wtorek, 29 lipca 2008

Pytania i odpowiedzi podróżniczo-literackie

Chihiro zadała na swoim blogu pytania, inspirując czytleników do odpowiedzi. Pytania arcyciekawe, więc chętnie dodam swoje spostrzeżenia.

1. Czy zdarza Ci się wybierać książki ze względu na miejsce akcji?
Czasem tak. Najczęściej po powrocie z kraju, który mnie zaciekawił kupuję książki powiązane z danym krajem, by jeszcze smakować atmosferę miejsca i oczywiście, by dowiedzieć się czegoś więcej o mieszkańcach i kulturze. Tak było z Tajlandią, USA, Karaibami. Świetne są tu książki Jamesa A. Michenera, który w swoich "cegłach" ciekawie opisuje historię kraju powiązując ją z losami fikcyjnych bohaterów. Mam na półce jeszcze sporo nieprzeczytanych książek tego wyjątkowo płodnego autora, ale fascynacja jego prozą ostatnio mi minęła.

2. Książki o których krajach czytasz najczęściej?
Ostatnio czytam mnóstwo prozy islandzkiej - nie są to książki stricte podróżnicze, ale niemal każda islandzka powieść jest mocno powiązana z wyspą, więc siłą rzeczy pozostawia czytelnika bogatszym o wiedzę o wyspie. Bardzo chętnie czytam książki opisujące wyprawy - czy to żeglarskie dookoła świata, czy wędrówki po jakimś małym obszarze czy wyprawy do dalekich krajów. Na pierwszym miejscu zdecydowanie jednak są wyprawy żeglarskie - czyli świat oglądany z pokładu.

3. Czy dzięki książkom chciałabyś odwiedzić jakieś konkretne miejsca?
Tak, zdecydowanie chciałabym zobaczyć kiedyś Wiszącą Skałę, przejść trasę do Santiago de Compostelli, pojechać na Zielone Wzgórze, powędrować w Great Smoky Mountains i pożeglować w Oceanii.

4. Czy są miejsca/kraje, o których lubisz czytać, ale do których nie miałabyś ochoty się wybrać?
Chyba nie....nic mi nie przychodzi na myśl.

5. W jaki sposób dobierasz książki do podróży?
Ostatnio biorę mnóstwo zaległych czasopism, które po przeczytaniu wyrzucam oraz książki, które zostawiam w miejscu urlopu. Nasze podróże często były bardzo dalekie i trudno było wozić ze sobą ciegle kilka książek. Tematycznie raczej nie mam szczególnych preferencji - najczęściej dobieram książki z aktualnego stosu.

6. Czy książki w jakikolwiek sposób zmieniły Twoje postrzeganie danego kraju?
Tak, zdecydowanie wykształciły jakiekolwiek postrzeganie kraju w stosunku do krajów, na temat których nie wiedziałam nic poza faktami geograficznymi. Praktycznie cała moja wiedza na temat Chin, Japonii czy krajów Ameryki Płd. (czyli krajów, w których nie byłam) bazuje na książkach.

7. W jaki sposób Twoje czytanie o innych krajach i kulturach zmieniło twoje postrzeganie świata?
Wyczuliły na różnice, pomagają zrozumieć inne sposoby myślenia i z pewnością pomagają żyć w społeczeństwie wielokulturowym. Niemal namacalnie czuję to jak z każdą przeczytaną powieścią poszerzam własne horyzonty, zaczynam rozumieć pewne zachowania społeczne.
Zdecydowanie największy komfort daje mi jednak poczucie, że książki dotyczącej właściwie
każdej kultury są w zasięgu ręki.

8. Czy są kraje, o których chciałabyś się wiecej dowiedzieć z książek?
Chętnie przeczytałabym coś o takich krajach jak Gruzja, Armenia, Kazachstan, pociągają mnie tematycznie Karaiby i na samym szczycie są kraje Azji Płd.-Wsch., koniecznie Filipiny i Malezja. Z Europy ostatnio Portugalia.

9. A podróżowanie w czasie? Czy jakaś epoka interesuje Cię bardziej niż inne?
Średniowiecze - odbieram jako najciekawszą epokę i chętnie sięgam po książki, których akcja dzieje się w tym czasie lub których akcja do tej epoki nawiązuje. Ponadto dwudziestolecie międzywojenne. Może odwrócę trochę pytanie - bardzo lubię pewne epoki literackie. Najciekawszy jest dla mnie naturalizm i realizm. Swego czasu pochłaniałam tylko literaturę tych epok. Nie mogłam odżałować, że tylko kilka pozycji z dwudziestotomowego cyklu Emila Zoli o Rougon-Macqartach było dla mnie osiągalnych. Tak więc gdy wreszcie zaczęłam czytać książki w innych językach, cały cykl kupiłam. Ale od tego czasu stoi i się kurzy. Powinnam zdecydowanie wrócić do Zoli! Najmniej interesuje mnie chyba przyszłość. Prkatycznie wogóle nie czytam sf, za to bardzo lubię fantasy czyli światy tworzone poza naszym czasem:)

niedziela, 27 lipca 2008

"Weź moją duszę" Yrsa Sigurðardóttir


Kolejny kryminał Yrsy, którego główną bohaterką jest prawniczka Dóra. Tym razem Dóra rozwiązuje zupełnie inną zagadkę. Jónas, właściciel ezoterycznego hotelu, prosi Dórę o wspracie, gdyż w jego nowo wybudowanym hotelu straszy. Twierdzi iż sprzedawcy zataili przed nim ten fakt. Gdy Dóra zgadza się na współpracę zostaje zamordowana architektka hotelu Birna. Dóra trafia na zdjęcia z przeszłości, związane z byłymi mieszkańcami dwóch gospodarstwach, w miejscu których powstał hotel. Jej śledztwo obejmuje duchy, dwa morderstwa, nazistowską przeszłość i tajemnice dwóch rodzin. Tym razem znów wspiera ją Matthias - Niemiec, z którym współpracowała przy wykryciu morderców Haralda - studenta z Niemiec.

Ta powieść Yrsy jest bardziej islandzka - więcej tu obyczajów i realiów tej wyspy. Alcja koncentruje się wokół losów dwóch rodzin. Nie ma tu ekskursów historycznych, co jednak nie ma wpływu na walory czytlenicze książki. Powieść przeczytałam jednym tchem - ostatnie sto stron już ciurkiem, skulona w łazience, w środku nocy - żeby nikogo nie obudzić:) Odniosłam wrażenie, że Yrsa stała się troszkę dojrzalsza - z jeszcze większą pieczołowitością szkicuje postaci, jeszcze bardziej gmatwa historię. Trochę niedopracowany wydaje mi się wątek osobisty Dóry. W poprzednim tomie dzieci oraz ex-mąż odgrywali bardziej istotną rolę. Teraz mam wrażenie, że Yrsa trochę ciągnie nieoptarzne wprowadzony wątek. Nierealny wydaje się być stosunek matki do dzieci, spokój z jakim przyjmuje wybryk syna oraz absolutna nieświadomość nastolatków względem ciąży i porodu.
Wielką zaletą jest dla mnie styl pisania Yrsy - szczegółowy, sugestywny, trzymający w napięciu.
To zdecydowanie warta przeczytania powieść. Ja z niecierpliwością czekam na kolejny tom przygód Dóry, który ma ukazać się w listopadzie.

czwartek, 24 lipca 2008

Miejskie czytanie

Dziś rozpoczęło się nowe wyzwanie czytelnicze - należy wybrać cztery miasta i cztery książki, na których przeczytanie są trzy miesiące. Padma zebrała mnóstwo tytułów - wybór jest bardzo trudny. Z zadowoleniem stwierdziłam, że wiele z podanych tytułów jest mi znanych, choć w kilku przypadkach niestety treść już uleciała. Wtedy jeszcze nie pisałam bloga:(
Po długich rozważaniach, przeczytaniu informacji o autorach i pobieżnym przejrzeniu kilku recenzji zdecydowałam się na te pozycje:

BERLIN Christopher Isherwood "Pan Norris się przesiada"

BOMBAJ Salman Rushdie "Ostatnie westchnienie Maura"

KABUL Khaled Hosseini "Chłopiec z latawcem"

LIZBONA: Antonio Molina Munoz "Zima w Lizbonie"

Berlin wybrałam z przyczyn wiadomych - dobrze się chyba będzie czytało powieść, dziejącą się w mieście, które tak dobrze znam. Bombaj nie jest moim miastem marzeń, ale Salman Rushdie i jego "Szatańskie wersety" od dawna są na liście książek do przeczytania. Tak więc zacznę od innej książki tego autora. Podobnie rzecz ma się z Kabulem. Miasta bym nie wybrała, gdyby nie chęć poznania Khaleda Hosseini. I w końcu Lizbona - którą odwiedziłam w tym roku i którą pewnie jeszcze nie raz odwiedzę. Czas bliżej poznać to miasto od strony literackiej. Nie wykluczę, że sięgnę po inne książki z listy. Na drugi ogień wybrałam:

BERLIN Erica Fischer "Aimee i Jaguar"

MOSKWA Michaił Bułhakow "Mistrz i Małgorzata"

OSLO Per Petterson "In the wake"

Znowu Berlin - pamiętam film na podstawie książki Fischer. Ciekawił mnie, w Berlinie było mnóstwo plakatów, ale jednak go nie widziałam. Mam nadzieję sięgnąć teraz po książkę. Bułhakowa chcę sobie odświeżyć. Stoi na półce już kilku lat ale jakoś dotąd czasu mi na niego brakowało. Ostatni raz "Mistrza i Małgorzatę" czytałam pewnie piętnaście lat temu i niewiele pamiętam. A czemu Oslo? Sama nie wiem. Chyba udzieliła mi się fascynacja koleżanki, która właśnie w Oslo studiowała.

Zabieram się za kupowanie książek!

"Elmer" David McKee

To znów lektura mojej córki, która Elmerka bardzo lubi. Bo jest w kratkę, bo ma dużo kolorów i zawsze jest wesoły! Można się nawet oblepiać plasteliną, żeby zmienić kolor, głośno obwieszcając: Mamo, bawię się w Elmerka! A mamie książka też się podoba, bo ma piękne ilustracje, bo treść ciekawa i co ważne dająca dobrą podstawę do rozmów o inności. Kilka dni temu odkryłam w księgarni kolejne książeczki o Elmerze. Kupiłam tę o tęczy i dziś wieczór została przeczytana i opowiedziana kilka razy. Mamo co to jest tęcza, a czemu nie ma kolorów? Co się z nią stało? Oj mamy tematy do rozmów na wiele najbliższych dni!

środa, 23 lipca 2008

"Trzeci znak" Yrsa Sigurðardóttir


Yrsa to bardzo ciekawa postać - z wykształcenia jest inżynierem, pracuje na wschodzie Islandii przy pełnej kontrowersji tamie Kárahnjúka i pisze książki dla dzieci. To jej pierwsza powieść dla dorosłych. Wraz z nią dołączyła do Islandczyków, piszących kryminały: Arnaldura Indriðasona i Viktora Arnara Ingólfssona. Obu bardzo z resztą lubię!
Powieść Yrsy ma wszystko, co według mnie dobry kryminał/thriller mieć powinien - główną sympatyczną bohaterkę, prowadzącą śledztwo; wyjątkowo brutalne morderstwo i szeroko pojęte jego okoliczności. I te są tu najciekawsze - obejmują tematykę inkwizycji, palenia czarownic oraz historię Islandii. Mnóstwo tu odwołań to starych manuskryptów, kontrowersyjnych i mało zbadanych faktów historycznych oraz do ciemnych kart historii kościoła czli to, co tygrysy lubią najbardziej. Powieść Yrsy jest z gatunku tych, które wciągają i nie pozwalają się od książki oderwać. Niestety nie jest mi dane czytać bez przerwy, zazwyczaj skubnę parę stron rankiem, kilka tu i tam, a wieczorem dopiero mogę się zatopić w powieści. W tej sytuacji bardzo cenię sobie książki, które w momencie gdy biorę je do ręki zabierają mnie w inny świat. Wtedy dosłownie zmienia się moje postrzeganie świata, jestem zupełnie gdzie indziej, myślę inaczej, a bohaterowie powieści to moi znajomi. Yrsie wyszło to znakomicie. Muszę koniecznie dodać, że tłumaczenie Tiny Flecken również jest świetne.
Bardzo się cieszę, że tuż obok leży kolejny tom, którego bohaterką jest prawniczka Dóra. Zaraz zaczynam czytać.

niedziela, 20 lipca 2008

"Früher war noch viel mehr Lametta"


To zbiór opowiadań świątecznych. Pewnie to śnieszne, ale tak, w środku lipca czytałam opowiadania bożonoarodzeniowe. Jako że mam urodziny w grudniu, na początku stycznia mój zapas książek do przeczytania jest conajmniej o połowę większy. Wśród tych książek miałam lektury, które mnie bardziej pociągały, tak więc opowiadania czekały na lepsze czasy. Czyli na lipiec.
Zbiór zawiera opowiadania autorów mi mniej i bardziej znanych, są wśród nich Joyce, Lodge, Loriot, Noll, Green, Kästner etc. Same historie nie są opowiadaniami typowo świątecznymi. Opowiadaniami skrzącymi się śniegiem i kapiącymi miłością, nadmiernie wyrażaną w tym okresie. Wiele z nich jest bardzo przewrotnych i ze świętami ma niewiele wspólnego. Choć muszę przyznać, że jednak najbardziej spodobały mi się te, które w jakiś sposób odkrywają obłudę i pustość świąt. Jedno z nich to pamiętnik mężyczyzny, pracującego w okresie przedświątecznym w ogromnych domach towarowych jako krasnoludek i pomocnik Mikołaja. Autorem jest dotąd nieznany mi David Sedaris. Bohater opowiadania obserwuje szał rodziców upychających dzieci w kilkugodzinnej kolejce, a potem na kolanach Mikołaja, w celu zdobycie TEGO zdjęcia.
Podobne przesłanie ma opowiadanie Dina Buzzati, który opisuje wyprawę na ziemię duchów osiołka i woła, którzy onegdaj stali przy żłobku.
Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam opowiadania Ingrid Noll i Doris Dörrie, bo to autorki, których książki znajdują się na liście do przeczytania. Podobał mi się styl i pomysł na historię w obu przypadkach czyli nadal zachwouję ich nazwiska w pamięci.
Zupełnie za to nie podobała mi się historia Stevensona i Joyce. Tej ostatniej nawet do końca nie przeczytałam.
Z ulgą zakończyałam czytanie tej książki, bo należy do katergorii takich, których bym nigdy sama nie kupiła. Wędruje już do biblioteczki, a ja już czytam pierwszy kryminał Yrsy Sigurðardóttir.

czwartek, 17 lipca 2008

Blogi i wyzwania

Niedawno dzięki prowincjonalnej nauczycielce odkryłam inne blogi książkowe i zatonęłam w ich świecie: zaglądam, przeglądam, potem szukam interesujących mnie książek na amazonie i delektuję się biblioteczną atmosferą. Czemu biblioteczną? Nie wiedzieć czemu gdy przeglądam blogi czuję się tak, jakbym przeglądała katalogi biblioteczne, wręcz namacalnie otacza mnie atmosefra starej bliblioteki. Do bibliotek już nie chodzę, książki, które chcę przeczytać kupuję w amazonie albo na ebayu, a tamtej atmosfery mi brak. Szkoda, że zwycięża wygoda. Na szczęście pracuję wśród książek, gdyż moje biuro to nasza pracowa biblioteka:) Ale miało być o blogach. Dzięki nim odkryłam wyzwania padmy i na nie zachorowałam. W dotychczasowych dwóch już udziału nie wezmę, pewnie posłużą mi za inspirację do dalszych lektur. Pozostaje mi się cieszyć, że przegapiłam tylko dwa i z niecierpliwością czekać na rozpoczęcie kolejnego!

"Cztery życia wierzby" Shan Sa


Bardzo lubię literaturę związaną z Chinami, szczególnie opowieści pełne tradycji i zwyczajów oraz opisów chińskich krajobrazów. Książka Shan Sa powinna mnie więc zachwycić ale niecałe dwieście stron czytałam niemal trzy dni. Autorka zawarła w swojej książce cztery opwieści. Każda z nich toczy się w innej epoce ale każda w jakiś sposób dotyczy samotności i ludzkich wyborów. Autorka stara się szczegółowo opisywać otoczenie bohaterów, krajobrazy, wspomina chińskie zwyczaje. Każda historia sama w sobie jest ciekawa ale... No właśnie długo zastanawiałam się, co mi nie pasuje. Przy pierwszej historii na pewno przeszkadzał mi styl - przez chwilę nawet zastanawiałam się czy to może wina niezbyt udanego tłumaczenia. W drugiej historii autorka pisze jednak w sposób bardziej rzutki a i zdania są zgrabniejsze. Ponadto po przeczytaniu książki nie mogę się oprzeć wrażeniu, że postacie są płaskie, bez wyrazu. Podsumowując skończyałam czytać kilka godzin temu i już nie jestem w stanie szczegółowo opisać fabuły. Dla mnie niestety to niewypał.

poniedziałek, 14 lipca 2008

"Sarna albo rozmowa Szatana z chłopcem, aniołem i Lucyferem" Julian Stryjkowski

To nie jest rodzaj literatury, po który sięgam codziennie i który mnie fascynuję. Książkę dostałam ponad dwa lata temu od Marysi, której jest ona pracą dyplomową. I właśnie dlatego to bardziej książka do oglądania i smakowania niż do czytania. Przeglądałam ją wiele razy, ale dopiero teraz przeczytałam. To lektura właściwie na jeden wieczór i na pewno dla wielu tygodni interpretacji. Tej ostatniej się tu nie podejmuję, bo pisać zamierzam o tym, co Marysia z książką zrobiła. A zrobiła wiele ciekawego. Niemal każda strona upstrzona jest dopiskami, między kartami poutykane są karteluszki, informacje, artykuły. Strony roją się od podkreśleń i cytatów, często rozmazanych i nieczytelnych. Gdzie niegdzie znaleźć można ilustracje w formie pieczątek - mam nadzieję, że dobrze rozumuję. Jeśli nie, Marysiu nie zabijaj:) Wszystkie dopiski związane są w jakiś sposób z treścią powieści - na stronach wręcz roi się od diabła we wszystkich wcieleniach. Ciekawam ile razy jeszcze przejrzę książkę zanim zrozumiem, co Marysia chciała powiedzieć:) Dziękuję bardzo za ten egzemplarz, to świetne uczucie wiedzieć, że ma się w domowej biblioteczce taki unikat!

niedziela, 13 lipca 2008

"Lexikon der bedrohten Wörter" Bodo Mrozek


Kolejna książka czytana przeze mnie w ramach pasji językoznawczej. Mrozek stworzył słowniczek słów zapomnianych, takich, które właśnie wychodzą z użytku lub zawitały do języka tylko na chwilkę. Bardzo interesująca lektura! Słowa opisane sa w bardzo dowcipny sposób, autor przypomina socjologiczne i polityczne okoliczności użytkowania niektórych z nich oraz powiązuje opisywane słowa ze sobą. Bardzo chętnie przczytałabym podobną książkę o języku polskim, ale obawiam się, że takiej ze świecą szukać, a może się mylę?? Na nocnym stoliku w stosie książek, leży drugi tom leksykonu. Będzie jednak musiał chwilę poczekać, bo właśnie zabieram się za arcyciekawą lekturę;)

piątek, 11 lipca 2008

Wydawnictwo Nowa Era

Polubiłyśmy Nową Erę. Za książeczki dla dzieci a głównie za baśnie. "Polskie baśnie i legendy" oraz "Baśnie z całego świata" to nowe, świeże zestawienie różnych baśni. Baśnie ułożone są chronologicznie, a oko cieszy nietuzinkowa szata graficzna.
Naszą ulubioną książeczką tego wydawnictwa jest "Alfabet z obrazkami" Małgorzaty Strzałkowskiej. Każda literka zilustrowana jest w inny sposób, ale zawsze przy pomocy przedmiotów codziennego użytku. Przedmiotów nietypowych, bo takich jak sprężynka, pudełko zapałek, kora, drucik czy kabel. Zaskakujące teksty autorki ilustrują każdą literkę, np. literka "e" to:
"Eryk z Ełku jak wieść niesie, zgubił kiedyś uśmiech w lesie".
Nasz ulubiony to:
"Grzyb z Gigantem w gęstym gąszczu gwarzą głośno o chrabąszczu".
Polecamy!

"Der Schwan" Guðbergur Bergsson


Od dawna miałam chęć na przeczytanie "czegokolwiek" tego słynnego Islandczyka. Soffía zarekomendowała mi "Łabędzia". Ale nie zaprzyjaźniłam się z Bergssonem. Jego proza jest bardzo poetycka, pozostawia posmak sennej niepewności. Bergsson misternie buduję pełną niedomówień atmosferę, szczegółowo opisuje dziwaczne sny, poświęca wiele stron na opis krajobrazu. Wszystko to pozwala się czytelnikowi zatopić w jego świecie po uszy. Czytelnikowi, ale nie mnie. Dla mnie książka musi być realna. Proza to proza. Poezja to poezja. Tej drugiej nie czytam. Potrafię sobie wyobrazić, że można być bezkrytycznym wielbicielem Bergssona, jestem przekonana, że jego proza jest wysoko ceniona ale mnie nie porwała. Mimo to przeczytałam książkę do końca. Była krótka:) Niecałe dwieście stron. I dla zagorzałej fanki islandzkich klimatów poniekąd poznawcza. Ta cała ultona, wręcz górnolotna atmosfera oplata bowiem bardzo przyziemną tematykę. Dziewięcioletnia dziewczynka zostaje wysłana przez rodziców na....Polak powiedziałby...wieś. Ale wieś islandzka, to gospodarstwo gdzieś w samotnej dolinie, gdzie jedynymi rozmówcami są konie i krowy. W tym otoczonym bagnami miejscu "mała" ma dorosnąć i zmienić się. Wysłana została za karę, bo kradła w sklepach. Dziewczynka jest świetną obserwatorką - z dziecięcą naiwnością obserwuje wypadki w gospodarstwie: niechcianą ciążę córki i aborcję, zabijanie cielaka czy święto dla gospodarstw z okolicy. Najmeny parobek wprowadza ją w świat seksulany - dzieczynka niewiele zdaje się rozumieć z jego rad i przemyśleń. I tak Bergsson snuje swą opowieść, aż po niejasne zakończenie.

czwartek, 10 lipca 2008

Nadmiar książek

Programowo właściwie takie pojęcie nie istnieje - mogłabym mieszkać w domu zapchanym książkami. Ale niestety nie mieszkam sama i niebawem nie będę miała gdzie składować kolejnych książek. Forumowa koleżanka książki przeczytane rozdaje - świetny pomysł pomyślałam, ale jakoś nie mogę wprowadzić go w życie. Mam mnóstwo książek, które przeczytałam raz i na pewno do nich już nie wrócę. Nadają się do oddania. Dojrzewam wciąż do tej decyzji. Ale chyba najpierw pozbędę się innych zaśmiecających dom przedmiotów. Książki niech poczekają:)

wtorek, 8 lipca 2008

Dziecięce lektury

Cieszy mnie już od dawna fakt, że wreszcie mogę czytać córci. Od kiedy zaczęło ją interesować słuchanie, słyszę setki razy dziennie "Mama śpiewaj". Półeczka z książeczkami zmieniła się już w trzy półeczki, a książeczek przybywa. Głównie dzięki Marysi, która poleca nam lektury nietuzinkowe i wartościowe. Bardzo lubimy "Jajuńćka" Pawła Pawlaka, wszelkie książeczki wydawnictwa Muchomor i wydawnictwa Wytwórnia. Codziennie zaglądamy do "Nieobliczalnych owieczek", Tuwima i "Troniku", wydanych właśnie przez to ostatnie wydawnictwo. Lubimy nietypową szatę graficzną, nieagresywne kolory i przede wszystkim brak kiczu:) Dziękujemy Marysiu!

poniedziałek, 7 lipca 2008

"Die dritte Bitte" Ingibjörg Hjartardóttir


Zachwalana jako kryminał, dla mnie wcale nim ta książka nie była. To bardziej rozwiązywanie zagadki z nutką psychologii w tle. Akcja prowadzona jest wielowątkowo - mimo że powieść czyta się lekko, stale trzeba zwracać uwagę na narratora.

Główna bohaterka opiekująca się umierającym Hrafnem pragnie spełnić jego ostatnią prośbę przed śmiercią. Wybiera się w podróż, by okdryć zagadkę kobiety, robiącej swetry na drutach. Brzmi niewiarygodnie i takim przez kilkanaście pierwszych stron pozostaje. Autorka opisuje w krótkich rozdziałach urywki wspomnień wielu osób, z których powoli składa się ta historia. Dodać trzeba, że akcja mocno osadzona jest w Islandii, ograniczona jest małym światem zagubionej w północnych fjordach wioski. Większość postaci naszkicowana jest bardzo dokładnie, a każdy z tych typów uwikłanych jest w jakiś sposób w islandzkie realia.

środa, 2 lipca 2008

Nowy etap książkowy

Zmuszona byłam zrobić sobie dłuższą przerwę w czytaniu. Ale nie w czytaniu wogóle:) Wreszcie się zawzięłam i przeczytałam ogromny stos gazet zalegający na nocnym stoliku i przykrywający stos książek, czekających na pilne przeczytanie. Czasopism nazbierało się sporo, bo i kilkanaście wydań "Dużego Formatu" i "Wysokich Obcasów" a także zaległe magazyny Towarzystwa Hansa Fallady. Od dziś książki sa wyeksponowane w pełni, całe 21 egzemplarzy - trochę literatury islandzkiej, trochę powieści, parę książek popularnonaukowych. Czas się za nie zabrać. Zaczynam od Ingibjörg Hjartardóttir, którą ostatnio poznałam osobiście:)

"Fizycy" Friedrich Dürrenmatt

Odświeżyłam sobie ten dramat, tym razem czytając go w oryginale. Przczyną jak zwykle był wypad do teatru. Było warto, sztuka nadal aktualna, a inscenizacja.... wspaniała!

"Viva Polonia" Steffena Möllera

Autor znany mi już od dawna z opowieści rodziców, fakt napisania przez niego powieści był mi zupełenie obcy. Aż ujrzałam powyższy tytuł na liście bestsellerów Spiegla. Kupiłam i się zachwyciłam. Möller ma niewiarygodnie trafne spostrzeżenia, dotyczące Polaków i Niemców, spostrzeżenia korelujące niemal całkowicie z moimi. Tyle, że ja moich obserwacji nie potrafiłam tak zgrabnie ująć w słowa, jak to się udało Möllerowi. Trafne, pełne dowcipu pointy nie pozwalały mi odłożyć książki. Polacy winni są wdzięczność Möllerowi, że w tak rzutki sposób przybliża ich kraj niemieckiemu czytelnikowi, dodatkowo zachowując lekkość, humor i łamiąc stereotypy. Fakt, że książka znalzała się na liście bestsellerów tak szacownego czasopisma tym bardziej cieszy i pozwala mieć nadzieję na głębsze zrozumienie obu narodów.

"Das Hiroshima-Tor" Ilkki Remesa

Kolejny prezent, tym razem mężowski. Podobnie przeczytany na urlopie, wciągający ale nie wnoszący nic do mojego dorobku intelektualnego. Polecam tylko na plażę.

"Die Gerechten" Sam Bourne

Na pewno nigdy bym nie kupiła tej książki. Nie lubuję się w thrillerach, do tego zachwalanych jako lepszych od "Kodu Leonarda da Vinci". Ale książkę dostałam, wzięłam na urlop i w plażowej scenerii przeczytałam. Nawet mnie wciągnęła, dowiedziałam się sporo o ortodoksyjnych Żydach, co akurat było największą zaletą tej powieści. I książkę podałam dalej.

"Harry Potter i Insygnia śmierci" J. K. Rowling

I na mnie przyszedł czas:) Wreszcie dostałam nowego Harry'ego w polskim tłumaczeniem. Na dodatek się rozchorowałam i wreszcie miałam czas na czytanie. W niecałe dwa dni uwinęłam się z ostatnim tomem. Jeśli chodzi o Harry'ego jestem bezkrytyczna. Nie interesuje mnie analiza stylu ani treści, po prostu książkę pożeram. Podobało mi się, ale teraz, ponad miesiąc po przcezytaniu nie wiele z treści pamiętam. Mam nadzieję, że to na skutek choroby, a nie sklerozy:) Gdyby Rowling napisała kolejny tom, to na pewno bym przeczytała. Bezkrytycznie.