Gdyby nie tytułowe Algarve w tytule, nie sięgnęłabym po tę książkę. I zapewnie wiele bym nie straciła. Ale bardzo przyjemnie czyta się powieści, których akcja osadzona jest w regionie, w którym się mieszka. Nawet jeśli chodzi o miasteczko położone dokładnie na drugim końcu Algarve, w zasadzie dalej już się nie dało! Autorka sięga po sprawdzony już przez Gila Ribeiro sposób prowadzenia takiej historii – mamy główną bohaterkę, która mimowolnie ląduje w Portugalii i relacjonuje różnice kulturowe.
Conrad stworzyła jednak zupełnie inną bohaterkę niż jej kolega po piórze. Anabela jest dziennikarką, urodziła się i wychowała wprawdzie w Niemczech, ale jej rodzice pochodzą z Portugalii i dzięki nim zna język i zwyczaje tego kraju. Wakacje spędzała przecież w rodzinnym Alcoutim. Tutaj też przylatuje na prośbę matki, która złamała rękę i potrzebuje pomocy w domu. Anabela właśnie przechodzi przez rozwód i taki wyjazd jest dla niej wytchnieniem. Tuż po przyjeździe dowiaduje się o wielu pogrzebach w okolicy, co skłania ją do spaceru po cmentarzu, gdzie faktycznie obserwuje, że w bliskim odstępie czasu zmarło wielu członków jednej rodziny. Anabela wietrzy tutaj nieprawidłowości i z dziennikarskim zacięciem rozpoczyna śledztwo, przy okazji poznając niezwykle pomocnego pracownika biblioteki. Równocześnie w bliskiej okolicy znaleziono ciało niemieckiego emigranta, który planował otwarcie projektu turystycznego dla wędrowców. Okazuje się, że policja kryminalna potrzebuje tłumaczki, a pracujący w policji kuzyn poleca właśnie Anabelę. Kobieta więc angażuje się w dwa różne śledztwa. I tutaj też nie brak wątku damsko-męskiego, bo kobieta zawiesza oko na jednym z komisarzy.
Conrad w tych dwóch niezależnych wątkach tematyzuje szereg istotnych dla Portugalii kwestii. Śmierć Niemca jest bowiem wynikiem spekulacji nieruchomościami i ściśle wiąże się z rozwojem turystyki. Szereg zgonów we wiosce natomiast prowadzi w portugalską przeszłość – czasy Salazara i policji PIDE, biedę, lęk przed sąsiadem i emigrację. Wybierając takie właśnie wątki, Conrad przemyca w swojej książce wiele informacji na temat współczesnej historii Portugalii, a przyznać trzeba, czyni to umiejętnie. Sama postać Anabeli jest też przyczynkiem do wplecenia wielu kolokwializmów, idiomów czy portugalskich przysłów, choć sama kobieta nie będzie należała do moich ulubionych bohaterek. Conrad szkicuje osobę dość infantylną i skupioną na sobie (rzekomo przyleciała do Portugalii pomagać rodzicom) – ale moja sympatia do bohaterki oczywiście nie wpływa na odbiór całej książki. Wbrew tytułowi nie jest to jednak rasowy kryminał, raczej historia z dreszczykiem w tle, nie ma tu wielkiego napięcia i zwrotów akcji. Ot, lekka lektura na urlop w Portugalii.
Niestety odbiór całkowicie zepsuła mi lektorka audiobooka, która absolutnie nie zadała sobie trudu w czytaniu portugalskich, bardzo licznych, wtrąceń. Widać tu włoskie, brazylisjkie, niemieckie akcenty, ale jednego ze świecą szukać – portugalskiego Większość, o ile nie wszystkie, słów była dla mnie całkowicie niezrozumiała. I było to dla mnie wielkim zaskoczeniem, bo dotychczas niemieckie lektorki i lektorzy bardzo mnie w tej kwestii rozpieszczali.
Moja ocena: 4/6
Carolina Conrad, Mord an der Algarve, 278 str., Rowohlt 2018.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz