środa, 17 kwietnia 2013

"Miasto Śniących Książek" Walter Moers



Od dawna polowałam na tę powieść Moersa - perspektywa czytania tylko o książkach i literaturze była bardzo pociągająca. Gdy okazało się, że audiobook nagrany został przez Dirka Bacha, bez zastanowienia zdecydowałam się na tę formę lektury. Nieżyjący już Bach był postacią bardzo wyrazistą i równie wyraziście czytał - każda postać miała swój własny, całkiem odmienny głos. Bach krzyczy, szepcze i płacze, a to co wyczynia ze swoim głosem jest absolutnym mistrzostwem świata.
I właśnie dzięki temu dosłuchałam książki do końca, bo niestety treść nie przemówiła do mnie wcale.

Narrator powieści, Hildegunst Rzeźbiarz Mitów, opowiada swoje niespotykane przygody. Gdy umiera jego patron czy rzec by można swoisty ojciec chrzestny, Dancelot, młody adept pisarstwa wyrusza do Księgogrodu, by odszukać autora niezwykłego manuskryptu. Ten wybitny tekst nieznany autor przesłał Dancelotowi, który znowu polecił geniuszowi, by udał się do Księgogrodu, mekki wydawców. Niestety zaginął po nim słuch więc Hildegunst, pędzony chęcią poznania kogoś tak wybitnego, udaje się w podróż.
Księgogród na pierwszy rzut oka jest rajem moli książkowych, jednak Hildegunst bardzo szybko odkrywa ciemne strony miasta - konkurencję wśród antykwariuszy, gorzkie losy pisarzy odrzuconych, a przede wszystkim tajemnicze podziemia miasta, zaludnione przez potwory i żarłoczne książki.

Moers zaskakuje swoją fantazją - tworzy od zera całkiem nowy świat. Jego pomysły na reguły rządzące Księgogrodem oraz na jego mieszkańców są fantastyczne. Mnie najbardziej fascynowała inwencja słowotwórcza Moersa - bazując na nazwiskach znanych pisarzy tworzy nowe postaci oraz tytuły ich dzieł, a także multum nowych słów. Na tym polu jest po prostu genialny. 

Autor tego bloga cytuje polskie tłumaczenie tej powieści - faktycznie doskonałe - ale jednak po niemiecku neologizmy Moersa brzmią lepiej:) 

Mimo tych atutów, książka mnie nudziła, fantastyczne przygody Hildegusta były na mój gust zbyt nierealne (naturalnie takie miały być), a strona językowa (graficznej niestety nie dane mi było poznać) to jednak zbyt mało, by uczynić z powieści arcydzieło. Gdy dziś skończyłam słuchać Miasto Śniących Książek, odetchnęłam z ulgą.

Moja ocena: 3,5/6

Walter Moers, Die Stadt der Träumenden Bücher, 480 str., Piper 2008

13 komentarzy:

  1. Według mnie jedną z głównych atrakcji tej książki jest jej strona graficzna, moim zdaniem rewelacyjna i równie ważna jak tekst. W tym przypadku nawet najlepsza interpretacja audio nie sprawdzi się do końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno mi polemizować. Te grafiki, któe widziałąm na podlinkowanym blogu też do mnie nie przemówiły. Generlanie sam pomysł zaludnienia ksiązki zwierzętami mnie nie przekonuje.

      Usuń
  2. Mnie urzekła. Dlatego kupuję teraz każdą książkę Moersa, jaka wyszła w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje się, że wiele osób urzekła - ja chyba po prostu jestem zbyt wielką realistką na tę powieść.

      Usuń
  3. Hm. Chyba też jednak wolę Moersa w oryginale, choć chylę czoła za podjęcie się tego karkołomnego zadania. Do moich faworytów autor nie należy, ale nie jestem wielką znawczynią - kiedyś przeleciałam tylko "13 1/2 Leben des Käpt'n Blaubär", bo chłopaki lubiły ten absurdalny humor w "Sendung mit der Maus". Znany mi jest za to komiks "Das kleine Arschloch", który chyba jednak nie trafił pod polskie strzechy;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie w oryginale! Ja też go znam z książek dla dzieci, komiks też kiedyś przeleciałam ale jakoś bez zachwytu.

      Usuń
  4. Odetchnęłam z ulgą czytając twoją opinię o książce. Niestety ja nie dobrnęłam nawet do połowy "Miasta..." (w wersji drukowanej), strasznie mnie wynudziły historie opowiadanie przez głównego bohatera. Do tego sama książka wydana jest w takiej wielkości, że nie sposób zabrać ją do torebki czy nawet spokojnie położyć się na łóżku. Ręce mnie strasznie bolały i po kilkunastu minutach musiałam lekturę przerywać. Nie wspominam zbyt miło spotkania z pisarzem i jego (podobno wielkim i fantastycznym) dziełem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nuda najlepiej opisuje moje odczucia w trakcie lektury. I mnie zaskoczyły same pozytywne recenzje.

      Usuń
  5. To taka fajna baja, po której zostałam fanką Moersa. Zbyt wiele akcji może nudzić, to fakt, ale wydaje mi się trzeba to przyjąć jako charakterystyczna cechę gatunku i dać się wciągnąć w zabawę, którą z takim rozmachem funduje autor.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przyjęłam ale jednak miałam odczucie przesytu, a fascynacja neologizmami i fantazją nie wystarczyła, by wytrwać aż tyle stron bez uczucia nudy.

      Usuń
  6. O tak! Mnie książka również NUDZIŁA! Bohater miał zdecydowanie zbyt wiele przygód!
    Przeczytawszy kilka recenzji tej książki, myślałam, że jestem jedyną osobą, która ma takie odczucia dotyczące Miasta Śniących Książek, a jednak się pomyliłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyliłaś się:) I dobrze, bo jest nas przynajmniej trzy, jak widać w komentarzach.

      Usuń
  7. Zapraszam do mnie. Piszę własne opowiadania
    http://z-zycia-o-zyciu.blogspot.com/
    a na innym blogu piszę recenzję książek. Zapraszam!

    OdpowiedzUsuń