poniedziałek, 6 lipca 2026

"DJ Bambi" Auður Ava Ólafsdóttir


 

Bambi, Logn, a może V? Sześćdziesięciojednoletnia bohaterka wie jedno, na pewno kobieta. Choć urodziła się jako chłopiec, i to bliźniak. Jej droga do odnalezienia siebie była bardzo długa, a teraz w dojrzałym wieku czeka na operację, od sześciu lat. Bo na Islandii wprawdzie imię i płeć może zmienić w urzędzie bez problemu, ale chirurg przyjeżdża tylko raz na rok i operuje dwie osoby. Logn mieszka sama i balansuje między nadzieją na poczucie się w swoim ciele jak we własnej skórze a myślami o zakończeniu swojego życia. 

Islandka pokazuje kobietę w wieku, gdy już nie wzbudza zainteresowania, do tego trans-kobietę, której doskwiera brak akceptacji w dalszej i bliższej rodzinie. Do tego dochodzą liczne rozterki – czy w tym wieku tranzycja ma sens? Czy mogła zrobić coś inaczej? Jak ułożyć sobie stosunki z byłą żoną i synem? I dlaczego akceptacja przychodzi z najmniej oczekiwanej strony?

Najważniejszym tematem jest tu jednak wolność – Logn pragnie poczuć się wolna we własnej skórze, w zgodzie ze sobą i swoim ja. Poczucie wolności daje jej niewielki balkon, na którym czuje wiatr i przestrzeń. Poczucie wolności to obserwacja przeszkadzającym innym mew, to spacery nad morzem, powietrze, horyzont. Poczucie wolności to wreszcie tymczasowe imię – Logn – które oznacza bezwietrzny moment spokoju, po burzy. 

Język Ólafsdóttir jest oszczędny, pozostawia wiele przestrzeni dla myśli i sięga poza horyzont. Brak tu metafor, egzaltacji i porównań, bo nie ma takiej potrzeby, to wszystko pozostaje po stronie czytelniczki, wywołane kilkoma celnymi słowami. Bardzo doceniam, że Islandka wybrała na bohaterkę swojej powieści kobietę trans, do tego po sześćdziesiątce i oddała jej głos. Już z tego powodu warto.

Moja ocena: 5/6

Auður Ava Ólafsdóttir, DJ Bambi, tł. Jacek Godek, 196 str., Wydawnictwo Poznańskie 2025.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz