niedziela, 10 marca 2013

"On wrócił" Timur Vermes



Adolf Hitler wrócił. Pewnego dnia budzi się na opuszczonym terenie, gdzieś w centrum Berlina i zupełnie nie rozumie w jakim świecie się znalazł. Krok po kroku odkrywa, że od końca wojny minęło prawie siedemdziesiąt lat, a świat całkowicie się zmienił. W wyniku splotu różnych nieoczekiwanych okoliczności, Hitler zostaje parodystą samego siebie, w telewizji prowadzi własne show i święci triumfy.
Powieść Vermesa nie bez powodu utrzymuje się na szczycie listy bestsellerów tygodnika Spiegel. Nie uwierzycie, ale jest bardzo zabawna - zachwycona jestem talentem pisarskim autora. Hitler jest narratorem, więc Vermes ukazuje jego postrzeganie świata, sposób w jaki odnajduje się we współczesności. Czyni to genialnie - nie trudno sobie wyobrazić, że niemal wszystko, na co trafia kontrowersyjny bohater jest dla niego nieznane. Potrafi on jednak dopasować każdy wynalazek czy fenomen społeczny do swoich przekonań. Jednak nie tylko sposób myślenia, ale i język dyktatora, sposób mówienia, jego monologi zachwycają realizmem. Chapeau bas panie Vermes!

Nigdy nie byłam fanką parodystów Hitlera ani dowcipów wojennych i książka Vermesa nieszczególnie mnie pociągała, jednak ten eksperyment myślowy to jednak coś więcej niż tylko komedia czy tania rozrywka. Wspomniana przeze mnie powyżej narracja pozwala czytelnikowi poznać także inne strony Hitlera - na przykład szarmancką, często sympatyczną. Takie odtabuizowanie wydaje się być niepokojąco niebezpieczne, bo czytelnik zaczyna się łapać na tym, że polubił głównego bohatera.

Łatwo się jednak domyślić, że celem Vermesa nie było ukazanie Hitlera jako sympatycznego pana, trochę zakręconego na punkcie wojny i nacjonalizmu. Jego powieść to raczej swoiste ostrzeżenie, wyrafinowana parodia społeczeństwa, które ledwo poznaje Hitlera, nie potrafi wymienić nazwisk innych nazistów, a często nie widzi w jego poglądach niczego zdrożnego. Zastraszające jest, jak prędko zdobywa on popularność - naturalnie jedynie jako komediant, ale stopniowo do jego programu zapraszani są politycy, a z jego słowami zaczynają się liczyć wszyscy. Vermes ukazuje jak łatwo można zbagatelizować zło - robi to cynicznie do bólu, a zarazem diabelnie inteligentnie. Napisałam, że to niepokojąca książka - wymaga bowiem dogłębnego spojrzenia, by zrozumieć zamysł autora oraz po raz kolejny stawia pytanie: można śmiać się z Hitlera? A jeśli powieść Vermesa śmieszy, to czy można się do tego przyznać?

Przekonana jestem, że tę książkę można odczytywać na wielu płaszczyznach, a przede wszystkim, że zmusza ona do refleksji. Na pewno nie pozostawi ona czytelnika obojętnym - i dlatego warto po nią sięgnąć. Strzałem w dziesiątkę był wybór audiobooka - niemiecki satyryk Christoph Maria Herbst zinterpretował powieść rewelacyjnie.

Recenzja tej książki u Agnieszki.

Moja ocena: 5/6

Timur Vermes, Er ist wieder da, 396 str., Eichborn 2012.

12 komentarzy:

  1. Eh, lepiej nie wskrzeszać dyktatorów... nawet w książkach

    serdecznie zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem przekonana czy lepiej?

      Usuń
  2. Agnieszka też pisała bardzo pozytywnie o tej książce, co prawie rozprasza moje obawy związane z osobą głównego bohatera. Też nie lubię takich eksperymentów, które grożą tym że zapomnimy o tym, kim on był i co zrobił, ale wierzę Wam, że tu udało się tego uniknąć.
    Poczekam jednak na obiecywane jesienią polskie wydanie, bo na razie nie mam czasu czytać po polsku, a co dopiero po niemiecku!:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To p ędzę do Agnieszki, bo nie zauważyłam, że już ją czytała. Na pewno się udało, Vermes leci dosłownie po bandzie i nie oszczędza niczego i nikogo. Ciekawa jestem polskiego tłumaczenia!

      Usuń
    2. Czytała, czytała i też jej się podobało, jak i Tobie! Tłumaczenie zaś będzie wyzwaniem, wymagającym sporych umiejętności i wyczucia, co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości.
      Swoją drogą jestem ciekawa, jak ta książka zostanie odebrana w Polsce, bo przecież w Niemczech była fala krytyki, wytykającej autorowi "trywializację" zła. Myślę, że podobne głosy mogą się pojawić i u nas (co zapewne jeszcze bardziej nakręci sprzedaż...).

      Usuń
    3. Miałam o tym wspomnieć w moim tekście, ale w końcu zapomniałam. Polak na pewno odbiera tę książkę na innej płaszczyźnie, inne ko nteksty, odczucia grają tu rolę. Bardzo jestem ciekawa w Polsce rekacji, i niestety mam co do niektórych bardzo złe przeczucia... i nie chodzi mi tu o trywializację zła, bo ten zarzut jest właściwie oczywisty.. Nie wiesz kto tłumaczy?

      Usuń
    4. Niestety, nie wiem.
      Co do reakcji na książkę, to pewna znajoma, która ma pojęcie o obu rynkach, nie wróży tej powieści nic dobrego, właśnie z tego względu, że Polacy mają inną wrażliwość. Hm, zobaczymy... Naprawdę bardzo czekam na premierę i to, co po niej nastapi.

      Usuń
    5. Podzielam obawy znajomej... będzie ciekawie na pewno!

      Usuń
    6. Myślę, że nieco przeceniacie możliwości przeciętnego Polaka. Książki jakoś umiarkowanie go interesują, a żeby jeszcze się nimi podniecać? No, gdyby opluwali Polaków, to co innego, a tak? (chyba że opluwają?) O ile wydawca nie postawi na promocję poprzez oburzenie i celowo nie wyeksponuje Adolfa, sądzę więc że książka się ukaże i podzieli los mnóstwa innych znakomitych niemieckich książek, które nikogo nie interesują.

      Usuń
    7. A ja się obawiam reakcji w tym stylu: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13541274,PiS_skarzy_za_skecz_z_papiezem__Satyrycy___Prawica.html#MT

      Polakom tez się dostaje, Żydom przede wszystkim jednak. IMO wystarczy, ze jedna osoba z wiadomej partii sprawę rozdmucha i gotowe.

      Usuń
  3. Sano nazwisko Adolfa mnie przeraża, ale skoro taka dobra ta książka to oznaka, że muszę dać jej szansę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też dziwnie "słuchało się", gdy główny bohater się przedstawiał podając rękę i dobitnie mówił: Hitler, Adolf.

      Usuń