wtorek, 19 maja 2026

"Mock. Ludzkie zoo" Marek Krajewski


Po latach wróciłam do przedwojennego Wrocławia i serii o Eberhardzie Mocku. Ten kryminał zapowiadał się pysznie, bo nie dość, że cofamy się do młodości policjanta, to jeszcze do 1914 roku, gdy Niemcy były państwem kolonialnym. A to oznacza, że z kolonii czerpały korzyści, wykorzystywały ludność, zasoby i to często w niezwykle okrutny sposób. 

Młody Mock adoruje Marię, z zamiarami bardzo poważnymi. Kobieta jednak ma pewien problem, z mieszkania mieszczącego się blisko starego dworca słyszy dziwne odgłosy, każące jej podejrzewać obecność sił nadprzyrodzonych. Mock oczywiście nie wierzy w tę ewentualność i poniekąd z chęci zaimponowania wybrance rusza na poszukiwania. I trafia w piekło. To bowiem tajny burdel z afrykańskimi kobietami oraz szalone laboratorium, w którym pierwsze skrzypce grają gorylice. A cały ten proceder ściśle wiąże się ze zorganizowanym we wrocławskim ogrodzie zoologicznym tytułowym ludzkim zoo. Pod przykrywką poznawania innych, ehem, kultur, można było sobie pooglądać przez płot sprowadzonych z Afryki ludzi przy codziennych zajęciach. Można było nawet w nich rzucić kamieniem. Podebatować nad wyglądem. Tak samo jak przy klatce z małpami. To bardzo ciekawy, choć nie nieznany wątek. Ucieszyłam się, że Krajewski go podjął i ciekawie rozwinął. 

Niestety po wrocławskich wydarzeniach narracja się rozjeżdża, a Mock ląduje w Kamerunie. Początkowo zrzucałam moje niezadowolenie z konstrukcji tego kryminału mojemu ewentualnemu rozkojarzeniu podczas lektury, bo w tej afrykańskiej części przestały mi się sklejać wątki i zupełnie zgubiłam przesłanie. Pobieżny przegląd recenzji potwierdza jednak, że nie jestem w tych odczuciach osamotniona. A szkoda, bo uważam, że podjęcie tematu kolonializmu było świetnym posunięciem, językowo jest to także świetna robota. Niestety nie mam na tyle samozaparcia, by wracać i próbować zrozumieć wszystkie powiązania.

Moja ocena: 3,5/6

Marek Krajewski, Mock. Ludzkie zło, 400 str., Wydawnictwo Znak 2017. 

1 komentarz:

  1. Przez chwilę pomyślałem, że przeczytałbym coś M. Krajewskiego. Ale jakoś ten człowiek specjalnie mi nie imponuję, więc może kiedyś jak trafie na targu na jego książkę to przy okazji kupię. Nic na siłe.

    OdpowiedzUsuń