środa, 8 września 2010

"Kolekcjoner oczu" Sebastian Fitzek


Kolekcjoner oczu, jak go nazwała prasa, zabija matki i porywa dzieci. Ojciec i policjanci otrzymują nieco ponad 45 godzin na odszukanie dziecka. Jeśli im się to nie uda, dziecko ginie, a kolekcjoner pozbawia je lewego oka. Jednak określenie wymyślone przez dziennikarzy nie odpowiada prawdzie - morderca nie jest kolekcjonerem lecz graczem. Gra w najstarszą grę świata - w chowanego. W jego grę wplątany zostanie były policjant, aktualnie dziennikarz, Alexander Zorbach. Gdy nadzwyczajnie szybko pojawia się w miejscu kolejnego zabójstwa, a jego były współpracownik z policji odnajduje w okolicach tego miejsca jego portfel, staje się głównym podejrzanym. Zorbach chowa się na ukrytej łodzi, swoim azylu, gdzie chce przemyśleć wydarzenia ostatnich dni. Gdy tam przybywa, ku swemu zdumieniu, spotyka na swojej łódce ślepą fizjoterapeutkę, która twierdzi, że sam ją do siebie zaprosił, by opowiedziała mu o swoim spotkaniu z kolekcjonerem oczu. Okazuje się, że Alina w swoich wizjach potrafi spoglądać w przeszłość. Taką wizję miała podczas zabiegu na mordercy. Ten dziwny duet postanawia odnaleźć brutalnego zabójcę.

Smaku całej książce dodaje jej układ - rozdziały odliczane są w dół - sens tego zabiegu wyjaśnia się, jakżeby inaczej, dopiero w ostatnim rozdziale.

Muszę przyznać, że do tej książki podeszłam dość sceptycznie, mając w pamięci nieco naciągane zakończenie "Odłamka". Niepotrzebnie. Fitzek zadbał, by wątki się ze sobą wiązały, by wszelkie metafizyczne nawiązania zostały wyjaśnione, by czytelnik się nie nudził.

Książki Fitzka wysłuchałam w rewelacyjnym wykonaniu Simona Jägera - jestem zachwycona jego sposobem czytania. Nie jestem przekonana, czy "Augensammler" aż tak bardzo by mnie zainteresował, gdybym książkę czytała.

To znów dobra, ciekawa, wciągająca lektura w starym stylu Fitzka. Wielbicielom jego thrillerów przypadną do gustu nawiązania do poprzednich powieści.

Moja ocena: 4,5/6

Sebastain Fitzek, Der Augensammler, czytał Simon Jäger

3 komentarze:

  1. Za Fitzkiem nie przepadam, ale masz rację, lektor może wprowdadzić taki nastrój, że dowartościowuje (lub zupełnie kładzie) treść. Ja to miałam z "Klubem Mefista" Gerritsen, czytaną najpiękniejszym kobiecym... basem na świecie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj ja Fitzka bardzo bardzo... Gerritsen nie czytałam, zupełnie mnie nie pociąga.

    OdpowiedzUsuń