środa, 21 października 2020

"Początki" Carl Frode Tiller


Terje umiera, jeszcze nie wiemy, jak do tego doszło, ale już słyszymy jazgot przy jego łóżku. Matka z siostrą napieprzają się, jak gdyby nic się nie stało. Terje to zna, niczego innego nie słyszał przez całe życie i sam nie potrafi inaczej rozmawiać. Jest mistrzem w nadinterpretowaniu, wkładaniu swoich myśli w słowa usłyszane od innych, kombinowaniu i przekłamywaniu. Co to ukrywać, komunikacja nie jest mocną stroną Terjego. Tak bardzo, jak sobie nie radzi z ludźmi, tak świetnie odnajduje się w naturze. Jako ekolog, znawca od roślin i zwierząt zagrożonych wyginięciem. Z ogromnym zaangażowaniem walczy o norweską faunę i florę, chroniąc je od wyginięcia. Siebie nie potrafi za to uchronić. 

Życie Terjego poznajemy cofając się, Carl Frode Tiller prezentuje czytelnikowi zaledwie migawki - sceny pozornie nieistotne przeplatają się z wydarzeniami, które na życie Terjego miały decydujący wpływ. 
Stopniowo ukazuje się beznadzieja, smutek, depresja, jaka dominowała dookoła mężczyzny. 

Szokującym jest, jak brak zdolności komunikacji rozbija związki i kontakty międzyludzkie bohatera. Stałe szukanie podtekstu, drugiego dna, rozkładanie wypowiedzi na czynniki pierwsze prowadzi do nieprzemyślanych reakcji. Drugim czynnikiem, który ma decydujący wpływ na życie Terjego jest jego dzieciństwo i stosunek do rodziców. Nic odkrywczego, ale temat, który zawsze jest bolesny i skłaniający do refleksji. Trudne dzieciństwo nie zawsze całkowicie niszczy życie człowieka, ale zawsze ma na nie wpływ. Terje wydaje się sobie radzić, pozornie przezwycięża trudności, wzbudza nawet podziw wsród osób znających jego przeszłość. Kluczowym jest tu jednak czasownik - wydaje się. To, co dzieje się wewnątrz mężczyzny powoli zżera jego instynkt przetrwania.

Frode przedstawił obraz dekonstrukcji pozornie szczęśliwego człowieka, nie ma tu dramatycznych wydarzeń, to na pozór dość zwykłe życie, jakich wiele, którego jednak główny bohater nie jest w stanie unieść. Czytelnik sam sobie może odpowiedzieć na pytanie, co zadecydowało o takim, a nie innym przebiegu życia Terjego. Początki to świetny portret psychologiczny, ascetycznie napisana (tu podziw dla tłumaczki, zwłaszcza za fragmenty związane z pracą Terjego), ale wymagająca powieść, która pozostaje w czytelniku na długo.

Moja ocena: 5/6

Carl Frode Tiller, Początki, tł. Katarzyna Tunkiel, 367 str., Wydawnictwo Poznańskie 2019.

środa, 14 października 2020

"Generał martwej armii" Ismail Kadaré

 


Włoski generał wyjeżdża do Albanii z niezwykła misją. Dwadzieścia lat po II wojnie światowej otrzymał rozkaz ekshumacji szczątków włoskich żołnierzy, którzy zginęli na terenie Albanii. Generałowi towarzyszy ksiądz, który ma zadbać o moralne wsparcie, a także być tłumaczem i przewodnikiem. Misja rozpoczyna się jesienią w deszczową aurę, składająca się z generała, księdza oraz albańskiego delegata i pracowników fizycznych grupa wyrusza w głąb kraju. Albania to kraj górzysty, pełen bezdroży, zagubionych w przełęczach wiosek, a jesienią i zimą błotnisty i dżdżysty. Poszukiwania ofiar okazują się być, mimo szczegółowych list i planów, bardzo trudne i żmudne. W terenie nie wszystko jest takie, jak na mapie. W rozmiękczonej, gliniastej ziemi trudno odnaleźć ciała, a atmosfery pracy nie poprawiają albańscy wieśniacy, którzy przy każdym postoju schodzą się w miejsce ekshumacji. 

Każde nowe miejsce, każde spotkanie zmienia w oczach generała obraz odważnych chłopców, którzy oddali życie za ojczyznę. Okazuje się bowiem, że wojna wydobyła z nich różne cechy, a na pewno niekoniecznie waleczność i bohaterstwo. Wielu żołnierzy zdezerterowało i pracowało u wieśniaków jako pomoc w gospodarstwie, wielu umarło przypadkowo, wielu nie myślało o ojczyźnie i wyższym celu. Wszystkiego tego generał i ksiądz dowiaduję się ze znajdowanych w grobach lub przekazywanych przez Albańczyków listów i pamiętników. Równocześnie ten duet zaczyna bliżej poznawać naród albański - dumny, mężny, ceniący swoje tradycje. 

To książka o samotności i bezsensie wojny, te odczucia podkreśla aura nakreślona przez Kadaré - nieustanny deszcz, ciemność, szarość, błoto, chłód. Szary jest krajobraz, i kamienie, i ziemia, i wreszcie wykopywane kości. Ta monotonia i beznadzieja misji ogarnia stopniowo umysły generała, księdza i czytelnika. Świetna powieść, która mi także przybliżyła dotychczas nieznaną historię Albanii.

Moja ocena: 5/6

Ismail Kadaré, Generał martwej armii, tł. Maria i Cezary Gawrysiowie, PIW 1984.

wtorek, 13 października 2020

"Mimry z mamrami" Aleksander Lubina

 



Mimry z mamrami, mamałyga taka, plątania, zbieranina. Chaos, ale z sensem, z myślą przewodnią. Pomieszane języki, rozbuchane myśli, mądre i obrazoburcze. Takie, które współgrają z moim poczuciem świata i całkiem odwrotne. 

To myśli Hanka, który lubi gadać, lubi mieć zdanie, lubi się nim dobitnie dzielić. W swoich gawędach zawiera rys śląskiej historii, stosunków polsko-śląskich, współżycia i współistnienia Ślązaków i Niemców, i Polaków, i Czechów, i Żydów. Dużo tu osobistych wspomnień z dzieciństwa, bardzo mocno osadzonych w śląskiej tradycji, Hanek nie szczędzi opisów zwyczajów i śląskich obrzędów. Te fragmenty są bardzo nostalgiczne, wiele z nich przypomina mi moje dzieciństwo. By podążyć za słowami Hanka, dobrze znać śląski i niemiecki, dobrze jest orientować się w tematyce, bo Hanek nie tłumaczy, wykłada tylko swój światopogląd. I chętnie dzieli ludzi na elwrów, lebrów, hadziajów czy barbarów. Hankowi łatwo oceniać, zna swoje zdanie, jest go pewny i nie jest skłonny do kompromisu. Kategorycznie, dobitnie i bezpardonowo ogłasza swoje zdanie, nie unikając tematów bolesnych, trudnych i wstydliwych.

Po śmierci Hanka narrator odnajduje jego zapiski na kartach kalendarza i je przytacza - każde święto jest przyczynkiem do wspomnienia śląskich tradycji z nim związanych. Koniec książki do hankowe przykazania i prawdy. 

Czytałam tę książkę ze sporym dystansem oraz balansując między nostalgicznym wzruszeniem, a niezrozumieniem sposobu prezentacji swoich poglądów przez Hanka. Nie podobał mi się nie znoszący sprzeciwu i bezkrytyczny sposób, w jaki je demonstruje, niezależnie od tego, czy się z nimi zgadzałam. 
Książka natomiast zawiera cudowne, nastrojowe akwarele Grzegorz Chudego, które są wspaniałym uzupełnieniem lektury. 

Moja ocena: 4/6

Aleksander Lubina, Mimry z mamrami. Hanek i oni (elwry, lebry, pamponie, soronie, hadziaje i barbary) - albo o moich przodkach i zadkach, 80 str., Ligota 2016.

piątek, 9 października 2020

"Teatr niewidzialnych dzieci" Marcin Szczygielski

 


Tę książkę czytałam synowi na głos, ale przyznam że wciągnęła nas tak samo, aczkolwiek zapewne z różnych przyczyn. 
Michał mieszka w domu dziecka - ale jest jednym z nielicznych dzieci, które straciło oboje rodziców. Michał lubi pisać i rysować, a jego największym marzeniem jest podróż w kosmos i spotkanie Mirosława Hermaszewskiego. Jako że chłopak ma talent do pisania, skrupulatnie opisuje swoje życie w domu dziecka - najpierw w Rybniku, potem w Siemianowicach. Poznajemy więc wychowanków i wychowawców, zakazy, przywileje, przebieg dnia, problemy, troski i radości dzieci. Co ważne dla odbioru tej książki - wszystko to widziane z perspektywy dziecka. 

Ten aspekt książki bardzo interesował mojego syna - omawialiśmy tematy związane z życiem w dużej grupie dzieci (super), pewnych wolności (też super), ale i zakazów (mniej fajnie) oraz braku rodziców (beznadziejnie). Następnie doszła jeszcze jedna kwestia, która interesowała początkowo głównie mnie, ale potem stała się przyczynkiem do niekończących się rozmów - życie w Polsce lat 80., Solidarność, PZPR, strajki, ZOMO. Temat znany trochę z wcześniejszych rozmów i gry Kolejka, ale przedstawiony z perspektywy dziecka nabrał zupełnie innego wymiaru.

Szczygielski przedstawia głównie relacje między dziećmi oraz między dziećmi a wychowawcami, koncentrując się na braku ich stałości. Michał stracił rodziców, gdy był malutki, wychowująca go babcia zmarła, gdy chłopiec miał trzy lata. Michał trafił do domu małego dziecka w Rybniku, gdzie zbudował swój świat, zawarł przyjaźnie, poznał wujka z zewnątrz, który zabierał go na spacery i wycieczki. Cały ten świat runął, gdy w wieku siedmiu lat został przeniesiony do domu dziecka "Młody las" w Siemianowicach. Tam od nowa musiał szukać przyjaźni, bliskich osób. Kolejnej utraty chłopiec już nie zniósł, wylądował w szpitalu, a potem przeniesiono go do bardzo specyficznego domu dziecka pod Lublinem. To mała, rodzinna placówka, gdzie mieszka tylko garstka dzieci po szczególnie trudnych przeżyciach. Tam Michał po raz pierwszy będzie miał swój pokój, swoje skarby, swoje tajemnice i mnóstwo uwagi. 

Wspomniany przeze mnie wcześniej temat solidarnościowy ma także wpływ na życie dzieci, autor świetnie przedstawia tę problematykę z perspektywy dzieci, które niestety niechcący uwikłają się w polityczne rozgrywki. Szczygielski nie osadził swojej powieści w latach 80., by PRL tworzyło ciekawy folklor dla życia Michała, lecz użył historii dzieci, by przedstawić faktyczny wpływ strajków i przemian politycznych na życie wszystkich. Liczne pytania mojego syna i zdumienie, że ja to przeżyłam są najlepszym potwierdzeniem, że takie ujęcie tematu trafia do dziecka.

Wzruszająca, poruszająca i realistyczna powieść - warto czytać.

Moja ocena: 5/6

Marcin Szczygielski, Teatr niewidzialnych dzieci, 267 str., Instytut Wydawniczy Latarnik, 2016.

wtorek, 6 października 2020

"Wakacje nad Adriatykiem" Zofia Posmysz

 


Jako że zdobyłam wydanie, w którym mieszczą się obie książki - Pasażerka i Wakacje nad Adriatykiem - przeczytałam obie od razu. Niekoniecznie był to dobry pomysł, bo ze względu na podobną tematykę, trochę spłynęły się w jedną całość, a faktycznie są jednak różne.

Wakacje nad Adriatykiem to, podobnie jak Pasażerka, powieść osnuta wokół pobytu w Auschwitz i zasadzona we współczesności, która nie mogła by być bardziej odmienna od przeżyć wojennych. Główna bohaterka przebywa bowiem na wakacjach w byłej Jugosławii, spędzając dni na plaży, nad morzem. Grzejąc ciało na plaży, podsłuchuje przypadkowo inną grupę, która ma zwyczaj rozkładania ręczników w pobliżu. Ta grupa to mężczyzna i trzy kobiety, którzy rozmawiają w Języku, czyli po niemiecku. Ów mężczyzna być może przypomina narratorce kogoś z przeszłości, na pewno jednak przenosi ją w myślach do czasów w Auschwitz. A tam połączyła ją z Ptaszką niezwykła przyjaźń. Obie kobiety wspomagały się pracując ponad siły, raz jedna podtrzymała drugą, w kolejny dzień, gdy pierwsza była słabsza, ta druga pomogła wrócić do obozu pierwszej. Narratorka jest bardziej przedsiębiorcza i zaradna, dość szybko ląduje na dobrym, intratnym stanowisku przy rozdawaniu jedzenia. Ptaszka żyje w swoim świecie, nie potrafi odnaleźć się w obozowej rzeczywistości i walczyć o przetrwanie. Tę rolę przejmuje narratorka, która Ptaszkę chroni, wspomaga i karmi. Dzięki znajomości z blokowymi, potrafi załatwić niejedno dla siebie i dla towarzyszki. 
Narratorka ma w głowie jeden cel - umieścić przyjaciółkę na dobrej, w miarę bezpiecznej posadce. Gdy dowiaduje się, że Ptaszka była skrzypaczką, dąży, by ta dostała miejsce w obozowej orkiestrze. Niekoniecznie jednak jest to po myśli Ptaszki, która wydaje się nie dostrzegać profitów z takiej pozycji. To właśnie narratorka ma wolę życia za je dwie i nie rozumie wizji, świata marzeń Ptaszki, która kreuje swoje własne określenia na obóz, kapo, blokowych, nazywając je Kolonią czy Rycerzami Trupiej Czaszki. 

Posmysz ukazuje obóz z nieoczywistej perspektywy, sięgając po postać osoby nieprzystosowanej, nie dowierzającej temu, co się dokoła niej dzieje, zamkniętej w swoim świecie. Związek narratorki i Ptaszki nazwałam wyżej przyjaźnią, ale to właściwie inna relacja, zbudowana na poczuciu obowiązku,  wspólnoty, zależności i współczuciu. Umieszczenie tej historii na tle leniwych wakacji na plaży uderza kontrastem, boleśnie przypomina, że życie zawsze toczy się dalej.

Proza Posmysz wymaga ogromnej uwagi, bardzo trudno odłożyć jej powieść, bo narracja toczy się nieprzerwanie, zaskakuje intensywnością i gęstością. Bardzo mocna i warta przeczytania powieść.

Moja ocena: 5/6

Zofia Posmysz, Wakacje nad Adriatykiem, 327 str., Czytelnik 1980.

piątek, 2 października 2020

"Pasażerka" Zofia Posmysz

 


To jeden z klasyków, na który nie trafiłam w szkole czy na studiach, niestety. Książka trudna, wymagająca, poruszająca, gęsta od emocji, którą jednak należy przeczytać. 
Niemieckie małżeństwo podróżuje transatlantykiem, Lisa w jednej z pasażerek dostrzega znajomą postać - wydaje jej się, że to Marta, którą poznała w obozie. Nie była to jednak obozowa przyjaźń, bo Lisa w Auschwitz pracowała jako strażniczka, esesmanka, a Marta była jej wybranką. Kobietą, która miała uspokajać jej sumienie.

Walter, mąż Lisy, chełpi się, że z horroru nazizmu wyszedł obronną ręką, nie angażując się w zagładę. O tym i o winie Niemców rozmawia z poznanym na statku Anglikiem, któremu Walter został wcześniej zaanonsowany jako człowiek, z którym można rozmawiać o wszystkim. Mężczyźni więc rozmawiają, a ich dyskusje oscylują wokół winy, ról przyjmowanych podczas zagłady, obrazu Niemców po wojnie. Te filozoficzne rozważania tworzą tło dla dramatu Lisy, która w rolę strażniczki weszła mimochodem, jako młoda dziewczyna zauroczona nową ideologią. Praca w Auschwitz była konsekwencją jej wyboru, z którego początkowo nie zdawała sobie do końca sprawy. Dopiero na miejscu, w obozie, przekonuje się o istocie ideologii, w którą uwierzyła i  staje się częścią systemu. Jej związek z Martą - więźniarką, którą sobie upodobała to fantastyczne studium relacji międzyludzkich. Lisa uspokaja sumienie źle zrozumianą pomocą dla kobiety. Nigdy przecież nie uniknie zależności kat-ofiara, życie-śmierć. Marta natomiast próbuje zachować niezależność, nie pozwolić odrzeć się z resztek godności. Tej samej, którą tak prędko traci Lisa jako oprawczyni.

W tej książce najwięcej dzieje się na poziomie emocji, podświadomości, gestów i spojrzeń. Ta płaszczyzna jest kontrastem do długich dyskusji mężczyzn. Lisa i Marta nigdy nie rozmawiają, one tylko patrzą na siebie, a fakt, że obie znajdują się na zamkniętej przestrzeni statku, skazane na siebie, potęguje napięcie. 

Mając w pamięci fakt, że Zofia Posmysz była więźniarką Auschwitz i w swojej powieści opiera się na własnych doświadczeniach, odebrałam tę książkę jako swoisty dokument, tym ważniejszy, że pogłębiony o psychologiczne portrety i filozoficzne rozważania. W zalewie fabularyzowanej literatury obozowej, to prawdziwa perła. Książka, która pozostaje w głowie na zawsze.

Moja ocena: 5/6

Zofia Posmysz, Pasażerka, 228 str., Czytelnik 1980.

czwartek, 1 października 2020

Stosikowe losowanie październik - pary

McDulka wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 57 książek) - 7
Guciamal wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1100 książek) - 500
ZwL wybiera numer książki dla Natalii (w stosie 990 książek) - 333
Natalia wybiera numer książki dla Anny (w stosie 239 książek) - 19
Anna wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 11 książek) - 3
Maniaczytania wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 17 książek) - 8
Agnes wybiera numer książki dla Momarty (w stosie 24 książki) - 19
Momarta wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 250 książek) - 125

wtorek, 29 września 2020

"Erebos", "Erebos 2" Ursula Poznanski

Erebos nie jest rodzajem książki, po który bym normalnie sięgnęła. Niby lubię kryminały i nie pogardzę dobrym thrillerem, ale o grze komputerowej? Niekoniecznie. Gdy szukałam kolejnej książki do słuchania, chciałam wybrać coś w miarę lekkiego i wciągającego, bo jednak tego typu powieści najlepiej się sprawdzają w roli audiobooka. Nazwisko Ursuli Poznanski było mi znane z niemieckiej blogosfery i jakoś przypadkiem zawiesiłam oko na tych książkach, oceny na goodreads zdecydowały, że spróbuję. Przepadłam od pierwszych minut!

Akcja obu książek rozgrywa się w Londynie w środowisku nastolatków. Nick ma szesnaście lat i zauważa, że coraz więcej kolegów i koleżanek pożycza sobie tajemniczą płytę. Niestety nikt nie chce mu zdradzić, o co chodzi. Gdy wreszcie jedna z koleżanek wręcza ma CD chłopak jest podekscytowany. Okazuje się, że na płycie jest niesamowita gra - Erebos. Gra, jakiej nigdy nie widział. Gra, która kompletnie wciąga w swój świat i co więcej ma wpływ na realne życie graczy. Czegoś takiego Nick się nie spodziewał. Tak jak znajomi ze szkoły kompletnie poddaje się jej wpływowi. Godziny, które spędza przed komputerem są tak fascynujące, że zaczyna wymyślać wymówki. Brzmi nudno? No właśnie, dla mnie też tak brzmiało, ale zapewniam was, że ta książka to sztos. Gra zaczyna manipulować życiem graczy, dawać im zadania do wykonania w Londynie, zadania, które są coraz bardziej skomplikowane i coraz bardziej niebezpieczne, bo zaczynają mieć wpływ na życie osób postronnych. Oczywiście za tą grą musi się ktoś kryć, ktoś kto ma jakiś cel. Nie zdradzę jednak, jak rozwinie się akcja. 

W drugim tomie gra wraca - podobnie podstępna i manipulacyjna. Nick jest już dorosły i wcale nie chce wchodzić w świat Erebosa. Tym razem to nie on marzy o zdobywaniu kolejnych poziomów, lecz gra nie pozwala mu odejść, szantażując go w niezwykle wyrafinowany sposób. Technika się rozwinęła i gra potrafi mieć jeszcze większy wpływ na życie ludzi - śledzi ich poczynania, podsłuchuje, manipuluje nawigację, nie pozwala wyłączyć telefonu, karze. Nie wierzyłam, że Poznanski będzie w stanie wymyślić coś równie ciekawego jak w tomie pierwszym, ale faktycznie jej się to udało. Co ciekawe i tu wplata wątek społeczny - o ile w pierwszej części chodziło o konkurencję w biznesie, w drugiej jest to problem globalny, także jednak związany z kwestią bogacenia się kosztem innych.

Poznanski świetnie opisuje świat nastolatków, ich sposób myślenia, działania, rozmowy, zachowania w szkole, równocześnie wplatając ogromów motywów mitologicznych, co dla mnie jest bombą. Obie książki trzymają w napięciu, dosłownie szukałam każdej wolnej minuty, by kontynuować słuchanie. Polecam, to dwa fantastyczne, inteligentnie nakreślone thrillery.

Moja ocena: 5/6

Ursula Poznanki, Erebos, 486 str., czyt. Jens Wawrczeck, Der Hörverlag 2010.
Ursula Poznanki, Erebos, 512 str., czyt. Jens Wawrczeck, Der Hörverlag 2019.

poniedziałek, 28 września 2020

"Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak" Jacek Hugo-Bader


Naturalną konsekwencją lektury książki Dobrocha i Wilczyńskiego, było sięgnięcie po reportaż Jacka Hugo-Badera, który opisuje wyprawę Jacka Berbeki w celu odnalezienia ciał brata i Tomka Kowalskiego. Po wyważonej, spokojnej, rzeczowej narracji Dobrocha i Wilczyńskiego, lektura Długiego filmu o miłości była jak emocjonalny rollercoaster. Hugo-Bader wali między oczy, ocenia, stawia niewygodne pytania, ładuje wypowiedzi tak bardzo nacechowane emocjonalne, że aż rozsadzają gramatykę. I nie zapomina o sobie, umieszczając swoje emocje i przemyślenia w każdym rozdziale. Gdyby to była moja pierwsza książka o wyprawie na Broad Peak pewnie bym pomyślała, że to dobra rzecz, ale z perspektywy tych dwóch lektur wiem, że publikacja Hugo-Badera niewiele wnosi do zrozumienia tych wydarzeń. To zaledwie wycinek, bez pretensji do pokazania jak najszerszego obrazu, koncentracja na wyprawie poszukiwawczej. I przede wszystkim próba zrozumienia emocji między uczestnikami tragedii jak i aktualnej wyprawy. Zrozumienia oczywiście przez autora, który drąży, stawia niewygodne pytania, wraca i obserwuje, a także dość szybko wysnuwa wnioski.

Dzięki książce Hugo-Badera można zrozumieć więcej, ale nie na płaszczyźnie faktów, tylko drgań, uczuć, niewypowiedzianych słów. Autor nie ocenia wprost, pozostawiając czytelnika z urwanymi wypowiedziami, ale jego ocena oczywiście ukrywa się między wierszami. Równocześnie bardzo dobitnie nakreśla warunki górskie - ten cały pot, mękę, krok za krokiem, mróz, głód, zimno. W tym Hugo-Bader jest mistrzem. W opisywaniu emocji, w graniu nimi, w poruszaniu wszystkich nut. Tą emocjonalną huśtawką byłam czasem zniesmaczona, czasem przeorana, czasem jej obojętna. Choć tego ostatniego uczucia jest oczywiście najmniej. 

Zdaję sobie sprawę, że ta książka wywołała mnóstwo kontrowersji, aczkolwiek nie zagłębiłam się w lekturę i analizę innych opinii. Gorący czas minął, ja swoim zwyczajem czytam nowości średnio dziesięć lat po wydaniu, więc moje słowa nie muszą zabierać żadnej stron. Mogę na spokojnie pomyśleć, przeanalizować. 

Jeśli mnie spytacie, czy czytać książkę Hugo-Badera, odpowiem, że tak. Dla zdjęć i dla tych emocji, dla dopełnienia obrazu. I tu autor rozmawia z tymi samymi osobami, z którymi rozmawiali Dobroch i Wilczyński, Hugo-Bader rozmawia jednak inaczej. Nie chciałabym zresztą mieć takiego rozmówcy, chyba, bo on drąży, stawia niewygodne pytania i wywlecze z ciebie wszystko, każdy gest, ruch, drgnienie twarzy. 

Moja ocena: 4/6

Jacek Hugo-Bader, Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak, 340 str., Znak 2014.



 

sobota, 26 września 2020

"Broad Peak. Niebo i piekło" Bartek Dobroch, Przemysław Wilczyński

 



Nie potrafię sobie wyobrazić pełniejszej książki o wydarzeniach na ośmiotysięczniku Broad Peak i o polskim himalaizmie w ogóle. Dobroch i Wilczyński stworzyli reportaż wyjątkowo drobiazgowy, jak najbardziej obiektywny, wielowątkowy, obejmujący różne perspektywy i wreszcie świetnie napisany. To książka, którą przeczytałam jednym tchem.

Autorzy opisują wprawdzie zakończoną tragedią wyprawę na Broad Peak, czyniąc to zresztą bez poszukiwania sensacji czy winnych, ale dbają o bardzo szerokie tło. Jest tu więc zarys historii polskiego alpinizmu, są portrety wielkich sław, a przede wszystkim wszelkie powiązania, konflikty, przyjaźnie między himalaistami. Każda z opisanych postaci ma tu swój głos, ale także jej rodziny, znajomi, przyjaciele, koledzy po fachu, równocześnie autorzy nie tracą z oczu głównego tematu reportażu. Dlatego też znajdziemy tu podobieństwa z innymi wspinaczkami, a także przesadną rolę mediów w rozdmuchaniu tej tragedii. 

Sporo miejsca poświęcono oczywiście raportowi PZH, bezprecedensowej akcji, która miała wskazać winnych w sprawie, w której tych winnych niemal nie sposób odnaleźć. Każdy sobie zapewne zdaje sprawę, że warunki na himalajskich szczytach są ekstremalne, ale założę, że niemal nikt nie wie, jak bardzo. Takie właśnie przesłanie ma dla mnie ten reportaż - wyciszenie emocji, zachowanie obiektywizmu i ocucenie zacietrzewionych głów. Nikt, kto nie był na ośmiotysięczniku zimą, nawet w ułamku procenta nie jest sobie w stanie wyobrazić, jak to wygląda i ile wysiłku stanowi każdy krok. Nie chcę tu wchodzić w polemikę sensu takich wypraw, której autorzy zresztą także unikają, tylko zwrócić uwagę na niemożność oceny zachowań w takiej sytuacji. Wielkie brawa dla autorów za zachowanie właśnie tego spokoju i nie utracenie z oczu głównego tematu tego wielowątkowego reportażu.
Bardzo dobra pozycja, dla osób zafascynowanych górami obowiązkowa.

Moja ocena: 5/6

Bartek Dobroch, Przemysław Wilczyński, Broad Peak. Niebo i piekło, 432 str., Wydawnictwo Poznańskie 2014.

czwartek, 24 września 2020

"Zofia Kossak. Opowieść biograficzna" Joanna Jurgała-Jureczka


Po zakończeniu biografii Simony Kossak od razu sięgnęłam po opowieść o jej słynnej ciotce Zofii Kossak. Kilka lat temu wróciłam do jej powieści i nadal jeszcze kilka mam na półce, podobnie jak tę biografię na kindlu. Teraz się jednak zmobilizowałam i przeczytałam ją w dwa dni, choć nie jest to ten typ książki, który czyta się lekko (Simona taka jest). 

Jurgała-Jureczka podchodzi do tematu z perspektywy naukowczyni, bazując zapewne na swoim doktoracie, Chronologiczne przedstawienie życia Zofii Kossak przypomina częściowo naukowe opracowanie, pełne jest bowiem faktów i fakcików, odniesień, cytatów i przypisów. Zofia dorasta zupełnie inaczej niż jej słynne kuzynki Maria i Magdalena. Jej wczesne życie koncentruje się na wsi, wśród natury i zwierząt, ale także upływa pod znakiem problemów finansowych. Brat bliźniak słynnego malarza nie grzeszy przedsiębiorczością i zarządzane przez niego gospodarstwa regularnie wprowadza w tarapaty finansowe. Brat zawsze wyciąga go z najgorszych problemów, ale rodzina stale musi się przeprowadzać. Gdy przejmują gospodarstwo na Wołyniu, doświadczają na własnej skórze bolszewickiej rewolucji. Życie Zofii Kossak naznaczone jest zresztą często śmiercią - rodzeństwa, później dzieci, a druga wojna światowa na zawsze pozostawi na niej ogromne piętno, szczególnie pobyt w Auschwitz. Przymusowa emigracja, trudna pozycja w środowisku emigracyjnym, które podejrzewa pisarkę o współpracę z komunistyczną władzą oraz spekulacje o jej roli w obozie nie przyczyniają się karierze pisarskiej. 

Z biografii Jurgały-Jureczki wyłania się postać energiczna, pozytywnie nastawiona do świata, skierowana na pomoc innym, tytanka pracy. Zabrakło mi tu trochę polemiki, nakreślenia negatywnych opinii o pisarce, bo z cytowanych tekstów wynika, że takich było sporo. Dzięki drobiazgowym badaniom autorki natomiast otrzymujemy bardzo szczegółowy obraz życia rodzinnego pisarki, jej działań, sposobu pisania, spotkań, przyjaźni. Niestety w książce nie ma ani jednej fotografii, mimo że autorka na zdjęcia bardzo często się powołuje. Bardzo, bardzo żałuję, że ich tu zabrakło. 

Moja ocena: 4/6

Joanna Jurgała-Jureczka, Zofia Kossak. Opowieść biograficzna, 238 str., Dom Wydawniczy PWN 2014.

środa, 23 września 2020

"Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu" Anna Kamińska

 


O Simonie Kossak nie wiedziałam nic, nie śledziłam zresztą losów rodziny Kossaków po tym, jak minęła moja młodzieńcza fascynacja ciotkami Simony, czyli Magdaleną Samozwaniec i Marią Pawlikowską-Jasnorzewską. Opowieść Kamińskiej faktycznie przybliża postać Simony, najmłodszej córki Jerzego Kossaka, która miała być wyczekanym synem i spadkobiercą talentu malarskiego.

Wychowana surowo i w poczuciu odrzucenia dziewczyna szukała swojej niszy, miejsca, gdzie się spełni i udowodni swoją wartość, gdzie będzie Simoną, a nie jedną z Kossaków. Tym miejscem będzie dla niej Puszcza Białowieska, a zrozumienie znajdzie wśród zwierząt, które zawsze będą na pierwszym miejscu. Zanim jednak Simona trafi do Puszczy, będzie długo szukała swojego przeznaczenia, borykała się z niechętnym jej ojcem i surową matką i dorastała u boku starszej, obarczonej swoimi problemami siostry. Dziewczyna nie radzi sobie zbyt dobrze w szkole, kilka razy zdaje na różne kierunki, także na wymarzonej biologii początkowo ma sporo problemów z egzaminami. Zimny chów i tresura matki wywrą wpływ na całe jej życie. Kamieńskiej udało się nakreślić postać Kossak z krwi i kości - nie zawsze lubianej, czasem zarozumiałej, niedostępnej i zamkniętej w sobie. 

Autorka opowiada życie Simony chronologicznie, starając się zachować jak największy obiektywizm. Dzięki temu ta biografia się broni, bo poza tym nie zaskakuje ani wyjątkowo dobrym piórem ani ciekawą konstrukcją. Autorka szczęśliwie nie przyjmuje żadnej strony, naświetla problemy z perspektywy różnych osób, a przede wszystkim delikatnie obchodzi się z tematem związku z Wilczkiem, który na pewno mógł zostać potraktowany dużo bardziej sensacyjnie. 

Ciekawa biografia, przede wszystkim rzeczowa i obiektywna, opatrzona mnóstwem fantastycznych fotografii, szczególnie zwierząt, z którymi mieszkała Simona Kossak.

Moja ocena: 4/6

Anna Kamińska, Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu, 336 str., Wydawnictwo Literackie 2015.

wtorek, 22 września 2020

"Taśmy rodzinne" Maciej Marcisz

 


Marcin to artysta, który ledwo wiąże koniec z koniec, zagrzebany w długach liczy na obiecany spory zastrzyk gotówki od ojca, by móc spłacić znajomych i kontynuować beztroskie życie w Warszawie. Niestety ojciec zmienia zdanie i Marcin, chcąc nie chcąc, z kilkoma złociszami wraca do domu rodzinnego, gdzie samotnie wegetuje matka. Ta podróż będzie też powrotem do przeszłości, Marcisz zabiera nas w lata 90. i czasy budzącego się kapitalizmu.

Początkowo spodziewałam się powieści o warszawskim środowisku artystycznym i czytałam bez większego przekonania, gdy jednak autor cofa się w przeszłość, jego proza nabiera rozpędu. Świetnie nakreśla obraz rodziny, której filarem jest obrotny ojciec. Jan dorobił się faktycznej fortuny zaczynając od przysłowiowego koca na bazarze a na sieci hurtowni kończąc. Wraz z awansem finansowym, rodzina wchodzi na salony. Nestor dba o to, by uniknąć (w jego oczach oczywiście) kiczu, zagrzebania się w roli nowobogackich. W domu ma być elegancko, kulturalnie, z klasą. Troje zdolnych dzieci uczęszcza na szereg zajęć dodatkowych, wyposażanie i urządzenie domu zmienia się co kilka lat, żona odpowiednio dobiera stroje i organizuje rodzinne życie. Wszystko układa się świetnie, a lustrem rodzinnego życia są filmy na kasetach video. One są ówczesnym Instagramem, ukazują zgodną rodzinę w najlepszych momentach życia - na urlopie, podczas świąt czy urodzin. Te taśmy, wykorzystane przez Marcina do artystycznej instalacji staną się kością niezgody. W ich tle odgrywa się bowiem cichy dramat. Ojciec tyran wprowadza rodzinę w stan gotowości i lęku. Wyszykowane dzieci żyją w ciągłej obawie, że krucha rodzinna atmosfera może zostać zniszczona jednym słowem ojca albo złym gestem dziecka. Wszystko może zniszczyć niestabilny ład. Jedyną możliwością utrzymania stabilności jest konsumpcja - gargantuiczne zakupy, które są namiastką szczęścia. 

Świetna książka, która łączy w sobie wiele aspektów - postać ojca tworzy z niej ciekawy portret rodziny, nie szufladkując Taśm rodzinnych jako kolejnego portretu Polski lat 90.

Moja ocena: 5/6

Maciej Marcisz, Taśmy rodzinne, 304 str. W.A.B. 2019.

niedziela, 20 września 2020

"Schwarzer August" Gil Ribeiro

 


Czwarty tom serii o perypetiach Leandra Losta za mną i już nie mogę się doczekać na kolejny. Leander całkowicie zadomowił się już w Fusecie, jego związek z Soraią kwitnie i gdyby nie wybuch bomby nadal rozkoszowałby się latem we dwoje. Ta bezprecedensowa sytuacja stawia jednak na nogi wszyskich komisarzy z Faro. Auto z bombą wybuchło przed filią banku mieszczącą się wśród gajów oliwnych. Tym sposobem nie ucierpiała żadna osoba, lecz zniszczone zostały skrytki bankowe, z których wyfrunęły setki banknotów dolarowych. Jedynym świadkiem eksplozji jest dziennikarz Julio Moreno, który wykonał fotografię banku oraz który oczaruje Gracianę. Julio będzie też adresatem listów przestępcy, który wyjątkowo lubi palindromy. 

Zespół z policji kryminalnej dopiero tkwi na początku śledztwa, gdy kolejna eksplozja niszczy kutry japońskiej firmy odławiającej tuńczyka. Śledczy zaczynają podejrzewać, że bomby mają zwrócić uwagę na sytuacje związane z chciwością, brakiem poszanowania praw zwierząt itd. Żmudne rozwiązywanie zagadki tajemniczych bomb jest ciekawe, ale najwięcej smaku dodają powieści portugalskie klimaty oraz osobiste perypetie komisarzy. Leander ponownie zachwyca swoim logicznym do bólu myśleniem, co czasami prowadzi do sytuacji wręcz komicznych. Graciana po rozstaniu ze swoim wieloletnim partnerem zawiesza oko na wyżej wspomnianemu Moreno, ale nie uniknie też wielu napięć z Carlosem.

Z przyjemnością wysłuchałam tego audiobooka, przyznam, że nie mogłam się oderwać i słuchałam w każdej wolnej chwili. Mam ogromną nadzieję, że autor planuje kontynuację cyklu, bo to aktualnie jedna z moich ulubionych serii kryminalnych.

Moja ocena: 5/6

Gil Ribeiro, Schwarzer August, 400 str., czyt. Andreas Pietschamann, argon hörbuch 2020.

czwartek, 17 września 2020

"Dzban ciotki Becky" Lucy M. Montgomery

 


Na fali czytania powieści Montgomery sięgnęłam po tę, dotąd mi nieznaną, książkę. Przyznać muszę jednak, że była to lektura nad wyraz męcząca i długa. Montgomery nie udało się wyjść ponad sentymentalny schemat, a przyjemności z czytania nie przysłużyła się tytułowa plątanina charakterów, postaci i imion. 

Ciotka Becky to seniorka dwóch rodów, które od wielu lat praktykują lżejszą wersję kazirodztwa. Na słynnych podwieczorkach u ciotki spotykają się wszyscy przedstawiciele powiązanych ze sobą ściśle rodów, co jest świetną okazją do wyśmiewania ich przywar, do plotkowania i obserwowania kto, z kim i co. Ciotka Becky szykuje się jednak do umierania i wzywa ród po raz ostatni, by zdecydować komu przekaże słynny dzban - rodzinną pamiątkę. Ciekawość, zawiść i chciwość pędzą wszystkich krewnych na to mało ciekawe i przyjemne spotkanie. Ciotka oczywiście wystrychnie wszystkich na dudka, bo oprócz tego, że przekaże wybranym krewnym niektóre ze swoich bibelotów (przeważnie prezent jest nietrafiony), nie ogłosi spadkobiercy dzbanu. Za to ogłosi kilka przykazań, według których chętni na dzban mają żyć, pozostawiając przedmiot w rękach jednego z mężczyzn, który po roku od jej śmierci przekaże go wybrankowi. 

Zakaz przeklinania, obowiązek żeniaczki i inne bezsensowne nakazy będą miały wpływ na chciwych krewnych, do tego stopnia, że kawalerowie i stare panny na siłę będą chcieli się żenić. Na tym tle Montgomery szkicuje bliżej historię niektórych z członków rodów. Jest małżeństwo, które nie spędziło ze sobą ani dnia na skutek kłótni po przekroczeniu progu nowego domu tuż po uczcie weselnej. Przez dziesięć lat nie udało im się wyjaśnić tego konfliktu, którego istoty nikt nie zna, co oczywiście jest świetną pożywką do plotek. Jest osiemnastolatka beznadziejnie i romantycznie zakochana w chłopaku z innego rodu, co nie podoba się jej krewnym. Jest para starych kawalerów, która dotychczas wiodła spokojne życie pod jednym dachem, aż kłótnia o dzban i nakazy ciotki Becky ich rozdzieli. Jest romantyczna pięćdziesięciolatka, która pisze wiersze i marzy o własnym domku. Jest sierota, chłopak niecnie wykorzystywany przez wuja i ciotkę, samotny, niekochany, nieszczęśliwy.

Czytając tę książkę, trzeba mieć mocne nerwy, by znieść taką ilość romantyczno-cukierkowych bzdur, obłudy i plotkarstwa oraz nie pogubić się w nudnych perypetiach wujków, ciotek, kuzynek i kuzynów. Polecam tylko zagorzałym miłośniczkom i miłośnikom Montgomery.

Moja ocena: 3/6

Lucy M. Montgomery, A Tangled Web, 288 str., Seal Books 1989.

wtorek, 8 września 2020

"Amerykańskie smutki" Siri Hustvedt


Moje pierwsze spotkanie z prozą Hustvedt mnie niestety nie zachwyciło. Owszem, jej proza jest na wysokim poziomie, autorka porusza cała gamę tematów, koncentrując się na problemie tożsamości, ale niestety sama koncepcja powieści mnie po prostu nudziła. Zbyt dużo wątków, zbyt wiele postaci i totalnie nieprzekonujący główny bohater.

Ów główny bohater, Eric, ma około pięćdziesiąt lat, mieszka w Nowym Jorku, jest psychiatrą i rozwodnikiem. Za typowo, za standardowo dla mnie. I przede wszystkim - znowu narracja z perspektywy mężczyzny, choć w tej powieści jest wiele interesujących kobiet. Siostra Erica, wdowa po słynnym pisarzu i jej córka, matka oraz sąsiadka - młoda kobieta, artystka i jej córeczka, które prześladowane są przez byłego partnera, artystę-fotografika. Jak widać, w tej książce roi się od postaci związanych ze sztuką i literaturą, co tworzy świat dość nierealny, zawężający świat do nowojorskiej bohemy, co zresztą zauważa kobieta z Minnesoty, której ciotka może udzieli informacji o ojcu Erica. Ów ojciec, także pisarz, umiera, pozostawiając pamiętniki. Fragmenty owych stanowią sporą, dość nudną część powieści. Niektóre z wpisów są dość enigmatyczne i skłaniają Erica i jego siostrę do dalszych poszukiwań, w nadziei na odkrycie zaskakujących faktów o ojcu.

W tej powieści brak jest zaskakujących zwrotów akcji, to raczej rozmowy, rozważania o sobie, tożsamości (rodzina ma pochodzenie norweskie), ale też sporo dłużyzn. Wątek sąsiadki i jej eks-partnera jest najciekawszy, choć wydaje się służyć tylko erotycznym rozważaniom podstarzałego psychiatry. Nie wiadomo czemu służą za to wizyty jego pacjentek. Krótko naszkicowane historie umykają w narracji, nie mają ciągu dalszego ani nie są konkretnie zasadzone w konstrukcji powieści. 

Być może ta powieść nie jest dla mnie z zasady. Bo unikam amerykańskiej literatury współczesnej, bo drażni mnie zamknięty nowojorski światek, nie wykluczam, że do innych Hustvedt trafi o wiele bardziej.

Moja ocena: 3/6

Siri Hustvedt, Die Leiden eines Amerikaners, tł. Uli Aumüller, Gertrude Krueger, czyt. Volker Risch, 402 str., Argon Verlag 2008.

środa, 2 września 2020

"Pan Samochodzik i zagadki Fromborka" Zbigniew Nienacki


Frombork wcale nie miał być miejscem akcji tej książki. Do wykrycia zagadek tego miasta został delegowany magister Pietruszka, konkurent pana Tomasza, który rzekomo posiada detektywistyczną żyłkę, a tak naprawdę nie ma sprytu za grosz. Ukryte skarby SS-manna Koeniga kuszą jednak Tomasza, a gdy okazuje się, że podejrzane sprzedaże starych polskich monet wiążą się z fromborskimi skarbami, dyrektor Marczak deleguje jednak detektywistycznego asa nad Zalew Wiślany, z tym że jego oficjalnym zadaniem jest sporządzenie przewodnika po mieście Kopernika. 

Frombork to miasto problematyczne - od wieków niemieckie, od niedawna polskie, do tego kolebka odkryć Mikołaja Kopernika. Dydaktycznym zadaniem Tomasza jest więc udowodnienie pradawnych więzi tego regionu z polską państwowością, co nachalnie czyni. Każde historyczne rozważania, wspomnienia, opowieści, wspominki wiążą się z dowodami na to, że Frombork to prastare polskie miasto, podstępnie wydarte z ojcowizny. Nienacki jak zawsze bardzo sprawnie wplata wiedzę historyczną w akcję, czyta się ją mimochodem, nie dostrzegając nawet ukrytej lekcji historii. Dopiero teraz, czytając tę serię jako dorosła, widzę, jak wielki wywarła na mnie wpływ. Jak bardzo zagnieździła się w mojej głowie przekazywana tutaj czarno-biała wiedza. Wszystko jest spójne, jasne, proste, dla młodego czytelnika nie było cienia wątpliwości, że tak właśnie wyglądała historia. Teraz te jednostronne relacje mnie drażniły i bardzo zalatywały komunistyczną wersją dziejów. 

Co jednak z samymi zagadkami? Tomasz przyjeżdża do Fromborka, spotyka Baśkę, spotyka Baturę, jest magister Pietruszka, magik Cagliostro, spora doza automatyki i nowoczesności oraz dwie śliczne kobiety. Konstelacja idealna, by najpierw się wygłupić, a na koniec udowodnić swoją inteligencję, bo wiadomym jest, że nie Batura i nie Pietruszka odnajdą wszystkie skarby, lecz pan Tomasz. Trochę szkoda, że Nienacki nie opisał drogi dedukcji Samochodzika, bo w zasadzie nie wiadomo, jak wpadł na kryjówkę trzeciego skarbu. Jednak jak to w przypadku tej serii bywa, książkę czyta się błyskawicznie, nie brak tu przecież nagłych zwrotów akcji, pościgów i kościotrupów, z wiedzą o życiu Mikołaja Kopernika w bonusie. Obawiam się jednak, że dla współczesnego czytelnika ta książka może się okazać niestrawna, dla mnie była cudowną, sentymentalną podróżą wstecz.

Moja ocena: 4/6

Zbigniew Nienacki, Pan Samochodzik i zagadki Fromborka, 222 str., Liber Novus 2012.

wtorek, 1 września 2020

Stosikowe losowanie wrzesień 2020 - pary

Agnes wybiera numer książki dla Natalii (w stosie 992 książki) - 99
Natalia wybiera numer książki dla Anny (w stosie 245 książek) - 116
Anna wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 16 książek) - 15
Maniaczytania wybiera numer książki dla Momarty (w stosie 32 książki) - 5
Momarta wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1100 książek) - 666
ZwL wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 66 książek) - 49
Guciamal wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 18 książek) - 5