wtorek, 8 marca 2011

Klasyka, a wydawnictwa

Zupełnie nie znam się na polityce wydawnictw, ale bardzo ciekawa jestem pracy wydawnictwa od podszewki. Interesuje mnie przede wszystkim kwestia, co decyduje o wydaniu, a przede wszystkim wznowieniu danej książki. Jest tak wielu autorów, których książki nie są wznawiane, co więcej, ostatnie wydania są z lat pięćdziesiątych lub wcześniejsze. Zdaję sobie sprawę, że takie książki na pewno nie zostaną kupione przez masowego czytelnika, ale czy to jedyna przyczyna? By nie być gołosłowną, podam kilka przykładów. Jakieś piętnaście lat temu próbowałam skompletować cały cykl Rougon-Macqartów Emila Zoli - nie było szans. Dopiero w Niemczech zaopatrzyłam się w enerdowskie wydania. W Polsce nadal można dostać tylko "Nanę" i "Germinal". Podobnie rzecz ma się z książkami Magdy Szabó czy niektórych noblistów, np. Halldora Laxnessa, Ivo Andrica i wielu innych. Trudno szukać w Polsce książek Hansa Fallady, podczas gdy jedna z jego powieść świętuje sukcesy w krajach anglojęzycznych. Nie chcę demonizować, że zalewa nas często poślednia literatura pisarzy współczesnych, podczas gdy klasyka odchodzi do lamusa, ale czasem mam takie wrażenie.

Jakie są wasze spostrzeżenia? Też widzicie tu problem, czy wyolbrzymiam?

32 komentarze:

  1. Ja cierpię z powodu nieobecności na polskim rynku wydawniczym książek Elisabeth Gaskell i wznowień Alberto Moravii... Chociaż nie, jedna jedyna książka ostatnio została wydana przez wydawnictwo W.A.B - Alberto Moravia "Nuda", ale biorąc uwagę ile tych książek napisał i ile było wydane w latach 60, 70 czy 80 to dobija mnie świadomość, że na kolejną jego książkę mogę czekać latami... Też zastanawia mnie polityka jaką kierują się wydawnictwa przy wyborze książek do wydania...:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Być może powieści Magdy Szabó będą wznowione, bo chyba w tym roku będzie miał premierę film na podstawie jej "Zamkniętych drzwi", a w roli Emerenc wystąpi Helen Mirren.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z Paulą co Gaskell. To ogromna strata, że prócz dwóch przetłumaczonych wieki temu powieści nic się nie pojawia, a szkoda. Powody? Zapewne koniunkturalne. Wydaje mi się, ale tylko wydaje, że z punktu widzenia wydawców krzykliwe nowości wpisujące się w nurt chętnie czytany (kupowany) to gwarancja zysku. Dlatego polskie księgarnie zalane są na przykład kolejnymi klonami Elizabeth Gilbert czy wampirzymi sagami o skandynawskich kryminałach nie wspominając. I tak o, biznes się kręci. Mało kto wydaje książki dla idei. Nawet branżą wydawniczą rządzą prawa wolnego rynku. Przetrwają tylko ci, którzy najlepiej wpiszą się w oczekiwania masowego czytelnika. Toteż szkoda, że nie mamy głosu masy. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
  4. Paulo Moravii czytałam niedawno wydaną "Pogardę", Gaskell w ogóle nic.

    Elenoir i pewnie z piękną filmową okładką:(

    Zosiku czyli niestety wytłumaczenie jest takie proste, nie ukrywam, że łudziłam się, że może jednak jest inaczej...

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli chodzi o Szabo,to chyba tylko "Abigel" jest nie do zdobycia. Zolę też można skompletować. Falladę (fakt, że tylko "Każdy umiera") za grosze. Na wydawnictwa bym niestety nie liczył. Jeśli nie trafi się tam jakiś maniak, który przekona swoich prezesów, że niemodny staroć się sprzeda, to nie ma szans na wznowienie. Poza tym i tak sprzedają się tylko wampiry:(

    OdpowiedzUsuń
  6. Niemożliwe z Zolą - wtedy udało mi się bodajże 8-10 ksiązek przeczytać, w tym niektóre bardzo stareńkie w bibliotece, w czytelni. Nie sprawdzałam później już jak wygląda sytuacja, ale chyba nie lepiej. Z Falladą, się zgadza.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dwadzieścia tomów Zoli w płótnie stoi na mojej półce. Fakt, że trochę to czasu zajęło, a koszty roli nie grały:(

    OdpowiedzUsuń
  8. Wielki respekt! Ja szukałam w czasach przedinternetowych, może dlatego bezowocnie? Czytales wszystkie?

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdobywałem internetowo i bezinternetowo, ale jednak przez sieć łatwiej. Jestem teraz około połowy, bo muszę sobie odświeżać to, co udało mi się przeczytać lata temu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też muszę koniecznie odświezyć i planuję niebawem zabrać się za całość. Myślałam, że poczytamy razem:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tyle mi jeszcze zostało, że spokojnie mi dorównasz i jeszcze przegonisz:) Właśnie skończyłem "W matni", więc teraz krótka przerwa będzie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba nie, bo nawet jeszcze książek na mój regał do przeczytania nie przeniosłam:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja Zolę upchnąłem w drugim rzędzie, też niełatwo po niego sięgnąć:) Tak więc nadal nic straconego:P

    OdpowiedzUsuń
  14. Widzę, że mnie zachęcasz:) Gdybym miała miejsce w regale do przeczytania pobiegłabym po Zolę od razu, a tak biedaczek w piwnicznej bibliotece wegetuje. Hmm, pomyślę, bo kusisz. Muszę zajrzeć, czy recenzowałeś Rougonów i Macqartów?

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeszcze nie, "W matni" będzie pierwsze.

    OdpowiedzUsuń
  16. @Anna ja też własnie czytałam niedawno "Pogardę" wydaną kilka lat temu i pokochałam tego autora, chcę więcej a mogę mieć jedynie "Nudę" jeszcze lub jego książki wydane kilkadziesiąt lat temu jak chcę...

    OdpowiedzUsuń
  17. Brak wznowień to jeden temat, z tym na upartego da się żyć, jeśli koszta nie grają roli, jeszcze innym jest brak przekładów.
    Sztandarowy przykład to Gaskell, niektóre książki sióstr Bronte.
    Czy choćby Magda Szabo (na polski przełożono duuużo mniej niż na niemiecki, a węgierskiegu już się raczej nei nauczę).
    Zresztą z przekładami na niemiecki z innych języków jest chyba wyjątkowo dobrze, często trafiam w antykwariatach na różne ciekawostki wydane np w NRD 9a w PL nie), juz nie mówię o tym, co sama masz zrecenzowane na blogu z nowszych rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  18. Gaskell to są już nawet niekiedy i kompletne amatorskie - ale całkiem dobre- tłumaczenia w obiegu, jakby co o na maila :)
    W Polsce mam wrażenie cała polityka wydawnicza opiera sią na osobistych gustach osób rządzących, wizjach poszczególnych osób z niekiedy i może frapującą osobowością na " co jest ważne i potrzebne" , ale nigdy jednak przecież nie mogących ogarnąc całości.
    Nadal mam wrażenie jak za starych dobrych czasów,że jak coś jest, to należy natychmiast kupić, bo potem nie będzie. A ja już nie umiem i nie lubię tak pędzić :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Uważam, że jest to spory problem... Zwłaszcza w przypadku wznowień książek, które cieszą się zainteresowaniem, albo dawno nie były wydane i jest mało egzemplarzy. Ja np. nie mogę kupić nigdzie Dzienników Plath, bo są już zwyczajnie niedostępne. Potem cena takiej książki, która pojawi się na allegro np. jest niesamowicie wysoka.

    OdpowiedzUsuń
  20. Przydałoby się więcej łatwo dostępnych książek autorów z takich krajów jak Chorwacja, Albania, Bułgaria, Słowenia, Czechy, Ukraina. A nie tylko książki anglojęzycznych autorów.

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie wyolbrzymiasz. Ja widzę ogromny problem z brakiem dostępności w księgarniach wielu pozycji. Klasyka swoją drogą, ale że nie można dostać bestsellerów sprzed paru lat. Ja bym chętnie kupiła pewne pozycje Tabucchiego, nie ma szans. "Czytanie wzbronione" Ugresic takze jest "towarem niedostępnym". I nie chodzi o to, by szukać na allegro, ale by można było z marszu wejść do jakiejkolwiek księgarni i sięgnąć po daną książkę lub chociaż mieć możliwość ją zamówić.

    OdpowiedzUsuń
  22. Izo widzę, że masz podobne spostrzeżenia. Ja korzystam z niemieckich przekładów właśnie. Ja bym chętnie kilka książek na polski przetłumaczyła, ale jak przekonać wydawnictwa?

    Pemberley, Kalo właśnie, mnie również zadziwia, jak prędko stosunkowo nowe książki są w Polsce niedostępne?

    Lisie zgadzam się, i z Azji koniecznie! Nie tylko z Chin czy Japonii.

    Chihiro i właśnie z tym też mam problem. Tutaj wchodzę do księgarni i zamawiam książkę, jeśli jej nie ma na półce i w ciągu dnia jest, nawet wydania sprzed kilku lat. A w Polsce nakład wyczerpany i basta. Nie rozumiem zupełnie dlaczego tak jest?

    OdpowiedzUsuń
  23. @Chichiro i Anna: sposobem na to byłoby wypuszczanie ebooków pozycji wyczerpanych albo wejście przez wydawnictwa w system książki na życzenie, ale jakoś mało które wydawnictwo się kwapi.

    OdpowiedzUsuń
  24. Prawda, bez wyolbrzymień. Pamiętam, jak swego czasu szukałam bezowocnie wszystkich siedmiu tomów Prousta, najlepiej w tej samej serii - w końcu się udało (przez przypadek nie-wirtualny), jednak trochę to niestety zajęło. Jestem ciekawa wielu pisarzy tworzących przed latami 50. XX wieku. Trudno jest ich jednak poznać przez lekturę polskojęzycznych książek.
    Zresztą ten proceder nie dotyczy tylko starych książek. Bez skutku szukam wciąż np. "Półbrata" Christensena. Nakład wyczerpany i basta.

    OdpowiedzUsuń
  25. Tu dorzucę informację, że małe biblioteki pozbywają się klasyki,gdy nie ma wypożyczeń. Jest to dla mnie niepojęte :( Nie ma książek na rynku, nie ma w bibliotekach.

    OdpowiedzUsuń
  26. Osobiście przyczynę tej sytuacji widzę w "mitologizacji Zachodu". Wielu Polaków, również naszych decydentów, coś tam pobieżnie zobaczy, ale bez zagłębiania się w szczegóły. Na Zachodzie wydaje się dużo książek, no to wydajemy dużo książek, ten i ten autor jest popularny, to w Polsce też go propagujemy. A jak funkcjonują biblioteki, a jak propaguje się czytelnictwo, to już nieważne. Próby ślepego doganiania krajów Europy zachodniej, bez poważnej refleksji, co sami możemy wnieść nowego, co usprawnić, co dostosować do polskich uwarunkowań. Zosik pisze, że nie wydaje się w Polsce książek dla idei. A co w ogóle robi się jeszcze dla idei. Może pisze książkowe blogi? Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  27. Direlasua, i ja "Półbrata" bezskutecznie szukałam. Wydaje mi się, że Pessoa także nie jest przetłumaczony w całości, Ty na pewno się orientujesz?

    Nutto straszne, ja swego czasu do małych bibliotek nawet nie uderzałam, Zoli szukałam w Bibliotece Uniwersyteckiej we Wrocławiu i też nie mieli wszystkich tomów.

    Mario naprawdę myślisz, że tak jest? Staram się tak "ostro" nie formułować sądów, bo może to jednak uogólnienie? Niezmiernie ciekawa byłabym wypowiedzi osoby pracującej w wydawnictwie. Na pewno przedstawiłaby swoje racje.

    OdpowiedzUsuń
  28. No tak, w kilku zdaniach próbowałam zamknąć to, o czym pewnie wiele prac naukowych można by napisać. I jest to oczywiście moje wrażenie. Nie chcę uogólniać, dlatego napisałam "wielu", a nie wszyscy. Polskim problemom przyglądam się z daleka i na pewno w sposób ograniczony, nie znam zupełnie polityki wydawnictw, ale z opowieści niektórych znajomych wnioskuję, że w tej polityce grają rolę pieniądze, znane nazwiska, ale też kontakty osobiste. Stąd być może obecny wysyp wszelkiej literatury wspomnieniowej. To są tylko moje obserwacje i przypuszczenia.
    Będę się jednak upierać,że istnieje w Polsce tedencja do ślepego naśladowania Zachodu, pogoni za nowością, hitem, bez refleksji nad rzeczywistą wartością produktu. Vide kopiowanie wszelkiej maści programów telewizyjnych, nadmierna anglicyzacja słownictwa, a wśród książek i w prasie obecność pozycji mocno poniżej nawet literatury popularnej. Dyskusje medialne ślizgają się po powierzchni, vide ostatni program Lisa.
    Ale spróbuję zakończyć optymistycznie. Mimo wszystko zawsze z biciem serca wchodzę do polskich księgarni i zawsze mogę wyjechać z Polski z walizką książek, na allegro udało mi się kupić książkę nie doczytaną w wieku nastoletnim, bo 3 część była w bibliotece nieosiągalna.
    I na koniec blogi książkowe, w tym Twój Anno, moje odkrycie ostatnich lat i wielki podziw dla tych ludzi, którzy poziomem pisarstwa biją na głowę niektóre osobistości naszego dziennikarstwa.
    U Ciebie znalazłam bardzo ciekawą literaturę islandzką. Planuję poszukiwania polskich wydań. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  29. F. Pessoa faktycznie nie jest jeszcze całkowicie przetłumaczony na język polski, ale to akurat się zmienia. Na półce czeka na mnie świeżo wydana przez Czułego Barbarzyńcę książka "Poezje zebrane Alberta Caeiro" i z tego, co się orientuję, kolejne pozycje będą się stopniowo pojawiały w polskich księgarniach.

    OdpowiedzUsuń
  30. Mario zdecydowanie zgodzę się z Tobą w kwestii tendencji do naśladownictwa Zachodu. Ale z drugiej strony obserwując np. Niemcy też widzę anglicyzację języka, bzdurne programy na licencji więc myślę, że to nie jest tylko polski fenomen. Miło mi, że odkryłaś literaturę islandzka, niestety po polsku az tak wielu ksiązek nie znajdziesz. Po niemiecku wybór jest ogromny, zwłaszcza, że z okazji tegorocznych Targów Książki we Frankfurcie ukazuje się mnóstwo nowych przekładów - Islandia jest gościem honorowym.

    JJ dziękuję za informację! U mnie Pessoa w najbliźszych planach jest:)

    OdpowiedzUsuń
  31. Tak, Pessoa, z tego, co się orientuję, jest po polsku strasznie okrojony. Moje angielskie wydanie ma ok. 500 stron (wliczając przedmowę i przypisy), polskie chyba o połowę mniej.

    OdpowiedzUsuń
  32. Chihiro niemieckiego wydania sobie jeszcze nie sprawiłam, więc nie wiem jaką ma objętość ale jestem przekonana, że na pewno jest pełne.

    OdpowiedzUsuń