piątek, 30 sierpnia 2013

"Svörtuloft" Arnaldur Indriðason



Erlendur spędza urlop na wschodzie Islandii, skąd pochodzi. Nadal szuka swojego zaginionego w śnieżycy brata. Na kartach powieści jest praktycznie nieobecny. Głównym bohaterem tej książki jest jego policyjny kolega Sigurður Olli, którego przyjaciel Patrekur prosi o pomoc dla swojego szwagra. Hermann wraz z żoną lubią nietypowe praktyki seksualne i podczas swinger party zostali sfotografowani. O tym fakcie dowiadują się jednak dopiero gdy ich partnerzy - Lina i Ebeneser - próbują wymusić od nich pieniądze, grożąc opublikowaniem zdjęć w prasie. Żona Hermanna jest osobą publiczną, robi karierę polityczną, tak więc para jest gotowa zrobić wszystko, by uniknąć kompromitacji. Sigurður Olli postanawia odwiedzić Linę i Ebnesera, by wyjaśnić pozornie błahą sprawę. W ich mieszkaniu zastaje ciężko ranną kobietę, dopiero po chwili orientuje się, że jej oprawca także tam przebywa. Niestety policjantowi nie udaje się go ująć, ciężko ranna Lina nie odzyskuje przytomności i zostaje przewieziona do szpitala. Podczas śledztwa policjant odkrywa, że rok wcześniej podczas wycieczki integracyjnej na lodowiec zginął jeden z bankierów - organizatorami wyprawy byli Lina i Ebeneser. Ten ostatni jednak broni się przed jakąkolwiek współpracą. Sigurður Olli prowadzi śledztwo na własną rękę i odkrywa podejrzane interesy najzamożniejszych bankowców kraju.

To jeden ze słabszych kryminałów Indriðasona - brakuje Erlendura, a Sigurður Olli nie potrafi wypłenić tej luki. Wprawdzie dowiadujemy się wiele o jego prywatnym życiu, problemach małżeńskich, rodzicach i dzieciństwie ale postać policjanta pozostaje sztywna i nie zdobyła mojej sympatii. Sama intryga jest ciekawa, autor odwołuje się do wydarzeń, które nastąpiły przed kryzysem finansowym na Islandii, zręcznie splata wątki i wprowadza czytelnika w realia tego małego kraju. 

Niebawem postaram się przeczytać już ostatni wydany tom z Erlendurem w roli głównej - już się cieszę na spotkanie z komisarzem.

Moja ocena: 3/6

Arnaldur Indriðason, Abgründe, tł. Coletta Bürling, 429 str., Bastei Lübbe 2013.

6 komentarzy:

  1. Ojj uwielbiam krwawe powieści :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze nie miałam styczności z tym autorem ale jak najbardziej chcę uzupełnić niewiedzę na temat jego pozycji :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Coraz rzadziej mam ochotę na czytadła, ale czasami potrzebuję "przerywnika" między kolejnymi biografiami czy książkami o podróżach. Wówczas mam ochotę na dobry kryminał i te z północy wydają się najciekawsze. Nie znam autora, o którym piszesz i wolałabym nie zaczynać tej znajomości od jego słabszej książki, ale jestem zainteresowana:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytadeł prawie wcale nie czytam, ale kryminały bardzo lubię. Może nie wszystkie, ale mam swoich ulubionych autorów i kolekcjonuję ich książki:)

      Usuń
  4. Czytałam W bagnie i Grobową ciszę, bardzo mroczne i ponure. Do kolejnych jakoś nie mogę się przekonać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie kryminał musi być mroczny i ponury:)

      Usuń