wtorek, 2 czerwca 2026

"Die Unschärfe der Welt" Iris Wolff


 

W rumuńskim Banacie po wojnie wciąż żyje wiele Niemców. Jednymi z nich są Florentine i Hannes. On jest pastorem, ona zajmuje się domem i wielkim ogrodem. W centrum tej opowieści stoi Samuel – milczący, poważny chłopiec, który wyrasta na małomównego nastolatka. Ten jako młody człowiek ucieka z Rumunii wraz z przyjacielem awionetką. 

Wolff opisuje dzieje tej rodziny w kilku obszernych rozdziałach, każdy z nich poświęcając innej osobie i każdy umieszczając w sporym odstępie czasowym. Mimo takiej konstrukcji i niezbyt dużej objętości autorka tworzy coś na kształt sagi rodzinnej – wymagającej sporej uwagi, zapamiętania imion i relacji, ale jednak spójnej i fascynującej. Wolff sama urodziła się w rumuńskim Siedmiogrodzie i wyemigrowała do Niemiec w latach 80., co zapewne pomogło jej wykreować atmosferę owych czasów. Jej bohaterowie żyją w cieniu dyktatury Ceausescu, kobiety muszą rodzić dzieci, duchowni są na celowniku służb, a letni goście z Niemiec na pewno ściągną ich większą uwagę. Banat to region wielu języków – mieszają się tu rumuński, niemiecki, słowacki i węgierski – ale i wielu kultur, co wymaga sporej tolerancji. Rumunia to jednak kraj komunistyczny, gdzie różnorodność nie jest dobrze widziana. Ucieczka do Niemiec nie jest najłatwiejszym wyborem – przybyszów zdradza akcent, a potrzeba pracy i się utrzymania zmusza do wyborów, które nie są najprostrze.

Oprócz oczywistych tematów jak tożsamość, emigracja, język, Wolff wplata w swą powieść też wątki niespodziewane jak miłość jednopłciową, rolę książek w życiu (praca w księgarni), przyjaźń oraz to, co jesteśmy w stanie dla niej zrobić czy siłę wspomnień. Największą siłą tej powieści jest jednak jej język – Wolff maluje słowami, a tytułowa nieostrość nie dotyczy tylko relacji między bohaterami, ale języka także. Słowa autorki są jak impresjonistyczny obraz, nieco rozmyte, bez wyraźnych konturów, ale paradoksalnie bardzo celne, bo idealnie oddają sytuację bohaterów – niepewną, bez stałego fundamentu, z poczuciem bycia pionkiem historii. Nazwałabym język Wolff poetyckim, ale to jednak coś innego – to malarstwo prozą. 

Piękna powieść!

Moja ocena: 5/6

Iris Wolff, Die Unschärfe der Welt, 216 str., Klett Cotta 2020.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz