wtorek, 31 stycznia 2012

"Autoportret reportera" Ryszard Kapuściński



Dziwnym trafem nie przeczytałam dotąd żadnej książki Kapuścińskiego, jedynie drukowane w GW "Lapidaria". Od dawna planowałam zapoznanie się z prozą tego wybitnego reportera, a pierwszą książką, która wpadła mi w ręce jest Autoportret reportera właśnie. Podejrzewam, że nie jest to najlepsza lektura na początek, ale dała mi dobry pogląd na postać Kapuścińskiego jako reportera i zachęciła do przyspieszenia moich planów zapoznania się z jego twórczością. Ponadto wiele z jego wypowiedzi zawartych w Autoportrecie wydaje się być wątpliwymi po ukazaniu się biografii Domosławskiego (której także nie czytałam) - warto je skonfrontować. Niemniej zaskoczyło mnie jak bliskie okazały się być moje poglądy wypowiedziom Kapuścińskiego. Potrafi on celnie ująć w słowa to, co kołacze się od dawna w mojej głowie i nie potrafi się zwerbalizować.

Sama książka jest dość szczupła i zawiera faktycznie tylko cytaty z wywiadów i książek Kapuścińskiego. Są one pogrupowane w pięć rozdziałów poświęconych różnym aspektom reporterskiej kariery - jest tu droga Kapuścińskiego do zawodu reportera oraz jego rozumienie swojej pracy, jego zdanie na temat roli mediów i dziennikarzy we współczesnym świecie czy opis sposobu pracy i procesu pisania.

Chciałam zaprezentować wam kilka wypowiedzi Kapuścińskiego, które szczególnie trafiły w mój gust:

"Gdy przyjeżdża się do jakiegoś kraju po dziesięciu czy po dwudziestu latach nieobecności - i widzi się, że już niemal wszystko jest nowe, to tym bardziej uzasadniona jest ta ustawiczna pokusa, ustawiczna próba, by pokazywać świat w ruchu, w jego własnej akcji, w trakcie jego ustawicznej wielkiej przemiany..."

Bardzo orzeźwiająca opinia, jakże różna od denerwującego mnie lamentu nad faktem, że nic już nie jest takie jak kiedyś. Nad faktem, że zmiany pogarszają obraz świata, że kiedyś dane miasto/państwo miało specyficzną atmosferę, a teraz wszędzie jest tak samo.

"Nie można już dzisiaj wyobrazić sobie życia społeczności światowej bez mediów. (...) Niebezpieczeństwo tkwi w tym, że media, które stały się potegą, przetsały się zajmować wyłącznie informacją. Wysunęły sobie ambitniejszy cel: zaczynają kształtować rzeczywistość. Coraz częściej odbieramy taki obraz świata, jaki prezentuje nam telewizja, a nie widzimy go takim, jaki jest naprawdę."

Dosadne ujęcie tego, co od dawna mnie denerwuje: ślepa wiara w przekaz telewizji, brak refleksji nad faktem, że prezentowane informacje to przefiltrowany wycinek świata, zgodny z gustem lub percpecją konkretnego dziennikarza. Fokus na jedną informację i kompletne ignorowanie wielkich połaci świata, zafiksowanie na Europę i USA to niektóre z od lat obserwowanych przeze mnie zjawisk.

"Przeciętny człowiek wie tyle, ile mu pokaże amerykańska telewizja. Wszystkie inne telewizje, z naszą włącznie, kupują materiały od telewizji amerykańskiej i wzorują sie na niej."
"W gazetach korespondencje z zagranicy zajmują coraz mniej miejsca, przeważają informacje lokalne i regionalne. Żyjemy w paradoksalnej sytuacji. Z jednej strony, stajemy się globalną wioską, dysponujemy nieograniczoną liczbą danych o świecie, z drugiej zaś strony, ludzi coraz mniej interesuje to, co się dzieje za granicami ich kraju."
Zaskakujące prawda? Dokładnie to samo obserwuję u siebie. Jedyna gazeta jaką jeszcze czytam to regionalne pismo dzielnicowe. Pozostałe informacje czerpię wyrywkowo z Internetu.

Moja ocena: 4/6

Ryszard Kapuściński, Autoportret reportera139 str., Wydawnictwo ZNAK 2003.

4 komentarze:

  1. Jako fanka Kapuscinskiego - polecam, polecam. Warto przeczytac.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tzn. warto zapoznac sie z tworczoscia Kapuscinskiego. Wzielabym na poczatek "Heban" albo "Imperium". Albo mniej znane ale niezwykle "Kirgiz schodzi z konia".

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam bardzo podobne odczucia co Ty po lekturze tej książki. To, z czym się nie zgadzam, to ocena mediów. Mam to szczęście mieszkać w kraju, które ma najlepszą prasę na świecie, poświęcającą baaardzo dużo uwagi tym, co dzieje się poza podwórkiem brytyjskim. Podobnie z telewizją - nic nie dorównuje BBC, o czym przekonuję się nieustannie. Amerykańskie media mogą się schować. Gdziekolwiek podróżuję szokuje mnie jak mało uwagi poświęcają media sprawom zagranicznym, nieważne czy to Włochy, Indie, USA czy Polska. W Wielkiej Brytanii mam zatrzęsienie dobrej prasy, kilka dobrych gazet codziennych, znakomity tygodnik "The Economist" i miesięcznik "Prospect" - na więcej nie starcza mi czasu, żeby czytać.

    Kwestia zmian w danym kraju od dawna mnie fascynuje, dlatego tak lubię Pico Iyera - bo on w swoich książkach dokumentuje właśnie te zmiany, przenikanie się kultur, ciągłe metamorfozy. Biadolą nad tym, że teraz świat nie jest taki, jaki był kiedyś, głównie ci, którzy albo nie podróżują, albo jadą do bardzo turystycznych miejsc i oczekują, że będą tam sami. A wyjść poza główny plac nie łaska i porozmawiać z ludźmi nie łaska? Może by się przekonali wówczas, że mieszkańcy łakną zmian, że też chcą się rozwijać, a nie stać w miejscu ku uciesze turystów spragnionych "egzotyki".

    OdpowiedzUsuń
  4. Blujanet postaram się po nie siegnąć.

    Chihiro Kapuściński jednak wiele razy podkreślał, jak dobre są media brytyjskie, wymieniał BBC. Ja się jednak zastanawiam ile ludzi faktycznie BBC ogląda, a ile spreparowaną sieczkę?
    Kapuściński wymienił także ARTE, co mnie w ogóle nie dziwi.

    Mnie kyrtyka zmian w krajach bardzo denerwowała w powieści Tiziano Terzaniego - stąd mój zachwyt nad akceptowaniem tego faktu przez Kapuścińskiego.

    OdpowiedzUsuń