poniedziałek, 12 marca 2012

"Droga do Klockrike" Harry Martinson



Dziewiętnastowieczna Szwecja, środowisko cygarników. Ręczna praca nadal jest ceniona, ale maszyny zaczynają wypierać dużo wolniej pracujących rzemieślników i zastępować cierpliwie wyrabiane cygara produktami masowymi. 

Bolle należy do najlepszych w swoim fachu. Gdy kobieta, w której się podkochuje wyjeżdża do Ameryki i on postanawia zmienić swój los. Wraz z kompanem pracują całe lato na własny rachunek, by uzbierać pieniądze na bilet na statek. Zarobek wystarcza jednak tylko na jeden bilet, a los uśmiecha się do towarzysza Bollego. 

Bolle porzuca swoje dotychczasowe zajęcia i staje się włóczęgą. Okazuje się, iż w ówczesnej Szwecji nie było to rzadkie zajęcie, a włóczędzy nie byli odbierani jako niebezpieczni. To raczej ludzie, którzy wybrali wolność, życie bez zobowiązań i sztywnych ram. Nie znaczy to jednak, że było to życie łatwe.
Głód, nieufność, chłód, ciągła niepewność losu czy strach przez złapaniem przez policję towarzyszą Bollemu. 

Wspólnota łazików była spora - mężczyźni często wędrowali wspólnie i oddawali się dysputom na tematy metafizyczne i egzystencjalne. To ludzie, którzy potrafią rozmawiać, mają na to czas i umilają rozmową życie rolników w odległych dolinach. Nie zawsze włóczędzy odsyłani są od drzwi kuchni, wielu z biednych mieszkańców wsi i samotnych gospodarstw widzi w nich miłą odmianę monotonnych dni oraz możliwość uzyskania informacji o innych terenach Szwecji - w zamian chętnie użyczają gościom poczęstunku lub noclegu w stodole. 
Wędrówka Bollego to równocześnie pretekst do naszkicowania obrazu dziewiętnastowiecznej Szwecji - sporo tu opisów przyrody, życia na wsi, problemu masowej emigracji za ocean.

Powieść Martinsona nie czyta się lekko - rozpoczynając włóczęgowską przygodę trzeba być świadomym, że lektura Drogi do Klockrike wymaga czasu. Tak jak Bolle powoli przemierza dukty, tak w jego tempie przewracać należy strony powieści. Gdyby nie chęć poznania prozy noblistów, z pewnością nie sięgnęłabym po tę książkę, a i pewnie nie doczytała. Nie jest to tematyka, która należy do kręgu moich zainteresowań, a tak że nie porwał mnie styl Martinsona. Trudno mi jednoznacznie polecić tę książkę, warto spróbować i poznać zupełnie inny od ówczesnego świat, ale nie gwarantuję, że każdemu taki rodzaj prozy się spodoba.

Moja ocena: 3/6

Harry Martinson, Droga do Klockrike, tł. Maria Olszańska, 293 str., Wydawnictwo Poznańskie 1972.

7 komentarzy:

  1. http://bookfa.blox.pl/2011/12/Powazny-problem-z-noblistami.html

    Będę chyba omijac Martinssona:).

    OdpowiedzUsuń
  2. Literatura skandynawska w wersji ambitniejszej jest bardzo specyficzna :) Pamiętam, że parę lat temu czytałam jakieś opowiadania właśnie z tym statkiem w rogu, podobały mi się, ale nie była to lekka i szybka lektura.

    OdpowiedzUsuń
  3. Izo dziękuję za linka, zajrzałam z przyjemnością. Moje wrażenia nie są aż tak negatywne jak bookfy ale fakt, łatwa lektura to nie jest ale omijać nie trzeba:)

    Książkozaurze ja niestety nie jestem w stanie powiedzieć, że mi się powieśc Martinssona podobała. MOżna przeczytać ale do zachwytu daleko.

    OdpowiedzUsuń
  4. To chyba jedna z tych książek, które nie znoszą dobrze upływu czasu. Parę lat temu sięgnęłam po "Miasto moich marzeń" Fogelstroma i "Ziemia jest grzeszną pieśnią" T.K. Mukki i choć doczytałam do końca to też, gdybym dawała gwiazdki, nie dałabym więcej niż trzy. Rozumiem, że kiedyś tam to mogły być dobre książki, ale dziś nie porywają. Ja też będę Martinssona omijać, choć to taki klasyk.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadza się, choć nawet starając się być jak najbardziej obiektywną trudno mi znależć na tyle pozytywne strony tej ksiązki, by wytłumaczyć przyznanie autorowi nagrody Nobla. Cieszę się, że mam ją za sobą i że mogłam "odhaczyć" w tym przypadku kolejnego noblistę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pewnie poziom pisarstwa w tamtych czasach był fatalny, albo Akademia Szwedzka nie natrafiła na ciekawszych twórców. Nie wiem, czym takie pomyłki można tłumaczć...

    OdpowiedzUsuń
  7. Też o tym myslałam, ale jednak wydaje sie, że było tylu wspaniałych pisarzy dlaczego więc Martinsson?

    OdpowiedzUsuń