Moja wiedza o Kolumbii wykracza może nieco ponad przeciętną, ale na pewno nie miała głębokich fundamentów. Wesołowski w dwudziestu rozdziałach tłumaczy głównie najnowszą historię tego kraju, skupiając się na bojówkach i wieloletniej wojnie domowej i dokładając sporą cegiełkę do tego, co już wiedziałam. Jego teksty bazują na rozmowach z przedstawicielami i przedstawicielkami różnych stron – są członkowie FARC, byli członkowie, żołnierze armii, bliscy z obu stron, osoby zwerbowane jako dzieci, ofiary i wiele innych. Widać, że celem autora jest pokazanie wielu stron i poznanie przyczyn decyzji podjęcia walki po danej stronie. I jak to w przypadku każdego konfliktu bywa, tych przyczyn jest wiele i warto je zrozumieć. Wesołowskiemu faktycznie udaje się ukazanie tego zagmatwanego kalejdoskopu przyczyn i uwarunkowań kulturowych, edukacyjnych, społecznych i klasowych.
Równocześnie Wesołowski przekazuje wiele kolumbijskiego kolorytu, opisując Bogotę i Medellin, ale i inne mniejsze miasta. Zabiera na Karaiby i w góry, przemyca informacje o klimacie i rdzennych mieszkańcach, ale nie jest to opowieść o państwie, ale skupienie na tej najmniej chwalebnej części historii. Dla mnie była to niezmiernie ciekawa lektura, bo wiele z opisanych miejsc odwiedziłam, więc do opisywanych faktów automatycznie dodawałam obrazy. Autor operuje przystępnym językiem, jego styl jest potoczysty, więc dobrze się ten reportaż czyta, choć niekoniecznie tak dobrze słucha, lektor miał wyraźnie problemy z językiem hiszpańskim.
Moja ocena: 5/6
Maciej Wesołowski, Café Macondo. Reportaże z Kolumbii, 352 str., Wydawnictwo Agora 2019.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz