czwartek, 1 marca 2018

"Little fires everywhere" Celeste Ng


Ta książka została wybrana na ostatnim spotkaniu mojego angielskiego dyskusyjnego klubu książkowego. Trochę obawiałam się tej lektury, bo nie czytam zazwyczaj po angielsku, ale poszło mi lepiej niż się spodziewałam. Po pierwszych trzydziestu-czterdziestu stronach, wpadłam na tyle w rytm, że czytanie szło mi całkiem swobodnie. Nie ukrywam, że jestem z siebie dumna, że przełamałam tę barierę i odważyłam się na czytanie po angielsku. Z tego jednak powodu nie czuję się na siłach, by ocenić styl autorki oraz jej dobór słownictwa.

Ng opisuje życie w poukładanej i niemal idealnej dzielnicy Shaker Heights, położonej na obrzeżach Cleveland. Elena Richardson stworzyła rodzinę idealną - wspaniały dom, mąż prawnik, czwórka dzieci, dobra praca dziennikarki. Całe jej życie przebiega według planu, nie ma w nim miejsca na wyskoki i szaleństwa, zachwiania i zawirowania. I tak by zostało, gdyby nie najmłodsza córka, które nie akceptuje porządku matki, ma odwagę głosić swoje zdanie, które jest często odmienne. Największe zmiany jednak przynosi nowa lokatorka w domku, który rodzina Richardsonów tanio wynajmuje osobom, którym warto pomóc. Elena w ten sposób uspokaja swoje sumienie i ma poczucie spełnienia filantropijnego obowiązku. 

Nowymi lokatorkami są samotna matka z córką - Mia i Pearl. Mia jest fotografką, ale by związać koniec z końcem ima się wszelkich prac, na przykład kelnerowania w chińskiej restauracji. Pearl jest bardzo zdolna i po rozpoczęciu nauki w nowej szkole prędko zaprzyjaźnia się młodszym synem Richardsonów, niechcący wprowadzając w ustalonym porządku rodzinnym zmiany. Cicha i spokojna Pearl zaczyna mieć wpływ na wszystkie dzieci Richardsonów - najstarsza córka korzysta z jej pomocy, obaj synowie się w niej zakochują, a najmłodsza i najbardziej krnąbrna córka odnajduje w Mii to, czego jej brakuje w domu.

Elena długo nie dostrzega wpływu Mii i Pearl na jej rodzinę, do momentu, gdy ta pierwsza zakłóca szczęście rodzinne jej przyjaciółki. Mia przypadkowo odkrywa tożsamość matki dziecka adoptowanego przez ową przyjaciółkę. Mąż Eleny zostaje adwokatem rodziny, a sprawa porusza opinię społeczną spokojnego dotychczas Shaker Heights. Równocześnie Pearl i jej przyjaciele natrafiają podczas wycieczki do muzeum na zdjęcie Mii. Elena zaczyna badać przeszłość tajemniczej fotografki i trafia na zaskakujące fakty. 

Powieść Ng zaskakuje mnogością wątków i problemów, które jednak skupiają się wszystkie wobec dwóch głównych tematów. Jednym z nich jest prawo matki do dziecka, rola matki biologicznej i tej, która dziecko wychowuje. Autorka zahacza tu o całe spektrum tego problemu - od śmierci dziecka, przez niepłodność po korzystanie z usług surogatki, nie dając jednak jednoznacznych odpowiedzi. To czytelnik sam musi zdecydować kto lepiej wychowa dziecko - biologiczna matka, bez środków do życia, pogrążona w depresji czy dobrze sytuowana rodzina, która od lat pragnie dziecka i jest w stanie dać mu wszystko: od bezgranicznej miłości po nieskończone możliwości finansowe. 
Drugą niemniej ważną kwestią, poruszaną przez Ng, jest sposób organizowania życia - stawia tutaj na przeciwległych końcach uregulowany tryb życia, przewidywalność i racjonalizm oraz spontaniczność, zdolność adaptacji do wszystkich warunków i szaleństwo.

Ta książka spełnia więc wszelkie przesłanki, by przypaść mi do gustu, jednak niestety mnie rozczarowała. Przede wszystkim nie porwała mnie narracja Ng, stale miałam wrażenie, że można było z tą tematyką zrobić coś więcej. Elena Richardson jest najciekawszą kreacją, ale już wszyscy nastolatkowie są zwyczajnie nudni - ich życie toczy się wokół seksu i imprez, a ich charaktery są zwyczajnie mdłe. Zabrakło mi także ciekawszego rozpracowania postaci Mii - poznajemy ją w zasadzie tylko oczami innych, a ona sama w narracji się gubi. Mam wrażenie, że autorka chciała wprowadzić zbyt wiele wyrazistych charakterów i w efekcie udała się jej tylko Elena, a najbardziej straciła najmłodsza córka, na której działaniach zasadza się właściwie cała powieść.

Moja ocena: 4/6

Celeste Ng, Little fires everywhere, 352 str., Penguin Random House 2017.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz