historia tej trójki (Brony-Cecilia-Robbie) i choć z założenia miała to być powieść o czynach i ich konsekwencjach (pokucie współmiernej do dokonanej zbrodni), to dla mnie jest to przede wszystkim powieść o wojnie i jej wpływie na jednostkę, z innej, bo angielskiej, perspektywy.

Moja ocena: 4/6

Ian McEwan, Pokuta, tł. Andrzej Szulc, 400 str., Wydawnictwo Albatros 2003.

wtorek, 10 marca 2015

"Na wschód od Edenu" John Steinbeck



Powieść Steinbecka zachwyciła mnie niemal wszystkim. Językiem, rozmachem, charakterami, polemikami, odwołaniami i przedstawioną historią. To literatura, która zaspakaja wszystkie potrzeby czytelnika. Nie wiem dlaczego ta książka tak długo stała na mojej półce - chyba odstraszał mnie drobny druk. Po raz kolejny przekonałam się, że najlepszym sposobem na zapoznanie się z klasyką są w moim przypadku audiobooki. Mieczysław Morański od razu wprowadził mnie w klimat powieści, co jest dla mnie ewenementem. Jak dotąd polscy lektorzy odstraszali mnie od tej formy czytania.

Pobieżna kwerenda u wujka google potwierdziła moje przypuszczenia - o powieści Steinbecka napisano chyba wszystko i przeanalizowany najmniejszy jej aspekt. Nie warto więc streszczać jej treści czy powtarzać ogólnie dostępne interpretacje. Spróbuję może skupić się na tych aspektach, które mi się podobały. 

Przede wszystkim rozmach, o którym już wspomniałam. Szeroko zakrojona historycznie, obejmująca losy kilku pokoleń powieść to jest to, co najbardziej lubię. Współcześnie rzadko spotyka się książki tak obszerne i wyczerpujące. Steinbeck mocno osadza opowieść w ówczesnych realiach amerykańskich, szkicując spory kawałek historii tego kontynentu. Przede wszystkim jednak konstruuje mocne, wyraziste charaktery, opierając na nich rozważania nad dobrem i złem. Tytuł powieści oraz imiona postaci przywołują na myśl biblijną opowieść o Ablu i Kainie, która faktycznie staje się centralnym punktem książki. Adam i jego brat Karol a potem synowie Adama - Kaleb i Aaron odgrywają na nowo braterską rywalizację. Wszystkie te postaci stale zadają sobie pytanie o istotę dobra, o walczący z nim tkwiący w każdym człowieku pierwiastek zła. Jednak to, co decyduje o człowieku to nie jego skłonności, a wolny wybór. Steinbeck prowadzi swoje rozważania pod postacią dyskusji Sama Hamiltona - irlandzkiego imigranta, wynalazcy i autorytetu doliny Salinas oraz Li - chińskiego służącego Adama. 
Ich pointą, istotą i sensem biblijnego konfliktu jest swoboda wyboru, możliwość decyzji, ciągła walka dobrego ze złem. Najwyraźniej przedstawia ją Steinbeck w rozważaniach Kala, który mając swego brata za ucieleśnienie dobra, nieustannie zwalcza swoje złe w jego mniemaniu rysy charakteru. Tymczasem i Aaron nie jest bez skazy - skoncentrowany na sobie, ogarnięty swoimi problemami, a potem bólem, nie zważa na dobro innych. 

Li jest zdecydowanie moim ulubionym bohaterem powieści. Od pierwszego wejrzenia wzbudził moją sympatię - za spokój, mądrość i stoicyzm i cierpliwość. 
Drugą postacią, która wywiera największe emocje w czytelniku jest demoniczna Cathy, która zamienia się w burdelmamę Kate. Niejednoznaczna, zagubiona Kate wydaje się być ucieleśnieniem zła, pokuszeniem, wcieleniem diabła, a może edeńskiego węża? U końca życia jej fasada zaczyna jednak się kruszyć, żelazna konsekwencja ustępuje czynom sentymentalnym?, emocjonalnym?, a jej wyznanie, w którym porównuje się do Alicji z Krainy Czarów zupełnie mnie zaskoczyło.

Marlow pisze, że Cathy jest jedyną osobą, pozbawioną biblijnych nawiązań - nie jestem przekonana czy taki był zamiar Steinbecka. Jak wyżej wspomniałam, niemal automatycznie łączyłam jej postać z biblijnym wężem, kusicielem, a może nawet drugą twarzą Ewy?

Kilka słów o tytule jeszcze, tutaj także Marlow zastanawia się nad jego doborem. Ja nie odczytuję go jako miejsca, do którego któryś z bohaterów, podobnie do Kaina, powinien uciec. Dla mnie biblijny obszar, mieszczący się na wschód od Edenu do dolina Salinas, która reprezentuje cały świat. To miejsce, w którym teraz żyją ludzie, potomkowie Kaina, jego spadkobiercy, naznaczeni przez Boga, postawieni przed bolesnymi wyborami.

Moja ocena: 6/6

John Steinbeck, Na wschód od Edenu, tł. Bronisław Zieliński , 670 str., czyt. Mieczysław Morański, Wydawnictwo Qes Agency 2009.

Książkę przeczytałam w ramach wyznania: