poniedziałek, 9 stycznia 2017

"Łaska tworzenia" Mariusz Szczygieł


Ta niewielka książka składnia do szybkiej lektury na jeden wieczór i niestety niesłusznie. Ja w ten sposób machnęłam tę książkę i zbyt szybko umknęła mi jej treść. Zbiór zawiera sześć reportaży, z których niektóre już znałam, tak mi się przynajmniej wydaje, zapewnie były publikowane w Dużym Formacie.

Szczygieł porusza rozmaite tematy - zaczyna od języka polskiego i jego przemian. Wraz z transformacją polityczną, zmianom ulega język. Autor bada nowinki językowe oraz ich genezę.
Kolejny tekst to już zupełnie inny kaliber, głównym tematem jest bowiem onanizm. Jak się okazuje temat w Polsce nadal wstydliwy i powodujący wiele kontrowersji. Inne reportaże poświęcone są marketingowi, lojalności, tytułowej łasce tworzenia. Bohaterem tego ostatniego jest lekarz, który realizuje się w tworzeniu oper. 
Ostatni tekst poświęcony jest Grzegorzowi Ciechowskiemu i właśnie ten najbardziej pamiętałam z DF. 

Łaska tworzenia to jednak rozczarowanie - za krótko, za mało, niezbyt spójnie. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to naprędce sklecony zbiór. Teksty są same w sobie dobre, ale w tej formie niestety tracą.

Moja ocena: 4/6

Mariusz Szczygieł, Łaska tworzenia, 167 str., Agora 2013.

niedziela, 8 stycznia 2017

"Habe ich dir eigentlich schon erzählt..." Sibylle Berg


Dawno nie sięgałam po książki Sibylle Berg, a to przecież jedna z moich najulubieńszych pisarek niemieckich. Ta niewielka objętościowo powieść także przypadła mi do gustu.
Anna i Max mieszkają w NRD, w prowincjonalnym mieście w Turyngii. Oboje mają po trzynaście lat i są bardzo samotni. Anna mieszka z matką, która jak wszyscy w NRD wyszła młodo za mąż, by mieć szanse na dostanie mieszkania, rozwiodła się i sama wychowuje, a właściwie hoduje córkę. Anna nie ma dobrego kontaktu z matką, która w pracy i po pracy lubi wypić. Dziewczyna wstydzi się nałogu matki, brakuje jej wspólnych rozmów i więzi. Mieszkają w nieogrzanym, przygnębiającym mieszkaniu bez żadnych wygód. Anna się nudzi, nie ma planów na życie, zresztą w NRD życie każdego obywatela jest z góry zaplanowane.

Podobnie czuje się Max, który mieszka z ojcem. Matka Maxa zmarła przy porodzie, a ojciec najwyraźniej nie poradził sobie ze stratą żony. W domu panuje cisza, ojciec nigdy nie rozmawia z synem. Max sam troszczy się o posiłki, szkołę, swoje życie. I tak jak Annie doskwiera mu samotność.
Gdy oboje przypadkowo wpadają na siebie na ulicy odkrywają, że mieszkają w tym samym bloku oraz że są do siebie bardzo podobni. Po kilku godzinach rozmowy porywają się na wspólną ucieczkę.

Ruszają bez konkretnego celu, zimą i trafiają najpierw do Polski, potem do Czech i Węgier. Spotykają różnych ludzi - takich, którzy pomagają im bezinteresowanie i takich, którzy chcą ich wykorzystać. Berg wplata nierealne spotkania i zwroty akcji, ale takie zabiegi dopuszcza przecież baśń, jak zawiadamia czytelnika podtytuł.
Ta podróż to lekcja dorastania - pierwsze samodzielnie podejmowane decyzje, kierowanie własnym losem, dojrzewanie i rodzące się uczucie. Wychowane w NRD dzieci muszą uczyć się jak kształtować swój los, co oznacza zaufanie i jak poradzić sobie z nieprzewidywalnością, a przede wszystkim tego, że mog ą mieć marzenia i że istnieją szanse na ich spełnienie.

Książka zachwyciła mnie językiem - bardzo podobają mi się krótkie i dobitne zdania Berg. Anna i Max naprzemiennie opowiadają o swoich uczuciach i przemyśleniach. Każdy rozdział przypomina wpis z pamiętnika nastolatka, akcję powieści poznajemy mimochodem.
To współczesna baśń o dorastaniu i o minionych czasach, na pozór naiwna i pozytywna, gdy jednak zedrzeć z niej wierzchnią, bajkową warstwę, zajrzymy w oczy samotności, szarości i beznadziei.

Moja ocena: 5/6

Sibylle Berg, Habe ich dir eigentlich schon erzählt... Ein Märchen für alle, 176 str., Kiepenhauer & Witsch Verlag 2006.

piątek, 6 stycznia 2017

"Więcej niż możesz zjeść. Felietony parakulinarne" Dorota Masłowska


Ostatni raz tak śmiałam się podczas lektury, gdy czytałam Ostatnią arystokratkę. Dobra, Arystokratka była śmieszniejsza, ale Dorota Masłowska także nieźle mnie ubawiła, choć po lekturze czułam niedosyt, bo mogłabym takich felietonów przeczytać jeszcze kilka. 

Kulinaria na dobrą sprawę w felietonach odgrywają małą rolę, podejrzewam, że Masłowska ma podobne do nich podejście, jak ja. Są one raczej przyczynkiem do rozważań na tematy wszelakie. Podane w felietonach przepisy są conajmniej ekstrawaganckie, zawierają na przykład takie składniki jak rodzic, pot czy łzy. Dużo ważniejsze są towarzyszące im historie, które publikowane były już w Zwierciadle. Na szczęście to czasopismo do Portugalii nie dociera i tekstów nie znałam. Poza felietonami integralną częścią książki są ilustracje Macieja Sieńczyka - jeśli więc macie wybór, koniecznie sięgnijcie po wydanie papierowe!

O czym więc Masłowska pisze? Wraca na przykład do lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych wspominając elastikowe rajstopki z krokiem w kolanach, gumę Turbo, leniwe niedzielne popołudnia umilane Dynastią czy inne zjawiska, zrozumiałe tylko dla osób, które dorastały w Peerelu. Czyli dla mnie. I właśnie te wspomnienia śmieszyły mnie do łez. Wychodzi na to, że jestem sentymentalna. Masłowska ma przede wszystkim to, co tak cenię u pisarzy i co tak bardzo sama chciałabym mieć - cudowny zmysł obserwacji i talent do ich ujęcia w zgrabne zdania. À propos zdań - tutaj czasami autorkę poniosło. Niektóre wielokrotnie złożone wytwory wydają się nie kończyć, a czytelnik w panice musi identyfikować orzeczenie, by nadążyć za autorką.

Masłowska nie zapomina także o współczesnych polskich fenomenach takich jak osiedlowe restauracje, serwujące sushi, bary rozsiane na polskich bezdrożach czy też powalające elokwencją reklamy. Pisze także o hotelach all inclusive i o gminie, która gościła drużynę hiszpańską podczas Euro 2012. I o Warsie.

Jeśli lubicie sarkazm, kpinę, zawiłe i elokwentne zdania, a do tego macie sentyment do PRL-u, to czym prędzej sięgajcie po tę, niestety, niewielką objętościowo książkę!

Moja ocena: 5/6

Dorota Masłowska, Więcej niż możesz zjeść. Felietony parakulinarne, 128 str., Noir sur Blanc 2015.

czwartek, 5 stycznia 2017

"Der Theoretikerclub" Anja Janotta


Książka w formie blogu? Czy takie rozwiązanie ma szanse być ciekawe? Muszę przyznać, że przez pierwszych kilkanaście stron przyzwyczajałam się do tej formy oraz wdrażałam w styl autorki. Zwłaszcza, że stosowana przez nią forma na dobrą sprawę blogiem w ścisłym tego słowa znaczeniu nie jest, ale raczej platformą, która służy rozmowom czterech kolegów. Są to około dwunastoletni Linus, Albert i Benjamin oraz ośmioletni Knut. Trzej starsi chłopcy założyli tytułowy Klub Teoretyków. Wszyscy są bardzo inteligentni, Linus specjalizuje się w komputerach i podobnie jak Albert jest uzdolniony matematycznie, Benjamin zaś zmienia imię na Roman, zafascynowany jest bowiem Starożytnym Rzymem oraz łaciną. Co więcej nawet zmienia religię z rzymsko-katolickiej na rzymską. Ci chłopcy pasuj ą do definicji nastoletniego nerda - ich życie kręci się wokół blogu, netu, wikipedii, teorii i wyśmiewaniu bandy Thomasa. Thomas oraz Moritz i Jonathan uwielbiają piłkę nożną, spędzają czas na uprawianiu sportu i podrywaniu dziewczyn, a konkretnie Alby, Flory i Lynn. Alba jest siostrą-bliźniaczką Alberta, więc chłopcy mają stały dopływ informacji na temat przeciwników. Rodzeństwo jednak żyje jak kot z psem, a sytuacja z każdym dniem się pogarsza.

A Knut? Ośmiolatek bardzo chciałby należeć do Klubu Teoretyków, jego członkostwo jest jednak tylko warunkowe. Według starszych kolegów jako uczeń podstawówki odstaje od nich intelektualnie. Właściwie jedynym powodem zaakceptowania jego uczestnictwa jest nieograniczony dostęp Knuta do najnowszych zdobyczy techniki, zapewniony przez testującego nowe aplikacje tatę. Knut stawia wiele pytań, przekręca słowa, nie zna skomplikowanych terminów, potrafi za to, w przeciwieństwie do Teoretyków, rozsądnie myśleć. I bardzo lubi, z wzajemnością zresztą, Albę, która często się nim opiekuje podczas nieobecności rodziców. Niestety to stawia jego lojalność na próbę - wielokrotnie musi wybierać między karkołomnymi planami zemsty, snutymi przez chłopców, a swoją przyjaźnią z Albą. 

Linus i paczka to teoretycy w pełnym tego słowa znaczeniu. Są świetni w wymyślaniu planów, tworzeniu schematów, przygotowywaniu wszystkiego na papierze ale w rzeczywistości mijają się z realiami i przegrywają na całej linii z Thomasem i dziewczynami. 

Zamiarem autorki było z pewnością ukazanie wartości przyjaźni i wspólnego działania. Nie jestem jednak przekonana czy uczyniła to wystarczająco czytelnie. Akcja prowadzona jest chaotycznie, motywy planów Linusa nie dość wyraźne. Nie trafił do mnie także podział między płciami - chłopcy siedzą ciągle przy telefonach, tabletach i komputerach, a dziewczyny stroją się, malują i plotkują. Druga grupa chłopców zaś gra tylko w piłkę. Zawsze gdy czytam takie opisy, zastanawiam się czy moje dzieci są takie dziwne czy świat książkowy aż tak przejaskrawiony. Moja córka twierdzi, że inne nastolatki takie są, więc pewnie do nich ta książka powinna trafić.

Atutem książki natomiast jest język - Janotta starała się, by brzmiał atrakcyjnie dla nastolatków i stworzyła sporo dowcipnych neologizmów. Także graficznie powieść oferuje ciekawe rozwiązania -  w prawym dolnym rogu książki umieszczono rysunki chłopców, które przy szybkim kartkowaniu stron sprawiają wrażenie animacji.

Mojej jedenastoletniej córce książka się podobała umiarkowanie, podobnie jak ja przez pierwszych kilkanaście stron nie była do niej przekonana. Jej zdaniem najciekawsze są wpisy na blogu, a intryga i jednostronny opis dziewczyn nie przypadły jej do gustu.

Moja ocena: 3,4/6

Anja Janotta, Der Theoretikerclub, 256 str., cbt Verlag 2016.

środa, 4 stycznia 2017

"Zatrute ciasteczko" Alan Bradley


Od dłuższego już czasu obserwowałam entuzjastyczne recenzje kolejnych książek o Flavii de Luce i przymierzałam się do lektury tej serii. W grudniu sięgnęłam po pierwszy tom i raczej po kolejne nie sięgnę. Nie złapałam bakcyla, nie polubiłam ani Flavii, ani jej rodziny, ani miasteczka, w którym mieszka. A co gorsza nie zainteresowała mnie zupełnie zagadka kryminalna. Minęły niecałe dwa tygodnie od lektury, a ja z wysiłkiem przypominam sobie szczegóły akcji.

Flavia do bez wątpienia rezolutna, inteligentna i wyjątkowo intensywnie zainteresowana chemią nastolatka. W domu nie ma łatwo - dwie starsze siostry są jej największymi wrogami, ojciec zatopiony w swojej kolekcji znaczków ignoruje córki, a mama zginęła podczas wspinaczki, gdy Flavia była małym dzieckiem. Jedyną bratnią duszą wydaje się być ogrodnik, bo na pewno nie zrzędliwa kucharka. Dziewczyna zajęta jest głównie wymyślaniem podstępów i sposobów na dogryzienie siostrom. Domowy rytm zakłóca jednak dziwna, nocna wizyta w domu de Luce oraz trup w ogrodzie! Trup oczywiście znaleziony przez Flavię, która, niedoceniana przez policję należy dodać, rozpoczyna własne śledztwo, które polega na karkołomnych wycieczkach, przeglądaniu starych gazet, rozmowach i wielu wyprawach na rowerze.

Akcja powieści rozgrywa się na początku lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku i zachwyca angielskim klimatem. I to chyba jedyny aspekt, który naprawdę mi się podobał. Mnóstwo informacji na temat kolekcjonowania znaczków, o filatelistycznych rarytasach, o funkcjonowaniu angielskich szkół czy policji. Flavia próbując odkryć ogródkowego mordercę trafia na nieznane jej fakty z przeszłości ojca, przez pewien czas nawet właśnie jego podejrzewa o zabójstwo.
Sama zagadka nie wydała mi się być szczególnie pasjonująca, zabójca był dla mnie oczywisty dosyć wcześnie, a starania i przygody Flavii nierealne.

Nie jestem przekonana do kolejnego spotkania z Flavią. Myślałam, by polecić tę książkę mojej córce, być może jej przypadnie bardziej do gustu.

Moja ocena: 3/6

Alan Bradley, Mord im Gurkenbeet, tł. 

Statystyka grudzień 2016


Przeczytane książki: 10

Ilość stron: 2632

Książki w ramach wyzwania projekt nobliści: 0
Książki w ramach wyzwania Czytamy Zolę: 0

wtorek, 3 stycznia 2017

Podsumowanie roku 2016

Z przyjemnością przeglądam statystyki i podsumowania roku na innych blogach, moja powstaje zawsze dopiero na początku stycznia. Nie lubię podsumowywać roku przed jego końcem, przecież zawsze jeszcze mogę przeczytać książkę życia :)

W tym roku czytałam 83 książki, z których skończyłam 79. Odrobinę więcej niż w ubiegłym roku, co mnie cieszy! Te cztery niedokończone książki to Canaima Rómulo Gallegosa, Modlitwa o deszcz Wojciecha Jagielskiego, Trzy córy Chin Jung Chang oraz Zimna krew Theresy Monsour. Trzem córom Chin chciałabym dać jeszcze jedną szansę, ale myślę, że lepiej czytałoby mi się to opasłe tomiszcze na czytniku, więc najpierw muszę zaopatrzyć się w ebook. 

Kolejny rok z rzędy czytam głównie polskie książki i sama nie wiem, czy mnie to cieszy, czy nie. Widzę, że kupuję przede wszystkim polską literaturę - być może to wpływ reklamy? Oto lista krajów, do których zawitałam w 2016 roku:

Polska - 28
USA - 6
Czechy - 3
Dania - 3
Finlandia - 3
Norwegia - 3
Chile - 2
Islandia - 2
Kanda - 2
Kolumbia - 2
Niemcy - 2
Szwecja - 2

Po jednej książce przeczytałam z Australii, Belgii, Białorusi, Boliwii, Brazylii, Chin, Izreala, Łotwy, Paragwaju, Rosji, Surinamu, Wenezueli oraz Wysp Zielonego Przylądka.

Cieszę się, że udało mi się czytać różnorodnie i dokończyć wyzwanie południowoamerykańskie. Przeczytałam po przynajmniej jednej (przeważnie więcej) książce z każdego kraju Ameryki Południowej. Jedyny problem sprawiła mi Gujana Francuska, która na dobrą sprawę nie jest państwem niepodległym, ale także stamtąd chciałam przeczytać książkę. Niestety mimo długich i mozolnych poszukiwań i konsultacji z osobami władającymi francuskim, spasowałam. Znalazłam tylko książki po francusku, a w tym języku nie czytam. Może kiedyś uda mi się jeszcze odnaleźć tłumaczenie na angielski, na razie pasuję. Gdy uzupełnię brakujące jeszcze recenzje, na pewno napiszę posta podsumowującego. Jeszcze nie zdecydowałam, czy będę teraz czytać brakujące kraje z konkretnego kontynentu, czy ogólnie. Myślałam o Ameryce Środkowej, ale spodziewam się trudności w poszukiwaniu książek. 

Widać, że czytałam sporo książek skandynawskich, pod znakiem tych krajów upłynęły mi październik i listopad. W obu miesiącach wylosowano mi w stosikowym losowaniu powieści, napisane w tych krajach, a ja pociągnęłam wątek i czytałam w tym klimacie. Nie udało mi się jeszcze przeczytać wszystkich książek, z tych krajów, które mam w stosie, więc w przyszłym roku na pewno do Skandynawii wrócę.

W 2016 roku przeczytałam 32 książki po niemiecku, 49 po polsku i dwie po angielsku. W tym roku na pewno dołączy do tego przynajmniej jedna książka po portugalsku, którą już od dawna  czytam. 

I znowu większość moich lektur została napisana przez mężczyzn - aż 42 książki! 33 napisały kobiety, 2 duet mieszany, aż 5 para mężczyzn, a jedna książka była zbiorem opowiadań.

Większość książek pochodziła z mojego stosu - przeczytałam 36 ebooków, 36 książek papierowych i wysłuchałam 11 audiobooków. 

Wrócę do wyzwań. Nadal staram się czytać noblistów, ale sięgnęłam po ich książki tylko trzy razy, z czego tylko jeden autor był dla mnie nowy. Blog wyzwaniowy bardzo ucichł ale jeśli ktoś miałby ochotę do nas dołączyć, to serdecznie zapraszam:


Najtrudniej wybrać mi 10 najlepszych książek roku, spoglądam na moje oceny, przeglądam tytuły i wychodzi na to, że ta dziesiątka będzie taka:

- "Dzikie wybrzeże" John Gimlette
- "Preparator" Hubert Klimko-Dobrzaniecki

Przeczytałam sporo książek, które oceniłam na przynajmniej piątkę, ale gdy spoglądam na te tytuły z perspektywy czasu trudno mi wśród nich znaleźć książki wybitne. Szukam więc lektur, które zapadły mi w pamięć, poruszyły mnie. I w sumie o to przecież w literaturze chodzi!

W tym roku zaczęłam także korzystać z portalu goodreads, jeśli także się tam udzielacie, chętnie się z wami zaprzyjaźnię. Ten portal oferuje ładne graficznie roczne zestawienie:


Możecie mnie także znaleźć na fejsbuku i na instagramie, gdzie publikuję nie tylko książkowe zdjęcia.

A jakie mam plany na rok 2017? Chcę czytać jeszcze więcej, dopinguje mnie córka, która przeczytała ponad dwa razy więcej książek niż ja. Planuj ę nadal konsekwentnie pracować nad moim stosem, zwłaszcza papierowym. W zeszłym roku planowałam ukończenie wyzwania południowoamerykańskiego, co mi się udało oraz czytanie noblistów i Emila Zoli. Nad tymi dwoma punktami muszę jeszcze popracować. Chciałabym przeczytać przynajmniej tych noblistów, których książki mam na czytniku. Czy do Zoli wrócę, nie wiem? Zobaczymy. 

W 2016 roku minęło dziesięć lat odkąd założyłam mój blog. Cieszę się, że wytrwałam. Ten rok był pierwszym, w którym nie opublikowałam recenzji każdej przeczytanej książki, ale jestem pewna, że uda mi się te brakujące nadrobić. 

Drodzy czytelnicy życzę wam, by w tym roku książki dawały wam wytchnienie od codzienności, towarzyszyły w dobrych chwilach i wspierały w tych trudniejszych, a także dziękuję za komentarze i wizyty na blogu!

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Stosikowe losowanie 2016

Styczeń

Anna: "Czasy secondhand" Swietłana Aleksijewicz
Guciamal: "Noc w Lizbonie" Erich Maria Remarque
ZwL: "Władca much" William Golding
Marianna: "Co się komu śni. I inne historie" Andrzej Mularczyk
Anne18: "Ania ze Złotego Brzegu" Lucy Maud Montgomery
Agnieszka: "Wiśniowy dworek"
Maniaczytania: "Ania z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery

Luty

Guciamal: "Marie jego życia" Barbara Wachowicz
Anna: "Prawda" Rikka Pulkkinen
ZwL: "Zrób sobie raj" Mariusz Szczygieł
Niekoniecznie papierowe: "Frankenstein" Mary Shalley
Karto_flana: "Dziwny przypadek psa nocną porą"
Marianna: "Łuk triumfalny" Erich Maria Remarque
Maniaczytania: "Ania z Avonlea" Lucy M. Montgomery

Marzec

Guciamal: "Boy-Żeleński. Błazen - wielki mąż" Józef Hen
Marianna: "Country of my Skull" Antije Krog
Niekoniecznie papierowa: "Krokodyl z kraju Karoliny" Joanna Chmielewska
ZwL: "Czradasz z mangalicą" Krzysztof Varga
Anna: "Dzikie łabędzie. Trzy córy Chin" Jung Chang - przerwana

Kwiecień

Anna: "Człowiek nietoperz" Jo Nesbo
Niekoniecznie papierowa: "Salon berliński i inne eseje" Hannah Arendt
Maniaczytania: "Tully" Paulina Simons
Marianna: "Kwiat pustyni" Waris Dirie
ZwL: "Na koniec świata. Historia odkryć geograficznych" Bernhard Kay
Guciamal: "Anioł zagłady" Stanisław Sroczyński

Maj

Anna: "Modlitwa o deszcz" Wojciech Jagielski
Marianna: "The Ghost of Sani Abacha" Chuma Nwokolo
Guciamal: "Czarny anioł" Mika Waltari
ZwL: "Uwięziona dusza" Lucy Maud Montgomery
Maniaczytania:

Czerwiec

Anna: "Sugars Gabe" Michel Faber
Marianna: "Solfatara" Maciej Hen
Niekoniecznie papierowe: "Między wariatami" Marcin Meller
Valancy Stirling: "Cyrk nocy" Erin Morgenstern
Maniaczytania: Agatha Raisin
Guciamal: "Bez dogmatu" Henryk Sienkiewicz

Lipiec

Anna: "Widok z Castle Rock" Alice Munro
Marianna: "River God" Wilbur Smith
Niekoniecznie papierowe: "Dzienniki gwiazdowe" Stanisław Lem
Maniaczytania: "Płacząca Zuzanna"
Guciamal: "Królowie przeklęci. Wilczyca z Francji" Marcel Druon

Sierpień

Marianna: "The Gift of Rain" Tan Twan Eng
ZwL: "Tajemniczy płomień królowej Moany" Umberto Eco
Maniaczytania:
Guciamal: "Zazdrośni" Sandor Marai
Niekoniecznie papierowe: "Dygot" Jakub Małecki
Anna: "Podmorska wyspa" Isabel Allende

Wrzesień

Anna: "Wie keiner sonst" Jonas T. Bengtsson
Niekoniecznie papierowe: "Szaleństwo katalogowania" Umberto Eco
Marianna: "Portret Doriana Greya" Oscar Wilde
Guciamal: "Kiki van Beethoven" E.E. Schmitt
Maniaczytania:

Październik

Anna: "Wyjący młynarz" Arto Pasiilinna
Niekoniecznie papierowe: "The oval world. A global history of rugby"
Marianna: "Neapol 44" Normal Lewis
ZwL: "Aku-Aku" Thor Heyerdahl
Guciamal: "Prywatne życie Mony Lisy" Pierre La Mure
Maniaczytania:

Listopad

Anna: "Księga Diny" Herbjorg Wassmo
Guciamal: "Perełka" Patrick Modiano
ZwL: "Pamiętniki" Janusz Korczak
Marianna: "Last Man in Tower" Aravind Adiga
Niekoniecznie papierowa: "Poniedziałkowe dzieci" Patti Smith

Grudzień

Anna: "Para w ruch" Terry Pratchett
ZwL: "Niepiękne dzielnice"
Marianna: "Małe kobietki" Louisa May Alcott
McDulka: "Sen mistrza. Sekrety twórczego snu Leonarda da Vinci" Michał Maj
Guciamal: "Świat wczorajszy" Stefan Zweig

niedziela, 1 stycznia 2017

Stosikowe losowanie 1/17 - pary

McDulka wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 960 książek) - 117
ZwL wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 7 książek) - 4
Maniaczytania wybiera numer książki dla Anny (w stosie 207 książek) - 9
Anna wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 103 książek) - 92
Guciamal wybiera numer książki dla Marianny (w stosie 757 książek) - 555
Marianna wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 200 książek) - 14

sobota, 31 grudnia 2016

"Sekretne życie pszczół" Sue Monk Kidd



Od dawna miałam ochotę na tę książkę, zachwalaną przez wiele osób. To powieść o kobietach, silnych kobietach, o różnicach rasowych i życiu na południu Stanów Zjednoczonych na początku lat sześćdziesiątych.

Lilly wychowuje ojciec, a właściwie tresuje i demonstruje swoją niechęć. Dziewczyna wyrasta bez miłości, troski i zrozumienia, a przede wszystkim w niepewności co do losów swojej matki. W jej pamięci zachowała się gwałtowna scena kłótni rodziców i strzał z pistoletu. Nastoletnia Lilly nie jest pewna kto oddał strzał i co doprowadziło do śmierci mamy. Jej życie to dojmująca tęsknota za matką.  Jej opiekunka Rosaleen wpada w kłopoty na tle rasowym, gdy wybiera się, by wpisać się do rejestru wyborców. Lilly pragnie uratować z więzienia najbliższą jej osobę i planuje ucieczkę w domu. Wybiera się do miejsca, którego nazwę odnalazła na jednej z pamiątek po mamie - zdjęciu Czarnej Madonny. Po wielu perypetiach dociera do różowego domu, w którym mieszkają trzy ekscentryczne siostry. Ich życie toczy się wokół uli i produkcji miodu oraz figury pewnej Madonny. Ten dom to swoista komuna kobiet - azyl, wyspa szczęścia, gdzie panuje zrozumienie i wzajemne wsparcie. To także moment, w którym Lilly doświadcza, jak czują się osoby o odmiennym kolorze skóry. Ona jako jedyna o jasnej skórze uchwytuje momenty, w których nie przynależy do reszty, jest inna.

Sekretne życie pszczół to jednak przede wszystkim książka o dojrzewaniu i poszukiwaniu tożsamości - Lilly stopniowo odkrywa prawdę o swojej matce, uczy się ją zaakceptować, przyjąć ją, a także pomocną rękę. Lilly odkrywa siłę miłości, przeżywa pierwsze zakochanie i dowiaduje się, jak wspaniale jest być otoczonym kochającymi osobami. Dopiero w różowym domu uczy się zaufania, mówienia o uczuciach i dopuszczania do siebie innych.

Powieść Sue Monk Kidd jest krzepiąca, ciepła i pozytywna, mimo że porusza trudne tematy. Przemoc w rodzinie, samobójstwo, segregacja rasowa, pozyskiwanie praw przez Afroamerykanów i niesprawiedliwość społeczna to ciężki kaliber, a jednak ta książka jest taka, jak wyżej opisałam i co ważne, bez amerykańskiego nadmiernego lukru i niewiarygodnych zwrotów akcji. Autorka podkreśla siłę kobiet, ich moc zmian i wsparcia, która w nieprzyjaznym świecie działa cuda i pomaga przetrwać najgorsze chwile.

Nie mogę nie wspomnieć o głębokiej symbolice tej powieści, która zasadza się głównie na życiu pszczół. Nie tylko praca w pasiece i wyjaśnienia Augusty (najstarsza z sióstr z różowego domu) ale także fragmenty, opisujące życie pszczół umieszczone na końcu każdego z rozdziałów, podsuwają czytelnikowi analogie. Pszczela królowa-matka odzwierciedla czczoną przez kobiety Madonnę, a dla Lilly jej zmarłą mamę. Pozostałe kobiety uwijają się wokół Madonny niczym rój robotnic wokół królowej. Takich odniesień można znaleźć więcej, a uzupełniają je przypowieści Augusty, którymi próbuje zyskać zaufanie Lilly i ukierunkować jej myśli.

Cieszę się, że wreszcie zdecydowałam się na lekturę tej powieści, umiliła mi krótki urlop przedświąteczny.

Moja ocena: 5/6

Sue Monk Kidd, Die Bienenhüterin, tł. Astrid Mania, 352 str., btb 2005.

piątek, 30 grudnia 2016

"Mieses Karma" David Safier


Od początku wiedziałam, że ta powieść nie jest typem książek, po które sięgam dobrowolnie. Dlaczego więc po nią sięgnęłam? W zeszłym roku dostałam na urodziny drugi tom czy też kontynuację, a że nie znoszę wręcz chorobliwe czytania nie po kolei, zaopatrzyłam się w część pierwszą.

O co chodzi w Złej karmie? Bardzo popularna redaktorka programów politycznych wyrusza do Kolonii na galę rozdania niemieckiego odpowiednika naszych Wiktorów. Zostawia w domu kilkuletnią córkę świętującą urodziny oraz niepracującego męża. Kim szybko i bez sentymentów pnie się po szczeblach kariery, a nagroda ma być ukoronowaniem jej wysiłków. Niestety nie wszystko idzie po jej myśli, a sprawy przyjmują najgorszy z możliwych obrót, gdy podczas samotnej chwili na hotelowym dachu trafia w nią kawałek rozpadającej się właśnie w przestrzeni kosmicznej rosyjskiej stacji badawczej. Kim umiera i powraca na świat w postaci mrówki. Podczas reinkarnacji spotyka Buddę, który w kilku zdaniach tłumaczy jej, co się z nią stało. Kim-mrówka mieszka w mrowisku nieopodal swojej willi w Poczdamie. Z perspektywy insekta obserwuje więc swoją własną stypę oraz była najlepszą przyjaciółkę, która wydaje się zarzucać sieci na wdowca. Kim ogarnia wściekłość ale stopniowo rozpracowuje system działania reinkarnacji i karmy. Dobre działania mogą zapewnić jej reinkarnację w postaci lepszego zwierzęcia, na przykład świnki morskiej własnej córki czy cielaka, a może nawet psa. Na lepszą karmę nie jest jednak łatwo zapracować. W mrowisku jest jednak jeszcze jeden były człowiek, a konkretnie Casanova, który od setek lat powraca wciąż pod postacią mrówki. Oboje postanawiają razem zawalczyć o lepszą przyszłość.

Ta książka jest śmieszna, wiele pomysłów autora jest naprawdę udanych, kilka scen bardzo komicznych. Sięgając po nią należy mieć jednak świadomość, że służy ona tylko i wyłącznie lekkiej i przyjemnej lekturze, czystej rozrywce. To czytadło do przeczytania w jeden dzień i zapomnienia. Nie wnosi niczego w życie czytelnika i nie zapada na lata w pamięć. Nie widzę nic złego w takich książkach, ja po prostu po takie nie sięgam. Mam poczucie, że gdy sięgam po książkę i poświęcam jej czas, to chciałabym coś z niej wynieść - nowe informacje, emocje, poruszenie. Drugą część Złej Karmy także przeczytam - to w końcu prezent, ale po dalsze powieści Safiera raczej sięgać nie będę.

Moja ocena: 2,5/6

David Safier, Mieses Karma, 288 str., rororo 2008.

"Anders Morderca i przyjaciele (oraz kilkoro wiernych nieprzyjaciół)" Jonas Jonasson


Jonas Jonasson powinien przestać pisać książki albo zmienić styl. Pomysł, który był olśniewający i przekomiczny w Stulatku, zaczynał nużyć w Analfabetce, w Andersie Mordercy stał się nudny jak flaki z olejem. Nie pierwszy już raz tylko i wyłącznie dzięki audiobookowi dotrwałam do końca książki. 

Tytułowy Morderca po wielu latach wychodzi z więzienia i postanawia zarzucić swój fach. No może nie całkiem, małe wymuszenia z pewnością pozwolą mu zarobić na życie. Niestety (dla niego) na jego drodze staje Johanna - kobieta - pastor oraz recepcjonista podrzędnego hotelu. Ta ekscentryczna para wpada na pomysł na świetny biznes. Johanna jest już byłym pastorem, a Per ma dość swojego nędznego żywota recepcjonisty - ich finansową przyszłość ma zabezpieczyć Anders, dla którego zbierają zlecenia. Jego rolą jest ich wypełnianie czyli uszkodzenie tej lub innej części ciała wroga aktualnego zleceniodawcy. Interes kwitnie i pewnie wszystko toczyłoby się według planu gdyby nie religijne objawienie Mordercy, do którego niechcący przyczyniła się Johanna chętnie cytująca Biblię.
Nawrócony Anders nie może już okaleczać innych, w końcu chce podążać za Jezusem. Nic to, rezolutna Johanna wpada na nowy pomysł i zakłada kościół Mordercy Andersa.

Ta książka to satyra na kościół, a przede wszystkim na sekty i ich wyznawców. Dostaje się też mediom i łatwo poddającym się manipulacji ludziom. I o ile spostrzeżenia Jonassona są trafne, a sarkazm miejscami bawi, to całość niestety wypada blado.

Moja ocena: 3/6

Jonas Jonasson, Mörder Anders und seine Freunde nebst dem einen oder anderen Fein, tł. Wibke Kuhn, czyt. Jürgen von der Lippe, 352 str.,  der Hörverlag

czwartek, 29 grudnia 2016

Kalendarz Pana Kuleczki 2017, Wojciech Widłak, Elżbieta Wasiuczyńska

Kalendarze na przyszły rok kupione?? U nas kalendarz oczywiście jest, a dziś syn rozpoczął upiększanie i dodawanie szczególnie ważnych dla niego dat. Już drugi rok z rzędu w jego pokoju zawiśnie Kalendarz Pana Kuleczki:


Dlaczego co roku wybieramy właśnie ten kalendarz? Nie wiem właściwie czemu nigdy u nas nie zawitały książki o Panu Kuleczce, uprzednia znajomość bohatera nie grała więc w wyborze żadnej roli. Uwielbiamy przede wszystkim przepiękne, ciepłe ilustracje Elżbiety Wasiuczyńskiej.

A drugim autem jest możliwość współtworzenia kalendarza. Zestaw kolorowych, a przede wszystkim nieszablonowych, naklejek pozwala synowi na zaznaczenie ważnych dla niego dat - urodzin bliskich, wyjazdów, świąt specyficznych dla kraju, w którym mieszkamy itd. Ile tu możliwości wyboru i dyskusji - komu przykleimy kwiatek, a komu serduszko? Do czego wykorzystamy koniczynkę, a do czego strzałki? Naklejek na szczęście nigdy nam nie zabrakło!

Kalendarz jest też wspaniałą okazją do powtórzenia polskich nazw miesięcy. Ile razy muszę odpowiadać, który miesiąc to wrzesień, a który czerwiec. Czasem mam wrażenie, że syn tych nazw  nigdy nie zapamięta, a potem okazuje się, że jednak je zna, tylko mama szybciej podpowie. 


Fajnym dodatkiem do kalendarza jest opowiadanie, umieszczone na samym początku. Dla nas to szczególnie miłe, bo dzięki niemu mogliśmy bliżej poznać bohaterów książek Wojciecha Widłaka.


Odkąd kupujemy kalendarz łatwiej jest mi tłumaczyć i pokazywać ile dni trzeba czekać do urodzin, świąt, wyjazdu, wakacji. Z początkiem każdego nowego miesiąca, spoglądamy jakie wydarzenia nas czekają, kto będzie świętował i jakie mamy plany. 

A wy lubicie kalendarze? Macie ulubione?

Kalendarz 2017 Pan Kuleczka, Wojciech Widłak, Elżbieta Wasiuczyńska, Media Rodzina 2016.

środa, 28 grudnia 2016

"Kometa nad Doliną Muminków" Tove Jansson


Aż trudno uwierzyć ale właściwie nigdy nie czytałam Muminków. Pamiętam, że kiedyś któryś z tomów wypożyczyłam z biblioteki ale nie zachwycił mnie w latach wczesnoszkolnych, a później już nie próbowałam ponownej lektury. Trochę żałowałam, widząc jak wielu fanów mają Muminki. Pomyślałam, że może z córką sięgniemy po tę klasykę, ale ona nie chciała. Na szczęście chciał syn.  I na szcz ęście zostaliśmy obdarowani tą książką. Razem przeczytaliśmy Kometę i wygląda na to, że każdemu z nas podobało się w niej coś innego.

Podczas jednej z wypraw na plażę Muminek i Ryjek odkrywają grotę. To grota Ryjka, bo on pierwszy ją zauważył. Muminek nie spiera się jednak o takie sprawy i cieszy się ze znalezionych pereł oraz wspólnej wycieczki. Pewnego dnia nawiedza dolinę wielki deszcz, a na drugi dzień cała okolica pokryta jest dziwnym pyłem. Podczas ulewy przychodzi do domku Muminków Piżmowiec, którego norka została zalana. To właśnie on straszy Muminki wizją zagłady. Muminek i Ryjek wyruszają więc do Obserwatorium, by sprawdzić czy zbliżająca się do Doliny Kometa faktycznie w nią trafi i wszystko zniszczy.
Podczas wyprawy spotykają Włóczykija i dalej ruszają już we trójkę. Nie jest to łatwa wycieczka, natrafią na wiele niebezpieczeństw, ale, jak się zapewne domyślacie, szczęśliwie wrócą do domu i zdążą uratować bliskich przed kometą. 

Zaskoczona byłam jak wyraziście Jansson nakreśliła każdą z postaci. Każda z nich to inne cechy charakteru, inne spojrzenie na świat, a wspólnie tworzą zgarną kompanię. Nie uciekłam oczywiście od doszukiwania się wśród bohaterów książki typowych osobowości ludzkich, mój syn za to koncentrował się na akcji, przygodzie. I dobrze, bo gdyby zaczął porównywać mnie z zapobiegliwą i pobłażliwą Mamą Muminka wypadłabym bardzo blado. Podczas gdy ja raczej odnajdywałam się w postaci Włóczykija, on śledził z większą uwagą wypowiedzi Muminka i Ryjka.

Nic nie napisałam o ilustracjach, które oczywiście są piękne, świetnie wplecione w tekst. Syn długo się im przyglądał, a i mnie się podobały. Tak samo zresztą jak nowe wydanie, w nieco większym formacie niż dotychczas. 



Mam ochotę poznać kolejne tomy, więc pewnie w przyszłości obdaruję nimi syna. Jakiś pretekst zawsze się znajdzie. 

Moja ocena: 5/6

Tove Jansson, Kometa nad Doliną Muminków, tł. Teresa Chłapowska, 179 str., Nasza Księgarnia 2014.

wtorek, 27 grudnia 2016

"Para w ruch" Terry Pratchett


Ostatnie dwa tomy Pratchetta stały sobie na półce i czekały. Oszczędzałam je sobie, bo w końcu to ostatnie tomy! Marianna się nad nimi zlitowała i wylosowała mi w stosikowym Parę w ruch. Niestety zachwycić się tym tomem nie umiałam.

Tym razem Pratchett bierze na tapetę powstanie Żelaznej Belki, dla niewtajemniczonych - kolei. Sprytny Dirk Simnel korzysta z doświadczeń dziada i ojca oraz swoich obserwacji pary unoszącej pokrywkę garnka i konstruuje lokomotywę. Chłopak ma poczucie, że wpadł na coś wielkiego, równocześnie wie jednak, że sam swojego wynalazku nie wypromuje. Rusza więc tam, gdzie może zdarzyć się wszystko czyli do Ankh-Morpork, a swoim sponsorem czyni Harryego Króla. Ta spółka potrzebuje jeszcze speca od marketingu czyli Moista von Lipwiga, który oczywiście świetnie odnajduje się w swojej roli.

Akcja toczy się wartko, zawirowania polityczne wśród krasnoludów czynią potrzebę rozwijania kolei bardziej pilną. Oprócz rewolucji przemysłowej, która całkowicie opanowuje mieszkańców Świata Dysku, Pratchett porusza kilka innych kwestii. Pierwsza z nich to sposób działania terrorystów, którymi są tu gragowie. Ich metody podjudzania i pozyskiwania popleczników niczym nie różnią się od tych, stosowanych współcześnie. To truizm ale warto uświadamiać sobie tę prawdę wciąż na nowo - bardzo łatwo, dużo łatwiej niż sądzimy, jest omotać innych i pozyskać dla własnych idei. Druga kwestia to gender, która odgrywa znaczną rolę w krasnoludzkim świecie. Bardzo podobało mi się w jaki sposób autor tę tematykę wprowadził do akcji. Nie napiszę nic więcej, bo zostawił ją na wielki finał książki. Ciekawa jest też satyra na mieszkańców Quirimu, którzy tak bardzo przypominają Francuzów oraz konsekwencje jakie pociąga ze sobą wynalazek. Niebezpieczeństwo wypadków, podrabianie pomysłu, nieudolne imitacje, zmniejszenie dystansu, migracja ludzi itd.

Para w ruch to nie jest tryskająca komizmem powieść, to raczej gorzka satyra otaczającego nas świata. Podczas lektury rzadko się uśmiechałam, a częściej w zadumie kiwałam głową. Na pewno ten tom nie należy do najlepszych z cyklu. Nie poleciłabym go tym, którzy chcą rozpocząć przygodę ze Światem Dysku (zresztą i tak najlepiej czytać od początku!),  sądzę, że to raczej książka dla fanów, którzy i tak będą chcieli poznać wszystkie tomy.

A na koniec jeszcze mój ulubiony cytat:

"Moist jęknął. Była prawie siódma, a on miał alergię na koncepcję dwóch godzin siódmych tego samego dnia."

I w tym punkcie bardzo się z Moistem zgadzam :)

Moja ocena: 3,5/6

Terry Pratchett, Para w ruch, tł. Piotr W. Cholewa, 334 str., Prószyński i S-ka 2014.

niedziela, 25 grudnia 2016

Stosikowe losowanie 1/17

Zapraszam do zgłaszania się do rundy styczniowej! Pary rozlosuję 1 stycznia, czas na przeczytanie książek mamy każdorazowo do końca miesiąca.

Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.

2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.

3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.

4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.

5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.

6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie.

sobota, 24 grudnia 2016

Życzenia świąteczne

Kochani czytelnicy, życzę wam zaczytanych, leniwych i pełnych pokoju Świąt Bożego Narodzenia!!! 

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Statystyka listopad 2016


Przeczytane książki: 4

Ilość stron: 1741

Książki w ramach wyzwania projekt nobliści: 1
Książki w ramach wyzwania południowoamerykańskiego: 0
Książki w ramach wyzwania Czytamy Zolę: 0


Przeczytane tytuły: 

- Herbjorg Wassmo "Księga Diny"
- Karl Ove Knausgard "Moja walka. Księga 1"
- Johanna Nilsson "Kochający na marginesie"
- Karl Gjellerup "Młyn na wzgórzu"


Najlepsza książka: "Kochający na marginesie" Johanna Nilsson

Ilość książek w stosie: 72

"Młyn na wzgórzu" Karl Gjellerup


Gdyby nie Nagroda Nobla przyznana Gjellerupowi w 1917 roku, pewnie nigdy nie sięgnęłabym po jego prozę. Dzięki serwisowi Wolne Lektury trafiłam właśnie na ten tytuł, zresztą jedyny tam oferowany, więc wybór był prosty. Dopiero teraz przeczytałam w jego biografii, że w swojej twórczości poruszał także wątki buddyjskie i wyraźnie autobiograficzne i podejrzewam, że te utwory są ciekawsze od Młyna na wzgórzu

Jakub jest właścicielem młyna, ojcem małego Janka i mężem umierającej Chrystiany. Atmosfera w młynie jest napięta - służąca w nim Lisa to kobieta demoniczna, w której kochają się wszyscy, zarówno parobek, pomocnicy jak i sam Jakub. Targany wyrzutami sumienia właściciel stara się trzymać służącą na dystans, jego żona jednak zdaje sobie sprawy z namiętności do niej i na łożu śmierci prosi męża o poślubienie kobiety, która będzie dobra dla Janka. Jakub odgaduje, że Chrystyna myśli o bogobojnej i skromnej Hannie - siostrze swojego przyjaciela i pragnie w ten sposób wyrazić swoją obawę przed małżeństwem z Lizą, której Janek nie lubi. 

Po śmierci Chrystyny, pochodząca z kłusowniczej rodziny Liza stawia sobie za cel zostanie młynarzową i konsekwentnie omotuje Jakuba, na przykład wzbudzając w nim zazdrość. Ten natomiast spędza dużo czasu w leśniczówce przyjaciela, by spotykać się z Hanną, a także by uciec od dusznej atmosfery w młynie. Mimo to wewnętrzna walka między czystą miłością, a grzeszną namiętnością nigdy się nie kończy. A właściwie kończy się tragedią.

Młyn na wzgórzu nie zachwycił mnie właściwie niczym - językowo bardzo rozwlekły, liczne opisy natury, nastrojów są nudne, spostrzeżenia dotyczące uczuć, charakterów niemniej nieciekawe. Nawet sam konflikt wewnętrzny głównego bohatera wydał mi się wręcz śmieszny, a demonizm i owijania wokół małego palca poszczególnych samców przez Lizę bardzo nierealne. Ten szkic kobiety na wskroś złej, pochodzącej z niegodziwej rodziny i ukazanie w kontraście pogodnej, bogobojnej i cichej przeciwniczki nie zdał egzaminu czasu.

Nie jestem w stanie ocenić słuszności przyznania Nagrody Nobla Gjellerupowi, gdyż nie dostał jej za konkretną powieść lecz za różnorodną twórczość poetycką i wzniosłe ideały i z tym drugim spostrzeżeniem mogę się zgodzić. Ideałów w tej powieści zaiste nie brak, jego poezji jednak nie zamierzam poznawać.

Moja ocena: 3/6

Karl Gjellerup, Młyn na wzgórzu, tł. Stanisław Sierosławski, 378 str., Wolne Lektury.

piątek, 2 grudnia 2016

Stosikowe losowanie 12/16 - pary

Anna wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 100 książek) - 15
Guciamal wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 960 książek) - 666
ZwL wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 7 książek) - 3
Maniaczytania wybiera numer książki dla Niekoniecznie papierowej (w stosie 100 książek) - 7
Niekoniecznie papierowa wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 137 książek) - 25
McDulka wybiera numer książki dla Marianny (w stosie 750 książek) - 123
Marianna wybiera numer książki dla Anny (w stosie 200 książek) - 35