sobota, 7 września 2013

"Der Nachtwandler" Sebastian Fitzek



Fitzek tym razem przefitzkował. Albo ja przedawkowałam Fitzka. Nachtwandler mimo cudownej dykcji Simona Jägera, nie wciągnął mnie tak jak dotychczasowe książki mojego krajana.

Leon Nader budzi się pewnego ranka i obserwuje jak jego żona panicznie opuszcza ich mieszkanie. Z przerażeniem zauważa jej okaleczenia. Leon nic nie rozumie i nie wie, że w tym momencie zaczyna się najgorszy horror jego życia. Jako dziecko był lunatykiem, istniały podejrzenia, że we śnie staje się agresywny więc poddany został opiece psychiatrycznej. Teraz Leon zaczyna podejrzewać, iż jego skłonności powróciły. Za pomoc ą przymocowanej do głowy kamery próbuje dowiedzieć się, czego podczas snu dokonuje jego drugie ja. Gdy ogląda nakręcony film ogarnia go przerażenie. Okazuje się, że w jego mieszkaniu są ukryte drzwi prowadzące w inny, przerażający świat.

Fitzek tworzy atmosferę ekstremalnego niepokoju, paniki więc. Leon nie wie o sobie już nic, a każde kolejne spotkanie, każda kolejna rozmowa utwierdza go coraz bardziej w poczuciu, że bliski jest szaleństwu, mogą to być zdjęcia żony poddawanej brutalnym praktykom seksualnym, które znajduje w swoim telefonie ale także rozmowa z sąsiadką, która zdradza mu, że dom, w którym mieszkają jest nawiedzony. Fitzek zaciera ślady, wprowadza nowe poszlaki, komplikuje i miesza. W moim odczuciu zbyt mocno - ale nie wykluczam, że to może być efekt przesycenia autorem. Trudno wymagać, by w każdym nowym thrillerze wprowadzał dotąd niespotykane chwyty i motywy - zupełnie nowatorskie powieści są przecież rzadkością - ale być może powinnam pilnować dłuższych przerw między lekturą jego kolejnych książek. 

Zaskakujące zakończenie, interesująca tematyka i mimo wymienionych przeze mnie mankamentów wciągająca lektura - czego chcieć więcej w letni dzień?

Moja ocena: 4/6

Sebastian Fitzek, Der Nachtwandler, 320 str., Knaur 2013.

2 komentarze:

  1. Też miałam miejscami wrażenie, że w tej książce Fitzek przefickował, za dużo tego było. Ale w sumie, jakoś wybrnął z tego galimatiasu, który sam sobie zapętlił, co mnie zawsze zdumiewa. Zresztą właśnie z tego powodu dawkuję sobie Fitzka w małych porcjach. Ostatnio słucham sobie "Amokspiel", nie czytanego przez lektora, tylko w wersji słuchowiskowej - rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie także zawsze zdumiewa, w jaki sposób rozwiązuje galimatias. I słuznie czynisz, ja jak wpadnę w ciąg jednego autora, to tłukę go, póki nie skończę.

      Usuń