wtorek, 28 kwietnia 2015

"Elegancja jeża" Muriel Barbery



Publikacja tej książki chyba pozostała w Polsce nie zauważona. We Francji natomiast było to wielkie wydarzenie, powieść stała się niezwykle popularna i szeroko komentowana, także w Niemczech cieszyła się popularnością wśród czytelników. Szkoda, że polski wydawca nie zatroszczył się o większą promocję, bo to książka godna uwagi. Nie jest to lektura łatwa ani szybka ale niezwykle satysfakcjonująca. Nazwana współczesną wersją baśni o Kopciuszku jest na pewno czymś więcej, ja nawet na to skojarzenie nie wpadłam. 

Renée jest dozorczynią, francuską concierge, osobną niezbędną w każdej szanującej się kamienicy. Dom, w którym pracuje Renée mieści się przy Rue de Grenelle 7 i należy do bardzo eleganckich. Zamieszkany przez osoby postrzegające się jako społeczne wyżyny, zarówno w zakresie inteligencji, jak i położenia finansowego, stanowi szczególne wyzwanie dla dozorczyni. Renée ma 54 lata, uważa się za brzydką, nieatrakcyjną, usuwa się w cień oraz do perfekcji opanowała ukrywanie swojej inteligencji. Kobieta interesuje się bowiem filozofią, malarstwem, muzyką klasyczną i japońskim filmem. Ta sztuka udaje jej się świetnie do czasu wprowadzenia się do domu pewnego dystyngowanego Japończyka. 

Drugą narratorką powieści jest Paloma - dwunastoletnia dziewczynka, fascynatka kultury japońskiej, której myśli poznajemy dzięki pisanemu przez nią pamiętnikowi. Paloma mieszka przy Rue de Grenelle 7 ale nie jest ani nadęta, ani próżna. To niezwykła osóbka, która nie potrafi odnaleźć wspólnego języka z rodzicami ani siostrą, wysoce uzdolniona, samotna i troszkę dziwna. 

Zarówno Renée, jak i Paloma dysponują sporym zmysłem obserwacji - demaskują powierzchowność mieszkańców kamienicy, snując filozoficzne rozważania o życiu i jego sensie. Dziewczynka planuje bowiem w swoje trzynaste urodziny popełnić samobójstwo.

Autorka powieści ukończyła studia filozoficzne i w trakcie lektury nie można o tym zapomnieć. Długie wywody obu narratorek potrafią być nużące i w niektórych momentach wydają się być udziwnione na siłę, a może wręcz na pokaz. Nie chcę powiedzieć, że nie powinno ich w książce nie być, wręcz przeciwnie wszelkie nawiązania do szeroko pojętej kultury bardzo cenię i uwielbiam ale w przypadku Elegancji jeża, moim zdaniem, autorka straciła umiar. Mimo to warto sięgnąć po tę książkę o odkrywaniu siebie, o zdolności dojrzenia drugiego dna i odrzucenia pozorów, o zakłamaniu świata wreszcie. To ujmująca, subtelna i w gruncie rzeczy smutna powieść.

Moja ocena: 4,5/6

Muriel Barbery, Die Eleganz des Igels, tł. Gabriela Zehnder, 364 str., dtv Premium 2008.

8 komentarzy:

  1. Tak, wielokrotnie prześlizgiwałam się po niej wzrokiem w księgarni i bibliotece, ale chyba błędnie zakorzeniłam tę powieść w sektorze bardziej masowym, rozrywkowym. Brak promocji, brak odzewu, brak czytelników to chyba najsmutniejsze, co może spotkać książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że na niemieckich blogach cieszyła się sporą popularnością, wtedy też wzięłam ją z Tauschticket i tak czekała długo na swoją kolej. Wobec agresywnej promocji ostatniego "dzieła" pani Michalak przez Wydawnictwo Literackie też mogę odczuwać tylko smutek. Ciekawe książki pozostają w cieniu:(

      Usuń
    2. Może dlatego mi umknęła, bo rzadko zaglądam na niemieckie blogi książkowe. Bardzo mnie za to bawi śledzenie działań marketingowych i komentarze do twórczości wspomnianej przez Ciebie autorki ;-)

      Usuń
    3. Ja teraz też już nie śledzę ale niegdyś czytałam regularnie ich wiele. Bawią to dobre słowo, mam tak samo.

      Usuń
    4. Ja mam tę książkę, ale tylko dlatego, że jakiś czas temu przez zupełny przypadek trafiłam na trailer do filmu nakręconego na jej podstawie. Oceniając "po okładce" pewnie nie zwróciłabym na nią uwagi... Ten róż, te grafiki w polskim wydaniu... ;)

      Usuń
    5. O faktycznie okładka koszmarna, specjalnie poszukałam. W życiu bym nie sięgnęła po tę książkę, sądziłabym że to jakieś romansidło.

      Usuń
  2. Ten pomysl ucieczki przed swiatem, zawoalowania inteligencji lub swiadomej izolacji w tlumie, przez wykonywanie zawodu powszechnie uwazanego za "niski" jest ostatnio czesto wykorzystywany we francuskiej literaturze (albo mnie sie trafiaja takie ksiazki).
    Pierwsza byla Camille w "Ensemble, c'est tout", Anny Gavaldy, ktora uciekla w swiat sprzataczki biur, swiadomie wybrala zycie na poddaszu (trzeba kiedys odwiedzic prawdziwa "chambre de bonne" zeby zrozumiec czym jest zycie na 8 m2 :))
    Nastepnie Renee, z Elegancji Jeza a ostatnio Julie z "Lektor z pociagu 6h27", ktora w fartuszku babci klozetowej pisala sobie spokojnie swoja powiesc.

    A moze jest to jakis znak francuskiego spoleczenstwa, zmeczonego byciem kims, osiagnieciem czegos, i ktore marzy o anonimowosci, ktora staje sie udzialem zawodow, ktorych nie dostrzegamy ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa diagnoza, niestety nie znam ani francuskiego społeczeństwa, ani francuskiej literatury na tyle, żeby polemizować. Annę Gavaldę czytałam ale akurat inną książkę, a tej ostatniej książki nie znam wcale. Co do samych Francuzów, nie mam pojęcia, w otoczeniu mam jedno małżeństwo i jedną "madame" - są od siebie tak różni, że trudno coś uogólnić :)

      Usuń