czwartek, 11 lutego 2010

"Zegar słoneczny" Maarten 't Hart


Leonie niespodziewanie otrzymuje duży spadek. Jej przyjaciółka, Róża, nagle, w dość tajemniczych okolicznościach, umiera i jedyną spadkobierczynią czyni właśnie Leonie. Po wizycie u notariusza okazuje się, że Leonie nie znała do końca swojej przyjaciółki. Krok po kroku, po zamieszkaniu w jej luksusowym apartamencie, odkrywa szczegóły jej życia, równocześnie starając się poznać okoliczności jej śmierci. Okazuje się bowiem, że nie tylko Leonie zaczyna podejrzewać, że przyczyna śmierci Róży nie była naturalna. Należy więc odkryć skąd Róża miała pieniądze na ekskluzywne życie i komu to przeszkadzało.

't Hart napisał powieść po części kryminalną, po części psychologiczną. Leonie wprawdzie stara się odszukać przyczynę śmierci czy też mordercę Róży, równocześnie jednak zaczyna zmieniać swoją osobowość. Coraz bardziej upodabnia się do przyjaciółki, przejmując jej styl ubierania się, uczesanie i sposób bycia. Jej psychika przechodzi spore zmiany, a niepozorna Leonie zamienia się w kobietę przebojową.
Autor wprowadza też kilka ciekawych postaci drugoplanowych - głównie nietypowych znajomych Róży. Mam jednak wrażenie, że naszkicowane są one pobieżnie, brakuje im dopracowania.

Powieść 't Harta ma potencjał, brakuje jej jednak ostatniego szlifu. Autor nakreśla wiele wątków ale nie powiązuje ich ostatecznie - na przykład nie wiadomo skąd zamiłowanie Leonie do biblijnych cytatów oraz jaka jest przyczyna bezdzietności Leonie. Czytelnik poniekąd dostaje Leonie podaną na tacy, musi ją przyjąć jaka jest, nie poznaje bagażu jej doświadczeń, nie zna przyczyn zachowania, może tylko śledzić jej dalszy rozwój.
Mimo to powieść jest sympatycznym czytadłem. Warto przenieść się na kilka godzin do pochmurnej Holandii.

Po raz drugi w ostatnim czasie trafiam na problem tłumaczenia imion. Dlaczego tłumaczka zmienia imię Róży ale pozostawia wszystkie inne w oryginale? Widać także, że tłumaczka nie miała koncepcji na tłumaczenie nazw ulic - niektóre z nich dostają polskie nazwy (zwłaszcza gdy ich znaczenie jest istotne). Nie cierpię takiego mętliku! Przekonana byłam, że aktualnie nie tłumaczy się już imion. I tak jak przy "Podróży Bena" ten fakt zepsuł mi poniekąd lekturę. Czy ktoś mnie może oświecić skąd taka praktyka?

Moja ocena: 3,5/6

Maarten 't Hart, Zegar słoneczny, tł. Maria Zaleska, 282 str., Wydawnictwo Dolnośląskie.

4 komentarze:

  1. Zapewne w tym przejawia się chaotyczna natura tłumaczki, sama nie wie czego chce i może też miała tak niewiele czasu, że nie sprawdziła, co i jak. Pachnie to amatorstwem. Podzielam oburzenie :)

    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam na mój blog po wyróżnienie. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. widziałam tą książke kiedys w Taniej Książce, zaciekawił mnie holenderski pisarz ale jakos tak niespecjalnie streszczenie na okładce.
    I tym bardziej, skoro piszesz o tych 'cudach' tłumaczki to jakoś nie chce misie po to sięgać :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Anhelli mnie jednak ciekawi jaka aktualnie jest konwencja? Wkurza mnie to strasznie:)

    Bernadetto serdecznie dziękuję!

    Mary i ja kupiłam na taniej książce, bo autora znałam a i do Niderlandów pałam miłością platoniczną:)

    OdpowiedzUsuń