sobota, 20 listopada 2010

"Ja jestem Halderd" Elżbieta Cherezińska


Halderd rodzi się w Ase, gdzie spędza pierwsze lata życia. Jej ród ubożeje po tym, jak został zobowiązany do spłacenia wergeldu po zabójstwie dokonanym przez jej brata. Rodzina opuszcza swą posiadłość, by zamieszkać w nędznej chałupie. Halderd niczego tak nie pragnie, jak opuszczenia chaty i zamieszkania w godnych warunkach. Gdy więc nadarza się okazja do zamążpójścia, chętnie opuszcza rodziców i udaje się na nauki do wuja.

Dla osób, które czytały "Sagę Sigrun" akcja tej powieści nie powinna kryć większych niespodzianek - wydarzenia historyczne jak i rodzinne w Ynge wspomniane już zostały w pierwszej części Północnej Drogi. Mimo to powieść Cherezińskiej wciąga i to od dosłownie pierwszej strony. Nieczęsto trafiam na książki, które tak szybko wciągają w swój świat. Ale "Ja jestem Halderd" nie ujmuje tylko wartką akcją i owym "wciągnięciem", które nie pozwala odłożyć książki do późna w noc, a w przerwach w czytaniu zajmuje umysł losami bohaterów. Powieść zachwyca niemal wszystkim. Językiem, całkiem innym niż w "Sadze Sigrun" - surowszym, bardziej twardym, hardym rzekłabym. Język ten bowiem pasować ma do głównej bohaterki - Halderd. Trudno w niej na początku doszukać się kobiecości - to nie słodka dziewczynka, a chłopczyca, która nagle staje się żoną jarla. Halderd to twarda sztuka: zaciska zęby i dąży do wyznaczonych sobie celów. Wbrew tradycji nie ogranicza się tylko do prowadzenia domu. Mimo że to zajęcie nie sprawia jej przyjemności, wypełnia je sumiennie. Lecz gdy tylko dostaje możliwość większego zaangażowania się w politykę, czyni to umiejętnie i sprytnie. Z tego względu więcej w tej powieści wydarzeń historycznych, politycznych posunięć i planów. Cherezińska świetnie przemyca te informacje, nie zakłócając akcji powieści.

Nie sposób czytać i recenzować drugiego tomu cyklu, bez porównywania go z pierwszym. Oczekiwałam powieści równie dobrej, jak pierwsza i dostałam ją. Halderd to jednak zupełnie inna bajka niż Sigrun. Halderd to twarda sztuka, co w kaszę sobie napluć nie da. Jej problemy odbiegają od tych, które zaprzątały głowę Sigrun, nie miała wszak takiego szczęścia w doborze męża. Cherezińska zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Potrafiła stworzyć książkę odrębną, nie powielającą schematu, a przede wszystkim potrafiła zmienić styl pisania. Muszę przyznać, że przez pierwszych sto stron podświadomie chyba kontrolowałam autorkę - czy stylu nie powiela, czy nie powtarza się, czy nie kopiuje. Naprawdę niepotrzebnie. Siłą tej książki jest bowiem fakt, że autorka naświetla ten sam czas oczami innej osoby. Z ciekawością śledziłam wszystkie moemnty, gdy losy Halderd i Sigrun się krzyżowały i żałowałam, że już nie pamiętam bardzo dokładnie odczuć Sigrun.

Oprócz Halderd Cherezińska świetnie naszkicowała postać jej towarzyszki - Szczury. Tajemnicza, pełna niedpowiedzeń pozostawia czytelnikowi pole do spekulacji. Przepadam za takimi postaciami.

Moja ocena: 6/6

Elżbieta Cherezińska, Ja jestem Halderd, 472 str., Zysk i s-ka.

3 komentarze:

  1. fajnie napisałaś. zaczęłam ją podczytywać i nie moge się opędzić. czytam równocześnie 2 książki i teraz ta 3cia mi wchodzi w paradę, właśnie przez tak inny styl od tego który był w 1 częsci. inny ale piekny

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ się cieszę, że obie czekają na mnie na półce!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo podobały mi się obie części, choć nie ukrywam, że Sigrun troszkę bardziej. Już się cieszę na nowa powieść historyczną, tym razem z naszego podwórka. A ja przy okazji proszę o pilny kontakt. Szczegóły poniżej - chcę wysłać maila do wydawnictwa do soboty, bo wyjeżdżam z dziećmi na dwa/ trzy tygodnie:) Pozdrawiam. Bernadeta

    http://poleczkazksiazkamibeel2.blox.pl/2010/11/Wyniki-loterii-ksiazkowej.html

    OdpowiedzUsuń