piątek, 26 stycznia 2018

Stosikowe losowanie 2/18

Zapraszamdo zgłaszania się do rundy lutowej! Pary rozlosuję 1 lutego, czas na przeczytanie książek mamy do końca miesiąca.

Proszę podajcie mi czy do obu rund powinnam wziąć pod uwagę tę samą liczbę książek w stosie.

Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.

2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.

3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.

4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.

5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.

6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie.

poniedziałek, 22 stycznia 2018

"Jak pokochać centra handlowe" Natalia Fiedorczuk



Tę książkę pochłonęłam w trakcie lotu z Paryża do Lizbony. Gdy samolot wylądował, ja przeczytałam ostatni procent na czytniku. Wtedy od opowieści Fiedorczuk nie mogłam się oderwać, teraz, tydzień po lekturze, pozostało tylko blade wrażenie. Czytając, wiele razy w duchu przytakiwałam autorce, zwłaszcza, że jej stylistyka bardzo wpasowuje się w mój gust.

Jako przeciwniczka różowych jednorożców i pierdzenia tęczą, a zwolenniczka realizmu do bólu i naturalizmu w stylu Zoli, poczułam wspólnotę myśli z Fiedorczuk. Nie polega ona na dzieleniu tych samych doświadczeń, aczkolwiek macierzyństwo także dało mi w d..., pardon, w cztery litery, choć w inny sposób niż jej. Nie powiem, że nie odnalazłam momentów, w których pokiwałam głową, dostrzegając dokładnie te same mechanizmy, które miały miejsce w moim życiu, ale te fragmenty nie były na tyle częste bym czuła absolutną jedność myśli. Wiadomo, że nie jest to jednak konieczne, by docenić powieść. Bardziej od doceniania nazwałabym moją reakcję zrozumieniem, wiele razy miałam ochotę poklepać książkową bohaterkę po ramieniu i utwierdzić ją w przekonaniu, że nie jest sama.

Zarzuca się Fiedorczuk, że nie wnosi nic nowego w dziedzinie książek o macierzyństwie. A powinna? Nie czytałam wielu polskich powieści o tej tematyce, więc dla mnie ta może faktycznie była nowatorska, ale także akurat nie ten aspekt decyduje w moich oczach o tym, czy po daną książkę warto sięgnąć. Zresztą macierzyństwo i wychowanie dziecka stanowi taki przewrót w życiu człowieka, że warto o tym pisać i pisać. I pewnie nigdy nie będzie dość. Autorka oddziera ten temat z jakiegokolwiek lukru, pokazuje to, co dziecko może zrobić z życiem matki - wpędzić ją w depresję, wywołać w niej dotąd nieznane poziomy agresji i wściekłości, skłócić z życiem. I zapomnieć o sobie i swoim ciele. Tego doświadczam do dziś - ciało matki przestaje należeć do niej, jest ściskane, gniecione, dotykane, całowane, głaskane, popychane. Jest dobrem wspólnym. Nawet jak najmłodsze dziecko ma już osiem lat i nie podskakuje non-stop na moich kolanach, to nadal potrafi zawładnąć moim ciałem. 

Zarzuca się Fiedorczuk, że jej język jest słaby i smakuje blogiem, a nie powieścią. A moim zdaniem do tematyki powieści pasował - zagoniona i wyczerpana matka pisze pobieżnie, szybko, wyrzuca i wyrzyguje swoje myśli. Że metafory od czapy? Skoncentrowana na treści, nie dostrzegłam.

A co z tytułowymi centrami handlowymi? Miejscem, gdzie młoda matka ponownie odczuwa przynależność do społeczeństwa, gdzie spędza czas wśród ludzi. A że nadal sama? Nieważne. Może faktycznie dla wielu kobiet centra spełniają taką rolę, ja ich szczerze nienawidzę. W ciągu pierwszych pięciu minut w takim przybytku konsumpcjonizmu dostaję bólu głowy, żołądka i pomieszania zmysłów, więc dobrowolnie tam nie chadzam. 

Może to nie jest powieść wybitna, ale uważam, że warto na nią zwrócić uwagę. Ja lektury nie żałuję, choć jak pisałam, nie wywarła na mnie długodystansowo aż tak mocnego wrażenia, jak podczas samego czytania.

Moja ocena: 4/6

Natalia Fiedorczuk, Jak pokochać centra handlowe, 287 str., Wydawnictwo Wielka Litera 2016.

niedziela, 21 stycznia 2018

"Królowa" Elżbieta Cherezińska



Drugi tom powieści o losach królowej Świętosławy podobał mi się o wiele bardziej. Może wpadłam już w rytm prozy Cherezińskiej, a może dorosła i sponiewierana przez życie Świętosława jest postacią ciekawszą? Nie jestem w stanie ostatecznie określić przyczyny, pewnym jest jednak, że Królową pochłonęłam w kilka dni. 

Cherezińska kontynuuje swoją opowieść o dalszych dziejach bohaterów z poprzedniego tomu - dojrzalszych, bardziej doświadczonych, zranionych. Każdy z nich walczy ze swoimi demonami. Bolesław stara się rozszerzać granice Polanii, równocześnie kontrolując napiętą sytuację z sąsiadami. Do tego dochodzi troska o losy córek i synów. Bardzo podobało mi się, że Cherezińska poświęciła im sporo miejsca, szczególnie Bezprymowi. Z ciekawością czytałam o stosunkach na dworze, zmartwieniach ojca i często niełatwych planach na ich przyszłość. Jedna z córek, która wbrew swojej woli zostaje wydana za mąż na Ruś, świetnie wyraża to, co jest w moich oczach mottem przewodnim powieści - kobiety są klaczami, którymi się handluje, wymienia i korzystnie wydaje za mąż. Autorka ukazuje jak poszczególne księżniczki sobie radzą z rolą wspierania polityki ojców i właśnie ten aspekt książki najbardziej mnie pociąga.

Geograficznie przenosimy się w tym tomie także do Anglii - gdzie o koronę stara się drugi syn Świętosławy. Mimo że historia Piastów najbardziej mnie ciekawi, to z chęcią poznałam spory kawałek zupełnie mi nieznanej historii wyspy. Opisy ówczesnego Londynu i walk o władzę są fascynujące.

Bardzo podobało mi się zakończenie, choć zabrakło mi tu informacji na temat koronacji Bolesława oraz jego ostatnich dni życia. Autorka skoncentrowała się tylko na Świętosławie, do czego oczywiście miała prawo, ale ja do końca liczyłam, że poświęci więcej miejsca uwarunkowaniom historycznym, które doprowadziły do pierwszej polskiej korony. Niemniej przedstawienie śmierci królowej jest zaskakujące i ujmujące. 

Podziwiam Cherezińską za ogrom pracy badawczej - nie zapomina ona o żadnym szczególe, pamięta o detalach architektonicznych, strojach, krajobrazie, żegludze, życiu na dworze. Ta książka to kopalnia wiedzy - zdawałam sobie sprawę, że charaktery oraz wiele z ich działań to w stu procentach fantazja autorki, ale już drobiazgowo oddane powyższe aspekty zaspokoją każdego żądnego nowych informacji czytelnika. Nawet jeśli można autorkę za wiele spraw krytykować (swobodna interpretacja skąpych źródeł, nie zawsze doskonały język), to jest to wartka opowieść, która w prosty sposób przybliża spory fragment mało znanej historii Polski i Europy. 

Moja ocena: 4,5/6

Elżbieta Cherezińska, Królowa, 592 str., Wydawnictwo Zysk i s-ka 2016.

piątek, 19 stycznia 2018

Statystyka grudzień 2017


Przeczytane książki: 4

Ilość stron: 1583

Przeczytane tytuły: 

- "Wanda" Anna Kamińska
- "Machiną przez Chiny" Łukasz Wierzbicki
- "Ewolucja według Calpurnii Tate" Jacqueline Kelly
- "Harda" Elżbieta Cherezińska


Najlepsza książka: "Harda"

poniedziałek, 15 stycznia 2018

"Pogrzebany olbrzym" Kazuo Ishiguro


Przebrnęłam z trudem przez tę książkę, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że na powrót do prozy Ishiguro niekoniecznie wybrałam dobrą powieść. Zupełnie nie pamiętam, którą książkę noblisty już przeczytałam, mam tylko wrażenie, że nie bardzo mi się podobała i może faktycznie stylistyka tego prozaika nie wpisuje się w mój gust.

Pogrzebany olbrzym utrzymany jest w konwencji fantasy, aczkolwiek Ishiguro korzysta tylko z motywów koniecznych do nadania odpowiedniego tła. Główni bohaterowie - Axl i Beatrice są zupełnie zwyczajni. Ta starsza wiekiem para mieszka w średniowiecznej Anglii, w której współegzystowały plemiona Brytów i Saksonów. Poarturiańska kraina spowita jest mgłą zapomnienia. Ludzie nie znają swojej przeszłości, nie poznają własnych dzieci, nie pamiętają powodu swoich zmartwień i lęków. Axl i Beatrice są jednymi z nielicznych, którzy dostrzegają własny brak wspomnień. Z trudem przypominają sobie o swoim synu i podejmują decyzję, by wyruszyć na jego poszukiwania. Nie jest ona łatwa, ponieważ zależni są od wspólnoty, w której żyją oraz nie wiedzą dlaczego ich syn ich opuścił, ani dokąd się udał. 

W trakcie wyprawy przypominają sobie drobne fakty, które mogą rzucić cień na ich miłość. Ich wędrówka to także poszukiwanie genezy niepamięci. Gdy para odkrywa, że przyczyną tego stanu jest oddech smoczycy Querig, postanawia wziąć udział w jej zgładzeniu. W trakcie swojej misji poznają wiele typowych dla powieści fantasy postaci - jest tu młody chłopak pogryziony przez magiczne stworzenie, są złośliwe stworki, a także rycerz króla Artura - sir Gawain. 

Wraz ze zbliżaniem się do smoczycy, coraz istotniejszym staje się pytanie - czy usunięcie zapomnienia będzie dla ludzkości błogosławieństwem czy przekleństwem. Żyjące we względnym pokoju plemiona, mogą podjąć walki, gdy przypomną sobie o krwawych wydarzeniach i żądzy zemsty. Zachwiać się może także głębokie uczucie dwojga staruszków, gdy wypłyną zadry z przeszłości. 

To powieść pełna niedomówień. Tak jak jej bohaterowie toną we mgle niepamięci, tak i czytelnik brnie przez niedomówienia i domysły. Ishiguro nie zadaje sobie trudu wyjaśniania czegokolwiek, poświęcając całą swoją uwagę niespiesznemu językowi oraz skomplikowanej i teatralnej stylistyce. Od lektury odrzucała mnie jednak nie tylko ta maniera, ale sama treść zawieszona między fantazją, a realizmem. Zbyt baśniowa, zbyt wydumana i nie dająca żadnych odpowiedzi. Nie oczekuję ich zresztą od prozy, raczej punktu zaczepienia i zachęty do własnych przemyśleń, których tutaj niestety nie znalazłam.

Moja ocena: 3/6

Kazuo Ishiguro, Der begrabene Riese, tł. Barbara Schaden, 416 str., Blessing Verlag 2015.

czwartek, 11 stycznia 2018

"Harda" Elżbieta Cherezińska


Ostatni raz czytałam powieść Cherezińskiej na długim urlopie i chyba moją urlopową autorką pozostanie. Tym razem zupełnie nie planowałam tej lektury, ale stosikowe losowanie zadecydowało za mnie. I bardzo dobrze, bo opasłe tomiska na wakacje najlepiej się nadają. O ile po poprzednich książkach byłam fanką Cherezińskiej, to po Hardej mój entuzjazm nieco zmalał.

Tytułowa Harda to księżniczka Świętosława, córka Mieszka I, siostra Bolesława Chrobrego. Niewiele o niej wiemy, źródła są bardzo skąpe, więc przedstawienie jej życia w ogromnej wierze zależało od wyobraźni autorki. Cherezińska na pewno nie może narzekać na jej brak - ukazała bowiem w swojej powieści niezwykle wyraziste charaktery i to nie tylko Świętosławy, którą utożsamiła ze skandynawską królową Sigridą, ale i jej sióstr, brata oraz skandynawskich królów. Moim zdaniem w ostatniej kwestii autorka zbyt bardzo się rozdrobniła. Jej powieści przyświeca motto przedstawienia losów nieznanych księżniczek, ale w natłoku postaci niestety często one giną. Jest ich jednak tak wiele, że z powodzeniem wypełniłyby całą powieść. Poznajemy tu bliżej Odę, drugą żonę Mieszka, węgierską księżniczkę, która była pierwszą żoną Bolesława, Astrydę i Geirę nieślubne córki Mieszka, a przede wszystkim Świętosławę. Wszystkie te kobiety odgrywały ogromną  strategiczną rolę, jako córki, które można było dobrze wydać za mąż, a potem jako żony - strażniczki sojuszów i zobowiązań i oczywiście matki synów. Mądre kobiety rozumiały tę rolę, porzucały własne marzenia i pracowały nad planami ojców i braci, a słabe kobiety po prostu cierpiały. Świętosława to postać silna, twarda, zdecydowana, która nie boi się zadawać pytań, która znanej tylko z imienia księżniczce nadaje charakteru i istotnej roli w ówczesnej polityce. To ona stojąc przy kurhanach zmarłych przodków pyta o ich żony i matki. Nie chce być pionkiem, chce odgrywać rolę na szachownicy polityków. 

Wątki kobiece najbardziej mnie ciekawiły, nawet mając świadomość, że większość opisywanych wydarzeń oraz ich charaktery to wytwór wyobraźni autorki. Wspomniane wyżej postaci męskie za to nużą. Ci wszyscy Svenowie, Erikowie, Olafowie i ich gierki polityczne wprowadzają konieczne tło historyczne, równocześnie spychając w cień główną narrację. Rozumiem, że autorka jako miłośniczka Skandynawii i średniowiecza chętnie łączy te wątki, a także że są niezbędne, by ukazać pełny obraz ówczesnej sytuacji, ale po pewnym czasie trudno było mi zapamiętać imiona wszystkich jarlów i wikingów. 

Sama narracja Cherezińskiej mnie nie porwała, nie wciągnęła tak bardzo, jak w poprzednich jej książkach. Jej zdania są proste, język nieskomplikowany, ale w jakiś sposób zabrakło mi tu płynności i zapewne dlatego nad wyraz dużo czasu spędziłam nad tą książką, choć sama historia bardzo mnie ciekawiła.

Moja ocena: 4/6

Elżbieta Cherezińska, Harda, 592 str., Wydawnictwo Zysk i s-ka 2016.

wtorek, 9 stycznia 2018

"Ewolucja według Calpurnii Tate" Jacqueline Kelly


Z przyjemnością przeczytałam tę książkę o jedenastoletniej Calpurnii - dziewczynce przekornej, rezolutnej i bystrej, czyli posiadającej cechy, które niekoniecznie były porządane pod koniec XIX wieku. Calpurnia bowiem mieszka na teksańskim bezdrożu, wraz z rodzicami, sześcioma braćmi i dziadkiem. Dziewczyna urodziła się idealnie pośrodku i wkracza powoli w wiek, gdy powinna zacząć się uczyć gotować, świetnie haftować i produkować cudowne robótki ręczne, przygotowując się do przyszłego zamążpójścia. Calpurnii to jednak zupełnie nie w smak. Zamiast siedzieć i dziergać, woli przemierzać z dziadkiem pola i lasy w poszukiwaniu ciekawych roślin i zwierząt oraz zapisywać swoje spostrzeżenia w podarowanym przez najstarszego brata notesie.

Gdyby Calpurnia potrafiła milczeć i nie wpychała swojego ciekawego noska w sprawy braci, być może jej pasja nie zostałaby zauważona. Matka zresztą dość długo toleruje te eskapady, gdy jednak spostrzega, że wyroby córki urągają jakimkolwiek wyobrażeniom, bierze sprawę w swoje ręce, unieszczęśliwiając dziewczynkę. Calpurnia zamiast obserwować wzrost odnalezionej z dziadkiem najprawdopodobniej dotąd nie odkrytej rośliny, musi piec i haftować. Nie ma też już czasu na dalsze studiowanie dzieła Darwina. Jej ewolucja musi przybrać inny kierunek. 

Powieść Kelly jest urocza, lekko staroświecka, zabawnie ironiczna i bardzo poprawna. Calpurnia wprawdzie się buntuje, przeżywa przymus wtłoczenia jej w odpowiednie dla młodej panny ramy, ale wszystko to przebiega w miarę bezboleśnie, serdecznie niemal. Ciekawe zarysowane ramy powieści - upalnie lato w Teksasie 1899 roku, niewielkie miasteczko, pierwsze oddechy rewolucji przemysłowej, nadają historii egzotyczny rys, ale pozostawiają pewien niedosyt. Kelly koncentruje się przede wszystkim na życiu głównej bohaterki, a tło historyczno-społeczne przywołuje tylko wtedy, gdy jest ono konieczne, by ukazać rozwój Calpurnii. Być może to świadomy zabieg, dostosowany do potrzeb i wymagań młodego czytelnika. 

Mimo tego to wyróżniająca się pozycja na rynku książkowym dla młodszych nastolatek. Temat patriarchatu, feminizmu i przełamywania stereotypów jest dla mnie i dla moich dzieci ważny, więc podsunęłam tę książkę córce, która ku mojemu zdumieniu na razie czyta ją bez większego entuzjazmu. 
Warto spostrzec, że Kelly ukazuje nie tylko sytuację dziewczynki, ale i braci, którym nie przystoi chcieć piec i szyć, czy emocjonalnie wiązać się z gospodarskimi zwierzętami. Wszystkie postaci są zresztą świetnie zarysowane - dziwaczny, budzący we wnukach lęk dziadek, wiecznie nieobecny ojciec, surowa matka, niektórzy z braci i wreszcie przyjaciółka Calpurnii, która idealnie wpasowuje się w ówczesny obraz kobiety.

Ciekawa jestem dalszych losów Calpurnii i na pewno sięgnę po niedawno wydany w Polsce drugi tom. Przy okazji, polska okładka dużo bardziej mi się podoba! 

Jacqueline Kelly, Capurnias (r)evolutionäre Entdeckungen, tł. Birgitt Kollmann, 336 str., Hanser Verlag 2013.

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Stosikowe losowanie 2017

Styczeń

Anna: Zofia Kossak "Suknia Dejaniry"
ZwL: John Wyndham "Poczwarki"
McDulka: Marek Niedźwiedzki "Radiota czyli skąd się biorą niedźwiedzie"
Maniaczytania: Kirstin Chen "Sos sojowy dla początkujących"
Guciamal: Anna Dymna "Życie z diabłami i aniołami"
Marianna: Michel Houellebecq "Uległość"

Luty

Anna: Jo Nesbo "Karaluchy"
ZwL: Tove Jansson "Podróż z małym bagażem"
Maniaczytania: Lucy Maud Montgomerry "Błękitny zamek"
Marianna: Agatha Christie "The Murder at the Vicarage"
Niekoniecznie papierowe: Paweł Śpiewak "Żydokomuna"
Guciamal: Irving Stone "Bezmiar sławy"
McDulka: Stewart D. Friedman "Żyj tak, jak chcesz"

Marzec

Guciamal: Stanisław Wasylewski "Kobieta i klasztor"
Marianna: Jacek Dukaj "Lód"
ZwL: Szczygielski "Czarny młyn"
McDulka: Han Malsuk "Filiżanka kawy"
Niekoniecznie papierowe: Emil Zola "Germinal"
Maniaczytania: Nathalie Roy Smaczne życie Charlotte Lavigne"
Anna: Małgorzata Szejnert "Śród żywych duchów"

Kwiecień

Anna: Zofia Kossak "Z miłości"
ZwL: Jürgen Thorwald "Triumf chirurgów"
Marianna: Ludvik Vaculik "Siekiera"
Maniaczytania: Tosca Lee "Królowa Saaby"
Guciamal: Biografia Kleopatry
McDulka: Tove Jansson "Słoneczne miasto"

Maj

McDulka: Guðmundur Andri Thorsson "Miasteczko w Islandii"
Anna: Lea Korte "Das Gehemnis der Maurin"
Maniaczytania: Torsten Kroll "Biali królowie" - przerwana, bez recenzji
ZwL: Tadeusz Wittlin "Ostatnia cyganeria"
Marianna: Helen Oyeyemi "Mr Fox"
Guciamal: Maria Bogucka "Maria Stuart"

Czerwiec


Anna: Orhan Pamuk "Stambuł"

Maniaczytania: Zafón "Więzień nieba"
ZwL: Balzac "Eugenia Grandet"
Marianna: Jose Carlos Somoza "Klara i półmrok"
McDulka: Jaume Cabré "Głosy Pamano"
Guciamal: Harper Lee "Zabić drozda"

Lipiec

Anna: Przemysław Semczuk "Wampir z Zagłębia"
ZwL: Mika Waltari "Turms nieśmiertelny"
Marianna: Jeanette Winterson "Gut Symmetries" przeczytana, bez recenzji
Guciamal: Józef Hen "Powrót do bezsennych nocy. Dzienniki"
Niekoniecznie papierowe: Antoni Libera "Godot i jego cień"
Maniaczytania: Laura Esquivel "Malinche malarka snów"
McDulka: Zygmunt Bauman "Nowoczesność i zagłada"

Sierpień

McDulka: George R.R. Martin "Uczta dla wron. Cienie śmierci"
Anna: Paulina Wilk "Znaki szczególne"
ZwL: Cosic "Rola mojej rodziny w światowej rewolucji"
Guciamal: Joanna Olczak-Ronikier "Wtedy. O powojennym Krakowie"
Niekoniecznie papierowe: Martin Pollack "Topografia pamięci"
Maniaczytania: Joanne Harris "Rubinowe czółenka"
Marianna: Karl-Markus Gauss "Niemcy na peryferiach Europy"

Wrzesień

Anna: Samuel Bjork "Sezon niewinnych"
Anne18: "Wielkie małe książki"
ZwL: Asimov "Fundacja"
Marianna: Ignacy Karpowicz "Ości"
Guciamal: Oriana Fallaci "Kapelusz cały w czereśniach"
Maniaczytania" Sandra Kalniete "W butach do tańca przez syberyjskie śniegi"
McDulka: Guillaume Musso "Papierowa dziewczyna"
Niekoniecznie papierowe: Jan Nemec "Historia światła"

Październik

Guciamal: Georges Simenon "Kot"
Anna: Jacek Dehnel "Matka Makryna"
Marianna: Marilynne Robinson "Housekeeping"
Maniaczytania: Jojo Moyes "Srebrna zatoka"
ZwL: Asbrink "W lesie wiedeńskim wciąż szumią drzewa"
McDulka: Tara Mohr "Podejmij wyzwanie"

Listopad

Anna: Magdalena Grzebałkowska "1945"
Maniaczytania: Irena Matuszkiewicz "Modliszka"
ZwL: Terry Pratchett " Żółw przypomniany"
Guciamal: Waldemar Łysiak "Malarstwo białego człowieka"
McDulka: Maurice Maeterlink "Inteligencja kwiatów"
Marianna:

Grudzień

Guciamal: John Fowles "Mag"
Niekoniecznie papierowe: Grynberg "Rejwach"
ZwL: Nadżib Mahfuz "Hamida z zaułka Midakk"
Anna: Elżbieta Cherezińska "Harda"
Marianna: Mario Varga Llosa "Miasto i psy"
Maniaczytania: William Faulkner "Absalomie, Absalomie"

czwartek, 21 grudnia 2017

"Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci" Anna Kamińska


Po tę książkę sięgnęłam w ramach wspólnego czytania w Klubie Polek na Obczyźnie. Nie trafiłby zapewne w moje ręce, gdyby nie ta akcja. Lubię wprawdzie biografie, a i postać Wandy Rutkiewicz nie jest mi obca, ale w nawale ciekawych lektur, książka ta nie trafiła na szczyt mojego stosu. Lektury oczywiście nie żałuję, bo warto było poznać słynną himalaistkę bliżej.

Kamińska szkicuje bardzo szeroki obraz Rutkiewicz, opierając się na licznych wywiadach, rozmowach, dokumentach i korespondencji, jak na biografkę, zresztą, przystało. Nie mogę tej książce nic zarzucić, ale nie należy ona do biografii, które porywają od pierwszej strony, zaskakują spojrzeniem i ujęciem tematu. To po prostu porządnie opracowana i umiejętnie spisana historia. Najwięcej pazura dodaje jej sama bohaterka, postać niepokorna, trudna do skategoryzowania, indywidualistka o dwóch obliczach. 

Nie zdawałam sobie wcześniej sprawy jak trudne były osobiste losy Wandy - otoczona widmem śmierci od najmłodszych lat, miała do niej bardzo specyficzny stosunek. Można powiedzieć luźny, akceptujący - i to właśnie ta nonszalancja w parze z determinacją, pozwalały jej osiągać najwyższe szczyty. Śmierć przewija się przez całą biografię, nie tylko jako faktyczny zgon bliskich i przyjaciół (tych ostatnich było mnóstwo), ale jako stan, towarzyszący Rutkiewicz. Jej ciągłe igranie ze śmiercią, gotowość na jej przyjęcie, pozwalają sięgać po największe sukcesy. 

Kamińska stara się nie zanudzać czytelnika datami i faktami, snuje swoją opowieść, opierając się na rozmowach z przyjaciółmi, towarzyszami, znajomymi i wrogami słynnej himalaistki. Wanda polaryzowała i wydaje się, że w swoim otoczeniu miała tylko dwa typy osób - gorących zwolenników lub wrogów. Przyznać należy jednak, że nawet ci, którzy jej nie lubili, wypowiadają się o niej z szacunkiem i respektem. 

Mimo że Rutkiewicz odnalazła w himalaizmie swój cel w życiu, mam wrażenie, że nie była do końca szczęśliwa. Chorobliwie ambitna, niezwykle wysportowana, dobra we wszystkim, za co się zabrała, pozostała wiecznie samotna. W krótkich chwilach odsłaniała swoją twarz osoby kruchej, szukającej ciepła i oparcia. Na codzień Wanda potrafiła jednak kontrolować te emocje, przeć do wyznaczonego celu, nie zważając na innych, jak twierdzi wielu ze wspinających się z nią himalaistów.

Śmierć Rutkiewicz jest tak samo zagadkowa, jak ona sama. Nie można jej wyjaśnić, nie można do końca zrozumieć, w jaki sposób zginęła. Czy na ten krok zdecydowała się świadomie? 

Jak napisałam na początku, nie żałuję tej lektury, która była dla mnie niezwykle pouczająca, bo o Rutkiewicz na dobrą sprawę nie wiedziałam nic. 

Moja ocena: 4/6

Anna Kamińska, Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz, 480 str., Wydawnictwo Literackie 2017. 

czwartek, 14 grudnia 2017

"Machiną przez Chiny" Łukasz Wierzbicki


Machiną przez Chiny to kolejna po Afryce Kazika rewelacyjna książka spod pióra Łukasza Wierzbickiego. Autor tym razem na warsztat wziął dzienniki Haliny Korolec-Bujakowskiej, która w latach trzydziestych wraz z mężem Stanisławem odbyła podróż z Druskiennik do Szanghaju. Ta nietypowa wyprawa była podróżą poślubną młodego małżeństwa, a środkiem lokomocji obojga była machina czyli motocykl. 


Para przemieszcza się przez tereny mało znane i mało, w tamtych czasach, odwiedzane, wzbudzając wszędzie sensację i zaciekawienie, obojętnie czy przemierzają Turcję, Persję czy birmańską dżunglę. W tej ostatniej spędzają najwięcej czasu. Przerwa w podróży spowodowana jest awarią machiny i koniecznością długiego oczekiwania na części zamienne. Podróżnicy zakładają obozowisko, przygarniają niedźwiedzia i rozkoszują się ciszą oraz bezpośrednim kontaktem z naturą.


Wierzbicki świetnie opisuje przygody pary. Nie ma on ambicji ukazania każdego kroku małżeństwa, dokładnego przedstawienia każdego etapu podróży, koncentruje się raczej na wydarzeniach, które wywarły na podróżnikach największe wrażenie. Są to więc przede wszystkim spotkania z innymi ludźmi, świadczące o niezwykłej ciekawości innych kultur, respekcie i nieustającej chęci poznawania nowego. Otwarte zakończenia rozdziałów skłoniły nas do rozmów i rozważań na temat ich losów.
Fantastyczne jest podejście Haliny i Stacha do problemów, którzy przyjmują je najczęściej ze stoickim spokojem, starając się we wszystkim dojrzeć dobrą stronę. Wojna przerwała ich pobyt w Szanghaju i właśnie to wydarzenie jest cezurą, która dzieli książkę. Halinę poznajemy bowiem w 1947 roku, podczas podróży do Indii. Towarzyszy jej syn, któremu opowiada o wielkiej wyprawie, która niestety zakończyła się rozdzieleniem małżonków. 


Równie piękna jak treść, jest szata graficzna książki, stworzona przez Mariannę Oklejak. Ilustratorka wykorzystała fotografie z podróży, tworząc na ich podstawie kolaże - wspaniałe, ciekawe, pełne detali. Prócz tego karty książki zdobią mniejsze ilustracje. Cała szata graficzna jest bajecznie kolorowa, obramowania stronic zmieniają barwę od pomarańczowej po niebieską, tworząc fantastyczną tęczę. Nie zapominajmy o mapce, bardzo istotnej, z której stale korzystaliśmy podczas lektury. 

To przepiękne wydanie, książka, którą polecam każdemu dziecku!

Łukasz Wierzbicki, Marianna Oklejak, Machiną przez Chiny, 175 str., Wydawnictwo Poradnia K.

piątek, 8 grudnia 2017

"Kopciuszek", "Królewna Śnieżka u krasnoludków" Gabriela Mistral


Te dwie książki zachwyciły nas swoją urodą od pierwszego wejrzenia i zaskoczyły nazwiskiem autorki. Nie spodziewałam się, że chilijska noblistka pisała książki dla dzieci. Tymczasem to prawdziwe perełki literackie. Autorka spisała znane baśnie w postaci wierszy, rymowanych wprawdzie, ale jej rymy nie są oczywiste, a rytm często się załamuje, przerywając monotonię ośmiozgłoskowca. 
Taki żar bije znad ognia,
że nadpalone ma rzęsy.
Od mycia posadzek ogromnych
garbią się stale jej plecy.
W tym miejscu ukłony dla tłumaczki, Krystyny Radowskiej, która z pewnością miała przed sobą niełatwe zadanie. Bardzo podobały mi się akcenty latynoskie, takie jak nazwanie balu w Kopciuszku, fiestą. 

To nie są bajki w stylu zinfantylizowanych i uproszczonych wersji, które mają podobno ułatwić dziecku odbiór tekstu. Mistral trzyma się grimmowskiej wersji utworów, wplatając jednak w tekst wymienione wyżej nawiązania do własnej kultury, a także niesztampowe porównania. U niej "noc rozrasta się jak kałuża", a stópka jest wielkości migdała.

Co ciekawe w swojej wersji Królewny Śnieżki autorka całkowicie rezygnuje z motywu wizyt złej królowej, która próbuje otruć dziewczynę, podczas gdy w Kopciuszku pozostaje bardzo bliska oryginału. W Śnieżce bardzo szeroko rozpracowana została scena wizyty w domu krasnoludków, którzy zaskoczeni gościem, postanawiając chronić królewnę.

Obie książki są przepięknie wydane - grube, kartonowe, surowe wręcz, okładki świetnie komponują się z kreską ilustratorów. Każda z książek została opracowana graficznie przez kogoś innego, ale ich styl jest podobny i na pierwszy rzut oka nie rozpoznałam, że to dwie różne osoby.

Zarówno moje dzieci i ja lubimy taki rodzaj ilustracji, więc z przyjemnością tylko przeglądamy te książki i cieszymy nimi oko.



Obie książki to prawdziwa gratka dla kolekcjonerów różnych wersji tych baśni oraz możliwość poznania noblistki od jej innej, mniej znanej, strony.

Gabriela Mistral, Królewna Śnieżka u krasnoludków, il. Carles Ballesteros, tł. Krystyna Radowska, Nasza Księgarnia 2017.
Gabriela Mistral, Kopciuszek, il. Barnardita Ojeda, tł. Krystyna Radowska, Nasza Księgarnia 2017. 

sobota, 2 grudnia 2017

Stosikowe losowanie 12/17 oraz 1/18 - pary

ZwL wybiera numer książki dla Marianny (w stosie 264 książki) - 198
Marianna wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 17 książek) - 13
Maniaczytania wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 200 książek) - 23
McDulka wybiera numer książki dla Anny (w stosie 219 książek) - 213
Anna wybiera numer książki dla Niekoniecznie papierowej (w stosie 200 książek) - 17
Niekoniecznie papierowa wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1050 książek) - 15
Anna wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 95 książek) - 81

Anna wybiera numer książki dla Marianny (w stosie 264 książki) - 18
Marianna wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 6 książek) - 3
Maniaczytania wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1050 książek) - 61
ZwL wybiera numer książki dla Niekoniecznie papierowej (w stosie 219 książek) - 66
Niekoniecznie papierowa wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 200 książek) - 2
McDulka wybiera numer książki dla Anny (w stosie 219 książek) - 117
Anna wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 95 książek) - 74

sobota, 25 listopada 2017

"Marek i czaszka jaguara" Marek Kamiński, Katarzyna Stachowicz-Gacek


Z ciekawością, a może nawet z pewną dozą sceptycyzmu, sięgnęłam po tę książkę. Moja córka czyta aktualnie tylko i wyłącznie książki przygodowe, ale to jednak mój syn stał się odbiorcą tej powieści. Przez ponad miesiąc niemal codziennie czytaliśmy wspólnie wieczorem po kilka rozdziałów tej niezwykle wciągającej opowieści. 

Marek jest starszy do mojego syna, właśnie skończył piątą klasę i cieszy się na wspaniałą wyprawę do Meksyku. Ma być to wyjątkowy czas sam na sam z tatą. Niedawno w rodzinie Marka zaszły bowiem wielkie zmiany, urodziła się maleńka Zosia i rodzice zajęci są tylko i wyłącznie niemowlęciem. Marek z całego serca chce spędzić czas z tatą i odlicza dni do wyprawy. Wraz z nimi do Meksyku ma polecieć też kumpel taty - znany podróżnik i fotograf Orinoko. To ten ostatni ma szczegółowy plan zwiedzania. Dodatkowo zabierze do Meksyku pewien tajemniczy obiekt, który przechowywał znajomy profesor. Przedmiot należy do plemienia Lakandonów, a Orinoko zobowiązuje się go przekazać Indianom. Niestety cały plan się sypie. Najpierw się okazuje, że dorośli pomylili datę odlotu i nie ma już możliwości zawiadomienia, mających na nich czekać Lakandonów, potem choruje Zosia i tata nie może towarzyszyć Markowi i do tego pojawiają się tajemniczy dwaj mężczyźni w garniturach. 

Marek nie przepada za Orinoko - jego sposobem bycia, podróżowania, a przede wszystkim nie może się wyzbyć uprzedzeń wobec niego. Chciałaby podróżować z tatą, a nie z gburowatym wujkiem. Podróż od początku układa się inaczej niż chłopiec ją sobie wyobrażał - nie wolno mu zabrać komputera, Orinoko nie zapowiada żadnych wygód, a cały dobytek trzeba dźwigać samodzielnie w ogromnym plecaku. Stopniowo okazuje się, że zwiedzanie nie jest takie straszne. Podróżnicy, nieświadomi śledzących ich mężczyzn, wpadają jednak co chwilę w różne tarapaty, aż w końcu muszą się ukrywać i uciekać. Wtedy jednak Marek nie pamięta już o początkowej niechęci do towarzysza wyprawy oraz braku komputera.

Powieść naszpikowana jest mnóstwem faktów o Meksyku, informacji o zabytkach, o cywilizacjach indiańskich, o kulturze i krajobrazie. Wiadomości te jednak wplecione są w tekst, przekazywane mimochodem, tak że czytelnik połyka je przy okazji. Mój syn naprawdę dużo dowiedział się o Meksyku i ciągle konsultował trasę Marka z mapą na okładce. Z tyłu książki umieszczono bowiem mapę świata, by ukazać odległość między Polską, a Ameryką Środkową, z przodu zaś mapkę Meksyku oraz wszystkie punkty, w których bohaterowie się zatrzymali. Dodatkowo tekst wzbogacony jest bardzo klimatycznymi czarno-białymi rycinami, które bardzo mi się podobają. Naprawdę duży plus dla wydawnictwa za szatę graficzną książki! I za mapy!

Właściwie nie mogę nic zarzucić tej powieści. Czyta się świetnie, napisana jest ze swadą, akcja jest wartka, a autorzy nie koncentrują się tylko na wydarzeniach współczesnych, lecz, jak wspominałam wyżej, naprawdę wyjątkowo dobrze przemycają mnóstwo dodatkowych informacji. Jeśli miałabym się przyczepić do czegokolwiek, to może do delikatnie nachalnego morału, ale wydaje mi się, że mój syn zupełnie go nie spostrzegł. Dla niego to powieść o rodzinnej miłości, przyjaźni i odwadze. 

Bardzo ciekawa jestem czy duet autorów planuje kontynuację przygód Marka. Wyobrażam sobie, że ta powieść byłaby idealnym sposobem na przygotowanie dziecka do podróży do Meksyku i jeśli się tam wybierzemy, na pewno do tej książki wrócimy. Cieszyłabym się z podobnej książki o innych krajach, na przykład azjatyckich. A może Marek wybierze się w kolejną wyprawę?

Moja ocena: 5/6

Marek Kamińdki, Katarzyna Stachowicz-Gacek, Marek i czaszka jaguara, 352 str., Wydawnictwo Znak emotikon Kraków 2017.

Stosikowe losowanie 12/17 i 1/18

Ponieważ z końcem grudnia będę miała ograniczony dostęp do internetu, ogłaszam dziś podwójne losowanie!
Zapraszam więc do zgłaszania się do rundy grudniowej i styczniowej! Pary rozlosuję 1 grudnia, czas na przeczytanie książek mamy każdorazowo do końca miesiąca.

Proszę podajcie mi czy do obu rund powinnam wziąć pod uwagę tę samą liczbę książek w stosie.

Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.

2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.

3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.

4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.

5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.

6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie.

czwartek, 23 listopada 2017

"Dziennik Franciszki Krasińskiej" Klementyna Hoffmanowa


Po raz pierwszy zdecydowałam się na udział w Pikniku z Klasyką, organizowanym przez Pierogi Pruskie oraz Czytam to i owo, niestety nie udało mi się przeczytać książki na czas, więc moja recenzja ukazuje się z dwudniowym opóźnieniem. Zaciekawiła mnie wybrana przez organizatorki książka, a także jej autorka. 
Nigdy nie słyszałam wcześniej o Klementynie z Tańskich Hoffmanowej, która nota bene, dziś obchodziłaby urodziny. Ta wszechstronna kobieta prowadziła, jak na ówczesne czasy, bardzo światowe życie. Nigdy nie słyszałam o pisanych przez nią książkach dla dzieci, a była przecież prekursorką na tym polu. Co więcej wydawała nawet czasopismo dla dzieci! 

Dziennik Franciszki Krasińskiej opisuje dzieje prawdziwej postaci historycznej, polskiej szlachcianki, która potajemnie zawarła małżeństwo z synem króla Augusta II Sasa. Autorka stworzyła jej fikcyjny dziennik, pragnąc ukazać życie młodych kobiet, szlachcianek, w XVII wieku. Udało jej się to wspaniale. Poznajemy Franciszkę jako nastolatkę, kochającą głęboko rodziców, cieszącą się każdym dniem na zamku. Jej oczyma obserwujemy polowania, uczty, święta oraz przygotowania i ślub jej starszej siostry. Franciszka jest pełna oczekiwań, mam ogromny apetyt na życie, jest pełna energii i entuzjazmu, a zarazem darzy rodziców pełnym zaufaniem i żyje całkowicie według ich i boskiej woli. 

Cezurę w życiu dziewczyny stanowi wyjazd do Warszawy, gdzie rozpoczyna naukę na najlepszej pensji dla dziewcząt, a potem zamieszkuje u księżnej wojewodziny, z którą jest spokrewniona. To właśnie wtedy poznaje warszawski świat, bale, spotkania, stroje. I oczywiście Karola, królewskiego syna. 

Hoffmanowa w krótkich wpisach świetnie oddaje ówczesny styl życia, mentalność, troski, a przede wszystkim konwenanse. Równocześnie obserwujemy dojrzewanie Franciszki, powolne stygnięcie jej entuzjazmu do życia, powolne rozgoryczenie, narastający smutek i tęsknotę. Kończące książkę listy przedstawiają kobietę, którą los rzucił daleko od rodziny, niezbyt szczęśliwą.

Bohaterka dziennika to na swoje czasy kobieta wykształcona, obyta, a jednak całkowicie zamknięta w swoim świecie. Jej światopogląd nie wybiega dalej niż stroje, robótki ręczne, uroda, rodzina. Wielokrotnie potwierdza zainteresowanie losem Polski, aczkolwiek w listach niewiele z faktycznie gruntownego zainteresowania widać. Z drugiej strony pamiętać trzeba, że jest to jednak kreacja autorki i jaka naprawdę Franciszka była, nie wiemy. Ta książka potwierdza rzeczywiste oderwanie od siebie poszczególnych warstw społecznych. Świat Krasińskiej jest całkowicie zamknięty, jej późniejsze problemy finansowe nie budzą współczucia u czytelnika, która ma szerszy ogląd ówczesnego życia w Rzeczpospolitej. Zaskakujący jest brak jakiegokolwiek uświadomienia młodych kobiet, ich ślepe zaufanie w wolę rodziców i wiarę w dobroć przyszłego męża, aczkolwiek nie są to dla mnie fakty całkiem nowe.

Dla mnie to była przede wszystkim przyjemna lektura, zdecydowanie poznawcza - bo jednak obraz życia młodej szlachcianki naszkicowany jest niezwykle umiejętnie, ponadto nie znałam wcześniej losów ani autorki, ani jej bohaterki. Bardzo podobał mi się język - z przyjemnością przypomniałam sobie wiele staropolskich słów, czytałam jednak, nie korzystając z umieszczonego na końcu słowniczka (mankament ebooków). 

Moja ocena: 4/6

Klementyna Hoffmanowa, Dziennik Franciszki Krasińskiej, 188 str., Wolne Lektury.

piątek, 17 listopada 2017

1945. Wojna i pokój" Magdalena Grzebałkowska


Mimo że od wojny dzieli mnie jedno pokolenie, jestem dzieckiem wojny. Dorastałam słuchając o niej i o roku wyzwolenia. Towarzyszyły mi historie trudne - babcia opowiadała o wojnie na Śląsku, o lęku przed nadejściem Rosjan, o marszu śmierci z Auschwitz. Przyjmowałam te opowieści bezwiednie, nasiąkałam nimi, były dla mnie naturalne, choć ich groza wyzwalała niezdrową ciekawość, każącą pytać o jeszcze i jeszcze. Potem w innej części Polski poznałam chłopaka, syna znajomych mojej drugiej babci, który czterdzieści lat po wojnie z pasją zbierał części umundurowania, czapki, łuski nabojów. W międzyczasie odbyłam traumatyczną dla mnie wycieczkę do Auschwitz, której nie zapomnę chyba nigdy. Jako dorosła osoba wysłuchałam opowieści teściowej, która jako młoda kobieta wypędzona została wraz z rodziną z gospodarstwa w ówczesnych Prusach Wschodnich. Skutki tej traumy widziałam u niej aż do jej śmierci. Odwiedziłam z nią jej rodzinną wioskę, tuż pod rosyjską granicą - nadal zrujnowaną, zachwaszczoną, martwą. 

Rok 1945 nie był rokiem radości i szczęścia. To nie była trwająca cały rok wiosna z budzącym się do życia nowym światem. To był nadal czas rozpaczy, zgryzoty, rozstań i śmierci. Nie miał nic wspólnego z celebrowanym na szkolnych akademiach Dniem Zwycięstwa. Wciąż był rokiem tułaczki, ukrywania się, biedy, głodu, szukania, mordowania, odwetu. Grzebałkowska przedstawia świat, który po części znałam z opowiadań, systematyzując go dla mnie, dzieląc na rozdziały, a przede wszystkim poszukując spojrzenia totalnego. 

To nie jest książka o Polakach, nie jest także o Niemcach. To książka o tym jednym roku. Miesiące przesuwają się przed naszymi oczami wraz z tobołami, pierzynami, rozczochranymi i głodnymi ludźmi, przepychanymi z kąta w kąt, ze stacji, na stację. Migają obrazy tych, którzy odwiedzali opuszczone wioski, by umeblować swoje, często wypalone domy. Widzimy pisane kredą informacje o (tymczasowym) miejscu pobuty, karteluszki z rozpaczliwymi prośbami o wiadomości o bliskich. Obserwujemy powstające sierocińce, czytamy setki gazetowych ogłoszeń. Otwarto sklep, podejmuje się usługi krawieckie, tworzy się chór, ruszamy na Ziemie odzyskane, a między tym, jak litania - oddam dziecko za swoje, zdrowy niemowlak do oddania, przyjmę sierotę, przyjmę kilkuletnią dziewczynkę, oddam noworodka, szukam synka, szukam zaginionego malucha. 

Ogrom opisywanego przez Grzebałkowską cierpienia przytłacza, tak samo jak zagmatwane losy ludzkie - Polaków, Niemców, Ślązaków, Kaszubów, Ukraińców, Żydów. Nie sposób przepracować takiej traumy w kilkadziesiąt lat. My (autorka i ja na przykład), urodzeni, trzydzieści - czterdzieści lat po wojnie, nadal jesteśmy jej dziećmi, nadal nosimy w sobie tę traumę, najczęściej podświadomie. Dlatego tak bardzo dotknęła mnie ta książka, dlatego uparcie sięgam po pozycje tematycznie związane z wojną. 

Grzebałkowska kolejny raz napisała świetny reportaż - co ciekawe, starała się ująć temat z wielu perspektyw (co znakomicie jej wyszło), równocześnie zostawiając niewielki, ale bardzo istotny, skrawek dla siebie i swojej rodziny.

Moja ocena: 6/6

Magdalena Grzebałkowska, 1945. Wojna i Pokój, 420 str., Agora Warszawa 2015.