wtorek, 27 listopada 2012

"Journal 64" Jussi Adler-Olsen



Nareszcie zdobyłam kolejny tom z Mørckiem i Assadem w roli głównej! Odłożyłam wszystkie zaplanowane lektury i rzuciłam się na kindle'a jak na pudełko czekoladek. I to, że czytałam tę książkę tak długo, nie oznacza, że była zła. Brak czasu nie pozwalał mi zatopić się całkowicie w lekturze. A było w czym!

Adler-Olsen prezentuje czytelnikowi niemal dwie osobne powieści, które (oczywiście) w pewnym momencie się splatają. Mamy więc prowadzone przez Mørcka & co (choć dodać trzeba, że ten pierwszy tym razem nie błyszczy umiejętnościami) śledztwo, które zasadza się na nietypowo wysokiej liczbie osób zaginionych w 1964 roku. Wszystkie te osoby zginęły mniej więcej w tym samym czasie i nigdy nie zostały odnalezione. Równocześnie autor pozwala Nete Hermansen opowiedzieć historię jej życia. To nie wszystko! W Journal 64 nie brak polityki, losy Nete ściśle związane są z Curtem Wadem - lekarzem, który założył w podeszłym wieku partię polityczną. Jego przekonania polityczne opierają się na eliminacji jednostek słabych i nieprzydatnych dla społeczeństwa. W imię tych przekonań dokonuje aborcji i sterylizacji kobiet. 

Praca nad tym przypadkiem szczególnie dotyka i angażuje Assada i Rose, którzy wydają się być emocjonalnie poruszeni losem kobiet, więzionych swego czasu na małej wyspie Sprogø, gdzie przetrzymywano dziewczęta uznane za rozwiązłe i debilne.
Postać Assada nadal pozostaje tajemnicza, poznajemy kilka faktów ale Adler-Olsen nadal trzyma Mørcka i czytelnika w niepewności. Inaczej ma się kwestia ekscentrycznej Rose - ale przeczytajcie sami...!

Ciekawy wątek socjologiczny, oparty zresztą na faktach oraz całkiem dobrze skonstruowana intryga mają swój finał na ostatnich stronach książki. Finał nie byle jaki - godny najlepszej powieści kryminalnej - zaskakujący i łączący wszystkie postaci.

Co tu zresztą pisać - jestem fanką wszystkiego, co wyjdzie spod pióra Duńczyka, a losy Carla, Assada i Rose śledzę z przyjemnością. Zagadki kryminalne są dla mnie prawie przyjemnym dodatkiem:)
Wyczytałam, że kolejna powieść ukaże się 6 grudnia - nie mogę się doczekać!!

Moja ocena: 5/6

Jussi Adler-Olsen, Verachtung, tł. Hannes Thiess, 544 str., dtv 2012.

12 komentarzy:

  1. Hm. Być może więc pochopnie odwróciłam się plecami od wszystkich nieznanych mi autorów o skandynawskich nazwiskach? Polska Czarna Seria baaardzo mi dała popalić (ale to moja wina, kto mi kazał czytać akurat Lackberg?)
    Czy to też takie obrzydliwie grube, jak cała reszta skandynawskiej produkcji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, ja pani Lackberg nie czytałam więc nie wiem. Adler-Olsen koło 500 str mniej więcej, ale szybko się czyta. Stroni od manii do szczegółów w stylu Larssona.
      A Pani do stosikowego to się nie zapisuje, hę?

      Usuń
    2. Się zapisałam, ha!:P
      Lackberg odpędzaj od siebie długim kijem, jakby przypadkiem się pchała! 500 stron - coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Skandynawowie nie mają z kim gadać, więc muszą wszystko wywalić na papier:) Zlustruję jednak półki dwóch znajomych kryminalnych maniaczek - a nuż będę mogła pożyczyć. A pamiętasz może co jest pierwszą częścią?

      Usuń
    3. Pierwsza czesc to bodajze Kobieta w klatce, po niemiecku Erbarmen. Jakbys po niemiecku chiala, to mam wszystkie:)
      Do Lackberg sie nie planowalam zabierac, po Larssonie mam dosc Szwedow:)

      Usuń
  2. Zaliczam się do miłośników Adler-Olsena i łykam wszystko, co napisze, tak więc i ta pozycja, z moim ukochanym Moerkiem i Assadem została wchłonięta tuż po ukazaniu. Podobało mi się, cała trójca, a najbardziej Assad, przebijają wszystko, choć tym razem sama intryga była chyba nieco słabsza niż w poprzednich tomach.
    A co masz na myśli pisząc o premierze następnej książki 6 grudnia? Bo "Das Washington Dekret" wychodzi w Niemczech w styczniu... Czyżbym coś przegapiła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, widzialam, czytalam Twoja rcenzje takze. A chodzilo mi o dunska premiere!

      Usuń
    2. Tak myślałam, że duńską... Ale chodzi o "Dekret"?

      Usuń
    3. Nie, nie, Dekret przeciez w 2006 powstal. Chodzi o kolejny tom o Morcku "Marco Effekten": http://da.riidr.com/store/#ebog/marco-effekten_jussi-adler-olsen

      Usuń
    4. To super! Oby Niemcy wydali jak najprędzej!;-)

      Usuń
    5. Oby! Ja już czekam! Ciekawe czy dowiemy się czegoś więcej o Assadzie:)

      Usuń
  3. Nie znam autorki, ale Twoja recenzja bardzo mnie zachęciła, więc zanotuję sobie tytuł i autora:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie autorka tylko autor!

      Usuń