Feliza była rzeźbiarką. Artystką. Kolumbijką. Żydówką. Feministką. Osobą niepokorną. Matką. Żoną. Rewolucjonistką. Córką. Emigrantką. Urodziła się w Bogocie w 1933 roku w Bogocie jako córka żydowskich emigrantów z Polski, a zmarła w wieku zaledwie czterdziestu ośmiu lat w Paryżu, na wygnaniu, podczas kolacji z przyjaciółmi. Jednym z nich był Gabriel García Márquez. Słynny pisarz twierdził, że rzeźbiarka zmarła ze smutku.
W tej książce inny kolumbijski pisarz próbuje zrekonstruować życie Felizy – na podstawie rozmów z jej drugim mężem Pablem, jej dzienników i zapisków. Vásquez wyrusza w żmudną podróż poszukiwań i badań, by przedstawić nam jak najbardziej kompletny portret Felizy Bursztyn. I faktycznie, po zakończeniu lektury jestem usatysfakcjonowana. Poznałam osobę nietuzinkową, kobietę, która zawalczyła o swoją sztukę, ale też intensywnie przeciwstawiała się dyktaturze. Kobietę, która przeżyła wiele ciężkich chwil. Sztuka Felizy jest obrazem jej bezkompromisowości – to nie są eteryczne dzieła, ale rzeźby, które własnoręcznie spawała z odpadów żelaznych, ze złomu. To praca, która wymaga siły i samozaparcia.
Kolumbijczyk stworzył potoczystą opowieść, której wysłuchałam z zainteresowaniem, poznając przyczyny smutku Felizy. Cieszę się, że poznałam nieznaną mi dotąd artystkę.
Moja ocena: 4/6
Juan Gabriel Vásquez, Imiona Felizy, tł. Katarzyna Okrasko, Wydawnictwo Echa 2026.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz