sobota, 9 listopada 2013

"Statek śmierci" Yrsa Sigurðardóttir


Napisałam, że Spójrz na mnie to najlepsza powieść Yrsy? Myliłam się, Statek śmierci jest jeszcze lepszy! Od pierwszych stron powieść trzyma w napięciu. Wyobraźcie sobie chłodną noc, port w Reykjaviku. Na nabrzeżu na przypłynięcie statku czeka małżeństwo z wnuczką oraz samotny mężczyzna o kulach. Luksusowy jacht faktycznie przypływa - wpada do portu z dość wysoką prędkością i uderza w molo. Na pokładzie nie ma żywego ducha. Tymczasem dziadkowie oczekiwali przybycia syna Ægira wraz z żoną Lárą oraz ich ośmioletnimi bliźniaczkami. Ægir spędzał urlop w Lizbonie, skąd do Islandii miała zostać sprowadzona luksusowa Lady K. Jej właściciele - bogaty biznesmen i jego młoda islandzka żona - stracili jacht z powodu długów. Ægir pracuje dla banku, który został właścicielem statku i gdy okazuje się, że jeden z członków załogi uległ wypadkowi, decyduje się go zastąpić. Jego kwalifikacje żeglarskie są wprawdzie bardzo amatorskie ale doświadczony kapitan i jego dwóch pomocników uznają, że są wystarczające. Ægir wraz z rodziną cieszą się na nową przygodę - po raz pierwszy mają sposobność rejsu na tak luksusowym jachcie. 

Niestety bardzo szybko okazuje się, że wymarzony odpoczynek zamieni się w horror. Ægir od początku nie potrafi nawiązać porozumienia z kapitanem. Na statku dzieją się dziwne rzeczy - psuje się połączenie radiowe, znikają przedmioty, w niektórych pomieszczeniach unosi się świeży zapach damskich perfum, a członkowie załogi wspominają plotki, iż na statku straszy. 

Gdy Lady K przypływa do Reykjaviku bez załogi, rodzice Ægira odwiedzają Þórę, by przejęła ich sprawy prawne. Okazuje się bowiem, że syn i synowa zawarli bardzo wysokie polisy ubezpieczeniowe w razie śmierci. By uzyskać te pieniądze, musi oficjalnie zostać potwierdzona śmierć syna. Zrozpaczeni starsi ludzie miotają się między opieką nad osieroconą wnuczką, porządkowaniem spraw i żałobą.

W rodzinie Þóry także nie dzieje się dobrze - Gylfi postanawia wyprowadzić się do Norwegii wraz ze swoją rodziną. Þórę niepokoi rozstanie z wnukiem, ale jeszcze bardziej martwią ją plany syna, który chce rozpocząć pracę na platformie wiertniczej.

Podczas lektury Statku śmierci nieraz miałam gęsią skórkę i czułam się nieswojo. Yrsie udało się stworzyć prawdziwy thriller - niepokojący i trzymający w napięciu.

Polecam!
Moja ocena: 5/6

Yrsa Sigurðardóttir, Todesschiff, tł. Tina Flecken, 416 str., Fischer Taschenbuchverlag 2012.

4 komentarze: