piątek, 31 lipca 2009

"Moonlight" Harold Pinter


Zdecydowałam się na przeczytanie dramatów Pintera, bo teatr to także moje wielkie hobby a i Pinter przede wszystkim jest dramaturgiem.
Przeczytałam trzy sztuki: "Party time", "Moonlight", "Ashes to ashes". Od pierwszych słów uderza charakterystyczny styl Pintera: dominują krótkie zdania, urywane wręcz, powtórzenia. Czytelnik ma wrażenie, że rozmówcy nie słuchają się uważnie, gdyż ciągle odbiegają od tematu. Pinter odrzuca tradycyjny podział sztuk na akty i sceny, co mi się podobało.
Chciałabym napisać coś o samej treści - ale trudno mi będzie. Treść wydaje się być całkowicie błaha ale podskórnie czułam, że Pinter pod przykrywką lekkich rozmów, przekazuje coś więcej. Niestety bardzo trudno było mi uchwycić to coś. Na pewno pomogło by tu obejrzenie inscenizacji i jeśli mi się taka możliwość trafi, na pewno to uczynię. Na razie jednak muszę dumać sama, bo i w sieci niewiele znalazłam.
"Party time" to jak sam tytuł wskazuje scenka rodzajowa w trakcie małej domowej imprezy. Goście rozmawiają na różnorakie błahe tematy - o nowym klubie tenisowym, plotkują o innych. Równocześnie niektórzy z gości jadąc na imprezę trafili na obławę i zamieszki na ulicy. Młoda dziewczyna - Dusty - szuka swojego brata, który nagle pojawia się drzwiach. Nie widzę powiązań, nie widzę przesłania.
"Moonlight" - małżeństwo wspomina przeszłe lata. Mąż, będący o krok od śmierci, wspomina o spotkaniu z dawną przyjaciółką rodziny, żona ze znajomym sprzed lat. Ich synowie (którzy z rodzicami nie mają kontaktu) również prowadzą rozmowę. Pozornie bez składu i chronologii. Przeczytajcie proszę i podzielcie się wrażeniami!
"Ashes to ashes" wreszcie to jedynie rozmowa małżeństwa - Rebecca opowiada mężowi o swoim byłym? aktualnym? brutalnym kochanku. Z urywanych zdań wyłania się postać bez skrupułów, nazywana führerem, która włada nad losem i życiem pracowników fabryki. Sztuka wywoływała we mnie zdecydowanie skojarzenia nazistwoskie ale nie jestem przekonana czy o takie autorowi chodziło.

Trudne to utwory, wymagające zadumy i przede wszystkim dobrej inscenizacji. Szalenie ciekawa jestem innych opinii!

Harold Pinter, Mondlicht und andere Stücke, tł. H.M. Ledig-Rowohlt, Elisabeth Plessen, Peter Zadek, Michael Walter, 113 str., rowohlt.

11 komentarzy:

  1. Coś czuję, że w Polsce trudno będzie to dorwać...

    OdpowiedzUsuń
  2. Joanno nie mam pojęcia. Tutaj stała sobie książka w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też planuję spotkanie z Pinterem, ale niestety z żadną ze sztuk przeczytanych przez Ciebie. Na mnie czeka "Caretaker"

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie czytalam nic Pintera. Ruz po jego smierci wszystkie gazety o nim pisaly, zachowalam sobie kilka artykulow, ale nie przeczytalam ich. Podejrzewam, ze w odbiorze jego sztuk bardzo pomaga interpretacja przez aktorow, lepiej chyba sie te sztuki oglada w dobrym wykonaniu, niz czyta.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lilithin mocno jednak podejrzewam, że styl będzie podobny. Ciekawam Twoich wrażeń!

    Chihiro absolutnie się z Tobą zgadzam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaintrygował mnie projekt czytelniczy dotyczacy Noblistów, czy mogę jeszcze dołączyć do zacnego grona Uczestników?

    OdpowiedzUsuń
  7. Belcantto, bardzo chętnie. Na jaki adres? Spróbuję na gazetowy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie chciałabym przeczytać Pintera, bo zazwyczaj nie mam problemów z "widzeniem" czytanej sztuki, ale akurat Pintera sie obawiam. Boję się, że nie dam się porwać i pozostanie mi niesmak. Do Pintera pewnie trzeba dojrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaułku pewnie i dojrzeć i zobaczyć jednak w teatrze.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pinterem zachwyciłam się w klasie maturalnej. Widziałam tylko jedną jego sztukę w teatrze, a tak to czytałam i czytałam... Zachwyca mnie jego język, te niedopowiedzenia, gry słowne, osaczenie, język jako narzędzie. Kojarzy mi się z "Procesem" Kafki. Moja ukochana minisztuka to "Victoria Station" :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mandżurio właśnie chętnie zobaczyłabym jego sztuki w teatrze, może jeszcze będzie okazja.

    OdpowiedzUsuń