"Dobre i złe" to zbiór sześciu opowiadań, które można określić jednym prostym słowem – dziwne. Dziwność zresztą to znak rozpoznawczy Argentynki i nie inaczej jest w przypadku tego zbioru.
Tematem przewodnim tych tekstów są relacje międzyludzkie, najczęściej na linii dziecko-rodzic, a Schweblin analizuje takie pojęcia jak poczucie odpowiedzialności, kruchość związków czy zaufanie. Wszystkie te teksty podszyte są poczuciem grozy, zawierają element horroru i wręcz zachęcają do alegorycznego odczytu. Schweblin tworzy całkiem zwyczajne światy – podróż samochodem, wakacje, wspólny posiłek rodziny, zabawa, ale te codzienne sytuacje rozwijają się w zaskakujący sposób, pociągając czytelniczkę w odmęty ludzkiego jestestwa. Wystarczy pomyśleć o matce, która wprawdzie funkcjonuje, ale balansuje na granicy odebrania sobie życia. Jak w tym opowiadaniu główne skrzypce zaczyna grać skórowanie królików, nie wiem. Autorka chętnie wplata takie zaskakujące elementy, które nagle świetnie współgrają z narracją. W pamięć zapada historia chłopca, który traci głos po tym, jak połknął baterię czy innego dziecka, które pragnie stać się koniem. Historia sióstr, które na wakacjach zaczynają opiekować się poetką-alkoholiczką też zakończy się w niespodziewany sposób.
Schweblin już zawsze będzie się dla mnie łączyć z mrokiem, z czymś nieprzyjemnym jak zgrzyt kredy na tablicy. To te historie z życia, które chowamy gdzieś głęboko i usilnie próbujemy do nich nie wracać, topimy je w podświadomości, udajemy, że wszystko jest ok. Argentynka to wszystko wywleka i pakuje w piękny, wysmakowany język, dając nam prztyczka w nos i każąc myśleć o tym, o czym nie chcemy pamiętać.
Moja ocena: 5/6
Samanta Schweblin, Dobre i złe, tł. Tomasz Pindel, 176 str., Wydawnictwo Pauza 2026.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz