czwartek, 28 stycznia 2010

"Saga Sigrun" Elżbieta Cherezińska


Jeśli macie ochotę zatopić się w świat średniowiecznej Norwegii, w świat odważnych wikingów i dzielnych kobiet, w świat fiordów, surowych zim i niebezpiecznych gór, to sięgnijcie po książkę Elżbiety Cherezińskiej. Aż trudno uwierzyć, że Polka potrafiła napisać taką książkę. Nie brak tu bowiem znajomości realiów, obyczajów i religii ówczesnych mieszkańców północnej Norwegii.

Autorka snuje opowieść o życiu Sigrun, którą poznajemy jako dorastającą dziewczynkę, oczko w głowie ojca. Sigrun staje się panną na wydaniu, a na męża ojciec wybiera jej Regina - jarla z Namsen. Cherezińska opisuje życie mężatki Sigrun. Pory roku wyznaczają jego bieg - wiosną Regin wyrusza na wyprawy, a Sigrun samodzielnie zarządzając domem i służbą czeka i wspomina. Zima to czas długich nocy, ciemnych dni i śnieżnych zawieruch. Czas spędzany z mężem i dziećmi. Cherezińska opisuje dwa światy. Świat mężczyzn, którzy żyją po to, by walczyć. Chłopcy od najmłodszych lat szkoleni są na silnych i odważnych wojów, a ich marzeniem jest zasmakowanie prawdziwej walki. Świat kobiet to zarządzenie dworem, haftowanie, gotowanie, ziołolecznictwo, rodzenie synów i wreszcie czekanie na powrót męża. Każda kobieta musi nauczyć się radzenia sobie z ciągłą niepewnością, lękiem o los męża i syna oraz z oczekiwaniem.
Cherezińska kreśli nieco idealistyczną sylwetkę Sigrun, którą wszyscy kochają, której wszystko się udaje. Mnie ten idealizm nie przeszkadzał, z ciekawością śledziłam losy bohaterki, prędko przerzucając karty powieści. Nie przeszkadzają również opisy - Cherezińska poświęca wiele miejsca na przedstawienie natury, życia w średniowiecznej Norwegii, zawirowań politycznych, domowych zajęć, a przede wszystkim na opisy scen erotycznych. Trzeba przyznać, że udaje jej się miłość Sigrun i Regina oddać świetnie, bez zbytniego patosu i powtarzalności.
Powieść Cherezińskiej czyta się jak prawdziwą sagę - nie sposób ją odłożyć, chciałoby się czytać i czytać. Dlatego cieszy mnie, że autorka przygotowuje kolejny tom.

Podejrzewam, że nie sposób uniknąć porównań "Sagi Sigrun" do "Krystyny, córki Lawransa" - mnie to jednak nie dotyczy, bo ja na tej ostatniej raptem kilka tygodni temu poległam. Dzięki "Sadze Sigrun", Krystyna dostanie jeszcze jedną szansę.

Dodać jeszcze muszę, że bardzo podoba mi się pomysł dodania do powieści mapki i kalendarium. Dla wydawnictwa wielka pochwała za interesującą okładkę.

Moja ocena: 5/6

Elżbieta Cherezińska, Saga Sigrun, 405 str., Zysk i s-ka.

12 komentarzy:

  1. zdecydowanie sięgnę po tą książkę. Jestem oczarowana krajami skandynawskimi. Szczególnie jak historia dzieje się w odległych czasach ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam bardzo ciekawa tej książki, zaczęłam czytać, ale po miesiącu byłam ciągle na początku (doszłam do małżeństwa Sigurn). Kompletnie mnie nie wciągnęła. Może kiedyś do niej jeszcze wrócę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Edith polecam!
    Caitri może:) Mnie wciągnęła od początku.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Saga..." Cherezińskiej ma w sobie to coś, co urzeka - ja też przepadłam na kilka wieczorów, gdy dostałam tę książkę, a teraz - wiele miesięcy po przeczytaniu - ciągle nie mogę o niej zapomnieć. Lubię takie książki. I pomyśleć, że tak wspaniale o skandynawskich średniowiecznych klimatach Polka napisała. Jestem pełna podziwu:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam książkę ze stosika, to było "Ja, inkwizytor. Wieże do nieba" Jacka Piekary.
    Oto link do niej:
    http://kalioczyta.blogspot.com/2010/01/jacek-piekara-ja-inkwizytor-wieze-do.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Katja mam takie same odczucia:)

    Kalio już widziałam i dodałam linka.

    OdpowiedzUsuń
  7. Och, brzmi ciekawie, dopisuję więc do listy :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Odpowiedzi w końcu wiszą :) Dzięki za zaproszenie, to była miła zabawa.

    OdpowiedzUsuń
  9. Witaj :)

    Ja również cierpię na chorobę zwaną: mężczyźni z Północy, do tego jeszcze tamtejsze krajobrazy. Grr... Pamiętam jak pojechałam raz jeden do Norwegii, do Bergen, ale przy okazji zjechałam górskimi drogami okoliczne wioski, i tak sobie myślałam, gdyby nie tak surowy klimat z pewnością ani jeden dzień dłużej bym nie zwlekała, tylko od razu znalazła sobie w Skandynawii jakieś przytulne gniazdko. Taaa... z pewnością przeczytam tę książkę :)

    pozdrawiam bardzo serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mandżurio ciekawa jestem czy Ci się spodoba:)
    Engo dziękuję!
    Anhelli właśnie ten klimat;) Żeby tak Norwegia w okolicach równika była:) I ja pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  11. Baaaardzo mi się podobała. Dla mnie to książka roku 2009:) Cieszę się, że w planach są chyba jeszcze dwie części.

    OdpowiedzUsuń
  12. Be.el czytałam Twoją recenzję. I ja się cieszę na dalsze części!

    OdpowiedzUsuń