niedziela, 2 marca 2014

"Marco Effekten" Jussi Adler-Olsen




Po raz pierwszy moja lektura powieści o decernacie Q trwała nadzwyczaj długo. Liczne przerwy nie sprzyjały przyjemności czytania, a i zaczęłam odczuwać lekkie znużenie perypetiami Moercka, Assada i Rose.  Tym razem akcja powieści rozwija się dość wolno, Adler-Olsen wprowadza sporo wątków, pozornie nie mających ze sobą związku.

Po pierwsze Afryka - rząd duński wspiera projekt pomocowy w Kamerunie. Ciężkie miliony płyną do Afryki, gdzie niewielkie plemię Pigmejów ma otrzymać środki na założenie plantacji bananów i zapewnienie sobie utrzymanie. Opiekujący się projektem na miejscu Luis Fon ginie po tym, gdy zaczyna podejrzewać nieprawidłowości, to samo spotka duńskiego współpracownika ministerstwa Williama Starka. Staje się jasnym, że za pomocą humanitarną stoi milionowy przekręt, w który zamieszany jest jeden z największych duńskich banków.

Po drugie Marco - piętnastoletni chłopak, członek komuny, której guru - Zola, żyje z tego, co dzieci i nastolatkowe wyżebrają na ulicach Kopenhagi. Żaden z nich dokładnie nie wie, skąd pochodzą, jakiej są narodowości i w jaki sposób są ze sobą spokrewnieni. Zola trzyma ich żelazną ręką, rozlicza z utargu, szkoli na złodziejaszków i oszustów, a w razie potrzeby okalecza, by szanse na ludzk ą litość były wyższe. Niestety Marco jest zbyt inteligentny, by poddać się temu systemowi. Chłopak uczy się czytać, szybko pojmuje świat i bardzo pragnie się uczyć. Gdy przypadkowo dowiaduje się, że Zola obawia się jego inteligencji i także postanawia go okaleczyć, ucieka. Podczas pościgu ukrywa się w pobliskim lesie w norze, w której odkrywa ciało. Dzięki rozmowie Zoli, Marco dowiaduje się, że to klan jest mordercą mężczyzny, który w ręce ściska tajemniczy, afrykański amulet.
Dla chłopca rozpoczyna się samodzielne życie na ulicach Kopenhagi. Mimo że Marco ciągle obawia się nakrycia przez Zolę, układa sobie całkiem wygodne życie. Dzięki licznym dorywczym pracom może odłożyć sporo grosza, a dzięki bibliotekom publicznym pogłębia swoją wiedzę. Niestety pozorny spokój kończy się, gdy chłopak odkrywa ogłoszenie, na którym rozpoznaje trupa z leśnej jamy. Równocześnie na jego trop trafia jeden z żebraków Zoli.

A co słychać w decernacie? Bardzo żałowałam, że nie pamiętałam już szczegółów z ostatniego tomu i mozolnie musiałam sobie je przypominać. Assad po ostatnim wypadku jest nieswój ale powoli wraca do formy i nieśmiertelnych bonmotów o wielbłądach, Carl boryka się z problemami miłosnymi i wcale, ale to wcale nie ma ochoty na kolejne śledztwo, Rose natomiast zawiera bliższą znajomość z Gordonem, nowym współpracownikiem, którego obecność działa na Moercka jak przysłowiowa płachta na byka. Na domiar złego dotychczasowy szef policji odchodzi na emerytur ę i chyba już się domyślacie, kto przejął jego stanowisko...

Adler-Olsen porusza poważne tematy (bieda, nielegalni emigranci, żebracy, afrykańscy żołnierze-dzieci, korupcja), chwytające za serce, równocześnie ostro krytykując, obojętnych na krzywdę innych, a zwłaszcza cudzoziemców Duńczyków.  
Autor po raz kolejny udowodnił, że jest mistrzem prowadzenia akcji, sceny ucieczki i pościgów zapierają dech w piersiach i nie sposób przerwać lekturę. W zasadzie trudno mi powiedzieć, czemu uważam tę książkę za słabszą, być może to faktycznie tylko zmęczenie materiału. Na pewno z utęsknieniem czekam na kolejny tom o decernacie Q.

Moja ocena: 4,5/6

Jussi Adler-Olsen, Erwartung, Der Marco-Effekt, tł. Hannes Thiess, 576 str., dtv 2013. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz