poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Blog Day 2009


Po raz czwarty obchodzimy dziś Dzień Blogu. Na tej stronie można znaleźć krótki opis idei Dnia Blogu oraz zasady.
I ja spróbuję opisać 5 blogów, na które lubię zaglądać. W zeszłym roku wymieniłam tylko blogi ksiażkowe, dziś spróbuję zachęcić do odwiedzenia blogów z zupełnie innych dziedzin.

1. Wrocławski blog Sary,
2. Fotki fotocyka,
3. Heskie opowieści kwiecienki,
4. Niebiańskie przepisy komarki,
5. Ciepły pamiętnik brahdelt.

A jak to wygląda u was? Może polecicie ciekawe, nieznane mi, blogi?

niedziela, 30 sierpnia 2009

"Czasy kóz" Luan Starova


Książka o kozach? I o polityce? A właściwie o roli kóz w komunizmie? To nie może być ciekawe. Tak pomyślałam. Myliłam się. Było ciekawie, nawet bardzo.
Autor przenosi nas do Macedonii, gdzie w biednej dzielnicy w Skopje mieszka rodzina albańskich emigrantów. Ojciec rodziny to profesor, badacz starych ksiąg, kompletnie pogrążony w swoim świecie. O byt rodziny dba matka. Rodzna ledwo przędzie, umierają najmłodsze z dzieci, rodzą się nowe, starsze są niedożywione, a matka próbuje na wszelkie sposoby związać koniec z końcem. Tymczasm do stolicy nadciagają pasterze z setkami kóz. Rząd republiki postanowił zrobić z pasterzy przykładnych przedstawicieli klasy robotniczej. Problemem są kozy. Kozy kochane przez dzieci, kozy ratujące życie, żywiące niemowlęta i towarzyszące rodzinom. Także rodzina emigrantów decyduje się na zakup kozy, mimo że może to być niebezpieczne. Wraz z zaupem nawiązuje się głęboka przyjaźń między ojcem a przywódcą pastrzey Czangą. Ojciec wprowadza go w świat ksiąg i historii, a Czanga prowokuje dyskusje polityczne. Kozy utrzymują przy życiu całą dzielnicę, która żyje w ciągłym strachu przed uprawomocnieniem dekretu o likwidacji kóz.
Wiem, nie brzmi to porywająco. Jendak powieść coś w sobie ma - dla mnie przede wszystkim ogromny faktor poznawczy, bo o Macedonii zbyt wiele nie wiem. Bardzo podobało mi się również zagadkowe zakończenie, którego naturalnie nie zdradzę:) Po przeczytaniu można również snuć dalekoidące rozważania polityczne - jednak takich ciągot nie mam. Starałam się skoncentrować na kulturze, na historii przede wszystkim.
Polecam!

Luan Starova, Czasy kóz, tł. Dorota Jovanka Ćirlić, 202 str., Oficyna 21.

czwartek, 27 sierpnia 2009

"Brama Niebiańskiego Spokoju" Shan Sa


Krótka, powiedziałabym, nowelka, wbrew oczekiwaniom, spodobała mi się. Dotąd preferowałam książki, opowiadające o Chinach dawnych, magicznych, pełnych tradycji i dostojeństwa. Nie pociągały mnie powieści osadzone w Chinach komunistycznych. W "Bramie Niebiańskiego Spokoju" akcja rozpoczyna się tuż po masakrze na placu Tian'anmen. Przypadkowy przechodzień wyciąga z obławy Ayamei, jedną z głównych incjatorek studenckiej rewolucji. Ayamei ukrywa się wpierw mieszkaniu kierowcy Wanga, który później umieszcza ją w swojej rodzinnej wiosce na wybrzeżu. Równocześnie poznajemy Zhao - przykładnego maoistę. Chłopaka ze wsi, wychowanego przez armię. Zhao oddany jest swoim przełożonym i komunistycznym ideom więc sumiennie stara się wykonać rozkaz, nakazujący mu aresztoanie Ayamei. Gdy w mieszkaniu jej rodziców trafia na pamiętniki dziewczyny, zaczyna poznawać osobę o zupełnie innym życiu niż on. Jego nieśmiałą fascynacja dziewczyną rośnie i wzbudza w nim dotąd nieznane pytania, mimo to nie usataje w poszukiwaniach buntowniczki. Ucieczka Ayamei w góry otwera świat dawnych wierzeń, nadaje książce nutę tradycyjnej chińskiej kultury. Właśnie sam, tajemniczy, koniec najbardziej mi się podobał.

Shan Sa, Brama Niebiańskiego Spokoju, tł. Krystyna Sławińska, 122 str., Muza.

środa, 26 sierpnia 2009

"Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej" Michał Witkowski


Poznajemy cwaniaka i kombinatora, który nieprzerwanie opowiada o sobie i swoim życiu. Właściciel lomabrdu, któremu żaden biznes nie jest obcy, zdradza swoje kombinatorskie tajemnice i komentuje transformacje w Polsce. Do pomocy dobiera sobie podwórkowych chłopców. Najważniejszy to Sasza - idealny mężczyzna. Przesycił mnie ten nieustanny słowotok, dusiły mnie opisy, przytłaczały słowa. Nie dotarł do mnie Witkowski, a może ja nie otwarłam się na jego świat. O ile "Fototapeta" mi się z pewnych względów podobała (lecz nie bezwarunkowo), to ta książka wyraźnie mnie znudziła. Warto było ją przeczytać dla kilku perełek, takich jak opis spotkania werbującego pracowników do sprzedaży bezpośredniej ale brak mi ogólnych zachwytów i poczucia przeczytania książki, która coś wniosła. Zawiodłam się.

Michał Witkowski, "Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej", 251 str., WAB.

sobota, 22 sierpnia 2009

"Masażysta cudotwórca" V.S. Naipaul


Ganesh Ramsumir to prosty człowiek. Nobilituje go jednak fakt, że ukończył szkoły. Wciąż ma nowy pomysł na swoje życie. Gdy nie wyszła mu kariera nauczyciela, postanowił zostać masażystą. Gdy i to się nie udało, obiweścił wszystkim, że napisze książkę. Sam zamiar czynił go wielkim w oczach sąsiadów. Pisanie książki trwało bardzo długo, a gdy już powstała marna broszurka, nie odniosła sukcesu. Szczęśliwym losem Ganesh zdobywa jednak sławę jako mistyk - cudotwórca i jego kariera zaczyna rozwijać się w zastraszającym tempie. Od cudotwórcy dzieli go już krok od polityki.
Dopiero po przeczytaniu książki dowiedziałam się, że to debiutancka powieść Naipaula. Całkiem przypadkowo wybrałam akurat ten tytuł w bibliotece. Naipaul opowiada bardzo sprawnie, dowcipnie. Jego opisy środowiska Hindusów na Trynidadzie są mistrzowskie, a dialogi przekomiczne. Naipaul demaskuje bohaterów, traktując ich z przymrużeniem oka, ukazując ich prostotę a zarazem wysokie mniemanie o sobie. Bardzo ciekawie opisuje życie na przedwojennym Trynidadzie - dla mnie była to w dużej mierze laktura poznawcza.
NIe tak dawno temu czytałam ciekawy artykuł o Naipaulu i miałam po nim bardzo sprzeczne odczucia, nawet nieco obawiałam się lektury jego książek. Jednak niezależnie jaką był osobą, jego pisanie bardzo mi się spodobało i myślę, że spróbuję sięgnąć po jego najsłynniejszą powieść "Dom pana Biswasa".

V.S. Naipaul, Der mystische Masseur, tł. Karin Graf, 249 str., Kiepenheuer & Witsch.

wtorek, 18 sierpnia 2009

"The Star-Apple Kingdom" Derek Walcott

Preczytałam. Wymęczyłam. Nie lubię poezji. I już. A poezja Walcotta nie jest tym rodzajem poezji, która potrafi zachęcić takich opornych czytelników jak ja.
Zbiorek, który czytałam zawiera wybrane wiersze z trzech różnych książek, więc daje pewnie ogólny pogląd na twórczość Walcotta. Owszem zorientowałam się, że dominującą tematyką jest poszukiwanie tożsamości narodowej i utrata ojczyzny ale nawet posłowie tłumacza nie rozjaśniło mi przeczytanych wierszy, co gorsza myśli tak mi uciekały, że nie dokończyłam owego posłowia czytać. Gdyby nie noblowski plan, pewnie nigdy bym nie sięgnęła po wiersze Walcotta i nawet teraz, mimo że je przeczytałam, z czystym sumieniem nie mogę tak powiedzieć. Szkoda. Ciekawa jestem czy jeszcze ktoś zmierzy się z Walcottem i podzieli swoimi spotrzeżeniami?

Derek Walcott, Das Königreich des Sternapfels, tł. Klaus Martens, 98 str., Hanser.

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

"Aleja samobójców" Marek Krajewski, Mariusz Czubaj


Bardzo byłam ciekawa wyniku mariażu Krajewskiego i Czubaj. Niestety nie podobało mi się tak, jak kryminały z Mockiem w roli głównej.
Tutaj mamy Jarosława Patera - nadkomisarza z Gdańska, lubiącego pokera i muzykę purystę językowego. Pater prowadzi śledztwo, od którego został odsunięty na własną rękę. W eksluzywnym domu starców pod Gdańskiem zostaje zamorodwany i oskalpowany jeden z pensjonariuszy, a kolejny ginie. Gdy Pater zaczyna prowadzić śledztwo okazuje się, że oskalpowany pensjonariusz tylko pozornie był staruszkiem poruszającym się na wózku inwalidzkim, a dyrektor domu seniora to podejrzany gość. Do tego całą sprawą zaczyna interesować się ABW, która niezbyt delikatnie pozbywa się Patera ze śledztwa. Autorzy zahaczają o antropologię, skandynawistykę, okaleczanie - tematyka ciekawa, choć dla mnie mogłaby być bardziej rozbudowana.
Zastanawiałam się czego mi brakowało. Po pierwsze oczekiwałam podświadomie stylu Krajewskiego, a jednak (co nie powinno naturalnie dziwić) w tym kryminale widać inne pióro. A po drugie myślę, że wyjątkowość kryminałów Krajewskiego wynika w sporej części z faktu umiejscowienia ich w latach przedwojennych. Współczesność "Alei samobójców" nie miała dla mnie już tego uroku.
Mimo to chętnie przeczytałabym kolejny kryminał tego duetu, niestety na razie go nie mam:(

Marek Krajewski, Mariusz Czubaj, Aleja samobójców, 283 str., WAB

niedziela, 16 sierpnia 2009

"Przyślę Panu list i klucz" Maria Pruszkowska


Będąc u rodziców zapragnęłam wrócić do tej książki. Ostatni raz czytałam ją pewnie 15 lat temu i już niestety niewiele zostało mi w pamięci.
Oto poznajemy w pierwszych rozdziałach rodzinę opętaną pasją czytelnictwa. Po pirwsze ojca, który czyta tak nałogowo, że nawet mówiąc posługuje się cytatami z książek. Następnie jego dwie córki, oddane tak samo pasji czytania jak ich ojciec. Jedynie matka próbuje wprowadzić jakąś normalność w domowe pielesze ale w końcu również się poddaje rodzinnej pasji. Maria Pruszkowska w kolejnych rozdziałach opisuje perypetie obu córek, które wynikają z ciągłego czytania książek. Towarzyszymy im przez lata szkolne aż do momentu, gdy stają się pannami na wydaniu.
Książka napisana jest ciepło, przytulnie wręcz. Przestarzałe zwroty czy okoliczności wydarzeń raczej wzruszają niż denerwują. Lektura obowiązkowa wszystkich moli książkowych!

Maria Pruszkowska, Przyślę Panu list i klucz, 146 str., Wydawnictwo Morskie.

Wróciłam

Tygodniowy pobyt u rodziców zaowocował sporymi zakupami w księgarni (na szczęście głównie dla córki), przesortowaniem sporej ilości książek i zasileniem podaja w nadziei, że i mnie uda się wreszcie coś upolować, przeczytaniem ogromnego stosu Dużych Formatów i Wysokich Obcasów oraz jednej książki - tę ostatnią to już łyknęłam w samolocie, a zrecenzuję za chwilkę. Wyszukałam też kilku noblistów i pożyczyłam do przeczytania.
Fajnie było:)

sobota, 8 sierpnia 2009

"Głowa Minotaura" Marek Krajewski


Bardzo mi się podobało. Uwielbiam styl Krajewskiego. Od pierwszego zdania przenoszę się w inny świat. Tym razem najmniej na kartach powieści Wrocławia, za to dużo przedwojennego Lwowa, trochę Katowic, a i Rybnik jest. Nie jestem w stanie skonfrotnować opisów Lwowa, ale Katowice wypadły świetnie.
Krajewski naszykował jeszcze jedną niespodziankę, oprócz zmiany miejsca akcji. Śledztwo prwadzone jest nietylko przez Mocka. Towarzyszy mu lwowski policjant Popielski. Do Mocka dość podobny - fascynat łaciny i szachów, porywczy, tajemniczy i bardzo dobry w tym, czym się zajmuje. Połączyło ich pozukiwanie minotaura - mężczyzny, który gwałci dziewice, następnie je zabija i wygryza ich twarz. Tak, Krajewski znów nie unika brutalności, czasem oceiarającej się o obrzydliwość. Mnie to akurat bardzo pasuje. Lubię realne, dosadne opisy. Ów Minotaur pochodzi najprawdopodbniej z Lwowa i uderzył tym razem we Wrocławiu. Śledztwo okazuje się być bardzo skomplikowane i uderze osobiście w Popielskiego, a właściwie w jego piękną, nastoletnią córkę.
Można by krytykować niektóre posunięcia Krajewskiego (rola córki chociażby) ale ja pozostanę bezkrtyczna, bo naprawdę świetnie i szybko się czytało. Czyli tak, jak to powinno mieć miejsce w przypadku kryminału. Polecam.

Jutro wyjeżdżam na 6 dni. Nie będę więc zaczynać nowej książki, spróbuję nadrobić czytanie czasopism. A u mamy już czekają na mnie nowe książki:)

Marek Krajewski, Głowa Minotaura, 341 str., WAB.

czwartek, 6 sierpnia 2009

"Nazywam się czerwień" Orhan Pamuk


Udało się! Przebrnęłam przez całe 575 drobno zadrukowanych stron. Muszę jednak przyznać, że najbardziej krytyczne było pierwszych sto stron, gdy rozważałam odłożenie książki. Gdy jednak przyzwyczaiłam się do stylu i treści o odkładaniu książki przestałam myśleć.
Pamuk przenosi nas do szesnastowiecznego Stambułu w środowisko ilustratorów ksiąg. Poznajemy głównego ilustratora, trzech najbardziej utalentowych pracowników oraz Karę. Kara wyjechał ze Stambułu 12 lat temu, gdy okazało się, że nie może poślubić ukochanej córki wuja. Przez całe te lata marzył o pięknej wybrance. Wuj wezwał go do powrotu, by pomógł mu w ukończeniu wyjątkowej księgi, tworzonej właśnie dla szacha. Okazuje się jednak, że wuj odchodzi od tradycyjnego osmańskiego stylu ilustrowania, poddając się wpływom europejskim. Taki rozwój nie wszystkim się podoba, co więcej przez wielu uznawany jest za świętokradztwo i grzech śmiertelny. Wraz z przybyciem Kary do Stambułu zamordowany zostaje jeden z ilustratorów, który wykonywał złocone ornamenty w powstającej księdze. Pamuk niespiesznie snuje swoją intrygę, poświęcając najwięcej miejsca dokładnym opisom ksiąg, ilustracji, przytaczając legendy, przypowieści, historie. Opis jednej ilustracji po trafi zająć kilka stron, a jedno zdanie nawet półtora strony! Czytanie wymaga wielkiej koncentracji czytelnika i wręcz passjonackiego zamiłowania do opisyanych tematów. Równolegle autor pozwala na ponowne spotkanie Kary i pięknej ukochanej - matki dwóch synów, których ojciec nie powrócił z wojny. Przy okazji tego wątku możemy poznać życie w szestnastowiecznym Stambule - mieszkańców, poszczególne dzielnice, stroje, potrawy.
Pamuk dzieli swoją powieść na 59 rozdziałów - z których każdy ma innego narratora. Rozdziały nie są zbyt długie, co mnie akurat pomagało w czytaniu powieści. Z drugiej strony jednak ciągłe zmiany narratora wymagały stałej koncentracji. Narratorem są postaci (Kara, ukochana, ilustratorzy) ale również bohaterowie ksiąg (drzewo, koń, szatan). I te ostatnie rozdziały czytało mi się najgorzej. Brak mi odniesienia i wiedzy na temat ilustracji, zwłaszcza perskiej. Dużym ułatwieniem byłoby opublikowanie ilustracji w powieści, gdzie czytelnik mógłby skonfrotnować wzmianki dotyczące stylu.
Trudno mi polecić Pamuka z czystym sumieniem. Warto przeczytać tę powieść dla własnej satysfakcji, ale nie ukrywam, że nie jest to łatwa rozrywka.

Wraz z przeczytaniem tej książki poznałam kolejnego noblistę oraz dołączyłam kolejny kraj do mapy.

Orhan Pamuk, Rot ist mein Name, tł. Ingird Iren, 575 str., Hanser.

piątek, 31 lipca 2009

"Moonlight" Harold Pinter


Zdecydowałam się na przeczytanie dramatów Pintera, bo teatr to także moje wielkie hobby a i Pinter przede wszystkim jest dramaturgiem.
Przeczytałam trzy sztuki: "Party time", "Moonlight", "Ashes to ashes". Od pierwszych słów uderza charakterystyczny styl Pintera: dominują krótkie zdania, urywane wręcz, powtórzenia. Czytelnik ma wrażenie, że rozmówcy nie słuchają się uważnie, gdyż ciągle odbiegają od tematu. Pinter odrzuca tradycyjny podział sztuk na akty i sceny, co mi się podobało.
Chciałabym napisać coś o samej treści - ale trudno mi będzie. Treść wydaje się być całkowicie błaha ale podskórnie czułam, że Pinter pod przykrywką lekkich rozmów, przekazuje coś więcej. Niestety bardzo trudno było mi uchwycić to coś. Na pewno pomogło by tu obejrzenie inscenizacji i jeśli mi się taka możliwość trafi, na pewno to uczynię. Na razie jednak muszę dumać sama, bo i w sieci niewiele znalazłam.
"Party time" to jak sam tytuł wskazuje scenka rodzajowa w trakcie małej domowej imprezy. Goście rozmawiają na różnorakie błahe tematy - o nowym klubie tenisowym, plotkują o innych. Równocześnie niektórzy z gości jadąc na imprezę trafili na obławę i zamieszki na ulicy. Młoda dziewczyna - Dusty - szuka swojego brata, który nagle pojawia się drzwiach. Nie widzę powiązań, nie widzę przesłania.
"Moonlight" - małżeństwo wspomina przeszłe lata. Mąż, będący o krok od śmierci, wspomina o spotkaniu z dawną przyjaciółką rodziny, żona ze znajomym sprzed lat. Ich synowie (którzy z rodzicami nie mają kontaktu) również prowadzą rozmowę. Pozornie bez składu i chronologii. Przeczytajcie proszę i podzielcie się wrażeniami!
"Ashes to ashes" wreszcie to jedynie rozmowa małżeństwa - Rebecca opowiada mężowi o swoim byłym? aktualnym? brutalnym kochanku. Z urywanych zdań wyłania się postać bez skrupułów, nazywana führerem, która włada nad losem i życiem pracowników fabryki. Sztuka wywoływała we mnie zdecydowanie skojarzenia nazistwoskie ale nie jestem przekonana czy o takie autorowi chodziło.

Trudne to utwory, wymagające zadumy i przede wszystkim dobrej inscenizacji. Szalenie ciekawa jestem innych opinii!

Harold Pinter, Mondlicht und andere Stücke, tł. H.M. Ledig-Rowohlt, Elisabeth Plessen, Peter Zadek, Michael Walter, 113 str., rowohlt.

czwartek, 30 lipca 2009

"Łups" Terry Pratchett


Wynudził mnie Pratchett, wynudził. Nie wiem czy zmęczenie tematem (moje) czy to faktycznie słabsza książka. Ale dla porządku zmęczyłam, skoro tyle poprzednich tomów przeczytałam.
Za kilka dni mają nastąpić obchody Dnia Doliny Koom - dzień tradycyjnie krytyczny dla stosunków krasnoludzio-trollowych. Wiele lat temu nastąpiła legendarna bitwa między krasnoludami a trollami w owej dolinie. Tym razem obchody zapowiadają się na jeszcze bardziej skomplikowane niż zazwyczaj, bo COŚ mąci krasnoludzi świat. Niewyjaśnione morderstwa wciągają do akcji Sama Vimesa i straż.
Trudno powiedzieć co mnie znudziło - chyba najbardziej sama akcja. Bo styl Pratchetta pozostaje niezmienny. Zobaczymy jak będzie z następnym tomem.

Terry Pratchett, Łups, tł. Piotr W. Cholewa, 334 str., Prószyński i S-ka.

poniedziałek, 27 lipca 2009

Projekt Nobliści część druga

W komentarzach do mojego pierwszego postu o noblistach padła, zwłaszcza ze strony marigolden, propozycja zebrania w jednym miejscu recenzji chętnych do przyłączenia się do projektu. Nie spodziewałam sie aż tak dużej reakcji na mój czytelniczy plan i cieszę się, że znazlało się więcej osób, które chciałyby poznać noblistów. Przemyślałam owe komentarze i postanowiłam założyć osobnego bloga w tym celu.
Projekt ten ma być z zasady różny od wyzwań czytelniczych. Nie chcę go ograniczać czasowo - może istnieć tak długo aż każdy uczestnik przeczyta wszystkie zaplanowane książki. Nowy blog miałby służyć jedynie recenzjom książek, napisanych przez noblistów. Myślę, że każdy uczestnik projektu mógłby rozpocząć od postu, w którym opisałby ile noblistów już przeczytał, jakie ma plany - tutaj można by posłużyć się stworzoną przeze mnie listą.
Co sądzicie? Jakieś uwagi? Proszę chętnych o zgłaszanie się w komentarzach:)

Nowy blog można znaleźć tu.

niedziela, 26 lipca 2009

"Ślad na piasku" Zoe Ferraris


Skusił mnie opis padmy - kryminał z Arabii Saudyjskiej brzmiał naprawdę zachęcająco, więc czym prędzej złapałam książkę w bibliotece. Zanim jeszcze zaczęłam czytać okazało się, że kryminał to może tak, ale z Arabii Saudyjskiej to raczej nie. Autorka jest Amerykanką, która spędziła rok z rodziną swego byłego męża, właśnie w tym kraju. Więc zna saudyjskie realia, problemy i życie ale jednak pozostanie Amerykanką z jej wychowaniem, doświadczeniami i punktem widzenia. Na którmyś z blogów padło pytania przy okazji tworzenia mapki krajów, których literaturę poznaliśmy, czy kierujemy się pochodzeniem autora czy akcją powieści. Dla mnie zdecydowanie najważniejsze jest pochodzenie autora, bo autor, który w danym kraju spędził nawet pół życia jednak do końca nie odrzuci swego cudzoziemskiego bagażu doświadczeń.
Ale wracając do powieści Ferraris. Kryminałem stricte też nie jest. Ale to dobrze. W pierwszym rozdziale wpadamy od razu w środek akcji - córka z bogatego domu znika. Poszukują jej bracia, Beduini i Nayir - przyjaciel jednego z braci zaginionej. Ciało szenastoletniej Nouf zostaje znalezione ale rodzina pragnie uniknąć oficjlanego dochodzenia. Nieoficjalnie jednak Nayir, na prośbę brata Nouf, prowadzi śledztwo. Pomaga mu w tym Katya - narzeczona owego brata, która pracuje w laboratorium, w którym przeprowadzono autopsję. Śledztwo utrudnione jest przez niemal wszystko - niemożność rozmów między kobietami a mężczyznami, surowe zasady religijne i wreszcie niewyobrażalny upał. Jednak nie samo śledztwo jest w powieści najciekawsze. Ferraris poświęca wiele miejsca opisom życia w Arabii Saudyjskiej, przede wszystkim koncentruje się na zasadach, które nie tylko ograniczają swobodę kobiet (choć tą oczywiście w najbardziej masywnym stopniu) ale także mężczyzn, którzy stale muszą uważać, by nie zachować się niereligijnie. Na podstawie Nayira autorka opisuje ewolucję mentalną młodego mężczyzny. Nayir nie ma żony, ani narzeczonej, nie ma również doświadczenia w kontaktach z kobietami i wraz z postępującą wsółpracą z dość otwartą i postępową Katyą zmieniają się jego poglądy, a także zdanie na temat uczuć, zajęć, pragnień i problemów kobiet. Książka Ferraris mogłaby stać się przyczynkiem do rozważań na temat Koranu i jego wpływu na zasady życia w krajach arabskich, na temat wyobcowania młodzieży, niewiedzy, uwięzienia. Ale nie jest. Przyznam, że czytało się przyjemnie, że sama akcja i styl pisania Ferraris są wciągające ale nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że ona tylko zadrapuję powierzchnię wieka, po otwarciu którego dopiero można by znaleźć głębsze rozważania na powyższe tematy. Czytając tę książkę miałam trochę wrażenie jak gdybym oglądała holywoodzką ekranizację dobrej powieści. Ferraris stworzyła zgrabną powieść - z wartką akcją, w miarę dobrym stylem i ciekawym tłem. Dla mnie to jednak tylko tyle. Mam wielką ochotę przeczytać powieść, która faktycznie powstała w Arabii Saudyjskiej.
A czasu poświęconego Ferraris nie żałuję - warto potraktować jej książkę jako wstęp do tego kraju.

Zoe Ferraris, Die letzte Sure, tł. Matthias Müller, 395 str., Pendo.

czwartek, 23 lipca 2009

"Drei auf dem Eis" Tim Krabbé


To właściwie krótka opowiastka ale jak różna od książki Nothomb. Szczupła książeczka potrafi w sobie zawrzeć tak wiele myśli, impulsów i treści a wszystko to napisane pięknymi, doszlifowanymi zdaniami.
Ojciec i syn spędzają urlop w Izraelu. Dowiadują się, że w Holandii zima jest siarczysta, kanały zamarzają i być może wreszcie uda się znów zorganizować Wyścig Jedenastu Miast. Dla Holendrów to sprawa wyjątkowa, wyczekiwana, która interesuje wszystkich. Ojciec jeździ na łyżwach chętnie i nie może doczekać się powrotu do ojczyzny. Zaraz po powrocie chwyta za łyżwy i późnym wieczorem wybiera się na przejażdżkę po zamarzniętym kanale, gdzie wcześniej odbył się wyścig. Nie ma nic piękniejszego niż samotna jazda po zagubionym wśród łąk idyllicznym kanale, gdy mróz szczypie w uszy, w oddali widać światełka w oknach domów, a myśli same pędzą w różnych kireunkach. W kolejnych dniach ojciec zabiera na łyżwy syna, który zupełnie nie radzi sobie z tym sportem. Przypadek jednak chce, że 8 stycznia mama kupuje mu na prośbę syna nowe łyżwy i przypadkiem wpadają do byłego męża. Dzień ten okazuje się być wyjątkowym...
Zachęcam do sięgnięcia po tę opowiastkę, miniaturkę właściwie. Przepięknie napisana rzecz:)

Tim Krabbé, Drei auf dem Eis, tł., Susanne George, 62 str., Reclam.

środa, 22 lipca 2009

"Słownik imion własnych" Amélie Nothomb

Wiele recenzji na blogach zachęciło mnie do zapoznania się z tą autorką. Złapałam na podaju akurat tę książkę, więc traf chciał, że od niej zaczęłam. I niestety się rozczarowałam. I to wszystkim: historią i stylem. Nie rozumiem zupełnie celu napisania tej "powieści". Ujęłam słowo w cudzysłów, bo dla mnie to zaledwie szkic, pomysł do rozwinięcia. Historia również zupełnie niewiarygodna: młoda dziewczyna postanawia zajść w ciążę i wyjść za mąż. Męża zabija, rodzi dziecko w więzieniu i popełnia samobójstwo. Dziecko jest niezwykłe i ma nadzwyczajny talent taneczny. I tak się toczy opowieść do momentu gdy autorka postanawia ją zakończyć i chybcikiem połyka lata, kończy wątki i wpycha happy end. Brakuje mi tu jakiegokolwiek tła psychologicznego, choćby cienia motywacji postępowań bohaterów. Nothomb opowiada historię i nawet nie czyni tego zgrabnie. Podejrzewam, że chciała odwzorować sposób opowiadania dziecka ale wyszło infantylnie i nudno. Zraziłam się ale mam w domu jeszcze jedną książkę tej pani z wyprzedaży, więc w swoim czasie dostanie drugą szansę.

Amélie Nothomb, Słownik imion własnych, tł. Joanna Polachowska, 109 str., Muza.

wtorek, 21 lipca 2009

Portret autora - Hans Fallada

Dziś obchodziłby urodziny, więc dobry dzień na przedstawienie jego sylwetki. Bo tak naprawdę, słyszeliście kiedyś o tym pisarzu?
To mi bardzo bliski niemiecki autor, który urodził się 21.07.1893 w Greifswaldzie jako Rudolf Ditzen. Był dzieckiem samotnym, wyobcowanym, które miało mało kontaktów z rówieśnikami ze względu na długą chorobę. I na wiele lat pozostał niespełnionym młodym mężczyzną, który pragnął sprostać wymaganiom ojca. Pisać zaczyna jeszcze jako ekspresjonista i jego pierwszych utworów zdecydowanie nie polecam. Popularność przyniosła mu dopiero napisana w 1931 r. powieść "Bauern, Bonzen und Bomben" a prawdziwym bestsellerem stała się książka "I cóż dalej szary człowieku?" z 1932 roku, którą bardzo polecam. To klasyczna powieść głęboko osadzona w ówczesnych realiach kryzysu światowego, opowiadająca o życiu młodej pary, walczącej o przetrwanie. To właśnie ta powieść pozwoliła mi zasmakować w Falladzie. Największe jego powieści powstały w idyllicznej wiosce Carwitz, gdzie próbował przetrwać II wojnę światową, unikając współpracy z nazistami i poświęcając się życiu rodzinnemu i pisaniu. Napisał m.in. piękne wspomnieniowe książki, które niestety dotąd nie zostały przetłumaczone na polski oraz śliczne opowiadania dla dzieci. Z końcem wojny powstała też powieść "Pijak", opisująca genezę i rozwój alkholizmu. Fallada opierał się tutaj na swoich własnych doświadczeniach - był alkoholikiem i był uzależniony od morfiny. Powieść pisał na skrawkach papieru, przebywając w więzieniu, aresztowany za rzekomą próbę zabójstwa ukochanej żony. To oprócz "Der Alpdruck" najbardziej osobista i rozrachunkowa powieść Fallady.
Najciekawsza jego powieść powstała tuż po wojnie - to pierwsza niemiecka powieść rozrachunkowa z nazizmem "Każdy umiera w samotności" - poruszająca i warta przeczytania.
Pisarz zmarł samotnie w Berlinie w 1947 roku.
Dziś można odwiedzić jego dom w Carwitz - na Pojezierzu Meklemburskim. Domem opiekuje się Stowarzyszenie Hansa Fallady, które również corocznie organizuje dni jego imienia, właśnie w drugiej połowie lipca.
Zapraszam na stronę internetową stowarzyszenia oraz na stronę Carwitz.
Trzy wytłuszczone przeze mnie tytuły ukazały się po polsku - może sięgnięcie po któryś z nich?

A skąd moje zamiłowanie do Fallady? Temu pisarzowi poświęciłam moją pracę magisterską, w której badałam problem izolacji w jego życiu i w jego trzech ostatnich powieściach, m.in. właśnie w "Pijaku" i w "Każdy umiera w samotności".

Wpisem o Falladzie chciałabym rozpocząć serię postów poświęconych portretom pisarzy mniej znanych, zapomnianych, klasyków, o których każdy słyszał, a nikt ich nie czytał:) Jak wam się ten pomysł podoba?

Zdjęcie pochodzi z www.buecher-wiki.de.

"Fioletowy hibiskus" Chimamanda Ngozi Adichie


Spoglądam na pięknie kwitnący hibiskus o fioletowych kwiatach i myślę o książce, którą właśnie skończyłam czytać. Poruszająca, ciekawa, wielostronna.
Kambili wyrasta w bogatej rodzinie nigeryjskiej. Niczego im nie brakuje, mają piękny dom, personel. Kambili i jej brat Jaja mają kochających rodziców. Ich ojciec pojmuje jednak miłość do dzieci inaczej niż przeciętny rodzic. Jest fanatycznym katolikiem i wychowuje dzieci bogobojnie, w strachu przed grzechem, karą i złym słowem. Kambili mówi tylko ściszonym głosem, nie zna muzyki ani telewizji, nigdy się nie uśmiecha, cały czas poświęca nauce i kocha ojca. Ojca przez wszystkich szanowanego, znanego filantropa i przedsiębiorcę.
Po wizycie u ciotki, siostry ojca, dzieci zaczynają się zmieniać.
Potrafię sobie taką rodzinę wyobrazić w każdym zakątku świata: źle pojętą miłość do dziecka, fanatyzm, nietolerancję.
Autorka potrafi jednak nadać książce nigeryjską nutę - dzięki jej opisom choć trochę poznałam zupełnie mi nieznany kraj, który właśnie znajduje się w trudnej sytuacji politycznej. Wraz z nowym rządem członków rodziny Kambili zaczynają nękać prześladowania, rewizje, terror.
Przejmująca książka, zmuszająca do przemyśleń. Polecam!

Wraz z przeczytaniem zwiększa się liczba krajów, które odwiedziłam literacko.

Chimamanda Ngozi Adichie, Blauer Hibiskus, tł. Judith Schwaab, 313 str., Luchterhand.

poniedziałek, 20 lipca 2009

"Talki w podróży" Leszek Talko


Kolejna lekka książka na jeden dzień. Zazdroszczę Talkom, że mieli czas i chęć objechać Polskę, zajrzeć do mało znanych miasteczek, zmagać się z niewygodami, beznadziejnymi jadłodajniami, obskurnymi hotelami a to wszystko w akompaniamencie porykiwań Młodszego. Chciałabym wybrać się na taką wyprawę więc chętnie poczytałam o znanych mi i zupełnie nieznanych zakątkach Polski, o kuriozach i zamczyskach. O duchach, pozostałościach komunizmu i niemieckości Dolnego Śląska. Lekkie pióro Talki czyni lekturę przyjemną, dowcipne rysunki Krzysztofa Ostrowskiego są miłym przerywnikiem, a dialogi z Młodszym i Młodszą są rewelacyjne. Polecam na letni dzień.

Leszek Talko, Talki w podróży, 292 str., Wydawnictwo Otwarte.