niedziela, 4 listopada 2012

"Biały tygrys" Aravind Adiga



Tak się złożyło, że pozostałam w Indiach - niebawem spotkam koleżankę, od której pożyczyłam tę książkę, więc zdecydowałam się na jej lekturę zaraz po Lalkach w ogniu. Zazwyczaj nie lubię pozostawać dłużej w jednym państwie (w kręgu kulturowym już tak) ale przekonałam się, że moja niechęć była całkiem nieuzasadniona. 

Słusznie chwalono powieść Adigi (dopiero po napisaniu tekstu znalazłam recenzje krytyczne) - to naprawdę świetny kawałek literatury. Przede wszystkim forma powieści - dla mnie innowacyjna - przypadła mi do gustu. Bardzo lubię książki odmienne w układzie, z pomysłem na formę, ale nie przekombinowane. U łożenie fabuły w listy do mającego odwiedzić Bangalur chińskiego premiera było dla mnie strzałem w dziesiątkę. Pisane nocą listy są pretekstem do przedstawienia życia Balrama - indyjskiego chłopaka z nic nie znaczącej wioski, który zrobił karierę, zostając kierowcą bogatego właściciela kopalni. Pisząc o sobie, Balram szkicuje obraz Indii, bynajmniej nie pozytywny.

Balram zachwyca w swojej prostocie myślenia, nie ocenia i nie analizuje, ale jest niezwykle spostrzegawczy - widzimy świat Ciemności (czyli niskich kast), skąd pochodzi i Jasności, gdzie pracuje w Delhi. Dla Balrama i jego rodziny to ogromny awans, ale kontrast między jego życiem i faktycznie odczuwanymi potrzebami, a życiem jego pana jest kolosalny. 

W obrazie Indii ukazanym przez Adigę, podobnie jak w tym Pauliny Wilk, nie ma miejsca na idyllę, piękno czy zachwyt - to brutalny świat pełen karaluchów, biedy i smrodu. A Balram to wieczny niewolnik, nawet gdy kierowany impulsem i poniżony zachowaniem pana, który wszem i wobec opowiada, że kierowca to człowiek rodziny, zabija pracodawcę, nie traci mentalności niewolnika.
Przeraża obraz Indii, które potrzebują zmian gruntownych, czyli niemożliwych - Adiga zrywa z bollywoodzkim, barwnym obrazem tego państwa, pozbywa iluzji, posuwa się wręcz do antyindyjskości.
Po obu lekturach moja chęć na wyprawę do Indii równa się niemal zeru, ale na dobrą sprawę trudno by mi było znaleźć kraj, do którego bym nie pojechała. Moja ciekawość świata jest zbyt wielka:)

Świetna książka - cieszę się, że dzięki Renacie, mogłam ją przeczytać.

Moja ocena: 5,5/6

Aravind Adiga, Biały tygrys, tł. Ludwik Stawowy, 256 str., Prószyński i S-ka 2008.

9 komentarzy:

  1. Rzadko czytam książki tej tematyki, ale tą nie pogardzę :) świetna recenzja!
    Zapraszam na moje recenzje na blogu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zamiast komentarza - TUTAJ :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zostałaś przeze mnie nominowana do zabawy Liebster Blog Award! Zapraszam do wzięcia udziału: http://recenzje-literackie.blogspot.com/2012/11/liebster-blog-czyli-az-dwie-nominacje.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lauro serdecznie dziękuję za zaproszenie, raczej jednak nie wezmę udziału w zabawie.

      Usuń
  4. właśnie czytam, zgadzam się z opinią:)

    OdpowiedzUsuń
  5. a dopiero co pisałaś, że starasz się nie wpadać w ciąg literacki związany z jednym krajem ;D
    też mam Białego Tygrysa na liście do przeczytania (ale czego ja tam nie mam)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Musiałam tę książkę przeczytać, bo oddac muszę;)

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń