niedziela, 25 lutego 2024

"Piranesi" Susanna Clarke


Piranesi zamieszkuje nietypowy Dom – a właściwie labirynt pełen sal, korytarzy, zalewany przez morze, ciągnący się we wszystkich kierunkach. Mężczyzna nie wie, jak się tam znalazł, ale także nie stawia tego pod znakiem zapytania. Dom jest całym jego światem, więc skrupulatnie kartuje jego sale i położenie, analizuje pływy, spisuje swoje przemyślenia, wprowadza rachubę czasu, troszczy się o innych "mieszkańców", czyli ptaki oraz kości zmarłych. Jedyną osobą, z którą Piranesi ma kontakt, to pojawiający się dwa razy w tygodniu Ten Drugi. To postać całkowicie odmienna – zadbana, dobrze ubrana, przyjmująca postawę mentora wobec Piranesiego, który jest dziki, obdarty, wychudzony. Żyje bowiem z tego, co da mu Dom – żywi się rybami i wodorostami, z których wyplata też potrzebne sprzęty czy nawet buty. Pewno wydarzenie zmienia jednak wszystko i stawia świat Piranesiego oraz jego zaufanie do Tego Drugiego pod znakiem zapytania. 

Clarke bardzo skrupulatnie przedstawia stworzony przez siebie świat – pięknie opisuje sale domu oraz mieszczące się w nich rzeźby, a także funkcjonowanie budowli. Odkrywanie z nią tej przestrzeni to fascynująca przygoda. Piranesi natomiast idealnie współgra z tym miejscem – trochę dziki, trochę pierwotny, ale skrupulatny, systematyczny i pogodzony ze swoim miejscem na ziemi. Gdy okazuje się, skąd się wziął w tym miejscu, autorka daje czytelniczce ogromne pole do interpretacji. Można bowiem Dom rozumieć na wiele sposobów, a można się po prostu zatopić w tym świecie i skupić tylko na zagadce Piranesiego i jej rozwiązaniu. Wiele tu tropów i możliwości rozumienia świata stworzonego przez Clarke, choć ja przyznam, że nie czułam szczególnego pociągu do doszukiwania się tu daleko idących interpretacji. 

Piranesi to dobrze napisana proza, Clarke pisze rzutko i potoczyście, nie miałam problemu z wejściem w tę historię i zainteresował mnie wykreowany przez nią świat. Nie jest to jednak książka, która mnie poruszyła, zmusiła do głębokiej refleksji czy zmieniła moje myślenie. Dla mnie pozostanie w kategorii dobrej rozrywki.

Moja ocena: 4/6

Susanna Clarke, Piranesi, tł. Wojciech Szypuła, 224 str., Wydawnictwo MAG 2020.

sobota, 24 lutego 2024

"Pochodzenie rodziny Rougon-Macquartów" Émile Zola



Akcja powieści koncentruje się wokół Pierre'a Rougona, najstarszego syna Adélaide Fouqe. Po śmierci pierwszego męża, Adélaide związuje się z szmuglerem Macquart'em, któremu rodzi córkę Ursulę oraz syna Antoine'a. Pierre nie akceptuje przyrodniego rodzeństwa i jeszcze za życia matki sprytnie oszukuje ich, by zagarnąć spadek, dzięki któremu udaje mu się złapać dobrą partię, w postaci mieszczańskiej córki Félicité. Oboje marzą o wspięciu się po drabinie społecznej i awansie do elit Plassans – miasteczka na południu Francji, w którym mieszkają. 
Niestety pieniądze nie przynoszą im szczęścia – mimo usilnych prób ciągle tracą majątek, również kształcąc w Paryżu trzech synów. 

Pierre korzysta jednak z sytuacji politycznej we Francji i próbuje tą drogą podwyższyć pozycję rodziny oraz pomnożyć majątek. Zamach stanu w Paryżu wywołuje zamieszki w całym kraju, także w Plassans następuje mobilizacja republikanów. Jednym z nich jest młodziutki Silvère Macquart, syn przyrodniej siostry Pierre'a, która młodo zmarła. Silvère wychowuje się u babki Adélaide, która zmaga się ze starością, chorobą psychiczną i zapomnieniem. Obecność wnuka podnosi ją na duchu, a także chłopak znajduje u niej ciepło i dom. Ze swoją ukochaną, młodziutką Miette dołącza do powstańców, nie spodziewając się tragicznego zakończenia.

Nie jest to mimo dość intensywnej akcji porywająca lektura. O ile podobała mi się historia Silvère i Miette oraz ciekawiły perypetie rodziny Adélaide, to wątek polityczny nudził niemiłosiernie. Nieszczególnie interesowało mnie kto z kim i przeciwko komu walczy, wolałam czytać o rodzinnych powiązaniach i konfliktach. Zola, wedle ówczesnej konwencji, okrasza narrację licznymi opisami, długimi wywodami i historycznym kontekstem – nie wszystko to jest ważne dla zrozumienia powieści, z zasady ma budować zapewne atmosferę i ukazać pełny obraz miasta, ale niestety często nudzi.

Oczywiście nie zakończę tutaj mojej przygody z Zolą, skoro postanowiłam przeczytać wszystkie tomy, tak zrobię, świadoma, że nie wszystkie z nich trafią w mój gust.

Moja ocena: 3,5/6

Émile Zola, Das Glück der Familie Rougon, tł. Rita Schober, 292 str., Rütten & Loening Berlin 1981.

piątek, 23 lutego 2024

"Słabsi" Sigrid Nunez


Główna bohaterka – jak to u Nunez bywa – pisarka w dość podeszłym już wieku, na czas pandemii zamieszkuje w luksusowym apartamencie przyjaciółki, by zająć się jej wymagającą egzotyczną papugą. Przyjaciółka utknęła bowiem na zachodnim wybrzeżu w zaawansowanej ciąży i do domu raczej nie wróci. Pisarka w zasadzie cieszy się na to zadanie i zaprzyjaźnia z papugą, gdy do apartamentu wraca student – syn przyjaciół właścicielki, który uprzednio opiekował się ptakiem. Dla narratorki to szok, czuje się oszukana i osaczona, ale z czasem przyzwyczaja się do obecności młodego mężczyzny.

Ten zalążek fabuły nie jest tu jednak najważniejszy, bo Nunez w swoim stylu snuje opowieść pełna dygresji, wspomnień, nawiązań, a przede wszystkim cytatów, w ten sposób nawiązując do wielu tematów. Na pierwszy plan wysuwa się tu istota pisarstwa, którą analizuje na przykładzie wielu pisarzy i pisarek oraz ich wypowiedzi o procesie twórczym. Nunez rozważa istotę blokady pisarskiej, wagę pierwszego zdania i wiele innych kwestii. Natomiast rozmowy ze współlokatorem są przyczynkiem do rozważań o kondycji świata, bogactwie, ekologii, trzymania w domu dzikich zwierząt i w pewien sposób zmieniają główną bohaterkę. 

Pandemia choć nie jest tu pierwszoplanowa także odgrywa istotną rolę – zwłaszcza reakcja ludzi na nią. Nunez dostrzega zmianę zachowania wśród osób z jej otoczenia, co było dla mnie ciekawym wątkiem. Może to brzmi jak truizm, ale wciąż potrzebuję takich treści w literaturze, pomagają mi one poukładać te wciąż jednak świeże wydarzenia. 

Słabsi to nie jest książka dla każdego. By cenić Nunez, trzeba być kompatybilną z jej narracją, mieć w sobie gotowość na drogę okrężną i ślepe uliczki, na skręcanie w nietypowe ścieżki i na podążanie za innymi autorami.

Moja ocena: 4/6

Sigrid Nunez, Słabsi, tł. Dobromiła Jankowska, 224 str., Wydawnictwo Pauza 2024.

wtorek, 20 lutego 2024

"Wspaniali jesteśmy tylko przez chwilę" Ocean Vuong



To opowieść młodego mężczyzny w formie listu do matki  – pozornie, bo kryje w sobie wiele więcej. Ten młody mężczyzna jest Wietnamczykiem, który przyjechał do USA jako kilkuletni chłopiec z matką, ciotką i babcią. Matka nigdy nie nauczyła się na tyle angielskiego, by ten list mógł do niej trafić. Piesek (jak nazywany jest w domu) pisze jednak, tworząc niezwykłą panoramę swojego życia, a także w formie autoterapii. To dziecko osaczone przez przemoc wynikającą z traumy wojennej i emigracyjnej, stale z nią konfrontowane, samotne, odrzucone i dręczone. Start w Stanach jest dla Pieska traumatyczny – nie ma w tym świecie przewodnika, trafia natomiast na dręczycieli i niezrozumienie. W domu balansuje między miłością a przemocą, między rzeczywistością, a przeszłością, odkrywając swoją tożsamość.

To powieść o wchodzeniu w dorosłość, o środowisku emigrantów, o wojnie i jej konsekwencjach, o dorastaniu, o samotności, o języku i zagubieniu między słowami. Tu syn emigrantki, która nigdy nie nauczyła się języka nowego kraju, studiuje literaturę i pracuje ze słowami. Osoba, która wyróżnia się kolorem skóry i pochodzeniem, dokłada do tego odmienną od normy tożsamość seksualną. Ta osoba ma jedyną szansę na odnalezienie jakiekolwiek formy kontaktu wśród innych emigrantów lub osób z marginesu. To osoba, która ciągle konfrontowana jest ze śmiercią – tą będącą efektem wojny, ale i narkotyków.

Vuong chwyta się wielu problemów, a jego powieść staje się przez to gęsta i przytłaczająca. Lektury nie ułatwia konstrukcja – to zbiór urywków, myśli, wspomnień bez chronologicznej konsekwencji, bez ciągłości narracji. Wiele tu bardzo trudnych scen – wyznań matki, odkrywania przeszłości, ale i wydarzeń aktualnych o ogromnej mocy rażenia jak śmierć babki, masaż amputowanej nogi czy pierwsze doświadczenia seksualne. 

Co mnie nie przekonało w tej powieści to jej język – Vuong stawia na poetyckość, ale niestety na poetyckość pachnącą Coelho. Dużo tu zdań, które na pozór wydają się być głębokie, ale rzucone w przestrzeń tracą głębię i stają się pustymi sloganami. Odniosłam wrażenie, że mogą się bardziej sprzedać po angielsku, po polsku czasem brzmiały śmiesznie. 

Wspaniali jesteśmy tylko przez chwilę to ten rodzaj powieści, w której autor starał się upchnąć wszystko, szczególnie jeśli chodzi o epatowanie nieszczęściem i przemocą. Nie twierdzę, że to zła książka – raczej niedopowiedziana, choć poruszająca. Jestem przekonana, że może się bardzo podobać, mnie jednak ten język zbyt przeszkadzał. 

Moja ocena: 4/6

Ocean Vuong, Wspaniali jesteśmy tylko przez chwilę, tł. Adam Pluszka, 288 str., W.A.B. 2021.

czwartek, 15 lutego 2024

"Księga" José Luís Peixoto


Wioska gdzieś w Portugalii, a w tej wiosce różne postaci i charaktery. Ilídio, Cosmé, Galopim, Adelaide. Najpierw dzieci, potem nastolatkowie, a wreszcie dorośli. Wszystkich łączy pewne poczucie osamotnienia.  Ilídio mieszka u murarza – gdy miał sześć lat mama oddała go na wychowanie, Galopim zajmuje się upośledzonym bratem, Adelaide natomiast zamieszkała u ciotki, która wzięła bratanicę na wychowanie, odciążając obficie obdarzoną potomstwem siostrę. Żadne z nich nie ma wpływu na swój los, kilkoro wbrew własnej woli ląduje we Francji – jak wielu Portugalczyków, którzy w latach 60. XX wieku uciekali przed biedą, reżimem, brakiem perspektyw. 

Adelaide stała się ponownie pionkiem w rękach niespełnionej ciotki, a Ilídio podążył za miłością. Francja przyjmuje emigrantów, daje im lepsze życie, ale nie jest eldorado. Zresztą to nie jest tylko powieść o emigracji, a raczej o jestestwie, o poczuciu osobowości, o życiu między językami, kulturami, ale i o osaczeniu. Peixoto zastanawia się, co wpływa na nasz los, jak okoliczności i inne osoby determinują nasze życie.

Pierwsza część to opowieść – nietuzinkowa, ale jednak. Peixoto nie uwodzi łatwą narracją, przeskakuje w czasie i przestrzeni, wplata wspomnienia i historie z przeszłości. Nie unika także opisów brutalnych zachowań, prostego życia i choć nie sądzę, by jego celem było ukazanie warunków w małomiasteczkowej Portugalii, to ten obraz świetnie się przeplata między wierszami. Druga część to zupełnie inny sposób narracji – to wielkie bum, zaskoczenie, zwrot w historii, którego się zupełnie nie spodziewałam. Portugalczyk eksperymentuje ze stylem, nawiązuje do opowiedzianej historii, ale stawia wiele pytań o język, tożsamość i własne ja.

To niezwykła książka – jak przygoda, bo nie wiadomo, co czeka za rogiem, ale i jak labirynt, który zwodzi i plącze. Polecam!

Moja ocena: 5/6

José Luís Peixoto, Księga, tł. Katarzyna Mojkowska, 256 str., Wydawnictwo Świat Książki 2018.


środa, 14 lutego 2024

"Łaska" Anna Kańtoch

 


Sześcioletnia Marysia znika na tydzień w 1955 roku. Pokrytą krwią dziewczynkę znajduje grzybiarz, a wychowująca ją ciotka decyduje się na zawieszenie śledztwa. W 1985 roku Maria nadal nie wie, co się z nią stało w lesie, wróciła jednak do miasteczka, gdzie pracuje w szkole jako nauczycielka. Gdy jeden z uczniów oddaje jej rysunek dzieci i Kartoflanego Człowieka, wracają wspomnienia i potęgują się lęki kobiety. Autor rysunku Wojtek w ten sam dzień wiesza się w pobliskim parku. Następie lawinowo rusza seria morderstw czternastoletnich dzieci. Maria ma wiele przesłanek, by sądzić, że te wydarzenia ściśle wiążą się z tym, co przeżyła trzydzieści lat wcześniej. Śledztwo prowadzi zdeterminowany komisarz, który wreszcie chce się wykazać i rozwiązać jak najszybciej zagadkę, co oczywiście sprowadzi go na manowce, na szczęście u boku ma inteligentną sierżantkę, która potrafi zaufać swojej intuicji. 

Kańtoch przedstawia kompleksowy obraz mało miasteczka skutego lutowym mrozem. W sprawę zamieszanych jest tak wiele osób, że taki obraz jest konieczny, by dobrze zrozumieć tło zaginięć i morderstw dzieci. Największą rolę odgrywają tu portrety psychologiczne wielu osób, które wychodzą autorce świetnie. Przede wszystkim udał się jej obraz cierpiącej na depresję Marii – to naprawdę udana kreacja i opis zmagań z codziennym życiem i efektu nieprzepracowania traumy z dzieciństwa. Zresztą traumy z dzieciństwa wydają się być tu tematem przewodnim – dzieci dorastają w domach, gdzie rządzi przemoc i alkohol albo bieda lub rozwód. Mało który bohater ma tu rodziców – wydaje się, ze większość dorosłych osób to sieroty. To nagromadzenie jest moim zdaniem trochę przesadne, ale dobrze wpisuje się w klimat kryminału. To lata 80. – wszędzie rządzi szarość, brzydota i brak perspektyw, a do tego pogoda koresponduje z tym obrazem. Zresztą za te udane kreacje peerelowskich realiów szczególnie cenię Kańtoch.

A same śledztwo – sprawa okazuje się być bardzo zagmatwana, ale klucz do jej rozwiązania jest stosunkowo łatwy do odgadnięcia i był dla mnie dość szybko oczywisty. Mimo to książkę przeczytałam z zainteresowaniem i szybko – bardziej ciekawiły mnie szczegóły niż faktyczne rozwiązanie zagadki morderstw. Ta delikatna sieć powiązań, braku miłości, samotności, osamotnienia, która decyduje o tym, czy ktoś przejdzie na złą stronę jest najlepszą stroną tego kryminału. To co robimy swoim dzieciom ma często decydujący wpływ na to, jakie podejmą decyzję i jakimi dorosłymi będą. A tytułowa łaska? To  możliwość zapomnienia, które jednak tylko pozornie przynosi ukojenie. Natura ludzka chce przecież wiedzieć i dociec szczegółów.

Moja ocena: 4/6

Anna Kańtoch, Łaska, 400 str., Wydawnictwo Czarne 2016.

poniedziałek, 12 lutego 2024

"Babcia 19 i sowiecki sekret" Ondjaki

 


Lata 80. XX wieku były dla Angoli trudne – wojna domowa, obecność sowieckich żołnierzy i kubańskich emigrantów mają znaczny wpływ na życie obywateli. Nawet tych najmłodszych jak główny bohater i jego przyjaciele. Urodzony w 1977 roku Ondjaki niewątpliwe zasadził tę powieść na własnych wspomnieniach z dzielnicy Luandy – Praia do Bispo. To właśnie tam dorasta chłopak, którego oczami widzimy tę historię. Zrujnowana, brudna, zaniedbana dzielnica jest w jego oczach najpiękniejszym miejscem na ziemi. To tu zna każdą dziurę, płot i kryjówkę. To tu spędza godziny, ganiając po zapylonych ulicach i kąpiąc się w morzu. Przymiotniki, którymi opisuje swoją okolicę, to przepiękne epitety pełne kolorów i światła. Dla dziecka Praia do Bispo to magiczny mikrokosmos, mieszkają tam zresztą takie indywidua jak Piana Morska, który rzekomo trzyma w domu krokodyla czy Sprzedawca Benzyny, który nalewa do kanistrów tylko wodę. Ramy tego mikrokosmosu tworzą babcie – to one wychowują, zakazują, żywią i stawiają granice. 

Babcia Agnette to instytucja, środek ciężkości dzielnicy, pewna niezmienna stała. Babcia jednak musi się poddać operacji i zostać babcią 19, nawet jeśli zasmuci to Rosjanina Biliardowa, który się w niej podkochuje. Podobnie zresztą jak kubański doktor Puk-Puk. 

Tuż obok pod pieczą Biliardowa, zwanego Brywieczerowem (od słynnego brywieczer, ponieważ Rosjanin po dziesięciu latach w Angoli wciąż kaleczy portugalski) powstaje ogromne mauzoleum na cześć pierwszego prezydenta Angoli – Agostinha Neto. Któż, jak nie Rosjanie, wybuduje przecież najlepsze mauzoleum? Owa budowla zagraża jednak całej dzielnicy, która, jak się szepcze w kuluarach, ma zostać zrównana z ziemią. Pierwszym krokiem jest zakaz zbliżania się do plaży, co dla żyjących z rybołówstwa mieszkańców oznacza głód. 

Dzieci postanawiają więc wziąć sprawę w swoje ręce i wysadzić mauzoleum za pomocą skradzionego dynamitu, a zarazem uratować świat ich dzieciństwa. 

To pełna humoru, świetnie przełożona powieść (zwłaszcza dialogi między dziećmi), ale to przede wszystkim powieść melancholijna i nostalgiczna. To tęsknota za światem minionym, za światem widzianym oczyma dziecka, które rozumie go na swój sposób. Bardzo polecam.

Moja ocena: 5/6

Ondjaki, Babcia 19 i sowiecki sekret, tł. Michał Lipszyc, 216 str., Karakter 2013.

niedziela, 11 lutego 2024

"Revolverherz" Simone Buchholz

 


W hamburskim porcie znaleziono zamordowaną dziewczynę – uduszoną, nagą i oskalpowaną. To nie jest przyjemna sprawa dla prokuratorki Chastity Riley. Kobieta ściśle współpracuje z policją, bo sprawa robi się skomplikowana – oskalpowanych kobiet jest więcej, a w ponurym i deszczowym Hamburgu wrze. Nie będzie tu jednak szczegółów śledztwa, policyjnych detali i opisów pracy detektywów. 

Riley to kobieta po przejściach. Gdy miała dwa lata zostawiła ją matka, która wybrała szczęście u boku innego mężczyzny w Stanach, a załamany tą decyzją ojciec popełnił samobójstwo, gdy Chas miała dwadzieścia lat. Nie ma co ukrywać – idealny i dość stereotypowy obraz głównej bohaterki kryminału. Kobieta ma problemy z relacjami, wciąż nie przepracowała przeszłości (nawet nie wiadomo, czy podjęła próbę), jej siłą jest jednak intuicja, która pozwala się wczuć w sprawcę i odkryć jego tok myślenia. 

To wszystko brzmi dość trywialnie, ale Revolverherz to porządny kryminał, a to za sprawą języka. Buchholz postawiła na krótkie, dobitne zdania oraz świetne, jednozdaniowe, a czasem nawet krótsze dialogi. W warstwie językowej dzieje się tu bardzo dużo – autorka gra z językiem, utartymi sloganami, dialektem hamburskim i chętnie nawiązuje do lokalnych powiedzonek. Tekst jest wręcz naszpikowany aluzjami i odniesieniami do niemieckich i regionalnych wydarzeń, sytuacji czy oczywistości jak piłka nożna. Do tego Buchholz stawia na czarny humor, który tu się bardzo dobrze sprzedaje.

Ten język ratuje powieść, bo kto stoi za morderstwami jest oczywiste niemal od początku – czytelniczka nie ma więc tutaj większej frajdy z dedukowania, kto jest przestępcą, natomiast autorka buduje napięcie w inny sposób, tworząc dość bliską relację miedzy główną bohaterką, a mordercą i jego otoczeniem. 

Dużo się tu także dzieje w tak zwanym tle – relacja Chas z sąsiadem i komisarzem, przyjaźń z ognistą Portugalką, jej przeszłość. Hamburg, a zwłaszcza dzielnica portowa, także stoi w centrum tego kryminału i dla osób znających miasto będzie tu sporo fajnych smaczków.

Ciekawym zabiegiem jest przerwanie normalnej narracji po ujęciu przestępcy i wprowadzenie impresji z życia każdej z osób zamieszanych czy uwikłanych w przestępstwo – te krótkie rozdziały pozwalają złapać oddech i oddać się refleksji. Zresztą ta ostatnia wydaje się być dla autorki ważna, często bowiem pozwala głównej bohaterce na takowe w najmniej oczekiwanych momentach. 

Nie żałuję lektury, co więcej nie wykluczam kontynuacji tego cyklu, bo faktycznie autorka uwiodła mnie językiem, a i hamburskie klimaty bardzo lubię.

Moja ocena: 4/6

Simone Buchholz, Revolverherz, 304 str., Knaur 2009.

niedziela, 4 lutego 2024

"Sezon na truskawki" Marta Dzido

 


Dziewięć opowiadań Marty Dzido pokazuje różne obszary kobiecej seksualności. Bohaterki tych tekstów są przeróżne – dziewczynki, nastolatki, mężatki, matki, kochanki, dojrzałe kobiety, wszystkie borykają się w jakiś sposób ze swoją intymnością. To może być nastolatka, która odkrywa swoją seksualność i jej działanie na mężczyzn i kobiety albo dojrzała kobieta, która nawiązuje kontakt z byłym chłopakiem. Lub kobieta, która znajduje spełnienie w ramionach kochanka, mimo że jest szczęśliwa w małżeństwie. Jest też matka i babka, które odkrywają inne wymiary intymności.

Dzido operuje niezwykle pięknym językiem, którym potrafi oddać intymność swoich bohaterek. Udaje jej się dostrzec i ukazać najskrytsze elementy kobiecej seksualności, korzystając z bardzo subtelnego i zarazem trafnego pióra. Autorka sięga po chyba każdy aspekt seksualności, zarazem ustrzegając się wulgarności. To niełatwe zadanie – Dzido wielokrotnie opisuje akty seksualne, orgazm, onanizm, ale także myśli, odczucia, rozterki kobiet – i jak wspomniałam czyni to naturalnie i bez zadęcia.

To nie jest jednak tylko książka o seksualności, to także książka o szukaniu wolności, samostanowieniu, pozbywaniu się konwenansów i siły przyzwyczajenia. Dzido świetnie opisuje moment, w którym dojrzewające dziewczynki odkrywają ich działanie na mężczyzn i to, w jaki sposób muszą sobie radzić z napaściami i komentarzami seksualnymi. 

Te opowiadania odkrywają intymny świat kobiet, o którym się publicznie nie mówi, a jedynie szepcze za zamkniętymi drzwiami, o ile w ogóle. To rzecz o sile wspólnoty, bardzo cennej i kruchej. O pierwotnym sile macierzyństwa, nieuchwytnej i trwałej. I wreszcie o miłości na gruzach wyrastającej ze zła i okrucieństwa. 

Warto!

Moja ocena: 5/6

Marta Dzido, Sezon na truskawki, 224 str., Wydawnictwo Relacja 2021.

sobota, 3 lutego 2024

"Leben bis Männer" Thomas Brussig

 


Ta krótka książka to monolog trenera piłki nożnej. Pozornie gadka z boiska o tym, jaka piłka nożna jest wspaniała, jak ważna, jak emocjonująca, ale między wierszami wychodzi tu wiele tematów. Pierwszym z nich jest oczywiście kwestia kobiet, bo przecież narrator nie jest nietolerancyjny i nic przeciwko kobietom nie ma, ale do piłki to się nie nadają, tak samo na sędzinę, czy to piłkarską czy sądową. A jak już jesteśmy przy sądzie, to trzeba pogadać o upadku muru i niesprawiedliwych wyrokach dla byłych enerdowskich żołnierzy, którzy strzelali, bo taki był rozkaz. A jak NRD, no to wiadomo – zjednoczenie Niemiec. To w ogóle była sporotowa afera, a najlepsze były ostatnie rozgrywki między NRD i RFN. I w ogóle cała ta polityka i wychowanie. Bo trener jest jak rodzic – to nic, że dla własnej rodziny czasu nie ma, ale dla swoich wychowanków jest jak ojciec i prowadzi ich, aż bedą seniorami. I tak to się ciągnie i wcale przyjemnie czyta.

Brussig umiejętnie oddał ton i styl wypowiedzi małomiasteczkowego trenera trampkarzy, przy okazji wplatając wiele istotnych tematów. Monolog narratora jest bardzo autentyczny, głęboko osadzony w niemieckich realiach, szczególnie w tematyce zjednoczenia. Autor zahacza o wiele zapalnych tematów, świetnie oddając perspektywę szarego obywatela. Czyta się to dobrze, ale dobrze, że książka nie jest dłuższa, bo na dalszą metę te wynurzenia mogłyby być męczące.

Moja ocena: 4/6

Thomas Brussig, Leben bis Männer, 95 str., Fischer 2003.

piątek, 2 lutego 2024

Statystyka styczeń 2024



Przeczytane książki: 7

Liczba stron: 3017

Przeczytane tytuły

- "Arab Jazz" Karim Miské
- "Tajwan. Nocne targi, herbata z tapioką i e-demokracja" Dorota Chen-Wernik
- "Chłopki" Joanna Kuciel-Frydryszak
- "Przewodnik stada" Connie Willis
- "Zostań ze mną" Ayobami Adebayo
- "Neger, Neger... Opowieść o dorastaniu czarnoskórego chłopca w nazistowskich Niemczech" Hans-Jürgen Massaquoi
- "Fremde Gäste" Sarah Waters


Najlepsza książka: "Zostań ze mną"

czwartek, 1 lutego 2024

"Za ścianą" Sarah Waters

 


Frances mieszka z matką w podupadającym niegdyś eleganckim domu. Jej bracia zginęli podczas I wojny światowej, ojciec zmarł niedługo później, pozostawiając kobietom długi. Matka Frances mimo swoich pięćdziesięciu pięciu lat zachowuje się i wygląda jak staruszka. Los nie obszedł się z nią łagodnie, a utrzymywanie przynajmniej pozorów życia na poziomie swojej strefy także jest męczące. Frances przejęła wszystkie czynności służby, co oczywiście jest wstydliwe i co należy ukrywać przed wysoko postawionymi sąsiadami. By poradzić sobie z długami, kobiety postanawiają wynająć dwa pokoje na górze. Do domu wprowadza się młode małżeństwo Barberów – zupełnie odmienne w zachowaniu od tego, do czego przyzwyczajone są kobiety. Mr Barber to wesoły człowiek, który nie stroni od uwag z seksualnym podtekstem, stawia na karierę i rozrywki. Mrs Barber natomiast lubi dekoracje, kiczowate ozdoby, kolorowe stroje i ma artystyczne zacięcie. Oboje jednak nie wydają się tworzyć szczęśliwego małżeństwa.

Frances stopniowo zaprzyjaźnia się z Lilian Barber i kobiety zaczyna łączyć głębsza relacja, która wnosi do monotonnego i pozbawionego perspektyw życia Frances nieco koloru i radości. Ale tylko pozornie. Powieść Waters bardzo długo jest spokojną narracją o dość nudnym życiu na londyńskich obrzeżach. Autorka poświęca mnóstwo czasu na opisanie okoliczności, przeszłości, uwarunkowań kolejnych postaci. Waters zasadza tę powieść na dokładnym rysie charakterologicznym nie tylko Lilian i Frances, ale także wielu postaci pobocznych – licznej rodziny Frances na przykład. I mimo że doceniam takie psychologiczne zacięcie, to w pewnym momencie ta narracja zaczęła nużyć, a ja miałam wątpliwości, do czego ona zmierza. Około połowy jednak akcja przyspiesza i to tak bardzo, że ostatnie trzydzieści procent tej opasłej przecież powieści przeczytałam jednym tchem. Warto więc nastawić się na ten spokojny i wydłużony wstęp, by zobaczyć, co Waters potrafi zrobić z tej pozornie lekkiej powieści.

Za ścianą to rzecz o pozorach, o ich utrzymywaniu, o dopasowaniu do konwencji, ale to także powieść głęboko psychologiczna i feministyczna. Sytuacja kobiet w okresie międzywojennym wyznaczała im konkretną rolę, od której praktycznie nie było odstępstw, a próba wyłamania się z tej konwencji wymagała ogromnej odwagi i siły, ale także oznaczała zrujnowanie życia osobom postronnym. Nie zdradzę chyba zbyt wiele, pisząc, że to także niezła powieść kryminalna, która trzyma w napięciu nie tylko biorąc pod uwagę samą akcję, ale rozwój charakterów. Waters umiejętnie pokazuje sytuacje pozornie bez wyjścia, które mają nieunikniony wpływ na psychikę osób w nie uwikłanych. Równie sprawne jest jej pióro w opisie namiętności i miłości. Najciekawsze chyba jednak są spostrzeżenia dotyczące zmian w życiu po wojnie i mieszania się konkretnych warstw – czy to na przykładzie nowych lokatorów w eleganckiej dzielnicy czy wydarzeń na sali sądowej. Dorównują one psychologicznym rysom bohaterek i ukazaniu, jak obezwładniający lęk potrafi doprowadzać niemal do szaleństwa.

To dobra powieść, jeśli przebrnie się przez pierwszą część. Waters tworzy bowiem podwaliny i bazę dalszych wydarzeń. Duże brawa natomiast za zakończenie – bardzo w moim stylu.

Moja ocena: 4,5/6

Sarah Waters, Fremde Gäste, tł. Ute Leibmann, 688 str., Bastei Lübbe 2014.

środa, 24 stycznia 2024

"Neger, Neger.... Opowieść o dorastaniu czarnoskórego chłopca w nazistowskich Niemczech" Hans-Jürgen Massaquoi

 


Hans-Jürgen urodził się w 1926 roku w Hamburgu jako syn niemieckiej pomocy pielęgniarskiej i syna liberyjskiego dyplomaty. Dziadek Hansa był pierwszym afrykańskim konsulem w Niemczech, byłym królem i osobą wyjątkowo ciekawą. To właśnie z nim chłopczyk spędzał najwięcej czasu. Niestety ta sielanka prędko się skończyła, gdy do władzy zaczęła się dobierać partia nazistowska. Liberyjski dyplomata zabrał rodzinę i wrócił do ojczyzny, a pozbawiona finansowego wsparcia matka Hansa przeprowadziła się z nim do robotniczej dzielnicy Hamburga – Barmbek. Dla dorastającego w przekonaniu o wyjątkowości czarnego kolory skóry chłopca był to szok. Po raz pierwszy skonfrontowany został z rasizmem, ciekawością i stał się najbardziej wyróżniającym się dzieckiem. Wraz z dojściem do władzy Hitlera jego niearyjskie pochodzenie stało się problemem. Równocześnie Hans-Jürgen poddawany był systematycznej indokrynacji w szkole i podziwiał Hitlera i jego popleczników.

Opowieść Massaquoia to bezpretensjonalna gawęda o życiu, o tym, jak jako chłopiec postrzegał swoje otoczenie. Dziennikarz opisuje swoje doświadczenia, spotkania, nauczycieli, kolegów, znajome mamy, dorastanie, wypadki w czasie wojny, bombardowania i jego dalsze losy. Tę książkę czyta się fenomenalnie dobrze, bo autor potrafi opowiadać, wrócić do swojego punktu widzenia i poddać go refleksji, wyjaśnić ówczesne poglądy, nakreślić kontekst historyczny. Oczywiście jego życie to wspaniały materiał na książkę – nie tylko okres dzieciństwa, ale także wyjazd do Afryki oraz do USA i stopniowa dekonstrukcja jego wyidealizowanego obrazów Stanów Zjednoczonych. Massaquoi podchodzi do swoich poglądów z dużą dozą samokrytyki, nie ma problemu z nakreślaniem swoich błędów i opisaniem ewolucji myślenia.

Tę relację czyta się także dobrze dzięki potoczystemu tłumaczeniu Anny Bańkowskiej, jednak ta publikacja nie uniknęła problemu, jakim jest brak redakcji niemieckich fragmentów, którymi tekst jest siłą rzeczy naszpikowany. Są tu nieścisłości i błędy, które mi zdecydowanie psuły lekturę.

Moja ocena: 5/6

Hans-Jürgen Massaquoi, Neger, Neger.... Opowieść o dorastaniu czarnoskórego chłopca w nazistowskich Niemczech, tł. Anna Bańkowska, 550 str., Ośrodek KARTA 2016.



poniedziałek, 15 stycznia 2024

Stosikowe losowanie – luty 2024


 

Anna wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1250 książek) - 444
ZwL wybiera numer książki dla Katarzyny (w stosie 34 książki) - 19
Katarzyna wybiera numer książki dla Guci (w stosie 36 książek) - 27
Gucia wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 15 książek) - 12
Maniaczytania wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 9 książek) - 2
Agnes wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 250 książek) - 17
McDulka wybiera numer książki dla Anyy (w stosie 271 książek) - 222


"Zostań ze mną" Ayọ̀bámi Adébáyọ̀

 


Yejide i Akim to para niemal idealna. Oboje wykształceni, zdecydowani, odnoszący sukcesy, a przede wszystkim zakochani w sobie. Brakuje im do szczęścia tylko ciąży. Rodzina Akima wywiera na parę ogromną presję, zwłaszcza na Yejide i zmusza Akima do wzięcia drugiej żony. Dla Yejide wierzącej w miłość i nowoczesność ich małżeństwa to ogromny cios, a presja na zajście w ciążę staje się nie zniesienia. Tym bardziej, że jej matka zmarła przy porodzie i kobieta nie ma żadnego wsparcia. Jej macochy nigdy nie traktowały jej dobrze i dziewczynka wychowała się z poczuciem odrzucenia. Pragnie dziecka, by móc przelać na nie swoją miłość i zbudować tę szczególną więź między matką a potomkiem, której nie było jej dane doznać.

Ale to nie wszystkie tematy, które Nigeryjka zawarła w swoim debiucie. Mamy tu i wychowanie dzieci i tajemnice rodzinne, relacje międzyludzkie, ale i sporo nigeryjskiej polityki. To okres, gdy na ulicach grasują bandy przestępcze, a rządem wstrząsa co rusz nowy przewrót. Ayọ̀bámi Adébáyọ̀ świetnie wplata te wydarzenia w powieść. To nie jest historia zawieszona w próżni, bohaterowie słuchają radia, obawiają się przemian, dyskutują o polityce. Ogromną rolę odgrywają tu także wierzenia, baśnie, przesądy – to do nich chętnie sięgają kobiety, by pomóc sobie w kłopotach. Baśnie natomiast opowiada się dzieciom, czego pozbawiona matki Yejide nigdy nie zaznała.

To bardzo smutna powieść, pełna nieszczęść i trudnych wyborów. I mimo że głównym bohaterom przydarza się ich aż tyle, nie miałam poczucia epatowania nieszczęściem czy przekombinowania. Autorka zręcznie naszkicowała swoje charaktery – z łatwością można się wczuć w ich rozterki i problemy, przyznam, że z drżącym sercem kibicowałam Yejide i nie byłam w stanie odłożyć tej książki. Zostań ze mną czyta się świetnie, język jest potoczysty, dialogi dobrze napisane, a cała historia angażująca. Co więcej nie domyśliłam się całego tła problemów Akima i Yejide, więc fabuła miała dla mnie spory efekt zaskoczenia.

To naprawdę dobry debiut, który ciekawie kreśli nigeryjskie tło i uwarunkowanie kulturowe, których wpływ na losy bohaterów jest przemożny.

Moja ocena: 5/6

Ayọ̀bámi Adébáyọ̀, Zostań ze mną, tł. Karolina Iwaszkiewicz, 304 str., Wydawnictwo Marginesy 2019.

piątek, 12 stycznia 2024

"Przewodnik stada" Connie Willis


Ta książka wyleżała się na moim stosie wiele lat, a kupiłam ją po poleceniu przez nieżyjącego już kolegę tłumacza. Znajdujące się na okładce słowo fantastyka niekoniecznie przystaje do tej powieści, bo elementów fantastycznych jest tu mało, właściwie trzeba ich szukać ze świecą.

Akcja rozgrywa się w laboratorium badawczym HiTek, w którym pracuje Sandra Foster. Jest ona socjolożką i bada występowanie manii, aktualnie zajmuje się przyczynami fali obcinania włosów na krótko przez kobiety w latach 20. XX wieku. Poza pracą walczy jednak z upiorną asystentką instytutu, której głównym zadaniem jest roznoszenie poczty i kopiowanie. Flip jest wierną zwolenniczką najnowszych trendów i całkowicie ignoruje swoje obowiązki. Gdy dostarcza Sandrze paczkę przeznaczoną do działu biologicznego, ta udaje się tam, by zanieść ją prawowitej adresatce. W drugim końcu instytutu spotyka doktora Bennetta O'Reilly'ego – naukowca zajmującego się teorią chaosu i będącego całkowitym zaprzeczenim wszelakich trendów i mód. To oczywiście przyciąga uwagę Sandry i gdy ginie wniosek Bena o finansowanie jego kolejnego projektu, oferuje mu pomóc, wywołując w ten sposób lawinę wydarzeń. 

Przewodnik stada to satyryczna powieść skrząca się od humoru. Willis prześmiewczo opisuje działanie instytutu, a szczególnie dyrekcję, która specjalizuje się w wymyślaniu skomplikowanych formularzy i organizowaniu idiotycznych spotkań, na których wygłasza pełne frazesów przemowy. To także obraz przeróżnych naukowców i pracowników – szalonych, nietuzinkowych, koncentrujących się na bzdurnych zagadnieniach. Willis wyśmiewa przypadkowość odkryć, chaos i bałagan w pracowniach, rozbujałą biurokrację, przy okazji zasadzając fabułę na występowaniu manii. Każdy rozdział wprowadza opis jednej z dziwacznych manii, które opanowały świat, ale także życie poza instytutem podporządkowane jest modom i przeróżnym zajawkom. 

Ta powieść to dobra i inteligentna rozrywka, zaskakująca humorem i ironią, styl Willis jest potoczysty i lekki w odbiorze. Polecam miłośnikom i miłośniczkom owiec.

Moja ocena: 4,5/6

Connie Willis, Przewodnik stada, tł. Grażyna Grygiel, Piotr Staniewski, 252 str., Prószyński i S-ka 1997.

środa, 10 stycznia 2024

"Chłopki" Joanna Kuciel-Frydryszak

 


To książka, o której pisali już chyba wszyscy. Nie spieszyłam się więc z lekturą, ale właśnie tę lekturę wybrał mój klub czytelniczy, więc siłą rzeczy przeczytałam i ja ten bestseller. Ten ostatni fakt zresztą wcale mnie nie dziwi, bo większość z nas od chłopów i chłopek się wywodzi i zapewne wiele słyszało od babć czy prababć (zapewne dużo rzadziej od dziadków i pradziadków). I ja do tej grupy należę, pasjonuję się genealogią, więc za życia babci zadałam wiele pytań, choć teraz byłyby one zapewne inne. Niestety możliwość pytania minęła. W Chłopkach odnalazłam wiele z tego, co słyszałam, i właściwie nie było tu dla mnie nowości, bo temat nie jest mi obcy. Dzięki wielogodzinnemu przeglądaniu ksiąg i mikrofilmów wiedziałam, jak wyglądały losy chłopek i chłopów. To niby tylko dane i fakty, ale nietrudno odczytać kryjące się za nimi historie. Autorka kilka razy wspomina o odmienności Śląska i faktycznie główny nacisk leży na historiach z obszarów polskich – i faktycznie, te różnice były dla mnie widoczne.

Chłopki to książka utkana z opowieści. Kuciel-Frydryszek przeprowadziła setki rozmów, przeszukała archiwa, dokumenty, zdjęcia, by stworzyć obraz kobiet wsi i wszelakich aspektów ich życia. Jest więc dzieciństwa, praca, zamążpójście, rozrywki, choroby, ciąża i poród, jedzenie, wyjazdy zagranicę, kształcenie, emancypacja. Każdy z kolejnych rozdziałów naświetla poszczególne problemy bazując na opowieściach zwykłych kobiet, ich córek i wnuczek. Tak to perspektywa wybitnie kobieca, więc mężczyźni przeważnie nie wychodzą tu dobrze, z naciskiem na przeważnie, bo życie pisze różne scenariusze. Bardzo łatwo w gawędach i opowieściach dostrzec własną babkę czy prababkę, więc książka wybitnie angażuje emocjonalnie.

Myślę, że warto czytać Chłopki w wersji papierowej, by mieć dostęp do fotografii, móc przekartkować, wrócić do pewnych fragmentów. Wersja audiobooka niestety jest wybitnie nieudana. Maria Peszek czyta z dziwną emfazą, siląc się na wiejskość?, ludowość?, robiąc pauzy w nietypowych miejscach – zupełnie nieudana interpretacja.

Dla mnie nie jest to książka wybitna, książka życia czy nawet roku, ale przeczytałam ją z ciekawością, bo wspaniale wpisuje się w moje badania, a i przyznam, że wiele razy miałam przed oczyma własne babcie czy prababcie, gdy słuchałam niektórych opowieści. Bardzo doceniam kobiecy wymiar, postawienie emfazy na kobiecą wersję i spojrzenie, bo przecież w opisywanych czasach zajmowały one najniższą pozycję w hierarchii rodzinnej, a co za tym idzie ich przekaz i ich opowieść była najmniej istotna.

Moja ocena: 5/6

Joanna Kuciel-Frydryszak, Chłopki, czyt. Maria Peszek, 496 str., Wydawnictwo Marginesy 2023.

poniedziałek, 8 stycznia 2024

"Tajwan. Nocne targi, herbata z tapioką i e-demokracja" Dorota Chen-Wernik

 


Dzięki śledzeniu konta instagramowego autorki tej książki, o Tajwanie już sporo wiedziałam, wskoczył zresztą już dawno na listę moich miejsc do odwiedzenia. Uznałam więc, że warto sięgnąć po tę książkę i spodziewałam się swego rodzaju gawędy o tym państwie, z resztą sugeruje to w jakiś sposób podtytuł.

Ta książka to jednak typowy encyklopedyczny przewodnik, gdzieniegdzie tylko okraszony osobistym komentarzem. Autorka opisuje więc geografię i historię kraju, wyjaśniając problem z Chinami oraz jego genezę. Kolejno objaśnia pochodzenie tajwańskiej ludności, osiągnięcia kraju oraz system edukacji.

Kolejna część to już typowy przewodnik z opisem miast, regionów, parków narodowych, przykładami tras wycieczkowych, atrakcjami, wskazówkami. Sporą część Dorota poświęciła religiom i przeróżnym świątyniom, szczegółowo opisała liczne tajwańskie święta oraz sposób ich obchodów. Książkę zamyka obszerny rozdział o kulinariach oraz kilka przepisów. 

Pomijając część przewodnikową, która zdecydowanie przyda się podczas planowania podróży do tego kraju, pozostałe rozdziały to skarbnica wiedzy, dla mnie szczególnie interesujące były informacje, jak się zachowywać w świątyni (nie te ogólne, ale faktycznie, jak składać dary), jak przy stole podczas posiłku z Tajwańczykami itd. To faktycznie wskazówki, które trudno znaleźć w zwykłym przewodniku. 

W części przewodnikowej Dorota także podsuwa miejsca mniej oblegane przez turystów, potrafi podać praktycznie informacje i wskazać kiedy i jak najlepiej odwiedzić dane miejsce. To są rady, które rzeczywiście można uzyskać tylko od osoby dobrze znającej dane miejsca. 

Szkoda tylko, że tę książkę się źle czyta. Językowo niestety nie jest to majstersztyk. Liczne powtórzenia nie tylko słów, ale i całych akapitów (rozdział o zanieczyszczeniu środowiska chociażby), nagromadzenie faktów (jak w encyklopedii), liczne anglicyzmy nie ułatwiają lektury. Co ciekawe nie dotyczy to całej książki – są lepsze fragmenty, ale niektórych zupełnie nie da się czytać. Redakcja także zawiodła w kwestii merytorycznej – niektóre szczegółowe informacje jak przytaczanie wszystkich imion Czang Kaj-Szeka czy nazw wszystkich powiatów są zbyteczne, z łatwością można je doczytać w internecie, a dla osoby zwiedzającej Tajwan nie będą najważniejszym faktem. 

Treść ubogaca wiele fotografii – rozumiem, że nie zawsze można je umieszczać w miejscu, gdzie dany zabytek czy fenomen jest opisywany, ale tutaj często trzeba kartkować wiele stron, by dopasować zdjęcie do tekstu. Szkoda też, że nie wiadomo, które zdjęcia są autorki (przy niektórych można się tego domyślić), a które ze stocka. Zabrakło także bibliografii lub choćby spisu źródeł na końcu książki. 

Podsumowując, jeśli wreszcie wybiorę się na Tajwan, na pewno skorzystam z informacji zawartych w tej książce, ale jako lektura dla osoby zainteresowanej tym krajem tylko teoretycznie się nie sprawdzi.

Moja ocena: 3/6

Dorota Chen-Wernik, Tajwan. Nocne targi, herbata z tapioką i e-demokracja, 320 str., Pascal 2023.

sobota, 6 stycznia 2024

"Arab Jazz" Karim Miské

 


Szukając powieści wydanych przez wydawnictwo Claroscuro ta przyciągnęła moją uwagę jako pierwsza – kryminał z religijnym tlem w wielokulturowej Francji zapowiadał się jako ciekawa powieść i faktycznie warto po nią sięgnąć. 

Arab Jazz określany jest jako kryminał, ale ja bym nie sprowadzała tej powieści tylko do tego określenia. Owszem są tu policjanci i morderstwo, ale Miské oferuje w swojej debiutanckiej książce o wiele więcej. Ahmed – to młody człowiek cierpiący na depresję. Spędza całe dnie w swoim niewielkim mieszkaniu czytając kryminały, które kupuje z drugiej ręki. Pewnego dnia podczas lektury na balkonie na jego stopach ląduje krople krwi. Okazuje się, że pochodzą one z ciała brutalnie zamordowanej sąsiadki z góry – Laury. Ahmed przelotnie znał młodą stewardesę, zajmował się jej kwiatami, zamieniał kilka słów. Słusznie obawia się, że może stać się głównym podejrzanym. Śledztwo prowadzi natomiast nietypowa para – Żydówka Rachel i pochodzący z bretońskiej rodziny komunistów Jean.

Sprawa okaże się być o wiele bardziej zagmatwana niż na początku można było sądzić i zaprowadzi policjantów w świat arabski, żydowski, a nawet świadków Jehowy. Dużo tu miejskiego kolorytu – podejrzanych zaułków, nieciekawych typów, zapyziałych sklepów. Jest także korupcja, handel narkotykami i morderstwa na zlecenie. I szaleństwo, dużo szaleństwa. Autor pokusił się nawet o przerzucenie akcji za wielką wodę, co, wbrew moim obawom, powieści nie zaszkodziło. 

Miské umiejętnie łączy te wątki, okraszając je dużą dawką odwołań do literatury (szczególnie kryminalnej) oraz muzyki (na końcu książki umieszczono listę). Nawet delikatny wątek miłosny nie zepsuł lektury, dobrze, że autor nie rozpracował go głębiej. 

Arab Jazz to ciekawa lektura, pokazująca oblicze Francji emigrantów, niejednorodnej, kolorowej, ale i brutalnej, cierpiącej i poszukującej. Warto przeczytać.


Moja ocena: 4,5/6

Karim Miské, Arab Jazz, tł. Gabriela Hałat, 407 str., Wydawnictwo Claroscuro 2017.

piątek, 5 stycznia 2024

Podsumowanie roku 2023


Rok 2023 był dla mnie czytelniczo dobry, przeczytałam i wysłuchałam aż 165 książek. Od razu jednak zaznaczę, że to tylko liczba i uważam, że jest zbyt wysoka. To już nie jest delektowanie się książkami, tylko kompulsywne ich pożeranie. Z drugiej strony – nie oglądam seriali, ani filmów, rzadko wychodzę na jakiekolwiek spotkania, więc po prostu mam możliwość więcej czytać i słuchać. W 2023 przedłużyłam mój abonament na Legimi, ale także po długim namyśle wykupiłam subskrypcję na Audiotece – ponieważ dużo słucham i zdecydowałam się wysłuchać wielu książek, które od dawna zalegają w moim stosie. W zeszłym roku bowiem systematycznie zmniejszałam mój stos, co, dzięki zrezygnowaniu z kupowania, nieźle mi wyszło. Nie chcę wchodzić w dyskusję, czy audiobooki to czytanie książek – to już niech każda/-y sobie sam zdecyduje. Dla mnie to zbawienie, gdy muszę wykonywać nudne prace, pokonywać duże dystanse samochodem, umilanie długich spacerów z psami itd. 


Moje bardzo ograniczone życie towarzyskie ogranicza się właściwie tylko do klubów książkowych. Nadal chodzę na mój stacjonarny angielski klub książkowy, choć już nie na każde spotkanie. Odkryłam także kolejny stacjonarny klub i byłam na dwóch spotkaniach. Online uczestniczyłam w chyba wszystkich klubach Wydawnictwa Pauza, w większości Podcastu Zamorskiego oraz sama nadal organizowałam spotkania dkk Polek na Obczyźnie. Te kluby są dla mnie jedyną możliwością dyskusji o książkach, ale także do poznawania nowych ludzi. 

Teraz jednak czas na konkrety, czyli statystyki.


Odwiedziłam 40 krajów – mogło być ich więcej, ale nie narzekam. Czytałam wyjątkowo dużo Polski oraz USA i Wielkiej Brytanii, a tych ostatnich zazwyczaj unikam – to jednak wina wyborów książkowych na klubach. 

Polska – 59

USA – 22

Wielka Brytania – 11

Po 6: Francja, Niemcy, Szwecja

Po 4: Argentyna, Brazylia, Czechy, Irlandia

Po 3: Kanada, Ukraina

Po 2: Australia, Japonia, Korea Płd., Łotwa, Norwegia, Portugalia

Po 1: Chile, Chiny, Dania, Estonia, Finlandia, Haiti, Hiszpania, Indonezja, Kamerun, Mauritius, Meksyk, Niderlandy, Rumunia, Senegal, Słowacja, Słowenia, Tanzania, Trynidad i Tobago, Włochy, Amerykańskie Wyspy Dziewicze, Zimbabwe

Moim celem jest przeczytanie wszystkich krajów świata – w zeszłym roku tylko nieznacznie zbliżyłam się do tego celu, dołączając do kolekcji tylko kilka krajów. 


Językowo, ponownie z powodu Legimi, czytałam głównie po polsku.

Język polski – 149

Język niemiecki – 12

Język angielski i portugalski – po 2 książki


Jeśli chodzi o płeć, jak co roku czytam więcej kobiet. A tak rozkładają się przeczytane książki według autorów:

Kobieta: 86

Mężczyzna: 70

Zbiorowy: 2

Para: 2

Dwie kobiety: 2

Dwóch mężczyzn: 2

Niebinarny: 1


Mimo że sięgałam po książki ze stosu, to ponownie dominowały u mnie formy elektroniczne:

Ebook – 70

Audiobook – 77

Papier – 18

Jak widać, naprawdę dużo słucham, i co roku coraz więcej, wykorzystując ten czas także na inne czynności. Mam to szczęście, że często mogę wykonywać moją pracę, słuchając. 

Przeczytałam książki z 55 polskich wydawnictw, mnóstwo z nich niszowych. Nie będę wymieniać wszystkich, wiadomo, tylko kilka najczęstszych:

Pauza – 21

Literackie – 10

Poznańskie – 8

Czarne – 7

ArtRage, Albatros – po 5

Marpress, SQN, Dowody, Agora – po 4

Tajfuny, Powergraph, Znak – po 3

Muza, Relacja, Czwarta Strona, Cyranka, Marginesy, Lira, MOVA, Filtry, Prószyński, Afera – po 2.

Z innych moich celów czytelniczych – 11 razy sięgnęłam po książki laureatek i laureatów Nagrody Nike, przeczytałam jednego laureata Nagrody NIKE. 

A teraz 10 książek, które mnie najbardziej poruszyły, zapadły w pamięć, zachwyciły. Jednak nie 10, bo wyszło ich aż 20, co świadczy o tym, że dobrze dobieram moje lektury. Kolejność przypadkowa.

“Niewdzialne życie” Martha Batalha

“Akuszerki” Sabina Jakubowska

“Głód” Roxanne Gay

“Lód” Ulla-Lena Lundberg

“Komodo” David Vann

“Apeirogon” Colum McCann

“To ze mną jest problem” Emma Rävås

“Wyspa kobiet morza” Lisa See

“Na południe od Brazos” Larry McMurtry

“Pokora” Szczepan Twardoch

“Klara i słońce” Kazuo Ishiguro

“Grona gniewu” John Steinbeck

“Pojechałam do brata na południe” Karin Smirnoff

“Empuzjon” Olga Tokarczuk

“Planeta Małp” Pierre Boulle

“Wyborny trup” Agustina Bazterrica

“A pamiętasz, mamo?” Kateryna Babkina

“Człowiek, który znał mowę węży” Andrus Kivirähk

“Mr Loverman” Bernardine Evaristo

“Boginie z Žitkovej” Katerina Tučková



Plany na 2024? Nie mam specjalnych, po prostu czytać, realizować moje wieloletnie cele (albo nie), przeczytać wreszcie cały cykl Rougon-Macquart i poznawać wspaniałe książki i ludzi.