środa, 31 grudnia 2008

Nowe nabytki

Tuż przed końcem roku chciałam jeszcze zaprezentować moje okołoświąteczne nabytki i prezenty.
Te książki sama kupiłam - wszystkie z przeceny. Nie ukrywam, że sporą inspiracją były tu wasze recenzje. Większość powieści zostawiłam mamie do przeczytania, ale na wiele z nich już mam chrapkę.

Po kolei widać:
- Margaret Atwood "Grace i Grace",
- Shan Sa "Brama Niebiańskiego Spokoju",
- Preethi Nair "Sto odcieni bieli",
- Arturo Pérez-Reverte "W cieniu inkwizycji",
- Kate Mosse "Labirynt",
- Sarah-Kate Lynch "Błogosławieni, którzy robią ser",
- Amy Tan "Ratując ryby od utonięcia",
- Aleksandra Marinina "Śmierć i trochę miłości",
- David Lodge "Autor, autor",
- Judith Merkle Riley "Księga Małgorzaty",
- Carolyn Pakhurst "Psy z Wieży Babel",
- Mika Waltari "Karin, córka Monsa",
- Alberto Moravia "Pogarda",
- David Liss "Spisek papierowy".

Powyższe zdjęcie opisu nie wymaga:) Te trzy książki znalazłam pod choinką. Dziękuję Mamo!

I w końcu najnowsze nabytki. Zrealizowałam mój urodzinowy bon i wybrałam te pozycje:

- Ken Follet "Filary ziemi" (bo uznałam, że czas wreszcie przeczytać),
- Iréne Némirowsky "Suite française" (wygląda na szalenie ciekawą),
- Günter Grass "Beim Häuten der Zwiebel" (już dawno chciałam przeczytać),
- Monika Maron "Ach Glück" (w ramach poznawania współczesnej literatury niemieckiej).

"Tajmenicę" Jurija Andruchowycza również dostałam w prezencie. Nic nie wiem o tej książce, na razie mnie do niej nie ciągnie.

A na koniec wisienka na torcie czyli mały kalendarzyk, zawierający dwanaście zakładek, a każda z nich porteret czytającej kobiety:) Wszystkie obrazy można zobaczyć tu.

Jutro pewnie nie będę miała możliwości pisania, ale postaram się niebawem zakończyć ten rok małą czytelniczą statystyką i podsumowaniem.

wtorek, 30 grudnia 2008

"Baśnie barda Beedle'a" J.K. Rowling


I kolejny prezent, króry preczytałam w godzinkę. To kanon baśni znanych wszystkim dzieciom, które wyrastały w rodzinach czarodziejskich. Baśnie piękne i nastrojowe, opatrzone komentarzami Dumbledore'a. Komentarze mają wiele odniesień do wydarzeń z cyklu o Harrym, więc wspaniale przenoszą jeszcze raz w świat Hogwartu. Dla mnie czytelnicza gratka, miła ciekawostka, a uroku jej dodaje fakt, że dochód ze sprzedaży książek zasili konto fundacji CHLG, działającej na rzecz dzieci, mieszkających w domach dziecka.


J.K. Rowling, "Baśnie barda Beedle'a", tł. Andrzej Polkowski, 112 str., wydawnictwo Media Rodzina.

"Sprężyna" Małgorzata Musierowicz

Ksiązki Musierowicz czytam od zawsze. I choć od dawna mnie juz tak nie zachwycają jak kiedyś, nadal z sentymentu je kupuję. Będą dla córki:) "Sprężynę" znalzałam (na własne życzenie) pod choinką i od razu ją połknęłam. Mogę wiele krytykować u Musierowicz ale jedno jest pewne - potrafi ona za każdym razem od nowa wyczarować borejkową atmosferę. Ciepłą, rozgadaną, chaotyczną i rodzinną. Lubię od czasu do czasu zatopić się w ten świat, który pozostawia w sercu i głowie uczucia bliskie moim wspomnieniom z dzieciństwa. Podjerzewam, że duzą rolę odgrywa tu fakt, ze pochłaniałam Jezycjadę w latach szkolnych. Do dziś potrafię przywołać obrazy, które wtedy powstawały w mojej głowie.
A o czym jest "Sprężyna"? Tym razem o Laurze, czyli Tygrysku. Autorka wydaje się również profilować postać Łucji - córki Idy. Odnoszę spore wrazenie, ze to właśnie ona w przyszłości będzie odgrywała sporą rolę.

Podsumowując dla fanów Jezycjady ten tom to mus. Ale oni pewnie o tym wiedzą:)



Małgorzata Musierowicz, "Sprężyna", wydawnictwo Akapit Press

"Cień wiatru" Carlos Ruiz Zafon


Czas nadrobić świąteczne zaległości i podzielić się z wam kilkoma recenzjami, a także nowymi nabytkami książkowymi. Najpierw parę słów o "Cieniu wiatru".

O książce słyszałam już dawno, ale jakoś ciągle było mi z nią nie podrodze. Wreszcie Kinga sprezentowała mi polskie wydanie i od razu zabrałam się za czytanie. Powieść wciągnęła mnie właściwie od pierwszych stron, a właściwie zafascynowała mnie wizja Cmentarza Zapomnianych Książek. Cóz to musi być za fascynujące miejsce! Pozazdrościłam Izaakowi zajęcia:) O czym książka jest większość chyba wie. Nie będę więc szczegółowo opisywać fabuły, wspominając jedynie, że poznajemy historię Daniela Sempere, syna księgarza i antykwariusza, któremu podczas wizyty na Cmentarzu Zapomnianych Książek wpada w ręce powieść nikomu nieznanego Juliana Caraksa "Cień wiatru". Chłopiec zafascynowany powieścią rozpoczyna poszukiwania wszelkich informacji na temat autora. Z początkowo mrocznej i pełnej tajemniczej atmosfery powieści pozostaje czytelnikowi jedynie zagadka kryminalna. Przyznam, że czułam się tym trochę rozczarowana, chętnie przeczytałabym więcej o książkach i porozkoszowała się mroczną atmosferą. Kolejnym zaskoczeniem było dla mnie dosyć proste rozwiązanie zagadki w postaci listu Nurii Monforte do Daniela. Przyznam, że nie domyslałam się przedstawionych przez nią powiązań, ale podanie ich wręcz na talerzu nieco zubożyło powieść.

Zachwycił mnie za to styl Zafona. Pisze dokładnie tak, jak lubię. Długie (ale nie za długie!) zdania, opisujące dokładnie wydarzenia i postaci. Łatwo przy takich zdaniach popaść w dłużyzny, ale Zafonowi udało się ich uniknąć. Prawdziwymi perełkami jest dla mnie cała postać Fermina Romero de Torres, a zwłaszcza dialogi z jego udziałem. Zafón wzniósł się na wyzyny swojego warsztatu pisarskiego szkicując tę postać. Warto równiez wspomnieć, iz autor umiejscowił akcję w czasach dyktatury Franco - co równiez odgrywa niemałą rolę w akcji powieści.
Opisy dzielnic i zakamarków Barcelony aż proszą o odwiedzenie tego miasta. Bardzo podobały mi się te opisy domów, kamienic i zaułków.

Cieszę się, że przeczytałam "Cień wiatru" - to książka z kategorii tych, które czyta się na jednym oddechu, które wciągają w swój świat. Ostatnio brakuje mi takich lektur, tym chętniej sięgnęłam po "Grę anioła", którą znalazłam pod choinką.

P.S. Ksiązka juz powędrowała do kolejnego czytelnika, więc nie mogę posłuzyć się cytatami. Autor bloga moje lektury zestawił sporo pięknych cytatów, zapraszam więc do niego.

Carlosa Ruiza Zafón, Cień wiatru, tł. Beata Fabjańska-Potapczuk i Carlos Marrodán Casas, Wydawnictwo Muza.

poniedziałek, 22 grudnia 2008

Życzenia świąteczne


W środę rano planujemy wyjazd więc chciałabym już teraz złożyć wam życzenia świąteczne:) Kochani czytelnicy życzę wam harmonii, spokoju, czasu i nastroju do zaszycia się z książką oraz wspaniałych literackich prezentów! Do przeczytania tuż po świętach!

niedziela, 14 grudnia 2008

Urodzinowe łupy:)

Kilka dni temu miałam urodziny i moi bliscy i kochani obdarzyli mnie m.in. sporą ilością książek.
Otrzymałam następujące tytuły:
- "Der einsame Weg" Arthura Schnitzlera wraz z bonem do teatru, ta sztuka będzie miała premierę wiosną,
- "Bieguni" Olgi Tokarczuk,
- "Zusammen ist man weniger allein" Anny Gavaldy,
- "Złoty pelikan" Stefana Chwina,
- "Piekło pocztowe" Terry'ego Pratchetta,
- "Das ideale Verbrechen" Stelli Blómkvist (to własny łup na wyprzedaży),
- "Cień wiatru" Carlosa Ruiza Zafóna.
Tą ostatnią książkę dostałam dwa razy, w dwóch różnych językach. Tak więc mogę spodziewać się jeszcze jednej innej książki na wymianę. Do tego dostałam bon do księgarni, za króry kupię pewnie ok. 4 książek. Teraz czeka mnie wybór tytułów. Macie jakieś sugestie?
Ponadto zamówiłam 12 (dwanaście!) książek w bardzo taniej księgarni internetowej a także dostanę kilka tytułów pod choinkę. Mój stos rośnie w sposób zupełnie niekontrolowany i z końcem roku dosięgnie sufitu, bo książki leżą na moim nocnym stoliku.

sobota, 13 grudnia 2008

"Nie było powrotu" Herbert Reinoss


Książkę skończyłam czytać już kilka dni temu i wciąż zastanawiam się jak ją zrecenzować. Tymczasem zabrałam się za czytanie czasopism, obserwując niekontrolowany wzrost książkowego stosu.
"Nie było powrotu" to zbiór opowiadań, relacji osób, które przeżyły wypędzenia z byłych rejonów niemieckich. Najpierw czytamy relacje osób, które srogą zimą 1945 roku same uciekały z Prus Wschodnich przed nadchodzącą armią rosyjską. W drugiej części swoje losy relacjonują osoby, które zostały wygnane ze swoich domów po wojnie. Tutaj najczęściej są to osoby z Dolnego Śląska. Trudno recenzować więc takie świadectwa. Każda z tych osób opowiada o własnych, trudnych losach, o chwilach zwątpienia i rozpaczy. Poznajemy relacje prostych osób, lekarza, mnicha, właścicieli ziemskich. Podejrzewam, że dla wielu osób są to fakty nieznane, obawiam się, że niewiele osób zdaje sobie sprawę w jak skandaliczny, poniżający i brutalny sposób wypędzano Niemców.
Książka skłania naturalnie do rozważań na temat sposobu i konieczności przeprowadzenia wypędzeń. Jak wspominałam, odbywały się one w skandalicznych warunkach bez poszanowania jakichkolwiek reguł. Los wypędzonych w Niemczech też nie należał do najłatwiejszych. Nie zadbano o ich asymilację i akceptację w społeczeństwie.
Temat wypędzeń wzbudza w Polakach wiele emocji, odnoszę wrażenie, że przeważa myślenie odrzucające jakiekolwiek poczucie winy, skoro to właśnie Niemcy rozpoczęli wojnę. Trudno uwolnić się od myślenia na osi winny-niewinny. To temat, który często pojawia się w moich myślach, który porusza i skłania do refleksji. Bliski mi także, gdyż doświadczyła wypędzeń rodzina mojego męża. Po przeczytaniu tej książki na pewno inaczej spojrzę na ich relacje. Chętnie wzięłabym udział w konstruktywnej dyskusji na ten temat, dyskusji popartej dobrze ugruntowanymi argumentami, reflesyjnej i pouczającej. Myślę, że to jeden z tematów, który należy poruszać. Dobrze więc stało się, że została wydana taka książka. Bardzo jednak żałuję, że sporo w niej niedociągnięć - ze strony tłumacza i redacji. Raziły mnie błędy czy to w tłumaczeniu nazw miejscowości, czy to niekonsekwencja w używaniu nazw polskich i niemieckich czy też dosłowne tłumaczenia niektórych wyrażeń.


"Nie było powrotu", pod. red. Herberta Reinossa, tł. Jola Zepp, 278 str., Replika 2008.

czwartek, 11 grudnia 2008

Nagrody IBBY rozdane!

Z niecierpliwością czekałam na wielką galę i rozdanie nagród IBBY. Piękne książki nagrodzono - czas rozszerzyć dziecięcą biblioteczkę o ksiązki:

"13. Poprzeczna" Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk
"Miłek z Czarnego Lasu" Romka Pawlaka
"D.O.M.E.K." Aleksandry Machowiak i Daniela Mizielińskiego
"Przygody przyrody" z ilustracjami Tomasza Brody

Wyrózniono:
"Powiem Julce" Krystyny Siesickiej
"Złodzieje snów" Małgorzaty Strękowskiej-Zaręmby
"Wielkie marzenia" z ilustracjami Marty Ignerskiej
"Nic" z ilustracjami Krystyny Lipki-Sztarbałło
"Kocur mruży ślepia złote" Marii Ekier.

Ksiązki opisane i przedstawiono na stronie IBBY.

poniedziałek, 8 grudnia 2008

Zbieracie autografy?

Ja właściwie nie zbieram, tzn. nie zabiegam szczególnie, nie napastuję pisarzy:) Jednak w ciągu ostatnich lat kilka autografów otrzymałam. Zazwyczaj nadarzała się okazja podczas spotkań autorskich. Dziś pokazuję wam najnowszy:) Macie ochotę pokazać autografy w waszych książkach?

sobota, 6 grudnia 2008

"Tímaþjófurinn" Steinunn Sigurðardóttir

Przeczytałam moją pierwszą książkę Steinunn i zapewne nie ostatnią. Autorkę darzę wielką estymę, więc i z respektem zabrałam się za czytanie tej powieści. Przyczyną mojego respektu była również poetyckość Steinunn. Ksiąxki kocham miłością dozgonną ale poezja to moja pięta achillesowa. Nie przepadam i unikam. Dlatego tak długo zwlekałam z poznaniem utworów Steinunn. "Der Zeitdieb" (Złodziej czasu" jest bardzo poetycki. To bardziej studium niż powieść. Studium nieszczęśliwej miłości i jej wpływu na życie Aldy - bohaterki książki. Alda to kobieta pewna siebie, zdecydowana, grająca wręcz mężczyznami. Alda wywodzi się z bogatej, arystokratycznej rodziny, jest piękna, zna kilka języków, których naucza w liceum. Pewnego dnia poznaje Antona - nauczyciela historii i zakochuje się. Anton ma żonę i po stu dniach rozstaje się z Aldą, która nie przestanie go kochać do końca swoich dni. Cała akcja mieści się na kilkunastu stronach, pozostała część powieści to opis stanu Aldy. Steinunn wybiera wiele zabiegów literackich, by ukazać uczucie Aldy. Teksty prozą przeplata licznymi wierszami. Ukazuje uczucia Aldy w listach, pisanych przez nią do byłego kochanka. Zdania sa bardzo krótkie, wręcz urywane, a podział na rozdziały nietypowy. Każde zdanie aż kipi od treści. Książkę tę należy smakować, wracać do zdań sprzed kilku stron, porównywać, rozważać, wchłaniać. Niemal każde zdanie zawiera małą prawdę o życiu, kochaniu, istnieniu.
Musze przyznać, że często treści zawarte przez Steinunn mnie przerastały. Zachwyciła mnie jednak zmiana stylów, bogactwo form literackich - autorka wydaje się czuć we wszystkich dobrze. Bardzo ciekawa jestem kolejnych powieści autorki i na pewno niebawem po nie sięgnę.
Kilka słów poświęcić muszę tłumaczce, przed którą chylę czoła. Niesamowicie precyzyjna praca! Zafascynowa jestem z jaką swobodą porusza się wśród tylu styli literackich. Znam ją z tłumaczeń innych islandzkich autorów i podziwiam, jak potrafi dopasować styl do konkretnego pisarza.

Steinunn Sigurðardóttir, Der Zeitdieb, tł. Coletta Bürling, Fischer 1998.

środa, 3 grudnia 2008

Wieczór literacki ze Steinunn Sigurðardóttir

W poniedziałek byłam na wieczorze literackim z tą islandzką autorką. Niedawno ukazała się w Niemczech jej najnowsza ksiązka "Sonnenscheinpferd", z której fragmenty Steinunn odczytała.
Muszę przyznać, ze pisarka sprawiła na mnie duże wrazenie - spokojna, skormna wręcz, delikatnie uśmiechnięta. Czytała najpierw po niemiecku z ujmującym islandzkim akcentem. Pierwsze dwie - trzy linjki były dla mnie nie zrozumiałe ale bardzo szybko przyzwyczaiłam się do jej akcentu i słuchałam z zapartym tchem. Steinunn czyta spokojnie, robiąc pauzy, delikatnie podkreślając istotne fragmenty. Potrafiłabym wyobrazić ją sobie jako bajarkę, dobrotliwie opowiadającą baśnie gromadzie dzieci skupionych u jej kolan. Z drugiej strony jej ksiązka wydaje się być przeniknięta nie tylko poezją, ale także mądrością. Mądrością osoby doświadczonej. Steinunn porusza w swoich powieściach tematy miłości i śmierci, obserwuje ludzkie uczucia, celnie je opisując. Juz na pierwszy rzut oka widać jednak, ze Steinunn to w pierwszej linii poetka (debiutowała zbiorkami poezji). Autorka studiowała psychologię i filozofię więc podejrzwam, iż ten fakt również ma wpływ na jej twórczość. Ponieważ w najblizszych dniach będę miała okazję spotkać Steinunn jeszcze raz, zaczęłam czytać jej pierwszą powieść "Zeitdieb" (Złodziej czasu), która została sfilmowana przez Yves'a Angelo (angielski tytuł "Stolen life"). Zapraszam równiez na stronę autorki.

piątek, 28 listopada 2008

"Sztuka bycia Elą" Johanna Nilsson

Przeczytałam szybko, choć temat niełatwy. Ela to dziewczyna nieprzystosowana. Targają nią emocje, z którymi sobie nie radzi, wybucha, mówi to, na co ma ochotę, jest niepokorna i straszliwie samotna. Zachowuje się jak dojrzewająca nastolatka. Ale ma 26 lat. Cierpi od momentu rozstania się rodziców. Rozwiedli się gdy miała 21 lat. Wydawało mi się, że osoba w tym wieku ma na tyle ukształtowany charakter, by nie cierpieć do tego stopnia z powodu rozejścia się rodziców. I zastanawiam się czy na charakter Eli miało wpływ wychowanie i zachowanie rodziców czy jest ona li tylko bardzo wrażliwą osobą.
Postać Eli skłoniła mnie również do refleksji na temat późnego wchodzenia w dorosłość. Dwudziestosześciolatka jeszcze 50 lat temu była najczęściej osobą o ukształtowanych losach. Ela wciąż, po części dzięki rodzicom, może zachowywać się jak mała zbuntowana dziewczynka. Nie ponosi z tego powodu praktycznie żadnych konsekwencji, a rodzina akceptuje ten stan rzeczy. Prób rozmów z Elą na temat jej pracy, studiów, chłopaka nie odbieram jako faktycznych wysiłków dążących do zmiany tej sytuacji.
Tytułowa Ela poznaje przypadkiem samotną dziewczynkę. Jej matka jest narkomanką i nie interesuje się córką. Ela przygarniając dziewczynkę po częście widzi siebie w dziecku, a po częście znajduje terapię na bezsens własnego życia.
Mimo, że Johanna Nilsson dość wiarygodnie szkicuje postać Eli, nie byłam w stanie się z nią zidentyfikować. Obce są mi jej reakcje i zachowania. Jej buntowniczość i przejmujące poczucie samotności, jej nieprzemyślane kroki i słowa. Jednak udało się autorce zaciekawić mnie historią, wciągnąć w swój świat zimowej Szwecji. Podobał mi się jej język - prosty i wyrazisty. Kilka sformułowań mnie raziło ale podejrzwam, że to raczej wybór tłumacza.
Książkę skończyłam czytać kilka godzin temu i myślę, że będę jeszcze o niej myślała.

Johanna Nilsson, Sztuka bycia Elą, tł. Paweł Pollak, 285 str., Replika 2008.

środa, 26 listopada 2008

"Jütländische Kaffeetafeln" Siegfried Lenz

Lenza cenię od czasów przeczytania "Deutschstunde". Niestety nie przeczytałam mimo ambitnych planów ("Heimatmuseum" na półce) żadnej innej książki tego autora. Ucieszyłam się więc gdy pracowa koleżanka podrzuciła mi tę malutką książeczkę. To właściwie żart literacki, w którym Lenz skarży się na jutlandzki zwyczaj zapraszania na kawę. Goście zapraszani są po kolacji i wręcz przytłaczani nieobliczalnymi ilościami ciast, do których serwowana jest bardzo mocna kawa. Siegfried Lenz opisuje swoje pierwsze zaproszenie na ową kawę, zaskoczenie oraz zachowanie Jutlandczyków. Nie skąpi pięknych, złożonych zdań okraszonych ironią.
Smaku tej książeczce dodają piękne ilustracje Kirsten Reinhold. Cudeńko!

Siegfried Lenz, Jütländische Kaffeetafeln, 23 str., Hoffmann und Campe Verlag Hamburg 2006.

"Śniadanie z kangurami" Billa Brysona


Książkę Brysona czytałam długo. Zaczęłam jeszcze w Portugalii i właściwie męczyłam się z nią do wczoraj. Nie wiedzieć czemu. Brysona znam już dość dobrze. Tematyka szalenie dla mnie inetersująca, bo przepadam za relacjami z podróży, spostrzeżeniami, dotyczącymi innych krajów i subiektywnymi opisami tychże. Bryson robi o wyśmienicie. Podejrzewam, że skrupulatnie przygotowuje się do podróży. Z jego powieści wynika, iż czyta sporo książek, prowadzi rozmowy, odwiedza biblioteki. Podróżnikiem jest świadomym - obserwuje, sprawdza, pyta. Nie szczędzi czytelnikowi ciekawostek i informacji, które znane są tylko niewielkiej grupie osób. Szkicuje tło historyczne kraju, dorzuca wiadomości o geologii, faunie i florze. Do tego pisze wszystko z wielkim dystansem do siebie, z ogromną dozą ironii i sarkazmu.

W tej książce opisuje Australię - kontynent niespodzianek, gdzie jedno kuriozum goni kolejne. Bryson odwiedził niemal każdy zakątek Australii, przemierzył ją wzdłuż i wszerz i zajrzał do każdej "dziury". Gdy wreszcie kiedyś się do Australii wybierzemy, na pewno sięgnę jeszcze raz po tę książkę.
Czemu więc piszę, że się z nią męczyłam? Podejrzewam, że zmęczyła mnie maniera pisarska Brysona. Jego dowcipy i ironia mnie nie śmieszyły, co więcej często odbierałam je jako silenie się na bycie wyjątkowo błyskotliwym. Mimo to polecam tę książkę miłośnikom podróży.

Bill Bryson, Frühstück mit Kängurus, tł. Sigrid Ruschmeier, 412 str., Goldmann.

poniedziałek, 24 listopada 2008

Wybrałam wyzwaniowe książki

Wybrałam cztery książki - dwie, które już mam w domu i dwie, które są dostępne w bibliotece, w nadziei, że gdy się faktycznie do niej wybiorę nadal będą dostępne. Oto tytuły:

Mika Waltari "Egipcjanin Sinhue"
Sigrid Undset "Krystyna córka Lawransa"
Debborah Moggach "Tulipanowa gorączka"
Pablo de Santis "Kaligraf Woltera"

Świadomie zrezygnowałam z biografii, mam ochotę na dobrą historyczną beletrystykę.

niedziela, 23 listopada 2008

Kolejne wyzwanie czytelnicze

Rusza kolejne wyzwanie czytelnicze pt. Podróże w czasie. Wyzwanie trwa od 22 listopada 2008 do 30 kwietnia 2009. W tym czasie należy przeczytać przynajmniej 4 książki, każda z innej epoki. Można czytać książki z proponowanych list lub inne. Może to być beletrystyka, która opowiadaja o danej epoce, książki napisane w danej epoce, biografie, książki naukowe i popularnonaukowe. Książki napisane w danej epoce powinny być osadzone w kontekście historycznym, słowem, nie czytamy np. alegorycznych, ponadczasowych powieści, które nic nie mówią o swojej epoce.
Na pewno wezmę w nim udział, trudno mi jednak zestawić listę lektur. Niektóre epoki mniej mnie interesują i najchętniej pozostałabym tylko przy Starożytności i Średniowieczu. Na razie wybrałam dwie książki, nad reszta pomyślę. Tym razem pozostanę chyba tylko przy czterech książkach.


sobota, 22 listopada 2008

"Nocny Maciek" Paweł Pawlak


Bardzo lubimy "Jajuńćka" Pawła Pawlaka więc gdy odkryłam "Nocnego Maćka", od razu poprosiłam o kupno tej książeczki. Moja trzylatka dostała ją na urodziny i od tego dnia czytamy ją codziennie. Nie ma szans na zaśnięcie bez Maćka. A jest to książeczka wręcz idealna do zasypiania. Maciek jest bowiem księżycem, który podczas swojej nocnej wędrówki po niebie usłyszał dziwny dźwięk. Postanawia odkryć jego źródło. W końcu dociera do robaczka, który płacze, bo boi się nocy. Robaczek dopiero co wykluł się z poczwarki i poznał słońce. Gdy więc ono zniknęło boi się i płacze. Pawlak ciepło i przystępnnie tłumaczy zmiany pór dnia, barwnie opisuje przygody Maćka i przepięknie swą opowieść zilustrował. Mojej córce podoba się w tej książeczce wszystko. Ja jestem fanką okropnie zielonej żaby:)

Paweł Pawlak, Nocny księżyc, Stentor Warszawa 2008.

Wygrałam

Wczoraj dostałam książkę, wygraną na blogu zacisze wyśnione. W książce ukryta była śliczna zakładka. Bardzo się ucieszyłam z przesyłki i serdecznie dziękuję!

środa, 19 listopada 2008

"Album morderstw" Jonathan Kellerman

Czas wreszcie napisać zaległą recenzję. To jedyna ksiazka, jaka przeczytałam na urlopie w Portugalii. Juz dość dawno temu polecił mi ją nasz amerykański znajomy, który note bene przeczytał całą bibliotekę:) Gdy więc zobaczyłam ją na wyprzedazy kupiłam z przeznaczeniem na urlopowy wyjazd. To juz bodajze dwudziesty tom cyklu o Aleksie Delaware. Jest on psychologiem współpracującym ze swoim przyjacielem, policjantem. Otrzymuje on niezwykłą przesyłkę. Album pełen policyjnych zdjęć morderstw. Pod kazdym zdjęciem widnieje krótka notka, dotycząca miejsca i czasu dokonania zabójstwa. Przyjaciel Aleksa rozpoznaje wśród zdjęć dziewczynę, nad rozwiązaniem której morderstwem pracował jako początkujący policjant. Cofamy się więc w czasie, by poznać jego dzieje i przyczyny niedokończenia ówczesnego śledztwa. Kellermann wciąga nas w świat grubych ryb pełnych łapówek, konszachtów, blichtru, seksu.
Nie zachwyciła mnie ta ksiązka. Nudziły mnie przydługie opisy, męczyły szczegółowe dygresje, które odbierałam jako sztuczne nabijanie ilości stron. Ksiązkę praktycznie zmęczyłam do końca. Nie wykluczam, ze inne powieści Kellermanna są lepsze, w końcu przy dwudziestym tomie moze zacząć szwankować wena.

Załuję, ze nie udało mi się przeczytać więcej, ale moze do końca roku uda mi się choć częściowo "odpracować" stosik. Na razie czytam namiętnie z córką jej prezent urodzinowy - piękną ksiązeczkę Pawła Pawlaka, wartą z pewnością opisania. I ciągle zastanawiam się kończyć właśnie czytanego przeze mnie Brysona, czy jednak zabrać się za czasopisma, które zalegają już od czerwca.
Tymczasem przejrzałam wasze blogi, zaciekawiłam się nowym wyzwaniem, z zachwytem przeczytałam kolejne recenzje. Dobrze wrócić do blogowego świata:)


Jonathan Kellermann, Das Buch der Toten, tł. Andreas Jäger, 576 str., Goldmann

środa, 12 listopada 2008

No i wróciłam

Dziś, po południu. Trochę wypoczęłam, trochę pracowłam ale przede wszystkim nawdychałam się portugalskiego powietrza i nasłuchałam szumu, a czasem huku, oceanu. Przeczytałam zaledwie jedną książkę. Nie miałam czasu, po raz pierwszy byłam na wyjeździe z tak sporą ilością osób więc wieczory spędzaliśmy głównie na byciu razem. Dziękuję wszystkim za wpisy i życzenia:) Od jutra zabieram się za nadgonienie zaległości na waszych blogach.