sobota, 10 stycznia 2009

Niemoc czytelnicza, dojrzałość czy pech?

Wczoraj porzuciłam drugą z kolei książkę, przeczytawszy ledwie początek. Najpierw wzięłam się za Álfrún Gunnlaugsdóttir i zrezygnowałam po jedenastu stronach, potem spróbowałam Einara Kárasona (to już drugie podejście do jego prozy) i wymęczyłam sześćdziesiąt stron. Im jestem starsza tym bardziej szkoda mi czasu na książki, które mnie zupełnie nie zajmują. Mogłabym je przemęczyć, ale w imię czego? Żal mi tych wsyzstkich wspaniałych książek, których nie zdążę przeczytać, więc rezygnuje z niewypałów. To całkiem nowe dla mnie nastawienie. Pierwszy raz przewrałam czytanie książki dopiero chyba cztery lata temu, gdy byłam w ciąży (właśnie owego wyżej wymienionego Kárasona) i miałam ogólną niemoc czytelniczą. Od tego czasu zdarzyło mi się to dopiero w zeszłym roku. Interpretuję to jako dojrzałość czytelniczą, pewnie nieco sobie schlebiając. A jak jest u was? Czytacie za wszelką cenę do końca? Lepiej dobieracie lektury? A może nie macie skrupułów odrzucać książki dla was nudne?

19 komentarzy:

  1. Czasami odrzucam, choć robię to bardzo rzadko. Bywa, że książkę muszę przeczytać, a bywa i tak, że książka niby męczy, ale jeden wątek jest tak pociągający, że z książki zrezygnować nie można.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niemoc czytelnicza jest dla mnie zjawiskiem zdarzającym się średnio raz do roku, trwa od tygodnia do około miesiąca zwykle, chociaż zdarzyło mi się nie czytać i przez dłuższe okresy czasu. A skąd się bierze? Z przesytu chyba.
    Za dużo przeczytanych ciurkiem książek i popadam w rozdrażnienie z powodu tego, że akurat trafiłam na książkę gorszą niż zwykle. Wtedy odechciewa mi się i muszę odpocząć.
    Albo po czytelniczym amoku, kiedy na przykład pochłaniam wielkie tomiszcze, albo serię w bardzo krótkim czasie - potem też nie chce mi się czytać przez moment.
    Ani dojrzałość ani pech moim zdaniem, po prostu taki stan ducha.
    Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo często zdarza mi się, że nie jestem w stanie dokończyć jakiejś książki. Kilka zdań i zasypiam. Często wynika to z tego, że na daną pozycję nie przyszedł jeszcze czas. Jak na wszystko tak i do czytania muszę mieć natchnienie. Książka wraca wtedy na półkę a ja po jakimś czasie robię kolejne podejście do jej przeczytania.
    Bywa też tak, że niektóryh książek w ogóle nie doczytuję i nie mam z tego żadnych wyrzutów. Po prostu to nie to i tyle. Jest tyle innych świetnych książek, że nie warto czytać każdej za wszelką cenę.

    OdpowiedzUsuń
  4. A co do Twojego pytania czy to niemoc czy dojrzałość myślę, że jak w każdej dziedzinie tak i w czytaniu bywa, że się po prostu nie chce tego robić. Choćby nie wiem jaką radość nam to na codzień sprawia. Nie trzeba się zmuszać. Ochota na następną książkę przyjdzie sama. Trzeba tylko dać sobie czas:)

    OdpowiedzUsuń
  5. jesli cos mnie faktyczie męczy to nie tracę na to czasu, po to tylko by powiedziec ze "tak, czytałam". Bez sensu.
    Czytamm tylko te ktore mnie na tyle zajmują, ze naprawde warto im poswiecic czas.
    Sporo jest gniotów ksiazkowych.

    A co do niemocy czytelniczej - aktualnie nadeszła, nie wiem czy chwilowa czy na dluzej. Wtedy trzeba przeczekac.POzdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdarza mi się nie kończyć jakiejś książki, ale bardzo tego nie lubię, więc zwykle wracam do niej po jakimś czasie. Wychodzę z założenia, że skoro wybrałam daną lekturę, to wypadałoby ją przeczytać - jeśli nie od razu, to kiedyś, w końcu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też raczej doczytuję, nie jest mi łatwo odrzucić, daję książce szansę na wykazanie się czymś innym, niż się spodziewałam... na ogół okazuje się, że warto było dla czegoś tam. Natomiast jednym jedynym przypadkiem, gdy męczyłam się naprawdę i nieomal fizycznie, ale dobrnęłam by móc powiedzieć, jak pisze Mary, że "tak, czytałam" było coś tam P. Coehlo. COŚ TAM, bo NIE PAMIĘTAM ZA CHINY CO. Chciałam sprawdzić, czy wrażenie z pierwszych momentów (co to za pierdolety?!) się utrzyma oraz czym się znajome tak fascynują. Zamknęłam okładki z myślą jednosłowną nie nadającą się do publikacji i już.
    Natomiast mam ciągi jednego autora; to potrafi znużyć, ale i łatwiej wyrobić sobie zdanie o stylu czy powtarzających się wątkach.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zdecydowanie kończę książki. Nie lubię być w kilku światach na raz, więc równoległe czytanie raczej odpada. Daję się pochłonąć jednej, zakładając że warto ... Są jednak takie książki, które odrzucam po paru stronach i decyduję - czy sięgnę potem, czy oddam, czy nigdy już ... Bywa jednak, że utkwię w trakcie czytania na dłużej ...np. ostatnio przy "Patrz pod: Miłość" kiedy autor w połowie książki przez kilkadziesiąt stron snuł wielką, poetycką metaforę, a ja jakoś nie wciągnęłam się. Zmierzyłam się z tym jednak i nie żałuję.
    Najtrudniejsze momenty sa wtedy, gdy za dużo pracuję i nie mam już siły, czasu na czytanie. Wtedy czuję się niedobrze, jestem niespełniona, potrzebna mi książka jak codzienna terapia ...

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeczytam kilkanaście stron i jak "nie idzie" książka wraca na półkę i czeka na lepsze czasy.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. do niedawna starałem się za wszelką cenę dobrnąć do końca każdej czytanej książki. ale ostatnio, wskutek totalnego niedoczasu, robię selekcję - gdy czuję, że dana pozycja jest nie dla mnie odkładam ją i sięgam po coś innego.
    zbyt wiele dobrych książek czeka na przeczytanie, by marnować czas na lektury nieudane.

    OdpowiedzUsuń
  11. To prawda - szkoda czasu na czytanie nieciekawych książek, kiedy wokół tyle ciekawszych. U mnie to się niestety nie sprawdza. Jak czytam, to już czytam. Ciągle mam nadzieję, że książka się jeszcze rozkręci, zwłaszcza jeśli sam temat mnie interesuje. Jedyną którą odłożyłam po kilkudziesięciu stronach był "Grimus" Rushdiego. Ostatnio byłam bliska zrobienia tego samego z "Żydówką z Toledo", ale się zawzięłam i przeczytałam. I nie żałuję.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedyś tak jak większość z was jednak dawałam książce szansę, męczyłam czasem ale doczytywałam. Dlatego zdumiała mnie tak nowa chęć odkładania książek.

    Libraio, Mary: u mnie niemoc czytelnicza właściwie zdarza się rzadko, jeśli już nie mogę dobrać stosownej lektury to czytam zaległe czasopisma, reklamy lub choćby etykiety na różnych produktach. Wogóle nie czytać nie potrafię, więdnę wtedy:)

    Czarna inez: kwestii, że może na książkę nie pryszedł czas nie rozważałam jeszcze. Jak dotąd zbyt rzadko przerywałam książki, by je odkładać na później, ale może faktycznie coś w tym jest?
    W tym przypadku podejrzewam, że jednak dobór lektury był nieszczególny, bo jedna z tych książek była napisana w stylu, który zupełnie do mnie nie przemawia.

    bookishaga: wielkie uznanie za to:)

    Saro ja miałam bardzo podobne odczucia czytając Coelho oraz makabryczne czytając Wiśniewskiego. Książkę owe pana pożyczyła mi koleżanka, a ja nie wiedząc o nim nic, całkiem niewinnie zabrałam się za czytanie...co za katastrooga!
    Przy okazji, czytałaś reznecję Budenbrooków w Die Zeit? Podobno niezbyt pochlebna.

    Awito: ja również czytam tylko jedną książkę na raz. Że tak to górnolotnie ujmę, oddaję się jej w pełni.

    Piotrze, insiderze, Lilithin dziękuję za duchowe wsparcie:) Lilithin ja w zeszłym roku również poległam na Rushdie'm. Bardzo mi było przykro, bo niesamowicie się cieszyłam na poznanie tego autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jasne, że odrzucam, z nastawieniem, że już nigdy nie sięgnę. A ta przysłowiowa niemoc czytelnicza to ostatnio moje przekleństwo. Ni jak nie mogę się tego pozbyć. ;(

    OdpowiedzUsuń
  14. staram się tego nie robić, bo przecież ktoś włożył swój czas i pracę, żeby to napisać, ale...
    No właśnie, zdarza mi się średnio raz na rok, że jednak nie daję rady. Czy to dojrzałość czytelnicza? Można nazwać to w różny sposób, zależy jak na to spojrzeć. Może być też niedojrzałością, bo książka nas przerasta, na przykład. Ale ja staram się nie oceniać zjawiska, bo co to nam da?

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedyś też starałam się czytać do końca. Pójście do pracy i - automatycznie - znacznie mniej czasu na czytanie, zmieniło moje podejście. Okładka, opis, czasem nawet czyjaś opinia, obiecują cuda, ale te cuda okazują się mnie nie pasować.
    I tak jak nie kończę na siłę w restauracji dania, które mi nie smakuje, pozbywam się perfum, które przestały na mnie ładnie pachnieć, tak i odkładam książkę, która mi się nie podoba.

    Acz, przyznaję, że większość odłożonych książek trafia na listę "jeszcze raz" - jeśli i tym razem nie doczytam, raczej zapominam o niej :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Anno, to żadna niemoc. Każdy trafia na rzeczy, ludzi, książki, filmy, które do niego nie pasują. Bo w tym jest cały ambaras, żeby dwoje chciało na raz. Sam mam na swojej półce kilkanaście pozycji (i to lektur obowiązkowych!!!), które czekają na lepsze czasy.Inni to przeczytali, a nawet się zacgwycili, a ja nie mogę i już. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Do niedawna jeszcze meczylam do konca (choc uczciwie przyznaje, ze absolutne niewypaly zdarzaly sie bardzo rzadko), ale w zeszlym roku nauczylam sie rezygnowac z lektury tych ksiazek, ktore mi nie podpasowaly po kilkudziesieciu stronach. Szkoda mi czasu na nudy, nie chce sie zmuszac do lektury, skoro na polce czekaja ksiazki, do ktorych lektury zmuszac sie wcale nie musze. Za duzo jest na swiecie dobrej literatury, by tracic czas na taka sobie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie rób sobie wyrzutów- szkoda czasu na kiepskie książki, albo te, które po prostu nam nie podchodzą. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Dziękuję wam za wirtualne wsparcie:)

    OdpowiedzUsuń