sobota, 31 października 2026

"Krach" Édouard Louis


 

Pauza wydała Louisa w doppelpacku, a ja nie mogłam się powstrzymać, by nie przeczytać obu tych książek niemal po sobie. Francuz i w tej pozycji pozostaje w rodzinnym gronie, które jest spore i daje mu szerokie pole do popisu. W "Krachu" głównym bohaterem jest starszy brat, którego zresztą już można było poznać w poprzednich książkach i o którym Louis planował pisać, gdy powstawała druga książka o matce.

Brat autora zmarł w wieku trzydziestu ośmiu lat na skutek wieloletniej choroby alkoholowej. Gdy matka i siostra stają przed organizacją pogrzebu, Louis musi zmierzyć się z pytaniem, na ile jest w stanie zaangażować się w działania. Ostatni raz widział brata osiem lat wcześniej, poza niewesołą przeszłością nie łączy go z nim nic, a jego śmierć nie wywołała w nim żadnych emocji. 

Ta książka to próba pokazania psychiki brata. Louis rozmawia z jego partnerkami, skrzętnie zbiera wspomnienia i sceny z życia, wyłuskuje dobre momenty, także te wspólne, próbuje zrozumieć, co skłoniło kolejne kobiety do wiązania się z bratem. Dzięki tym historiom powstaje skomplikowany portret człowieka, który nie miał szans na bycie szczęśliwym, złamanego od dziecka, rozpaczliwie poszukującego szczęścia i akceptacji oraz całkowicie zależnego od używek. 

To przeraźliwie smutna książka, bez happy endu, ale i bez oskarżeń. To portret brata, ale i próba zmierzenia się z własnym stosunkiem do niego, zaakceptowania uczuć i niechęci. Poruszająca. 


Moja ocena: 5/6

Édouard Louis, Krach, tł. Joanna Polachowska, 192 str., Wydawnictwo Pauza 2026.

piątek, 30 października 2026

"Mój mąż" Maud Ventura


 

Bezimienna narratorka opowiada o swoim życiu mężatki. To czterdziestoletnia kobieta, matka dwójki dzieci, niezmiennie do szaleństwa zakochana w mężu. Początkowo nakreśla partnera i swój związek w samych superlatywach, ale jej monolog wewnętrzny z czasem zaczyna być niepokojący. Z każdą stroną coraz bardziej zagłębiamy się w mózg kobiety i zaczynamy podejrzewać, że jej miłość ma znamiona obsesji, a nie szczerego uczucia. Jako że narratorka relacjonuje kolejne dni, nie dowiadujemy się zbyt wiele o jej przeszłości, gdzieś tam przemykają informacje o skromnym pochodzeniu, o dwóch poprzednich partnerach, ale kobieta skupia się na codzienności. Na tym, by perfekcyjnie wyglądać, by być wciąż atrakcyjną i ponętną dla męża, a przede wszystkim na ciągłej kontroli. Jej nadrzędnym celem jest utrzymywanie ciągłego stanu świeżego zakochania, dlatego też skrupulatnie i obsesyjnie tropi wszelkie potencjalne objawy spadku zainteresowania nią u męża. Ventura chowa w tej książce sporo niespodzianek, więc nie zdradzę nic więcej z fabuły. 

Ta powieść to portret psychologiczny osoby zaburzonej, która konstruuje świat według własnych wyobrażeń. Portret dobry, aczkolwiek nie jestem w stanie stwierdzić na ile możliwy. Początkowo czyta się to świetnie, ale w pewnym momencie odczułam znużenie. Ma na to zapewne wpływ owa forma monologu wewnętrznego, zwłaszcza że bohaterka kręci się wciąż wokół tych samych tematów. 

Ventura zmusza nas do zastanowienia się nad istotą kontroli, nad złudnością naszych przekonań i tym, do czego może doprowadzić obsesja i skłonności do overthinkiningu. Doceniam pomysł na tę książkę i zaskakujące zakończenie, ale nie czuję do końca satysfakcji z lektury. Mam wrażenie, że po czasie będę pamiętać tę książkę jako tę o szalonej babie i z przewrotnym zakończeniem. Prawdopodobnie przypomnę sobie o niej także przy każdej jedzonej klementynce.

Moja ocena: 4/6

Maud Ventura, Mój mąż, tł. Ewa Merel, 288 str., Wydawnictwo W.A.B. 2026.

czwartek, 29 października 2026

"Psy ras drobnych" Olga Hund


 

Narratorka, być może alter ego autorki, choruje na depresję i z tego powodu znajduje się na oddziale psychiatrycznym. Ta książka to luźne notatki o życiu w takim specyficznym miejscu. O pacjentach i ich zachowaniach, o interakcjach między nimi, o spędzaniu czasu, o nudzie, o skutkach ubocznych leków, o próbach kontaktu z personelem, o zachowaniu tegoż, o kontaktach lub ich braku z rodziną.

A tytułowe psy? To te małe, niepozorne pieski, które najgłośniej szczekają i żyją w nas i wokół nas. To bardzo krótka powieść, na mój gust za krótka, ale zapewne taki był zamysł autorki. Stworzyła gorzką, ale podszytą czarnym humorem opowieść o zamkniętym świecie, o swoistym mikrokosmosie, jaki powstaje w szpitalu psychiatrycznym i pozwala nam zajrzeć za te drzwi. To trudna lektura, dla mnie była niemal niemożliwa do zniesienia. Skończyłam ją tylko dlatego, paradoksalnie, że jest tak krótka – i może właśnie dlatego autorka postawiła na taką długość? Być może nie tylko trudno znieść te opisy, być może równie trudno je pisać? 

Jest to ciekawa rzecz, ale po lekturze czuję spory niedosyt.


Moja ocena: 4/6


Olga Hund, Psy ras drobnych, 128 str., Wydawnictwo W.A.B. 2026.

środa, 28 października 2026

Stosikowe losowanie – grudzień 2026


 


Agnes wybiera numer książki dla Marty (w stosie 217 książek) – 115
Marta wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1250 książek) – 1200
ZwL wybiera numer książki dla Guci (w stosie 24 książki) – 14
Gucia wybiera numer książki dla Maniiczytania  (w stosie 15 książek) – 11
Maniczytania wybiera numer książki dla Anny (w stosie 262 książki) – 127
Anna wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 250 książek) – 6
McDulka wybiera numer książki dla Katarzyny (w stosie 11 książek) – 2
Katarzyna wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 12 książek) – 3

Stosikowe losowanie – listopad 2026

 



McDulka wybiera numer książki dla Marty (w stosie 217 książek) – 111
Marta wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1250 książek) – 5
ZwL wybiera numer książki dla Anny (w stosie 263 książki) – 188
Anna wybiera numer książki dla Guci  (w stosie 24 książki) – 20
Gucia wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 53 książki) – 52
Maniaczytania wybiera numer książki dla Katarzyny (w stosie 11 książek) – 9
Katarzyna wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 12 książek) – 7
Agnes wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 250 książek) – 78

"Monique ucieka" Édouard Louis




Kto czyta Louisa, ma poczucie, że zna jego pochodzenie i rodzinę. Jego proza zasadza się bowiem na opisywaniu kolejnych członków rodziny. Matka wprawdzie już była, dostaje jednak drugą książkę. Otóż matka, ta matka, która wyrwała się z prowincji, z dwóch przemocowych małżeństw, która rozpoczęła w Paryżu nowe życie, dzwoni do Édourda. Dzwoni, bo nowy partner ją maltretuje, wyzywa, poniża. Ale Édouard jest w Atenach, na rezydencji pisarskiej, nie może przylecieć do Paryża. Na odległość organizuje pomoc, zamawia taksówkę, lokuję matkę w swoim mieszkaniu, nalega na zabranie rzeczy z mieszkania partnera, prosi o pomoc przyjaciela. 

Louis całkowicie poświęca się misji umieszczenia matki we własnym miejscu, gdzie znajdzie spokój i wytchnienie. W jej pierwszym własnym miejscu. Gdy pisze o kolejnych krokach, o szukaniu mieszkania w mieście na północy Francji, gdzie mieszka jego siostra, o organizowaniu transportu, o wyprawie do mieszkania partnera, by zabrać jej rzeczy, ciągle myśli o swojej motywacji, o pragnieniu zapewnienia matce nigdy nie zaznanego spokoju. 

To wprawdzie opowieść o Monique, która przechodzi kolejną metamorfozę, która w wieku średnim po raz pierwszy czuje niezależność, ale i to, że jest dla kogoś ważna, ale to też opowieść o bezpieczeństwie finansowym i o synu. Tym synu, który musi zmierzyć się ze swoim dzieciństwem i przeszłością matki i uwolnić ją na zawsze z kręgu złych partnerów i przemocy. 

W pisaniu Louisa jest coś takiego, co mnie przyciąga i nie puszcza. Kupuję jego szczerość, to, jak pokazuje ewolucję swoich przemyśleń i opisuje swoją rodzinę. 

Moja ocena: 5/6

Édouard Louis, Monique ucieka, tł. Joanna Polachowska, 112 str., Wydawnictwo Pauza 2026.

wtorek, 27 października 2026

"Dina, Dina" Agata Romaniuk


Dina mieszka we Włoszech, studiuje sztukę, a jej specjalnością są akwarele. Jej życie w Bolonii wreszcie nabrało spokoju – ma kochającego partnera, dorabia, ilustrując książki, żyje. To ważne, bo dotychczas lekko nie było. Wybuchowa matka-alkoholiczka i nieprzystępny ojciec tworzyli bardzo niezgraną parę, a Dina była przerzucana między włoskim mieszkaniem matki, a ukraińskim ojca. Choć w Ukrainie głównie spędzała czas u babci, która była jej jedyną kotwicą w życiu. 
I właśnie teraz wybucha wojna w Ukrainie, a Dina wyrusza do Charkowa, do babci, do ojca. Bez racjonalnego wytłumaczenia, wbrew radom, za porywem serca, na przeciw masom, które z Ukrainy uciekają. 
Charków nie jest już miastem, które pamięta Dina, a w mieszkaniu nie ma już babci. Wojenna rzeczywistość zmieniła przestrzeń i ludzi, a miejscami centralnymi stały się piwnice, stacje metra i szpital. 

Romaniuk opisuje pierwsze tygodnie wojny z perspektywy miasta bombardowanego, szpitala, do którego codziennie przybywają ranni, rodzin, które są rozdzielone, ludzi, którzy przypadkowo giną. W kontraście stawia wiosnę w Bolonii – łagodną, ciepłą, spokojną. Wojna istnieje w świadomości Włochów, ale jest odległa, nierzeczywista. 

Choć wojna jest pierwszoplanowa, choć zatrzymuje życie i relatywizuje plany, to w tej książce jest dużo więcej. Dina wychowała się na styku dwóch odmiennych kultur, w dwóch bardzo różnych językach, między rodzicami o niekompatybilnych temperamentach, skazana na dwa różne podejścia do dzieci (babci i matki), otoczona lekarskim żargonem i alkoholem. Dziewczyna niesie w sobie te trudne chwile, a kanalizuje swój stres w rysunkach. 

Ta książka nie żyje jednak tylko historią, lecz językiem. Romaniuk zawiesza się na szczegółach, które opisuje bardzo zmysłowo. I mam tu na myśli wszystkie zmysły. To delikatna, czuła proza, która nie unika trudnych tematów. Romaniuk nie potrzebuje jednak walić zdaniami jak obuchem, w jakiś sposób udaje jej się opisać kwestie bardzo trudne w poetycki niemal sposób. Jednym zarzutem do tej powieści jest prowadzenie samej narracji – czasem narratorką jest Dina, czasem zwraca się ona do ojca, a czasem tę historię relacjonuje polska przyjaciółka rodziny. Wprowadza to niepotrzebny zamęt, bo stopniowo okazuje się, że nie warto się na powiązaniach między Izą (ową Polką), a Diną zawieszać, bo nie odgrywają one znaczącej dla fabuły roli. 

Historia Diny jest fikcyjna, ale byłabym skłonna uwierzyć w jej autentyczność, bo autorka tak sugestywnie opisuje jej losy. Proza Romaniuk trafia do mojego serca, na pewno należy do moich ulubionych polskich pisarek.

Moja ocena: 5/6

Agata Romaniuk, Dina, Dina, 340 str., Wydawnictwo W.A.B. 2026.

poniedziałek, 26 października 2026

"Piękno ludu" Merete Pryds Helle


Marie dorasta na duńskiej wyspie Langeland. To nie jest wesołe dzieciństwo. W domu panuje bieda, liczne rodzeństwo wymaga opieki, a rodzice nie pokazują dzieciom uczuć. Wychowanie polega na dyscyplinowaniu, biciu, a molestowanie jest stałą składową życia dziewcząt. To nie jest świat czułości, zrozumienia i pochwał. Bieda jest tak przeraźliwa, że posiłki składają się z tych samych składników, prezenty są rzadkością, a dzieci nawet nie wiedzą, co to luksus. Śledzimy więc dorastanie Marie, która dzięki małżeństwu opuszcza wyspę i przenosi się do Kopenhagi. Stopniowy awans społeczny wcale nie napawa jej szczęściem. Nauczona skromnego i surowego życia dziewczyna, nie potrafi zaadaptować się do nowych warunków. Marie nie czuje się dobrze w luksusie, wciąż kontroluje swoje zachowania, stara się spełniać oczekiwania społeczne, by nie odstawać. Między nią a rodziną rośnie przepaść...

Merete Pryds Helle wplotła w tę powieść wątki autobiograficzne, które wyjaśnia w ostatnim rozdziale. Ta inspiracja czyni z tej powieści wspaniałe świadectwo czasów. Jej akcja rozpoczyna się bowiem tuż przed II wojną światową, a autorka pokazuje duńską perspektywę na te wydarzenia, a potem rozwój kraju, nastroje i możliwość awansu społecznego. Bardzo interesujące jest, jak Pryds Helle ukazuje przemianę stosunków międzyludzkich. Pokazywane przez nią czasy, to brak głębokich więzi, surowość, lekceważące traktowanie dzieci niepełnosprawnych, wychowywanie przez kary cielesne, trudna sytuacja kobiet w niechcianej ciąży, powszechne akceptowanie molestowania, przedmiotowość kobiet... Autorka opisuje życie Marie bez ozdobników, dosadnie, wprost – ten naturalistyczny obraz jest niezwykle sugestywny, wzbudza wiele emocji i hipnotyzuje. 

Mimo awansu społecznego i poprawy warunków życia nie jest to wesoła powieść. Dunka pokazuje, czym ten awans jest okupiony i jak trudno jest kobietom odnaleźć się w nim. Stosunkowy dobrobyt nie idzie wszak w parze z feminizmem, na zmianę sytuacji kobiet trzeba jeszcze poczekać. Dzięki pierwszoplanowej narracji możemy obserwować myślenie Marie, zmiany w jej głowie, pokorną akceptację jej roli w małżeństwie i konflikt wewnętrzny, jaki w niej z czasem powstaje.

Nie dziwię się, że ta powieść weszła już do duńskiego kanonu. Jestem nią zachwycona – językiem, kreacją postaci, opisem społeczeństwa. 

Moja ocena: 6/6

Merete Pryds Helle, Piękno ludu, tł. Justyna Haber-Biały, 416 str., Wydawnictwo Marpress 2022.

piątek, 23 października 2026

"Kwiaty dla Algernona" Daniel Keyes


Około trzydziestoletni Charlie Gordon jest niepełnosprawny umysłowo. To dobroduszny człowiek, który pracuje w piekarni oraz uczęszcza do szkoły, by poprawić swoje umiejętności. Charlie bardzo chce być mądry. To właśnie tam zostaje zauważony przez naukowców, którzy pracują nad metodami zwiększania inteligencji. Ich wypróbowany na myszy o imieniu Algernon projekt jest gotowy do implementacji na ludziach, a Charlie będzie królikiem doświadczalnym.

Charlie wyraża zgodę i poddaje się operacji, a czytelniczka obserwuje jej spektakularny efekt. Wzrost inteligencji wiąże się jednak z głęboką autorefleksją i wyzwaniami emocjonalnymi. Do Charliego wracają też wspomnienia z dzieciństwa, które skłaniają go do niewesołych przemyśleń i refleksji. 
Ten opis może nie brzmi porywająco, ale Keyes napisał naprawdę fascynującą historię, która pozostawia czytelniczkę z całym szeregiem pytań. Czy wysoka inteligencja to cel, do którego należy dążyć? Błogosławieństwo? Czy gwarantuje ona akceptację i wyrywa z wykluczenia i bycia wyśmiewanym? Jaki wpływ ma na nas dzieciństwo i wychowanie? Jak rozprawić się z demonami z przeszłości? Czy wysokie IQ pomaga w ich przepracowaniu czy stoi na przeszkodzie? Jaką rolę odgrywa tu nauka – czy interdyscyplinarność istnieje? Jak naukowcy radzą sobie z własnymi ograniczeniami intelektualnymi? Czy można połączyć wysoką inteligencję z emocjami? Jak wpływa ona na charakter?

Historia Charliego napawa smutkiem, skłania do wielu refleksji, uwodzi rozważaniami psychologicznymi i filozoficznymi. Mimo że ta powieść powstała w latach 60. XX wieku nie traci na aktualności, co więcej, gdybym nie sprawdziła tej daty, nigdy bym się nie domyśliła, że ma sześćdziesiąt lat! 

Moja ocena: 5/6

Daniel Keyes, Kwiaty dla Algernona, tł. Krzysztof Sokołowski, 304 str., Wydawnictwo Rebis 2019.

czwartek, 22 października 2026

"Męczennik" Kaveh Akbar



Powróciłam do tej książki, bo jednak nie dawał mi spokoju fakt, że to jedyna nieukończona książka tego roku (poza tym psuł statystyki). Lekturę tym razem skończyłam, ze zdumieniem stwierdziłam, że bardzo mało pamiętałam z tych 40% przeczytanych osiem miesięcy temu. Ukończenie książki pozwoliło mi zrozumieć zamysł autora (choć nie ma tu wielkich fajerwerków) oraz poznać plot twist powieści (faktycznie, nie spodziewałam się ówcześnie, teraz dość szybko się zorientowałam). Jednak wciąż nie wynoszę z niej wiele – emigracja, integracja, bezsens śmierci, istota męczennictwa, a może jeszcze coś innego? 

Jak pisać o powieści, która na Goodreads ma wysokie oceny, podoba się większości znajomych, a mnie nie zachwyciła? Co ja mówię, nie zachwyciła! Nie podobała się do tego stopnia, że po 40% ją porzuciłam. Gdy dotrwam do tego etapu, zazwyczaj nie rezygnuję z dalszej lektury, bo jednak szkoda mi poświęconego jej czasu. Niestety w "Męczenniku" nie znalazłam niczego, co by mnie zainteresowało, choć początkowo spodziewałam się, że będzie to lektura idealna dla mnie. 

Cyrus Sharm – główny bohater pochodzi z Iranu, a w USA wylądował jako niemowlak po tym, jak jego matka zginęła w samolocie przypadkowo zestrzelonym przez siły amerykańskie. W Indianie ojciec pracuje w fabryce kurczaków, a Cyrus dorasta bardziej jako dziecko amerykańskie niż irańskie. Teraz, już dorosły, próbuje swoich sił jako poeta, a poza tym głównie pije i konsumuje różne substancje. Jego idée fixe jest śmierć męczeńska i ten temat postanawia eksplorować w swojej sztuce. W tym celu udaje się do Nowego Jorku, gdzie umierająca na raka artystka w ramach performansu w muzeum odpowiada na pytania odwiedzających. 

Historia Cyrusa przeplatana jest wspomnieniami z dzieciństwa i młodości matki oraz wujka, którego zamierzała odwiedzić w Emiratach, gdy siedziała w owym pechowym samolocie. Nie wiem oczywiście, jak dalej rozwija się ta powieść, ale, jak pisałam, nie znalazłam w tym, co przeczytałam, żadnego punktu zaczepienia. Co gorsza książki słuchałam, więc w zasadzie powinna być lżej strawna, ale nawet w takiej formie nie utrzymała mojej uwagi.

Jednak nie tylko sama historia jest tu męcząca, nomen omen, ale i sposób jej podania. Autor operuje tym rodzajem pióra, którego nie trawię. Jego opowieść to relacja, która opiera się na zdaniach: Cyrus poszedł, Cyrus powiedział, Cyrus usiadł itd. oraz opisie picia, ćpania i miałkich rozmów. Szkoda, ale odkładam bez żalu.

Kaveh Akbar, Märtyrer!, tł. Stefanie Jacobs, 400 str., Rowohlt 2025.
Kaveh Akbar, Męczennik!, tł. Jerzy Kozłowski, 368 str., Wydawnictwo Filia 2025.

środa, 21 października 2026

"Antyk" Hanna Johansson



Około trzydziestoletnia narratorka wybiera się na grecką wyspę. Spędzi tam lato w domu znajomej – słynnej artystki. Narratorka poznała ją podczas wywiadu i zadurzyła się w fascynującej kobiecie. Helena jest intrygująca, uzdolniona, elegancka i tajemnicza. Narratorka jest nią oczarowana, pragnie atencji, całkowitej uwagi, a spędzenie z nią czasu ma być spełnieniem pragnień i początkiem dalszego ciągu. Jest jednak szkopuł – na wyspie wraz z Heleną przebywa jej nastoletnia córka Olga. Humorzasta nastolatka, która kilka razy zmieniała szkoły, jest burkliwa i małomówna, nie ma ochoty na spędzanie czasu z matką, a w oczach narratorki jest intruzką. 

Stopniowo jednak narratorka nawiązuje więź z dziewczyną i zaczyna spędzać z nią czas we dwoje. Obie wychodzą razem na miasto, na plażę, wylegują się w ogrodzie, a tym samym zmienia się obiekt fascynacji narratorki.

W tej książce jest upalnie, duszno, słychać cykady, czuć zapach i smak oliwek, fig i arbuzów, rozmawia się o antycznych ruinach i planuje wycieczkę archeologiczną. Jest atmosfera lata, stagnacji, leniwych godzin nad morzem. I jest niepokój, bo narratorka zamienia się z zakochanej kobiety w predatorkę. To powoduje w czytelniczce niewygodne uczucia i stawia pytania, jak różnie jesteśmy skłonne oceniać mężczyzn i kobiety w takiej sytuacji. W pierwszym odruchu zaakceptowałam opisany stan rzeczy, ale po namyśle nie znajduję żadnych argumentów na usprawiedliwienie narratorki i po przeczytaniu tej historii, czuję się zniesmaczona. 
Autorka tak prowadzi tę powieść, że ta postawa nie jest to od początku jasna. Będąc w głowie narratorki, wierzymy jej, ale i dajemy się wciągnąć w jej myśli, pokrętne tłumaczenia i pozwalamy się opleść jej wizjom. Dopiero z czasem wychodzi na jaw prawdziwy zamiar. 

To nie jest źle napisana książka, choć nie należy ona do takich, które trudno odłożyć. Akcja jest nieśpieszna, refleksyjna, miejscami nudna, a główna bohaterka nie była dla mnie postacią na tyle fascynującą, by czytać tę powieść z zainteresowaniem. Ostatecznie kierunek, w którym rozwinęła się ta narracja pozostawił mnie z niesmakiem.

Moja ocena: 3/6

Hanna Johansson, Antyk, tł. Diana Hasooni-Abood, 240 str., Wydawnictwo Pauza 2026.

poniedziałek, 19 października 2026

"49 idzie pod młotek" Thomas Pynchon


Edypa, tak Edypa, Maas, pewnego dnia dostaje list. Niespodziewanie spada na nią karkołomne zadanie – m zarządzać masą spadkową byłego partnera, potentata finansowego na rynku nieruchomości. Chcąc, nie chcąc, podejmuje się zadania i wyrusza w podróż. Ta podróż zawiedzie ją w obszary całkowicie nieoczekiwane – będą znaczki, nazizm, obrazy, narkotyki, psychoza, teorie spiskowe i wiele, wiele więcej. Temu więcej jednak nie poświęciłam dostatecznej uwagi, co więcej zabrakło mi jej nawet na tematy pierwszoliniowe, bo okazało się, że słynny Pynchon, po którego dotąd nie sięgałam, to wyznawca postmodernizmu. 

Tymczasem, gdybym układała epoki literackie wedle mojego gustu, modernizm i postmodernizm znalazłyby się na szarym końcu. W tej powieści straciłam wątek dość szybko, moja próba podążania za narracją odniosłaby może sukces, gdybym się bardziej wysiliła, ale zwyczajnie nie miałam na to ochoty. Nawet liczne nawiązania i intertekstualność, które zawsze chętnie tropię, mnie nie zachęciły, do poświęcenia tej powieści większej uwagi. 

Thomas Pynchon wydaje się należeć do tych pisarzy, których albo się kocha, albo zupełnie nie rozumie. Ja niestety wpadam w tę drugą kategorię.

Moja ocena: 2/6

Thomas Pynchon, 49 idzie pod młotek, tł. Piotr Siemion, 192 str., Wydawnictwo ArtRage 2024.

niedziela, 18 października 2026

"Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny" Anna Brzezińska


Powszechne skojarzenia ze Średniowieczem mamy nieciekawe i głównie skupione na bitwach, przetasowaniach dynastycznych, ciemnym ludzie. Jeśli kojarzymy jakieś jednostki, to są to głównie mężczyźni. Kobiety są żonami, matkami i zakonnicami. Brzezińska odczarowuje ten obraz, opisując pięćdziesiąt zwykłych, a równocześnie niezwykłych kobiet. Może o nich napisać, bo pozostał po nich ślad w tekstach źródłowych – kronikach, aktach sądowych, zapiskach. Musiły się więc te kobiety czymś wyróżnić, a można było się wyróżniać na wiele sposobów.

Brzezińska wytropiła kobiety waleczne, które same podróżowały, nawet do Jerozolimy. Kobiety zadziorne, które walczyły o swoje, np. alimenty, rodzinę, dziecko, męża, swój biznes. Tak, biznes, bo autorka opisała sporo kobiet, które same zarabiały na swoje utrzymanie i to nie bez sukcesu: pisaniem, tkaniem, kopiowaniem, a nawet rządzeniem całą wioską. Są tu kochanki i niewiasty, które w ogóle nie chciały mieć męża, są takie, które pragnęły się uczyć i pisać. 

Autorka opisując swoje bohaterki, czyni z nich pretekst, by pociągnąć tę opowieść dalej i wyjaśnić przeróżne aspekty średniowiecznego życia i mentalności, a to wszystko nie ogranicza się do Polski, bo zaglądamy na tereny współczesnej Hiszpanii, Belgii czy Wielkiej Brytanii. Brzezińska wyjaśnia więc zasady rządzące w tych krajach, a dotyczące konkubinatu, handlu, alimentów, przerywanie ciąży, przebiegu rozpraw sądowych, kar, podróży itd. Dzięki temu to bardzo różnorodny i w wielu aspektach dokładny obraz tej epoki. 

Niestety nie miałam w rękach wydania papierowego, a czytam, że jest piękne. To książka do wielokrotnego zaglądania i podczytywania, więc ta wiadomość cieszy. Ja słuchałam audiobooka, więc nawet jeśli nie zapamiętam poszczególnych jednostkowych historii, to wiem, że w Średniowieczu żyło wiele silnych i nietuzinkowych kobiet.

Moja ocena: 5/6

Anna Brzezińska, Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny. Przewodnik po średniowieczu zwykłych kobiet, 528 str., Marginesy 2026.

piątek, 16 października 2026

"Die Lücken" Shida Bazyar


Fikcyjna niewielka wioska na zachodzie Niemiec, w której w latach 30. mieszkają zwykli ludzie. Ci zwykli ludzie wyznają jednak różne religie, co bardzo szybko staje się powodem do prześladowań, wywołanych przez wszystkim znaną partię. Nasza wioska jest tak zaangażowana, tak przykładna, że bardzo szybko staje się wzorcowa i czysta rasowo. 
Do tej samej wioski w latach 90. przybywają uchodźcy z Iranu, którzy muszą opuścić kraj z powodu dyktatury. Jedni się integrują, uczą języka, biorą udział w szkolnych świętach, zaprzyjaźniają z mieszkańcami, kupują dom. Inni tkwią w zawieszeniu, między Iranem, a Niemcami, bez motywacji do integracji, bez celu, w wiecznej tęsknocie. Bazyar wprowadza w swoją powieść ogromną liczbę bohaterów, bo oprócz dwóch irańskich rodzin, jest cała plejada mieszkańców wioski. Początkowo skupiamy się na Lore i Johannie, która jest Żydówką. Dziewczynki łączy głęboka przyjaźń – Johanna jednak znika, a Lore staje się zagorzałą nazistką. Oprócz nich są jednak liczni mężczyźni, Therese, która pracuje w żydowskim domu towarowym, spotkania grup nazistowskich, a potem, już po wojnie, dzieci, ich partnerzy itd. Niestety autorka nie dba o porządek w swojej powieści. Wiele postaci pojawia się i nagle znika, bez pociągnięcia wątku czy wyjaśnienia zasadności umieszczenia ich w fabule. Ciągłe przeskoki między płaszczyznami czasowymi i kilkoma rodzinami nie ułatwiają lektury, w pewien sposób rozumiem ten zabieg, który zapewne miał ukazać tytułowe luki, które powstały w społeczeństwie, ale nie jestem przekonana co do jego zasadności. 

Bazyar pokazuje, jak rodzi się nazizm w zwyczajnym życiu. Jak można zacząć nienawidzić sąsiada, przyjaciółkę, współpracownika. Opisuje dynamikę grupy, małe kroki, które czynią z ludzi zwolenników dyktatury. Pokazuje, jak wygląda pamięć – jak można pominąć żydowski talerz w domu i swój udział – przecież całkiem nieistotny, w małej wiosce, bez szerszego zasięgu, łatwy do wyparcia. W kontraście Bazyar stawia pierwszych uchodźców i ich przyjęcie w tym samym miejscu. W tle przewijają się ataki na domy azylantów gdzieś daleko w Rostocku, w naszej wiosce uchodźcy natomiast biorą udział w przedszkolnym święcie i są zapraszani do domu, wspierani w zakupach i integracji. Przez potomków tych ludzi, którzy rzucali kamieniami w żydowskie okna. Ci sami potomkowie zaczynają też stawiać bardziej natarczywe pytania – dziadkowi czy babci. 

Sama tematyka i założenie tej powieści są ciekawie, choć dziwi mnie, że w Niemczech nadal jest przestrzeń na rozmowę o nazistowskich zbrodniach. Zakładam, że to dyskusja dla nowych pokoleń, szczególnie tych z tłem migracyjnym. Powraca ona też w obliczu rosnącej siły partii skrajnie prawicowej. Ciekawa jest paralela uchodźcza, także podejście do tematu nazistowskiej przeszłości z perspektywy z zewnątrz. Niestety sposób wykonania, czyli kompozycja tej powieści mnie w ogóle nie przekonała. Ta książka w większej części jest po prostu nudna i zagmatwana. Zagmatwanie samo w sobie może mieć umocowanie w fabule i skłaniać do przemyśleń, ale w przypadku tej powieści skłaniało mnie głównie do chęci porzucenia tej lektury. 

Moja ocena: 3/6

Shida Bazyar, Die Lücken, 512 str., Kiepenheuer & Witsch 2026.

czwartek, 15 października 2026

"Kronika mojej ziemskiej wędrówki" Daniel Mason


 

Dziewięć opowiadań, dziewięć zupełnie odmiennych światów. Te teksty różni wszystko – bohaterowie, miejsce akcji, czas, styl. Daniel Mason posiadł talent kameleona, który zmienia swój styl w zależności od fabuły – jego opowiadania czyta się tak, jakby wychodziły spod pióra różnych autorów. Skaczemy tu między Egiptem, Stanami Zjednoczonymi, Brazylią, między współczesnością, a starożytnością, wiekiem XIX czy XX. W centrum każdego opowiadania stoi człowiek, który poszukuje, pragnie, dąży gdzieś dalej. 

To może być kobieta latająca balonem, która sięga absolutu. Albo faraon, który dopuszcza się koszmarnych czynów, próbując zrozumieć działanie człowieka. Jest też zagubiony i przez nikogo niezrozumiany młodzieniec, który ląduje w przytułku dla psychicznie chorych, ale i lekarz, który nagle cierpi na zaniki pamięci. Mamy wywodzącego się z robotniczej rodziny boksera, który na przekór wszystkiemu walczy z siłaczem i samotnika, który samotnie strzeże stacji telegraficznej w środku brazylijskiej dżungli. Jest też emigrant, który nigdy do końca się nie zadomowi w Stanach Zjednoczonych, ale stanie się fascynatem rekonstrukcji bitw historycznych oraz matka, która walczy o zdrowie cierpiącego na niewyjaśnioną chorobę dziecka. 

Daniel Mason jest psychiatrą i jego profesja ma wpływ na treść opowiadań, na kreację postaci, które często zmagają się z własnym umysłem, są niezrozumiane przez innych czy świadomie wybierają samotność. Jednak to kreacja tak dalekich od siebie światów najbardziej mnie ujęła w tych tekstach. Zachwyciła mnie inwencja i fantazja autora. Towarzyszy jej świetne pióro – niektóre opowiadania napisane są wręcz eksperymentalnym językiem, inne uwodzą zdaniami wielokrotnie złożonymi, za którymi wcale nie jest łatwo podążać, a w języku polskim brzmią wręcz karkołomnie. 

To zbiór, w którym nie ma słabych tekstów. Może nie każdy jest tak samo poruszający, ale doceniam je wszystkie.

Moja ocena: 4,5/6

Daniel Mason, Kroniki mojej ziemskiej wędrówki, tł. Elżbieta Janota, 288 str., Wydawnictwo Poznańskie 2026.

środa, 14 października 2026

"Operacja Masakra" Rodolfo Walsh


Przenieśmy się do Argentyny w 1956 roku, gdzie rządzi junta wojskowa, która rok wcześniej obaliła rządy Juana Peróna. Zwolennicy byłego prezydenta przygotowują pucz, który rozpoczynają tuż po północy 10 czerwca. Junta o planach wie, spodziewa się ataku, więc już późnym wieczorem 9 czerwca aresztuje podejrzanych, w tym grupę niewinnych mężczyzn, którzy natychmiastowo zostają skazani na rozstrzelanie. Policja wywozi ich na wysypisko śmieci, wyrzuca z samochodu i dokonuje egzekucji. Bez sądu, bez wyroku, bez dowodów. Kilku z tych mężczyzn przeżyło, co pozwala Rodolfowi Walshowi na rekonstrukcję wydarzeń. 

Walsh poświęcił tej operacji niemal całe swoje życie, dążąc do jak najwierniejszego ukazania wydarzeń. Jego reportaż doczekał się wielu poprawek opatrzonych posłowiami i wstępami, bo z czasem odkrywał nowe szczegóły, a i sama sprawa miała ciąg dalszy, niestety w jego wyniku odpowiedzialni za masakrę nie zostali skazani. Przyświecała mu także idea jak najwierniejszego oddania sytuacji, ukrócenia wszelkich ozdobników i spekulacji.

Walsh rozpoczyna swoją książkę, opisując kolejne ofiary aresztowania, a następnie ich spotkanie przy radiu, by wysłuchać relacji z walki bokserskiej. To językowo bardzo piękne fragmenty, w których autor wspaniale odmalowuje atmosferę tego momentu. Później jednak Walsh stopniowo przechodzi do niemal minutowego opisu wydarzeń, a następnie do kwestii walki o sprawiedliwość dla tych ludzi. Tu już lektura staje się trudniejsza, bo wymaga od czytelniczki orientacji w ówczesnej sytuacji politycznej w Argentynie, ale i dobrej pamięci do licznych nazwisk ofiar i sprawców. 

"Operacja Masakra" okazała się być dla mnie wymagającą książką, szczególnie kolejne przedmowy do różnych wydań. Bardzo się cieszę, że dodano jednak posłowie tłumaczki, które pomogło mi zrozumieć kontekst, a także samą postać autora. Jego los zresztą skłonił mnie do niewesołych przemyśleń. To zdecydowanie lektura z gatunku tych, które uczą, ale nie jest to łatwy proces.

Moja ocena: 4/6

Rodolfo Walsh, Operacja Masakra, tł. Barbara Jaroszuk, 280 str., Wydawnictwo ArtRage 2026.

poniedziałek, 12 października 2026

"John, syn Johna" Douglas Stuart


 

Cal skończył studia artystyczne w Glasgow i właśnie rozgląda się za pracą i zastanawia nad swoją przyszłością, gdy dzwoni jego ojciec. Rodzina mieszka na jednej z wysp Hybrydów Zewnętrznych i ojciec skłania syna do powrotu, opowiadając o złym samopoczuciu babki. Gdy Cal wreszcie trafia do domu, okazuje się, że babka ma się nieźle, a ojciec potrzebuje syna w gospodarstwie. To ciężkie życie, hodowla owiec i tkanie tweedu wypełniają całe dnie, a pogoda dyktuje rytm prac. 
Sytuacja rodzinna Cala nie jest łatwa. Matka opuściła rodzinę, gdy chłopiec miał kilka lat, a wychowaniem zajęła się babcia Ella, jej matka. Ojciec jest kantorem w kalwińskim kościele, wyznaje bardzo surowe zasady i ściśle trzyma się przykazów dyktowanych przez religię. Cal zaznał w Glasgow wolności, żył z dala od wpajanych mu od dziecka reguł, teraz, na wyspie, powrót jest dla niego bardzo ciężki, szczególnie że ukrywa swoją tożsamość płciową. 

Stuart szkicuje cały wachlarz wyspiarzy – jest przyjaciółka i przyjaciel Cala, matka i jej nowa rodzina, przyjaciel ojca, a przede wszystkim babka, która jest najlepszą postacią tej powieści. Na wyspę przybyła z Glasgow i wciąż mówi z akcentem z tego miasta, nie zna gaelickiego, i z wielkim dystansem patrzy na poczynania zięcia. Jej sarkastyczne komentarze i dystans są fantastyczne, dzięki nim radzi sobie z życiem w tak konserwatywnym społeczeństwie, z którego często jest wykluczana. 
To powieść o zamkniętym świecie, który nie dopuszcza zmian, w którym kontrola społeczna, przywiązanie do zasad i ciężka praca stanowią główne filary życia. Tu nie ma miejsca na sztukę czy nienormatywność. Plan na życie jest jeden, także ten dla Cala, ustalony ponad jego głową.

Z drugiej strony praca przy owcach wymaga delikatności i intuicji, a ta przy krosnach artystycznego zacięcia i wrażliwości na kolory. Ci surowi mężczyźni, którzy nigdy nie rozmawiają o uczuciach, wykonują te czynności bez dyskusji.

Wyspa skrywa wiele tajemnic, które Cal stopniowo będzie odkrywał, tak samo jak swój cel w życiu, bo znalazł się właśnie w tym momencie, w którym musi zdecydować, czy wstąpi w ślady ojca czy wyruszy w świat. 

Powieść Stuarta czyta się wartko, autor po raz kolejny udowodnił, że potrafi wzbudzać cały wachlarz emocji i kreować barwne charaktery. Niemniej jest to kolejna powieść o ujawnianiu swojej tożsamości i ratuje ją tyko wyspiarsko-konserwatywny anturaż. Jak dobrze, by się tego nie czytało, to jednak nie widzę tu niczego nowego, ale zawsze doceniam, gdy osoby LGBTQ+ dostają swoją reprezentację w literaturze. Tu jednak było ich, jak na tak małą społeczność, trochę zbyt wiele. 
Mimo to polecam, bo to wciąż kawał dobrej prozy.

Moja ocena: 4,5/6

Douglas Stuart, John, syn Johna, tł. Maciej Studencki, 512 str., Wydawnictwo Poznańskie 2026.

piątek, 9 października 2026

"African Titanics" Abu Bakr Kahal


 

Migracja, wędrówki ludów, przemieszczanie się od zawsze definiują życie ludzi, również na kontynencie afrykańskim. Abu Bakr Kahal czyni z tego kanwę swojej powieści. Główny bohater wyrusza z Erytrei, organizuje podróż, przemierza libijską pustynię, trafia do szemranego hostelu wraz z innymi emigrantami, ucieka do Algierii, czeka na łódkę. W trakcie tej wyprawy zadzierzgają się przyjaźnie, słucha się opowieści, wspólnie muzykuje, opowiada legendy, marzy o przyszłości. To oczywiście ciężka przeprawa, pełna niebezpieczeństw, śmierci i zawsze z niepewnym wynikiem. Bohaterzy tej powieści mają tę świadomość, walczą o życie, próbują przetrwać i zmagają się z niepewnością jutra, ale autor nie tłumaczy tu przyczyn wyjazdu, nie przedstawia traumatycznych historii z przeszłości, lecz stawia na tu i teraz.

To nie jest lekka powieść, mimo pierwszoosbowej narracji sporo tu dygresji, a narrator wydaje się być wszystkowiedzący. Są tu też bardzo trudne fragmenty, choćby te o przeprawie przez pustynię, są też ustępy liryczne. Mimo że autor jest Erytrejczykiem to jest to powieść panafrykańska, a jej bohaterowie pochodzą z wielu różnych krajów. Pointa autora nie napawa optymizmem – migracja to nieodłączna część życia, tak samo jak wynikająca z niej śmierć oraz konieczność zapominania traumatycznych wydarzeń z przeszłości.

Szukając powieści z Erytrei, trafiałam głównie na autorów i autorki, którzy ten kraj opuścili. Abu Bakr Kahal też mieszkał zagranicą, np. w Libii, ale wydał mi się być ze swoją ojczyzną najbardziej związany i nie tworzy po angielsku. Mimo tego ta powieść opowiada o wspólnym afrykańskim doświadczeniu, a Erytrea pozostaje na marginesie.

Moja ocena: 4/6

Abu Bakr Khaal, African Titanics, tł. Charis Bredin, 105 str., Darf Publishers 2014.



czwartek, 8 października 2026

"Ulica dzieciństwa" Tove Ditlevsen


 
Nastoletnia Ester dorasta w latach 30. w biednej dzielnicy Kopenhagi. Tutaj nikt nie kończy studiów i nie jada drogich czy wykwintnych potraw, tu raczej chadza się po resztki i okruchy, przerabia wiele razy te same ubrania, a nawet podkrada słodycze. Dzieciaki spędzają wolny czas na ulicy, tam też dorastają i zbierają pierwsze dorosłe szlify. Ester nie jest złą uczennicą, ale liczne psoty nie zaskarbiają jej sympatii nauczycieli, kłamstwa zazwyczaj mają krótkie nogi, a świat poza jej dzielnicą wydaje się być obcy i przerażający.

To piękna powieść o dorastaniu i dojrzewaniu, o emocjach i przeżyciach dziewczyny. Narracja prowadzona jest z perspektywy Ester, więc czytelniczka całkowicie zatapia się w jej głowie, w jej myślach, przekonaniach i może śledzić krok po kroku jej rozwój emocjonalny i intelektualny. Równocześnie to wspaniały obraz duńskiego społeczeństwa, które w latach 30. XX wieku zmagało się ze sporym rozwarstwieniem, biedą i brakiem perspektyw. Ester podświadomie to wszystko czuje, ale nie ma siły czy też narzędzi, by przełamać ten porządek. Ditlevsen pokazuje, jakie miejsce w społeczeństwie zajmowała kobieta, szkicuje zasięg (niewielki) jej możliwości, ale perspektywa Ester pokazuje automatyczną akceptację takiego stanu rzeczy. 

Język Dunki jest oszczędny, często beznamiętny, ale potrafi także być delikatny i paradoksalnie poetycki. Mimo całego mojego zainteresowania historią Ester, to nie wzbudziła ona we mnie aż tyle emocji, by pozostać na długo w mojej pamięci. Doceniam tę powieść, szczególnie jej rolę w duńskiej literaturze, wysłuchałam jej z dużym zainteresowaniem, lecz obawiam się, że niebawem jej treści uleci z mojej pamięci.

Moja ocena: 4/6

Tove Ditlevsen, Ulica dzieciństwa, tł. Agata Lubowicka, 292 str., Wydawnictwo Marpress 2021.

poniedziałek, 5 października 2026

Podsumowanie września 2026

 


Przeczytane książki: 15

Liczba stron: 5394

Przeczytane książki:

– "Black Bag" Luke Kennard
– "Ewig Sommer" Franziska Gäsler
– "Lalka" Bolesław Prus
– "Rodzeństwo" Moa Herngren
– "Beka Lamb" Zee Edgall
– "Null" Szczepan Twardoch
– "Album z opowieściami" Antonis Georgiou
– "Doktórka od familoków" Magdalena Majcher
– "Krąg kobiet pani Tan" Lisa See
– "Alte Sorten" Ewald Arenz
– "Hańba" J.M. Coetzee
– "Sydonia. Słowo się rzekło" Elżbieta Cherezińska
– "Pragniemy zawiadomić, że jutro zostaniemy zabici wraz z rodzinami" Philip Gourevitch
– "Świat bez kobiet" Agnieszka Graff
– "Told By Starlight in Chad" Joseph Brahim Seid