wtorek, 30 kwietnia 2013

Statystyka kwiecień 2013


Przeczytane książki: 6

Ilość stron: 1903

Książki w ramach wyzwania projekt nobliści: 1
Książki w ramach wyzwania południowoamerykańskiego: 1
Książki w ramach wyzwania Czytamy Zolę: 1


Przeczytane tytuły: 

"Kwietniowa czarownica" Majgull Axelsson
"Kronika zapowiedzianej śmierci" Gabriel García Márquez
"Abgeschnitten" Sebastian Fitzek, Michael Tsokos

Najlepsza książka: "Kwietniowa czarownica" Majgull Axelsson

Ilość książek w stosie: 179

środa, 24 kwietnia 2013

"Der Mann, der noch an den Klapperstorch glaubte" Thomas Rosenlöcher, Maja Bohn

Ania z Poza Rozkładem napisała bardzo mądrze o książkach dla dzieci, dotyczących tabu - w przypadku, o którym chcę napisać chodziło o drażliwe pytanie: skąd się biorą dzieci?

W dyskusji pod postem zahaczyłyśmy o aspekt interpretacji tego pytania w książkach dla dzieci wydawanych poza granicami Polski. Miałam wielką ochotę przeanalizować to na przykładzie literatury niemieckiej, ale (serio, to nie głupia wymówka) brakuje mi czasu. Jednak, jak na życzenie, mój prawie Trzyipółlatek wybrał sobie podczas ostatniego pobytu w bibliotece między innymi tę książkę:


Dopiero podczas wspólnej lektury zauważyłam, że to książka na TEN temat. Tytułowy mężczyzna wierzy w bociana i bardzo, bardzo chce mieć dziecko. Z utęsknieniem spogląda na inne dzieci, na szczęśliwe rodziny, na wózki i nie rozumie dlaczego u niego nie pojawia się dziecko. 



W swojej rozpaczy zaczyna nawet wypytywać ludzi skąd wzięli dzieci, ale ich odpowiedzi mu nie pomagają. Mężczyźni twierdzą, że mają dzieci od kobiet, a kobiety wręcz odwrotnie,  aż w końcu ktoś żartobliwie podpowiada mu, że dzieci przynosi bocian. Od tego dnia nieszczęśliwy bohater kusi bociana kostkami cukru, wykładanymi na parapet. Jego działania obserwuje sąsiadka, która domyśla się marzenia nieboraka. 



Gdy traci on całkowicie nadzieję na powodzenie, sąsiadka łapie go na ulicy i zabiera do swojego mieszkania, uprzednio dając mu namiętnego całusa. 



A w mieszkaniu....



wpakowała go do łóżka, rozebrała i przytuliła tak mocno, że mężczyzna poczuł, iż jest jeszcze grubsza niż myślał. Mimo to podobało mu się to uczucie oraz zapach kobiety. 
Gdy mężczyzna się budzi, kobieta jest bardzo czuła i daje mu nadzieję na dziecko. 



Mężczyzna czeka i czeka, obserwuje coraz grubszą kobietę, aż pewnego dnia otrzymuje od niej prezent w postaci dziecka.

Syn przyjął książkę bez dodatkowych pytań - pewna jestem jednak, że Siedmiolatka w tym wieku pytaniami by mnie zasypała. A wam jak się podoba niemieckie podejście do tematu?

Stosikowe losowanie 5/2013


Zapraszam do zgłaszania się do rundy majowej! Pary rozlosuję 1 maja, czas na przeczytanie książki mamy do końca miesiąca.


Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.

2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.

3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.

4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.

5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.

6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie. 

środa, 17 kwietnia 2013

"Miasto Śniących Książek" Walter Moers



Od dawna polowałam na tę powieść Moersa - perspektywa czytania tylko o książkach i literaturze była bardzo pociągająca. Gdy okazało się, że audiobook nagrany został przez Dirka Bacha, bez zastanowienia zdecydowałam się na tę formę lektury. Nieżyjący już Bach był postacią bardzo wyrazistą i równie wyraziście czytał - każda postać miała swój własny, całkiem odmienny głos. Bach krzyczy, szepcze i płacze, a to co wyczynia ze swoim głosem jest absolutnym mistrzostwem świata.
I właśnie dzięki temu dosłuchałam książki do końca, bo niestety treść nie przemówiła do mnie wcale.

Narrator powieści, Hildegunst Rzeźbiarz Mitów, opowiada swoje niespotykane przygody. Gdy umiera jego patron czy rzec by można swoisty ojciec chrzestny, Dancelot, młody adept pisarstwa wyrusza do Księgogrodu, by odszukać autora niezwykłego manuskryptu. Ten wybitny tekst nieznany autor przesłał Dancelotowi, który znowu polecił geniuszowi, by udał się do Księgogrodu, mekki wydawców. Niestety zaginął po nim słuch więc Hildegunst, pędzony chęcią poznania kogoś tak wybitnego, udaje się w podróż.
Księgogród na pierwszy rzut oka jest rajem moli książkowych, jednak Hildegunst bardzo szybko odkrywa ciemne strony miasta - konkurencję wśród antykwariuszy, gorzkie losy pisarzy odrzuconych, a przede wszystkim tajemnicze podziemia miasta, zaludnione przez potwory i żarłoczne książki.

Moers zaskakuje swoją fantazją - tworzy od zera całkiem nowy świat. Jego pomysły na reguły rządzące Księgogrodem oraz na jego mieszkańców są fantastyczne. Mnie najbardziej fascynowała inwencja słowotwórcza Moersa - bazując na nazwiskach znanych pisarzy tworzy nowe postaci oraz tytuły ich dzieł, a także multum nowych słów. Na tym polu jest po prostu genialny. 

Autor tego bloga cytuje polskie tłumaczenie tej powieści - faktycznie doskonałe - ale jednak po niemiecku neologizmy Moersa brzmią lepiej:) 

Mimo tych atutów, książka mnie nudziła, fantastyczne przygody Hildegusta były na mój gust zbyt nierealne (naturalnie takie miały być), a strona językowa (graficznej niestety nie dane mi było poznać) to jednak zbyt mało, by uczynić z powieści arcydzieło. Gdy dziś skończyłam słuchać Miasto Śniących Książek, odetchnęłam z ulgą.

Moja ocena: 3,5/6

Walter Moers, Die Stadt der Träumenden Bücher, 480 str., Piper 2008

wtorek, 16 kwietnia 2013

"Kronika zapowiedzianej śmierci" Gabriel García Márquez



Sto lat samotności czytałam wiele lat temu, wtedy jeszcze nie prowadziłam bloga, nawet mojego kajeciku z przeczytanymi tytułami nie miałam i niestety nic z treści nie pamiętam. Od dawna chciałam wrócić do Márqueza, wyzwanie południowoamerykańskie okazało się być dobrą okazją. Na półce od dawna stała już Kronika zapowiedzianej śmierci więc długo się nie zastanawiałam.

Ta szczupła książka właściwie nie jest powieścią - to raczej szkic, reportaż nawet. Głównym bohaterem jest Santiago Nasaro oraz społeczność niewielkiego miasteczka. Akcja rozgrywa się w ciągu jednej nocy - nocy wesela Angeli Vicario i nieznajomego przybysza. Gdy okazuje się, że honor pana młodego został splamiony, ponieważ panna młoda nie zachowała czystości, rozpoczyna się nagonka na podejrzanego sprawcę czyli młodego Santiago. Ten chłopak o arabskim pochodzeniu cieszy się w miasteczku dobrą opinią, jest lubiany, ma przyjaciół i wybrankę serca. Gdy jednak bracia Angeli wyruszają pomścić hańbę siostry, cała społeczność przygląda się ich działaniom z założonymi rękoma.
Zaskakująca jest psychologia tłumu, sposób myślenia poszczególnych mieszkańców - wszyscy wiedzą o planowanym zabójstwie ale nikomu nie udaje się mu zapobiec. Márquez szczegółowo opisuje emocje i uczucie poszczególnych mieszkańców tuż przed tragedią oraz ich niemoc, ich ospałość, która dopuściła do zabójstwa.

Obraz wydarzeń uzupełniają retrospekcje, które szkicują życie głównych bohaterów. W ten sposób powstaje pełny ale i przerażający obraz społeczności małomiasteczkowej, która dopuszcza do tragedii jej członka.

Kronika zapowiedzianej śmierci jest przyczynkiem do przemyśleń na temat losu, psychologii tłumu, i przypadkowości naszego życia. 

Moja ocena: 5/6

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:

 


Gabriel García Márquez, Kronika zapowiedzianej śmierci, tł. Carlos Marrodán Casas, 112 str., PIW 1991.

"Wenn guten Menschen Böses widerfährt" Harold S. Kushner



Zastanawialiście się kiedyś nad złem, które dzieje się na świecie? Nad jakiego przyczynami? Jeśli jesteście wierzący, choć zakładam, że takie pytanie zadać mogą równie dobrze ateiści, pytaliście dlaczego Bóg na to pozwala? Na próżno szukacie słów, by wyjaśnić sobie tak wielkie zbrodnie jak ludobójstwa? Niemniej trudno zrozumieć wam codzienne tragedie? 
Pewnie słyszeliście wiele wytłumaczeń i odpowiedzi na te pytania.  Różnych odpowiedzi.
Jedni powoływali się może na historię Hioba? Może sami szukaliście jakiegoś wyimaginowanego grzechu czy występku, za który Bóg karze? Wiara, że Bóg sprawiedliwie rozdziela los podług ludzkich przewin jest bardzo powszechna podobnie jak przekonanie, że w danym momencie nie rozumiemy boskiego zamysłu czy źle interpretujemy boski zamiar i nie przystoi nam stawiać pytań i burzyć się przeciwko jego woli. Inni będą tłumaczyć, że nagle zmarła osoba na pewno prowadzi lepsze życie u boku Boga - słaba pociecha, prawda? Osoby głęboko wierzące powiedzą może, że wszystko, czego doświadczamy w życiu ma swój konkretny cel.

Autor zwraca uwagę na zachowanie ludzi, którzy starają się towarzyszyć czy pocieszać osobę dotkniętą nieszczęściem - wskazuje na ich błędy, radzi jaką postawę przyjąć. Tu szczególnie bazuje na historii Hioba, gdzie tłumaczenia i rady postronnych mają przeciwny skutek.

Autorem książki jest rabin, którego okrutnie doświadczył los. Jego syn chorował na progerię czyli przedwczesną starość. Kushner sam zmagał się ze zwątpieniem, gniewem, smutkiem. Ponadto w swojej pracy jako rabin bardzo często stawał w roli pocieszyciela. Wiele razy wierni wątpili w Boga, stawiali trudne pytania, oczekiwali wyjaśnień i pociechy. W ciągu piętnastu lat życia syna Kushner dojrzewał do napisania tej książki i moim zdaniem podołał zadaniu. To nie tylko rozważania, autor proponuje konkretne odpowiedzi, tłumaczy swój punkt widzenia - wiarygodnie i ciepło.
Warto przeczytać - nie tylko w celu terapeutycznym. Ja na pewno do tej książki będę wracać.

Bez oceny.

Harold S. Kushner, Wenn guten Menschen Böses widerfährt, tł. Ulla Galm-Frieboes, 158 str., Gütersloher Verlagshaus 2010.

sobota, 13 kwietnia 2013

"Kwietniowa czarownica" Majgull Axelsson



Od dawna zamierza łam poznać prozę Axelsson - dwie książki zadomowiły się na półce i czekały na swoją kolej. Nieocenione stosikowe znów zmusiło mnie do sięgnięcia do planów nigdy nie zrealizowanych. Powieść wzięłam ze sobą na urlop, by mieć dla niej czas i wolną głowę. W domu udaje mi się czytać zaledwie po kilkanaście stron na raz więc niechętnie sięgam po książki o sporej objętości.
Wszystkie decyzje okazały się być dobre, Axelsson wymaga bowiem pełnej uwagi czytelnika i faktycznie trafia na moją listę pisarek ważnych. Szwedka porusza w swojej powieści liczne tematy, wszystkie jednak oscylują wokół uczucia samotności, braku poczucia własnej wartości, odrzucenia i wreszcie wpływu dzieciństwa i wychowania na całe życie.

Desiree urodziła się z początkiem lat pięćdziesiątych - na skutek trudnego porodu i wad anatomicznych matki jest upośledzona. Takie dzieci od razu odbierano rodzicom i umieszczano w ośrodkach dla niepełnosprawnych. Tak postąpiła także matka dziewczynki. Wkrótce umiera jej mąż, a Ellen tworzy rodzinę zastępczą dla Margaret, noworodka porzuconego w pralni. Po jakimś czasie do małej rodziny dołącza Christina - dziewczynka maltretowana przez matkę, zaniedbana, niemówiąca i niepewna. We trzy budują swój mały świat, którym zachwieje wprowadzenie się do nich Birgitty. Dziewczynka surowo wychowywana przez dziadków trafiła w wieku sześciu lat do domu nieodpowiedzialnej matki, która tak naprawdę dziecka przyjąć nie chciała. Birgitta przejmuje opiekę nad matką, domem i sobą. Jest krnąbrna i nieustępliwa, napastliwa i świadoma swoich kobiecych atutów. Jej wkroczenie do świata Ellen zmienia wszystko. Niepewna Christina staje się ofiarą przyrodniej siostry, a Margareta ulega jej wpływowi. Drogi dziewcząt rozchodzą się po opuszczeniu domu Ellen. Żadna z nich nie wie o istnieniu Desiree. Ona natomiast śledzi losy sióstr i nawiązuje głęboką więć z Hubertssonem - lekarzem, który wynajmował mieszkanie w domu Ellen. Jednak nie tylko on jest jej okiem na świat, dziewczyna interesuje się historią benandanti - te fantazyjny wątek kontrastuje z realizmem Kwietniowej czarownicy. Muszę przyznać, że to jedyny wątek, którego "nie czułam", jednocześnie rozumiejąc jego rolę. 
Także Desiree i Hubertsson są samotni, niepogodzeni z życiem. Desiree walczy, nie zgadza się na swój los, jest dumna i nieprzystępna. Hubertsson natomiast miota się, szukając bliskości i czułości.

Ponowne spotkanie Christiny, Margarety i Birgitty stwarza krótką iluzję więzi, które łączyły je w dzieciństwie. Każda jednak z nich kroczy swoją drogą i każda z nich nie jest szczęśliwa. Żadnej nie udaje się nawiązać głębokich więzi - Christina pozornie żyje w kochającej rodzinie, ale zarówno ona jak i praca lekarza nie potrafią jej dać uczucia spełnienia. Margareta - fizyk, nie potrafi odnaleźć swojego miejsca w życiu, nie jest zdolna do stabilizacji. Birgitta pogrąża się w autodestrukcji, która rozszerza się do destrukcji totalnej. Niszczy siebie, niszczy siostry i świat wokół siebie. Żadna z tych sytuacji nie ma wyjścia, kobiety obracają się wokół własnej osi waląc głową w mur.

Powieść Axelsson może być odbierana na wiele sposobów. Podejrzewam, że każdy czytelnik zaczepi swoją uwagę na innym aspekcie czy wątku. Obojętny nie zostanie nikt.

Moja ocena: 5/6

Majgull Axelsson, Aprilhexe, tł. Christel Hildebrandt, 512 str., btb Verlag.

środa, 10 kwietnia 2013

Macie ochotę na jeszcze jedno wyzwanie?

Nie mogłam się już oprzeć monitom oraz zachętom zaprzyjaźnionych blogowiczów i wreszcie zakończyłam tworzenie nowego bloga! Zainteresowani już pewnie wiedzą, że chodzi o zapowiadane przeze mnie, już chyba od lat, wyzwanie.

Będzie ono dotyczyć jednego z moich ulubionych pisarzy. Émile Zola w dużym stopniu ukształtował moje gusta literackie, trafiłam na powieści z cyklu Rougon-Macquartowie na początku liceum i od tego czasu mozolnie zdobywałam kolejne tomy. Nigdy nie udało mi się dostać wszystkich i dopiero gdy zamieszkałam w Niemczech uzupełniłam moją kolekcję. Niestety nigdy nie powtórzyłam mojej przygody z Zolą - najwyższy czas to zmienić! Wiem, że będziecie mi towarzyszyć - serdecznie zapraszam was tutaj:


niedziela, 7 kwietnia 2013

'Niewidoczni akademicy" Terry Pratchett



Świat Dysku czytam od lat, mam swoich ulubionych bohaterów i tematykę. Nie przepadam za tomami o Niewidocznym Uniwersytecie, więc podchodziłam do Niewidocznych akademików dość sceptycznie.
Może dlatego stosunkowo długo czytałam ten tom. Nie wiem czy to znudzenie całym cyklem, spadek formy autora czy inne czynniki spowodwały, że lektura mnie zwyczajnie nudziła.

Tym razem Pratchett bierze na tapetę historię współczesnej piłki nożnej. Jak zawsze podziwiam jego geniusz w kreowaniu alternatywnej wersji świata ale niestety zachwyt w sferze humoru opadł. Przeczytałam i zapomniałam. Lektura nie zaspokoiła żadnego z moich oczekiwań. 

Na Niewidocznym Uniwersytecie wybucha panika - okazuje się, że profesorowie muszą zaangażować się w promocję piłki nożnej i zorganizować własną drużynę, by nie utracić pewnego źródła dochodów. Równocześnie Lord Vetinari wydaje się mieć bardzo pilny interes w zreformowaniu reguł gry w piłkę i zorganizowaniu turnieju z udziałem akademików. To jednak nie wszystko - na uniwersytecie pracuje dziwna postać. Nutt pochodzi z Überwaldu, jest nieco dziwny i piekielnie inteligentny. Gdy odkrywa, że jest Orkiem zaczynają się prawdziwe kłopoty. Na szczęście rezolutna kucharka Glenda i jej przyjaciółka Jula znajdą się w odpowiednim czasie na właściwym miejscu.

Lektury nie żałuję i nie zakończę na tej książce mojej przygody ze Światem Dysku (w końcu kolejne tomy czekają na półce) ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę się tak zaśmiewała przy książkach Pratchetta jak niegdyś.

Moja ocena: 3/6

Terry Pratchett, Niewidoczni akademicy, tł. Piotr W. Cholewa, 399 str., Prószyński i s-ka 2010.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Statystyka marzec 2013


Przeczytane książki: 4

Ilość stron: 1350

Książki w ramach wyzwania projekt nobliści: 1
Książki w ramach wyzwania południowoamerykańskiego: 1


Przeczytane tytuły: 

"LIT-6" Risto Isomäki
"Er ist wieder da" Timur Vermes
"Lituma w Andach" Mario Vargas Llosa
"Niewidoczni akademicy" Terry Pratchett

Najlepsza książka: "Er ist wieder da"

Ilość książek w stosie: 178

Stosikowe losowanie 4/13 - pary


Mania czytania wybiera numer książki dla Karto_flanej (w stosie 140 książki) - 5
Karto_flana wybiera numer książki dla Anne18 (w stosie 25 książek) - 15
Anne18 wybiera numer książki dla Bujaczka (w stosie 500 książek) - 466
Bujaczek wybiera numer książki dla Izy (w stosie 112 książek) - 88
Iza wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 103 książki) - 70
Guciamal wybiera numer książki dla Paidei (w stosie 43 książki) - 33
Paideia wybiera numer książki dla Anny (w stosie 158  książek) - 23
Anna wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 620 książki) - 3
ZwL czytania wybiera numer książki dla Manii czytania (w stosie 133 książki) - 89

Proszę o podawanie w komentarzu wybranego numeru oraz tytułu wylosowanej książki a po przeczytaniu linka do recenzji. Efekty stosikowego czytania można znaleźć w zakładce z boku strony.

UWAGA: na przeczytanie wylosowanej książki mamy czas do 30 kwietnia.

wtorek, 26 marca 2013

Stosikowe losowanie 4/13


Zapraszam do zgłaszania się do rundy kwietniowej! Pary rozlosuję 1 kwietnia, czas na przeczytanie książki mamy do końca miesiąca.


Dla przypomnienia zasady:

1. Celem zabawy jest zmniejszenie liczby książek w stosie.

2. Uczestnicy dobierani są losowo w pary i wybierają numer książki dla partnera.

3. Wylosowaną książkę należy przeczytać do końca miesiąca.

4. Mile widziana jest recenzja, do której link należy zamieścić na moim blogu.

5. Podsumowanie losowania wraz z linkami znajduje się w zakładkach z boku strony.

6. Jeśli wylosowana książka jest kolejną z cyklu, można przeczytać pierwszy tom.

Serdecznie zapraszam do zabawy i czekam na zgłoszenia wraz z podaniem liczby książek w stosie. Proszę sprawdźcie w podsumowaniu losowania z 2012 czy ujęłam wszystkie linki.

środa, 20 marca 2013

A jednak!

Kto inny, jak nie wy, zrozumie rozterki matki dziecka, które deklaruje, że czytać nie lubi! 
Moje dzieci od maleńkości musiały zaakceptować, że mam czyta przy karmieniu, przy zabawie, przy jedzeniu czyli wszędzie. Musiały zaakceptować, że książki się nie wyrywa i nie zabiera. Co więcej nauczyły się, że do usypiania trzeba mamie przygotować książkę. Wiedziały też, że mama będzie czytać do upadłego, że lektury nigdy nie odmówi. I mama czytała, czytała i czytała, książkę piątą, dziesiątą, piętnastą. Gdy starsza pociecha w zacnym wieku trzech lat znała literki, serce matki cieszyło się na towarzystwo w manii książkowej. Ale, mimo że pociecha szybko nauczyła się składać słowa to czytanie jej nie interesowało, a nawet irytowało. Nie pomagało tłumaczenie, że im więcej będzie czytać, tym płynniej jej ta czynność będzie przychodzić. Nie, i już. Doszło do tego, że mając sześć lat opowiadała obcym, że czytać nie umie. Ku mojej, starannie ukrywanej, rozpaczy. 
Przestałam podsuwać książki, pogodziłam się, że Siedmiolatka czytania nie polubi i że los matki czytającej na głos to moja karma. Siedmiolatka głupia nie jest, wiedziała na czym matce zależy, coś tam podczytywała z łaski ale zmian przełomowych nie było. 
Kilka dni temu teściowa podarowała Siedmiolatce książkę z tej serii, tom 45 (w Polsce także ukazały się te książki) dodam. Przewidywałam dwa scenariusze: lżejszy polegałby na rzucie książki w k ąt lub zmuszeniu matki do czytania, a gorszy na histerii z powodu własnej niemocy. O dziwo rozdział pierwszy został przeczytany, książka odłożona. Kolejnego wieczoru książka została zabrana do łóżka. Matka się ucieszyła, nic nie powiedziała na temat czytania i zniknęła z horyzontu. Podczas conocnego obchodu, na krótko przed północą, polegającego na zakrywaniu półgołych nóg, podawaniu picia, układaniu poduszki, zbieraniu Młodszego z ziemi lub zanoszeniu do łazienki, matka niemal poległa z wrażenia. Siedmiolatka siedziała z książką w ręku i doczytywała właśnie stronę sześćdziesiąt i osiem! A potem poszło lawinowo - książka została dokończona następnego wieczoru, podczas kolejnej wizyty w bibliotece siata zapełniła się kolejnymi tomami, a tempo czytania Siedmiolatki pogalopowało w lata świetlne. I to nie tylko po niemiecku, tak samo połyka książki po angielsku. A w stosunku do języka polskiego mamy stan jak na początku notki. Podejrzenie, że po przeczytaniu jednej dłuższej książki szybkość i chęć czytania wzrośnie, jest jak najbardziej na miejscu. Zobaczymy.

A to zdjęcie z dzisiejszego wieczoru:


wtorek, 19 marca 2013

"Lituma w Andach" Mario Vargas Llosa



Tytuł powieści Peruwiańczyka wydawał mi się być bardzo enigmatyczny. Lituma? Hmm... To nazwisko policjanta, który zostaje przeniesiony z Piury do małej osady w Andach. Naccos leży niemal na końcu świata, dopiero powstaje tu droga, a wszyscy mieszkańcy to robotnicy zatrudnieni przy jej budowie. Lituma i jego współpracownik Tomás mają jednak sporo pracy. Naccos mieści się w centrum działania terrucos. To lewacka partyzantka, której członkowie, w imię swoich przekonań, napadają na miejscową ludność, a ze szczególnym upodobaniem na cudzoziemców, niszczą i sieją postrach. 
W ostatnich miesiącach w Naccos zginęły trzy osoby - Litumie nie daje to spokoju i próbuje za wszelką cenę odkryć przyczynę zagadkowych zniknięć. Robotnicy jednak milczą, nie ufają policjantom oraz wydają się stać pod wpływem wioskowego karczmarza Dionisio i jego żony Adriany, która opętuje ich swoimi szamańskimi zdolnościami.

Długie samotne noce w Naccos to okazja do rozmów - Tomasito opowiada o swojej miłości do Mercedes, krajanki Litumy. Ta niezwykła historia bezinteresownej miłości przeplata się z wydarzeniami w Andach. Powieść Llosy łączy wiele wątków - to nie tylko historia Tomasa i aktualne wydarzenia w Andach, to także poboczne nitki, które ukazują działania terrucos, a przede wszystkim opis gór i ich mieszkańców. Lituma w Andach wydaje się być hommage na cześć Indian, gór, kultury Peru. Dumni Indianie, nieprzystępni, skryci, surowe góry, niezrozumiałe wierzenia napawają Litumę trwogą.

Bardzo podobała mi się konstrukcja powieści - płynne mieszanie wątków, z pozoru komplikujące odbiór powieści, wcale nie utrudniało lektury, raczej ją wzbogacało. 

Niewiele moich spostrzeżeń, o tej powieści można pisać dużo więcej - wol ę napisać tak niewiele niż nic. Od kilku dni nie mogę znaleźć nawet chwili na bloga więc wybaczcie jeśli przyszłe notki będą krótkie:(

Czytałam wydanie Rebisu z 2000 roku, okładka jest z aktualnego wydania Znaku - moim zdaniem dużo ładniejsza:)

Moja ocena: 5/6

Mario Vargas Llosa, Lituma w Andach, tł. Wojciech Charchalis, 244 str., Rebis 2000.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:


poniedziałek, 11 marca 2013

"Sztuka. Kreatywne zabawy i gry" Ruth Thomson

Zupełnie nie pociągają mnie prace ręczne, plastyka w szkole była mniejszym złem (muzyka była jeszcze gorsza) i gdy tylko mogłam się wywinąć od malowania czy rysowania, robiłam to.  A teraz mam za swoje - trafiło mi się dziecko plastycznie bardzo zainteresowane. Nie bardzo potrafię wesprzeć Siedmiolatkę w tworzeniu dzieł różnorakich, więc szukam inspiracji gdzie indziej.


Sztuka okazała się być strzałem w dziesiątkę. Zachwyciła nas przede wszystkim różnorodnością - to nie podręcznik ale towarzysz na wiele tygodni. Książka zawiera informacje o artystach i ich dziełach, pomysły na własne prace, szablony, zagadki i naklejki. Każda strona to inny temat i inne zadania lub pomysły. Zadania różnią się poziomem zaawansowania, tak że z książki mogą korzystać dzieci w różnym wieku, choć na pewno nie jest to pozycja dla maluchów.

Spójrzcie na wybrane przez moją artystkę strony:






Mimo że Siedmiolatka już od dawna wyżywa się artystycznie ze Sztuką, wiele stron nadal czeka na nią. Bardzo podoba nam się także wydanie książki - strony w bardzo praktyczny sposób połączone są za pomocą spirali, a szablonów czy papierów ozdobnych można używać także niezależnie. 

Polecamy!

Ruth Thomson, Sztuka. Kreatywne zabawy i gry, 80 str., Wydawnictwo Muza 2012.

niedziela, 10 marca 2013

"On wrócił" Timur Vermes



Adolf Hitler wrócił. Pewnego dnia budzi się na opuszczonym terenie, gdzieś w centrum Berlina i zupełnie nie rozumie w jakim świecie się znalazł. Krok po kroku odkrywa, że od końca wojny minęło prawie siedemdziesiąt lat, a świat całkowicie się zmienił. W wyniku splotu różnych nieoczekiwanych okoliczności, Hitler zostaje parodystą samego siebie, w telewizji prowadzi własne show i święci triumfy.
Powieść Vermesa nie bez powodu utrzymuje się na szczycie listy bestsellerów tygodnika Spiegel. Nie uwierzycie, ale jest bardzo zabawna - zachwycona jestem talentem pisarskim autora. Hitler jest narratorem, więc Vermes ukazuje jego postrzeganie świata, sposób w jaki odnajduje się we współczesności. Czyni to genialnie - nie trudno sobie wyobrazić, że niemal wszystko, na co trafia kontrowersyjny bohater jest dla niego nieznane. Potrafi on jednak dopasować każdy wynalazek czy fenomen społeczny do swoich przekonań. Jednak nie tylko sposób myślenia, ale i język dyktatora, sposób mówienia, jego monologi zachwycają realizmem. Chapeau bas panie Vermes!

Nigdy nie byłam fanką parodystów Hitlera ani dowcipów wojennych i książka Vermesa nieszczególnie mnie pociągała, jednak ten eksperyment myślowy to jednak coś więcej niż tylko komedia czy tania rozrywka. Wspomniana przeze mnie powyżej narracja pozwala czytelnikowi poznać także inne strony Hitlera - na przykład szarmancką, często sympatyczną. Takie odtabuizowanie wydaje się być niepokojąco niebezpieczne, bo czytelnik zaczyna się łapać na tym, że polubił głównego bohatera.

Łatwo się jednak domyślić, że celem Vermesa nie było ukazanie Hitlera jako sympatycznego pana, trochę zakręconego na punkcie wojny i nacjonalizmu. Jego powieść to raczej swoiste ostrzeżenie, wyrafinowana parodia społeczeństwa, które ledwo poznaje Hitlera, nie potrafi wymienić nazwisk innych nazistów, a często nie widzi w jego poglądach niczego zdrożnego. Zastraszające jest, jak prędko zdobywa on popularność - naturalnie jedynie jako komediant, ale stopniowo do jego programu zapraszani są politycy, a z jego słowami zaczynają się liczyć wszyscy. Vermes ukazuje jak łatwo można zbagatelizować zło - robi to cynicznie do bólu, a zarazem diabelnie inteligentnie. Napisałam, że to niepokojąca książka - wymaga bowiem dogłębnego spojrzenia, by zrozumieć zamysł autora oraz po raz kolejny stawia pytanie: można śmiać się z Hitlera? A jeśli powieść Vermesa śmieszy, to czy można się do tego przyznać?

Przekonana jestem, że tę książkę można odczytywać na wielu płaszczyznach, a przede wszystkim, że zmusza ona do refleksji. Na pewno nie pozostawi ona czytelnika obojętnym - i dlatego warto po nią sięgnąć. Strzałem w dziesiątkę był wybór audiobooka - niemiecki satyryk Christoph Maria Herbst zinterpretował powieść rewelacyjnie.

Recenzja tej książki u Agnieszki.

Moja ocena: 5/6

Timur Vermes, Er ist wieder da, 396 str., Eichborn 2012.

piątek, 8 marca 2013

"Lit-6" Risto Isomäki



Thriller ekologiczny? Fiński autor? Hmm... Ta książka długo czekała na swoją kolej ale od czego jest stosikowe losowanie? 
Niepotrzebnie zwlekałam z lekturą powieści Fina, bo to całkiem zacna, wciągająca ale i niepokojąca książka. Akcja rozpoczyna się w Japonii, gdzie skradziono dość pokażną ilość tytułowego litu-6. Miejscowa policja błądzi w ślepym zaułku oraz zawiadamia amerykańskie służby bezpieczeństwa o niebezpiecznej kradzieży. Równocześnie francuscy naukowcy zauważają ubytek plutonu. Te alarmujące informacje stawiają Amerykanów w stan gotowości - gorączkowo poszukiwany jest statek, którym wywieziono lit-6 oraz powstają najczarniejsze scenariusze zagłady Ziemi.

Główny bohater Lauri Nurmi - agent specjalny fińskiego pochodzenia, swoisty geniusz (zachwyca wiedzą i siłą fizyczną) angażuje się w poszukiwania zaginionych substancji. Powieść Isomäki to jednak nie tylko akcja, choć tej nie zabraknie: są strzelaniny, krew i sporo trupów, to przede wszystkim dyskurs z aktualną sytuacją atomową na świecie. Prywatne lęki Nurmiego korelują z sytuacją na świecie: strach przed zagładą atomową jest na tle wiedzy Nurmiego coraz bardziej realny. Ten lęk wiąże się także z wszechobecnym lękiem przed atakami terrorystycznymi - w jego epicentrum stoją stereotypowo osoby pochodzenia arabskiego. 

Powieść Fina to polemika z rozwojem atmowym na świecie. Autor dobrze ugruntował swoje przekonania - przy akzji wydarzeń w książce szczegółowo szkicuje rozwój technologii nuklearnej, podaje informacje dotyczące stanu dzisiejszego, w dość zjadliwy sposób szkicuje podstawowe reakcje chemiczne i procesy zachodzące podczas wybuchu jądrowego. To książka budząca w jakiś sposób lęk - nie ma tu mydlenia oczu, jest bardzo realna groźba. 

Nurmi wątpiąc w swoją pracę agenta daje autorowi możliwość krytyki polityki USA. Słaba, niepewna pani prezydent, brutalne akcje agentów, bezwzględność i tortury wielokrotnie tematyzowane są na kartach powieści. 

Jak pewnie się domyślacie, ta książka nie nastraja optymistycznie ale zdecydowanie warta jest przeczytania. Mnie nieco nużyły fizyczno-chemiczne opisy ale sama akcja poprowadzona jest szybko i ciekawie, a zwrócenie uwagi na globalne lęki ludzkości oraz rozsądek w używaniu technologii atomowej niezwykle istotne.

Moja ocena: 4/6

Risto Isomäki, Lit-6, tł. Bożena Kojro, wydawnictwo Kojro 2008.

środa, 6 marca 2013

"Hummeldumm" Tommy Jaud



Przypadkowy wybór - szukałam lektury lekkiej i przyjemnej i doszłam do wniosku, że setki czytelników nie mogę się mylić:) Hummeldumm wiele miesięcy utrzymywał się na szczycie listy bestsellerów tygodnika SPIEGEL. 

I nie rozczarowałam się - powieść Jauda to czysta rozrywka, bez podtekstów, bez skomplikowanych wątków i trudnej tematyki. 
Matze i Sina wreszcie znaleźli mieszkanie marzeń - podczas gdy on troszczył się o kupno, ona zarezerwowała urlop. Gdy oboje lądują w Windhoek wyczekany urlop zaczyna zamieniać się w horror. Sina wybrała dwutygodniową wycieczkę po Namibii, nie sprawdziła jednak kto będzie współtowarzyszem podróży. Okazuje się, że najbliższe czternaście dni spędzą z grupą dziwaków - para z Austrii, samotnik z Turyngii, szalony kamerzysta z Bawarii, nieporadna Szwajcarka rodem z Hanoweru i wreszcie głupiutka Pogodynka Brenda i jej niewybredny w doborze słów i trunków partner Breitling.
Matze nie może uwierzyć, że z tą zbieraniną ma spędzić zasłużony urlop. Ale to nie wszystko - już w pierwszym dniu otrzymuje sms-a z biura nieruchomości z zapytaniem o przelew opłaty rezerwacyjnej. O niej w gorączce przygotowań Matze zapomniał. Niestety naprawienie błędu nie jest takie proste. Najpierw nie działa kupiona przez Sinę wtyczka, potem na drodze do pomyślnego rozwiązania problemu staje brak zasięgu, brak dostępu do Internetu, rozładowany telefon itd., itp. Matze tak usilnie próbuje ukryć swój problem przed Siną i tak rozpaczliwie dorwać się do ładowarki, że jego zachowanie zaczyna wzbudzać podejrzenia całej grupy. Nie może tu zabraknąć całego mnóstwa komicznych zbiegów okoliczności i nieoczekiwanych problemów. Nie zapomnijmy o towarzyszach podróży. Niezwykle sympatyczny przewodnik grupy - Bahee - ma niezły orzech do zgryzienia, bo zadowolić każdego z nich jest bardzo trudno. 

Myślę, że książka nie ubawiłaby mnie tak, gdybym ją czytała. Nie jestem zbyt podatna na humor tego rodzaju, a już nagromadzenia niespodziewanych zbiegów okoliczności chorobliwie nie trawię ale na szczęście książki słuchałam i na szczęście autor czytał ją świetnie. Już sam fakt, że potrafił naśladować akcent każdego z uczestników podróży mnie zadowolił. Uwielbiam słuchać poszczególnych niemieckich dialektów i imponują mi osoby, które potrafią naśladować każdy z nich. Dzięki Jaudowi wiele razy uśmiechnęłam się podczas słuchania i po prostu oddałam się czystej rozrywce.

Moja ocena: 4/6

Tommy Jaud, Hummeldumm, 432 str., Fischer Verlag 2010.

wtorek, 5 marca 2013

Podsumowanie wyzwania azjatyckiego



Celem wyzwania było przeczytanie książek z każdego kraju Azji Południowo-Wschodniej oraz Dalekiego Wschodu czyli odwiedzenie czternastu krajów. Autorka wyzwania dopuszczała także książki przekrojowe, co pozwalało na zaliczenie kilku krajów za jednym zamachem.

W ramach wyzwania przeczytałam szesnaście książek i odwiedziłam wszystkie wymagane kraje. Najtrudniej było znaleźć mi książki z Brunei i Timoru Wschodniego ale dla chcącego nic trudnego:)
Przeczytałam trzy książki przekrojowe, wszystkie pozostałe dotyczyły tylko jednego kraju. 
To chyba jedno z najowocniejszych wyzwań - myślę, że dzięki niemu oraz biorąc pod uwagę moje wcześniejsze lektury, mogę powiedzieć, że całkiem dobrze znam literaturę tego rejonu świata.

Zestawienie moich wszystkich recenzji znajdziecie pod tym linkiem.

Agnieszce bardzo dziękuję za zorganizowanie wyzwania, a współuczestnikom za inspirujące lektury i recenzje. Ciekawa jestem gdzie teraz nas zabierze Agnieszka?

Statystyka luty 2013

Przeczytane książki: 6

Ilość stron: 2565

Książki w ramach wyzwania projekt nobliści: 0
Książki w ramach wyzwania nagrody literackie: 0
Książki w ramach wyzwania peryferyjnego: 0
Książki w ramach wyzwania azjatyckiego: 2

Przeczytane tytuły: 

"Die Päpstin" Donna W Cross
"Cesarzowa" Pearl S. Buck
"Kasia z Heilbronnu" Heinrich von Kleist
"Das Washington-Dekret" Jussi Adler-Olsen
"Die Kinder der Killing Fields" Erich Follath
"Hummeldumm" Tommy Jaud

Najlepsza książka: "Die Kinder der Killing Fields"

Ilość książek w stosie: 184

Statystyka wygląda tak dobrze tylko dzięki audiobookom. Mój czas skurczył się tak bardzo, że bloga prowadzę kosztem snu, bo o odpoczynku nawet nie mam kiedy pomyśleć. Stanie w berlińskich korkach jednak dość dobrze nastraja do słuchania książek, więc po długiej przerwie znowu zaczęłam w ten sposób czytać książki.

Przypominam, że Przeczytałam książkę ma teraz swoją stronę na fejsbuku, zachęcam do polubienia mnie!

1 marca ruszyło nowe wyzwanie, które dotychczas nie cieszy się zbytnią popularnością:( Dlatego ponownie zapraszam was do poznawania ze mną literatury Ameryki Południowej.